W miasteczku Auxerre we francuskiej Burgundii znajduje się wspaniałe opactwo św. Germana, w którym przez lata setki mnichów służyło Bogu i Jego chwalebnej Matce, prowadząc święte życie. Dawniej, po zachodniej stronie zabudowań opactwa znajdowały się drzwi prowadzące do świątyni, które zwieńczono wielkim łukowatym portalem.
W średniowieczu portale wokół drzwi świątyń ozdabiano płaskorzeźbami i malowidłami nawiązującymi do scen z Sądu Ostatecznego, które uświadomić miały ludziom kruchość życia i pomóc w nawróceniu. Przejście przez portal równoznaczne było z symbolicznym „przekroczeniem wrót niebieskiego Jeruzalem”, czyli Raju. Portale często zdobiono wizerunkami demonów, ale także aniołów. Przedstawiały z jednej strony męki piekielne – powyginane w bólu ciała grzeszników, a z drugiej – zastępy „cnotliwych”, prowadzonych przez anioły i świętych do bram Nieba.
Przez długie lata portal w opactwie w Auxerre nie był ozdobiony, bo też nie znalazł się mnich, który byłby w stanie sprostać trudnemu wyzwaniu. W końcu do zakonu wstąpił wielki artysta, niezwykle utalentowany rzeźbiarz i malarz. Wykonał on najohydniejszy wizerunek demona, jaki tylko można sobie wyobrazić.
Mnisi zbudowali dla artysty rusztowanie, by mógł on pracować bez przeszkód na znacznej wysokości, wykonując tuż nad drzwiami i obok nich wspaniałe płaskorzeźby świętych, prowadzących szczęśliwe dusze do bram Nieba. W centralnym miejscu portalu, dokładnie nad drzwiami, zakonnik umieścił płaskorzeźbę Matki Bożej Królowej Nieba, trzymającej Dzieciątko Jezus na rękach. Maryja jest Bramą Nieba, przez którą przychodzi nasze zbawienie. Wszyscy przekraczający próg świątyni nie mogli nie zauważyć wizerunku Najświętszej Panienki. Nad postacią Maryi artysta umieścił wizerunek naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który sądzi wszystkich ludzi. Po jego prawej stronie znalazł się Raj pełen aniołów i świętych. Po lewej – piekło. Gdy brat zakonny namalował postać diabła z rogami i kopytami, każdy kto na niego patrzył, odczuwał trwogę i obrzydzenie…
Szatan, który nie lubi, gdy się z niego drwi, bardzo się rozgniewał. Pod postacią człowieka ukazał się świątobliwemu artyście i zaczął się śmiać: – Cha, cha, bracie, cóż ty wyprawiasz? Dlaczego tak strasznie szpecisz te ściany? Obawiam się, że opat będzie zły, gdy ujrzy twoje dzieło na tej pięknej budowli? – mówił.
Na to mnich – uświadomiwszy sobie, że dobrze wykonał swoją pracę, skoro wizerunek diabła wzbudził takie obrzydzenie – roześmiał się serdecznie i rzekł: – Bracie, to oczywiste, że nie chcesz patrzeć na diabła. W rzeczy samej, jest on paskudny, nawet paskudniejszy, niż go namalowałem i paskudniejszy, niż można sobie wyobrazić.
Gdy szatan to usłyszał, syknął do mnicha: – Strzeż się, bo ja jestem tym, którego obraziłeś i nie zniosę więcej tego łajdactwa! Książę piekła obawiał się, że straci dusze tych, którzy dotychczas wiernie mu służyli, jeśli zobaczą tak ohydny wizerunek ich władcy. Polecił więc artyście, by zniszczył swoje dzieło i przedstawił go jako młodego, dzielnego i uczciwego rycerza. – Ostrzegam Cię – rzekł rozgniewany – jeśli tego nie zrobisz, będziesz żałować. Potem zniknął. Przerażony mnich zdał sobie sprawę, że rozmawiał z księciem ciemności. Następnego dnia, podczas uroczystości odprawianej ku czci Matki Bożej, ukląkł przed Jej ołtarzem w kaplicy i prosił o pomoc.
Wydało mu się, że Królowa Niebios wysłuchała jego próśb. Poczuł bowiem wielką odwagę i przynaglenie, by jeszcze bardziej oszpecić wizerunek demona, aby jak najwięcej ludzi czuło do niego wstręt.
Namalował więc – wydaje się – najstraszniejszego i najbrzydszego diabła, jakiego kiedykolwiek sobie wyobrażono.
Szatan – który niegdyś był pięknym i sprawiedliwym aniołem, ale został wypędzony z Nieba, bo nie chciał służyć swemu Stwórcy – widząc siebie tak paskudnego, ponownie nawiedził artystę. Nie mógł znieść, że stał się pośmiewiskiem dla innych. Mnich ujrzał demona w całej jego brzydocie i przeraził się. – Braciszku, widzę, że nie dotrzymałeś słowa! – krzyknął szatan. – Złamałeś zasadę posłuszeństwa zakonnego. Czy nie kazałem ci wczoraj zaprzestać obrażania mnie? Czy nie miałeś mnie przemalować i ukazać jako pięknego i dobrotliwego rycerza, którego ludzie bardziej pokochają niż tę Kobietę? – pytał wściekły, wskazując na wizerunek Maryi.
Matka Boża napełniła jednak przerażonego zakonnika odwagą, by stanął w Jej obronie. – Rzeczywiście tak kazałeś – odpowiedział diabłu śmiało. Dodał jednak: – Jak mógłbym to zrobić? Wiesz przecież, że Ona jest Królową Nieba, a ty jesteś tylko szatanem. Nie godzi się, by ludzie oddawali ci cześć, na jaką zasługuje tylko Ona – ciągnął mnich. Po czym stwierdził, że gdyby tylko miał złoto na palecie, natychmiast otoczyłby Maryję aureolą, bo jest święta, a jego otoczyłby najgorszymi obrzydliwościami…
Rozwścieczony szatan, oburzony śmiałością śmiertelnika, doskoczył do niego: – Nieszczęśniku! – wrzasnął. – Nie wiesz, że mam władzę nad tobą i całym królestwem ziemskim?! Wszak ja jestem księciem tego świata! Mogę zrobić z tobą, co zechcę! – krzyknął i zniszczył rusztowanie, na którym stał malarz. Zakonnik w ostatniej chwili zawołał: – Maryjo, ratuj albo zginę!
Mieszczanie, którzy obserwowali zdarzenie, byli przekonani, że nieszczęśnik zabije się, upadając ze znacznej wysokości. I rzeczywiście tak by się stało, gdyby nie… ramiona Matki Najświętszej.
Matka Boża przychodzi z pomocą
Maryja wyciągnęła prawą rękę i pochwyciła przerażonego braciszka. Następnie przyciągnęła zakonnika ku sobie i trzymała – a wraz z Nią trzymał go także malutki Jezusek – tak długo, aż zbiegli się wszyscy mnisi wraz z opatem i przystawili drabinę do drzwi, by mógł on swobodnie zejść. Mnichowi wcale nie spieszyło się na ziemię. Czuł niewypowiedzianą błogość podtrzymywany z jednej strony przez Matkę Bożą, a z drugiej przez Niebieską Dziecinę. W końcu stwierdził, że choć mu żal opuszczać tak bezpieczne miejsce, musi to zrobić, by jeszcze lepiej służyć Bożej Rodzicielce.
Przez wiele lat – aż dokończył świątobliwego żywota w opactwie – wysławiał swoimi dziełami Tę, która przyszła mu z pomocą ku przerażeniu najohydniejszej istoty na świecie. Tę, która przynosi ulgę w cierpieniach cielesnych i udrękach duchowych.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa