Temat numeru
 
Medytacja przy Dzieciątku Jezus w stajence

Ten tekst poniżej, napisany w formie rozważania sprzyja-jącego pobożnemu świętowaniu Bożego Narodzenia, przepojony autentycznym duchem katoli-ckim, z pewnością pomoże czytelnikom w rozważaniu prawd wiary, jakie niesie ze sobą Boże Narodzenie

Wyobraźmy sobie przybycie Trzech Króli ze swymi karawanami, orszakami, zwierzętami objuczonymi skarbami oraz Gwiazdę Betlejemską. I ci trzej władcy: czarny Król Baltazar i dwóch innych, Melchior i Kacper, ofiarujących Dzieciątku Jezus w geście uwielbienia złoto, kadzidło i mirrę.

W Dzieciątku Jezus możemy rozważać, wśród wielu innych aspektów, Jego nieskończoną wielkość, z jednej strony, Jego niezwykłą przystępność, z drugiej strony. A wreszcie, Jego nieskończone współczucie. Który z tych aspektów sprawia, że poczulibyśmy się bardziej bliscy Boskiemu Dziecięciu?

Wielkość Dzieciątka Jezus i Jego Przenajświętszej Matki

Rozważając nieskończoną wielkość możemy wyobrazić sobie ogromną grotę, tak obszerną jak katedra, która nie przedstawia sobą żadnej określonej architektury, ale gdzie ruch kamieni sprawia, że w sposób mglisty przeczuwamy łuki gotyckiej katedry przyszłego średniowiecza.
Możemy sobie jeszcze wyobrazić żłóbek, który służył za kołyskę Dzieciątku Jezus, umieszczony w najważniejszym miejscu groty. I niebiańskie światło o blasku złota spływające na niego w tym momencie.

Boskie Dzieciątko z majestatem prawdziwego króla spoczywa w stajence, choć to przecież dopiero noworodek. On, Król, z całym swoim majestatem i całą chwałą. Stworzyciel Nieba i Ziemi, Bóg wcielony, który stał się człowiekiem. On, od pierwszej chwili swego poczęcia, więc już w łonie Maryi, był posiadaczem większego majestatu, większej wielkości, większej potęgi i władzy niż u kogokolwiek w całej historii ludzkości. On, znawca wszystkich rzeczy, wiedzący o wiele więcej niż jakikolwiek uczony. On, w wielu chwilach, w swojej zawsze odmiennej fizjonomii, miał majestat pełen świętości, mądrości, wiedzy i potęgi.

Wyobraźmy sobie, że dostrzegamy to wszystko w sposób tajemniczy wyrażone w fizjonomii tego Dzieciątka. Niekiedy, poruszając się, ukazuje swą królewską twarz. Otwierając oczy ukazuje w nich blask tak głęboki, że dostrzegamy w Nim wielkiego mędrca. A wszystkich, którzy zbliżają się do Niego, otacza atmosfera świętości. Atmosfera czystości takiej, że osoby, które zamierzają zbliżyć się do tego miejsca, zanim to uczynią, proszą o odpuszczenie grzechów. Ale jednocześnie czują się wezwane do pokuty przez świętość emanującą z tego miejsca.

Wyobraźmy sobie jeszcze Maryję u stóp Jezusa. Również Ona jak prawdziwa Królowa - ponieważ była Ona nią i jest - z godnością i wspaniałością taką, że nie potrzeba pięknych szat, aby rozbłysnęła pełnia Jej majestatu.

Majestat płynący ze świętości

O Świętej Teresce mówi się, że była tak wspaniała, że ojciec nazywał ją swoją małą królową.

Ogrodnik z klasztoru karmelitanek w Lisieux opowiadał podczas procesu kanonizacyjnego, że pewnego razu zobaczył jedną z sióstr, która wykonywała jakąś pracę i że była to właśnie Święta Tereska. Advocatus Diaboli spytał wówczas: „Skąd Pan wiedział, że była to siostra Teresa, skoro widział Pan ją tylko z tyłu?" Odpowiedź była bardzo znacząca: „Z powodu majestatu jej postaci, żadna z sióstr nie miała w sobie takiego majestatu".
Skoro taka była Święta Tereska, to jaka musiała być Maryja?

Wyobraźmy sobie pełną najwyższego majestatu Matkę Bożą, Przeczystą, modlącą się do Dzieciątka Jezus. Aniołowie w sposób niewidzialny intonowali po kolei pieśni pochwalne, a cała panująca atmosfera tego miejsca była przepojona taką wzniosłością, iż można by powiedzieć, że mimo ubóstwa była to atmosfera królewskiego dworu.

Wyobraźmy sobie, że zbliżamy się do żłóbka odczuwając wielkość Boskiego Dziecięcia. Uwielbiamy wszystko to, co jest szlachetne, piękne, święte, stałe i waleczne. Uwielbiamy to Dziecię, które jednocześnie przyciąga do siebie wszystkie formy wielkości, których źródłem jest On sam, a które są tylko odbiciem Jego samego; wszystkie formy czystości i świętości, które są zaledwie uczestnictwem w świętości Jego samego.

I tak, odsuwając daleko od siebie grzech, błędy, nieuporządkowanie, chaos, nawet nie ośmielamy się podnieść oczu na tę wspaniałą scenę w ubogiej Stajence, w której porządek, hierarchia, przepych i splendor dominują całkowicie.

Bezmierna przystępność Dzieciątka Jezus

Wyobraźmy sobie inny jeszcze aspekt: jego nieskończoną przystępność. Jest to rzeczą słuszną, ponieważ ten i wiele innych aspektów winno współistnieć w Stajence.

Wyobraźmy sobie, że Dzieciątko Jezus jest nieskończenie przystępne. Ten Król, tak pełen majestatu, w pewnym momencie otwiera do nas oczy. Zauważymy, że Jego przeczyste, najinteligentniejsze, pełne blasku spojrzenie przenika nasz wzrok. Widzi samą głębię naszych wad, jak również nasze najlepsze zalety. I w tym momencie dotyka naszej duszy, tak jak poruszył Świętego Piotra w czasie swej męki.

Ewangelie mówią, że ów wzrok skierowany przez Pana Jezusa na Świętego Piotra sprawił, iż ten oddalił się i zapłakał gorzko. Przez całe swoje życie Książę Apostołów nigdy nie zapomniał tego przejmującego spojrzenia, które stale powodowało u niego płacz.

To samo spojrzenie powoduje nasz głęboki smutek z powodu naszych wad. Wzbudza wstręt do naszych grzechów.

Ale także, przenikając nas swym spojrzeniem, nowo narodzony Odkupiciel okazuje nam swą miłość nie tylko ze względu na nasze zalety, ale również z powodu tego, iż jesteśmy Jego stworzeniami. Jest to miłość skierowana do nas, pomimo naszych wad, dlatego, że zostaliśmy stworzeni przez Niego i przeznaczeni do takiego stopnia świętości i doskonałości, jaki tylko może w nas istnieć, a który On zna i kocha.

A kiedy grzesznik najmniej się tego spodziewa, dzięki pełnej miłości modlitwy Maryi, On się uśmiecha. I ten uśmiech, pomimo całego Jego majestatu, sprawia, że czujemy iż odległości znikają, a przebaczenie ogarnia naszą duszę i jesteśmy do Niego przyciągani. Przyciągani w ten sposób, idziemy aby być przy Nim. Boskie Dzieciątko otacza nas czule ramionami i zwraca się do nas po imieniu.

„Synu mój, tak cię ukochałem i tak cię kocham! Pragnę dla ciebie tylu rzeczy i wybaczam ci tyle innych. Nie myśl więcej o swoich grzechach! Myśl od tej pory tylko o tym, aby mi służyć. I przy wszystkich okazjach w twoim życiu, kiedy najdą cię jakieś wątpliwości, wspomnij na tę łaskawość i przychylność, którymi teraz cię obdarzam. Uciekaj się do mnie za pośrednictwem Mojej Matki, a ja cię wysłucham. Będę twoim oparciem, twoją siłą, a te z pewnością doprowadzą cię do Nieba, gdzie będziesz królował u mojego boku przez całą wieczność."

Nieskończona litość

Wyobraźmy sobie miłosierdzie Dzieciątka Jezus, które nie tylko dostrzega nasze dobre uczynki oraz to, co w naszej duszy dobre i złe, lecz również bierze pod uwagę nędzną kondycję każdego człowieka na tym padole łez.

On patrzy na nasz smutek i cierpienia, które każdy z nas w sobie nosi: cierpienia przeszłe, obecne troski i cierpienia, które jeszcze nas czekają, a które On zna, bo jest Bogiem. Widzi także niebezpieczeństwo piekła stale grożące naszej duszy, ponieważ człowiek, dopóki żyje na tej ziemi, narażony jest na wtrącenie do piekła, gdzie jest nieustająca męka.

Wyobraźmy sobie Dzieciątko Jezus spoglądające na Czyściec i męki, jakie nas tam czekają, jeżeli nie będziemy całkowicie wierni.

Pojawia się wtedy u Niego spojrzenie pełne litości i głębokiego udziału w naszym bólu; pragnienie usunięcia tego bólu na tyle, na ile jest to możliwe, mając na uwadze nasze uświęcenie; pragnienie udzielenia nam siły, aby ten ból znieść, w miarę jak będzie to potrzebne dla naszego uświęcenia.

Zauważymy w Nim to, co tak bardzo pociesza człowieka: doskonałe współczucie.

Jest rzeczą właściwą naturze ludzkiej, i najzupełniej słuszną, okazywać współczucie drugiemu człowiekowi w godzinie cierpienia i pokazywać mu, że jest ktoś, kto wraz z nim odczuwa ból. Współczujący dzieli cierpienie, a zatem je zmniejsza. Człowiek jest stworzony w taki sposób, że w chwilach, w których odczuwa radość, dzieli się tą radością i podwaja ją. A kiedy jest smutny, mówi o swoim smutku i w ten sposób go dzieli - zmniejszając jego rozmiary. Tak też jest z nami, kiedy napotykamy w Dzieciątku Jezus doskonałe współczucie.

We wszystkich cierpieniach naszego życia, gdy czara, którą musimy wychylić, jest bardzo gorzka, musimy powtarzać za pośrednictwem Maryi Jego modlitwę. „Ojcze, jeżeli to możliwe oddal ode mnie ten kielich, ale nie moja, lecz Twoja wola niech się spełni."

I tak, w każdym momencie możemy prosić, aby ból ustał. Ale jeżeli wolą Jego było, aby cierpienie spadło na nas, mamy pewność, że w czasie, gdy będziemy cierpieć, napotkamy na Jego ból pełen współczucia. I powie nam: "Mój synu, cierpię z tobą! Cierpimy razem ponieważ ja cierpiałem za ciebie. Musi też nadejść chwila, kiedy ty będziesz dzielił na wieki moją radość." I możemy mieć pewność, że pełen współczucia wzrok Jezusa nie opuści nas nawet na moment przez całe życie.

Tym niemniej, we wszystkich problemach naszego codziennego życia musimy zachowywać tę potrójną świadomość - nieskończonego majestatu, nieskończonej przystępności i bezgranicznego współczucia Dzieciątka Jezus w stosunku do nas. Winna to być pełna świadomość, ponieważ staramy się ułożyć w naszej wyobraźni dokładny obraz, który wywołał wzruszenie naszej duszy.

Współistnienie trzech aspektów w duszy nowo narodzonego Odkupiciela

Natura ludzka Naszego Pana Jezusa Chrystusa obejmuje doskonałości, stany duszy, wszystkie z nich doskonałe istniejące w różnych stopniach, w tym samym czasie, zgodnie z okolicznościami Jego życia. Był On pełen majestatu, pełen przystępności, wybaczenia i współczucia dla ludzi już od chwili swojego Wcielenia.

I naturalne jest, że pomimo jego dziecięcej postaci, zgodnie z charakterem dusz jakie zbliżały się do Niego, ukazywał coraz to inny aspekt swej ludzkiej natury.

Byłoby rzeczą piękną, gdyby w jakimś kościele, zamiast tylko jednego, postawiono trzy żłóbki przy trzech różnych ołtarzach, w których figury i całe ich otoczenie przedstawiały te trzy wspomniane aspekty, ułatwiając w ten sposób każdej duszy taką medytację, która najbardziej by ją przeniknęła.

Szaleństwo czynienia dóbr przemijających głównym celem życia

Pan Jezus, gdyby chciał, nakazałby Aniołom zgromadzić w Stajence najdelikatniejsze jedwabie i najprzyjemniejsze pachnidła oraz grać najpiękniejszą muzykę.

Jeśli Aniołowie śpiewali pasterzom, o ileż więc radośniej śpiewali dla Dzieciątka Jezus! A nie ma takiej muzyki na ziemi, która dałaby się porównać z muzyką anielską.

Dzieciątko Jezus mogło mieć najcieplejsze okrycia, mogło od początku być karmione najlepszymi pokarmami, jednym słowem, mogłoby skupiać wokół siebie najlepsze rzeczy już od początku swego ziemskiego życia.

Tymczasem, jaka była Jego wola? Coś wręcz przeciwnego. Chciał narodzić się na słomie, która wcale nie jest materiałem przyjemnym dla ciała, chciał być w żłóbku, który, pomimo że Maryja i Józef pragnęli uczynić jak najczystszym, jak sądzimy, nie pachniał zbyt przyjemnie. Chciał On drżeć z zimna, urodził się o północy, zimą, a jako muzykę chciał mieć jedynie odgłosy zwierząt.

Ostatecznie możemy powiedzieć, że pragnął sytuacji, która była zaprzeczeniem przyjemności. Chciał w ten sposób pokazać ludziom, że szaleństwem jest czynienie z przyjemności głównego celu życia.

Lekcja jakiej w ten sposób nam udzielił, to coś wręcz przeciwnego niż poszukiwanie przyjemności. Czy to dla dobra dusz, czy dla chwały Boga musimy zrezygnować z wszelkich przyjemności, a szukać jedynie dobra, choć wiele na tej drodze będziemy musieli poświęcić i wielu rzeczy sobie odmówić.

Plinio Correa de Oliveira




Plinio Correa de Oliviera (1908-1995) - autor wielu książek, artykułów oraz esejów pisanych w obronie Kościoła Świętego i cywilizacji chrześcijańskiej. Kierował katedrą Historii Nowożytnej na Papieskim Uniwersytecie w Sao Paulo.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina