Święte wzory
 
Bł. Michał Kozal - męczennik Dachau.
Adam Kowalik

Ogłoszony przez św. Jana Pawła II błogosławionym biskup Michał Kozal stanowi dla nas przykład, że nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach można zachować niewinność i godność Dziecka Bożego.

 

Przyszły męczennik Dachau urodził się w Nowym Folwarku pod Krotoszynem w Wielkopolsce. Jego rodzice, Jan i Marianna z Płaczków, pracowali w należących do junkrów pruskich dużych gospodarstwach rolnych. Trudna sytuacja materialna rodziny poprawiła się dopiero wtedy, gdy ojciec został włodarzem folwarków zamożnego dzierżawcy Tomasza Bieńka, zniemczonego Polaka. Awans społeczny Kozalów oznaczał dla ich dwóch synów szansę na zdobycie wykształcenia.
 

Droga do kapłaństwa

 

W Gimnazjum Króla Wilhelma w Krotoszynie szybko ujawniły się duże zdolności intelektualne oraz przymioty ducha przyszłego biskupa. Mimo presji germanizacyjnej, Michał trwał przy polskości.

 

Świetnie zdany egzamin maturalny w 1914 roku otwierał przed abiturientem drzwi wyższych świeckich uczelni niemieckich. Jednak młodzieniec miał inne plany. Zamierzał poświęcić się Bogu i poprosił o przyjęcie do seminarium duchownego. W tym czasie posiadające wspólnego biskupa ordynariusza diecezje poznańska i gnieźnieńska wspólnie kształciły kandydatów na kapłanów. Kleryk Michał spędził więc pierwsze trzy lata studiów w Poznaniu, potem przez rok przygotowywał się do święceń w Gnieźnie. W trudnym, ale także pełnym nadziei na odzyskanie przez Polskę niepodległości roku 1918, diakon Kozal przyjął święcenia kapłańskie. Po dwóch latach pracy wikariuszowskiej został administratorem parafii św. Mikołaja w Krostkowie. Oprócz działalności duszpasterskiej niósł pomoc materialną ofiarom wojny. Dużą wagę przywiązywał do pracy z młodzieżą.
 

Oddany duszpasterz

 

Wizytujący w 1923 roku parafię prymas Polski kard. Edmund Dalbor musiał być pod wrażeniem działalności ks. Kozala, skoro kilka miesięcy później skierował go do pracy katechetycznej w Miejskim Katolickim Żeńskim Gimnazjum Humanistycznym w Bydgoszczy. Wybór okazał się trafny. Kapłan zapisał się pozytywnie w pamięci uczennic oraz kolegów nauczycieli. Skłoniło to kolejnego ordynariusza diecezji gnieźnieńskiej, prymasa kard. Augusta Hlonda do powierzenia mu opieki duchowej nad klerykami Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Po dwóch latach pełnienia funkcji kierownika duchowego kleryków, 25 września 1929 roku został mianowany rektorem uczelni. Oprócz pracy wychowawczej i administracyjnej wykładał teologię fundamentalną. Przejściowo uczył także liturgiki. Zgodnie z powtarzanym często przez siebie przysłowiem łacińskim serva ordinem et ordo te sevabit (zachowuj porządek, a porządek będzie strzegł ciebie), zawsze dokładnie przygotowywał się do zajęć.

 

W pierwszych dniach czerwca 1939 roku ks. Kozal otrzymał wezwanie telegraficzne do siedziby Nuncjatury Papieskiej w Warszawie. Tam dowiedział się, że Ojciec Święty Pius XII powierzył mu urząd biskupa pomocniczego diecezji włocławskiej. W dniu 13 sierpnia 1939 roku odbyła się uroczystość konsekracji nowego sufragana diecezji. Niestety, nim zdołał on zapoznać się ze wszystkimi obowiązkami, wybuchła wojna. W czasie kampanii wrześniowej bp Michał, zapominając o własnym bezpieczeństwie, oddawał się posłudze wśród rannych, wspierał uchodźców, całe godziny spędzał w konfesjonale.

 

Niestety, kampania wrześniowa skończyła się dla Polski klęską. W odróżnieniu od ordynariusza bp. Karola Radońskiego, którego los rzucił na emigrację, biskup sufragan pozostał ze swoimi owcami. Teraz na nim spoczęła troska o wiernych. Ciężkie to było zadanie, bo sytuacja społeczeństwa polskiego oraz Kościoła pogarszała się. Obszar diecezji został włączony do III Rzeszy. Hitlerowcy, dążąc do zgermanizowania tych ziem, zwrócili się przeciw inteligencji, której wpływową część stanowiło duchowieństwo. Nieustannie bp Michał dowiadywał się o aresztowaniach kapłanów i świeckich. W wielu przypadkach próbował interweniować u władz niemieckich, spotykał się jednak z butą i arogancją. – Nie poznaję Niemców – mówił zniechęcony – są inni od tych, których znałem dawniej.
 

Gotowy na męczeństwo

 

Wielką troską biskupa było zapewnienie dalszego kształcenia kleryków w seminarium diecezjalnym. Wydawało się, że starania zakończyły się sukcesem, Niemcy wyrazili bowiem zgodę na rozpoczęcie w nim nauki od 8 listopada 1939 roku. Niestety, był to podstęp. Wieczorem 7 listopada hitlerowcy aresztowali wykładowców i alumnów. Wraz z innymi do więzienia trafił także bp Kozal. Trafił do pojedynczej celi, w której panowały bardzo ciężkie warunki. Jedyną radością dla aresztantów były wspólne niedzielne Msze św. Zgodnie z zarządzeniem władz więziennych za każdym razem celebrans miał do dyspozycji zaledwie pół godziny.

 

16 stycznia biskup Michał Kozal został przewieziony do obozu odosobnienia urządzonego w pocysterskim klasztorze w Lądzie nad Wartą. Regulamin zabraniał sprawowania funkcji kapłańskich, pozwalał jednak w miarę swobodnie poruszać się w obrębie murów obiektu. Biskup postanowił skorzystać z nadarzającej się okazji i przy pomocy pozostających na wolności kapłanów administrował diecezją.

 

W tym czasie aresztowanemu biskupowi starała się przyjść z pomocą dyplomacja papieska. Dotychczasowa wspaniała postawa Michała Kozala skłoniła Stolicę Apostolską do zaproponowania mu objęcia urzędu biskupa lubelskiego. Ten jednak odmówił. Nie skorzystał także z możliwości odzyskania wolności kosztem przyjęcia obywatelstwa niemieckiego. Był gotowy na męczeństwo.
 

Więzień numer 24544

 

W sierpniu 1940 roku Niemcy postanowili wysłać przetrzymywanych w pocysterskim klasztorze duchownych i seminarzystów do obozu koncentracyjnego w Dachau. Na miejscu pozostał jedynie biskup w towarzystwie kilku kapłanów i diakona. Tymczasem w klasztorze zakwaterowano wojsko niemieckie. Duchowni stali się przedmiotem niezliczonych zaczepek i drwin ze strony żołdaków.

 

Na wiosnę 1941 roku przyszedł czas także na nich. 3 kwietnia hitlerowcy przewieźli ich samochodami do więzienia w Inowrocławiu. Schodzącego z ciężarówki biskupa hitlerowiec „przywitał” pięściami. Na drugi dzień hierarchę wezwano na przesłuchanie. Komendant więzienia zabrał mu piuskę, pektorał i pierścień. Przy okazji dotkliwie go pobił. Wkrótce biskup z towarzyszami został przewieziony do Poznania, a potem do Berlina. Stolica pogańskiej III Rzeszy przyjęła polskich kapłanów demonstracją nienawiści. Prowadzeni w kajdankach ulicami miasta musieli wysłuchiwać złorzeczeń gapiów.

 

Wkrótce ruszyli w dalszą drogę do Dachau. Na rampę obozu wjechali 25 kwietnia 1941 roku. Tu Michał Kozal, biskup Kościoła Chrystusowego, stał się zaledwie numerem 24544. Łaska pełni kapłaństwa, którą otrzymał od Najwyższego Pasterza, stała się przyczyną szczególnych prześladowań. Każdego dnia był bity, wyzywany, kierowano go do szczególnie ciężkich prac. Więzień jednak nigdy się nie skarżył i cierpliwie spełniał polecenia.

 

Bardzo dotkliwym ograniczeniem dla biskupa był brak możliwości odprawienia Mszy św. Z radością skorzystał więc z wyproszonej u władz obozu przez współwięźniów kapłanów zgody na sprawowanie przez niego Eucharystii w drugą rocznicę święceń biskupich, tj. 13 sierpnia 1941 roku. W tym dniu nawet brutalny zwykle sztubowy stał się bardziej ludzki i przydzielił jubilatowi dodatkową porcję jedzenia. I w tych ciężkich warunkach, gdzie kromka chleba często decydowała o życiu lub śmierci człowieka, bł. Michał Kozal oddał dodatkowe jedzenie jednemu z kleryków. Zresztą nie był to jedyny tego typu gest hierarchy.

 

Zbliżał się czas odejścia do Boga. Wielokrotnie otrzymywane uderzenia pałką w głowę wywołały u biskupa zapalenie ucha środkowego. Potem zapadł na tyfus. Wyniszczony głodem i wycieńczającą pracą organizm nie miał sił do walki z chorobą. Jeden z kapłanów, współtowarzyszy niedoli, udzielił mu sakramentu pokuty oraz Komunii św. Współwięźniowie przenieśli go do rewiru obozowego, skąd już nie wrócił. Prawdopodobnie został zabity zastrzykiem fenolu 26 stycznia 1943 roku. Jego ciało spłonęło w krematorium.

 

Sława świętości bpa Kozala przetrwała okres wojny. 14 czerwca 1987 roku podczas Mszy Świętej na placu Defilad w Warszawie został przez papieża Jana Pawła II ogłoszony błogosławionym. Kościół wspomina go 14 czerwca.

 
 
 

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Odwagi! Ja Jestem!
W tym roku Wielki Post zbiegł się w Europie z wybuchem pandemii koronawirusa. Okazuje się, że wobec choroby, której lekarze nie potrafią przeciwdziałać, dumny z osiągnięć cywilizacji współczesny człowiek staje równie bezradnie, jak to się działo w przypadku ludzi średniowiecza czy starożytności.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostolat zmienia życie na lepsze
Marcin Austyn

– Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga! Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi Teresa Majerowska, Apostoł Fatimy. Właśnie taka postawa przynosi efekty, a najcenniejszym owocem jest wzrost duchowy. Pozostawanie w Apostolacie z pewnością w tym pomaga.

 

Pani Danuta Janas jest w Apostolacie Fatimy niemal od samego początku. – Jestem bardzo zadowolona z rzeczy, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. To różne broszury, zawsze bardzo ciekawe „Przymierze z Maryją”, różaniec, figurka Matki Bożej. Chętnie sięgam po te materiały, są one dla mnie bardzo pomocne – mówi.

 

Nowe, lepsze życie

 

Jak wspomina, kiedy dwa lata temu zmarł jej mąż, w przeżyciu tego trudnego czasu pomogły jej lektura duchowa oraz modlitwa. Pani Danuta wcześniej nie miała okazji spotkać się z innymi Apostołami. Udało się to jednak podczas pielgrzymki do Fatimy, którą do dziś wspomina bardzo dobrze. – Czułam się tam bardzo dobrze i do tej pory czuję tę obecność Matki Bożej. Ta pielgrzymka jakby tchnęła we mnie nowe, lepsze życie. Samo spotkanie z Maryją było dla mnie bardzo wyjątkowe. Wracam do tych chwil, oglądam zdjęcia i wspominam ten czas modlitwy – dodaje.

Apostolat Fatimy to także zadanie rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego. Pani Danuta jest osobą niepełnosprawną, zatem jak sama przyznaje, nie jest to łatwy obowiązek, ale – jak się okazuje – wykonalny! Każda bowiem „okazja towarzyska” – jak choćby wizyta u znajomych, daje możliwość podzielenia się np. obrazkiem z wizerunkiem Matki Bożej Salus Infirmorum, czyli Uzdrowienia Chorych. Taki podarek dla osoby borykającej się z problemami zdrowotnymi może okazać się bardzo cenny.

 

To coś wzniosłego!

 

Pani Elżbieta Piórkowska także wciąż jest pod wrażeniem pielgrzymki Apostołów do Fatimy. – Samo to miejsce ma już swój niepowtarzalny urok. Ono daje poczucie czegoś innego, wyjątkowego. Natomiast Droga Krzyżowa, w której uczestniczyliśmy, była dla mnie budującym duchowo przeżyciem – wspomina.

 

Pani Elżbieta jest w Apostolacie od około 10 lat. Jak mówi, dzięki temu otrzymuje bardzo dużo wiadomości dotyczących Kościoła czy wskazówek odnoszących się do życia duchowego. – To bardzo ciekawe publikacje dotyczące np. modlitwy, to informacje o świętych, opisy objawień Matki Bożej. Wcześniej nie sięgałam po tego typu lektury, teraz je otrzymuję dzięki temu, że jestem Apostołem. I są one bardzo pouczające – mówi. Jak dodaje, odnosi wrażenie, że będąc w Apostolacie, modląc się, zyskuje lepsze życie.

 

Także spotkanie z Apostołami daje poczucie wspólnoty. – Widać w tych ludziach coś wyjątkowego, czuć, że ważne jest dla nich życie duchowe, że ich oczy skierowane są ku świętości. Jest w tym coś wzniosłego. I to się czuje nie tylko na modlitwie, ale i w czasie wspólnych rozmów – dodaje.

Pani Elżbieta chętnie obdarowuje bliskich i znajomych Cudownymi Medalikami. Ten z pozoru drobny gest, jest pięknym świadectwem wiary. I co ważne, obdarowani potrafią go docenić: zachowują medalik, broszurę, a to daje nadzieję na wzbogacanie ich życia duchowego. – Gazety, broszury, jakie otrzymuję od Stowarzyszenia, czytam i przekazuję dalej – nie przetrzymuję ich, ale też ich nie wyrzucam. Kiedyś zostawiałam je w kościele i szybko się rozchodziły. Cieszę się, że mogły komuś jeszcze pomóc – podkreśla.

 

Konsekwencja i wytrwałość

 

Historię uczestnictwa w Apostolacie Fatimy Pani Teresy Majerowskiej można streścić w słowach „od książeczki do pielgrzymki”. Wszystko zaczęło się nieco ponad rok temu od zainteresowania się publikacją przygotowaną przez SKCh na temat Fatimy. Tak została Apostołem. – Bardzo cieszyłam się z przesłanej mi figurki Matki Bożej Fatimskiej. Mam ją w sypialni. Maryja jest ze mną w czasie modlitwy. Muszę powiedzieć, że moim marzeniem była pielgrzymka do Fatimy, nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się tam pojechać. Byłam tym bardzo zaskoczona i szczęśliwa. Szczególnie, że mąż mógł wybrać się ze mną. Dziś oboje wspominamy ten niezwykły czas wizyty u Fatimskiej Pani – dodaje.

 

Pani Teresa zauważa, że w Apostolacie istotna jest konsekwencja i wytrwałość. Jak dodaje, nie należy się zniechęcać, trzeba ufać Matce Bożej i wspomagać – choćby właśnie zadeklarowanym datkiem – dzieło rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego, które prowadzi Stowarzyszenie. – Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga. Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi. Bowiem jedynie taka postawa może przynieść dobre owoce.

 

Jak dodaje, trzeba też pamiętać, że z Apostolatem wiąże się mocne wsparcie duchowe. To comiesięczna Msza Święta sprawowana w intencji Apostołów oraz modlitwa sióstr zakonnych. – To wsparcie jest bardzo pomocne w naszym życiu. Otrzymujemy też wiele cennych publikacji pomagających w kształtowaniu naszego ducha, w pogłębianiu modlitwy, swojej wiary – mówi. Jak dodaje, Apostolat daje tę gwarancję dostawy nowych i cennych materiałów, publikacji. To bardzo ważne, bo nakłania do lektury, przypomina w krzątaninie życia, że trzeba też zadbać o swój duchowy rozwój. Z pewnością bez przynależności do Apostolatu Fatimy byłoby to o wiele trudniejsze.

 

Marcin Austyn

 

 

Przywileje Apostołów Fatimy

 

1.
Codzienna modlitwa sióstr zakonnych w intencjach Apostołów Fatimy.

2.
13. dnia każdego miesiąca odprawiana jest w intencjach Apostołów Msza Święta.

3.
Każdy członek Apostolatu otrzymuje specjalny dyplom oraz naklejki z Matką Bożą Fatimską.

4.
W trzecim miesiącu członkostwa Apostoł otrzymuje kolorowy wizerunek Fatimskiej Pani.

5.
Każdy członek Apostolatu Fatimy dostaje dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”.

6.
Po sześciu miesiącach aktywności przesyłamy Apostołom figurkę Matki Bożej Fatimskiej.

7.
Każda osoba, która wspiera Apostolat Fatimy comiesięcznym datkiem w wysokości 30 zł, otrzymuje dwumiesięcznik „Polonia Christiana”.

8.
Po jedenastu miesiącach członkostwa – odznakę Apostoła Fatimy.

9.
Po roku uczestnictwa każdy Apostoł Fatimy bierze udział w losowaniach kilkudniowej pielgrzymki do Fatimy – dwa razy w roku, w maju i październiku. Apostołowie z osobami towarzyszącymi (ok. 30 osób) wyjeżdżają z kapłanem do miejsc Objawień w Portugalii. Dotychczas pielgrzymowało z nami już ponad 800 osób.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina