Cudowne wydarzenia
 
Niezwykłe dzieje Domku Matki Bożej
Agnieszka Stelmach

Domek Matki Bożej, który możemy podziwiać we włoskim sanktuarium w nadadriatyckim Loreto, a którego repliki znajdują się także w polskich świątyniach, został przeniesiony z Ziemi Świętej przez samych aniołów. Cudowność tego wydarzenia potwierdzają uczeni.


Czytelnik zainteresowany tym tematem może spotkać się z twierdzeniem jakoby rodzina De Angelis poleciła krzyżowcom rozebrać oryginalną budowlę w Nazarecie i przewieźć ją nad Adriatyk. To jednak jest nieprawda.


Wersja o rodzinie Angeli albo De Angelis pojawiła się po raz pierwszy dopiero 17 marca 1900 roku. Giuseppe Lapponi, lekarz papieża Leona XIII, szepnął ks. Landrieux, biskupowi Dijon, że znalazł w archiwach watykańskich dokumenty, które stwierdzają, iż rodzina Aniołów (Angeli) rzekomo przetransportowała kamienie Świętego Domku do Włoch.


Te twierdzenia można łatwo obalić, zważywszy na fakt, iż wszystkie kamienie Świętego Domku wciąż utrzymywane są razem dzięki zaprawie stosowanej w Palestynie, to jest dzięki mieszaninie gipsu ze sproszkowanym węglem drzewnym. Była to technika znana w Ziemi Świętej przed dwoma tysiącami lat, ale nigdy nie stosowana we Włoszech. Jednorodność zaprawy wyklucza jakąkolwiek możliwość hipotetycznego demontażu i ponownego montażu kamieni. Krzyżowcy musieliby zdjąć sanktuarium Świętego Domku z jego fundamentów i przewieźć w całości, pokonując drogę ponad dwóch tysięcy kilometrów lądem i morzem, by w końcu dotrzeć do wybrzeża Morza Adriatyckiego, gdzie budowla pojawiła się w pięciu różnych miejscach… Fizycznie transport ten byłby niemożliwy bez wyrządzenia poważnych szkód lub pozostawienia jakichkolwiek śladów. Takowych jednak po prostu nie ma.


Wizja św. Katarzyny Bolońskiej

W 1440 roku święta Katarzyna Bolońska, której ciało do dziś pozostaje doskonale zachowane, napisała, iż miała nadprzyrodzoną wizję o cudownym przeniesieniu Domku: W końcu, ze względu na bałwochwalstwo ludu, to mieszkanie konsekrowane przez Apostołów, którzy w nim obchodzili Boże tajemnice i w którym dokonywały się cuda, zostało przeniesione do Dalmacji przez orszak aniołów. Potem, z tych samych powodów, a także innych, przenosili oni to najgodniejsze sanktuarium do wielu innych miejsc. Wreszcie święci aniołowie przenieśli je tutaj i umieścili w Loreto, w prowincji Włoch, na ziemiach Kościoła Świętego.

Święty Domek i Ołtarz Apostołów


Tradycja Kościoła mówi, że trzy ściany Świętego Domku z Nazaretu były cudownie przetransportowane do „różnych miejsc” przez aniołów między 1291 a 1295 rokiem. Zostało to zapisane w starożytnych dokumentach, które również wspominają o obecności tak zwanego Ołtarza Apostołów, wykorzystywanego do odprawiania Mszy Świętej w Domku. Był on zabierany – za każdym razem za sprawą cudownej translokacji – z trzema ścianami, w tym podczas przenoszenia ich do pierwszego miejsca – Trsatu w Dalmacji (obecnie w Chorwacji), gdzie znajdował się od 10 maja 1291 do 10 grudnia 1294 r.


Architekt Nanni Monelli i ojciec Giuseppe Santarelli (kapucyn, historyk, międzynarodowej sławy archeolog i dyrektor generalny Zgromadzenia Świętego Domku w Loreto) stwierdzili, że kamienie, które są w Grocie Zwiastowania w Nazarecie w Ziemi Świętej, mają takie samo pochodzenie jak kamienie Świętego Ołtarza Apostołów, znajdującego się w loretańskim Domku.


Prof. Giorgio Nicolini, specjalista w tej dziedzinie i autor książki Historyczna prawdziwość przeniesienia Świętego Domu z Nazaretu do Loreto, wyjaśnia w opracowaniu poświęconym Ołtarzowi Apostołów (opublikowanym w 2006 r.), że Święty Domek w Loreto – poza dowodami świadczącymi o jego autentyczności – dostarcza jeszcze bardziej spektakularnych dowodów dotyczących cudownego przeniesienia z Nazaretu.


Pięć cudownych translokacji

W swojej książce prof. Nicolini udowadnia autentyczność pięciu cudownych translokacji, które miały miejsce w latach 1291–1296. Tak wynika z badań historycznych, dokumentalnych i archeologicznych.         
   

Święty Domek został cudownie zabrany z Palestyny, by nie wpadł w ręce mahometan. Jego przeniesienie do Trsatu (pierwszy etap translokacji) miało miejsce w nocy z 9 na 10 maja 1291 roku. Drugie przeniesienie odbyło się do Posatora (prowincja Ancona we Włoszech); trzecie do lasu Pani Loretańskiej na równinie w obrębie murów Loreto 10 grudnia 1294 roku, czwarte – na Mount Prodo w Loreto; i piąte – na obecne miejsce, gdzie dziś znajduje się bazylika wzniesiona wokół Domku.


Wszystkie te zmiany zostały zapisane w różnych miejscach przez naocznych świadków i były ściśle weryfikowane w czasach poszczególnych biskupów diecezjalnych, którzy wydali kanoniczne oświadczenia odnośnie prawdziwości faktów i zeznań.


Pasterze świadkami

O niezwykłym cudzie świadczą zeznania pasterzy, którzy 10 grudnia 1294 r. widzieli w nocy cudowne światło szybko przemieszczające się nad morzem. Słyszeli także cudowną muzykę. Następnie na niebie ujrzeli Domek niesiony przez aniołów. Pasterze zdumieni tak niezwykłym widokiem upadli na kolana i zaczęli się modlić, oczekując z niecierpliwością na to, co się jeszcze wydarzy. Gdy aniołowie położyli Sanktuarium Świętego Domku w środku dużego gaju, drzewa pochyliły się przed świętym obiektem, jakby oddawały cichy hołd Królowej Niebios. Drzewa, które „pochyliły korony” pozdrawiając Święty Domek, pozostały w tej pozycji przez około trzysta lat, aby niezliczone rzesze wiernych mogły pojąć, jak wielki szacunek należy się tym świętym murom, pośród których mieszkał Bóg Wcielony. Ostatecznie Opatrzność pozwoliła drwalom je wyciąć. Resztę dopełniła zła pogoda, powalając niektóre z nich.


Ukarana zuchwałość

Zachowanie kamieni w nienaruszonym stanie jest znakiem świadczącym o tym, że Bóg czuwał nad budowlą. Święty Domek, mimo upływu czasu, pozostaje nienaruszony. Nikt nie był w stanie zabrać choćby jednego kamienia czy innego fragmentu budowli, by nie spotkała go kara.

W 1561 r. Juan Suarez, biskup Coimbry, udający się na sobór w Trydencie odwiedził Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Spełniwszy swoje pragnienie oddania czci Maryi, postanowił zabrać do Portugalii kamień ze ściany budowli i umieścić go w kaplicy diecezjalnej poświęconej Matce Bożej.


Uprzedzony o ekskomunice, która dotykała każdego, kto usiłował oderwać choćby kawałek z tych czcigodnych murów, po przybyciu do Trydentu potajemnie wybłagał u papieża Piusa IV zezwolenie na zabranie fragmentu świętych murów. Natychmiast wysłał swojego kapelana do Loreto, by przywiózł relikwię. Gdy tylko biskup Suarez ją otrzymał, nagle zachorował. Medycy nie byli w stanie ulżyć jego cierpieniom. Gdy wierni i duchowni modlili się o uleczenie chorego, z pewnego zakonu przyszła wiadomość następującej treści: Jeśli biskup chce wyzdrowieć, niech zwróci Matce Bożej Loretańskiej to, co Jej zabrał. Juan Suarez nie tracąc czasu, odesłał kapelana do Loreto z kamieniem. Biskup odzyskał zdrowie. Jego sprawozdanie trafiło później do archiwów watykańskich.


Domek bez fundamentów – nieustający cud

Innym godnym uwagi faktem jest umieszczenie Świętego Domku na drodze publicznej w Loreto. Archeolodzy i architekci, którzy badali grunt pod Świętym Domkiem i drogę, na której został postawiony, uważają, że z punktu widzenia ludzkiego jest niemożliwością, żeby on tam stał.

Architekt Giuseppe Sacconi (1854–1905) stwierdził, że Święty Domek spoczywa częściowo na skraju starej drogi, a częściowo na krawędzi starożytnej fosy. Nie zauważano obecności żadnych materiałów stanowiących fundament pod budowę domu.


Ważnym elementem archeologicznym wskazującym, iż Święty Domek „wylądował”, a nie został wybudowany lub przebudowany, jest znaleziony na miejscu krzak cierniowy, który został przygnieciony wskutek postawienia Świętego Domku na drodze.


Architekt Federico Mannucci po pożarze w 1921 r., gdy podłoga Domku wymagała renowacji, otrzymał polecenie od papieża Benedykta XV, by zbadał podstawę Domu Matki Bożej. W 1923 r. Mannucci ­stwierdził w ­specjalnym sprawozdaniu, że jest „absurdem wierzyć”, iż budynek mógł być transportowany „za pomocą środków mechanicznych”. Mannucci napisał, że fakt, iż budynek Świętego Domku pozostał nienaruszony i nie ma najmniejszego pęknięcia ani uszkodzenia ścian – chociaż pozbawiony jest fundamentów i stoi na ziemi bez żadnej podpory, przygnieciony przynajmniej częściowo ciężarem kopuły, która miała zastąpić dach – jest zaskakujący i godny uwagi.

Miejsce‑świadek niezwykłych cudów i łask


Ojciec Caillau, jeden z historyków Loreto, napisał: Jeśli chodzi o cuda dokonywane za wstawiennictwem Matki Bożej Loretańskiej, praktycznie są one niezliczone i tak dobrze znane, że opowiedzenie ich mogłoby być zajęciem kogoś, kto nie wie, co robić ze swoim czasem.

Ale nie możemy nie wspomnieć niektórych z nich. Jak choćby o słynnym epizodzie z udziałem załogi Krzysztofa Kolumba, dotkniętej straszną burzą podczas pokonywania oceanu w drodze powrotnej z Ameryki w 1494 roku. Załoga złożyła obietnicę Matce Bożej Loretańskiej, że jeden z marynarzy przyjedzie do Loreto w imieniu całej załogi, aby jej zadośćuczynić za ocalenie. Tym marynarzem był Pedro de Villa. Kopię dokumentu można oglądać w skarbcu sanktuarium w Loreto.


Trudno też nie wspomnieć o innym wydarzeniu, gdy po wytrwałych modlitwach do Matki Bożej z Loreto, po ponad dwudziestu latach bezpłodności, Anna Austriaczka, żona francuskiego króla Ludwika XIII, poczęła syna, którym był nie kto inny, jak przyszły Król Słońce, Ludwik XIV. W dowód wdzięczności Ludwik XIII wysłał do Loreto posąg anioła wykonanego ze srebra, trzymającego nowo narodzonego chłopca ze złota o wadze takiej samej jak syn, który mu się urodził.


Wielkim cudem było także zwycięstwo chrześcijan w morskiej bitwie pod Lepanto, która rozegrała się 7 października 1571 r. Tuż przed tym doniosłym wydarzeniem księżniczka Orsini, żona Marca Antonia Colonny, którego papież św. Pius V ustanowił generałem armii papieskiej, udała się do Loreto ze swą świtą, prosząc Boga o błogosławieństwo dla męża w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa. Po spowiedzi i Komunii św. spędziła całą noc na modlitwie w Sanktuarium Świętego Domku. Została wysłuchana – w niedługim czasie ujrzała triumfalny powrót męża do Rzymu.


Wkrótce też gen. Colonna wraz z oficerami i żołnierzami udał się na pielgrzymkę do Loreto, mając na sobie strój pokutnika. Katolicy, którzy zostali zabrani do niewoli przez muzułmanów, a następnie uwolnieni, pozostawili tam jako wota łańcuchy, którymi byli skuci. Łańcuchy te zostały później wykorzystane do wykonania kratki na drzwiach Świętego Domku.


Warto też wspomnieć, że papież św. Pius V nakazał bez przerwy modlić się o zwycięstwo pod Lepanto w Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Po wielkim triumfie świata katolickiego Ojciec Święty dodał inwokację Wspomożycielko Wiernych do litanii do Matki Bożej. Przypisał zwycięstwo ochronie Matki Bożej Loretańskiej i Matki Bożej Dobrej Rady z Genazzano.


Bitwa pod Wiedniem w 1683 roku

Opowieść o cudach za wstawiennictwem Matki Bożej z Loreto nie byłaby pełna, gdybyśmy nie wspomnieli o polskim królu Janie III Sobieskim, który w 1683 roku przybył na ratunek cesarzowi Leopoldowi pod oblegany przez wojska tureckie Wiedeń.


W niedzielę 12 września 1683 roku, w oktawie święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, niewierni uciekli. Wśród zwycięzców był dowodzący prawym skrzydłem sprzymierzonych hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski, kasztelan krakowski, człowiek niezwykły, znany zarówno z wielkiej pobożności, jak i odwagi. Podczas patrolowania budowli zniszczonych przez muzułmanów, hetman ujrzał pod gruzami zawalonej ściany fragment obrazu omal nie stratowanego do reszty kopytami końskimi. Polecił podnieść malowidło. Nie bez zdziwienia zauważył, że był to wizerunek Maryi wykonany na wzór Matki Bożej Loretańskiej. Na jednej ze stron odczytał następujące słowa: Przez ten wizerunek Maryi, Jan będzie zwycięzcą, a po drugiej stronie przeczytał: Przez ten wizerunek Maryi, ja, Jan, będę zwycięzcą.

Zaintrygowany napisem, pospieszył z cudownym wizerunkiem do zwycięskiego króla, który – aby zaświadczyć o swojej wdzięczności dla Matki Bożej z Loreto, słusznie uznawanej za sprawczynię triumfu – ofiarował sanktuarium jeden z najpiękniejszych sztandarów tureckich. Z tej okazji papież bł. Innocenty XI nakazał wykuć pamiątkowy medal z wizerunkiem Świętego Domku. Gloria jest uwieczniona na jednej ze ścian polskiej kaplicy sanktuarium w Loreto.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
20 lat Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi
Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień można by sparafrazować słowa piosenki z popularnego niegdyś serialu… Dwie dekady działalności Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi miały niebagatelny wpływ na funkcjonowanie naszej Ojczyzny. Temu wydarzeniu poświęcamy znaczną część „Przymierza z Maryją”.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Medal dla niestrudzonego obrońcy wiary

Z radością informujemy, że długoletni Apostoł Fatimy, Pan Stanisław Drzewiecki z Tuliszkowa został uhonorowany przez ks. biskupa Wiesława Meringa medalem „Zasłużony dla Diecezji Włocławskiej”. O Panu Stanisławie pisaliśmy już w 96. numerze „Przymierza z Maryją”. Dziś postanowiliśmy jeszcze wrócić do Tuliszkowa, by wraz z naszym bohaterem cieszyć się z tego wyróżnienia.

 

Gdyby historią życia naszego Apostoła obdarzyć kilka osób, każda z nich miałaby pełne ręce roboty, a do tego swoją pracą budziłaby podziw i uznanie. Aż trudno uwierzyć, jak wiele pasji, talentów, zainteresowań, zacięcia społecznikowskiego może kryć się w jednym człowieku.

I choć Pan Stanisław w swoim 81-letnim życiu sprawdził się w wielu dziedzinach, jego największą pasją jest nauczanie. Jak już pisaliśmy poprzednio, jest powszechnie znanym i cenionym matematykiem, ale uczył także fizyki i chemii. W zawodzie spędził ponad pół wieku, kształcąc młodzież w 28 szkołach. Mimo przejścia na emeryturę, wciąż pomaga młodym ludziom. Od ponad dekady udziela bezpłatnych korepetycji każdemu, kto się do niego zgłosi. – Uczyć zawsze lubiłem. Satysfakcję czerpałem z tego, że potrafiłem nauczyć matematyki każdego, nawet tego, kto nie miał w tym kierunku najmniejszych zdolności – mówi z przekonaniem. – Dziś cieszy mnie każdy sukces mojego podopiecznego, któremu udaje się wyciągnąć ocenę na lepszą, czy uniknąć powtarzania roku. Myślę, że uczniowie też mnie lubili i lubią. Do dziecka trzeba umieć znaleźć drogę, czymś zainteresować i zachwycić, zachęcić do aktywności. Nauczyciel musi mieć osobowość, musi być ciekawy świata, by dla innych być wzorem, ikoną, która swoim postępowaniem pokazuje, jak dobrze można żyć. Ponadto potrafi wydobyć z dziecka jego zalety i je rozwinąć, rozbudzić ciekawość i chęć do poznawania świata, do pomagania, do ciągłego rozwijania się. Ja zawsze mówię do swoich podopiecznych, że nie chodzi o to, byście pokochali matematykę, ale żeby z was wyrośli porządni ludzie z charakterem. Sam trafiłem jako dzieciak na kilku nauczycieli tak interesujących i wartościowych, a przy tym pełnych zapału, że do szkoły chodziłem nie tylko po naukę, ale właśnie dla moich pedagogów, którzy mnie niesamowicie inspirowali – zapewnia.

 

Pan Stanisław ubolewa nad tym, że obecnie wielu nauczycieli skupia się tylko na przekazywaniu wiedzy, zaniedbując przy tym wychowanie. – Często się mówi: „a niech rodzice wychowują, nauczyciel ma uczyć”. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że szkoła, tak jak dom, jak Kościół ma także młodzież kształtować. Niestety, obecnie nauczyciel boi się wychodzić poza swoją rolę, by nie zostać posądzonym przez rodziców o wtykanie nosa w nie swoje sprawy. I to jest przykre. Uważam, że w wielu przypadkach wychowanie dzieci powinno zacząć się od wychowania rodziców. To mocne słowa, ale Pan Stanisław nie boi się mówić tego, co myśli. Tak było w czasach komunizmu, gdy bronił krzyża w szkole i odważnie przyznawał się do swojej wiary. Nigdy nie krył, że jest człowiekiem głęboko religijnym. Za swoje przywiązanie do Kościoła i zaangażowanie w przygotowanie ołtarzy na Boże Ciało w 1968 roku stracił posadę dyrektora szkoły. – Było mi oczywiście przykro, ale w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze. Ołtarze na Boże Ciało ubierali moi dziadkowie (od 1912 roku), rodzice i ja przez 65 lat. Bóg dla mnie i mojej rodziny był zawsze na pierwszym miejscu – podkreśla. I za to piękne świadectwo chrześcijańskiego życia składane zwłaszcza w trudnych czasach i ogromne zaangażowanie w życie swojej parafii w Tuliszkowie, Pan Stanisław został odznaczony medalem „Zasłużony dla Diecezji Włocławskiej”, przyznawanym przez ks. biskupa Wiesława Meringa. Odznaczenie zostało przekazane podczas uroczystości poświęcenia kopii figury św. Michała Archanioła z cudownej Groty Objawień w Gargano.

 

W imieniu Redakcji „Przymierza z Maryją” gratulujemy Panu Stanisławowi tak zaszczytnego wyróżnienia i jesteśmy dumni z faktu, że tak zacna osoba należy do duchowej rodziny Apostołów Fatimy i grona oddanych Przyjaciół Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi.

Panie Stanisławie, życzymy Bożego błogosławieństwa i dużo zdrowia!

 

DMB

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję Panu Prezesowi za troskę o mnie. Dziękuję Redakcji za „Przymierze z Maryją”. Pragnę zapewnić, że nadal chcę otrzymywać Wasze pismo. Ono pomaga mi w wielu sprawach – tak wiary, jak i moralności. Bardzo jest mi potrzebne, bo mam niestety problemy, zwłaszcza z zachowaniem szóstego przykazania. Często zastanawiam się, czy uda mi się z tego wyjść, czy się poprawię? Wierzę, że tak. Ufam Bożej Opatrzności. Prosząc o modlitwę za mnie, pozdrawiam całe Stowarzyszenie im. Ks. Piotra Skargi.

Dawid

 

 

Szczęść Boże!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi obrazu Niepokalanego Serca Maryi. Teraz modlę się codziennie przed Mateńką. I widzę, że Ona się do mnie uśmiecha. Czuję Jej błogosławieństwo. Jakaż to łaska! Pozdrawiam Was serdecznie.

Jadwiga

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę za pośrednictwem Redakcji serdecznie podziękować Stowarzyszeniu im. Ks. Piotra Skargi za słowa otuchy i przesłanie Jubileuszowego Różańca, upamiętniającego 100. rocznicę Objawień Matki Bożej w Fatimie. Chciałbym także – ku przestrodze – podzielić się swoją udręką. Chciałbym przestrzec przed tym, od czego jestem uzależniony, czyli przed alkoholem. Również pragnę złożyć pewne świadectwo. Piszę o tym, bo wiem, że wiara czyni cuda. Po wykonaniu ogromnej pracy nad sobą, udaje mi się te sprawy zmieniać na lepsze. Tak więc od dłuższego czasu walczę ze swym alkoholizmem. Alkohol sprawił, że zamknąłem się w sobie. Jednak dzięki modlitwie i wsparciu rodziny jestem spokojny o kolejny dzień. Pomogły mi w tym też przesłane przez Was materiały – obrazek Matki Bożej Uzdrowienia Chorych oraz Akt Ofiarowania się Jezusowi przez ręce Maryi. Wiem, że Opatrzność Boża czuwa nade mną. Gdyby nie Ona, mało brakowało, abym w ubiegłe wakacje zapił się na śmierć. Teraz dziękuję Panu Bogu za dar życia.

Choć obecnie pokutuję w więzieniu, to głęboko wierzę w to, że Bóg opiekuje się mną. Za każdy dany mi czas dziękuję. Dziś wiem, że trzeba być dobrym przez całe życie i służyć Bogu. Dziś mam głęboką świadomość ile czasu straciłem przez alkohol i negatywne nastawienie do życia oraz przyjaciół. Alkohol zastępował mi towarzystwo. Gdy piłem, miałem wrażenie, że się wyciszam, uspokajam. Kiedy alkoholu zaczęło brakować, zaczynały się u mnie lęki i panika.

Obecnie znalazłem ludzi, którzy uczęszczają na mityngi AA na terenie więzienia. Też chodzę na te spotkania, podczas których dzielę się swymi opiniami, łzami i przeżyciami. Z pokorą i wdzięcznością przyjmuję wszystko, czym mnie Pan Bóg doświadcza.

Pozdrawiam całą Redakcję, pozdrawiam wszystkich, którzy się za mnie modlą i czekam na kolejne wydanie Waszego pisma. Bóg zapłać!

Z poważaniem

Marek

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Redaktorzy! Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi wspaniałego pisma, jakim jest „Przymierze z Maryją”. Pragnę podzielić się świadectwem, jak dobry jest Pan Bóg. Otóż, jestem inwalidą, na którym to Pan Bóg uczynił cud. Kilkadziesiąt lat temu miałem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym przez 5 tygodni byłem nieprzytomny. Lekarz, który mnie prowadził, dawał tylko kilka procent szans na to, że przeżyję. Twierdził, że nawet jeśli przeżyję, to i tak do końca życia będę jeździł na wózku inwalidzkim. Tymczasem – jak się okazało – na wózku jeździłem bardzo krótko. Po latach w ogóle go nie potrzebuję i daję sobie ze wszystkim radę samodzielnie. Jestem za to bardzo wdzięczny Panu Bogu i Matce Najświętszej. To Ona wstawiła się za mną u Swego Syna. Syn Ją wysłuchał i uczynił cud. Zresztą Jego opiekę czuję na każdym kroku w tych jakże ciężkich dla wiary czasach. Wiem jedno – trzeba całkowicie i bez żadnych wątpliwości zawierzyć Bożej Opatrzności, a resztą już będzie kierował Pan Bóg.

Jako podziękowanie za moje uzdrowienie wystawiłem koło mojego domu kapliczkę poświęconą Matce Bożej. Modlę się tam bardzo często. Jeszcze się nie zdarzyło, bym nie znalazł rozwiązania w trudnych sytuacjach. Dziękuję Wam za wszystko, co robicie dla naszego Narodu. Szczęść Wam Boże w tych trudnych czasach. Z Panem Bogiem i Maryją, Matką Jego!

Jan z Podkarpackiego

 

 

Szczęść Boże!

Droga Redakcjo! Chciałabym podzielić się z Czytelnikami świadectwem. Jestem wdową i matką dwóch synów. Jeden od 27 lat jest kapłanem i posługuje we Włoszech. Drugi ma żonę i troje dzieci. Jest policjantem.

W roku 2012 dowiedziałam się, że mój mąż ma nowotwór złośliwy i pozostało mu tylko 6 tygodni życia. Zaczęłam się gorliwie modlić i prosić Pana Boga oraz Matkę Bożą o zatrzymanie tej choroby, choćby tylko na trzy lata. Naszym pragnieniem było doczekać jubileuszu 50-lecia małżeństwa. I prośba została wysłuchana! W czerwcu 2014 roku w obecności syna-kapłana odnowiliśmy przysięgę małżeńską. Szczęście nie trwało jednak długo. W listopadzie 2015 roku mąż odszedł do Pana. Było mi bardzo ciężko, ale modlitwa, wsparcie duchowe ze strony rodziny i przyjaciół, Wasze materiały oraz programy w Telewizji Trwam i Radiu Maryja bardzo mi pomogły i pozwoliły dalej – w miarę normalnie – żyć.

W Środę Popielcową 2018 roku dowiedziałam się z kolei, że to ja mam raka złośliwego. I zaczęłam leczenie. W czasie wszystkich badań i zabiegów miałam w ręku różaniec, a na ustach słowa: „Jezu ufam Tobie!” oraz „Kochana Mateczko, osłaniaj mnie płaszczem Swej opieki”.

W szpitalu przebywałam 8 tygodni. Ostatnie naświetlanie miałam 15 sierpnia ubiegłego roku. W listopadzie przeszłam kontrolne badanie, które wykazało, że jest dobrze. Teraz czekają mnie kolejne badania.

Proszę Pana Jezusa, Matkę Najświętszą i Świętych, by było dobrze. Wszystko w rękach Pana Boga. Proszę Was o modlitwę, za którą z góry dziękuję – Bóg zapłać!

Zostańcie z Bogiem

Elżbieta z Torunia