Stare opowieści
 
Heroizm kapłana
Agnieszka Stelmach

heroizm kapłanaOto prawdziwa historia opowiedziana przez kapłana, który został poddany strasznej próbie. Opowieść tę możemy dziś poznać dzięki Boskiemu zrządzeniu.

Do niezwykłego zdarzenia doszło w Dublinie, w arystokratycznej, acz ubogiej rodzinie Fitz‑Grahamów. Wywodząca się ze starej szlachty familia podupadła wskutek uczestnictwa w licznych powstaniach wymierzonych w angielskich okupantów. Po przegranych bitwach uczestnicy walk emigrowali do państw katolickich. Często służyli w armii hiszpańskiej lub francuskiej. W tej drugiej służył ojciec kapłana, o którym opowiemy, oraz jego starszy brat.


Upadek kapitana


Po śmierci głowy rodu Fitz‑Grahamów wdowa wraz z dwoma synami utrzymywała się z niewielkiej renty. Starszy syn – przeznaczony do służby w wojsku – wstąpił do armii francuskiej, gdzie dosłużył się stopnia kapitana. Młodszy miał zostać duchownym, więc matka posłała go do seminarium w Saint‑Omer, gdzie w 1790 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Wkrótce potem jako wikariusz trafił do jednej z parafii Dublina.


Po upływie roku na urlop do tego miasta przyjechał jego brat. Gdy urlop się skończył, matka – obawiając się o jego los – zatrzymała go w Dublinie. – Ta okoliczność wszystkich nas wtrąciła w nieszczęście – pisał później kapłan.


Brat księdza, przyzwyczajony do aktywności i drylu wojskowego, nie mógł usiedzieć na miejscu. Zaczął się staczać moralnie. Chodził do pubów, dużo pił i uprawiał hazard. Narobił strasznych długów. Często wszczynał awantury.


Matka bardzo się tym trapiła. Wraz z synem‑kapłanem postanowili więc, że spróbują go ożenić. Mieli nadzieję, że gdy ich syn i brat pozna dobrą kobietę, znów zacznie postępować jak prawy człowiek. Brat kapłana przystał na ich propozycję.


Tak się złożyło, że oficer zakochał się z wzajemnością w pięknej i mądrej córce pewnego kupca.


Wszystko już zaczęło się dobrze układać i zdawało się, że ślub będzie wkrótce, gdy nagle okazało się, że o rękę kobiety poprosił także inny mężczyzna – dubliński mieszczanin. Rywale nienawidzili się szczerze. Obaj szukali pretekstu do pojedynku. Wszyscy w Dublinie o tym wiedzieli.


Bóg surowo ze mną się obchodzi…


Pewnego wieczora owego mieszczanina znaleziono martwego z przebitą piersią. Szpada mężczyzny była schowana w pochwie, co dowodziło, że do pojedynku nie doszło. Przy trupie pozostały dwa zegarki i sakiewka z pieniędzmi. Mimo podartego ubrania, nie można było przypuszczać, aby padł on ofiarą rabunku. Widziano więc w tej zbrodni akt zemsty. Do aresztu trafił więc oficer…


Dziwnym trafem miał on akurat wyszczerbioną szpadę i nie potrafił wytłumaczyć, gdzie ją uszkodził. Kapitana oskarżono więc o morderstwo. Śledczy orzekli, że oskarżenie jest wystarczająco uzasadnione i nie zgodzili się wypuścić go za kaucją. Miał pozostać w areszcie dwa miesiące, oczekując na rozprawę.


Poszlaki tak bardzo przemawiały przeciw niemu, że nawet rodzony brat nie chciał słuchać jego usprawiedliwień. Jedynie matka wierzyła w niewinność syna. Kapłan przyznał, że za każdym razem, gdy odwiedzał brata, skupiał się na wydobyciu od niego wszelkimi sposobami ­wyznania zbrodni, licząc na to, że znajdzie okoliczności, które pozwolą mu przynajmniej ocalić jego życie. Kapitanowi bowiem groził szafot.


Brat księdza na początku oburzał się z powodu oskarżeń, ale im bliżej było do procesu, stawał się łagodniejszy i pogodzony z losem. Coraz częściej czytał Pismo Święte. Mówił do brata: – Błędy moje były ciężkie i liczne, ale Pan Bóg nie będzie żądał za nie ode mnie zapłaty w przyszłym życiu, gdyż opuszczę tę ziemię jako zabójca w oczach ludzkich, choć tej zbrodni nie popełniłem. Bóg surowo ze mną się obchodzi, odbierając mi honor, który pomimo mego nieuporządkowania, zawsze starałem się zachować nieskalanym.

Duchowny nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. Obawiał się nie tylko o doczesne życie brata, ale także o jego życie wieczne…


Spowiedź mordercy

 

W Wielki Piątek duchowny poruszony tym wszystkim wygłosił porywające kazanie. Później, po godzinnym wypoczynku poszedł do konfesjonału, który opuścił późno w nocy. Właśnie miał wejść do zakrystii, gdy nagle jakiś mężczyzna złapał go za komżę i błagał, żeby go jeszcze wyspowiadał. Duchowny poprosił, by przyszedł następnego dnia. Tłumaczył mu, że jest bardzo zmęczony, ale ten nie odpuszczał.

Ów mężczyzna wyznał, że popełnił morderstwo. Duchowny wyostrzył uwagę, a zabójca zaczął opowiadać, że miał posadę w banku w Dublinie, w którym sprzedawane były losy królewskiej loterii. – Jeden taki los, którego numer dobrze sobie zapamiętałem, wydałem pewnemu młodemu znajomemu. On go włożył do kieszeni kamizelki. Kilka dni potem przyszła lista wylosowanych numerów. Rozpoznałem ów numer, o którym mówiłem. Los wygrywał 2 tysiące funtów szterlingów. Ponieważ lista mogła być ogłoszona dopiero następnego dnia, wyszedłem na odległą ulicę i wiedząc, gdzie ów młody mężczyzna bywa, czatowałem nań, gdy będzie powracał. Zabiłem go i wyjąłem mu z kieszeni los. Zaraz zaniosłem go do banku, by wydano nagrodę pod pozorem, że wygrana należy do osoby, która nie chce być znana – opowiadał morderca.


Kapłan wypytawszy go o godzinę napaści i miejsce, a także kilka innych szczegółów morderstwa, zdał sobie sprawę, że oto przed nim klęczy sprawca zbrodni, o której dokonanie posądzono niesłusznie jego brata.

– Niech każdy sobie wyobrazi co czułem – wspominał ksiądz. – Pierwszym moim uczuciem była serdeczna wdzięczność Panu Bogu, ale gdy mi myśl o moim obowiązku kapłańskim przyszła, uczułem nagle okropność mego położenia. Krzyknąłem głośno i straciłem przytomność. Gdy znowu do siebie przyszedłem, już nie byłem w konfesjonale, lecz leżałem na kolanach mego penitenta, który jedną ręką trzymał mnie za głowę, a drugą podawał jakieś krople orzeźwiające. Byliśmy w kościele sami. Nagle wyjąkałem: – Nieszczęsny człowiecze, wiesz ty, że mego brata o to morderstwo posądzają?
– Jak to? Więc ksiądz jest bratem kapitana Fitz‑Grahama?

– Tak jest!

– O mój Boże! Czy mnie ksiądz zdradzi? Czy ksiądz doniesie na mnie? Spowiedź przecież jest święta!

– Ależ nadto dobrze wiem. Nie mogę jednak dopuścić, aby mój niewinny brat zginął na szafocie.

– Tym gorzej. Ja umrzeć nie zamierzam. Zwłaszcza teraz, gdy jestem bogaty. Proszę mi przysiąc na Świętą Hostię, że ksiądz mej spowiedzi nie wyjawi. Jeśli nie, to… – opryszek nie dokończył, bo duchowny raptownie mu przerwał.

– Już rok minął, jak przysięgę swoją jako kapłan przed Bogiem składałem. Nie mam obowiązku przysięgać przed tobą.

Duchowny nie udzielił zabójcy rozgrzeszenia, lecz kazał mu przyjść następnego dnia wieczorem w to samo miejsce. Powiedział, że musi się zastanowić, co zrobić, aby z jednej strony dochować tajemnicy spowiedzi, a z drugiej – spróbować uratować brata.


Tej nocy kapłan nie mógł zasnąć. Myśli kotłowały mu się w głowie. Miał dwie możliwości: albo naruszy tajemnicę spowiedzi i uratuje brata, albo dochowa tajemnicy i skaże na szafot niewinnego człowieka.

 

Obowiązek Twój będzie ciężki i bolesny, ale niewątpliwy

 

Nazajutrz o poradę zwrócił się do swojego przełożonego, arcybiskupa Hieronima z Dublina. Nie wyjawiając nazwiska mordercy, krótko przedstawił sprawę.


Arcybiskup poradził księdzu, aby uświadomił penitentowi, że ma podwójny obowiązek moralny: po pierwsze nie może pozwolić, aby niewinny umarł, gdyż w ten sposób drugie morderstwo popełni, a po drugie – jawnie wobec świadków albo na piśmie winien wyznać swą winę, by w ten sposób ocalić niewinnego. Wszystko to jednak penitent miał uczynić dobrowolnie.


– Gdyby jednak człowiek ten się wzbraniał –
pisał hierarcha – wtenczas mój kochany synu, obowiązek Twój będzie ciężki i bolesny, ale niewątpliwy. Musisz modlić się i milczeć. Największą zbrodnią kapłana byłoby przeciwstawić się obowiązkowi dochowania tajemnicy spowiedzi. Miej odwagę i ufaj.

Młody kapłan czytał list od arcybiskupa wielokrotnie i wiedział, że musi przyjąć wolę Bożą.


W tym samym dniu udał się ponownie do brata. Na powitanie zawołał:

– Mój biedny bracie! Przebacz mi, że wątpiłem w prawdziwość twych słów. Ja wiem, że jesteś niewinny!

– Chwała Bogu! – odrzekł kapitan i zaczął dopytywać się, kiedy go wypuszczą.


Kapłan zdał sobie sprawę, że źle uczynił. Przez swoje gadulstwo niepotrzebnie rozbudził nadzieje brata na uwolnienie. Zdruzgotany nie śmiał wracać do domu. Poszedł więc do kościoła, gdzie do późna czekał na opryszka. W końcu ten, wyraźnie przestraszony, zjawił się przy konfesjonale. Kapłan zaproponował, by udać się na plebanię, by nikt im nie przeszkadzał w rozmowie.


Kapłan opowiadał o swoim bracie i o tym, jak to jest straszne, że niewinny człowiek musi zginąć na szafocie. Opowiedział też o zgryzocie matki, ale morderca pozostawał niewzruszony. Nie pomogła nauka o piekle i o surowym rozrachunku, jaki kiedyś będzie musiał uczynić przed Bogiem. Mężczyzna co prawda płakał, ale nie chciał w żadnym wypadku zadośćuczynić za zbrodnię, której się dopuścił.       

 

Bóg umie ocenić wielkość ofiary i oszczędza katusze

 

Rankiem kapłan wyprowadził penitenta na ulicę. Wrócił na plebanię i padł wyczerpany na łóżko. Od dwóch dni nie zmrużył oka. W końcu zasnął kamiennym snem. Gdy się obudził, obok niego stała matka blada jak trup, ciężko oddychając. Kapłan zdał sobie sprawę, że musiał majaczyć we śnie. Matka potwierdziła, że mówił o niewinności brata i jakimś mordercy, którego tożsamości nie zdradził. Staruszka zaczęła więc zadawać pytania. Zagniewana milczeniem syna, czyniła mu gorzkie wyrzuty.


Na szczęście wtedy do pokoju wszedł arcybiskup. Matka zostawiła ich samych. Kapłan opowiedział mu pokrótce, co zaszło od wczorajszego wieczoru. Arcybiskup rzekł: – Bez wątpienia ma Bóg wielkie zamiary wobec ciebie, skoro w tak młodym wieku zsyła tak wielką próbę, która być może w historii nie ma sobie równej.

Chwycił dłoń młodego kapłana i zawołał: – Bogu dzięki, mój synu! Masz gorączkę! Bóg, który umie ocenić wielkość twej ofiary, zsyła na ciebie chorobę ciała, by ci na jakiś czas oszczędzić katuszy serca. Od tej chwili nie jesteś odpowiedzialny za słowa, które ci się w gorączce wyrwać mogą, ale żeś mnie swoją tajemnicę powierzył, to biskup twój weźmie na siebie to staranie.

Egzekucja niewinnego

 

W dniu, w którym zaplanowano egzekucję, kapłan wraz ze swoim biskupem cały dzień modlili się w kościele. Chrześcijańska uległość brata i powtarzane zapewnienie, że umiera niewinnie, zjednało mu licznych przyjaciół. Przed powieszeniem kapitana pozbawiono godności i szlachectwa…


Zaledwie osiem dni później zmarła ze zgryzoty matka. Tuż przed jej śmiercią pochylił się nad nią arcybiskup. Nie wiadomo, co jej rzekł, ale jak wspominał nasz bohater, w jej oczach zabłysła radość. Na koniec poprosiła syna, by się zbliżył do niej i objęła go wychudłymi rękoma. Roniąc łzy, mówiła mu pieszczotliwe: – Mój święty męczenniku. Poprosiła go jeszcze o błogosławieństwo i w spokoju ­odeszła…


Epilog

 

Jak to jest możliwe, że dowiedzieliśmy się o tym wszystkim, skoro było to tajemnicą spowiedzi? Kapłan tak pisał: Bóg mi użyczył łaski, żem dożył tego szczęścia, iż niewinność mego brata wyszła na jaw. Zbrodniarz publicznie wyznał swą zbrodnię. Brata mego przywrócono, acz po śmierci, do szlachectwa i do dawnej godności. Gdyby ta historia nie była już od wielu lat powszechnie znana, czyż ja jako spowiednik mógłbym ją dzisiaj wam opowiedzieć?

 
ilustracja: Jacek Widor

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Odwagi! Ja Jestem!
W tym roku Wielki Post zbiegł się w Europie z wybuchem pandemii koronawirusa. Okazuje się, że wobec choroby, której lekarze nie potrafią przeciwdziałać, dumny z osiągnięć cywilizacji współczesny człowiek staje równie bezradnie, jak to się działo w przypadku ludzi średniowiecza czy starożytności.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostolat zmienia życie na lepsze
Marcin Austyn

– Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga! Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi Teresa Majerowska, Apostoł Fatimy. Właśnie taka postawa przynosi efekty, a najcenniejszym owocem jest wzrost duchowy. Pozostawanie w Apostolacie z pewnością w tym pomaga.

 

Pani Danuta Janas jest w Apostolacie Fatimy niemal od samego początku. – Jestem bardzo zadowolona z rzeczy, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. To różne broszury, zawsze bardzo ciekawe „Przymierze z Maryją”, różaniec, figurka Matki Bożej. Chętnie sięgam po te materiały, są one dla mnie bardzo pomocne – mówi.

 

Nowe, lepsze życie

 

Jak wspomina, kiedy dwa lata temu zmarł jej mąż, w przeżyciu tego trudnego czasu pomogły jej lektura duchowa oraz modlitwa. Pani Danuta wcześniej nie miała okazji spotkać się z innymi Apostołami. Udało się to jednak podczas pielgrzymki do Fatimy, którą do dziś wspomina bardzo dobrze. – Czułam się tam bardzo dobrze i do tej pory czuję tę obecność Matki Bożej. Ta pielgrzymka jakby tchnęła we mnie nowe, lepsze życie. Samo spotkanie z Maryją było dla mnie bardzo wyjątkowe. Wracam do tych chwil, oglądam zdjęcia i wspominam ten czas modlitwy – dodaje.

Apostolat Fatimy to także zadanie rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego. Pani Danuta jest osobą niepełnosprawną, zatem jak sama przyznaje, nie jest to łatwy obowiązek, ale – jak się okazuje – wykonalny! Każda bowiem „okazja towarzyska” – jak choćby wizyta u znajomych, daje możliwość podzielenia się np. obrazkiem z wizerunkiem Matki Bożej Salus Infirmorum, czyli Uzdrowienia Chorych. Taki podarek dla osoby borykającej się z problemami zdrowotnymi może okazać się bardzo cenny.

 

To coś wzniosłego!

 

Pani Elżbieta Piórkowska także wciąż jest pod wrażeniem pielgrzymki Apostołów do Fatimy. – Samo to miejsce ma już swój niepowtarzalny urok. Ono daje poczucie czegoś innego, wyjątkowego. Natomiast Droga Krzyżowa, w której uczestniczyliśmy, była dla mnie budującym duchowo przeżyciem – wspomina.

 

Pani Elżbieta jest w Apostolacie od około 10 lat. Jak mówi, dzięki temu otrzymuje bardzo dużo wiadomości dotyczących Kościoła czy wskazówek odnoszących się do życia duchowego. – To bardzo ciekawe publikacje dotyczące np. modlitwy, to informacje o świętych, opisy objawień Matki Bożej. Wcześniej nie sięgałam po tego typu lektury, teraz je otrzymuję dzięki temu, że jestem Apostołem. I są one bardzo pouczające – mówi. Jak dodaje, odnosi wrażenie, że będąc w Apostolacie, modląc się, zyskuje lepsze życie.

 

Także spotkanie z Apostołami daje poczucie wspólnoty. – Widać w tych ludziach coś wyjątkowego, czuć, że ważne jest dla nich życie duchowe, że ich oczy skierowane są ku świętości. Jest w tym coś wzniosłego. I to się czuje nie tylko na modlitwie, ale i w czasie wspólnych rozmów – dodaje.

Pani Elżbieta chętnie obdarowuje bliskich i znajomych Cudownymi Medalikami. Ten z pozoru drobny gest, jest pięknym świadectwem wiary. I co ważne, obdarowani potrafią go docenić: zachowują medalik, broszurę, a to daje nadzieję na wzbogacanie ich życia duchowego. – Gazety, broszury, jakie otrzymuję od Stowarzyszenia, czytam i przekazuję dalej – nie przetrzymuję ich, ale też ich nie wyrzucam. Kiedyś zostawiałam je w kościele i szybko się rozchodziły. Cieszę się, że mogły komuś jeszcze pomóc – podkreśla.

 

Konsekwencja i wytrwałość

 

Historię uczestnictwa w Apostolacie Fatimy Pani Teresy Majerowskiej można streścić w słowach „od książeczki do pielgrzymki”. Wszystko zaczęło się nieco ponad rok temu od zainteresowania się publikacją przygotowaną przez SKCh na temat Fatimy. Tak została Apostołem. – Bardzo cieszyłam się z przesłanej mi figurki Matki Bożej Fatimskiej. Mam ją w sypialni. Maryja jest ze mną w czasie modlitwy. Muszę powiedzieć, że moim marzeniem była pielgrzymka do Fatimy, nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się tam pojechać. Byłam tym bardzo zaskoczona i szczęśliwa. Szczególnie, że mąż mógł wybrać się ze mną. Dziś oboje wspominamy ten niezwykły czas wizyty u Fatimskiej Pani – dodaje.

 

Pani Teresa zauważa, że w Apostolacie istotna jest konsekwencja i wytrwałość. Jak dodaje, nie należy się zniechęcać, trzeba ufać Matce Bożej i wspomagać – choćby właśnie zadeklarowanym datkiem – dzieło rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego, które prowadzi Stowarzyszenie. – Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga. Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi. Bowiem jedynie taka postawa może przynieść dobre owoce.

 

Jak dodaje, trzeba też pamiętać, że z Apostolatem wiąże się mocne wsparcie duchowe. To comiesięczna Msza Święta sprawowana w intencji Apostołów oraz modlitwa sióstr zakonnych. – To wsparcie jest bardzo pomocne w naszym życiu. Otrzymujemy też wiele cennych publikacji pomagających w kształtowaniu naszego ducha, w pogłębianiu modlitwy, swojej wiary – mówi. Jak dodaje, Apostolat daje tę gwarancję dostawy nowych i cennych materiałów, publikacji. To bardzo ważne, bo nakłania do lektury, przypomina w krzątaninie życia, że trzeba też zadbać o swój duchowy rozwój. Z pewnością bez przynależności do Apostolatu Fatimy byłoby to o wiele trudniejsze.

 

Marcin Austyn

 

 

Przywileje Apostołów Fatimy

 

1.
Codzienna modlitwa sióstr zakonnych w intencjach Apostołów Fatimy.

2.
13. dnia każdego miesiąca odprawiana jest w intencjach Apostołów Msza Święta.

3.
Każdy członek Apostolatu otrzymuje specjalny dyplom oraz naklejki z Matką Bożą Fatimską.

4.
W trzecim miesiącu członkostwa Apostoł otrzymuje kolorowy wizerunek Fatimskiej Pani.

5.
Każdy członek Apostolatu Fatimy dostaje dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”.

6.
Po sześciu miesiącach aktywności przesyłamy Apostołom figurkę Matki Bożej Fatimskiej.

7.
Każda osoba, która wspiera Apostolat Fatimy comiesięcznym datkiem w wysokości 30 zł, otrzymuje dwumiesięcznik „Polonia Christiana”.

8.
Po jedenastu miesiącach członkostwa – odznakę Apostoła Fatimy.

9.
Po roku uczestnictwa każdy Apostoł Fatimy bierze udział w losowaniach kilkudniowej pielgrzymki do Fatimy – dwa razy w roku, w maju i październiku. Apostołowie z osobami towarzyszącymi (ok. 30 osób) wyjeżdżają z kapłanem do miejsc Objawień w Portugalii. Dotychczas pielgrzymowało z nami już ponad 800 osób.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Dziękuję za korespondencję i za wszelkie prezenty, jakie otrzymywałam od Państwa przez 20 lat. Szczególnie dziękuję za najnowsze wydanie „Przymierza z Maryją”. To jedyna ulubiona lektura, która mnie wzbogaca i jest bardzo dobrym lekarstwem na różne nieprzewidziane sytuacje. Jestem bardzo wdzięczna za modlitwy w moich intencjach i powierzanie mnie i moich bliskich opiece Matki Bożej Fatimskiej.

Ja, modląc się w intencjach Stowarzyszenia, proszę Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej o obfite łaski i błogosławieństwo Boże.

A teraz pragnę zapewnić, że mogą Państwo liczyć na moją życzliwość, szczerość, pomoc i współpracę – jest mi bardzo miło, że mogę z Wami współpracować.

Pragnę przełamać się z Wami opłatkiem, prosząc Nowonarodzonego Pana Jezusa o wszelkie łaski i błogosławieństwa oraz życząc Szczęśliwego Nowego Roku 2020.

Władysława

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Matka Jego!

Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją” w 2019 roku. Bardzo Was proszę o dalsze przysyłanie mi tego wspaniałego pisma. Jestem na rencie inwalidzkiej II grupy. W lutym 1980 roku miałem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym byłem sześć tygodni nieprzytomny. Miałem też wiele urazów. Lekarz, który mnie prowadził, mówił, że jeśli uda mi się przeżyć, to na pewno będę musiał jeździć na wózku inwalidzkim do końca moich dni. Tymczasem nie potrzebuję żadnego wózka – i co bardzo ważne – daję sobie dość dobrze radę ze wszystkim. W lutym 1992 roku ożeniłem się. Mam dwóch synów, którzy są już dorośli (jeden się ożenił). Zaraz po moim ślubie wystawiłem koło swojego domu kapliczkę Matce Bożej i w ciężkich sytuacjach, jakie mnie czasem spotykają, szybko biegnę przed kapliczkę i proszę Matkę Boża o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu. I zawsze problem po niedługim czasie się rozwiązuje bez większego wysiłku z mojej strony. Namacalnie odczuwam wtedy pomoc Matki Najświętszej. Szczęść Wam Panie Boże w całym 2020 roku!

Jan z Podkarpackiego

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za pamięć i troskę. Jeśli chodzi o obecność Maryi – zawsze była i jest bardzo ważna w moim życiu od najmłodszych lat. Uważam, że doświadczyłem w tym dosyć już długim życiu bardzo dużo dobrego ze strony Matki Bożej i Pana Jezusa. Dużo się modliłem i modlę w różnych sprawach i przy każdej okazji. Odmawiam prawie codziennie Koronkę w różnych intencjach. Dziesiątkę Różańca do Matki Bożej z Guadalupe. Zawsze w modlitwie tej polecam nienarodzone dzieci. Odmawiam też koronkę do św. Rity o rozwiązanie różnych trudnych problemów. I jakoś wszystko pozytywnie się rozwiązuje. Naprawdę codziennie odczuwam pomoc „z góry”. Z Bożą pomocą wszystko jest możliwe.

Zbigniew z Wielkopolskiego

 

 

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję za przepiękny kalendarz „366 dni z Maryją”, zawierający ważne treści na każdy dzień roku.

Jestem wychowanką katolickiej szkoły niepokalańskiej, której założycielką jest bł. matka Marcelina Darowska z trzema innymi siostrami. Szkołę założyły przy wszystkich swoich klasztorach niepokalanek, by kształcić przyszłe Polki – matki według hasła: „Żeby świat przemienić, trzeba zacząć od przemiany kobiety”. Żyję tym hasłem przez 85 lat. Wiadomo, że takich nauczycieli państwo zniewolone sobie nie życzyło. Zwalniali mnie z kierownictwa, przeszkadzano w budowie szkoły, a największym moim grzechem było to, że nie pozwoliłam na zdjęcie krzyża ze szkolnych ścian. W dodatku zaczęłam uczyć religii. Komuniści nie mogli się doczekać mojego przejścia na emeryturę. Ponaglali mnie, wreszcie po 44 latach odeszłam i szkołę zamknięto. W parafii założyłam Akcję Katolicką i prowadziłam ją przez 17 lat. Za to moje długie i owocne życie dziękuję Bogu. Wam dziękuję za działalność. I za dawane świadectwo. Zostańcie z Bogiem!

Z wyrazami szacunku

Cecylia

 

 

Szczęść Boże!

Na wstępie pragnę serdecznie podziękować za wszelkie przesyłki oraz za przesłane życzenia urodzinowe. Było to dla mnie miłe zaskoczenie, że pomimo ogromu obowiązków, jakie macie, i wielkiej pracy, jaką wykonujecie, by propagować wartości chrześcijańskie, pomyśleliście także o mnie. Czuję się tym zaszczycona. Proszę mi wierzyć – czuję się tak, jakby sam Pan Jezus przystanął przy mnie i powiedział, że jestem dla Niego ważna.

W moim życiu tak się złożyło, że zawsze uważałam, że na miłość, której tak bardzo pragnęłam, muszę zapracować.

Tak się złożyło, że moja Mama pod koniec wojny została zgwałcona przez żołnierza radzieckiego. Potem była w obozie na Syberii. Tam zachorowała na tyfus – opiekowała się nią wspaniała pani doktor, dzięki której pod koniec ciąży wróciła do Polski i tu się urodziłam.

Mama wyszła za mąż za człowieka, który tak jak umiał, zapewnił mi swoją miłość. Choć wychowałam się w kochającej rodzinie, ciągle mi czegoś brakowało, ciągle miałam jakieś wyrzuty sumienia (uważałam, że swoim przyjściem na świat zmarnowałam mojej Mamie życie, bo nie wyszła za mąż z miłości, a z rozsądku, by dać mi nazwisko mojego opiekuna ziemskiego i żeby nie musiała się rodzina martwić, że mnie im odbiorą).

Teraz analizując moje życie, na wszystko patrzę jednak inaczej. To Bóg stawiał na mojej drodze ludzi, którzy przekazywali mi swoją miłość – a ja zawsze analizowałam, czy robią to szczerze.

Cieszę się, że udało mi się podziękować za wszystko mojej Mamie, mojemu ziemskiemu opiekunowi i mojej rodzinie, która przyjęła mnie z miłością – a za mojego biologicznego ojca mogę się modlić.

Cieszę się również, że mogłam to wszystko „wyrzucić” ze swojego serca i teraz cieszyć się każdym dniem. I sprawił to Pan Jezus za Waszym pośrednictwem. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.

Z serdecznymi pozdrowieniami, pamiętająca w modlitwie

Janina z Pomorskiego