Blask Kościoła
 
Kościół ma rację!
Adam Kowalik

Często słyszy się opinię, że Kościół musi się zreformować, iść „za postępem”, przewietrzyć swe wnętrze. Niewątpliwie takie twierdzenia wynikają z jakiegoś wielkiego nieporozumienia. Czyż butla z tlenem może się otworzyć, by zaczerpnąć jeszcze więcej tego pierwiastka? Bynajmniej! Otwarcie zaworu spowoduje, że sprężony gaz wyleci ze środka i wejdzie w związki z innymi pierwiastkami, znajdującymi się w powietrzu. Nie będzie go ani w butli, ani na zewnątrz.

Podobnie rzecz się ma z Kościołem. Stanowi on skarbnicę nauk Chrystusa i doświadczeń zebranych przez ponad 20 wieków istnienia. Co więcej, zgodnie z obietnicą daną uczniom przez Pana Jezusa, opiekuje się nim Duch Święty, dzięki czemu możliwość popadnięcia Kościoła w błędy w sprawach wiary i moralności, jest żadna. Mogą błądzić ludzie Kościoła, ale nie On sam jako instytucja.

Rozwój techniczny powoduje, że świat zmienia się w tempie niespotykanym w ubiegłych epokach. Zmianie ulegają upodobania ludzi, ich sposób bycia, powstają coraz doskonalsze narzędzia pracy, itp. Rozwoju kultury materialnej nie można jednak mylić z doskonaleniem się moralnym współczesnych społeczeństw. Natura ludzka skażona grzechem pierworodnym nie zmienia się. Człowiek nadal potrzebuje wskazówek, co czynić należy, a czego trzeba się wystrzegać.

Prawdziwy postęp

 

Nowe zdobycze cywilizacyjne można podzielić na dwie grupy: obojętne z punktu widzenia moralnego oraz wymagające w tym względzie oceny.

Jeżeli chodzi o te pierwsze, to Kościół zawsze był otwarty na wszelkie nowinki techniczne. Co więcej, często stał w awangardzie ich zastosowania. Kościoły budowano zazwyczaj z wykorzystaniem najnowszych (o ile były najlepsze) osiągnięć wiedzy technicznej. Oświetlenie elektryczne i nagłośnienie pojawiło się w kościołach nie później, a najczęściej wcześniej niż gdzie indziej.

Są jednak dziedziny techniki tak głęboko ingerujące w życie ludzkie, że ich zastosowanie budzi wątpliwości natury moralnej. W takim wypadku Kościół bada sprawę z punktu widzenia nauki Chrystusa i akceptuje je bądź odrzuca. Tak jest np. w przypadku zapłodnienia in vitro, które, choć technicznie możliwe, moralnie jest niedopuszczalne.

Depozytariusz Prawdy

 

W takich wypadkach trudno oczekiwać, że Kościół zmieni zdanie, by zadowolić rzeczników postępu. Jest on zaledwie depozytariuszem Prawdy otrzymanej od Boga. Czy Bóg może się mylić? Nie może! Tak więc i Kościół nie może w jednej epoce głosić pewnej nauki, a w drugiej innej, sprzecznej z wcześniejszym nauczaniem. Swoją drogą, zawsze okazuje się, że w sporze światopoglądowym to Kościół miał rację, a modne w pewnej epoce teorie czy ideologie okazują się niepełne lub błędne.

Od początku biskupi krytykowali Kodeks Napoleona, który m.in. sankcjonował rozwody (zdobycz rewolucji francuskiej). Dziś naocznie możemy się przekonać, jakie są skutki „racjonalnej” decyzji cesarza: kryzys rodziny, duży odsetek rozpadających się małżeństw, związki niesakramentalne, dzieci mające kilku „tatusiów” bądź kilka „mamuś”…

W drugiej połowie XIX wieku atak na prawo naturalne, zakotwiczone w Prawie Boskim, podjęli przedstawiciele tzw. pozytywizmu prawnego. W miejsce Boga chcieli umieścić człowieka lub grupę ludzi (władcę czy parlament). O ocenie moralnej czynu miała decydować jego zgodność, lub nie, z prawem stanowionym. Na owoce nie trzeba było długo czekać. Gdy do rządów w Niemczech doszedł Adolf Hitler, jego partia wprowadziła nowe prawa, spychające całe grupy ludzi poza margines społeczeństwa. W końcu odmówiono im nawet prawa do życia. W takiej sytuacji znaleźli się: Żydzi, Cyganie, Słowianie, ludzie chorzy, upośledzeni fizycznie i umysłowo. Kult porządku i przestrzegania przepisów prawnych, jak najbardziej pozytywna cecha Niemców, nagle uczyniła z nich naród morderców. Ja tylko wykonywałem rozkazy – brzmiała popularna wymówka zbrodniarzy wojennych i ludobójców. Cóż z tego, skoro te rozkazy były zgodne z prawem stanowionym, ale nie naturalnym! 

Kto potrzebuje kuracji?

 

Często słyszy się starsze osoby, mówiące, ni to z akceptacją, ni to przyganą, o wspólnym zamieszkiwaniu przed ślubem wnuków czy dzieci z tzw. partnerami. – Za moich czasów tak się nie robiło, ale teraz są inne czasy… Otóż nie ma „innych czasów”, jest tylko Prawo Boże i grzech, Niebo i piekło, Królestwo Boga i królestwo szatana.

Nie Kościół więc należy przewietrzyć, ale chorych pacjentów, jakimi są wyzbyte wiary współczesne narody, należy poddać kuracji „tlenem”, czyli Słowem Bożym głoszonym przez Kościół katolicki.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina