Temat numeru
 
Medytacja przy Dzieciątku Jezus w stajence

Ten tekst poniżej, napisany w formie rozważania sprzyja-jącego pobożnemu świętowaniu Bożego Narodzenia, przepojony autentycznym duchem katoli-ckim, z pewnością pomoże czytelnikom w rozważaniu prawd wiary, jakie niesie ze sobą Boże Narodzenie

Wyobraźmy sobie przybycie Trzech Króli ze swymi karawanami, orszakami, zwierzętami objuczonymi skarbami oraz Gwiazdę Betlejemską. I ci trzej władcy: czarny Król Baltazar i dwóch innych, Melchior i Kacper, ofiarujących Dzieciątku Jezus w geście uwielbienia złoto, kadzidło i mirrę.

W Dzieciątku Jezus możemy rozważać, wśród wielu innych aspektów, Jego nieskończoną wielkość, z jednej strony, Jego niezwykłą przystępność, z drugiej strony. A wreszcie, Jego nieskończone współczucie. Który z tych aspektów sprawia, że poczulibyśmy się bardziej bliscy Boskiemu Dziecięciu?

Wielkość Dzieciątka Jezus i Jego Przenajświętszej Matki

Rozważając nieskończoną wielkość możemy wyobrazić sobie ogromną grotę, tak obszerną jak katedra, która nie przedstawia sobą żadnej określonej architektury, ale gdzie ruch kamieni sprawia, że w sposób mglisty przeczuwamy łuki gotyckiej katedry przyszłego średniowiecza.
Możemy sobie jeszcze wyobrazić żłóbek, który służył za kołyskę Dzieciątku Jezus, umieszczony w najważniejszym miejscu groty. I niebiańskie światło o blasku złota spływające na niego w tym momencie.

Boskie Dzieciątko z majestatem prawdziwego króla spoczywa w stajence, choć to przecież dopiero noworodek. On, Król, z całym swoim majestatem i całą chwałą. Stworzyciel Nieba i Ziemi, Bóg wcielony, który stał się człowiekiem. On, od pierwszej chwili swego poczęcia, więc już w łonie Maryi, był posiadaczem większego majestatu, większej wielkości, większej potęgi i władzy niż u kogokolwiek w całej historii ludzkości. On, znawca wszystkich rzeczy, wiedzący o wiele więcej niż jakikolwiek uczony. On, w wielu chwilach, w swojej zawsze odmiennej fizjonomii, miał majestat pełen świętości, mądrości, wiedzy i potęgi.

Wyobraźmy sobie, że dostrzegamy to wszystko w sposób tajemniczy wyrażone w fizjonomii tego Dzieciątka. Niekiedy, poruszając się, ukazuje swą królewską twarz. Otwierając oczy ukazuje w nich blask tak głęboki, że dostrzegamy w Nim wielkiego mędrca. A wszystkich, którzy zbliżają się do Niego, otacza atmosfera świętości. Atmosfera czystości takiej, że osoby, które zamierzają zbliżyć się do tego miejsca, zanim to uczynią, proszą o odpuszczenie grzechów. Ale jednocześnie czują się wezwane do pokuty przez świętość emanującą z tego miejsca.

Wyobraźmy sobie jeszcze Maryję u stóp Jezusa. Również Ona jak prawdziwa Królowa - ponieważ była Ona nią i jest - z godnością i wspaniałością taką, że nie potrzeba pięknych szat, aby rozbłysnęła pełnia Jej majestatu.

Majestat płynący ze świętości

O Świętej Teresce mówi się, że była tak wspaniała, że ojciec nazywał ją swoją małą królową.

Ogrodnik z klasztoru karmelitanek w Lisieux opowiadał podczas procesu kanonizacyjnego, że pewnego razu zobaczył jedną z sióstr, która wykonywała jakąś pracę i że była to właśnie Święta Tereska. Advocatus Diaboli spytał wówczas: „Skąd Pan wiedział, że była to siostra Teresa, skoro widział Pan ją tylko z tyłu?" Odpowiedź była bardzo znacząca: „Z powodu majestatu jej postaci, żadna z sióstr nie miała w sobie takiego majestatu".
Skoro taka była Święta Tereska, to jaka musiała być Maryja?

Wyobraźmy sobie pełną najwyższego majestatu Matkę Bożą, Przeczystą, modlącą się do Dzieciątka Jezus. Aniołowie w sposób niewidzialny intonowali po kolei pieśni pochwalne, a cała panująca atmosfera tego miejsca była przepojona taką wzniosłością, iż można by powiedzieć, że mimo ubóstwa była to atmosfera królewskiego dworu.

Wyobraźmy sobie, że zbliżamy się do żłóbka odczuwając wielkość Boskiego Dziecięcia. Uwielbiamy wszystko to, co jest szlachetne, piękne, święte, stałe i waleczne. Uwielbiamy to Dziecię, które jednocześnie przyciąga do siebie wszystkie formy wielkości, których źródłem jest On sam, a które są tylko odbiciem Jego samego; wszystkie formy czystości i świętości, które są zaledwie uczestnictwem w świętości Jego samego.

I tak, odsuwając daleko od siebie grzech, błędy, nieuporządkowanie, chaos, nawet nie ośmielamy się podnieść oczu na tę wspaniałą scenę w ubogiej Stajence, w której porządek, hierarchia, przepych i splendor dominują całkowicie.

Bezmierna przystępność Dzieciątka Jezus

Wyobraźmy sobie inny jeszcze aspekt: jego nieskończoną przystępność. Jest to rzeczą słuszną, ponieważ ten i wiele innych aspektów winno współistnieć w Stajence.

Wyobraźmy sobie, że Dzieciątko Jezus jest nieskończenie przystępne. Ten Król, tak pełen majestatu, w pewnym momencie otwiera do nas oczy. Zauważymy, że Jego przeczyste, najinteligentniejsze, pełne blasku spojrzenie przenika nasz wzrok. Widzi samą głębię naszych wad, jak również nasze najlepsze zalety. I w tym momencie dotyka naszej duszy, tak jak poruszył Świętego Piotra w czasie swej męki.

Ewangelie mówią, że ów wzrok skierowany przez Pana Jezusa na Świętego Piotra sprawił, iż ten oddalił się i zapłakał gorzko. Przez całe swoje życie Książę Apostołów nigdy nie zapomniał tego przejmującego spojrzenia, które stale powodowało u niego płacz.

To samo spojrzenie powoduje nasz głęboki smutek z powodu naszych wad. Wzbudza wstręt do naszych grzechów.

Ale także, przenikając nas swym spojrzeniem, nowo narodzony Odkupiciel okazuje nam swą miłość nie tylko ze względu na nasze zalety, ale również z powodu tego, iż jesteśmy Jego stworzeniami. Jest to miłość skierowana do nas, pomimo naszych wad, dlatego, że zostaliśmy stworzeni przez Niego i przeznaczeni do takiego stopnia świętości i doskonałości, jaki tylko może w nas istnieć, a który On zna i kocha.

A kiedy grzesznik najmniej się tego spodziewa, dzięki pełnej miłości modlitwy Maryi, On się uśmiecha. I ten uśmiech, pomimo całego Jego majestatu, sprawia, że czujemy iż odległości znikają, a przebaczenie ogarnia naszą duszę i jesteśmy do Niego przyciągani. Przyciągani w ten sposób, idziemy aby być przy Nim. Boskie Dzieciątko otacza nas czule ramionami i zwraca się do nas po imieniu.

„Synu mój, tak cię ukochałem i tak cię kocham! Pragnę dla ciebie tylu rzeczy i wybaczam ci tyle innych. Nie myśl więcej o swoich grzechach! Myśl od tej pory tylko o tym, aby mi służyć. I przy wszystkich okazjach w twoim życiu, kiedy najdą cię jakieś wątpliwości, wspomnij na tę łaskawość i przychylność, którymi teraz cię obdarzam. Uciekaj się do mnie za pośrednictwem Mojej Matki, a ja cię wysłucham. Będę twoim oparciem, twoją siłą, a te z pewnością doprowadzą cię do Nieba, gdzie będziesz królował u mojego boku przez całą wieczność."

Nieskończona litość

Wyobraźmy sobie miłosierdzie Dzieciątka Jezus, które nie tylko dostrzega nasze dobre uczynki oraz to, co w naszej duszy dobre i złe, lecz również bierze pod uwagę nędzną kondycję każdego człowieka na tym padole łez.

On patrzy na nasz smutek i cierpienia, które każdy z nas w sobie nosi: cierpienia przeszłe, obecne troski i cierpienia, które jeszcze nas czekają, a które On zna, bo jest Bogiem. Widzi także niebezpieczeństwo piekła stale grożące naszej duszy, ponieważ człowiek, dopóki żyje na tej ziemi, narażony jest na wtrącenie do piekła, gdzie jest nieustająca męka.

Wyobraźmy sobie Dzieciątko Jezus spoglądające na Czyściec i męki, jakie nas tam czekają, jeżeli nie będziemy całkowicie wierni.

Pojawia się wtedy u Niego spojrzenie pełne litości i głębokiego udziału w naszym bólu; pragnienie usunięcia tego bólu na tyle, na ile jest to możliwe, mając na uwadze nasze uświęcenie; pragnienie udzielenia nam siły, aby ten ból znieść, w miarę jak będzie to potrzebne dla naszego uświęcenia.

Zauważymy w Nim to, co tak bardzo pociesza człowieka: doskonałe współczucie.

Jest rzeczą właściwą naturze ludzkiej, i najzupełniej słuszną, okazywać współczucie drugiemu człowiekowi w godzinie cierpienia i pokazywać mu, że jest ktoś, kto wraz z nim odczuwa ból. Współczujący dzieli cierpienie, a zatem je zmniejsza. Człowiek jest stworzony w taki sposób, że w chwilach, w których odczuwa radość, dzieli się tą radością i podwaja ją. A kiedy jest smutny, mówi o swoim smutku i w ten sposób go dzieli - zmniejszając jego rozmiary. Tak też jest z nami, kiedy napotykamy w Dzieciątku Jezus doskonałe współczucie.

We wszystkich cierpieniach naszego życia, gdy czara, którą musimy wychylić, jest bardzo gorzka, musimy powtarzać za pośrednictwem Maryi Jego modlitwę. „Ojcze, jeżeli to możliwe oddal ode mnie ten kielich, ale nie moja, lecz Twoja wola niech się spełni."

I tak, w każdym momencie możemy prosić, aby ból ustał. Ale jeżeli wolą Jego było, aby cierpienie spadło na nas, mamy pewność, że w czasie, gdy będziemy cierpieć, napotkamy na Jego ból pełen współczucia. I powie nam: "Mój synu, cierpię z tobą! Cierpimy razem ponieważ ja cierpiałem za ciebie. Musi też nadejść chwila, kiedy ty będziesz dzielił na wieki moją radość." I możemy mieć pewność, że pełen współczucia wzrok Jezusa nie opuści nas nawet na moment przez całe życie.

Tym niemniej, we wszystkich problemach naszego codziennego życia musimy zachowywać tę potrójną świadomość - nieskończonego majestatu, nieskończonej przystępności i bezgranicznego współczucia Dzieciątka Jezus w stosunku do nas. Winna to być pełna świadomość, ponieważ staramy się ułożyć w naszej wyobraźni dokładny obraz, który wywołał wzruszenie naszej duszy.

Współistnienie trzech aspektów w duszy nowo narodzonego Odkupiciela

Natura ludzka Naszego Pana Jezusa Chrystusa obejmuje doskonałości, stany duszy, wszystkie z nich doskonałe istniejące w różnych stopniach, w tym samym czasie, zgodnie z okolicznościami Jego życia. Był On pełen majestatu, pełen przystępności, wybaczenia i współczucia dla ludzi już od chwili swojego Wcielenia.

I naturalne jest, że pomimo jego dziecięcej postaci, zgodnie z charakterem dusz jakie zbliżały się do Niego, ukazywał coraz to inny aspekt swej ludzkiej natury.

Byłoby rzeczą piękną, gdyby w jakimś kościele, zamiast tylko jednego, postawiono trzy żłóbki przy trzech różnych ołtarzach, w których figury i całe ich otoczenie przedstawiały te trzy wspomniane aspekty, ułatwiając w ten sposób każdej duszy taką medytację, która najbardziej by ją przeniknęła.

Szaleństwo czynienia dóbr przemijających głównym celem życia

Pan Jezus, gdyby chciał, nakazałby Aniołom zgromadzić w Stajence najdelikatniejsze jedwabie i najprzyjemniejsze pachnidła oraz grać najpiękniejszą muzykę.

Jeśli Aniołowie śpiewali pasterzom, o ileż więc radośniej śpiewali dla Dzieciątka Jezus! A nie ma takiej muzyki na ziemi, która dałaby się porównać z muzyką anielską.

Dzieciątko Jezus mogło mieć najcieplejsze okrycia, mogło od początku być karmione najlepszymi pokarmami, jednym słowem, mogłoby skupiać wokół siebie najlepsze rzeczy już od początku swego ziemskiego życia.

Tymczasem, jaka była Jego wola? Coś wręcz przeciwnego. Chciał narodzić się na słomie, która wcale nie jest materiałem przyjemnym dla ciała, chciał być w żłóbku, który, pomimo że Maryja i Józef pragnęli uczynić jak najczystszym, jak sądzimy, nie pachniał zbyt przyjemnie. Chciał On drżeć z zimna, urodził się o północy, zimą, a jako muzykę chciał mieć jedynie odgłosy zwierząt.

Ostatecznie możemy powiedzieć, że pragnął sytuacji, która była zaprzeczeniem przyjemności. Chciał w ten sposób pokazać ludziom, że szaleństwem jest czynienie z przyjemności głównego celu życia.

Lekcja jakiej w ten sposób nam udzielił, to coś wręcz przeciwnego niż poszukiwanie przyjemności. Czy to dla dobra dusz, czy dla chwały Boga musimy zrezygnować z wszelkich przyjemności, a szukać jedynie dobra, choć wiele na tej drodze będziemy musieli poświęcić i wielu rzeczy sobie odmówić.

Plinio Correa de Oliveira




Plinio Correa de Oliviera (1908-1995) - autor wielu książek, artykułów oraz esejów pisanych w obronie Kościoła Świętego i cywilizacji chrześcijańskiej. Kierował katedrą Historii Nowożytnej na Papieskim Uniwersytecie w Sao Paulo.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
W tej Hostyi jest Bóg żywy
W ciągu ostatnich 11 lat na dwóch przeciwległych krańcach naszego kraju – w Sokółce i Legnicy – wydarzyły się cuda eucharystyczne: fragmenty konsekrowanych Hostii zamieniły się w mięsień sercowy cierpiącego człowieka w stanie agonalnym… Co nam chce powiedzieć Boża Opatrzność poprzez te nadzwyczajne wydarzenia? Na pewno potwierdzić Prawdę, że Chrystus Pan jest ukryty w Najświętszym Sakramencie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u Serdecznej Matki
Bartłomiej Tumiłowicz

W drugim tygodniu maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Dla 34 wylosowanych osób był to wyjątkowy czas, spędzony przed obliczem Najświętszej Maryi Panny.

 

Do Portugalii przylecieliśmy późnym wieczorem 8 maja. Część osób była pierwszy raz za granicą i pierwszy raz leciała samolotem. „To dla mnie podróż życia”. „Nie wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się tutaj dotrzeć”. „Całe życie o tym marzyłem i wreszcie się udało”. Te i inne podobne opinie padały z ust pielgrzymów. Niedopisujące zdrowie czy ponad 80 wiosen nie były przeszkodą w podróży. Znajomi mi powtarzali, że chyba oszalałam, że sobie nie poradzę i żebym lepiej nie jechała. Ja jednak się uparłam, bo bardzo chciałam odwiedzić swoją Mamę – opowiadała jedna z pań.

 

Pierwszy poranek w Portugalii zaczęliśmy Eucharystią sprawowaną w Kaplicy Objawień przez kapłana, który przez cały wyjazd sprawował nad naszą grupą opiekę duchową. Na Mszy Świętej, odprawianej w intencjach nadesłanych do Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, było obecnych także wielu obcokrajowców. Najświętsza Ofiara Pana Jezusa ma przecież wymiar uniwersalny. Nie zapomnieliśmy również o uczestnikach akcji „Twoje światło w Fatimie”. Małe świeczki, które otrzymaliśmy, zostały przetopione na duże, metrowe świece wotywne. Zapaliliśmy ich tym razem w Fatimie aż 108, pokazując modlitewne zaangażowanie Polaków.

 

Następnie udaliśmy się do Muzeum Sanktuarium Fatimskiego, gdzie podziwialiśmy korony Matki Bożej, liczne wota i pamiątki przekazane przez Ojca Świętego, Jana Pawła II. Papież-Polak towarzyszył nam również podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, ponieważ rozważaliśmy komentarze jego autorstwa. Mimo że podczas prawie całej pielgrzymki towarzyszył nam deszcz, to w czasie Drogi Krzyżowej świeciło słońce. – Mama zadbała o pogodę – powtarzali wtedy pielgrzymi. Długa i miejscami stroma dróżka, wijąca się między drzewkami oliwnymi i drzewami dębu korkowego nie osłabiła sił Apostołów Fatimy. Zapytałem jedną z najstarszych uczestniczek pielgrzymki, czemu sobie nie usiądzie, gdy czytane są rozważana. Usłyszałem odpowiedź: Pan Jezus, idąc z Krzyżem nie siadał, więc i ja mogę postać.

 

W modlitewnym nastroju doszliśmy do Aljustrel, gdzie zwiedzaliśmy skromne domy, w których mieszkali pastuszkowie. Logika Pana Boga jest zdumiewająca. Tak ważne dla ludzkości przesłanie zostało przekazane przez Maryję trójce dzieci w ubogiej portugalskiej wiosce. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie – słowa Pana Jezusa, zapisane w Ewangelii, ukazują tutaj swoją szczególną wartość.

 

Wieczorem, na placu przed bazyliką, uczestniczyliśmy w modlitwie różańcowej, prowadzonej w wielu językach, co po raz kolejny pokazuje bogactwo różnorodności Kościoła. Piękna procesja z krzyżem i figurą Matki Bożej Fatimskiej jest wzruszającym symbolem czci dla naszego Zbawiciela i Jego Matki.

Kolejnego dnia, po Mszy św. udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych klasztorów w Batalhi i Alcobaça oraz sanktuarium w Nazaré. Piękne budowle świadczą o dawnej sile katolickiej Portugalii. Jednocześnie jest to przygnębiające, gdy widać, że te kościoły są odwiedzane prawie wyłącznie przez turystów – zakonników wygnano ponad 150 lat temu, a w ciągu tygodnia sprawowana jest jedynie jedna Msza Święta.

 

Wieczorem pożegnaliśmy się z naszą Mamą Różańcem i procesją. Następnego dnia o piątej rano opuściliśmy Fatimę ze śpiewem „O Maryjo, żegnam Cię”.

Szczęśliwi wróciliśmy do kraju z torbami pełnymi dewocjonaliów dla bliskich, wzruszeniem w sercu i poczuciem, że Niepokalane Serce Maryi czuwa nad nami.

 

Bartłomiej Tumiłowicz

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję za książkę o św. Ojcu Pio. Postać tego kapucyna fascynowała mnie od czasu, gdy jako mała dziewczynka usłyszałam o niezwykłym zakonniku, któremu odnawiają się rany – stygmaty. Jestem ogromnie wdzięczna za ten prezent. Dziękuję Wam za wszystkie materiały i za Waszą – jakże potrzebną – działalność. Niech Was prowadzi Chrystus Zmartwychwstały!

Barbara

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie. Uważnie czytam każdy Pański list i za każdy dziękuję. Prosił Pan w jednym z nich, abym dała świadectwo wiary i otrzymanych łask. Doświadczyłam w swoim życiu wielu takich sytuacji, ale również przeżyłam wiele chwil zwątpienia, kuszenia i działania złego ducha. Wiem, że bez wiary nie doświadczyłabym Dobra, jakim jest łaska Boża, jak też w złych chwilach nie nawróciłabym się bez Bożej Miłości.

Dziś pragnę podzielić się dobrem otrzymanym w łaskach i darach. Moje życie było zawsze ubogie. Wiem, co to głód i jak ważne jest umieć przyjąć pomoc w bardzo trudnych sytuacjach. W takich trudach Pan Bóg przez łaski i opiekę Matki Bożej przyszedł mi z pomocą przez ludzi, których na mej drodze stawiał. Wiedziałam, że nie jestem sama. Gdybym pomocy nie przyjęła, pewnie miałabym pretensje do całego świata. Ale wiara i ufność pokładana w Bogu dała mi nadzieję i – choć było to bardzo trudne – potrafiłam z pokorą przyjąć pomocną dłoń. (…) Inna łaska dotyczyła mnie, gdy w lutym tego roku byłam po operacji. Bardzo cierpiałam. Swoje cierpienia, ból nie do wytrzymania złożyłam w ręce Matki Bożej za dusze czyśćcowe, łącząc się z cierpieniem Chrystusa. W pewnym momencie ujrzałam pochylającą się Matkę Bożą, która dotknęła mojej głowy. Wtedy mój ból nasilił się, a po około 30 minutach odczułam ogromną ulgę.

Dziękuję Wam za Wasze świadectwo wiary i za wszystkie materiały. Bóg zapłać!

Pozdrawiam

Agnieszka

 

 

Szczęść Boże!

Jako praktykujący katolik, ale również tzw. katolik poszukujący, staram się nie tylko modlić, ale też odważnie reagować i walczyć ze złem w oparciu o wartości zawarte w nauce Kościoła. I im więcej poszukuję, tym bardziej wzmacnia się moja wiara. Czytam prasę katolicką, która, niestety, w większości jest mało wyrazista i mało skuteczna w stosunku do ewidentnie wrogiego Kościołowi postkomunistycznego liberalnego lewactwa, chcącego zniszczyć publicznie i systemowo dzieło samego Jezusa Chrystusa.

Zafrapował mnie tytuł ostatniego „Przymierza z Maryją”, który brzmi: „Droga Chrystusa drogą Kościoła”. Zestawienie tych dwóch dróg, tj. Chrystusa i Kościoła wzbudza ciekawość i od razu nasuwa się pytanie, w jakim stopniu reagowałby sam Zbawiciel na bezeceństwa, jakimi jest zarzucany dzisiejszy Kościół? Czy Pan Jezus szedłby drogą dzisiejszego Kościoła? Czy miałby tak tolerancyjną i łagodną postawę, jak niektórzy współcześni hierarchowie? Pytania zostawiam otwarte – do dyskusji. Natomiast jestem przekonany, że Chrystus Pan reagowałby i potępiałby każde zło i bezkompromisowo walczyłby o prawdę. Bo to przecież On jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Pozdrawiam serdecznie

Julian

Szczęść Boże!

Przesyłam pozdrowienia z Monachium. Nie mam tutaj prawdziwych przyjaciół. Jedynym moim prawdziwym przyjacielem – jeśli można tak powiedzieć – jest literatura i prasa katolicka. Interesuje mnie historia i polityka, ale nie mam z kim porozmawiać. Mieszkających tutaj Polaków zazwyczaj nie interesują te tematy, a poza tym nie mają czasu. Dlatego staram się czytać jak najwięcej. Bardzo interesującym pismem jest „Przymierze z Maryją”. I dziękuję Wam za nie. Dzięki Wam mogę poznać prawdę i umacniam się w wierze. Jestem katoliczką i pozostanę w mojej wierze, mimo wszelkich antykatolickich błazeństw i szkalowania księży. Niestety, praktycznie codziennie spotykam się z krytyką kapłanów, często bezpodstawną. Co najbardziej bolesne, że krytyka ta wychodzi z ust wielu moich rodaków. Proszę Was o modlitwę.

Hanna

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od kilku lat mam z Państwem kontakt poprzez „Przymierze z Maryją”. Starałam się również włączać w akcje chrześcijańskie prowadzone przez Państwa Instytut i Stowarzyszenie, wcześniej mieszkając w Bielsku-Białej, a dziś w Biłgoraju.

Dziękuję Wam za wszystkie dewocjonalia, jakie otrzymuję, a ostatnio za wizerunek i figurkę Matki Bożej Fatimskiej, jak również za piękne i bardzo głębokie rozważania na Wielki Post.

Ja i cała moja rodzina jesteśmy wdzięczni, że istnieje Instytut i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz za ciekawe artykuły w „Przymierzu z Maryją”. To pogłębia naszą wiarę, a dzisiejsze czasy są okrutne. To co się dzieje na świecie, a nawet u nas, w Polsce, jest przerażające: szaleństwa środowisk tzw. LGBT, ideologia gender, szkalowanie ludzi wierzących, prześladowanie Kościoła, bluźnierstwa, niszczenie figur świętych. Do czego ten świat zmierza?

Jesteśmy rodziną katolicką od wielu pokoleń i zawsze staramy się popierać mądre i dobre inicjatywy chrześcijańskie. Wiem, że dzięki wytrwałej modlitwie i mocnej wierze w Pana Boga i powierzaniu trudnych spraw Najświętszej Maryi Pannie człowiek wychodzi zwycięsko z każdej, najcięższej nawet sytuacji.

Dziękuję całej Redakcji za wydawanie pisma. Życzę wytrwałości i radości płynącej z prowadzenia tego dzieła. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

Teresa

 

 

Szanowni Państwo

Bardzo dziękuję za przesłane do tej pory numery „Przymierza z Maryją”. Przepraszam, że wcześniej nie było z mojej strony żadnego sygnału. Bardzo potrzebuję tej lektury. Jej czytanie umacnia mnie w wierze, tym bardziej że jestem świadoma moich słabości.

Z Panem Bogiem!

Grażyna