Cudowne wydarzenia
 
Niezwykłe dzieje Domku Matki Bożej
Agnieszka Stelmach

Domek Matki Bożej, który możemy podziwiać we włoskim sanktuarium w nadadriatyckim Loreto, a którego repliki znajdują się także w polskich świątyniach, został przeniesiony z Ziemi Świętej przez samych aniołów. Cudowność tego wydarzenia potwierdzają uczeni.


Czytelnik zainteresowany tym tematem może spotkać się z twierdzeniem jakoby rodzina De Angelis poleciła krzyżowcom rozebrać oryginalną budowlę w Nazarecie i przewieźć ją nad Adriatyk. To jednak jest nieprawda.


Wersja o rodzinie Angeli albo De Angelis pojawiła się po raz pierwszy dopiero 17 marca 1900 roku. Giuseppe Lapponi, lekarz papieża Leona XIII, szepnął ks. Landrieux, biskupowi Dijon, że znalazł w archiwach watykańskich dokumenty, które stwierdzają, iż rodzina Aniołów (Angeli) rzekomo przetransportowała kamienie Świętego Domku do Włoch.


Te twierdzenia można łatwo obalić, zważywszy na fakt, iż wszystkie kamienie Świętego Domku wciąż utrzymywane są razem dzięki zaprawie stosowanej w Palestynie, to jest dzięki mieszaninie gipsu ze sproszkowanym węglem drzewnym. Była to technika znana w Ziemi Świętej przed dwoma tysiącami lat, ale nigdy nie stosowana we Włoszech. Jednorodność zaprawy wyklucza jakąkolwiek możliwość hipotetycznego demontażu i ponownego montażu kamieni. Krzyżowcy musieliby zdjąć sanktuarium Świętego Domku z jego fundamentów i przewieźć w całości, pokonując drogę ponad dwóch tysięcy kilometrów lądem i morzem, by w końcu dotrzeć do wybrzeża Morza Adriatyckiego, gdzie budowla pojawiła się w pięciu różnych miejscach… Fizycznie transport ten byłby niemożliwy bez wyrządzenia poważnych szkód lub pozostawienia jakichkolwiek śladów. Takowych jednak po prostu nie ma.


Wizja św. Katarzyny Bolońskiej

W 1440 roku święta Katarzyna Bolońska, której ciało do dziś pozostaje doskonale zachowane, napisała, iż miała nadprzyrodzoną wizję o cudownym przeniesieniu Domku: W końcu, ze względu na bałwochwalstwo ludu, to mieszkanie konsekrowane przez Apostołów, którzy w nim obchodzili Boże tajemnice i w którym dokonywały się cuda, zostało przeniesione do Dalmacji przez orszak aniołów. Potem, z tych samych powodów, a także innych, przenosili oni to najgodniejsze sanktuarium do wielu innych miejsc. Wreszcie święci aniołowie przenieśli je tutaj i umieścili w Loreto, w prowincji Włoch, na ziemiach Kościoła Świętego.

Święty Domek i Ołtarz Apostołów


Tradycja Kościoła mówi, że trzy ściany Świętego Domku z Nazaretu były cudownie przetransportowane do „różnych miejsc” przez aniołów między 1291 a 1295 rokiem. Zostało to zapisane w starożytnych dokumentach, które również wspominają o obecności tak zwanego Ołtarza Apostołów, wykorzystywanego do odprawiania Mszy Świętej w Domku. Był on zabierany – za każdym razem za sprawą cudownej translokacji – z trzema ścianami, w tym podczas przenoszenia ich do pierwszego miejsca – Trsatu w Dalmacji (obecnie w Chorwacji), gdzie znajdował się od 10 maja 1291 do 10 grudnia 1294 r.


Architekt Nanni Monelli i ojciec Giuseppe Santarelli (kapucyn, historyk, międzynarodowej sławy archeolog i dyrektor generalny Zgromadzenia Świętego Domku w Loreto) stwierdzili, że kamienie, które są w Grocie Zwiastowania w Nazarecie w Ziemi Świętej, mają takie samo pochodzenie jak kamienie Świętego Ołtarza Apostołów, znajdującego się w loretańskim Domku.


Prof. Giorgio Nicolini, specjalista w tej dziedzinie i autor książki Historyczna prawdziwość przeniesienia Świętego Domu z Nazaretu do Loreto, wyjaśnia w opracowaniu poświęconym Ołtarzowi Apostołów (opublikowanym w 2006 r.), że Święty Domek w Loreto – poza dowodami świadczącymi o jego autentyczności – dostarcza jeszcze bardziej spektakularnych dowodów dotyczących cudownego przeniesienia z Nazaretu.


Pięć cudownych translokacji

W swojej książce prof. Nicolini udowadnia autentyczność pięciu cudownych translokacji, które miały miejsce w latach 1291–1296. Tak wynika z badań historycznych, dokumentalnych i archeologicznych.         
   

Święty Domek został cudownie zabrany z Palestyny, by nie wpadł w ręce mahometan. Jego przeniesienie do Trsatu (pierwszy etap translokacji) miało miejsce w nocy z 9 na 10 maja 1291 roku. Drugie przeniesienie odbyło się do Posatora (prowincja Ancona we Włoszech); trzecie do lasu Pani Loretańskiej na równinie w obrębie murów Loreto 10 grudnia 1294 roku, czwarte – na Mount Prodo w Loreto; i piąte – na obecne miejsce, gdzie dziś znajduje się bazylika wzniesiona wokół Domku.


Wszystkie te zmiany zostały zapisane w różnych miejscach przez naocznych świadków i były ściśle weryfikowane w czasach poszczególnych biskupów diecezjalnych, którzy wydali kanoniczne oświadczenia odnośnie prawdziwości faktów i zeznań.


Pasterze świadkami

O niezwykłym cudzie świadczą zeznania pasterzy, którzy 10 grudnia 1294 r. widzieli w nocy cudowne światło szybko przemieszczające się nad morzem. Słyszeli także cudowną muzykę. Następnie na niebie ujrzeli Domek niesiony przez aniołów. Pasterze zdumieni tak niezwykłym widokiem upadli na kolana i zaczęli się modlić, oczekując z niecierpliwością na to, co się jeszcze wydarzy. Gdy aniołowie położyli Sanktuarium Świętego Domku w środku dużego gaju, drzewa pochyliły się przed świętym obiektem, jakby oddawały cichy hołd Królowej Niebios. Drzewa, które „pochyliły korony” pozdrawiając Święty Domek, pozostały w tej pozycji przez około trzysta lat, aby niezliczone rzesze wiernych mogły pojąć, jak wielki szacunek należy się tym świętym murom, pośród których mieszkał Bóg Wcielony. Ostatecznie Opatrzność pozwoliła drwalom je wyciąć. Resztę dopełniła zła pogoda, powalając niektóre z nich.


Ukarana zuchwałość

Zachowanie kamieni w nienaruszonym stanie jest znakiem świadczącym o tym, że Bóg czuwał nad budowlą. Święty Domek, mimo upływu czasu, pozostaje nienaruszony. Nikt nie był w stanie zabrać choćby jednego kamienia czy innego fragmentu budowli, by nie spotkała go kara.

W 1561 r. Juan Suarez, biskup Coimbry, udający się na sobór w Trydencie odwiedził Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Spełniwszy swoje pragnienie oddania czci Maryi, postanowił zabrać do Portugalii kamień ze ściany budowli i umieścić go w kaplicy diecezjalnej poświęconej Matce Bożej.


Uprzedzony o ekskomunice, która dotykała każdego, kto usiłował oderwać choćby kawałek z tych czcigodnych murów, po przybyciu do Trydentu potajemnie wybłagał u papieża Piusa IV zezwolenie na zabranie fragmentu świętych murów. Natychmiast wysłał swojego kapelana do Loreto, by przywiózł relikwię. Gdy tylko biskup Suarez ją otrzymał, nagle zachorował. Medycy nie byli w stanie ulżyć jego cierpieniom. Gdy wierni i duchowni modlili się o uleczenie chorego, z pewnego zakonu przyszła wiadomość następującej treści: Jeśli biskup chce wyzdrowieć, niech zwróci Matce Bożej Loretańskiej to, co Jej zabrał. Juan Suarez nie tracąc czasu, odesłał kapelana do Loreto z kamieniem. Biskup odzyskał zdrowie. Jego sprawozdanie trafiło później do archiwów watykańskich.


Domek bez fundamentów – nieustający cud

Innym godnym uwagi faktem jest umieszczenie Świętego Domku na drodze publicznej w Loreto. Archeolodzy i architekci, którzy badali grunt pod Świętym Domkiem i drogę, na której został postawiony, uważają, że z punktu widzenia ludzkiego jest niemożliwością, żeby on tam stał.

Architekt Giuseppe Sacconi (1854–1905) stwierdził, że Święty Domek spoczywa częściowo na skraju starej drogi, a częściowo na krawędzi starożytnej fosy. Nie zauważano obecności żadnych materiałów stanowiących fundament pod budowę domu.


Ważnym elementem archeologicznym wskazującym, iż Święty Domek „wylądował”, a nie został wybudowany lub przebudowany, jest znaleziony na miejscu krzak cierniowy, który został przygnieciony wskutek postawienia Świętego Domku na drodze.


Architekt Federico Mannucci po pożarze w 1921 r., gdy podłoga Domku wymagała renowacji, otrzymał polecenie od papieża Benedykta XV, by zbadał podstawę Domu Matki Bożej. W 1923 r. Mannucci ­stwierdził w ­specjalnym sprawozdaniu, że jest „absurdem wierzyć”, iż budynek mógł być transportowany „za pomocą środków mechanicznych”. Mannucci napisał, że fakt, iż budynek Świętego Domku pozostał nienaruszony i nie ma najmniejszego pęknięcia ani uszkodzenia ścian – chociaż pozbawiony jest fundamentów i stoi na ziemi bez żadnej podpory, przygnieciony przynajmniej częściowo ciężarem kopuły, która miała zastąpić dach – jest zaskakujący i godny uwagi.

Miejsce‑świadek niezwykłych cudów i łask


Ojciec Caillau, jeden z historyków Loreto, napisał: Jeśli chodzi o cuda dokonywane za wstawiennictwem Matki Bożej Loretańskiej, praktycznie są one niezliczone i tak dobrze znane, że opowiedzenie ich mogłoby być zajęciem kogoś, kto nie wie, co robić ze swoim czasem.

Ale nie możemy nie wspomnieć niektórych z nich. Jak choćby o słynnym epizodzie z udziałem załogi Krzysztofa Kolumba, dotkniętej straszną burzą podczas pokonywania oceanu w drodze powrotnej z Ameryki w 1494 roku. Załoga złożyła obietnicę Matce Bożej Loretańskiej, że jeden z marynarzy przyjedzie do Loreto w imieniu całej załogi, aby jej zadośćuczynić za ocalenie. Tym marynarzem był Pedro de Villa. Kopię dokumentu można oglądać w skarbcu sanktuarium w Loreto.


Trudno też nie wspomnieć o innym wydarzeniu, gdy po wytrwałych modlitwach do Matki Bożej z Loreto, po ponad dwudziestu latach bezpłodności, Anna Austriaczka, żona francuskiego króla Ludwika XIII, poczęła syna, którym był nie kto inny, jak przyszły Król Słońce, Ludwik XIV. W dowód wdzięczności Ludwik XIII wysłał do Loreto posąg anioła wykonanego ze srebra, trzymającego nowo narodzonego chłopca ze złota o wadze takiej samej jak syn, który mu się urodził.


Wielkim cudem było także zwycięstwo chrześcijan w morskiej bitwie pod Lepanto, która rozegrała się 7 października 1571 r. Tuż przed tym doniosłym wydarzeniem księżniczka Orsini, żona Marca Antonia Colonny, którego papież św. Pius V ustanowił generałem armii papieskiej, udała się do Loreto ze swą świtą, prosząc Boga o błogosławieństwo dla męża w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa. Po spowiedzi i Komunii św. spędziła całą noc na modlitwie w Sanktuarium Świętego Domku. Została wysłuchana – w niedługim czasie ujrzała triumfalny powrót męża do Rzymu.


Wkrótce też gen. Colonna wraz z oficerami i żołnierzami udał się na pielgrzymkę do Loreto, mając na sobie strój pokutnika. Katolicy, którzy zostali zabrani do niewoli przez muzułmanów, a następnie uwolnieni, pozostawili tam jako wota łańcuchy, którymi byli skuci. Łańcuchy te zostały później wykorzystane do wykonania kratki na drzwiach Świętego Domku.


Warto też wspomnieć, że papież św. Pius V nakazał bez przerwy modlić się o zwycięstwo pod Lepanto w Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Po wielkim triumfie świata katolickiego Ojciec Święty dodał inwokację Wspomożycielko Wiernych do litanii do Matki Bożej. Przypisał zwycięstwo ochronie Matki Bożej Loretańskiej i Matki Bożej Dobrej Rady z Genazzano.


Bitwa pod Wiedniem w 1683 roku

Opowieść o cudach za wstawiennictwem Matki Bożej z Loreto nie byłaby pełna, gdybyśmy nie wspomnieli o polskim królu Janie III Sobieskim, który w 1683 roku przybył na ratunek cesarzowi Leopoldowi pod oblegany przez wojska tureckie Wiedeń.


W niedzielę 12 września 1683 roku, w oktawie święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, niewierni uciekli. Wśród zwycięzców był dowodzący prawym skrzydłem sprzymierzonych hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski, kasztelan krakowski, człowiek niezwykły, znany zarówno z wielkiej pobożności, jak i odwagi. Podczas patrolowania budowli zniszczonych przez muzułmanów, hetman ujrzał pod gruzami zawalonej ściany fragment obrazu omal nie stratowanego do reszty kopytami końskimi. Polecił podnieść malowidło. Nie bez zdziwienia zauważył, że był to wizerunek Maryi wykonany na wzór Matki Bożej Loretańskiej. Na jednej ze stron odczytał następujące słowa: Przez ten wizerunek Maryi, Jan będzie zwycięzcą, a po drugiej stronie przeczytał: Przez ten wizerunek Maryi, ja, Jan, będę zwycięzcą.

Zaintrygowany napisem, pospieszył z cudownym wizerunkiem do zwycięskiego króla, który – aby zaświadczyć o swojej wdzięczności dla Matki Bożej z Loreto, słusznie uznawanej za sprawczynię triumfu – ofiarował sanktuarium jeden z najpiękniejszych sztandarów tureckich. Z tej okazji papież bł. Innocenty XI nakazał wykuć pamiątkowy medal z wizerunkiem Świętego Domku. Gloria jest uwieczniona na jednej ze ścian polskiej kaplicy sanktuarium w Loreto.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kto będzie zbawiony?
Przeznaczeniem człowieka jest wieczność… Naszym przeznaczeniem jest życie wieczne… Jednak jakie ono będzie, to zależy już od naszych codziennych decyzji i wyborów. W pierwszym tegorocznym wydaniu naszego pisma, postanowiliśmy wypełnić jego łamy tematyką Nieba i wiecznego zbawienia. Czym jest Niebo? Czym zbawienie? Co o Niebieskim Jeruzalem mówili święci mistycy? Na te pytania odpowiadają nasi autorzy. Zapraszam do lektury!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W Apostolacie od 10 lat. A czemu nie?

Pani Grażyna Wolny z Rybnika należy do Apostolatu Fatimy od około 10 lat. W maju 2022 roku zawitała wraz z mężem Janem na spotkanie Apostołów do Zawoi. Oprócz czasu poświęconego na pielgrzymki do Zakopanego, Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej, udało nam się porozmawiać o tym, za co ceni Apostolat Fatimy, jak kształtowała się jej wiara i pobożność. Oto co nam o sobie opowiedziała Pani Grażyna…

 

U mnie w domu rodzinnym rodzice nie przymuszali nas do modlitwy. Po prostu klękali i my robiliśmy to samo, nie było nacisku. Gdy przychodziła niedziela czy święta, wiedzieliśmy, że trzeba iść do kościoła, rodzice nie musieli nam tego mówić, każdy to robił i to zostało po dzień dzisiejszy w głowie. Jeszcze dziś mam przed oczami obraz Mamy i Taty, jak klęczeli. To było normalne. Kiedyś nie patrzyłam na to tak jak teraz, gdy mam swoje dzieci.


Moja babcia, mama mojej mamy, pochodziła z Bukowiny Tatrzańskiej; bardzo dużo się modliła, była bardzo wierzącą kobietą. Praktycznie dzień w dzień chodziła pieszo do kościoła, który był oddalony od jej domu o 40 minut; często przystępowała do Komunii Świętej. Jeździłam do niej na wakacje. Zawsze chodziłam z nią do kościoła w środy – na Nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Przykład był naprawdę dobry.


W 2014 roku miałam otwarte, bardzo poważne złamanie nogi. Lekarz stwierdził, że nadawała się do amputacji. Jak widziałam moją nogę, która wisiała tylko na skórze, to mówiłam sobie po cichu: – Jezu ufam Tobie! Po operacji przywieziono mnie na salę, a nad łóżkiem, na którym miałam leżeć, wisiał obrazek „Jezu ufam Tobie”. Po dwóch tygodniach wróciłam do szpitala i przed drugą operacją powiedziałam pielęgniarzowi: – Niech ręka Boża was prowadzi. Po operacji trafiłam w to samo miejsce, do tej samej sali. Pomyślałam, że chyba Pan Jezus czuwa nade mną. Leżąc w szpitalu, odmawiałam litanię do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Koronkę do Miłosierdzia Bożego i Różaniec. Na drugi dzień po operacji przyszedł ten pielęgniarz i powiedział: – Ja Panią słyszałem przez całą noc, to co Pani do mnie powiedziała. Noga została uratowana, wszystko się pozrastało, tak że dzisiaj nie mam żadnych dolegliwości, zostały tylko blizny. Różaniec i Koronka ratują mnie w takich trudnych sytuacjach.


Kilka miesięcy później wypadek miał mój młodszy syn i jego nauczyciel. Syn zadzwonił do mnie mówiąc: – Mamo, mieliśmy wypadek, ale nic poważnego się nie stało. Na miejscu wypadku zebrało się trochę ludzi. Nagle z tłumu wyszedł uśmiechnięty pan i powiedział do nich: – Chłopcy, ja myślałem, że wy z tego wypadku nie wyjdziecie cało. Po czym dał im obrazki „Jezu ufam Tobie” z modlitwą na odwrocie i zniknął. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką modlitwą.


Kilka lat temu zmarł mój brat. Chorował na raka wątroby. Jeździł ze mną i moim mężem do spowiedzi, na rekolekcje, na Mszę o uzdrowienie. On był człowiek-dusza, gołębie serce. Zamawialiśmy Msze Święte, żeby umarł pojednany z Bogiem i tak się stało. Byliśmy przy jego śmierci w szpitalu. Modliliśmy się przy nim na Koronce, a po pierwszej dziesiątce Różańca odszedł spokojnie, pojednany z Bogiem.


W Apostolacie Fatimy jestem od około 10 lat, choć Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspierałam już wcześniej. Pewnego razu wzbudziła moje zainteresowanie strona z apelem: Zostań Apostołem Fatimy! Pomyślałam: A czemu nie! I napisałam lub raczej zadzwoniłam, że chcę zostać Apostołem i dostałam wszystkie materiały: obrazek i figurkę Matki Bożej Fatimskiej, Różaniec, krzyżyk. No i „Przymierze z Maryją” – dla mnie to jest naprawdę dobre pismo. Można w nim przeczytać na przykład niezwykle budujące świadectwa innych czytelników…


Piękne jest to, że za Apostołów Fatimy odprawiana jest co miesiąc Msza Święta, że codziennie modlą się też za nas siostry zakonne. Cieszę się, że Apostolat jest taką wspólnotą, którą tworzą podobnie myślący ludzie.


oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowny Panie Prezesie!
Z nieskrywaną wdzięcznością dziękuję za zrozumienie i przesłane egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Z powodu przewlekłej choroby (rehabilitacje) moja sytuacja jest dosyć trudna. Między innymi niska emerytura i czasem drogie nierefundowane leki sprawiają, że mam problemy finansowe.
„Przymierze z Maryją” to moje okno na świat. To bardzo wartościowa lektura, którą czytam z zapartym tchem. Codziennie odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Modlę się do Niepokalanego Serca Maryi i do św. Rity. Wszystkie te materiały, a w zasadzie modlitewniki otrzymałam od Waszej Redakcji za dawnych, dobrych czasów, kiedy moja sytuacja finansowa była znacznie lepsza. Przeczytane „Przymierza z Maryją” przekazuję zaprzyjaźnionej znajomej i jest bardzo zadowolona z tej lektury.
(…) Niech Maryja otacza całą Redakcję swoją Matczyną opieką.
Z serdecznymi pozdrowieniami i szczerą modlitwą.
Maria z Krakowa


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Serdecznie dziękuję za przesłanie mi obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Znany jest mi od wielu lat, ale jak dotąd nie miałam go w domu, choć często zwracałam się do Maryi z różnymi prośbami, stając w kościele przed tym wizerunkiem.
Ucieszyła mnie także dołączona książeczka, dzięki której dowiedziałam się o historii tego obrazu, jego symbolice i kulcie. Matka Boża Nieustającej Pomocy będzie jeszcze częściej mi towarzyszyć, również w domu – dzięki Jej obrazkowi i odmawianiu nowenny oraz modlitw zawartych w książeczce.
Wspieram działania Stowarzyszenia mające na celu propagowanie kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Z wyrazami szacunku
Krystyna z Poznania


Szczęść Boże!
Serdecznie pozdrawiam całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Z całego serca dziękuję za to wspaniałe pismo „Przymierze z Maryją”. Kocham to pismo i czekam na nie z tęsknotą. Jest w nim zawarte wszystko, co mnie cieszy, uczy, poszerza moją wiedzę. Bardzo interesujące i mądre artykuły. Dowiadujemy się o wielu ciekawych i dotąd nieznanych, rzeczywistych, cudownych czy historycznych wydarzeniach. Bóg zapłać za to cudowne pismo. Dziękuję również za wszelkie przepiękne, wartościowe przesyłki i pamięć. Z wyrazami szacunku dla całego Stowarzyszenia. Szczęść Boże!
Bożena z Rybnika


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Nadchodzące dni sprzyjać będą refleksji nad przemijającym ludzkim życiem. Może być szczęśliwe lub nieszczęśliwe. Jeżeli jesteśmy wierni Bogu, wędrując z Nim przez życie, to mamy nadzieję się z nim spotkać, pozostać na wieki, a jeżeli wybierzemy drogę bez Boga lub co najgorsze – z Nim walczymy, musimy się liczyć z tym, że się z Nim w ogóle nie zobaczymy. Trzeba pamiętać, że życie jest krótkie. Jesteśmy wędrowcami na tej ziemi. Terminu odejścia z tego świata nie znamy.
W miesiącu listopadzie pamiętajmy ze szczególną troską o grobach zmarłych, modląc się za nich. Wielu naszych bliskich znajomych, przyjaciół, przekroczyło już próg śmierci. Mamy nadzieję, że są w Niebie i spotkają się ze sprawiedliwym Zbawcą – Bogiem, co jest nagrodą za ich przykładne życie. Każdy człowiek umrze i stanie przed Jego Obliczem, aby zdać sprawozdanie ze swojego życia.
Zadajemy sobie pytanie, w jaki sposób możemy pomóc zmarłym, szczególnie tym, którzy są bliscy naszemu sercu. Przede wszystkim powinniśmy uczestniczyć we Mszy Świętej, przyjmując Komunię Świętą. Módlmy się za nich w miarę możliwości codziennie, przez adorację Najświętszego Sakramentu, odmawiając codziennie Różaniec i Drogę Krzyżową. Listopad każdego roku powinien być przypomnieniem dla nas, żyjących, że osoby, które odeszły z tego świata i ich groby nie mogą być zapomniane i zaniedbane. Zatroszczmy się więc o nie, zapalając znicze, stawiając kwiaty na ich grobach, wypełniając maksymę: „Kochać, to znaczy pamiętać”. (…)
Edward z Kalisza


Szanowni Państwo!
Pragnę bardzo gorąco podziękować Państwu za wszystkie publikacje i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Serdeczne Bóg zapłać!
Ze wszystkich otrzymanych upominków to ten ostatni z wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej Pomocy przysporzył mi najwięcej radości, gdyż mam do Niej szczególne nabożeństwo. Co środę uczęszczam na nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, prosząc o różne sprawy. Ostatnio, gdy rodzice zachorowali w czasie tzw. pandemii, zostałam sama bez pomocy lekarskiej. Zwróciłam się do Maryi z tego wizerunku o pomoc. Niesamowite, że już następnego dnia widać było dużą poprawę w samopoczuciu ojca. Wierzę mocno, że wstawiła się za moimi rodzicami, bo byłam załamana, zostając z tą chorobą zupełnie sama.
Dziękuję wszystkim za to dzieło, za „Przymierze z Maryją” i życzę dalszych sukcesów oraz nowych Czytelników. Niech Matka Boża Fatimska ma Was w Swej opiece!
Emilia z Przodkowa


Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę serdecznie podziękować za przesłaną mi książeczkę oraz wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz kartę, na której przesyłam podziękowania i prośby do ukochanej Matki.
Przesłaną książeczkę już przeczytałam, niesamowicie ciekawa lektura, za co bardzo dziękuję. Ja doświadczyłam wielokrotnie opieki Matki Bożej Nieustającej Pomocy i Pana Jezusa z uwagi na poważne moje problemy zdrowotne po tragicznym wypadku samochodowym. Lekarze powtarzali, że to cud od Boga, że żyję. W ubiegłym roku miałam operowane biodro i wszystko skończyło się szczęśliwie. Wszystkie moje problemy oddaję Matce Bożej i Panu Jezusowi!
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa i proszę o modlitwę.
Ja również modlę się za wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Życzę błogosławieństwa Bożego!
Janina z Łodzi