Cudowne wydarzenia
 
„Kopciuszek" z Pibrac
Agnieszka Stelmach

Święta Germana była niechcianym, maltretowanym i zaniedbywanym dzieckiem. Nigdy nie chodziła do szkoły. W tej mizerii doczesnego życia doświadczyła jednak niezwykłych mistycznych pocieszeń. Żyła tylko 22 lata. Zmarła w oborze. Po jej duszę przybył cudowny orszak…

Nasz „kopciuszek” urodził się w 1579 roku w małej wiosce we Francji o nazwie Pibrac. Wojny, głód i plagi sprawiły, że morale mieszkańców tej miejscowości ograniczało się do walki o przetrwanie. W tej mało znanej wiosce, dziesięć mil na południowy zachód od Tuluzy, leżała farma państwa Cousin. Niegdyś dobrze prosperująca, potem podupadła wskutek złego zarządzania. Ojciec dziewczynki – Laurent – otrzymał ją od swojego taty.

Owdowiały Laurent Cousin postanowił ożenić się ponownie – jak się okazało – z podłą i samolubną kobietą, Armandą de Rajols. Macocha traktowała Germanę bardzo źle. Przybyła na farmę Cousinów, gdy dziewczynka miała około czterech czy pięciu lat.

U samolubnej Armandy Germana wzbudzała odrazę. Sfrustrowana przedwczesną śmiercią własnych dzieci, odreagowywała złość i zniechęcenie na pasierbicy, chorującej na powszechne w owym czasie „skrofuły”. Na napuchniętej szyi i policzkach pojawiały się ropienie. Choroba miała też wpływ na kości i stawy, często powodując obrzęk i otwarte rany na kończynach.

Armanda nie mogła znieść widoku chorego dziecka i wyrzuciła je z rodzinnego domu do obory. Tam dziewczynka, w towarzystwie owiec, spała na słomianym „łożu”. Chodziła w łachmanach, zawsze z gołymi stopami. Była traktowana gorzej niż pies gospodarzy. Każdego ranka oczekiwała cierpliwie pod drzwiami, aż macocha łaskawie rzuci jej coś do jedzenia. Zwykle był to kawałek czerstwego chleba…

Madame Cousin powierzyła dziecku obowiązek wypasania owiec. Germana na pobliskie polany udawała się przez zabagniony las Bouconne. Macocha miała nadzieję, że któregoś dnia wieść o dziewczynce zaginie…

Wielokrotnie też sama próbowała przyspieszyć jej śmierć. Raz, w przypływie wściekłości, poparzyła ją wrzątkiem. Innym razem biła bez opamiętania.

Msze Święte wybawieniem…

Macocha często wpadała w złość i wyżywała się na naszym „kopciuszku”. Jedynym źródłem pocieszenia okazały się dla dziewczynki coniedzielne, a później także codzienne Msze Święte. Germana mogła co tydzień opuszczać farmę i uczestniczyć w nabożeństwie po drugiej stronie rzeki, w zaniedbanym wiejskim kościółku pw. św. Marii Magdaleny.

Dziewczynka z niecierpliwością chłonęła każde słowo kazania i nauki katechetycznej głoszonej po Eucharystii dla dzieci. To tutaj zostało zasiane ziarno wiary. Germana powoli dojrzewała. Zrozumiała siebie i zaczęła pojmować sens swojego mizernego życia. To była misja miłości, poświęcenia i wypraszania łask dla innych – chociażby łaski nawrócenia dla straszliwej macochy.

Mimo że Germana nigdy nie chodziła do szkoły, okazała się sumienną uczennicą w szkole Boskiej Miłości. Doskonale opanowała Katechizm. Nauczyła się go na pamięć. Po każdej niedzielnej nauce przez tydzień rozważała to, czego się dowiedziała. Jej Eucharystyczny Zbawiciel stał się umiłowanym towarzyszem podczas samotnego życia. Często pozostawała w świątyni dłużej niż inni, kontemplując godzinami usłyszane słowo.

W miarę upływu lat Germana odczuwała głęboką potrzebę adoracji Pana Jezusa.

Dziewczyna na czas Mszy pozostawiała stado owiec bez opieki. I mimo że okoliczne lasy roiły się od wilków, cud Boski sprawił, że nigdy jej stado nie zostało zaatakowane. Każdego ranka pobliski kościół parafialny biciem dzwonów wzywał ją na Mszę. Deszcz, śnieg czy burza nigdy nie przeszkadzały jej w sumiennym wykonywaniu świętej praktyki.

Sąsiedzi nie mogli się nadziwić, że owieczki Germany były tak zdyscyplinowane i nigdy nie opuściły terenu, który dziewczyna wyznaczała za pomocą wełny.

 

Dobroć i niewinność

Wkrótce wiejskie dzieciaki zaczęły dostrzegać w ubogiej pasterce dobroć i niewinność. W niewypowiedziany sposób dzieci garnęły się do skromnej Germany chodzącej w łachmanach, zdeformowanej i pokrytej ropniami.

Po szkole biegły do niej na wzgórze, gdzie zrobiła sobie kapliczkę z dwóch prymitywnych kawałków drewna, ułożonych w kształcie krzyża i przypominających o Męce kochającego Zbawiciela. W swych dłoniach pasterka dzierżyła różaniec zrobiony ze sznurka i słomy. Po modlitwie dzieci siadały wokół niej i rozmawiały.

Germana nigdy nie mówiła o sobie. Nie uskarżała się. Opowiadała o Świętej Wierze, która rozwijała się dzięki długim godzinom ciszy, modlitwy i cierpienia. Kontemplowanie piękna natury i liczne łaski obudziły w jej sercu płomienną miłość do Boga. Opowiadała o swoim żarliwym pragnieniu, by pomóc innym kochać Go bardziej. Kiedy jej lojalni towarzysze ubolewali nad poszarpanym ubraniem, niedostatkiem jedzenia czy siniakami, które widzieli na ciele, Germana pomagała im dostrzec, że wszystkie te cierpienia to okazje do wspominania Męki naszego Pana.

Boskie życie Germany toczyło się z dnia na dzień. Mroźne zimy, upalne lata przynosiły ze sobą nowe krzyże, ale któregoś dnia Bóg uznał za stosowne, by wybranemu przez Siebie stworzeniu okazać swoją aprobatę przed ludźmi.

Była wczesna wiosna. Śniegi topniały i wylewały potoki. Germana, słysząc dzwony kościelne, wiedziała, że nie ma wystarczająco dużo czasu, aby dojść do mostu i zdążyć na Mszę. Postanowiła więc przejść przez potok Cou­rbet, który w innych porach roku był jedynie strumieniem. Teraz okazał się rwącą rzeką. Dwaj jej przyjaciele po przeciwnej stronie krzyknęli, by nie próbowała wchodzić do rzeki, bo jest zbyt rwąca i głęboka. Młoda pasterka jednak wykonała znak krzyża i ku zdziwieniu gapiów, rozstąpiły się wody potoku – jak niegdyś Morze Czerwone – pozostawiając dla niej suchą ścieżkę.

Wiadomość o tym cudzie wkrótce rozeszła się po całej wiosce. Wywołała różne reakcje. Madame Cousin była rozgniewana, ponieważ wiele osób zaczęło okazywać szacunek młodej dziewczynie, której tak bardzo nienawidziła. Fakt, że zdarzył się cud, nie zmienił jednak jej serca. Dlatego Germana modliła się za swoją macochę jeszcze bardziej. Wiedziała, jak bardzo nienawiść obraża Boga i że dopóki macocha się nie zmieni, trudno będzie ocalić jej duszę.

Dziewczyna, chociaż sama nic nie miała, pomagała żebrakom. Dzieliła się z nimi czerstwym chlebem. Madame Cousin słyszała o tym i biła Germanę, krzycząc, że nie będzie żywić wszystkich okolicznych żebraków.

