Blask Kościoła
 
Państwo kościelne
Adam Kowalik

Pozbawienie tronu ostatniego cesarza zachodnio-rzymskiego Romulusa Augustulusa w roku 476 było tylko wydarzeniem symbolicznym. W rzeczywistości imperium rzymskie na terenach Europy Zachodniej nie istniało już od dłuższego czasu. Administracja rozpadała się. Po dawnych prowincjach cesarstwa grasowały watahy barbarzyńców, grabiąc i niszcząc co się dało. Pośród ciemnej nocy dziejów Europy jedyny jasny punkt stanowił Kościół.

Papież i niżsi hierarchowie stawali się dla ludności ostatnimi autorytetami i obrońcami. Chcąc nie chcąc, kolejni namiestnicy św. Piotra musieli zajmować się sprawami świeckimi. Powoli formowało się Państwo Kościelne. Ostatecznie powstało ono w 756 r., gdy papieżowi Stefanowi II, dzięki przymierzu zawartemu z władcą frankońskim Pepinem Krótkim, udało się odeprzeć najazd Longobardów na Rzym.

Dzieło Opatrzności

Narodziny Państwa Kościelnego były więc wynikiem naturalnego procesu, jednocześnie – można śmiało to stwierdzić – dziełem Opatrzności. W panującym wówczas ustroju feudalnym, opartym na posiadaniu ziemi i ludności poddanej, była to jedyna droga, by zapewnić papieżom niezależność. W innym wypadku groziłoby im stoczenie się do grona wasalów uzależnionych od kaprysów możnych tego świata.

Potrzebę istnienia Państwa Kościelnego potwierdziły późniejsze wydarzenia z XVI wieku. Gdy przywódcom Reformacji nie udało się ogarnąć swymi wpływami całej Europy, wymusili na władcach katolickich uznanie zasady cuius regio eius religio pozwalającej rządzącym państwami narzucać poddanym swoją religię. Cóż by się stało, gdyby Rzymem nie rządził papież, ale świecki monarcha, który po popadnięciu w herezję zapragnąłby sprotestantyzować Wieczne Miasto?

Czas rozkwitu

Należy podkreślić, że papieże bardzo dbali o swoich poddanych. Zakładali szpitale, przytułki, rozdawali jałmużnę. Ich obecność zapewniała napływ do Wiecznego Miasta pielgrzymów, którzy zostawiali u miejscowych kupców, karczmarzy, rolników sporo pieniędzy.

Ogromne znaczenie dla ludności Państwa Kościelnego miały inwestycje kolejnych papieży częściowo finansowane przez cały katolicki świat. Żaden świecki władca nie mógłby sobie pozwolić na budowę tylu kościołów, pałaców czy gmachów państwowych. Przy tych inwestycjach zatrudnienie znajdowały tysiące Włochów. Dzięki temu mogły rozwijać się także sztuki piękne.

Należy podkreślić, że państwo papieskie często stawało się azylem dla uciekinierów z innych krajów. Tu chronili się uciekający przed prześladowaniami Żydzi czy muzułmanie.

Pałac otwarty dla wszystkich

W Państwie Kościelnym, a zwłaszcza w Rzymie, panowały bardzo familiarne stosunki. Obecnie wydaje nam się, że otwartość papieży na świat rozpoczęła się dopiero wraz z pontyfikatem Pawła VI czy bł. Jana Pawła II. To błąd. Zamknięcie się papieży końca XIX i początku XX w. za murami Watykanu było spowodowane wyłącznie względami politycznymi – likwidacją Państwa Kościelnego. Wcześniej następcy św. Piotra, jak wszyscy monarchowie, poruszali się po kraju bez ograniczeń. Co więcej, także do pałaców papieskich mógł wejść, kto chciał. Francuski podróżny z I połowy XIX w. wspominał, jak pewnego dnia postanowił odwiedzić rezydencję Ojca Świętego na Kwirynale. Bez żadnych problemów wszedł do pałacu i spacerował po nim. W pewnej chwili, uchyliwszy drzwi jednej z komnat, zobaczył w niej staruszka. Był to sam papież. Zanim zdołał się wycofać, Ojciec Święty zawołał go do siebie i rozpoczął miłą pogawędkę.

„Więzień Watykanu”

Piękne czasy skończyły się wraz z triumfem rewolucji francuskiej. Pojawienie się wojsk francuskich w środkowych Włoszech skończyło się aneksją Państwa Kościelnego i aresztowaniem papieża Piusa VI. Podobnie postąpił Napoleon z Piusem VII, wywożąc go do Francji.

Mimo to Państwo Kościelne przetrwało jeszcze pół wieku. Kres jego istnienia przyniósł dopiero rok 1870, w którym wojska Królestwa Włoch zaatakowały Rzym. Panujący wtedy bł. Pius IX w proteście przeciw bezprawiu i ograniczaniu wolności Kościoła we Włoszech, ogłosił się więźniem Watykanu. On i jego następcy nie opuszczali murów pałacu papieskiego. Trudno się temu dziwić – rząd włoski starał się izolować dyplomację papieską od wpływu na politykę międzynarodową, odmawiając kolejnym wikariuszom Chrystusowym uznania ich suwerenności politycznej jako nieposiadającym własnego terytorium.

Dopiero w 1929 r. Ojcu Świętemu Piusowi XI udało się uzyskać uznanie suwerenności Stolicy Apostolskiej przez rząd Mussoliniego. A stało się to dzięki ponownemu uznaniu zmniejszonego terytorialnie Państwa Kościelnego, zwanego odtąd Watykańskim.

  


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina