Blask Kościoła
 
Sakrament spowiedzi
Adam Kowalik

Sakrament pokuty to jeden z najważniejszych darów Pana Jezusa dla ludzi. Grzech ciężki zamyka człowieka na działanie łaski Bożej, która jest przecież każdemu do zbawienia koniecznie potrzebna. Śmierć w takim stanie naraża grzesznika na potępienie wieczne. Nawrócenie i uzyskanie odpuszczenia grzechów ratuje nas z opresji i przywraca bliskie relacje z Bogiem.

Już w Starym Testamencie Bóg dawał Żydom możliwość uzyskania przebaczenia win, czemu służyło składanie ofiar przebłagalnych. Męka i śmierć Pana Jezusa na Krzyżu to ofiara, którą za grzechy całej ludzkości złożył Bóg‑Człowiek. Odkupiwszy nas za cenę Swojej krwi, przekazał Kościołowi prawo odpuszczania grzechów.

 

Którym odpuścicie grzechy…

Pamiętamy tę scenę po Zmartwychwstaniu, gdy Apostołowie siedzieli zalęknieni w Wieczerniku, bojąc się prześladowań żydowskich, a Pan nieoczekiwanie stanął pośród nich i rzekł: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20:21–23).

 

Pierwsi chrześcijanie starali się żyć po Bożemu. Dla nich Chrzest stanowił potwierdzenie wyboru życia z Chrystusem. Nie wyobrażali sobie, że ktoś może nazywać siebie chrześcijaninem, a jednocześnie obrażać Boga, przekraczając Jego Przykazania.

 

Z tego powodu Apostołowie i ich uczniowie surowo traktowali chrześcijan, którzy popełnili grzech ciężki. Najczęściej na długie lata (czasem nawet prawie na całe życie) odsuwali ich od Komunii św. Podczas Mszy pokutnicy musieli opuszczać zgromadzenie przed rozpoczęciem Eucharystii. W V i VI wieku nosili stroje wyróżniające ich spośród innych wiernych. Tego typu pokutę publiczną nakładał biskup na osoby, które dopuściły się grzechów głównych, takich jak: wyrzeczenie się wiary, morderstwo czy cudzołóstwo. Przez pewien czas obowiązywała zasada, że ich odpuszczenie możliwe jest tylko raz w życiu.

 

Niestety, lęk przed upadkiem powodował, że wielu nawróconych przez całe lata wstrzymywało się z przyjęciem Chrztu św. Nierzadko decydowali się na ten krok dopiero na łożu śmierci. Tak było np. w przypadku cesarza Konstantyna Wielkiego. Naturalnie było to niezdrowe podejście do sprawy.

 

U krat konfesjonału…

 

Z czasem Kościół zaczął z większą wyrozumiałością traktować grzeszników. Łagodniejszą formę sakramentu pojednania propagowali zasłużeni dla ewangelizacji Europy mnisi iro­szkoccy. Wprowadzili oni zapożyczoną z życia zakonnego praktykę wyznawania grzechów przed kapłanem, który wyznaczał penitentowi pokutę. Najczęściej były to: modlitwa, jałmużna, różne formy postów… O ile początkowo należało ją odprawić przed rozgrzeszeniem, to z czasem przesunięto ekspiację na czas po spowiedzi.

 

Sakrament pokuty stracił więc charakter publiczny, stając się sprawą prywatną. W sposób szczególny podkreśla to obowiązek zachowania tajemnicy spowiedzi obowiązujący kapłana pod karą ekskomuniki.

 

Z czasem Kościół, dostrzegając pozytywne owoce częstszej, regularnej spowiedzi, nałożył na wiernych obowiązek przystępowania do tego sakramentu przynajmniej raz w roku. Uczynili to ojcowie Soboru Laterańskiego IV w 1215 roku.

 

Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć o przedmiocie nierozerwalnie kojarzącym się ze spowiedzią, czyli o konfesjonale. Mebel ten rozpowszechnił się w Kościele po soborze trydenckim. Pomógł stworzyć wewnątrz świątyni intymną przestrzeń, sprzyjającą rozmowie penitenta z kapłanem.

Spowiedź uszna stała się ulubionym celem ataków wrogów Kościoła. Wyśmiewali ją komuniści, jako przejaw manipulacji „kleru” ciemnym ludem, nie oszczędzają jej i współcześni lewicowcy (nawet ci, którzy regularnie wywnętrzają się na kozetce u psychologa).

 

Spowiedź powszechna nie wystarczy…

Niestety, także niektórzy katolicy tłumaczą swoją, czasem nawet wieloletnią nieobecność u krat konfesjonału, niechęcią do wyjawiania grzechów obcemu człowiekowi, niekoniecznie odznaczającemu się nadzwyczajną świętością życia czy wybitnym umysłem. Tymczasem św. Faustyna Kowalska, która w sposób cudowny dostąpiła zaszczytu spowiedzi u samego Pana Jezusa, wyraźnie zaznaczyła w „Dzienniczku”, że Zbawiciel tak samo spowiada, jak zwykli spowiednicy. (Dz 817)

 

Na koniec należy podkreślić, że błędnym jest pokutujące tu i ówdzie przekonanie, że spowiedź uszną może zastąpić tzw. spowiedź powszechna na początku Mszy św. Jest ona w stanie zatrzeć tylko grzechy lekkie, o ile jest połączona z osobistym żalem za grzechy. By uzyskać przebaczenie grzechów ciężkich, musimy udać się do krat konfesjonału.

 

 


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina