Słowo kapłana
 
Bracia Kapłani, nie bądźmy tchórzami!
Ks. Adam Martyna

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Drodzy w Chrystusie Panu! Przeżywaliśmy maj, miesiąc Matki Bożej, a w nim niezwykle ważne dni: uroczystość Matki Bożej Królowej Polski, święto św. Stanisława i inne mniej znane. Teraz mamy czerwiec – miesiąc poświęcony Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. To dobry czas na uświadomienie sobie, jak bardzo oddaliliśmy się od wiary naszego dzieciństwa…

 

W ilu wioskach i miastach była teraz śpiewana litania pod figurami Matki Bożej? Ile kościołów było pełnych w czasie nabożeństwa majowego, jak to bywało w czasie dzieciństwa większości z nas? Prawda, że się dużo zmieniło na gorsze? Wielu wiernych uważa, że to przede wszystkim wina księży, bo nie żyją tym, co głoszą, a swoje powołanie traktują jak zwyczajną pracę, tzn. są księżmi przy ołtarzu, a potem prowadzą życie pełne rozrywek, często nawet sprzecznych z życiem kapłańskim. Cóż, zapewne w jakimś stopniu jest to prawda…

 

Ze smutkiem muszę powiedzieć, że wśród nas, kapłanów, są i tacy. A jest tak dlatego, że jesteśmy tylko ludźmi, i chociaż Pan Jezus dopuścił nas do wielkiej zażyłości ze Sobą, to jednak pielęgnowanie tej zażyłości wymaga wiele trudu i wyrzeczeń ze strony kapłana. Jeżeli braknie trudu i poświęcenia, najświętsze czynności powszednieją i tak powołanie staje się tylko „zawodem”, „pracą” jak każda inna. Trzeba przyznać, że zazwyczaj tacy księża cieszą się sympatią swoich parafian. No bo któż nie lubi nauczyciela, który na wszystko pozwala? Który ojciec nie cieszy się sympatią, jeżeli pozwala dorastającemu dziecku na wszystko i wcale się jego życiem nie interesuje? Na przykład syn wraca do domu po północy w stanie godnym pożałowania i, wyobraźmy sobie, zastaje tatę, który mówi: O widzę, że się dobrze bawiłeś? To fajnie, połóż się teraz i wypocznij. Do pewnego czasu taki ojciec byłby bardzo lubiany. Powtarzam „lubiany”, bo to de facto nie ojciec, tylko kumpel, a kumpli przecież się nie kocha, co najwyżej lubi. Tak samo jest z księżmi. Jeżeli są „kumplami” dla parafian, zawsze uśmiechnięci, zgadzają się na wszystko, wydają wszelkie zaświadczenia, czy się one należą, czy nie, to będą lubiani. A jak jeszcze „wychylą” trochę alkoholu z parafianami, no to cieszą się ogromną sympatią. „Swój ksiądz” – mówią parafianie.

 

Natomiast biada tym, którzy mówią swoim wiernym o obowiązkach, o trudzie powstrzymywania się od zła, o obowiązku chodzenia na Mszę Świętą. O, tacy mają naprawdę trudne życie! Muszą mierzyć się z krytyką: Po co nam go przysłali? On jest niedzisiejszy! Nie rozumie, że czasy się zmieniły! Ludzie już nie są tacy głupi, jak dawniej, nie pozwolą sobą rządzić! Jak śmie nas krytykować? Chodzenie na Mszę to nasza prywatna sprawa!. Ksiądz, który wymaga, prawie nigdy nie jest lubiany. ­

 

Przypomnijmy ­sobie ­choćby św. Jana Vianneya. Na początku parafianie mu dokuczali, kpili z niego. Został doceniony dopiero po latach, kiedy przemienił ich przez modlitwę i własne cierpienie. Księża „równi”, niewymagający po jakimś czasie idą w zapomnienie, co najwyżej stają się obiektem dobrodusznej kpiny. Świat zmieniają ci, którzy mimo wylewanych na siebie brudów pamiętają o swoim zadaniu, że Pan Jezus nie posłał ich po to, by starali się o ludzką akceptację, ale po to, by podnosili na duchu, a w razie potrzeby wykazywali błędy, pouczali, pamiętali, że tych swoich wiernych mają zaprowadzić do Nieba, choćby – jak Zbawiciela i Mistrza – kosztowało to ich życie! Niestety, my, księża, już tacy nie jesteśmy. Od bycia ofiarą całopalną na wzór Chrystusa, wolimy być fajnymi księżmi, którzy cieszą się akceptacją wiernych, bo są „spokojni”, nie stawiają wymagań, wszystko można z nimi załatwić.

Dlaczego jesteśmy tchórzami? Przede wszystkim dlatego, że za mało się modlimy. Mamy bardzo dużo zajęć, a potem wolimy się rozerwać, obejrzeć film, posłuchać muzyki niż odmówić Różaniec czy nawiedzić Najświętszy Sakrament. Boimy się umartwienia, nie ma dla nas życia bez internetu. Słowem, staliśmy się we wszystkim podobni do naszych wiernych, zapatrzeni w ziemię i świat, zamiast być zapatrzeni w Niebo. Boimy się braku akceptacji, odrzucenia, obmów, w ogóle strasznie boimy się… krzyża. To jest nasz dramat, bo bez krzyża jesteśmy światu niepotrzebni. W końcu i tak nas wyśmieje i odrzuci, a Kościołowi też wiele pożytku nie przyniesiemy. Nie mówiąc już o tym, że tak żyjąc, nie jesteśmy już pasterzami tylko najemnikami, bo dbamy przede wszystkim o własne bezpieczeństwo i nie zależy nam na owcach.

 

Czy jeszcze istnieje ratunek? Tak! Musimy się zwrócić ku modlitwie i zamiast świata przede wszystkim szukać Boga. Zamiast własnej wygody i honoru – krzyża! Ale to wbrew naszej naturze, która po grzechu nie jest prawie zdolna do ofiary. Dlatego potrzebujemy modlitwy tych naszych wiernych, którzy rozumieją, że zwietrzała sól na nic się nie przyda, a „światowy” ksiądz nie tylko nikomu nie pomoże, ale zaszkodzi wielu.

W imię miłości do Maryi Królowej Kapłanów błagam Was: Nie zapominajcie o nas! Módlcie się za nas. Jeżeli nie będziecie nas wspierać, uciekniemy przed wilkami. Nie będzie pasterzy. Straszny będzie los nasz i Wasz. Dlatego nie wypuszczajcie z rąk różańca i, wśród Waszych intencji, umieśćcie Waszych duszpasterzy.

 

Ks. Adam Martyna

 


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Męka Chrystusa według Całunu
Kończy się Wielki Post. Przed nami Wielki Tydzień, którego apogeum stanowi Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę w sposób szczególny nasza myśl biegnie w kierunku Golgoty i Najświętszej Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Zostań Apostołem Fatimy!

Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 

Szczęść Boże!
Szanowni Państwo, należę do osób, które nie chcą „rozdrabniać” i „rozpraszać” swoich nabożeństw. Dla mnie fundamentem jest Jezus Chrystus. A poza tym całe moje jestestwo zwrócone jest ku Maryi Niepokalanej, otaczającej mnie Swoją Opieką i Nieustającą Pomocą.
Przez codzienną modlitwę różańcową otrzymałem zdumiewająco dużo łask: zostały rozwiązane, i to z nawiązką, moje nieprawdopodobne wręcz problemy życiowe. Toteż Wasza propozycja, by poświęcić swój dom Maryi trafiła w pełni do mojego serca. Natychmiast po otrzymaniu przesyłki odmówiłem „Akt poświęcenia domu Niepokalanemu Sercu Maryi”, a tabliczkę z Aktem umieściłem na ścianie mojego pokoju.
Jestem dogłębnie poruszony faktem, że w ciągu kilku dni jeszcze jeden wielki problem, z którym miałem borykać się przez kolejne miesiące, znalazł się na właściwej ścieżce ku pomyślnemu rozwiązaniu. Z całego serca dziękuję za to Maryi, a Wam jestem niezmiernie wdzięczny za stworzenie możliwości, by poświęcić dom Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Pozdrawiam!
Władysław z Gliwic


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski uzdrowienia i rozwiązania poważnych problemów poprzez Nowennę Pompejańską. Problem był ogromny i pogłębiający się – dotyczył mojego syna. Był w wieku gimnazjalnym. Zaczęły się problemy z wychodzeniem z domu, z wychodzeniem do szkoły, ze wstawaniem z łóżka. Był to bardzo trudny i długotrwały czas. Ze szkoły otrzymywałam zapowiedź kary finansowej za niedoprowadzanie syna do szkoły. Robiłam co mogłam, bardzo chciałam pomóc synowi – nic nie skutkowało. Sytuacja stawała się coraz gorsza.
Pewnego dnia znajoma powiedziała mi, że opowiedziała o mojej sytuacji swojej cioci – siostrze zakonnej. Dostałam od niej bardzo cenną wskazówkę, jak z tego możemy wyjść – poprzez Nowennę Pompejańską.
Od razu tego samego dnia podjęłam tę modlitwę. Już na drugi dzień problemy zaczęły się rozwiązywać. Najpierw zdecydowaliśmy się na wizytę u lekarza, który poprowadził sprawę dalej, potem kolejne osoby, następnie nauczanie indywidualne i w końcu syn ukończył szkołę.
Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej rozwiązała się sprawa, która po ludzku dla mnie była porównywalna z biciem głową w mur.
Dziękuję Ci Maryjo za wszelkie łaski, które otrzymaliśmy i które otrzymujemy. Dziś syn jest już ojcem i ma swoją rodzinę.
A Wam, Szanowni Państwo, gratuluję decyzji o propagowaniu Nowenny Pompejańskiej. Polecam wszystkim tę modlitwę, dzięki której możemy rozwiązywać problemy, które po ludzku wydają się nie do rozwiązania. Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewa z Jarosławia


Szczęść Boże!
Z całego serca dziękuję za modlitwę, życzenia i wszelkie upominki. Niech Dobry Bóg ma wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi w Swojej opiece, a Matka Najświętsza niech Was otacza opieką. Niech Pan Bóg obdarzy Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Modlę się za Stowarzyszenie i proszę o modlitwę. Bóg zapłać za wszystko!
Józefa z Mazowsza


Szczęść Boże!
Pragnę podziękować za kalendarz „365 dni z Maryją” na 2021 rok. Dzięki niemu tak bardzo czuję codzienną obecność, opiekę i wsparcie Matki Bożej. Byłoby świetnie, gdyby ten kalendarz mógł trafić do wszystkich naszych Rodaków. Chętnie w tym pomogę. Zapewniam o modlitwie za Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy!
Agnieszka – Apostoł Fatimy


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję za Wasze przesyłki. Dziękuję za kalendarz „365 dni z Maryją”. Jestem bardzo wzruszona, kiedy czytam „Przymierze z Maryją”. Nie zawsze ma kto czytać mi to pismo. Jestem osobą słabo widzącą od czasu tragicznego wypadku. Miałam wtedy 24 lata i plany na przyszłość. Po wypadku przez dwa miesiące byłam nieprzytomna. Lekarze dawali mi jeden procent szans na przeżycie. Moja mama modliła się gorąco za wstawiennictwem Matki Bożej i św. Judy Tadeusza. Miłosierny Jezus wysłuchał modlitw. Przeżyłam, a później – w roku 1992 – urodziłam zdrowego, pięknego synka. Chłopiec pięknie grał na pianinie, lubił matematykę, poza tym uczył się języków obcych. Obecnie mieszka w Anglii – pomaga mnie i mojej mamie, która ma 82 lata.
Byłam na pielgrzymce w Fatimie, aby podziękować Panu Bogu i Matce Bożej za życie, zdrowie i za syna. Odwiedziłam też inne święte miejsca.
Mąż, który spowodował ten wypadek, po pewnym czasie mnie opuścił… Ale i tak za wszystko dziękuję Bogu.
Pomagam chorym i ułomnym dzieciom. Najlepszą dla mnie nagrodą jest ich uśmiech i wdzięczność.
Nie tracę nadziei. Modlę się o zdrowie i pomoc w moim inwalidztwie, abym mogła przetrwać i jak najdłużej cieszyć się rodziną.
Serdecznie dziękuję Wam za miłe i pełne pocieszenia słowa. Za serdeczne pozdrowienia. Bóg zapłać za wsparcie duchowe w życiu codziennym, często tak trudnym. Dziękuję za to, że przypominacie to piękne hasło: O Maryi nigdy dość!
Grażyna z Lublina


Szczęść Boże!
Pragnę podzielić się dobrą wiadomością – w końcu odnalazłam Matkę Bożą i Pana Boga. A zaczęło się od bardzo ciężkiego wypadku samochodowego. Cudem uniknęłam śmierci. Wydarzył się on 27 listopada. Przez przypadek dowiedziałam się później, że w ten dzień jest wspomnienie Maryi od Cudownego Medalika. Poczytałam trochę informacji o tym medaliku i doszłam do wniosku, że to ma sens! Musiałam więc trochę oberwać, aby jaśniej myśleć. Najpierw zapoznałam się z całą historią Cudownego Medalika, a później zamówiłam go wraz z książkami. Co ciekawe, tydzień przed wypadkiem modliłam się o światło wiary…
Wypadek był ciężki, a jego skutki odczuwalne do dziś, ale dzięki niemu odnalazłam wreszcie Boga! I za to dziękuję!
Z Panem Bogiem
Dorota