Stare opowieści
 
Heroizm kapłana
Agnieszka Stelmach

heroizm kapłanaOto prawdziwa historia opowiedziana przez kapłana, który został poddany strasznej próbie. Opowieść tę możemy dziś poznać dzięki Boskiemu zrządzeniu.

Do niezwykłego zdarzenia doszło w Dublinie, w arystokratycznej, acz ubogiej rodzinie Fitz‑Grahamów. Wywodząca się ze starej szlachty familia podupadła wskutek uczestnictwa w licznych powstaniach wymierzonych w angielskich okupantów. Po przegranych bitwach uczestnicy walk emigrowali do państw katolickich. Często służyli w armii hiszpańskiej lub francuskiej. W tej drugiej służył ojciec kapłana, o którym opowiemy, oraz jego starszy brat.


Upadek kapitana


Po śmierci głowy rodu Fitz‑Grahamów wdowa wraz z dwoma synami utrzymywała się z niewielkiej renty. Starszy syn – przeznaczony do służby w wojsku – wstąpił do armii francuskiej, gdzie dosłużył się stopnia kapitana. Młodszy miał zostać duchownym, więc matka posłała go do seminarium w Saint‑Omer, gdzie w 1790 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Wkrótce potem jako wikariusz trafił do jednej z parafii Dublina.


Po upływie roku na urlop do tego miasta przyjechał jego brat. Gdy urlop się skończył, matka – obawiając się o jego los – zatrzymała go w Dublinie. – Ta okoliczność wszystkich nas wtrąciła w nieszczęście – pisał później kapłan.


Brat księdza, przyzwyczajony do aktywności i drylu wojskowego, nie mógł usiedzieć na miejscu. Zaczął się staczać moralnie. Chodził do pubów, dużo pił i uprawiał hazard. Narobił strasznych długów. Często wszczynał awantury.


Matka bardzo się tym trapiła. Wraz z synem‑kapłanem postanowili więc, że spróbują go ożenić. Mieli nadzieję, że gdy ich syn i brat pozna dobrą kobietę, znów zacznie postępować jak prawy człowiek. Brat kapłana przystał na ich propozycję.


Tak się złożyło, że oficer zakochał się z wzajemnością w pięknej i mądrej córce pewnego kupca.


Wszystko już zaczęło się dobrze układać i zdawało się, że ślub będzie wkrótce, gdy nagle okazało się, że o rękę kobiety poprosił także inny mężczyzna – dubliński mieszczanin. Rywale nienawidzili się szczerze. Obaj szukali pretekstu do pojedynku. Wszyscy w Dublinie o tym wiedzieli.


Bóg surowo ze mną się obchodzi…


Pewnego wieczora owego mieszczanina znaleziono martwego z przebitą piersią. Szpada mężczyzny była schowana w pochwie, co dowodziło, że do pojedynku nie doszło. Przy trupie pozostały dwa zegarki i sakiewka z pieniędzmi. Mimo podartego ubrania, nie można było przypuszczać, aby padł on ofiarą rabunku. Widziano więc w tej zbrodni akt zemsty. Do aresztu trafił więc oficer…


Dziwnym trafem miał on akurat wyszczerbioną szpadę i nie potrafił wytłumaczyć, gdzie ją uszkodził. Kapitana oskarżono więc o morderstwo. Śledczy orzekli, że oskarżenie jest wystarczająco uzasadnione i nie zgodzili się wypuścić go za kaucją. Miał pozostać w areszcie dwa miesiące, oczekując na rozprawę.


Poszlaki tak bardzo przemawiały przeciw niemu, że nawet rodzony brat nie chciał słuchać jego usprawiedliwień. Jedynie matka wierzyła w niewinność syna. Kapłan przyznał, że za każdym razem, gdy odwiedzał brata, skupiał się na wydobyciu od niego wszelkimi sposobami ­wyznania zbrodni, licząc na to, że znajdzie okoliczności, które pozwolą mu przynajmniej ocalić jego życie. Kapitanowi bowiem groził szafot.


Brat księdza na początku oburzał się z powodu oskarżeń, ale im bliżej było do procesu, stawał się łagodniejszy i pogodzony z losem. Coraz częściej czytał Pismo Święte. Mówił do brata: – Błędy moje były ciężkie i liczne, ale Pan Bóg nie będzie żądał za nie ode mnie zapłaty w przyszłym życiu, gdyż opuszczę tę ziemię jako zabójca w oczach ludzkich, choć tej zbrodni nie popełniłem. Bóg surowo ze mną się obchodzi, odbierając mi honor, który pomimo mego nieuporządkowania, zawsze starałem się zachować nieskalanym.

Duchowny nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. Obawiał się nie tylko o doczesne życie brata, ale także o jego życie wieczne…


Spowiedź mordercy

 

W Wielki Piątek duchowny poruszony tym wszystkim wygłosił porywające kazanie. Później, po godzinnym wypoczynku poszedł do konfesjonału, który opuścił późno w nocy. Właśnie miał wejść do zakrystii, gdy nagle jakiś mężczyzna złapał go za komżę i błagał, żeby go jeszcze wyspowiadał. Duchowny poprosił, by przyszedł następnego dnia. Tłumaczył mu, że jest bardzo zmęczony, ale ten nie odpuszczał.

Ów mężczyzna wyznał, że popełnił morderstwo. Duchowny wyostrzył uwagę, a zabójca zaczął opowiadać, że miał posadę w banku w Dublinie, w którym sprzedawane były losy królewskiej loterii. – Jeden taki los, którego numer dobrze sobie zapamiętałem, wydałem pewnemu młodemu znajomemu. On go włożył do kieszeni kamizelki. Kilka dni potem przyszła lista wylosowanych numerów. Rozpoznałem ów numer, o którym mówiłem. Los wygrywał 2 tysiące funtów szterlingów. Ponieważ lista mogła być ogłoszona dopiero następnego dnia, wyszedłem na odległą ulicę i wiedząc, gdzie ów młody mężczyzna bywa, czatowałem nań, gdy będzie powracał. Zabiłem go i wyjąłem mu z kieszeni los. Zaraz zaniosłem go do banku, by wydano nagrodę pod pozorem, że wygrana należy do osoby, która nie chce być znana – opowiadał morderca.


Kapłan wypytawszy go o godzinę napaści i miejsce, a także kilka innych szczegółów morderstwa, zdał sobie sprawę, że oto przed nim klęczy sprawca zbrodni, o której dokonanie posądzono niesłusznie jego brata.

– Niech każdy sobie wyobrazi co czułem – wspominał ksiądz. – Pierwszym moim uczuciem była serdeczna wdzięczność Panu Bogu, ale gdy mi myśl o moim obowiązku kapłańskim przyszła, uczułem nagle okropność mego położenia. Krzyknąłem głośno i straciłem przytomność. Gdy znowu do siebie przyszedłem, już nie byłem w konfesjonale, lecz leżałem na kolanach mego penitenta, który jedną ręką trzymał mnie za głowę, a drugą podawał jakieś krople orzeźwiające. Byliśmy w kościele sami. Nagle wyjąkałem: – Nieszczęsny człowiecze, wiesz ty, że mego brata o to morderstwo posądzają?
– Jak to? Więc ksiądz jest bratem kapitana Fitz‑Grahama?

– Tak jest!

– O mój Boże! Czy mnie ksiądz zdradzi? Czy ksiądz doniesie na mnie? Spowiedź przecież jest święta!

– Ależ nadto dobrze wiem. Nie mogę jednak dopuścić, aby mój niewinny brat zginął na szafocie.

– Tym gorzej. Ja umrzeć nie zamierzam. Zwłaszcza teraz, gdy jestem bogaty. Proszę mi przysiąc na Świętą Hostię, że ksiądz mej spowiedzi nie wyjawi. Jeśli nie, to… – opryszek nie dokończył, bo duchowny raptownie mu przerwał.

– Już rok minął, jak przysięgę swoją jako kapłan przed Bogiem składałem. Nie mam obowiązku przysięgać przed tobą.

Duchowny nie udzielił zabójcy rozgrzeszenia, lecz kazał mu przyjść następnego dnia wieczorem w to samo miejsce. Powiedział, że musi się zastanowić, co zrobić, aby z jednej strony dochować tajemnicy spowiedzi, a z drugiej – spróbować uratować brata.


Tej nocy kapłan nie mógł zasnąć. Myśli kotłowały mu się w głowie. Miał dwie możliwości: albo naruszy tajemnicę spowiedzi i uratuje brata, albo dochowa tajemnicy i skaże na szafot niewinnego człowieka.

 

Obowiązek Twój będzie ciężki i bolesny, ale niewątpliwy

 

Nazajutrz o poradę zwrócił się do swojego przełożonego, arcybiskupa Hieronima z Dublina. Nie wyjawiając nazwiska mordercy, krótko przedstawił sprawę.


Arcybiskup poradził księdzu, aby uświadomił penitentowi, że ma podwójny obowiązek moralny: po pierwsze nie może pozwolić, aby niewinny umarł, gdyż w ten sposób drugie morderstwo popełni, a po drugie – jawnie wobec świadków albo na piśmie winien wyznać swą winę, by w ten sposób ocalić niewinnego. Wszystko to jednak penitent miał uczynić dobrowolnie.


– Gdyby jednak człowiek ten się wzbraniał –
pisał hierarcha – wtenczas mój kochany synu, obowiązek Twój będzie ciężki i bolesny, ale niewątpliwy. Musisz modlić się i milczeć. Największą zbrodnią kapłana byłoby przeciwstawić się obowiązkowi dochowania tajemnicy spowiedzi. Miej odwagę i ufaj.

Młody kapłan czytał list od arcybiskupa wielokrotnie i wiedział, że musi przyjąć wolę Bożą.


W tym samym dniu udał się ponownie do brata. Na powitanie zawołał:

– Mój biedny bracie! Przebacz mi, że wątpiłem w prawdziwość twych słów. Ja wiem, że jesteś niewinny!

– Chwała Bogu! – odrzekł kapitan i zaczął dopytywać się, kiedy go wypuszczą.


Kapłan zdał sobie sprawę, że źle uczynił. Przez swoje gadulstwo niepotrzebnie rozbudził nadzieje brata na uwolnienie. Zdruzgotany nie śmiał wracać do domu. Poszedł więc do kościoła, gdzie do późna czekał na opryszka. W końcu ten, wyraźnie przestraszony, zjawił się przy konfesjonale. Kapłan zaproponował, by udać się na plebanię, by nikt im nie przeszkadzał w rozmowie.


Kapłan opowiadał o swoim bracie i o tym, jak to jest straszne, że niewinny człowiek musi zginąć na szafocie. Opowiedział też o zgryzocie matki, ale morderca pozostawał niewzruszony. Nie pomogła nauka o piekle i o surowym rozrachunku, jaki kiedyś będzie musiał uczynić przed Bogiem. Mężczyzna co prawda płakał, ale nie chciał w żadnym wypadku zadośćuczynić za zbrodnię, której się dopuścił.       

 

Bóg umie ocenić wielkość ofiary i oszczędza katusze

 

Rankiem kapłan wyprowadził penitenta na ulicę. Wrócił na plebanię i padł wyczerpany na łóżko. Od dwóch dni nie zmrużył oka. W końcu zasnął kamiennym snem. Gdy się obudził, obok niego stała matka blada jak trup, ciężko oddychając. Kapłan zdał sobie sprawę, że musiał majaczyć we śnie. Matka potwierdziła, że mówił o niewinności brata i jakimś mordercy, którego tożsamości nie zdradził. Staruszka zaczęła więc zadawać pytania. Zagniewana milczeniem syna, czyniła mu gorzkie wyrzuty.


Na szczęście wtedy do pokoju wszedł arcybiskup. Matka zostawiła ich samych. Kapłan opowiedział mu pokrótce, co zaszło od wczorajszego wieczoru. Arcybiskup rzekł: – Bez wątpienia ma Bóg wielkie zamiary wobec ciebie, skoro w tak młodym wieku zsyła tak wielką próbę, która być może w historii nie ma sobie równej.

Chwycił dłoń młodego kapłana i zawołał: – Bogu dzięki, mój synu! Masz gorączkę! Bóg, który umie ocenić wielkość twej ofiary, zsyła na ciebie chorobę ciała, by ci na jakiś czas oszczędzić katuszy serca. Od tej chwili nie jesteś odpowiedzialny za słowa, które ci się w gorączce wyrwać mogą, ale żeś mnie swoją tajemnicę powierzył, to biskup twój weźmie na siebie to staranie.

Egzekucja niewinnego

 

W dniu, w którym zaplanowano egzekucję, kapłan wraz ze swoim biskupem cały dzień modlili się w kościele. Chrześcijańska uległość brata i powtarzane zapewnienie, że umiera niewinnie, zjednało mu licznych przyjaciół. Przed powieszeniem kapitana pozbawiono godności i szlachectwa…


Zaledwie osiem dni później zmarła ze zgryzoty matka. Tuż przed jej śmiercią pochylił się nad nią arcybiskup. Nie wiadomo, co jej rzekł, ale jak wspominał nasz bohater, w jej oczach zabłysła radość. Na koniec poprosiła syna, by się zbliżył do niej i objęła go wychudłymi rękoma. Roniąc łzy, mówiła mu pieszczotliwe: – Mój święty męczenniku. Poprosiła go jeszcze o błogosławieństwo i w spokoju ­odeszła…


Epilog

 

Jak to jest możliwe, że dowiedzieliśmy się o tym wszystkim, skoro było to tajemnicą spowiedzi? Kapłan tak pisał: Bóg mi użyczył łaski, żem dożył tego szczęścia, iż niewinność mego brata wyszła na jaw. Zbrodniarz publicznie wyznał swą zbrodnię. Brata mego przywrócono, acz po śmierci, do szlachectwa i do dawnej godności. Gdyby ta historia nie była już od wielu lat powszechnie znana, czyż ja jako spowiednik mógłbym ją dzisiaj wam opowiedzieć?

 
ilustracja: Jacek Widor

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Cud Wniebowzięcia
Miesiące wakacyjne pomagają nam rozwijać naszą katolicką pobożność, wszak lipiec to w Kościele miesiąc poświęcony Krwi naszego Zbawiciela, zaś punktem kulminacyjnym sierpnia jest uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja czuwa nade mną

Pani Anna Caban jest Apostołem Fatimy od grudnia 2003 roku. O istnieniu Apostolatu dowiedziała się z materiałów otrzymanych ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, które wspiera już od 21 lat. Były one na tyle interesujące, że postanowiła przystąpić do tej wyjątkowej duchowej rodziny czcicieli Matki Bożej.

Jak przyznaje pani Anna, wiarę katolicką wyniosła z domu rodzinnego: – Dużo zawdzięczam swoim rodzicom, zwłaszcza moja mama jest dla mnie wzorem, podziwiam ją, bo pomimo zaawansowanego wieku i problemów z chodzeniem w każdą niedzielę uczestniczy we Mszy Świętej. Uważam, że to przede wszystkim dzięki niej ja też idę drogą wiary.

W swojej parafii pw. św. Mateusza Apostoła w Świerczynie Pani Anna należy do kółka różańcowego. – Różaniec jest naszą bronią, naszym ratunkiem, dzięki któremu możemy wszystko wygrać i mówiąc z przymrużeniem oka, „wynegocjować” od Maryi coś na czym nam szczególnie zależy. Codziennie odmawiam Różaniec, a ostatnio zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską o pokój na Ukrainie – mówi.

Mam odczucie, że Matka Boża czuwa nade mną, otacza mnie swoim płaszczem, że mi towarzyszy i jest ze mną w złych i dobrych chwilach, czuję Jej opiekę, czuję spokój, jaki mi daje. Bez Maryi nic byśmy nie zrobili, tylko w łączności z Bogiem możemy wygrać – wyznaje pani Anna. – W moim życiu zdarzały się trudne chwile, ale właśnie zwłaszcza wtedy czułam, że Maryja jest przy mnie – przyznaje.


[Pełny tekst w wersji drukowanej]


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Szanowna Redakcjo! Proszę pozwolić, że na Waszych łamach podziękuję Matce Bożej za opiekę i wielokrotne uratowanie życia mojego schorowanego 91-letniego Ojca, Powstańca Warszawskiego, który po udarze tracił przytomność wiele razy. Był w bardzo ciężkim stanie, ale Pan Bóg nadal trzyma go przy życiu. To wielka łaska! W tym miejscu proszę także o zdrowie dla mojej 87-letniej Matki.
Proszę Cię, Matko Najświętsza, o dalszą opiekę nad Rodzicami, którzy mnie i mojego Brata adoptowali jak byliśmy niemowlakami. Proszę też, abyś wybaczyła tym, którzy Cię obrażają, znieważają. Wyproś im u Swojego Syna nawrócenie.
A Wam, Szanowni Redaktorzy dziękuję za „Przymierze z Maryją”, które utwierdza mnie w wierze i dostarcza bardzo wartościowej duchowej lektury.
Wojciech


Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za to, że otrzymuję od Was „Przymierze z Maryją”. Dziękuję także za przesłanie „Zegara Męki Pańskiej”. Wcześniej nie spotkałam się z taką publikacją ani z takim nabożeństwem. Cieszę się więc, że otrzymałam tę przesyłkę ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi.
Pragnę również w tych kilku zdaniach dać świadectwo pomocy Matki Bożej dla mojej siostry Ireny, chorującej na rozległy nieoperacyjny nowotwór płuc.
Otóż, modliłam się Nowenną Pompejańską do Matki Syna Bożego, aby ta straszna choroba została powstrzymana, jeśli oczywiście taka będzie wola Jezusa Chrystusa. Siostra – rzecz jasna – poddała się intensywnemu leczeniu.
Lekarze, gdy zobaczyli wyniki badań, jakie wykonali po terapii, byli bardzo zdziwieni i zaskoczeni, bo nowotwór nie tylko przestał się rozprzestrzeniać w płucach, ale nawet w pewnym stopniu się cofnął.
Powiedziałam siostrze o mojej modlitwie, o prośbie o jej zdrowie do Maryi. Zaskoczyło ją to bardzo i zastanowiło. Moja siostra jest daleko od Boga, chociaż właściwie powinnam napisać: była daleko od Boga, bo obecnie, chociaż jeszcze nie modli się konkretnymi modlitwami, ale rozmawia z Panem Jezusem swoimi słowami. Cieszę się z tego bardzo i uważam również za wielką łaskę Bożą.
Jeszcze kilka słów o mojej sytuacji. Cóż, życie… Po prostu mam mnóstwo obowiązków przy Mamie, która skończyła 92 lata. Staram się też pomagać siostrze, również pod względem duchowym, bo rzeczywiście załamana była swoją sytuacją. Na pewno wiara i modlitwa daje mi siłę i spokój ducha, umysłu i serca. Pozdrawiam Was serdecznie i zapewniam o modlitwie.
Krystyna z Białegostoku


Szanowni Państwo!
Dziękuję za Waszą pracę i za Waszą modlitwę. Można powiedzieć, że odczuwam ją każdego dnia. A jest mi ona bardzo potrzebna, bo przebywam w zakładzie karnym. Także ważna jest modlitwa za zmarłych, bo oni dla siebie już nic zrobić nie mogą. Dzięki Wam nie tracę nadziei!
Sławomir


Szczęść Boże!
Pragnę Wam podziękować za wszystkie dotychczas otrzymane przesyłki. Będę Was wspierała modlitwą i jeśli tylko będzie taka możliwość także datkami. Czasy są ciężkie, więc taka lektura, jaką Wy proponujecie, jest teraz szczególnie potrzebna. Pozdrawiam całą Redakcję i wszystkich pracowników Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. W szczególności pragnę podziękować za Waszą akcję propagowania modlitwy różańcowej. Mam świadomość, że poprzez tę modlitwę, można wyprosić wszystko. Wspieram Was i wasze dzieło.
Z Panem Bogiem
Danuta z Dolnośląskiego


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo! Bardzo serdecznie dziękuję całemu Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi za to, że mogłam przystąpić do Apostolatu Fatimy. To niezwykłe doświadczenie. Jestem też niezmiernie wdzięczna za wszystkie przesłane dobra książki, broszury, dewocjonalia. Dziękuję za „Przymierze z Maryją”, które rzeczywiście pokazuje, jak ważne jest zawarcie Przymierza z Matką naszego Zbawiciela w codziennym życiu. Ona jest naszą Przewodniczką pewną do Nieba. Praktykując kult maryjny, na pewno nie zbłądzimy. Bardzo serdecznie Was pozdrawiam i proszę o dalszą modlitwę. Bóg zapłać!
Genowefa z Lubelskiego


Witam serdecznie!
Otrzymuję od Państwa różne publikacje w formie broszur np. „Przymierze z Maryją”, kalendarze oraz inne wydawnictwa, obrazki i przedmioty o treści religijnej. I to jest bardzo dobre! Sprawdziłam niejednokrotnie w swojej parafii, czy treści te są zgodne z kanonami wiary. Tak, są! I bardzo Wam za to dziękuję, bo znajduję u Was często teksty, do jakich trudno byłoby mi samodzielnie dotrzeć. Cieszę się, że dostaję materiały, które oparte są na dobrej znajomości historii chrześcijaństwa i doktryny Kościoła. To Wasza zasługa! Życzę wielu łask.
Diana

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowni Państwo. Nie wiem, jak wyrazić swoją wdzięczność za Waszą działalność. Praktycznie w każdym miesiącu otrzymuję od Was materiały, które pomagają mi zrozumieć prawdy wiary, praktyki pobożne itp., czym jest i dlaczego tak ważny jest kult Najświętszej Maryi Panny. Wiem, że jak od Was otrzymam jakieś pismo czy książkę, to nie będzie w nich żadnych teologicznych błędów. Aż chciałoby się, żeby „Przymierze z Maryją” było jeszcze obszerniejszym wydawnictwem. Nigdy nie rezygnujcie z Waszej misji, bo budujecie wiarę wielu ludzi. I za to Wam serdeczniej dziękuję. Pozostaję w modlitwie.
Grzegorz z Małopolski


Szczęść Boże!
Szanowni Państwo! Bardzo dziękuję za przesyłanie mi „Przymierza z Maryją”, wydawnictw, dewocjonaliów i wszystkich innych jakże wartościowych prezentów. To wszystko pomaga mi dojrzewać w wierze. Każdego dnia dziękuję Panu Bogu za to, że jesteście. Modlę się za Was i życzę Bożego błogosławieństwa na każdy dzień dla Was i Waszych ­rodzin.
Katarzyna