 

Kwiaty zimową porą

Pewnego bardzo mroźnego zimowego dnia nasz „kopciuszek” udał się do kuchni, by zabrać kilka odpadków dla swoich wygłodniałych przyjaciół. Macocha zauważyła to i w pośpiechu udała się za Germaną. Rozzłoszczona kobieta podniosła laskę. Zaczęła gonić pasierbicę, wrzeszcząc w niebogłosy i starając się udowodnić wszystkim, że dziewczyna jest złodziejką. Wymachując kijem nad jej głową, madame Cousin – w obecności tłumu mieszkańców – zażądała od Germany, by rozchyliła swój fartuch. Dziewczyna wzbraniała się. W końcu opuściła rąbki fartucha. Jakież było zdziwienie, gdy zamiast kawałków chleba wysypały się – w środku srogiej zimy – kolorowe i niespotykane w tych rejonach kwiaty.

Zbyt wielu świadków było obecnych, by madame Cousin mogła zdyskredytować dziewczynę. Od tego momentu współczucie i podziw wieśniaków dla pobożnej pasterki zaczęły wzrastać.

Wkrótce pojawiły się inne oznaki, które dowiodły, że Bóg obdarzył ją błogosławieństwem. Doniesiono, że obora, w której spała, w nocy płonęła jakimś cudownym światłem. Przechodzący obok słyszeli niebiański śpiew…

Po prawie dwudziestu latach zaniedbań słaby Laurent Cousin uderzył pięścią w stół i zażądał od swojej drugiej żony zmiany sposobu traktowania Germany. Serdecznie przeprosił córkę za zaniedbania. Chciał, by ponownie zajęła miejsce w izbie. Dziewczyna wyjaśniła jednak, że jest całkowicie zadowolona ze swojego dotychczasowego „mieszkania”.

W cierpieniu i samotności znalazła Chrystusa, i nie porzuciła Go dla wygód ludzkich. Lata poświęcone na modlitwę i ofiarowane cierpienia zaczęły przynosić owoce. Madame Armanda zaczęła się zmieniać. Próbowała nawet – już u schyłku życia naszego „kopciuszka” – wynagrodzić pasierbicy całe zło, jakiego ta doświadczyła za jej przyczyną.

Wizja królewskiego orszaku

W końcu sam Bóg postanowił wezwać Germanę do siebie. Wiosną 1601 roku ksiądz z Gaskonii podróżował do Tuluzy. Była noc, kiedy zbliżał się do Pibrac i ledwie mógł dojrzeć drogę w ciemności. Nagle niebiańska jasność przeniknęła noc. Miał wizję. Ujrzał procesję świętych dziewic, schodzącą z Nieba. W tym samym czasie podróżujący z innej strony dwaj zakonnicy również w ciemności nocy zgubili drogę. Poszukali więc schronienia w ruinach zamku Pibrac. Oni także widzieli dziewice otoczone jaskrawym światłem.

Jednocześnie ojciec Germany, zaniepokojony niezwykłym beczeniem owiec, głośno zawołał córkę po imieniu. Zatrwożył się, gdy nie odpowiedziała.

Tymczasem tego samego ranka podróżujący ksiądz i pozostali dwaj zakonnicy pośpieszyli, by opowiedzieć wieśniakom z Pibrac o tym, czego byli świadkami. Mówili między innymi o swych wizjach. Widzieli w niej dziewicę w towarzystwie aniołów wstępującą do Nieba. Mieszkańcy wioski – z opisu, jaki podali podróżnicy – od razu wywnioskowali, że „święta pasterka” zmarła.

Na farmie zastali Germanę martwą. Jej anielskie oblicze pozbawione było strachu i przerażenia. Dziewczyna promieniała niewypowiedzianym pięknem. W całej wiosce szybko rozeszła się wieść o śmierci pasterki. Jej wierni przyjaciele, dzieci, zebrały dzikie goździki i łodygi żyta, by zrobić wieniec. Odmieniona madame Cou­sin ubrała „kopciuszka” w piękną sukienkę, jakiej Germanie nigdy w życiu nie było dane nosić. W ręce włożono jej gromnicę. Ciało pochowano w wiejskim kościele, gdzie uwielbiała się modlić. Było to jedyne miejsce na ziemi, w którym naprawdę czuła się jak u siebie w domu.

 

Cuda

Pamięć o pasterce z Pibrac z pewnością zaginęłaby, gdyby nie interwencja Boska. Czterdzieści trzy lata po śmierci Germany zmarła starsza kobieta z tej samej parafii. W testamencie zastrzegła, że chce być pochowana w kościele. Dwóch robotników zaczęło usuwać kamienne płyty i osłupieli, widząc tuż pod powierzchnią ciało młodej dziewczyny. Jej delikatny nosek krwawił wskutek uderzenia łopatą.

Jak szaleńcy wybiegli z kościoła i oznajmiali napotkanym wieśniakom, co ich spotkało. Wkrótce przy ciele dziewczyny zjawił się tłum gapiów, z których dwóch było członkami rodziny Cousinów. Tych dwoje zidentyfikowało ciało pasterki. Wyciągnięto je i umieszczono w szklanej trumnie w przedsionku kościoła, aby wszyscy mogli je zobaczyć.

Pewien bogaty parafianin i jego młoda żona nie byli zadowoleni z tego powodu. Poskarżyli się proboszczowi, który polecił przenieść trumnę do zakrystii. Jeszcze tej samej nocy młoda żona i jej nowo narodzone dziecko zostali dotknięci tajemniczą chorobą. W ciągu kilku dni oboje znaleźli się na granicy śmierci. Mąż błagał pasterkę z Pibrac o pomoc. Prosił o wybaczenie, że nie okazał jej szacunku i błagał o wyleczenie żony oraz dziecka. W czasie trwania nowenny umierającej kobiecie ukazała się Germana. Położyła dłoń na dotkniętym chorobą ciele. Następnego ranka zarówno matka, jak i dziecko odzyskali ­zdrowie.

Kult Germany rozprzestrzeniał się w szybkim tempie do tego stopnia, że w 1789 roku, prawie 200 lat po jej śmierci, siła wiary w tym regionie Francji stała się przeszkodą dla rewolucjonistów. Ci niegodziwi ludzie, którzy usiłowali „obalić tron i ołtarz”, by unicestwić katolicyzm, musieli zniszczyć przywiązanie narodu do tej prostej niewykształconej sieroty. Trzech żołnierzy weszło do wiejskiego kościoła i usunęło giętkie ciało Germany. Wrzucili je do dołu wykopanego w tym celu i przykryli wapnem palonym, aby przyspieszyć proces rozkładu. Ci, którzy dokonali tego świętokradzkiego czynu, nagle zostali dotknięci różnymi oszpecającymi chorobami. Najmłodszy z oprawców, który z trudem mógł chodzić, nie nawrócił się i umarł w nędznym stanie. Dwaj inni pokutowali za swoje grzechy. Doznali całkowitego uleczenia za wstawiennictwem Germany.

Pomimo sprzeciwu i wściekłości rewolucjonistów wierni nadal czcili Służebnicę Bożą. Jej ciało w cudowny sposób odbudowało się i było jeszcze piękniejsze niż przed wrzuceniem do rowu z wapnem. Do stóp pogardzanego za życia „kopciuszka” przybywali królowie i ich poddani, młodzi i starzy, uczeni i niepiśmienni. Wobec licznych i wielkich znaków dokonanych za jej wstawiennictwem, papież Pius IX ogłosił ją świętą w 1867 roku. Jej wspomnienie przypada 15 czerwca. Jest patronką ludzi niechcianych i odrzuconych.

 

 

Ilustrował: Jacek Widor

    



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa