Problemy
 
Kiedy świat wirtualny wygrywa z realnym…
Bogna Białecka

Coraz powszechniejszy staje się widok młodych ludzi (i nie tylko) wpatrzonych w ekran telefonu komórkowego. O problemie uzależnienia od smartfonów i innych gadżetów elektronicznych pisze psycholog, Bogna Białecka.


Raport Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) pod nazwą Nastolatki 3.0 opublikowany w grudniu 2016 roku pokazuje alarmujące dane. Aż 30 procent polskich nastolatków jest połączone z internetem przez cały czas.


Jest to możliwe dzięki smartfonom, które z kolei stanowią preferowany przez młodzież sposób kontaktu z innymi ludźmi oraz korzystania z „sieci”. Zaledwie 4,5 procenta polskiej młodzieży nie korzysta ze smartfonu w celu dostępu do internetu, z kolei 31,3 proc. używa internetu przez smartfon co najmniej przez 5 godzin dziennie.


Nowe zaburzenie


Uzależnienie od gadżetów elektronicznych staje się smutną rzeczywistością. Mówi się wręcz o nowym zaburzeniu – FOMO (ang. Fear of Missing Out), które jest definiowane jako obawa przed tym, że nie jest się na bieżąco z informacjami (w mediach, mediach społecznościowych itp.). Objawia się to na przykład niepokojem, napięciem przeżywanym w sytuacji braku dostępu do internetu, telefonu.


„Common sense media” – portal doradzający rodzicom w sprawach związanych z mediami i internetem przeprowadził szczegółowe badanie na temat uzależnienia od telefonów komórkowych. Oto najistotniejsze wyniki badań:

• połowa nastolatków ocenia, że jest uzależniona od telefonu i innych urządzeń mobilnych, problem dotyczy też jednej czwartej rodziców;

• 75 proc. rodziców i 41 proc. nastolatków przynajmniej raz w tygodniu próbując porozmawiać z drugą stroną (rodzic z dzieckiem i vice versa), odczuwa, że nie został naprawdę wysłuchany, ponieważ druga osoba jest skupiona na urządzeniu mobilnym;

• 72 proc. nastolatków i 48 proc. rodziców czuje przymus natychmiastowej odpowiedzi na powiadomienia przychodzące za pomocą telefonu (sms, powiadomienia z Facebooka itp.)


Nieustanne rozproszenie


Korzystanie z telefonów komórkowych, poza FOMO, powoduje narastające problemy z relacjami w świecie rzeczywistym. Coraz więcej osób, choć płynnie komunikuje się za pośrednictwem klawiatury, nie potrafi poprowadzić spójnej rozmowy w świecie rzeczywistym. Taka osoba, której telefon nadaje powiadomienia, za każdym razem gdy przyjdzie sms, ­e-mail albo ktoś wypowie się w jakiejś dyskusji obserwowanej na Facebooku czy innym medium społecznościowym, żyje w nieustannym rozproszeniu. Zwróćmy uwagę, że nie dotyczy to tylko młodzieży, lecz także rodziców!


Telefony zaburzają życie w różny sposób. Czasem to coś niewielkiego – gdy np. ktoś przerywa rozmowę z przyjacielem, by wysłać na Instagram zdjęcie ilustrujące, jak wspaniale spędza czas z przyjacielem. Czasem – poważnego, gdy np. dziecko nie jest w stanie porozmawiać z rodzicem, ponieważ co chwilę odpisuje komuś na „komórce”. Co gorsza, FOMO jest wzmacniane. Koledzy, znajomi wyrażają pretensje z powodu braku natychmiastowej reakcji na ich wpisy (można przez to być nawet usuniętym spośród znajomych na Facebooku, co jest najpopularniejszym wyrazem ostracyzmu w świecie nastolatków), a rodzice przerywają rodzinny obiad, by odpowiedzieć na sms.


Podstawowym zarzutem dzieci wobec rodziców jest to, że nie rozumieją ich wirtualnego świata. Brak natychmiastowej odpowiedzi jest postrzegany jako lekceważenie. To z kolei potęguje niepokój. Okazuje się jednak, że nie dotyczy to całej młodzieży. Osoba o wyższym poczuciu własnej wartości łatwiej potrafi zachować się asertywnie, czyli tłumaczyć, że sprawdza maile i powiadomienia zaledwie raz czy dwa razy dziennie i nie jest dostępna „w sieci” przez cały czas.


Uwaga na nudę!


Warto zwrócić uwagę na to, że młodzież sięga po telefony, a przez nie po internet, filmiki czy gry – przede wszystkim z nudów. Osoby mające ciekawe hobby, przyjaciół, z którymi spotykają się w świecie rzeczywistym itp. rzadziej korzystają z gadżetów elektronicznych.


Wszystko to oznacza potrzebę wskazywania młodzieży atrakcyjnych alternatyw w świecie rzeczywistym, tak by świat wirtualny stał się tylko uzupełnieniem życia, nie życiem zastępczym.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina