Choć wielu naszych Czytelników słyszało już o objawieniach w Fatimie, w Lourdes czy Guadalupe, to część być może nic nie wie na temat przesłania Maryi przekazanego trzem uczennicom w Kibeho. Ta niewielka wioska położona na południu Rwandy szybko stała się jedynym afrykańskim sanktuarium maryjnym. Matka Boża w latach 1981-1989 kilkakrotnie ukazywała się tutaj uczennicom liceum, ubolewając nad stanem wiary młodych ludzi, zepsuciem polityków i szerzącym się na świecie bezprawiem. Przypominała o konieczności pokuty i nawrócenia. Dokładnie przepowiedziała straszliwe ludobójstwo, które dotknęło Rwandę kilkanaście lat później. Objawienia z Kibeho zostały oficjalnie uznane przez Kościół w 2001 roku.
Rwanda. Początek 1980 roku to smutny czas. W całym kraju miały miejsce akty wandalizmu. Kradzione i niszczone były figury Matki Bożej. Mało kto odmawiał Różaniec. Nawet sami duchowni rzadko kiedy przypominali o tej modlitwie, ulegając wpływowi fałszywych teologów, twierdzących, że to nabożeństwo straciło sens. Niewiele później, w momencie powszechnej apatii i zniechęcenia, w tym kraju objawiła się Ta, o której niemal zapomniano – Matka Najświętsza.
Wizjonerki, którym ukazała się Maryja, uczęszczały do szkoły prowadzonej przez siostry zakonne. Większość spośród 120 uczniów stanowili katolicy, jednak młodzież pod względem moralnym pozostawiała wiele do życzenia…
Pierwsze objawienie
Jako pierwsza widzenie miała szesnastoletnia bardzo pobożna dziewczyna, Alphonsine Mumureke. Objawienie miało miejsce w sobotę, 28 listopada 1981 roku o godz. 12.35. Alphonsine wspominała: – Byłam w jadalni i rozdawałam posiłki. Nagle usłyszałam głos. Maryja mówiła: „Moja córko, oto jestem”.
Dziewczyna wyznała, że wyszła na korytarz i zobaczyła bardzo piękną kobietę. Uklękła, uczyniła znak krzyża, a następnie zapytała: Kim jesteś? Maryja odpowiedziała: NdiNyinaWaJambo (co w miejscowym języku oznacza: Jestem Matką Słowa).
Matka Boża zapewniła, że wie, iż Alphonsine Ją kocha, ale chciałaby, aby także inni uczniowie mieli tak głęboką wiarę, ponieważ nie wierzą oni wystarczająco.
Od samego początku nikt nie wierzył w to, co mówiła Alphonsine. Tymczasem Dziewica ukazywała jej się ponownie 29 listopada i w prawie każdą niedzielę grudnia. Z powodu tych nadzwyczajnych odwiedzin dziewczyna wiele wycierpiała przez szyderstwa i kpiny swoich rówieśników.
Nadzwyczajne zjawiska
8 maja 1982 roku Alphonsine poskarżyła się Matce Bożej: Ludzie mówią, że jestem szalona. W tym dniu uczniowie i nauczyciele ze szkoły byli świadkami wielu znaków na niebie. Obserwowali oni taniec słońca od lewej do prawej strony, w górę i w dół, zniknięcie słońca i pojawienie się zielonkawego księżyca, taniec gwiazd, świetliste krzyże itp.
Alphonsine podała Matce Bożej różańce do poświęcenia. Jeden z nich stał się niezwykle ciężki. Trudno go było unieść. Należał do uczennicy, która najzajadlej krytykowała objawienia…
Matka Słowa poleciła Alphonsinie przekazywać osobiste orędzia skierowane do konkretnych osób i wskazówki dla zgromadzeń zakonnych, a także treści dotyczące przyszłości Rwandy.
W swoich rozmowach z Maryją wizjonerka zachowywała zawsze wielką prostotę. Zwracała się do Niej: Umubyeyi, co w języku kinyarwanda znaczy Mamusiu.
Alphonsine wielokrotnie podkreślała, że Maryja przybyła do Kibeho, aby przygotować świat na przyjście swojego Syna. Matka Słowa miała wielokrotnie mówić o cierpieniu. Powtarzała, że nie ma innej drogi do Nieba, jak przez cierpienie.
Dziewczyna niekiedy przez czternaście dni z rzędu pościła i umartwiała się. Modliła się i śpiewała. Prosiła o łaskę dla tych, którzy grzeszą wskutek nienawiści. W swoich modlitwach Alphonsine nigdy nie zapominała o duchownych i młodzieży. Modliła się o pokój, za biskupów Rwandy, władze państw i cały świat.
Podczas ostatniego objawienia, 28 listopada 1989 roku Matka Boża skierowała swe przesłanie do polityków rządzących światem: Mówię do was, którzy posiadacie władzę, a którzy reprezentujecie naród: ratujcie ludzi, a nie bądźcie ich oprawcami. Nie okradajcie ich, dzielcie się z innymi. Uważajcie, aby nie tyranizować tych, którzy chcą wytknąć wam błędy. Mówię to do was, powtarzam wam: nie wolno nic złego czynić tym, którzy kochają bliźnich, stają w ich obronie, walczą o poszanowanie dla ich życia i dla prawdy, są dobrzy i walczą o to, aby Bóg był kochany i czczony.
Świat zmierza w otchłań…
Wieczorem 12 stycznia 1982 roku Matka Boża ukazała się po raz pierwszy siedemnastoletniej Nathalie Mukamazimpaka. Była ona skromna i pobożna. Nathalie mówiła przede wszystkim o chrześcijańskim sensie cierpienia i dała tego przykład swoim życiem.
5 sierpnia 1982 roku Maryja skarżyła się: Mówię do was, ale nie słuchacie. Chcę was podźwignąć, a wciąż nie chcecie wstać. Wołam was, a udajecie głuchych. Kiedy zaczniecie czynić to, o co was proszę? Jesteście obojętni na wszystkie Moje wezwania. Kiedy zaczniecie interesować się tym, co pragnę wam powiedzieć? Daję wam wiele znaków, a ciągle nie wierzycie. Jak długo jeszcze będziecie głusi na Moje wezwania?
Madonna w rozmowie z Nathalie mówiła także: Świat podąża bardzo złą drogą; popełnia się wiele grzechów, królują perfidia i rywalizacja, nie ma zgody. (…) Świat zmierza do tego, by zapaść się w otchłań, zlewa się w jedno obrzydliwe państwo; i jeśli nie będziecie żałować i nie przemienicie waszych serc, wszyscy zapadniecie się w otchłań.
Na świecie króluje egoizm, nienawiść, nieczystość i bezbożność. Z tego powodu należy niezwłocznie żałować, nie zatwardzać serca, wyrzec się grzechu i praktykować Boże Przykazania.
Maryja powiedziała też Nathalie, że przez większość swego życia będzie cierpieć. 3 września 1983 roku dziewczyna odpowiedziała: Przyjmuję drogę, którą chcesz mnie prowadzić, bez względu na to, czy będzie to droga cierpienia, czy droga radości. Maryja wyjaśniła, że poprzez cierpienie ratuje siebie i bliźnich, ponieważ w cierpieniu daje się dowód prawdziwej miłości.
Koronka do Siedmiu Boleści NMP
Spośród tych wydarzeń najbardziej wszystkich zdumiał fakt objawienia się Matki Słowa Marie‑Claire Mukangango, która nie wierzyła w to, co mówiła Alphonsine, i najzajadlej ją atakowała.
Samo życie duchowe Marie‑Claire pozostawiało wiele do życzenia. Ceniona przez koleżanki, mająca na nie ogromny wpływ, zginie później wraz z mężem w wojnie, którą dokładnie przepowiedziała Matka Boża.
Mimo wielu wad, jakie miała Marie‑Claire, Matka Słowa właśnie jej powierzyła ważne zadanie – krzewienie nabożeństwa do Siedmiu Boleści NMP.
Matka Boża ukazywała się dziewczynie od 2 marca 1982 do 15 września 1982 roku. Od tamtej pory Marie‑Claire powtarzała, że trzeba rozważać Mękę Jezusa i głęboką boleść Jego Matki. Trzeba odmawiać Różaniec i Koronkę do Siedmiu Boleści NMP, żeby otrzymać łaskę żalu za grzechy.
Maryja ubolewała, że wielu ludzi popełnia grzechy, ale wszyscy zachowują się tak, jakby nic złego nie zrobili. Podczas pierwszego objawienia Maryja mówiła: Ludzie współcześni nie czują już tego zła, które czynią. Kiedy ktoś popełni grzech, nie przyznaje się, że źle postąpił. Proszę was, żałujcie za grzechy. Jeśli będziecie odmawiać tę Koronkę, rozważając ją, będziecie mieli siłę do wzbudzenia w sobie skruchy. Dzisiaj wielu ludzi nie potrafi już prosić o przebaczenie. Ci ludzie znów krzyżują Syna Bożego. Przyszłam wam o tym przypomnieć, szczególnie tu, w Rwandzie, gdyż znajduję tu jeszcze ludzi pokornych, którzy nie są przywiązani do bogactw ani do pieniędzy.
15 sierpnia 1982 roku dziewczyna ujrzała siebie stojącą pośrodku dużego ciernistego krzewu. Siedem razy upadła w cierniste krzaki, a Maryja powiedziała: Upadłaś siedem razy w ciernie, abym mogła poruszyć zatwardziałe serca ludzi. Świat jest chory, moje dzieci, musicie się umartwiać, żeby pomóc Jezusowi w zbawieniu świata.
Straszna przepowiednia
W Kibeho Matka Boża zapowiedziała, że w Rwandzie będą się działy straszne rzeczy. Maryja mówiła, że jeżeli ludzie się nie nawrócą, to przez trzy dni i trzy noce będą panowały ciemności, i że ocaleją ci, którzy będą wtedy mieć w swoich domach zapalone świece rwandyjskie własnoręcznie zrobione. W 1983 roku Matka Słowa ukazała uczennicom rzeki pełne krwi, mordujących się ludzi, porozrzucane i pozbawione głów zmasakrowane ciała, których nie miał kto pochować.
Ta straszna przepowiednia sprawdziła się w 1994 roku. Podczas bratobójczych walk między plemionami Hutu i Tutsi zginęło ponad milion osób, a tysiące zostało okaleczonych. Ludzie ginęli z rąk swoich sąsiadów, ścinani i okaleczani maczetami albo paleni żywcem. Kobiety i dziewczynki gwałcono, a następnie zabijano. Noworodki rozbijano o ścianę, ciężarnym rozcinano brzuchy. Dzieci zabijano na oczach matek, żony mordowano przed mężami. Okaleczano, obcinano kończyny, dokonywano masakr w kościołach i szpitalach…
Księża, gdy dziewczęta przekazywały słowa Matki Bożej o straszliwym ludobójstwie, które miało się wydarzyć, nie dowierzali. Tymczasem zapowiedziane ciemności strasznego terroru wojennego trwały dokładnie trzy miesiące: od kwietnia do lipca 1994 roku. Misjonarze opowiadali, że rodziny, u których podczas straszliwych masakr paliły się poświęcone świece, ocalały!
Zapowiedź ludobójstwa w Rwandzie stała się jednym z głównych powodów, które doprowadziły władze kościelne do uznania objawień w Kibeho.
Najświętsza Maryja Panna ostrzegła także, że swoboda seksualna może doprowadzić do katastrofy. Matka Słowa wzywała cały świat – tak jak w Fatimie – do modlitwy, postu i pokuty, dla uniknięcia wojny i kary.
29 czerwca 2001 roku objawienia Matki Bożej Bolesnej w Kibeho, zostały uznane za autentyczne.
Od czasu objawień miały miejsce spektakularne fale nawróceń, ale też straszliwe zbrodnie. Jeszcze w 1995 roku wojska Tutsi zamordowały w świątyni w Kibeho około 3 tysięcy ludzi z plemienia Hutu. Była to zemsta za zbrodnie popełnione przez Hutu podczas masakry dokonanej rok wcześniej.
Jak wspomina jeden z miejscowych misjonarzy, przed wojną do Kibeho przybywało dziesięć razy więcej pielgrzymów niż obecnie. Była radość i skupienie. Ale pomimo początkowej fali nawróceń, ludzie znowu zapomnieli o błagalnym wołaniu Matki Słowa, wzywającej do pokuty i modlitwy. Chęć zemsty wydaje się być większa niż chęć nawrócenia.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa