Temat numeru
 
Cuda - znak Bożego działania
Bogusław Bajor

cuda znak bożego działaniaKtóż z nas nie chciałby doznać cudu? Cudowne wydarzenia intrygują, bo utwierdzają nas w przekonaniu, że istnieje świat nadprzyrodzony. Po ludzku – choćby podświadomie – chcemy potwierdzenia, że życie to coś więcej niż materia, więcej niż to, co postrzegają nasze zmysły. Cuda dodają nam otuchy, przymnażają wiary, ponieważ mówią nam, że nie jesteśmy na tym świecie sami. Poprzez te niezwykłe zdarzenia, mamy dowód, że Bóg istnieje i interesuje się nami, bo wkracza w nasze życie, czasami zawieszając nawet prawa ustanowione przez Siebie.

Kiedy mówimy o cudach, zazwyczaj myślimy o uzdrowieniach – z nieuleczalnej choroby, usprawnieniu członków ciała. Musimy jednak pamiętać, że największymi cudami są nawrócenia, ponieważ przez powrót człowieka do Boga dokonuje się radykalna przemiana ludzkiego ducha.

Według leksykonu Katolicyzm A-Z cud to znak Boga wyrażony w empirycznej (poznanej przez doświadczenie) rzeczywistości świata, poprzez który Bóg manifestuje swą obecność i działa, objawiając swą Miłość w celu nawiązania dialogu z człowiekiem. Innymi słowy cud, to niezwykły znak, który dzieje się poza wszelkim porządkiem stworzenia (św. Tomasz z Akwinu), a dzięki któremu Bóg objawia swą moc, a zarazem troskę o człowieka.

By cuda mogły zaistnieć, konieczna jest czysta intencja, nasza ufność i prawdziwa wiara. Słowa Pana Jezusa są tutaj jednoznaczne: Wstań, idź, Twoja wiara Cię uzdrowiła (Łk 17, 19), Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: Przesuń się stąd tam!, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was (Mt 17, 20).


Zbawiciel potwierdza swą naukę cudami
 
Nasz Zbawiciel nie przyszedł na świat po to, by go potępić, lecz żeby go zbawić (por. J 12,47). Oddał swoje życie dla naszego zbawienia, a wcześniej wezwał do naśladowania Siebie. On – Droga, Prawda, Życie i Miłość w najczystszej postaci chce wiecznego szczęścia wszystkich ludzi.

Bóg-Człowiek potwierdzał Swą naukę cudami. Co warte podkreślenia, nawet Jego wrogowie, faryzeusze, nie kwestionowali Jego cudów, tylko moc, jaką je czyni (fałszywie zarzucając inspirację diabelską).

W Ewangeliach znajduje się 36 opisów cudów Jezusa Chrystusa i 12 wzmianek o Jego cudotwórczej działalności. Wiemy ponadto z Ewangelii św. Jana, że jest wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać. (J 21,25). 

Największym cudem Jezusa Chrystusa jest oczywiście jego Zmartwychwstanie. Na powstaniu Zbawiciela z martwych opiera się nasza wiara, bo jak pisze św. Paweł: Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara… Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. (por. 1 Kor 15, 14-20).

Pan Jezus dokonywał cudów nad naturą fizyczną (np. uciszenie gwałtownej burzy, rozmnożenie chleba), uwalniał opętanych od złych duchów, uzdrawiał fizycznie i wskrzeszał. Najsłynniejszym było przywrócenie do życia swego przyjaciela, Łazarza: Jezus przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: „Usuńcie kamień”. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie”. Jezus rzekł do niej: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał”. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego (por. J 11, 38-45).

Cuda Jezusa są manifestacją obecności i władzy Bożej, ale też poprzez to, że Zbawiciel pokonuje zło, upostaciowane w chorobie, w złych duchach, w siłach przyrody, mamy niezbity dowód, że jest On wybawcą ludzi. Te cuda pokazują, że Bóg, najlepszy Ojciec,  interesuje się losem swych dzieci i w każdej chwili gotów jest nam spieszyć na ratunek.

W imię moje…
 
Po chwalebnym zmartwychwstaniu Chrystus Pan nakazał swym uczniom głoszenie Ewangelii po całym świecie i udzielanie poganom chrztu. Zapowiedział też, że tym, którzy będą świadczyć o Nim, da szczególną moc: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać do rąk będą, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie (Mk 16, 17-18). Cała historia chrześcijaństwa pełna jest przykładów świętych, którzy w imię Pańskie czynili cudowne znaki. Cuda za pośrednictwem św. Judy Tadeusza, św. Antoniego z Padwy, św. Józefa z Kupertynu, św. Patryka, św. Rity czy św. Stanisława ze Szczepanowa, to zaledwie ułamek procenta ponadnaturalnej działalności tych, którzy poszli za Chrystusem.

Cuda za przyczyną św. Ojca Pio
 
W XX stuleciu, epoce tak bardzo rozpowszechnionego racjonalizmu i kultu cielesności, Pan Bóg postanowił w specyficzny sposób „zadrwić” sobie z ludzkiej pychy, zsyłając Ojca Pio z Pietrelciny, świętego w stylu „średniowiecznym”, pokornego kapucyna, stygmatyka i cudotwórcę.

By opowiedzieć o wszystkich cudownych wydarzeniach, związanych ze św. Ojcem Pio, trzeba by zapisać grubą księgę. Ograniczmy się zatem w tym miejscu tylko do kilku szczególnych darów, jakie otrzymał od Boga. Krew z jego stygmatów wydzielała piękny zapach kwiatów; Ojciec Pio posiadał zdolność bilokacji, czyli przebywania równocześnie w dwóch różnych miejscach; świadkowie mówili też, że potrafił przenikać przez zamknięte drzwi, a cudowne uzdrowienia, przypisywane jego modlitwom trudno zliczyć. Wspomnijmy tutaj choćby uzdrowienie z choroby nowotworowej znanej obrończyni życia, prof. Wandy Półtawskiej. Wielkimi cudami za przyczyną św. Ojca Pio były też głośne nawrócenia – m.in. komediopisarza Luigiego Antonellego czy prof. Mario Spallone (słynnego lekarza Palmiro Togliattiego, współzałożyciela komunistycznej partii Włoch).

Trudno przejść obojętnie obok takich wydarzeń, jak to, gdy Gemma Di Giorgi, która urodziła się niewidoma (ba, nie posiadała źrenic!), zaczęła widzieć i to w dniu swojej pierwszej Komunii Świętej, udzielanej przez Padre Pio (18 czerwca 1947 roku). Lekarze nie dawali żadnej nadziei, by kiedykolwiek mogła oglądać świat. A jednak! Dziewczynkę zaprowadzono do słynnego okulisty, który musiał przyznać – choć z medycznego punktu widzenia było to nieprawdopodobne, bo oczom dziewczynki nadal brakowało źrenic – że dziecko rzeczywiście widzi! Dla Boga jednak nie ma nic niemożliwego. By uczynić cud, posłużył się świętym stygmatykiem…

Św. Charbel – „Boży chirurg”
 
Ojciec Charbel Makhlouf to niezwykły pustelnik libański, który żył w XIX wieku. Świadectwa cudów za jego przyczyną napływają każdego dnia do klasztoru maronitów w Annaya, w którym mieszkał. Kanonizowany w 1977 roku przez papieża Pawła VI, ogromny rozgłos zyskał po swej śmierci w 1898 roku. 

Już dzień po jego pogrzebie okoliczni mieszkańcy zauważyli jasną smugę światła unoszącą się i opadającą nad mogiłą. To nieziemskie zjawisko powtarzało się przez 45 nocy. W tym czasie, w ciągu zaledwie trzech pierwszych miesięcy od śmierci, zanotowano aż 350 uzdrowień – niewidomi odzyskali wzrok, głusi – słuch, sparaliżowani i nieuleczalnie chorzy stawali się zdrowi. Dzięki rozwojowi jego kultu pogłębiło się życie religijne bliskowschodnich chrześcijan.

Podczas kilkukrotnych ekshumacji ciała pustelnika (które miały miejsce w przeciągu 52 lat po jego śmierci!) nie tylko okazywało się, że pozostało ono nienaruszone, ale także wydzielało krew i pot oraz zachowywało temperaturę ciała żywego człowieka…

W 1993 roku za sprawą św. Charbela doszło do niesamowitego uzdrowienia pięćdziesięcioletniej kobiety, matki 12 dzieci – Nouhad Al-Chami, cierpiącej na częściowy paraliż i obstrukcję arterii szyjnej. Lekarze nie dawali jej szans na wyzdrowienie. Najstarszy syn chorej udał się więc do klasztoru w Annaya, by tam zawierzyć los matki świętemu zakonnikowi.

Po tej pielgrzymce kobieta miała sen. Cudowny sen… Widziała w nim dwóch mnichów – św. Charbela oraz syryjskiego męczennika, św. Marona. Nouhad relacjonowała: – Dwóch mnichów podeszło do mojego łóżka. Jeden z nich, św. Charbel, podszedł bliżej, odkrył szyję, położył rękę na niej i powiedział: „Przyszedłem cię zoperować”. Odwróciłam głowę, aby zobaczyć jego twarz, ale nie mogłam, bo światło, które biło od jego ciała i oczu było zbyt oślepiające i potężne. Byłam zmieszana i zapytałam go: „Ojcze, dlaczego chcesz mnie operować? Lekarze nie mówili, że potrzebuję operacji”. Ale św. Charbel odparł, że na pewno jest potrzebna.

Kobieta opowiadała, że poczuła straszny ból, gdy św. Charbel zaczął dotykać jej szyi. Kiedy święty zakończył „operację”, drugi mnich pomógł jej usiąść, poprawił poduszkę za plecami i podał wodę do picia. Nouhad mówiła mu, że nie może pić bez słomki, a wtedy on odparł, że jest już zdrowa, może sama pić, jeść, wstać i chodzić, a nawet pracować.

Gdy się obudziła, czuła ból. Jednak ku swojemu zdziwieniu o własnych siłach poszła do łazienki. Spojrzała w lustro i ujrzała dwie rany na 12 cm długości po obu stronach szyi, z których zwisały czarne szwy. Natychmiast poszła do pokoju, gdzie spał mąż. Jej szyja i nocna koszula były całe zakrwawione. Kiedy małżonek się przebudził, zaczął krzyczeć z przerażenia. Nouhad uspokoiła go i w szczegółach opowiedziała o „nocnej wizycie” św. Charbela, o przebytej „operacji” oraz o swoim całkowitym uzdrowieniu.

Następnego dnia Nouhad Al-Chami pojechała do szpitala w Bejrucie. Wszyscy lekarze byli zszokowani tym, co zobaczyli i usłyszeli. Medycy po dokładnym badaniu i usunięciu szwów stwierdzili, że z medycznego punktu widzenia nie da się wytłumaczyć jej całkowitego powrotu do zdrowia. Dodali, że tak perfekcyjnie założonych szwów jeszcze nigdy nie widzieli!

„Cud cudów” Maryi
 
Niezliczona ilość cudów dokonała się za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny. Przypomnijmy, że już pierwszy cud Pana Jezusa – zamiana wody w wino podczas wesela w Kanie Galilejskiej – wydarzył się za przyczyną Bożej Rodzicielki. Wydaje się rzeczą niewykonalną spisanie wszystkich cudownych wydarzeń związanych z Matką Bożą – uzdrowień duszy i ciała wiernych, objawień etc. Zatrzymajmy się na jednym, które miało miejsce w XVII wieku w Hiszpanii. Było to jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń w historii Kościoła, które do dziś szokuje nawet niektórych ateistów. Hiszpanie nazwali je „cudem cudów”. Oto co się wydarzyło…

W 1640 roku w małym hiszpańskim miasteczku Calanda w Aragonii (100 km od Saragossy) młodemu wieśniakowi Miguelowi Juanowi Pellicerowi koło wozu pogruchotało prawą nogę. Zmiażdżoną kończynę zaatakowała gangrena. Trzeba było ją więc amputować. Operację przeprowadzono w szpitalu w Saragossie pod koniec października 1637 r. Chirurdzy dokonali wówczas amputacji i kauteryzacji, czyli zabiegu przyżegania kikuta gorącym żelazem, by zamknąć otwarte naczynia krwionośne i zapobiec ewentualnemu zakażeniu. Odciętą tuż pod kolanem nogę zakopano na szpitalnym cmentarzu.

Miguel Juan Pellicer, który wyszedł ze szpitala z drewnianą nogą i dwiema kulami – jako żebrak z oficjalnymi uprawnieniami – przebywał od tej pory na terenie sanktuarium Matki Bożej na Kolumnie (El Pilar) w Saragossie, prosząc przechodniów i pielgrzymów o jałmużnę. Maryję królującą w tej świątyni czcił od lat, powierzał jej swoje życie, a kiedy został kaleką, jeszcze ściślej związał z Nią swe losy. Od chwili opuszczenia szpitala codziennie namaszczał swój kikut oliwą z lamp palących się przed świętą figurą.

29 marca 1640 roku 23-letni mężczyzna przebywał u swoich rodziców w Calandzie. Była godzina 22.00, kiedy poszedł spać. O 22.30 został obudzony przez rodziców. Wstał i oniemiał… Miał dwie zdrowe nogi! Odcięta kończyna w cudowny sposób została mu przywrócona i nie różniła się – poza tym, że była cała i zdrowa – od tej, która została zakopana dwa lata wcześniej na szpitalnym cmentarzu.

Cud był niebywały i ewidentny. Badano go w sposób szczegółowy (także sądownie) przez wiele miesięcy. Nie znaleziono żadnych argumentów, które mogłyby podważać prawdziwość tego, co się stało. Po zakończonym pozytywnym rezultatem dochodzeniu sam król Hiszpanii Filip IV wezwał Miguela Juana Pellicera do swojego pałacu w Madrycie i klękając przed nim, ucałował jego cudownie przywróconą nogę.

Oto jak wspaniałe jest wstawiennictwo Matki Najświętszej!

Lanciano, Santarem, Sokółka…
 
Osobną kategorią niezwykłych wydarzeń są cuda eucharystyczne… Najświętszy Sakrament, który od początku istnienia Kościoła otaczany jest (a na pewno powinien być!) największą czcią przez wiernych, był też przez wieki celem częstych, szatańskich ataków. Nieraz błądzący lub wrogowie Kościoła podawali w wątpliwość realną obecność Pana Jezusa w Eucharystii. Zdarzały się i zdarzają nadal pośród niekatolików, ale też  niektórych katolików przypadki lekceważenia, zaniedbywania lub niegodnego przyjmowania Ciała Pańskiego, które sprawiają ból i cierpienie Zbawicielowi. Dochodziło i dochodzi do zbezczeszczeń i świętokradczych ataków na Najświętsze Ciało i Krew Zbawiciela.

W odpowiedzi na te wszystkie zdrady, zwątpienia i profanacje Boża Opatrzność w swym niezmierzonym miłosierdziu wielokrotnie potwierdzała i przypominała prawdę o realnej obecności Pana Jezusa w Eucharystii poprzez liczne znaki i cuda eucharystyczne, gdzie hostia lub jej fragment zamieniły się zazwyczaj podczas Mszy Świętej we fragment krwawiącego ciała ludzkiego. Co ciekawe, badania przemienionych hostii wykazują, że stały się one fragmentem mięśnia sercowego, a badana grupa krwi jest taka sama, jak ta, którą znaleziono na Całunie Turyńskim.

Do najbardziej znanych cudów eucharystycznych doszło we włoskim Lanciano – VIII w., niemieckim Augsburgu – XI w., portugalskim Santarem – XIII w., włoskiej Sienie – XIV w., we francuskim Bordeaux – XIX wiek, niemieckim Stich – XX w. i w naszej Sokółce na Podlasiu – w 2008 roku.  

Dla niedowiarków litościwy Pan Bóg wciąż zsyła cuda eucharystyczne, których dotąd Kościół uznał na całym świecie aż 130!

„Największy szpital świata”
 
Żyjąc wiarą, otwieramy się także na łaskę Bożą i w naszym życiu codziennie mogą zdarzać się mniejsze lub większe cuda. Świadkami niezwykłych wydarzeń są choćby sanktuaria maryjne – m.in. w Lourdes, La Salette, Fatimie, Częstochowie, Kalwarii Zebrzydowskiej albo sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. Dość powiedzieć, że Lourdes nazywane jest „największym szpitalem świata”. Ale, co warte podkreślenia, spośród kilku tysięcy trudnych do wytłumaczenia uzdrowień w tym miejscu, Kościół – po starannych badaniach – uznał tylko 69 przypadków za autentyczne.

Życie jest cudem!
 
W tym artykule mówiliśmy o cudach, jako niezwykłych znakach, ale na zakończenie warto zadać pytanie: czyż samo życie nie jest cudem? Czy piękno przyrody nie jest cudem? Czy czymś cudownym nie jest funkcjonowanie ludzkiego organizmu? Człowiek został wyposażony przez Boga we wszystko, co potrzebne, by móc sobie czynić ziemię poddaną – nogi do przemieszczania się, ręce do pracy, zmysły, by móc orientować się w tym świecie, umysł, by odróżniać dobro od zła i jednocześnie podziwiać Boże dzieło stworzenia.

A perfekcyjnie zaprojektowany układ trawienny czy kostny? To wszystko jest cud, za który powinniśmy nieustannie dziękować Stwórcy. Tylko niestety, przytłoczeni codziennymi problemami albo w pogoni za czymś niezwykłym, rzadko się nad tym zastanawiamy i nieczęsto okazujemy Bogu wdzięczność za te dary.

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Cud nad Wisłą
Rok 2020 jest szczególny. Ogólnoświatowa panika wywołana epidemią koronawirusa; „antyrasistowska”, skrajnie równościowa i antychrześcijańska w swej istocie rewolta w USA i innych krajach świata; wszechobecny grzech, przedstawiany jako „prawo człowieka”; susza, powódź… Wszystko to ma miejsce 100 lat po śmierci fatimskiej wizjonerki, św. Hiacynty Marto; w setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły – „papieża Fatimy”, jak również wiek po Cudzie nad Wisłą, czyli (chwilowym) wypędzeniu z naszego kraju bolszewików, roznosicieli komunizmu – a więc błędów Rosji, przed którymi ostrzegała Matka Boża w Fatimie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Walczmy o Bożą Sprawę!

Irena Maria Pregler to młoda kobieta, dla której religia katolicka jest podstawą w życiu codziennym. Z wykształcenia jest grafikiem. Spełnia się̨ w projektowaniu, edycji książek i ilustracji. Dąży do tego, aby połączyć́ dwie najważniejsze dla siebie rzeczy: wiarę w Trójjedynego Boga i miłość́ do Ojczyzny ze swoją pracą zawodową. Od kilku lat wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Apostołem Fatimy jest od 2018 roku. Specjalnie dla „Przymierza z Maryją” opowiada, czym jest dla niej nasza duchowa rodzina.

 

Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie mnie lepiej poznali i pokochali. Chce On ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy je przyjmą, obiecuję zbawienie. Dusze te będą tak drogie Bogu, jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron – te słowa Najświętszej Maryi Panny skierowane do Łucji 13 czerwca 1917 roku w Fatimie, zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Choć Matka Boża przemawiała do fatimskiej wizjonerki, to jednak w tych słowach zwraca się także do każdego z nas! Jest to prośba samego Boga, Jezusa Chrystusa. Zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną, jak mawiał św. Maksymilian Kolbe. Naszym obowiązkiem, jako dzieci Bożych, jest spełnić Bożą Wolę i walczyć o jak największą chwałę dla Maryi, miłość do naszej Matki i Królowej, a tym samym o nawrócenie grzeszników. A przez nabożeństwo Pierwszych Sobót miesiąca przyczynić się do zapowiadanego przez Nią triumfu Jej Niepokalanego Serca: Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje!

 

Chciejmy ukryć się w Jej Matczynym Sercu w tych trudnych czasach. Jak pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: Kto znalazł Maryję, a przez Maryję Jezusa i przez Jezusa Boga Ojca, to znalazł już wszelkie dobro. (…) Wszelką łaskę i wszystką przyjaźń z Bogiem, całą nieskazitelność w obliczu nieprzyjaciół Boga; wszelką prawdę przeciw kłamstwu; wszelkie zwycięstwo w obliczu trudów zbawienia; wszelką pogodę i radość w goryczach życia.

Przez Apostolat Fatimy głoszenie Orędzia Fatimskiego, kultu Niepokalanego Serca Maryi i miłości do naszej Matki Niebieskiej jest możliwe i szczególnie skuteczne. W tej walce dobra ze złem o dusze tych, co odwrócili się od Boga, stańmy po stronie naszej Królowej, o której św. Maksymilian Kolbe powiedział: Wszystkie herezje Samaś zniszczyła na całym świecie! Włączmy się jak najliczniej w to szlachetne dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, i walczmy o Bożą sprawę! Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza; daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim!

 

Opracował: Marcin Więckowski


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Szanowny Panie Redaktorze

 

Na początku mojego listu pragnę – wraz z moją żoną – serdecznie podziękować za wszelkie przesyłki, które otrzymujemy od Was. Bóg zapłać!

 

Wychowaliśmy się na wsi, w rodzinach katolickich. Nasze życie powierzyliśmy Matce Bożej. Małżeństwo zawarliśmy w bardzo ciężkich czasach, szczególnie trudnych dla praktykujących katolików. Udało nam się wziąć ślub kościelny i ochrzcić dzieci.

 

Obojętnie gdzie się znajdowałem, zawsze w środę znajdowałem czas na uczestnictwo w Nowennie do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Gdy prosiłem Maryję o pomoc, zawsze ją otrzymywałem. Od wielu lat choruję na kamicę nerkową obustronną. Kiedy byłem po kolejnym zabiegu rozbicia złogów nerkowych, pojechałem – wraz z moim kolegą Jerzym – do sanatorium. Szczera modlitwa moja i poznanych kuracjuszy oraz zabiegi (m.in. woda Dąbrówka) spowodowały wydalenie złogów z mojego organizmu. Doprawdy w obliczu tego, wielkie było zdziwienie lekarza…

 

Kolejną łaskę za przyczyną Matki Boskiej Nieustającej Pomocy otrzymałem, gdy idąc przez park, zostałem zaatakowany przez recydywistę. Ten, grożąc mi nożem i pozbawieniem życia, chciał mnie zmusić do oddania mu wszystkich pieniędzy, jakie miałem przy sobie. W myśli poprosiłem Matkę Bożą o pomoc. Sam nie wiem kiedy wstąpiła we mnie ta siła, odparłem atak, uderzyłem napastnika i pędem, czując opiekę i wsparcie Maryi, wsiadłem do stojącej niedaleko taksówki i pojechałem do domu.

 

Ostatni przypadek, o którym chciałem wspomnieć, jest związany z sytuacją, gdy przechodziłem na pasach do pobliskiego parku. Niewiele brakowało, a zostałbym potrącony przez samochód. Młody człowiek siedzący za kierownicą i rozmawiający przez telefon, przejechał prawie po moich butach. Zrobił to tak szybko, że przecinając skrzyżowanie, wymusił pierwszeństwo i wstrzymał prawidłowy ruch.

 

Za wszystko, co otrzymałem w swoim życiu od Pana Boga za pośrednictwem Matki Bożej Nieustającej Pomocy i od św. Józefa, bardzo serdecznie dziękuję. Teraz, gdy jestem już na emeryturze, postanowiłem nie opuścić żadnej codziennej Mszy Świętej. Modlitwa w stanach załamania czy w czasie problemów życiowych ma ogromny sens. W trudnościach życiowych Pan Bóg nie zostawia nas samych…

 

Pozdrawiam Was serdecznie. Z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Edward z Wielkopolski

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Szanowni Państwo

 

Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi tego wspaniałego pisma oraz za wszystkie inne prezenty. Chciałem podzielić się krótkim świadectwem. Otóż dzięki Matce Bożej żyję już ponad 40 lat „innym życiem”. W 1980 roku przeżyłem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym lekarze praktycznie nie dawali mi żadnych szans. Później, gdy mój stan się poprawił, stwierdzili, że jestem skazany na wózek inwalidzki do końca moich dni. Tymczasem mijały lata, a ja zacząłem sobie sam ze wszystkim dawać radę. Nie potrzebuję wózka… Codziennie odmawiam Różaniec, dziękując Matce Najświętszej za otrzymane – za Jej wstawiennictwem – łaski. Życzę Wam wiele sił i zdrowia. Z Panem Bogiem.

Jan

Szczęść Boże!

 

Pragnę pięknie podziękować za wszelkie przesyłki, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Dziękuję także za przesłane życzenia urodzinowe oraz za ofiarowaną modlitwę w mojej intencji. Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza ma w Swojej opiece Pana Prezesa i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Bóg zapłać!

Andrzej z Elbląga 

Szczęść Boże!

 

Pragnę podziękować Matce Przenajświętszej Królowej Pompejańskiej za łaskę cudownego uzdrowienia mnie z bardzo ciężkiej choroby nowotworowej. Rokowania co do mojego wyzdrowienia były słabe, nowotwór zaczął szybko atakować przerzutami, leczenie było trudne i uciążliwe. Wcześniej usłyszałem o Nowennie Pompejańskiej. Postanowiłem ją odmawiać i gorąco prosić Matkę Bożą o uzdrowienie. W osiemnastym dniu Nowenny wydarzył się cud. Poszedłem na kontrolę. Gdy leżałem w oczekiwaniu na badanie, gorąco się modliłem do Królowej Pompejańskiej o uzdrowienie i wtedy poczułem taką lekkość, wewnętrzny spokój. Czułem, że Maryja jest przy mnie i wszystko będzie dobrze.

 

Gdy po kilku dniach odebrałem wyniki, okazało się że po nowotworze nie ma śladu! Nie ma żadnych przerzutów i onkologicznie jestem zdrowy. Mój lekarz, gdy zobaczył wyniki badania, nie mógł się nadziwić. Dziś czuję się coraz lepiej. Oczywiście choroba i leczenie bardzo mnie osłabiły, ale wracam już powoli do sił i zdrowia. Dziękuję wszystkim, którzy modlili się o moje uzdrowienie. Matce Przenajświętszej dziękuję, że przywróciła mi zdrowie, dała nowe życie.

 

Wszystkim radzę – módlcie się gorąco do Królowej Pompejańskiej Różańca Świętego. Matka Boża zawsze wysłucha, pomoże, pobłogosławi. Odmawiajcie Różaniec – to potężna uzdrawiająca modlitwa, która chroni nas przed złem i pomaga przetrwać wszystkie niepowodzenia.

 

Maryja nikomu nie odmówi pomocy, kto o nią poprosi. Trzeba tylko gorąco się o to modlić, wierzyć w siłę Różańca Świętego i nie przerywać nowenny w trakcie odmawiania. Łaski otrzymamy za przyczyną Matki Najświętszej tylko przez modlitwę gorącą i szczerą.

 

Matko Najświętsza – proszę Cię z całego serca, czuwaj nade mną i całą moją rodziną. Błogosław, chroń od wszelkiego złego i ześlij potrzebne łaski, o które proszę. I nigdy nie opuszczaj!

Tomasz

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Na wstępie pragnę gorąco podziękować za wszystkie słowa zawarte w Waszej korespondencji. Jestem ogromnie zaszczycona, iż mam Wasze wsparcie modlitewne, a ponadto jeszcze otrzymuję od Was różne, jakże wartościowe prezenty. Ogromnie się tym cieszę. Wszystkie dary wykorzystam najlepiej jak potrafię.

Bogusława