Temat numeru
 
Kościół przetrwa ten kryzys
Krystian Kratiuk

Trudno jest być katolikiem w dzisiejszych czasach. Zewsząd jesteśmy atakowani – dziś już nie tylko medialnie, ale coraz częściej i przy rodzinnych stołach. Skąd więc czerpać nadzieję?

Każdy, kto choć trochę śledzi sprawy publiczne, wie, że nasz Kościół jest dziś w kryzysie. Chodzi zarówno o niebywale agresywny stosunek świata zewnętrznego do nas, katolików, jak i o to, co dzieje się wewnątrz naszej wspólnoty. Trudno udawać, że nie dostrzegamy upadku wiary i moralności wśród wielu naszych współbraci, również – niestety – wśród niektórych kapłanów.

Coraz częściej spotykamy się również z atakami personalnymi na nas samych, w kręgu naszych rodzin. Któż z nas nie słyszał od rodziny czy znajomych pytań i uwag typu: „Po co ty chodzisz do tego kościoła?” albo „Księdzu na tacę dajesz, a oni potem dzieci krzywdzą”. Próbujemy polemizować, sugerować że to nieprawda albo że znamy wyłącznie dobrych kapłanów, ale wobec dobiegających nas zewsząd informacji o złu poza Kościołem, ale i wewnątrz Chrystusowej Owczarni, nierzadko popadamy w zwątpienie, brak nadziei czy nawet rozpacz.

Ale nie tędy droga. Historia Kościoła udowadnia bowiem, że nie wolno nam utracić nadziei i poddać się złu. Rozpaczy pragnie od nas szatan. Niejednokrotnie sądzimy, że poprzednie pokolenia katolików miały łatwiej, że prościej żyło się przed ¬czasami ¬powszechnej laicyzacji, w których przyszło żyć nam. Ale czy aby na pewno?

JEDEN Z DWUNASTU…
Warto spojrzeć na historię Kościoła. A ona nie stanowi nic innego jak tylko historię zagrożeń zewnętrznych i upadków wewnętrznych. A przecież Kościół trwa już dwa tysiące lat.
Zacznijmy od początku. Już wśród pierwszych uczniów Pana Jezusa jedną dwunastą stanowił wszak Judasz – zdrajca. Czy dziś nie może zdarzyć się, że około jedna dwunasta uczniów Chrystusa to (na różnych poziomach) zdrajcy?

Dodatkowo przecież pierwszy papież, święty Piotr, już po wyznaczeniu go do tej godności, zaparł się Chrystusa trzykrotnie. A pozostali uczniowie również w godzinie próby zawiedli – w Wielki Czwartek spali, pozostawiając Pana samego, w Wielki Piątek zamknęli się w Wieczerniku. Wyjątkiem był tylko św. Jan.

Jak pamiętamy, Kościół narodził się z prześladowań. Z dwunastu pokrzepionych Zmartwychwstaniem Pańskim Apostołów (licząc Macieja, który zastąpił Judasza), jedenastu zginęło śmiercią męczeńską z rąk siepaczy nienawidzących Prawdy. Późniejszą historię opisał kiedyś prof. Roberto de Mattei, postarajmy się pokrótce ją tu przypomnieć.

PRZEŚLADOWANIA, ARIANIZM, ISLAM
Wśród pierwszych trzydziestu trzech papieży (posługujących do czasu uznania chrześcijaństwa za religię panującą w Rzymie) aż trzydziestu jeden zginęło zabitych przez wrogów Kościoła. Czyż można było wówczas stracić wiarę w to, że Bóg czuwa nad Swoim Kościołem? Oczywiście – a jednak chrześcijaństwo rosło w siłę mimo tych straszliwych prześladowań.

W roku 313 Konstantyn Wielki niejako wyciągnął Kościół z katakumb i zakończył erę prześladowań. Chrześcijaństwo wciąż rosło w siłę, ale niemal natychmiast pojawił się wielki kryzys ariański. Wtedy to większość biskupów przeszła na stronę herezji, nieuznającej wiary w boskość Chrystusa. Podkreślmy – większość biskupów! A mimo to – Kościół przetrwał do dziś i udało się przechować nienaruszony depozyt prawdziwej Wiary.

Niedługo później upadło Cesarstwo Rzymskie i Kościół musiał sam stawić czoła inwazji – najpierw barbarzyńców, a później wyznawców islamu. W ósmym wieku muzułmanie opanowali chrześcijańskie ziemie w Afryce i na Bliskim Wschodzie, gdzie do dziś dominującą religią jest islam. Mimo to Kościół przetrwał.

SYMONIA, MORALNA ZAPAŚĆ, SCHIZMA
Od czasów cesarza Konstantyna aż do panowania Karola Wielkiego było sześćdziesięciu dwóch papieży, wśród nich wielcy i święci przywódcy, także prześladowani przez cesarzy bizantyjskich. Ale wśród papieży tego okresu znajdziemy też takich jak Liberiusz, Wigiliusz czy Honoriusz, których wiara była chwiejna – Honoriusz został nawet okrzyknięty heretykiem przez swojego następcę, świętego Leona II. Czyż to nie historie kryzysów na szczytach Kościoła? Oczywiście. A mimo to przetrwał.

Za panowania Karola Wielkiego Kościołowi nie zagrażało zewnętrznie niebezpieczeństwo, ale później wśród duchowieństwa zdarzały ogromne kryzysy. Dochodziło do symonii, buntów przeciwko władzy następców Piotra ze strony cesarzy i władców europejskich. Mieliśmy nawet obrzydliwy kryzys moralnej pobłażliwości wśród duchownych, który zmusił św. Piotra Damianiego do napisania i ogłoszenia Księgi Gomory, potępiającej praktykowany przez niektórych księży i zakonników… homoseksualizm i to, co dziś nazywamy „wykorzystywaniem seksualnym”. Mowa o sytuacji sprzed niemal tysiąca lat! A jednak Kościół przetrwał.

W XIV wieku, gdy papiestwo na siedemdziesiąt lat przeniesiono do Awinionu, nastąpił kryzys równie straszny, jak ten ariański: wielka schizma zachodnia, podział chrześcijaństwa między dwóch, a następnie trzech papieży. A mimo to Kościół przetrwał.

LUTER, REWOLUCJA, MODERNIZM
Prawdziwą katastrofą był kryzys spowodowany reformacją – pewne nadużycia ludzi Kościoła stały się bezpośrednią przyczyną antypapieskiego wystąpienia Lutra, które w konsekwencji doprowadziło do oderwania połowy Europy od Kościoła i prawdziwej wiary. A mimo to Kościół przetrwał.

W tym czasie papieże walczyli z protestantyzmem, animowali Ligę ¬Świętą przeciw islamowi, wygrywali pod Lepanto i pod Wiedniem, stawiali opór rewolucji włoskiej,  a święty Pius X wytoczył działa przeciw wewnętrznemu wrogowi – modernizmowi, stanowiącemu syntezę wszystkich herezji. A mimo to Kościół przetrwał.

NIEPOKALANE SERCE ZATRYUMFUJE!
I trwa do dziś. Znów targany moralnymi kryzysami, zachwianiami Wiary, a nawet promocją herezji neomodernistycznych. Ma potężnych wrogów i często zdawać się może, że po ludzku wszystko jest przegrane. Ale – choć dzisiejszy kryzys z pewnością jest najgłębszy i najpowszechniejszy ze wszystkich dotychczasowych – mamy doskonałe historyczne dowody na to, że Pan nasz Jezus Chrystus nigdy nie opuści Swojej owczarni. Ona nie zawsze będzie wyglądała jak dziś – wszak przez dwa tysiące lat jej kształt i liczebność bardzo się zmieniały. Niemniej obietnica dana Piotrowi wciąż jest aktualna: Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16, 18).

Obietnicę tę – przepowiadając kryzys naszych czasów – potwierdziła Matka Boża w Fatimie, zapowiadając rozprzestrzenienie się błędów po świecie, cierpienia papieża, wojny, męczeństwo sprawiedliwych, ale i obiecując, że na koniec Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Naszym zadaniem nie jest załamywanie rąk, ale trwanie w Wierze, byśmy podczas tego zapowiedzianego triumfu niewzruszenie stali po Jej stronie. Byśmy byli tym Kościołem, który znów przetrwa.
Krystian Kratiuk


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Męka Chrystusa według Całunu
Kończy się Wielki Post. Przed nami Wielki Tydzień, którego apogeum stanowi Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę w sposób szczególny nasza myśl biegnie w kierunku Golgoty i Najświętszej Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Zostań Apostołem Fatimy!

Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 

Szczęść Boże!
Szanowni Państwo, należę do osób, które nie chcą „rozdrabniać” i „rozpraszać” swoich nabożeństw. Dla mnie fundamentem jest Jezus Chrystus. A poza tym całe moje jestestwo zwrócone jest ku Maryi Niepokalanej, otaczającej mnie Swoją Opieką i Nieustającą Pomocą.
Przez codzienną modlitwę różańcową otrzymałem zdumiewająco dużo łask: zostały rozwiązane, i to z nawiązką, moje nieprawdopodobne wręcz problemy życiowe. Toteż Wasza propozycja, by poświęcić swój dom Maryi trafiła w pełni do mojego serca. Natychmiast po otrzymaniu przesyłki odmówiłem „Akt poświęcenia domu Niepokalanemu Sercu Maryi”, a tabliczkę z Aktem umieściłem na ścianie mojego pokoju.
Jestem dogłębnie poruszony faktem, że w ciągu kilku dni jeszcze jeden wielki problem, z którym miałem borykać się przez kolejne miesiące, znalazł się na właściwej ścieżce ku pomyślnemu rozwiązaniu. Z całego serca dziękuję za to Maryi, a Wam jestem niezmiernie wdzięczny za stworzenie możliwości, by poświęcić dom Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Pozdrawiam!
Władysław z Gliwic


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski uzdrowienia i rozwiązania poważnych problemów poprzez Nowennę Pompejańską. Problem był ogromny i pogłębiający się – dotyczył mojego syna. Był w wieku gimnazjalnym. Zaczęły się problemy z wychodzeniem z domu, z wychodzeniem do szkoły, ze wstawaniem z łóżka. Był to bardzo trudny i długotrwały czas. Ze szkoły otrzymywałam zapowiedź kary finansowej za niedoprowadzanie syna do szkoły. Robiłam co mogłam, bardzo chciałam pomóc synowi – nic nie skutkowało. Sytuacja stawała się coraz gorsza.
Pewnego dnia znajoma powiedziała mi, że opowiedziała o mojej sytuacji swojej cioci – siostrze zakonnej. Dostałam od niej bardzo cenną wskazówkę, jak z tego możemy wyjść – poprzez Nowennę Pompejańską.
Od razu tego samego dnia podjęłam tę modlitwę. Już na drugi dzień problemy zaczęły się rozwiązywać. Najpierw zdecydowaliśmy się na wizytę u lekarza, który poprowadził sprawę dalej, potem kolejne osoby, następnie nauczanie indywidualne i w końcu syn ukończył szkołę.
Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej rozwiązała się sprawa, która po ludzku dla mnie była porównywalna z biciem głową w mur.
Dziękuję Ci Maryjo za wszelkie łaski, które otrzymaliśmy i które otrzymujemy. Dziś syn jest już ojcem i ma swoją rodzinę.
A Wam, Szanowni Państwo, gratuluję decyzji o propagowaniu Nowenny Pompejańskiej. Polecam wszystkim tę modlitwę, dzięki której możemy rozwiązywać problemy, które po ludzku wydają się nie do rozwiązania. Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewa z Jarosławia


Szczęść Boże!
Z całego serca dziękuję za modlitwę, życzenia i wszelkie upominki. Niech Dobry Bóg ma wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi w Swojej opiece, a Matka Najświętsza niech Was otacza opieką. Niech Pan Bóg obdarzy Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Modlę się za Stowarzyszenie i proszę o modlitwę. Bóg zapłać za wszystko!
Józefa z Mazowsza


Szczęść Boże!
Pragnę podziękować za kalendarz „365 dni z Maryją” na 2021 rok. Dzięki niemu tak bardzo czuję codzienną obecność, opiekę i wsparcie Matki Bożej. Byłoby świetnie, gdyby ten kalendarz mógł trafić do wszystkich naszych Rodaków. Chętnie w tym pomogę. Zapewniam o modlitwie za Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy!
Agnieszka – Apostoł Fatimy


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję za Wasze przesyłki. Dziękuję za kalendarz „365 dni z Maryją”. Jestem bardzo wzruszona, kiedy czytam „Przymierze z Maryją”. Nie zawsze ma kto czytać mi to pismo. Jestem osobą słabo widzącą od czasu tragicznego wypadku. Miałam wtedy 24 lata i plany na przyszłość. Po wypadku przez dwa miesiące byłam nieprzytomna. Lekarze dawali mi jeden procent szans na przeżycie. Moja mama modliła się gorąco za wstawiennictwem Matki Bożej i św. Judy Tadeusza. Miłosierny Jezus wysłuchał modlitw. Przeżyłam, a później – w roku 1992 – urodziłam zdrowego, pięknego synka. Chłopiec pięknie grał na pianinie, lubił matematykę, poza tym uczył się języków obcych. Obecnie mieszka w Anglii – pomaga mnie i mojej mamie, która ma 82 lata.
Byłam na pielgrzymce w Fatimie, aby podziękować Panu Bogu i Matce Bożej za życie, zdrowie i za syna. Odwiedziłam też inne święte miejsca.
Mąż, który spowodował ten wypadek, po pewnym czasie mnie opuścił… Ale i tak za wszystko dziękuję Bogu.
Pomagam chorym i ułomnym dzieciom. Najlepszą dla mnie nagrodą jest ich uśmiech i wdzięczność.
Nie tracę nadziei. Modlę się o zdrowie i pomoc w moim inwalidztwie, abym mogła przetrwać i jak najdłużej cieszyć się rodziną.
Serdecznie dziękuję Wam za miłe i pełne pocieszenia słowa. Za serdeczne pozdrowienia. Bóg zapłać za wsparcie duchowe w życiu codziennym, często tak trudnym. Dziękuję za to, że przypominacie to piękne hasło: O Maryi nigdy dość!
Grażyna z Lublina


Szczęść Boże!
Pragnę podzielić się dobrą wiadomością – w końcu odnalazłam Matkę Bożą i Pana Boga. A zaczęło się od bardzo ciężkiego wypadku samochodowego. Cudem uniknęłam śmierci. Wydarzył się on 27 listopada. Przez przypadek dowiedziałam się później, że w ten dzień jest wspomnienie Maryi od Cudownego Medalika. Poczytałam trochę informacji o tym medaliku i doszłam do wniosku, że to ma sens! Musiałam więc trochę oberwać, aby jaśniej myśleć. Najpierw zapoznałam się z całą historią Cudownego Medalika, a później zamówiłam go wraz z książkami. Co ciekawe, tydzień przed wypadkiem modliłam się o światło wiary…
Wypadek był ciężki, a jego skutki odczuwalne do dziś, ale dzięki niemu odnalazłam wreszcie Boga! I za to dziękuję!
Z Panem Bogiem
Dorota