Temat numeru
 
Zwycięstwa Maryi
Adam Kowalik

Trudno nam, śmiertelnikom, rozeznać zamysły Boga, a nawet odczytać wszystkie ślady Jego działalności w historii. Są jednak takie momenty, że Jego interwencja w dzieje świata jest widoczna gołym okiem. Takimi wydarzeniami są m.in. obrona Jasnej Góry (1655) oraz bitwy: pod Lepanto (1571), Wiedniem (1683) i Warszawą (1920). Co łączy wymienione wydarzenia? Wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny, za której pośrednictwem Pan Bóg rozlał łaski na swój lud.

 

Wystąpienia Marcina Lutra, Zwingliego i Jana Kalwina oraz zwolenników ich heretyckich nauk zniszczyły jedność chrześcijańskiej Europy. Siłę swą błędnowiercy czerpali z poparcia władców świeckich. Dlatego ani Zygmuntowi III Wazie, ani jego synom nie udało się zasiąść na tronie sprotestantyzowanej Szwecji, do czego mieli pełne prawo. Niewiele jednak brakowało, by po koronę Polski sięgnął protestancki król Szwecji Karol X Gustaw.

 

Obrona Jasnej Góry

 

Latem 1655 roku wojska szwedzkie z ogromnym impetem wlały się na teren Rzeczypospolitej. Wydawało się, że nic nie powstrzyma potopu protestanckich wojsk, na których stronę przechodziła masowo szlachta polska, kuszona obietnicą pokoju za cenę zmiany monarchy. Wreszcie z rozkazu szwedzkiego uzurpatora, generał Burchard Müller na czele 3 tys. żołnierzy stanął 18 listopada pod murami klasztoru jasnogórskiego i zażądał otwarcia bram. Przeor Augustyn Kordecki stanowczo odmówił.

 

Po ludzku mogłoby się wydawać, że obrona będzie czysto formalna, gdyż wojskom szwedzkim o. Kordecki mógł przeciwstawić zaledwie 170 żołnierzy oraz 20 szlachciców i 70 zakonników. Jednak paulini posiadali swoją „cudowną broń”, a była nią modlitwa do Gospodyni tego miejsca. Przy wsparciu Matki Bożej, mizerne umocnienia Jasnej Góry, mimo intensywnego ostrzału, stały niewzruszone, a pociski zapalające odbijały się od dachówek lub były unieszkodliwiane przez obrońców. Większe znaczenie dla losów bitwy niż heroiczne trwanie przy armatach i muszkietach miały jednak codzienne procesje z Najświętszym Sakramentem. Wśród Szwedów krążyły opowieści o niezwykłej postaci kobiecej spacerującej po murach oraz mgle, która za jej przyczyną skrywała sylwetkę klasztoru przed oczami szwedzkich artylerzystów. Ostatecznie po 40 dniach oblężenia Szwedzi odstąpili jak niepyszni.


Wkrótce mieszkańcy Rzeczypospolitej, natchnieni przykładem obrońców klasztoru, wystąpili zbrojnie przeciw okupantom i wyparli ich z kraju. Pobożny król Jan Kazimierz, wdzięczny Maryi za cudowną pomoc, ogłosił Ją w katedrze lwowskiej Królową Polski.

 

Bitwa pod Lepanto

 

Fenomenalny sukces I wyprawy krzyżowej, która wyzwoliła Ziemię Świętą spod ucisku muzułmańskiego, został zaprzepaszczony przez pychę władców europejskich i gnuśność szlachty. Co gorsza, podziały między państwami chrześcijańskimi spowodowały, że występujące pod zieloną chorągwią Mahometa imperium osmańskie podbijało kolejne terytoria. W końcu, gdy w 1570 roku Turcja sięgnęła po stanowiący klucz do Europy Cypr, papież św. Pius V postanowił działać i zaczął budować przymierze antytureckie – Świętą Ligę.

 

W jej skład, obok Państwa Kościelnego, weszły: Hiszpania, Wenecja, Genua i Malta. W październiku 1571 roku na spotkanie liczącej około 300 jednostek floty tureckiej wypłynęło ponad dwieście okrętów chrześcijańskich pod dowództwem hiszpańskiego admirała Juana de Austria. Na jednostce, którą płynął głównodowodzący, zawisła podarowana przez Piusa V flaga z wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa.

 

Do spotkania obu flot doszło 7 października, we wschodniej części Morza Jońskiego, w pobliżu miasta Lepanto. Początkowo marynarze floty katolickiej z zatroskaniem obserwowali kierunek wiatru, który dawał duże zdolności manewrowe okrętom muzułmańskim, utrudniając przy tym żeglugę eskadrom koalicji. W pewnym momencie, jak wspominał kronikarz Boweriusz, na niebie ukazała się postać kobiety. Wzrokiem pełnym łaskawości spoglądała w kierunku okrętów chrześcijańskich. W tym momencie, ku radości katolickich marynarzy, wiatr zmienił kierunek. Niedługo potem floty starły się ze sobą. Zrządzeniem Opatrzności na samym początku bitwy śmierć poniósł dowódca floty tureckiej Ali Pasza.

 

Tymczasem w Rzymie trwały zarządzone przez św. Piusa V publiczne nabożeństwa. W dniu, w którym toczyła się bitwa pod Lepanto, przez miasto przeszła procesja zorganizowana przez Bractwo Różańcowe. Niesiono w niej obraz Matki Bożej Śnieżnej. W intencji zwycięstwa pościli i modlili się na różańcu także katolicy z innych krajów Europy.

 

Wieczorem, gdy bitwa już dogasała, papież przebywał w małej bibliotece w Watykanie. Nagle przerwał rozmowę i zbliżył się do okna. Po chwili odwrócił się i rozpromieniony oznajmił obecnym, że armada katolicka zwyciężyła. Oczami duszy ujrzał bowiem obie walczące floty oraz Maryję, która okryła chrześcijańskie okręty swoim płaszczem. Dwa tygodnie później zjawił się w Rzymie posłaniec z wieścią o triumfie oręża katolickiego, zatopieniu lub zdobyciu dużej ilości okrętów wroga oraz uwolnieniu tysięcy chrześcijańskich galerników. Na pamiątkę cudu pod Lepanto św. Pius V poświęcił dzień 7 października Matce Bożej Zwycięskiej. Dziś nosi ono nazwę Matki Bożej Różańcowej.

 

Wiedeń 1683

 

Mimo ogromnej klęski morskiej Turcja pozostawała nadal mocarstwem. Wiek później udało jej się zagarnąć polskie Podole, a w 1683 roku zagrozić Wiedniowi – siedzibie władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Na pomoc Austrii pospieszyła sprzymierzona z nią Rzeczpospolita. Zmagania z Turcją toczyły się nie tylko w sferze militarnej, ale także duchowej. Król Jan III Sobieski zawierzył kampanię Matce Najświętszej. Zanim wyruszył w pole, odwiedził kilka słynących łaskami sanktuariów.

 

Prosił o wstawiennictwo Czarną Madonnę na Jasnej Górze. W Krakowie odbył pielgrzymkę do siedmiu kościołów, modląc się m.in. przed obrazem Matki Bożej Różańcowej u dominikanów, której Polacy przypisywali pomoc w zwycięstwie pod Chocimem w 1621 roku; wizerunkiem Matki Bożej Bolesnej u ojców franciszkanów oraz w kościele Mariackim przed malowidłem Matki Bożej Loretańskiej. Miasto opuścił 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W drodze przez Śląsk nawiedził sanktuarium Matki Bożej Piekarskiej.

 

O zwycięstwo błagał Boga cały katolicki świat. Najżarliwiej wznoszono modły w papieskim Rzymie, Pasawie, gdzie przebywał cesarz Leopold Habsburg, i Krakowie, w którym pozostała królowa Marysieńka. Wszędzie odbywały się nabożeństwa i procesje. W Krakowie dzwony wzywały wiernych do modlitwy także w nocy.

 

12 września, kilka godzin przed bitwą pod murami Wiednia, król Sobieski wysłuchał trzech Mszy Świętych. Ostatnią, na wzgórzu Kahlenberg odprawił legat papieski, kapucyn, bł. Marek z Aviano. Służył do niej sam monarcha z synem Jakubem. Wszyscy przyjęli Komunię Świętą.

Mimo przewagi liczebnej Turcy nie dotrzymali pola wojskom chrześcijańskim. Pod uderzeniem noszącej na piersiach wizerunki Niepokalanej husarii, ich szyki pękły. Wkrótce zwycięski wódz Jan III Sobieski mógł przed obrazem Matki Bożej Loretańskiej u wiedeńskich augustianów odśpiewać hymn Te Deum laudamus. W liście wysłanym do papieża zameldował zaś skromie: Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył. Europa była uratowana!

 

Warszawa 1920

 

Kto wie, czy nie poważniejsze niebezpieczeństwo zawisło nad Polską i Europą w 1920 roku, gdy rewolucyjna Armia Czerwona wyruszyła na zachód.


Towarzysze! Runął Bóg, ten największy ciemiężca proletariatu. Legli nasi wrogowie. (…) Po trupie Polski wiedzie droga do światowej rewolucji – zagrzewał swoich podwładnych do walki dowódca bolszewickiego Frontu Zachodniego gen. Michał Tuchaczewski.

 

Żołnierze polscy, którzy nie tak dawno dumnie kroczyli ulicami Kijowa, teraz wycofywali się pospiesznie. Warszawę opuścili dyplomaci państw zachodnich, przekonani, że lada dzień miasto wpadnie w szpony czerwonych hord. Na miejscu trwał jeszcze nuncjusz apostolski Achilles Ratti.


Ale stolica Polski przygotowywała się do bitwy i modliła się o cud. 8 sierpnia po adoracji Najświętszego Sakramentu ze wszystkich kościołów ruszyły procesje na plac Zamkowy. Tam 100 tys. ludzi modliło się przed relikwiami św. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa. Z daleka niósł się odgłos kanonady artyleryjskiej.

 

Na prośbę dowódcy Armii Warszawa generała Józefa Hallera, i z jego udziałem, w kościele Zbawiciela przy ołtarzu Matki Bożej Jasnogórskiej odprawiono nowennę w intencji Ojczyzny dla żołnierzy. Francuski generał Weygand wspominał później, że nigdy nie widział tak żarliwie modlących się ludzi, jak wtedy w stolicy Polski.

 

Tymczasem fala bolszewicka dotarła na przedpola Warszawy. Trwał rozpaczliwy bój pod Radzyminem. W zmaganiach w okolicach Ossowa padł ks. Ignacy Skorupka. W końcu jednak pochód barbarzyńców udało się powstrzymać.

 

16 sierpnia ruszyła ofensywa Piłsudskiego znad Wieprza. Niedoszli podpalacze Europy uciekali teraz tak szybko, że nie mogła ich dogonić polska kawaleria.

 

Do Warszawy zaczęli napływać pierwsi jeńcy bolszewiccy. Wielu z przejęciem opowiadało, jak podczas bitwy nad polskimi pozycjami zobaczyli tajemniczą postać kobiecą z tarczą w ręku. Spływający z jej ramion płaszcz (jak na wizerunku patronki stolicy Matki Bożej Łaskawej) osłaniał niebo nad stolicą. Wychowani w prawosławiu bojcy od razu uświadomili sobie, że to Matka Boża staje w obronie Polaków i rzucili się do ucieczki. To może tłumaczyć zaskakująco szybkie tempo ucieczki wojsk bolszewickich. Tymczasem w kościołach Warszawy brzmiały radosne śpiewy Te Deum laudamus.


Tym razem bestia rewolucji otrzymała bolesny cios, a Polska i Europa dzięki Cudowi nad Wisłą – szansę, by nawrócić się i odbudować cywilizację chrześcijańską. Niestety, nie skorzystały z tej łaski. Dlatego, zgodnie z zapowiedzią Matki Bożej w Fatmie, doszło do kolejnej wojny i okupacji przez Związek Sowiecki połowy Europy…



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa