Cudowne wydarzenia
 
Niezwykłe dzieje Domku Matki Bożej
Agnieszka Stelmach

Domek Matki Bożej, który możemy podziwiać we włoskim sanktuarium w nadadriatyckim Loreto, a którego repliki znajdują się także w polskich świątyniach, został przeniesiony z Ziemi Świętej przez samych aniołów. Cudowność tego wydarzenia potwierdzają uczeni.


Czytelnik zainteresowany tym tematem może spotkać się z twierdzeniem jakoby rodzina De Angelis poleciła krzyżowcom rozebrać oryginalną budowlę w Nazarecie i przewieźć ją nad Adriatyk. To jednak jest nieprawda.


Wersja o rodzinie Angeli albo De Angelis pojawiła się po raz pierwszy dopiero 17 marca 1900 roku. Giuseppe Lapponi, lekarz papieża Leona XIII, szepnął ks. Landrieux, biskupowi Dijon, że znalazł w archiwach watykańskich dokumenty, które stwierdzają, iż rodzina Aniołów (Angeli) rzekomo przetransportowała kamienie Świętego Domku do Włoch.


Te twierdzenia można łatwo obalić, zważywszy na fakt, iż wszystkie kamienie Świętego Domku wciąż utrzymywane są razem dzięki zaprawie stosowanej w Palestynie, to jest dzięki mieszaninie gipsu ze sproszkowanym węglem drzewnym. Była to technika znana w Ziemi Świętej przed dwoma tysiącami lat, ale nigdy nie stosowana we Włoszech. Jednorodność zaprawy wyklucza jakąkolwiek możliwość hipotetycznego demontażu i ponownego montażu kamieni. Krzyżowcy musieliby zdjąć sanktuarium Świętego Domku z jego fundamentów i przewieźć w całości, pokonując drogę ponad dwóch tysięcy kilometrów lądem i morzem, by w końcu dotrzeć do wybrzeża Morza Adriatyckiego, gdzie budowla pojawiła się w pięciu różnych miejscach… Fizycznie transport ten byłby niemożliwy bez wyrządzenia poważnych szkód lub pozostawienia jakichkolwiek śladów. Takowych jednak po prostu nie ma.


Wizja św. Katarzyny Bolońskiej

W 1440 roku święta Katarzyna Bolońska, której ciało do dziś pozostaje doskonale zachowane, napisała, iż miała nadprzyrodzoną wizję o cudownym przeniesieniu Domku: W końcu, ze względu na bałwochwalstwo ludu, to mieszkanie konsekrowane przez Apostołów, którzy w nim obchodzili Boże tajemnice i w którym dokonywały się cuda, zostało przeniesione do Dalmacji przez orszak aniołów. Potem, z tych samych powodów, a także innych, przenosili oni to najgodniejsze sanktuarium do wielu innych miejsc. Wreszcie święci aniołowie przenieśli je tutaj i umieścili w Loreto, w prowincji Włoch, na ziemiach Kościoła Świętego.

Święty Domek i Ołtarz Apostołów


Tradycja Kościoła mówi, że trzy ściany Świętego Domku z Nazaretu były cudownie przetransportowane do „różnych miejsc” przez aniołów między 1291 a 1295 rokiem. Zostało to zapisane w starożytnych dokumentach, które również wspominają o obecności tak zwanego Ołtarza Apostołów, wykorzystywanego do odprawiania Mszy Świętej w Domku. Był on zabierany – za każdym razem za sprawą cudownej translokacji – z trzema ścianami, w tym podczas przenoszenia ich do pierwszego miejsca – Trsatu w Dalmacji (obecnie w Chorwacji), gdzie znajdował się od 10 maja 1291 do 10 grudnia 1294 r.


Architekt Nanni Monelli i ojciec Giuseppe Santarelli (kapucyn, historyk, międzynarodowej sławy archeolog i dyrektor generalny Zgromadzenia Świętego Domku w Loreto) stwierdzili, że kamienie, które są w Grocie Zwiastowania w Nazarecie w Ziemi Świętej, mają takie samo pochodzenie jak kamienie Świętego Ołtarza Apostołów, znajdującego się w loretańskim Domku.


Prof. Giorgio Nicolini, specjalista w tej dziedzinie i autor książki Historyczna prawdziwość przeniesienia Świętego Domu z Nazaretu do Loreto, wyjaśnia w opracowaniu poświęconym Ołtarzowi Apostołów (opublikowanym w 2006 r.), że Święty Domek w Loreto – poza dowodami świadczącymi o jego autentyczności – dostarcza jeszcze bardziej spektakularnych dowodów dotyczących cudownego przeniesienia z Nazaretu.


Pięć cudownych translokacji

W swojej książce prof. Nicolini udowadnia autentyczność pięciu cudownych translokacji, które miały miejsce w latach 1291–1296. Tak wynika z badań historycznych, dokumentalnych i archeologicznych.         
   

Święty Domek został cudownie zabrany z Palestyny, by nie wpadł w ręce mahometan. Jego przeniesienie do Trsatu (pierwszy etap translokacji) miało miejsce w nocy z 9 na 10 maja 1291 roku. Drugie przeniesienie odbyło się do Posatora (prowincja Ancona we Włoszech); trzecie do lasu Pani Loretańskiej na równinie w obrębie murów Loreto 10 grudnia 1294 roku, czwarte – na Mount Prodo w Loreto; i piąte – na obecne miejsce, gdzie dziś znajduje się bazylika wzniesiona wokół Domku.


Wszystkie te zmiany zostały zapisane w różnych miejscach przez naocznych świadków i były ściśle weryfikowane w czasach poszczególnych biskupów diecezjalnych, którzy wydali kanoniczne oświadczenia odnośnie prawdziwości faktów i zeznań.


Pasterze świadkami

O niezwykłym cudzie świadczą zeznania pasterzy, którzy 10 grudnia 1294 r. widzieli w nocy cudowne światło szybko przemieszczające się nad morzem. Słyszeli także cudowną muzykę. Następnie na niebie ujrzeli Domek niesiony przez aniołów. Pasterze zdumieni tak niezwykłym widokiem upadli na kolana i zaczęli się modlić, oczekując z niecierpliwością na to, co się jeszcze wydarzy. Gdy aniołowie położyli Sanktuarium Świętego Domku w środku dużego gaju, drzewa pochyliły się przed świętym obiektem, jakby oddawały cichy hołd Królowej Niebios. Drzewa, które „pochyliły korony” pozdrawiając Święty Domek, pozostały w tej pozycji przez około trzysta lat, aby niezliczone rzesze wiernych mogły pojąć, jak wielki szacunek należy się tym świętym murom, pośród których mieszkał Bóg Wcielony. Ostatecznie Opatrzność pozwoliła drwalom je wyciąć. Resztę dopełniła zła pogoda, powalając niektóre z nich.


Ukarana zuchwałość

Zachowanie kamieni w nienaruszonym stanie jest znakiem świadczącym o tym, że Bóg czuwał nad budowlą. Święty Domek, mimo upływu czasu, pozostaje nienaruszony. Nikt nie był w stanie zabrać choćby jednego kamienia czy innego fragmentu budowli, by nie spotkała go kara.

W 1561 r. Juan Suarez, biskup Coimbry, udający się na sobór w Trydencie odwiedził Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Spełniwszy swoje pragnienie oddania czci Maryi, postanowił zabrać do Portugalii kamień ze ściany budowli i umieścić go w kaplicy diecezjalnej poświęconej Matce Bożej.


Uprzedzony o ekskomunice, która dotykała każdego, kto usiłował oderwać choćby kawałek z tych czcigodnych murów, po przybyciu do Trydentu potajemnie wybłagał u papieża Piusa IV zezwolenie na zabranie fragmentu świętych murów. Natychmiast wysłał swojego kapelana do Loreto, by przywiózł relikwię. Gdy tylko biskup Suarez ją otrzymał, nagle zachorował. Medycy nie byli w stanie ulżyć jego cierpieniom. Gdy wierni i duchowni modlili się o uleczenie chorego, z pewnego zakonu przyszła wiadomość następującej treści: Jeśli biskup chce wyzdrowieć, niech zwróci Matce Bożej Loretańskiej to, co Jej zabrał. Juan Suarez nie tracąc czasu, odesłał kapelana do Loreto z kamieniem. Biskup odzyskał zdrowie. Jego sprawozdanie trafiło później do archiwów watykańskich.


Domek bez fundamentów – nieustający cud

Innym godnym uwagi faktem jest umieszczenie Świętego Domku na drodze publicznej w Loreto. Archeolodzy i architekci, którzy badali grunt pod Świętym Domkiem i drogę, na której został postawiony, uważają, że z punktu widzenia ludzkiego jest niemożliwością, żeby on tam stał.

Architekt Giuseppe Sacconi (1854–1905) stwierdził, że Święty Domek spoczywa częściowo na skraju starej drogi, a częściowo na krawędzi starożytnej fosy. Nie zauważano obecności żadnych materiałów stanowiących fundament pod budowę domu.


Ważnym elementem archeologicznym wskazującym, iż Święty Domek „wylądował”, a nie został wybudowany lub przebudowany, jest znaleziony na miejscu krzak cierniowy, który został przygnieciony wskutek postawienia Świętego Domku na drodze.


Architekt Federico Mannucci po pożarze w 1921 r., gdy podłoga Domku wymagała renowacji, otrzymał polecenie od papieża Benedykta XV, by zbadał podstawę Domu Matki Bożej. W 1923 r. Mannucci ­stwierdził w ­specjalnym sprawozdaniu, że jest „absurdem wierzyć”, iż budynek mógł być transportowany „za pomocą środków mechanicznych”. Mannucci napisał, że fakt, iż budynek Świętego Domku pozostał nienaruszony i nie ma najmniejszego pęknięcia ani uszkodzenia ścian – chociaż pozbawiony jest fundamentów i stoi na ziemi bez żadnej podpory, przygnieciony przynajmniej częściowo ciężarem kopuły, która miała zastąpić dach – jest zaskakujący i godny uwagi.

Miejsce‑świadek niezwykłych cudów i łask


Ojciec Caillau, jeden z historyków Loreto, napisał: Jeśli chodzi o cuda dokonywane za wstawiennictwem Matki Bożej Loretańskiej, praktycznie są one niezliczone i tak dobrze znane, że opowiedzenie ich mogłoby być zajęciem kogoś, kto nie wie, co robić ze swoim czasem.

Ale nie możemy nie wspomnieć niektórych z nich. Jak choćby o słynnym epizodzie z udziałem załogi Krzysztofa Kolumba, dotkniętej straszną burzą podczas pokonywania oceanu w drodze powrotnej z Ameryki w 1494 roku. Załoga złożyła obietnicę Matce Bożej Loretańskiej, że jeden z marynarzy przyjedzie do Loreto w imieniu całej załogi, aby jej zadośćuczynić za ocalenie. Tym marynarzem był Pedro de Villa. Kopię dokumentu można oglądać w skarbcu sanktuarium w Loreto.


Trudno też nie wspomnieć o innym wydarzeniu, gdy po wytrwałych modlitwach do Matki Bożej z Loreto, po ponad dwudziestu latach bezpłodności, Anna Austriaczka, żona francuskiego króla Ludwika XIII, poczęła syna, którym był nie kto inny, jak przyszły Król Słońce, Ludwik XIV. W dowód wdzięczności Ludwik XIII wysłał do Loreto posąg anioła wykonanego ze srebra, trzymającego nowo narodzonego chłopca ze złota o wadze takiej samej jak syn, który mu się urodził.


Wielkim cudem było także zwycięstwo chrześcijan w morskiej bitwie pod Lepanto, która rozegrała się 7 października 1571 r. Tuż przed tym doniosłym wydarzeniem księżniczka Orsini, żona Marca Antonia Colonny, którego papież św. Pius V ustanowił generałem armii papieskiej, udała się do Loreto ze swą świtą, prosząc Boga o błogosławieństwo dla męża w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa. Po spowiedzi i Komunii św. spędziła całą noc na modlitwie w Sanktuarium Świętego Domku. Została wysłuchana – w niedługim czasie ujrzała triumfalny powrót męża do Rzymu.


Wkrótce też gen. Colonna wraz z oficerami i żołnierzami udał się na pielgrzymkę do Loreto, mając na sobie strój pokutnika. Katolicy, którzy zostali zabrani do niewoli przez muzułmanów, a następnie uwolnieni, pozostawili tam jako wota łańcuchy, którymi byli skuci. Łańcuchy te zostały później wykorzystane do wykonania kratki na drzwiach Świętego Domku.


Warto też wspomnieć, że papież św. Pius V nakazał bez przerwy modlić się o zwycięstwo pod Lepanto w Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Po wielkim triumfie świata katolickiego Ojciec Święty dodał inwokację Wspomożycielko Wiernych do litanii do Matki Bożej. Przypisał zwycięstwo ochronie Matki Bożej Loretańskiej i Matki Bożej Dobrej Rady z Genazzano.


Bitwa pod Wiedniem w 1683 roku

Opowieść o cudach za wstawiennictwem Matki Bożej z Loreto nie byłaby pełna, gdybyśmy nie wspomnieli o polskim królu Janie III Sobieskim, który w 1683 roku przybył na ratunek cesarzowi Leopoldowi pod oblegany przez wojska tureckie Wiedeń.


W niedzielę 12 września 1683 roku, w oktawie święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, niewierni uciekli. Wśród zwycięzców był dowodzący prawym skrzydłem sprzymierzonych hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski, kasztelan krakowski, człowiek niezwykły, znany zarówno z wielkiej pobożności, jak i odwagi. Podczas patrolowania budowli zniszczonych przez muzułmanów, hetman ujrzał pod gruzami zawalonej ściany fragment obrazu omal nie stratowanego do reszty kopytami końskimi. Polecił podnieść malowidło. Nie bez zdziwienia zauważył, że był to wizerunek Maryi wykonany na wzór Matki Bożej Loretańskiej. Na jednej ze stron odczytał następujące słowa: Przez ten wizerunek Maryi, Jan będzie zwycięzcą, a po drugiej stronie przeczytał: Przez ten wizerunek Maryi, ja, Jan, będę zwycięzcą.

Zaintrygowany napisem, pospieszył z cudownym wizerunkiem do zwycięskiego króla, który – aby zaświadczyć o swojej wdzięczności dla Matki Bożej z Loreto, słusznie uznawanej za sprawczynię triumfu – ofiarował sanktuarium jeden z najpiękniejszych sztandarów tureckich. Z tej okazji papież bł. Innocenty XI nakazał wykuć pamiątkowy medal z wizerunkiem Świętego Domku. Gloria jest uwieczniona na jednej ze ścian polskiej kaplicy sanktuarium w Loreto.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
W tej Hostyi jest Bóg żywy
W ciągu ostatnich 11 lat na dwóch przeciwległych krańcach naszego kraju – w Sokółce i Legnicy – wydarzyły się cuda eucharystyczne: fragmenty konsekrowanych Hostii zamieniły się w mięsień sercowy cierpiącego człowieka w stanie agonalnym… Co nam chce powiedzieć Boża Opatrzność poprzez te nadzwyczajne wydarzenia? Na pewno potwierdzić Prawdę, że Chrystus Pan jest ukryty w Najświętszym Sakramencie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u Serdecznej Matki
Bartłomiej Tumiłowicz

W drugim tygodniu maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Dla 34 wylosowanych osób był to wyjątkowy czas, spędzony przed obliczem Najświętszej Maryi Panny.

 

Do Portugalii przylecieliśmy późnym wieczorem 8 maja. Część osób była pierwszy raz za granicą i pierwszy raz leciała samolotem. „To dla mnie podróż życia”. „Nie wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się tutaj dotrzeć”. „Całe życie o tym marzyłem i wreszcie się udało”. Te i inne podobne opinie padały z ust pielgrzymów. Niedopisujące zdrowie czy ponad 80 wiosen nie były przeszkodą w podróży. Znajomi mi powtarzali, że chyba oszalałam, że sobie nie poradzę i żebym lepiej nie jechała. Ja jednak się uparłam, bo bardzo chciałam odwiedzić swoją Mamę – opowiadała jedna z pań.

 

Pierwszy poranek w Portugalii zaczęliśmy Eucharystią sprawowaną w Kaplicy Objawień przez kapłana, który przez cały wyjazd sprawował nad naszą grupą opiekę duchową. Na Mszy Świętej, odprawianej w intencjach nadesłanych do Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, było obecnych także wielu obcokrajowców. Najświętsza Ofiara Pana Jezusa ma przecież wymiar uniwersalny. Nie zapomnieliśmy również o uczestnikach akcji „Twoje światło w Fatimie”. Małe świeczki, które otrzymaliśmy, zostały przetopione na duże, metrowe świece wotywne. Zapaliliśmy ich tym razem w Fatimie aż 108, pokazując modlitewne zaangażowanie Polaków.

 

Następnie udaliśmy się do Muzeum Sanktuarium Fatimskiego, gdzie podziwialiśmy korony Matki Bożej, liczne wota i pamiątki przekazane przez Ojca Świętego, Jana Pawła II. Papież-Polak towarzyszył nam również podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, ponieważ rozważaliśmy komentarze jego autorstwa. Mimo że podczas prawie całej pielgrzymki towarzyszył nam deszcz, to w czasie Drogi Krzyżowej świeciło słońce. – Mama zadbała o pogodę – powtarzali wtedy pielgrzymi. Długa i miejscami stroma dróżka, wijąca się między drzewkami oliwnymi i drzewami dębu korkowego nie osłabiła sił Apostołów Fatimy. Zapytałem jedną z najstarszych uczestniczek pielgrzymki, czemu sobie nie usiądzie, gdy czytane są rozważana. Usłyszałem odpowiedź: Pan Jezus, idąc z Krzyżem nie siadał, więc i ja mogę postać.

 

W modlitewnym nastroju doszliśmy do Aljustrel, gdzie zwiedzaliśmy skromne domy, w których mieszkali pastuszkowie. Logika Pana Boga jest zdumiewająca. Tak ważne dla ludzkości przesłanie zostało przekazane przez Maryję trójce dzieci w ubogiej portugalskiej wiosce. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie – słowa Pana Jezusa, zapisane w Ewangelii, ukazują tutaj swoją szczególną wartość.

 

Wieczorem, na placu przed bazyliką, uczestniczyliśmy w modlitwie różańcowej, prowadzonej w wielu językach, co po raz kolejny pokazuje bogactwo różnorodności Kościoła. Piękna procesja z krzyżem i figurą Matki Bożej Fatimskiej jest wzruszającym symbolem czci dla naszego Zbawiciela i Jego Matki.

Kolejnego dnia, po Mszy św. udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych klasztorów w Batalhi i Alcobaça oraz sanktuarium w Nazaré. Piękne budowle świadczą o dawnej sile katolickiej Portugalii. Jednocześnie jest to przygnębiające, gdy widać, że te kościoły są odwiedzane prawie wyłącznie przez turystów – zakonników wygnano ponad 150 lat temu, a w ciągu tygodnia sprawowana jest jedynie jedna Msza Święta.

 

Wieczorem pożegnaliśmy się z naszą Mamą Różańcem i procesją. Następnego dnia o piątej rano opuściliśmy Fatimę ze śpiewem „O Maryjo, żegnam Cię”.

Szczęśliwi wróciliśmy do kraju z torbami pełnymi dewocjonaliów dla bliskich, wzruszeniem w sercu i poczuciem, że Niepokalane Serce Maryi czuwa nad nami.

 

Bartłomiej Tumiłowicz

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję za książkę o św. Ojcu Pio. Postać tego kapucyna fascynowała mnie od czasu, gdy jako mała dziewczynka usłyszałam o niezwykłym zakonniku, któremu odnawiają się rany – stygmaty. Jestem ogromnie wdzięczna za ten prezent. Dziękuję Wam za wszystkie materiały i za Waszą – jakże potrzebną – działalność. Niech Was prowadzi Chrystus Zmartwychwstały!

Barbara

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie. Uważnie czytam każdy Pański list i za każdy dziękuję. Prosił Pan w jednym z nich, abym dała świadectwo wiary i otrzymanych łask. Doświadczyłam w swoim życiu wielu takich sytuacji, ale również przeżyłam wiele chwil zwątpienia, kuszenia i działania złego ducha. Wiem, że bez wiary nie doświadczyłabym Dobra, jakim jest łaska Boża, jak też w złych chwilach nie nawróciłabym się bez Bożej Miłości.

Dziś pragnę podzielić się dobrem otrzymanym w łaskach i darach. Moje życie było zawsze ubogie. Wiem, co to głód i jak ważne jest umieć przyjąć pomoc w bardzo trudnych sytuacjach. W takich trudach Pan Bóg przez łaski i opiekę Matki Bożej przyszedł mi z pomocą przez ludzi, których na mej drodze stawiał. Wiedziałam, że nie jestem sama. Gdybym pomocy nie przyjęła, pewnie miałabym pretensje do całego świata. Ale wiara i ufność pokładana w Bogu dała mi nadzieję i – choć było to bardzo trudne – potrafiłam z pokorą przyjąć pomocną dłoń. (…) Inna łaska dotyczyła mnie, gdy w lutym tego roku byłam po operacji. Bardzo cierpiałam. Swoje cierpienia, ból nie do wytrzymania złożyłam w ręce Matki Bożej za dusze czyśćcowe, łącząc się z cierpieniem Chrystusa. W pewnym momencie ujrzałam pochylającą się Matkę Bożą, która dotknęła mojej głowy. Wtedy mój ból nasilił się, a po około 30 minutach odczułam ogromną ulgę.

Dziękuję Wam za Wasze świadectwo wiary i za wszystkie materiały. Bóg zapłać!

Pozdrawiam

Agnieszka

 

 

Szczęść Boże!

Jako praktykujący katolik, ale również tzw. katolik poszukujący, staram się nie tylko modlić, ale też odważnie reagować i walczyć ze złem w oparciu o wartości zawarte w nauce Kościoła. I im więcej poszukuję, tym bardziej wzmacnia się moja wiara. Czytam prasę katolicką, która, niestety, w większości jest mało wyrazista i mało skuteczna w stosunku do ewidentnie wrogiego Kościołowi postkomunistycznego liberalnego lewactwa, chcącego zniszczyć publicznie i systemowo dzieło samego Jezusa Chrystusa.

Zafrapował mnie tytuł ostatniego „Przymierza z Maryją”, który brzmi: „Droga Chrystusa drogą Kościoła”. Zestawienie tych dwóch dróg, tj. Chrystusa i Kościoła wzbudza ciekawość i od razu nasuwa się pytanie, w jakim stopniu reagowałby sam Zbawiciel na bezeceństwa, jakimi jest zarzucany dzisiejszy Kościół? Czy Pan Jezus szedłby drogą dzisiejszego Kościoła? Czy miałby tak tolerancyjną i łagodną postawę, jak niektórzy współcześni hierarchowie? Pytania zostawiam otwarte – do dyskusji. Natomiast jestem przekonany, że Chrystus Pan reagowałby i potępiałby każde zło i bezkompromisowo walczyłby o prawdę. Bo to przecież On jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Pozdrawiam serdecznie

Julian

Szczęść Boże!

Przesyłam pozdrowienia z Monachium. Nie mam tutaj prawdziwych przyjaciół. Jedynym moim prawdziwym przyjacielem – jeśli można tak powiedzieć – jest literatura i prasa katolicka. Interesuje mnie historia i polityka, ale nie mam z kim porozmawiać. Mieszkających tutaj Polaków zazwyczaj nie interesują te tematy, a poza tym nie mają czasu. Dlatego staram się czytać jak najwięcej. Bardzo interesującym pismem jest „Przymierze z Maryją”. I dziękuję Wam za nie. Dzięki Wam mogę poznać prawdę i umacniam się w wierze. Jestem katoliczką i pozostanę w mojej wierze, mimo wszelkich antykatolickich błazeństw i szkalowania księży. Niestety, praktycznie codziennie spotykam się z krytyką kapłanów, często bezpodstawną. Co najbardziej bolesne, że krytyka ta wychodzi z ust wielu moich rodaków. Proszę Was o modlitwę.

Hanna

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od kilku lat mam z Państwem kontakt poprzez „Przymierze z Maryją”. Starałam się również włączać w akcje chrześcijańskie prowadzone przez Państwa Instytut i Stowarzyszenie, wcześniej mieszkając w Bielsku-Białej, a dziś w Biłgoraju.

Dziękuję Wam za wszystkie dewocjonalia, jakie otrzymuję, a ostatnio za wizerunek i figurkę Matki Bożej Fatimskiej, jak również za piękne i bardzo głębokie rozważania na Wielki Post.

Ja i cała moja rodzina jesteśmy wdzięczni, że istnieje Instytut i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz za ciekawe artykuły w „Przymierzu z Maryją”. To pogłębia naszą wiarę, a dzisiejsze czasy są okrutne. To co się dzieje na świecie, a nawet u nas, w Polsce, jest przerażające: szaleństwa środowisk tzw. LGBT, ideologia gender, szkalowanie ludzi wierzących, prześladowanie Kościoła, bluźnierstwa, niszczenie figur świętych. Do czego ten świat zmierza?

Jesteśmy rodziną katolicką od wielu pokoleń i zawsze staramy się popierać mądre i dobre inicjatywy chrześcijańskie. Wiem, że dzięki wytrwałej modlitwie i mocnej wierze w Pana Boga i powierzaniu trudnych spraw Najświętszej Maryi Pannie człowiek wychodzi zwycięsko z każdej, najcięższej nawet sytuacji.

Dziękuję całej Redakcji za wydawanie pisma. Życzę wytrwałości i radości płynącej z prowadzenia tego dzieła. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

Teresa

 

 

Szanowni Państwo

Bardzo dziękuję za przesłane do tej pory numery „Przymierza z Maryją”. Przepraszam, że wcześniej nie było z mojej strony żadnego sygnału. Bardzo potrzebuję tej lektury. Jej czytanie umacnia mnie w wierze, tym bardziej że jestem świadoma moich słabości.

Z Panem Bogiem!

Grażyna