Temat numeru
 
Franciszku, odbuduj Mój Kościół
Sławomir Skiba

Kiedy osiem lat temu ukazał się specjalny numer „Przymierza z Maryją” zatytułowany „Ty jesteś Piotr!”, nie sądziliśmy, że w tak nieoczekiwany sposób staniemy znów przed sytuacją zwołanego konklawe. W przededniu wysłania do druku obecnego numeru naszego pisma, 115 kardynałów z całego świata zadecydowało o przyszłych losach Kościoła, wybierając kolejnego następcę św. Piotra – Franciszka. Zmienił się Papież, ale dla zachowania wierności odwiecznemu nauczaniu Kościoła, istota papiestwa musi pozostać niezmienna, a Wikariusz Chrystusowy w osobie wybranego na Tron Piotrowy argentyńskiego kardynała Jorge Mario Bergoglio bierze na siebie brzemię odpowiedzialności za cały Kościół Święty.

Zapewne większość z nas Drodzy Przyjaciele poczuła boleśnie owego pamiętnego i historycznego dnia lutowego ten przeszywający serca katolickie cierń, jakim była wiadomość powtarzana przez wszystkie niemal media. Oto Ojciec Święty Benedykt XVI na przedpołudniowym spotkaniu z kardynałami nieoczekiwanie ogłosił zamiar swojej abdykacji, tj. oficjalnej rezygnacji z powierzonej mu misji przewodzenia Kościołowi jako Chrystusowy Namiestnik i następca św. Piotra. Jak trafnie skomentował tę informację kard. Angelo Sodano, spadła ona na nas, jak grom z jasnego nieba. A jakby na potwierdzenie tych słów, po południu nad Wiecznym Miastem rozpętała się potężna burza. Jedna zaś z błyskawic przeszyła niebo w taki sposób, że uderzyła w wierzchołek kopuły Bazyliki św. Piotra na Watykanie. Zdjęcie tego momentu – jak apokaliptyczny znak – obiegło cały świat za pośrednictwem licznych agencji informacyjnych.

Ileż pytań, lęku i niepewności zrodziło się w milionach dusz, które tamtego poniedziałku dowiedziały się o rychłym odejściu Papieża z piastowanego urzędu. Mimo wielu uspakajających komentarzy do tej decyzji papieskiej, nie sposób było zachować optymizm, gdy po raz pierwszy od 700 lat świat stał się świadkiem odchodzenia Papieża jeszcze za jego życia. Przez dwa tygodnie wierni z całego świata z nieukrywanym wzruszeniem żegnali ustępującego Wikariusza Chrystusa i zastanawiali się nad dramatyczną sytuacją całego Kościoła. W ostatnim dniu lutego byliśmy już świadkami, jak nieodwołany do wieczności Ojciec Święty Benedykt XVI oficjalnie rezygnuje i opuszcza Watykan, udając się do miejsca swojego odosobnienia. Komuś, kto kocha Kościół – naszą Matkę, z pewnością nie było łatwo patrzeć na te wydarzenia. Być może wielu z nas pozostało sam na sam z pytaniami, które niepokoją serca i każą głębiej zastanowić się nad tym, co może nas jeszcze czekać, a przede wszystkim, jakie burze mogą nadejść nad Łódź Piotrową – Mistyczne Ciało Chrystusa, jakim jest Kościół katolicki? I gdyby nie zapowiedź naszego Pana i Mistrza, że bramy piekielne go nie przemogą, to nasza wiara mogłaby być wystawiona na wielką próbę. I choć wybór nowego Papieża napełnił nas nową nadzieją, to jednak musimy być świadomi, że Ojciec Święty Franciszek staje u steru Łodzi Piotrowej, która miotana jest przez rozliczne burze.

Jako katolicy mamy obowiązek patrzenia na Kościół i współczesny świat oczami wiary. To ona pozwala nam przy pomocy łaski Bożej dostrzec, na jaką Kalwarię śladami swego Mistrza i Oblubieńca zmierza jego Oblubienica – Kościół Matka nasza. Po wielokroć papieże ostatnich dwustu lat zwracali światu uwagę na pogłębiający się kryzys wiary i moralności. Przypominali jednocześnie, że ten destrukcyjny dla świata i Kościoła proces nie jest anonimowy i nie dzieje się bez udziału i zaangażowania konkretnych ludzi oraz ideologii.

Papieskie napominanie

Błogosławiony Pius IX, papież, który ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, przestrzegał nie tylko przed otwartymi wrogami Kościoła, pragnącymi go zniszczyć od zewnątrz, ale też przed tymi wewnątrz Kościoła, którzy paktują ze złem:

 

Chociaż dzieci tego świata są bardziej przebiegłe niż dzieci światłości, to ich podstępy i gwałty odnosiłyby niewątpliwie mniejsze sukcesy, gdyby wśród tych, którzy zwą się katolikami, nie było takich, co wyciągają do nich przyjazną dłoń. Tak, niestety są tacy, co sprawiają wrażenie, że pragną iść w zgodzie z naszymi wrogami i usiłują doprowadzić do przymierza między światłością a ciemnością, do układu między sprawiedliwością a nikczemnością, za pomocą doktryn tzw. liberalnego katolicyzmu. One to oparte na najzgubniejszych zasadach schlebiają władzy świeckiej, gdy wkracza w sprawy duchowe i skłaniają dusze, aby szanowały lub przynajmniej tolerowały najbardziej nikczemne prawa, jak gdyby zupełnie nie obowiązywało przykazanie, że nigdy nie można służyć dwom panom. Są oni o wiele bardziej niebezpieczni i szkodliwi niż zdeklarowani wrogowie, nie tylko dlatego, że wspomagają wysiłki tych ostatnich, być może nie zdając sobie z tego sprawy, lecz również dlatego, że utrzymując w pewnych granicach potępione poglądy, przybierają pozory uczciwości i czystości doktryny, mamiąc nieostrożnych zwolenników porozumienia i zwodząc uczciwych ludzi, którzy sprzeciwiliby się jawnemu błędowi. W ten sposób dzielą umysły, zrywają jedność i osłabiają siły, które powinny zjednoczyć się w walce z wrogiem.

 

Kolejny Ojciec Święty Leon XIII osobiście, w sposób mistyczny doświadczył tej rozgrywającej się walki piekła z Kościołem. Modląc się pewnego dnia, usłyszał rozmowę, w której diabeł buńczucznie zapowiadał Panu Jezusowi, że może zniszczyć Jego Kościół. Papież zrelacjonował później tę rozmowę gronu swoich współpracowników, którzy towarzyszyli mu na modlitwie i pytali, co się stało. Jak bowiem opowiadali, byli zaniepokojeni nagłym poruszeniem Papieża podczas modlitwy, a zaraz potem zdziwionym i przerażonym wyrazem jego twarzy. Ojciec Święty powiedział im, że w chwili, gdy zamierzał zakończyć modlitwę, usłyszał dwa głosy – jeden łagodny, drugi szorstki i twardy. Szorstkim głosem szatan powiedział: – Mogę zniszczyć Twój Kościół! Pan Bóg zaś łagodnym głosem odrzekł: – Możesz? Uczyń więc to. Szatan: – Do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy. Pan: – Ile czasu? Ile władzy? Szatan: – Od 75 do 100 lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą. Na to Pan: – Masz czas, będziesz miał władzę. Rób z tym, co zechcesz.

 

Natychmiast po tym widzeniu Leon XIII zamknął się w swoim gabinecie i po pół godziny przywołał do siebie Sekretarza Kongregacji Rytów, któremu wręczył arkusz papieru z zapisanym na nim tekstem modlitwy. Polecił wysłać ją wszystkim biskupom ordynariuszom na świecie. Była to modlitwa – egzorcyzm do św. Michała Archanioła: Święty Michale Archaniele! Broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen. Przez dziesiątki lat po każdej Mszy św. kapłani mieli obowiązek odmawiać tę modlitwę i prosić jej słowami św. Michała Archanioła o pomoc w tej walce Kościoła z siłami ciemności.

Papież potępia modernizm

Ale ta walka nie ustała. Przeciwnie, zgodnie z wieloma zapowiedziami i proroctwami świętych, nasiliła się, a kryzys wiary w niegdyś chrześcijańskich narodach ciągle się pogłębiał. Jednak walka z Kościołem nie ograniczała się tylko do otwartej wojny i bezpośrednich prześladowań, które często miały charakter krwawy, jak miało to miejsce m.in. w Meksyku na początku XX wieku. Wrogowie Kościoła coraz częściej próbowali zniszczyć go od środka przez propagowanie różnego rodzaju błędów, które miały prowadzić wiernych na manowce herezji, niszczyć dyscyplinę wewnątrz duchowieństwa i wreszcie uderzać w autorytet papiestwa i papieży. Jednak dzięki opiece Bożej i światłu Ducha Świętego, Kościół zbudowany na skale Piotrowej potrafił się obronić i ustami papieży demaskować przebiegłość wrogów. Tak było, kiedy nad Owczarnią Chrystusową zawisły czarne chmury błędów modernizmu, które wydawało się sprowadzą wiele dusz na drogę odstępstwa od prawdziwej wiary. Wówczas nastał wielki pontyfikat św. Piusa X, który zdemaskował intrygi wewnętrznych wrogów i na pewien czas powstrzymał ich ekspansję. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież Kościół na przestrzeni wieków zawsze musiał zwalczać i prostować jakieś błędy czy herezje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo tak krystalizowała się jego doktryna. Rzeczywiście tak było. Jednak herezja modernizmu, która przybierała już formę zorganizowanego ruchu wewnątrzkościelnego, okazała się tak niebezpieczną, że św. Pius X nazwał ją syntezą wszystkich herezji i wydał potępiającą ją encyklikę Pascendi dominici gregis. Święty Papież stwierdza w niej: Wyznać musimy, że szczególniej w ostatnich czasach wzrosła liczba takich nieprzyjaciół krzyża Chrystusowego, którzy za pomocą nowych a podstępnych środków usiłują paraliżować ożywcze działanie Kościoła, a nawet, gdyby się udało, doszczętnie wywrócić samo nawet królestwo Chrystusowe. (…) Zwlekać nam dłużej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczność, iż zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Otwarte potępienie przez Papieża modernizmu i jego propagatorów powstrzymało ich wówczas od opanowywania Kościoła. Wielu jednak z nich od tamtego czasu przeszło do konspiracji, znajdując uczniów i naśladowców w kolejnych pokoleniach aż do dzisiaj.

 

Papież Pius XI odpowiadając na postępujący proces zeświecczenia społeczeństw i próby wyrugowania religii katolickiej ze sfery życia publicznego i politycznego, przypomniał światu odwieczne nauczanie Kościoła dotyczące społecznego panowania Chrystusa Króla. Uczynił to przez encyklikę Quas primas, którą wprowadził święto Chrystusa Króla. W encyklice Papież napominał: Jeżeli więc teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa – Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwo ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych, tzw. laicyzm, jego błędy i niecne usiłowania; wiadomo Wam zaś, Czcigodni Bracia, że zbrodnia ta nie naraz dojrzała, lecz już od dawna ukrywała się w duszy społeczeństwa. Zaczęło się bowiem od tego, że przeczono panowaniu Chrystusa Pana nad wszystkimi narodami; odmawiano Kościołowi władzy nauczania ludzi, wydawania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od Chrystusa Pana, aby prowadził ludzi do szczęścia wiekuistego. I wtedy to zaczęto powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi religiami fałszywymi i stawiać ją bezczelnie w tym samym rzędzie (…) A nie brakło i państw, które sądziły, że mogą się obejść bez Boga i że ich religia to – bezbożność i lekceważenie Boga.

Diagnozę Piusa XI – mówiącego o zarazie zeświecczenia jako zbrodni, która od dawna w ukryciu rozwijała się w duszy społeczeństwa – kontynuuował jego następca, Pius XII opisujący całą taktykę działania subtelnego i tajemniczego wroga Kościoła: Można go znaleźć wszędzie i wśród wszystkich; potrafi być gwałtowny i przebiegły. Przez ostatnie stulecia usiłował dokonać intelektualnego, moralnego i społecznego rozkładu jedności w Mistycznym Ciele Chrystusa. Pragnął natury bez łaski, rozumu bez wiary, wolności bez władzy, a czasami władzy bez wolności. Jest to „wróg”, który coraz bardziej się ujawnia, nie mając jakichkolwiek skrupułów: Chrystus tak, Kościół nie; następnie Bóg tak, Chrystus nie; a w końcu bezbożny okrzyk: Bóg umarł, a nawet, Bóg nigdy nie istniał! A oto teraz próba budowania struktury świata na fundamentach, których nie wahamy się wskazać jako głównych przyczyn zagrożenia, jakie zawisło nad ludzkością: gospodarka bez Boga, prawo bez Boga, polityka bez Boga.

jan paweł II fatimaPomoc Maryi: zapowiedź kary i zwycięstwa


W obliczu tego bezbożnego procesu Pan nasz i Zbawiciel Jezus Chrystus nie pozostawił swego Kościoła na pastwę jego wrogów, ale poprzez kolejne znaki i wydarzenia, również te o nadprzyrodzonym charakterze, wskazywał drogi ratunku. Posyłał też wielokrotnie swoją ukochaną Matkę, aby wzywała krnąbrne dzieci do nawrócenia i przestrzegła przed mającymi nadejść karami, jeśli świat Jej nie posłucha. I tak Maryja przychodziła na rue de Bac w Paryżu (w 1830 roku), do La Salette (1846), Lourdes (1858), Fatimy (1917) i całkiem niedawno do japońskiej Akita (1973). Za każdym razem piętnowała grzechy zarówno te panoszące się w życiu prywatnym, jak i te publiczne, które próbują odebrać władzę Jej oraz Jej Syna nad całymi narodami. Bardzo wyraźnie mówiła też o atakach na Kościół oraz o jego wrogach zarówno tych zewnętrznych, jak i tych, którzy są wewnątrz i jako niewierni słudzy zdradzają Zbawiciela, zadając mu największe rany i ból. Za pośrednictwem św. Katarzyny Labouré w Paryżu przekazała światu Cudowny Medalik jako ratunek i broń przeciwko złemu duchowi. W La Salette płakała nad stanem Kościoła i straszliwymi grzechami popełnianymi przez jego sługi. W Lourdes potwierdziła niejako autorytet i władzę Papieża, kiedy wkrótce po ogłoszeniu przez bł. Piusa IX dogmatu o Jej Niepokalanym Poczęciu ukazała się mówiąc o sobie Ja jestem Niepokalane Poczęcie. W Fatimie zapowiedziała straszliwe kary, jakie spadną na cały świat, jeśli ludzie się nie nawrócą, i wreszcie zapowiedziała czas triumfu Jej Niepokalanego Serca. W Akita opisała tragiczny stan spustoszonej winnicy Pańskiej, grzechy ludzi Kościoła i raz jeszcze ostrzegła przed nieuniknionym nadejściem straszliwych kar dla pogrążonej w grzechach ludzkości.

Prorokom zdrowego rozsądku pod rozwagę


Tak zwani prorocy zdrowego rozsądku mogliby zarzucić nam propagowanie czarnowidztwa i pesymizm w patrzeniu na współczesny świat oraz wyolbrzymianie faktów związanych z kryzysem, jaki ich zdaniem w ogóle nie dotyka Kościoła. Zapewne przy tej okazji powołaliby się na swoistą interpretację Soboru Watykańskiego II, który zachęcał do większego otwarcia na świat i domagaliby się w ogóle „więcej radości”. Może ten i ów dla skrytykowania takiej wizji użyłby nawet określenia tzw. papieży soborowych, aby wskazać, że od czasów Vaticanum II namiestnicy Chrystusowi nawołują do większego optymizmu. Tym wszystkim „mentorom radości ponad wszystko” warto pod rozwagę przywołać słowa ostatnich papieży właśnie. W 1968 roku w jednym ze swoich przemówień Papież Paweł VI stwierdził: – Kościół znajduje się w okresie niepokoju. Niektórzy dokonują samokrytyki, można by nawet powiedzieć – samozniszczenia. Mamy do czynienia z czymś w rodzaju ostrego i złożonego zaburzenia wewnętrznego, którego po soborze nikt się nie spodziewał.(…) Kościół raniony jest również przez tych, którzy stanowią jego część. Ojciec Święty powrócił do tego tematu podczas swego przemówienia z okazji dziewiątej rocznicy koronacji papieskiej mówiąc, że odnosi wrażenie jakby dym szatana wśliznął się do Świątyni Boga przez jakąś szczelinę, a dokładnie – przez okna, które powinny być otwarte na światło. Myśleliśmy, że po soborze rozpoczną się słoneczne dni w historii Kościoła. A zamiast tego nadszedł dzień pochmurny, burzliwy i ciemny, pełen pytań i niepewności.

 

Myliłby się również ten, kto by sądził, że bł. Jan Paweł II daleki był od takiej diagnozy sytuacji, jaką stawiali nie raz jego poprzednicy i nie dostrzegał kryzysu wiary. – Trzeba być realistą i uznać z głębokim i bolesnym odczuciem, że duża część dzisiejszych chrześcijan czuje się zagubiona, zmieszana, zakłopotana, a nawet rozczarowana: idee sprzeciwiające się objawionej i niezmiennej Prawdzie rozprzestrzeniają się szeroko i daleko; otwarte herezje w dziedzinie dogmatów i moralności zostały rozpowszechnione wywołując zwątpienie, zamęt i bunt; nawet liturgia została zmieniona. Zanurzeni w intelektualnym i moralnym «relatywizmie» a przez to w permisywizmie, chrześcijanie są kuszeni przez ateizm, agnostycyzm, moralnie nieokreślony iluminizm, chrześcijaństwo socjologiczne bez zdefiniowanych dogmatów i obiektywnej moralności – stwierdzał Ojciec Święty w przemówieniu z 6 lutego 1981 r. opublikowanym przez „L’Osservatore Romano” następnego dnia po tym wystąpieniu.

Raport o stanie wiary

Kardynał Ratzinger jeszcze jako Prefekt Kongregacji Nauki Wiary w książce Raport o stanie wiary również nie pozostawiał złudzeń: Bezsprzecznie ostatnie dwudziestolecie było dla Kościoła katolickiego niefortunne. Skutki tego, co nastąpiło po soborze, są przeciwne oczekiwaniom wszystkich, także oczekiwaniom papieży Jana XXIII i Pawła VI. Chrześcijanie na nowo są w mniejszości i to bardziej jeszcze, niż byli u schyłku starożytności. (…) Papieże i Ojcowie Soborowi oczekiwali nowego zjednoczenia katolików, a tymczasem nastąpiła taka niezgoda, że wydaje się – używając słów Pawła VI – iż «autokrytyka przerodziła się w autodestrukcję». Oczekiwano przypływu entuzjazmu, a tymczasem nastąpił dojmujący upadek ducha i zniechęcenie. Oczekiwano skoku w przód, a tymczasem nastąpiła dekadencja spod znaku rzekomego «ducha soboru», natomiast jego prawdziwy duch został w ten sposób zdyskredytowany. (…) Stawiam diagnozę, iż chodzi tu o prawdziwy kryzys, który można leczyć i wyleczyć. Podczas pielgrzymki do Fatimy, już jako Ojciec Święty, Benedykt XVI przypomniał wizję cierpienia Kościoła zawartą w III części tajemnicy fatimskiej. Podkreślił też, że objawienia w Fatimie mówią m.in. o atakach na Papieża i Kościół, zarówno tych z zewnątrz, jak i pochodzących od ludzi Kościoła, którzy swoimi grzechami przysparzają Mistycznemu Ciału Chrystusa dodatkowych cierpień. To od zawsze było wiadome, ale dzisiaj widzimy to w naprawdę przerażający sposób. Największy ciężar na Kościół nie spada od wrogów zewnętrznych, ale zrodził się z grzechu wewnątrz Kościoła – stwierdził Ojciec Święty.

Warto wreszcie przypomnieć także to wstrząsające rozważanie kard. Josepha Ratzingera i jego modlitwę w trakcie Drogi Krzyżowej w Koloseum, w pamiętny Wielki Piątek 2005 roku, na kilka dni przed odejściem do wieczności bł. Jana Pawła II. Rozważając dziewiątą stację, kardynał prefekt modlił się: Co mówi nam trzeci upadek Jezusa pod ciężarem krzyża? Może nasuwać myśli o upadku wszystkich ludzi, o oddaleniu się od Chrystusa wielu chrześcijan, zdających się na sekularyzm bez Boga. Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym, ile Chrystus musi wycierpieć w swoim Kościele? Ileż razy nadużywa się sakramentu Jego obecności, jak często wchodzi On w puste i niegodziwe serca! Ileż razy czcimy samych siebie, nie biorąc Go nawet pod uwagę! Ileż razy Jego słowo jest wypaczane i nadużywane! Jak mało wiary jest w licznych teoriach, ileż pustych słów! Ile brudu jest w Kościele, i to właśnie wśród tych, którzy poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy i samouwielbienia! Jak mało cenimy sobie sakrament pojednania, w którym On czeka, by nas podźwignąć z upadków! To wszystko jest obecne w Jego męce. Zdrada uczniów, niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi jest z pewnością największym bólem, który przeszywa serce Zbawiciela. Nie pozostaje nam nic innego, jak z głębi duszy wołać do Niego Kyrie, eleison — Panie, ratuj! (por. Mt 8, 25). Panie, tak często Twój Kościół przypomina tonącą łódź. Łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła. Ale to my sami je zbrukaliśmy! To my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem: także w nim Adam ciągle na nowo upada. Naszym upadkiem powalamy Cię na ziemię. A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją, że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła, będziesz leżał na ziemi, pokonany. Ty jednak podniesiesz się. Podniosłeś się, zmartwychwstałeś i możesz podźwignąć także nas. Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół. Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich.

Z papieżem do zwycięstwa


W radosnym okresie Wielkanocnym, kiedy radujemy się zwycięstwem naszego Pana nad śmiercią, piekłem i szatanem, nad wszelkimi spiskami i knowaniami Jego wrogów, z entuzjazmem zwracamy się do nowego Papieża – Wikariusza Chrystusowego Franciszka i zapewniamy go o naszej synowskiej wierności w tej walce przeciwko wrogom naszego zbawienia i wrogom cywilizacji chrześcijańskiej. Prosimy Cię Ojcze Święty, prowadź nas aż do triumfalnego zwycięstwa, o którym zapewniła nas sama Matka Boża w Fatimie! Niech słowa ukrzyżowanego Pana Jezusa z kościoła San Damiano: Franciszku, idź odbuduj Mój Kościół, gdyż popada w ruinę!, skierowane do świętego z Asyżu, staną się drogowskazem naszego Papieża na drodze do odbudowy Kościoła i całej cywilizacji chrześcijańskiej.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa