Temat numeru
 
Dialog dwóch pasterzy
Valdis Grinsteins

Dawid i Izaak byli dwoma pastuszkami owiec. Kiedy mieli po 13 lat, pozwolono im już przebywać z dorosłymi na ceremoniach religijnych, więc pewnej bardzo mroźnej zimowej nocy rozmawiali między sobą o tym, co usłyszeli od dyskutujących rabinów z Betlejem, wioski, w której mieszkali.

Rabini twierdzili, że nadszedł już czas wskazywany przez proroka Daniela jako czas przybycia Mesjasza. I wtedy na niebie Izraela pojawiła się bardzo jasna gwiazda.

Czy ta jedna rzecz miała coś wspólnego z drugą? Obu pastuszkom wydawało się, że tak, ponieważ – jak rozumowali – jeśli Bóg jest Panem nieba, to jest czymś normalnym, że umieszcza tam, w górze, znak swojego nadejścia. Niemniej jednak nie zgadzali się zupełnie co do tego, jaki powinien być obiecany Mesjasz.

– Mesjasz musi być potężnym Królem, który zstąpi z Nieba na chmurze ognia i samym swoim spojrzeniem sprawi, że Rzymianie rzucą się do ucieczki –
mówił Izaak.

– Tego nie jestem pewien
– odpowiedział Dawid. – Wydaje mi się, że nasz Bóg nie może być jak bogowie pogan ziejący ogniem z ust.

– Więc czego chcesz? Słabego Boga? Nie! To musi być kolos. Z Nim pokonamy Rzymian i umieścimy jednego z naszych na tronie Cezara.

– Nie mówię, że Bóg ma być słaby
– odpowiedział Dawid. – W końcu Bóg jest wszechmogący. Ale nie wydaje mi się, aby Mesjasz był wysłannikiem politycznym, mającym za zadanie obalać ziemskie imperia.

– Nie, nie, nie! Musi być Bogiem wzbudzającym strach u wszystkich, który będzie prowadzić nas od zwycięstwa do zwycięstwa
– naciskał Izaak.

– Ale przecież Mesjasz przybywa, aby naprawić grzech Adama i otworzyć nam bramy Raju, więc co to ma wspólnego z imperium rzymskim?

Po odpowiedzi Dawida zapadła długa cisza… Zawsze tak było, ponieważ obaj pastuszkowie czasu mieli aż nadto. Nie spali, ponieważ Cezar zarządził spis ludności i drogami, w obie strony, wędrowały tłumy ludzi. A złodzieje starali się oczywiście wykorzystać ten ruch na drogach, aby przywłaszczyć sobie owcę i zjeść ją po kryjomu. Dlatego pasterze czuwali owinięci w swoje skóry i prowadzili dialog przerywany ciszą potrzebną na przemyślenia.

– Według mnie Mesjasz przybędzie na ogromnym białym koniu, w zbroi z litego złota, z ognistym mieczem w dłoni –
znów upierał się Izaak.

– Ale skoro Mesjasz będzie tak potężny, to dlaczego prorok Daniel mówi, że po 72 tygodniach zostanie zgładzony?

Znów zapadła cisza, podczas której obaj obserwowali padający śnieg. To była wyjątkowo mroźna zima. Najlepiej byłoby przebywać gdzieś pod dachem. Ale ponieważ tak wiele osób przybyło do Betlejem, nie było miejsca dla nikogo, chyba że miało się… pieniądze. Tak! Pieniądze otwierały wszystkie drzwi.

– Wiesz? Wydaje mi się, że Mesjasz powinien być wzorem –
powiedział Dawid.

– Wzorem czego?

– Wszelkiego dobra. Kimś, kto nauczy nas być dobrymi dla siebie nawzajem, przestrzegać przykazań, myśleć o Niebie…

– Tak. I pewnie pozostawi Rzymian przy władzy… Nie! Przede wszystkim Mesjasz musi być wojownikiem!
– krzyknął Izaak.

– Nie sądzę
– odpowiedział Dawid. – Ponieważ religia jest czymś wewnętrznym, jest naszym związkiem z Bogiem. Mesjasz nie może być politykiem zajmującym się rzeczami zewnętrznymi, ale kimś, kto przede wszystkim nauczy nas, jak doskonalić się wewnętrznie.

– A ja słyszałem od rabina faryzejskiego, że Mesjasz będzie przestrzegać 172 zasad dotyczących jedzenia, 65 zasad dotyczących picia, 87 zasad dotyczących mycia się i 231 zasad dotyczących odmawiania modlitw w miejscach publicznych!

– I czemu służy przestrzeganie tylu zasad zewnętrznych, jeśli oni są później tak przepełnieni dumą, że nie możesz zapytać ich o nic, bo nawet cię nie słyszą? Nie sądzę, aby rabini faryzejscy mieli rację –
powiedział Dawid.

Znów zapadła długa cisza. Izaak nic nie odpowiadał, bo wiedział, że prawdą jest, iż faryzeusze zajmowali się jedynie przestrzeganiem pozorów religii, pełnych wszelkiego rodzaju zasad. Ale nie było w tym praktykowania cnoty. Jednak Izaak pragnął Mesjasza, którego zazdrościłyby im inne narody, bałyby się Go i nie pozostawałoby im nic innego, jak uznać wyższość Izraela.

– Szaty Mesjasza będą ze złota. Jego miecz też będzie złoty i tak mocny, że wystarczy, że oprze go na kamieniu, aby przeciąć go na pół
– znów upierał się Izaak.

– A więc Mesjasz urodzi się w bogatej rodzinie?
– zapytał Dawid.

– Oczywiście!
– odparł z przekonaniem Izaak. – Biedny Mesjasz, niemający nawet pieniędzy, aby kupić sobie miecz, nie przekona nikogo. Musi mieć dużo pieniędzy, być z nich dumny i wykorzystać je do uzbrojenia wojska!

– Powiedz mi, czy pokora jest cnotą?

– Oczywiście.

– Więc Mesjasz powinien mieć w sobie pokorę, prawda?

Izaak, który nie był głupcem, już wiedział, do czego zdąża ta rozmowa, więc zmieniając nieco temat, powiedział:

– Przede wszystkim Mesjasz musi nauczyć pokory naszych wrogów. Sprawić, że pochylą głowy przed wojskami Izraela!

– A więc Mesjasz odetnie głowy połowie świata? Nie sądzę, aby przez to ludzie stali się lepsi. Przecież pierwsze przykazanie Prawa Bożego to kochać Boga ponad wszystko, a nie bać się Go ponad wszystko…

– Dawidzie, więc jakiego ty chcesz Mesjasza? Takiego, który będzie wybaczał wszystkim?
– zapytał rozgorączkowany Izaak.

– Już ci powiedziałem. Chciałbym Kogoś, kto byłby wzorem cnót. Kogoś, kto będzie przebaczał, kiedy trzeba przebaczyć, karcił, kiedy trzeba skarcić, zawsze nauczał, dużo się modlił, nie szukał ani pieniędzy, ani przemijającej władzy, bo te kończą się wraz ze śmiercią. Tego właśnie oczekuję, bo właśnie w ten sposób możemy wrócić do Raju.

Zapadła długa cisza… Izaak liczył owce, aby sprawdzić, czy są wszystkie. Dawid poszedł poszukać drewna, aby dorzucić je do ogniska. W oddali ujrzeli grupę pasterzy, którzy zbliżali się do nich powoli.

– Stanowczo nie dojdziemy do porozumienia
– powiedział Izaak. – Dla mnie Mesjasz musi być przede wszystkim potężny, silny, bogaty, napawający strachem, miażdżący wroga. Pokora? Oczywiście. Musimy być pokorni, kiedy On przekaże nam sprawowanie urzędu lub dowodzenie wojskiem. Ale Mesjasz musi sprawić, że Izrael będzie ponad całym światem.

– I znów chcesz Mesjasza zajmującego się sprawami zewnętrznymi, jak chcą tego faryzeusze. A przecież najważniejsze jest to, co jest wewnątrz, co dzieje się w twojej duszy, twój związek z Bogiem –
odpowiedział Dawid.

– Dobrze, zróbmy zakład
– zaproponował Izaak. – Jeśli Mesjasz przybędzie wspaniale ubrany, ze złotym mieczem, na białym koniu, w otoczeniu potężnych żołnierzy i nakaże Rzymianom, aby natychmiast wracali do swego kraju, ty nadal będziesz pilnować owiec przez całą noc, a ja będę mógł pójść spać spokojnie. Jeśli jednak przybędzie w inny sposób, z tą pokorą, o której tyle mówisz, to ja będę pilnować owiec, a ty pójdziesz spokojnie spać.

– Dobrze. Układ zawarty.

Po tych słowach zaczęli spędzać stado i ruszyli w drogę wraz z innymi pasterzami, patrząc w ciszy na padający śnieg i obserwując gwiazdę, która świeciła bardzo mocno na niebie…

I wtedy nagle otoczyła ich ogromna światłość, tak że bardzo się przestraszyli. I zobaczyli anioła, który powiedział do nich: – Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam wielką radość. Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie.

Wtedy aniołowie zaczęli śpiewać: – Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.

A gdy odeszli, pasterze mówili nawzajem do siebie: – Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło. Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie.

Wszyscy byli szczęśliwi, ale najszczęśliwszy był pastuszek Dawid. Wiedział bowiem, że narodził się Mesjasz, który będzie wzorem cnót dla wszystkich ludzi.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Św. Hiacynta Marto 1910-1920
Sto lat temu, 20 lutego 1920 roku odeszła do wieczności Hiacynta Marto. Święte dziecko. Jedno z trojga, którym w Fatimie dane było ujrzeć Matkę Bożą. Hiacynta była tą, która widziała i słyszała Maryję.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostolat zmienia życie na lepsze
Marcin Austyn

– Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga! Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi Teresa Majerowska, Apostoł Fatimy. Właśnie taka postawa przynosi efekty, a najcenniejszym owocem jest wzrost duchowy. Pozostawanie w Apostolacie z pewnością w tym pomaga.

 

Pani Danuta Janas jest w Apostolacie Fatimy niemal od samego początku. – Jestem bardzo zadowolona z rzeczy, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. To różne broszury, zawsze bardzo ciekawe „Przymierze z Maryją”, różaniec, figurka Matki Bożej. Chętnie sięgam po te materiały, są one dla mnie bardzo pomocne – mówi.

 

Nowe, lepsze życie

 

Jak wspomina, kiedy dwa lata temu zmarł jej mąż, w przeżyciu tego trudnego czasu pomogły jej lektura duchowa oraz modlitwa. Pani Danuta wcześniej nie miała okazji spotkać się z innymi Apostołami. Udało się to jednak podczas pielgrzymki do Fatimy, którą do dziś wspomina bardzo dobrze. – Czułam się tam bardzo dobrze i do tej pory czuję tę obecność Matki Bożej. Ta pielgrzymka jakby tchnęła we mnie nowe, lepsze życie. Samo spotkanie z Maryją było dla mnie bardzo wyjątkowe. Wracam do tych chwil, oglądam zdjęcia i wspominam ten czas modlitwy – dodaje.

Apostolat Fatimy to także zadanie rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego. Pani Danuta jest osobą niepełnosprawną, zatem jak sama przyznaje, nie jest to łatwy obowiązek, ale – jak się okazuje – wykonalny! Każda bowiem „okazja towarzyska” – jak choćby wizyta u znajomych, daje możliwość podzielenia się np. obrazkiem z wizerunkiem Matki Bożej Salus Infirmorum, czyli Uzdrowienia Chorych. Taki podarek dla osoby borykającej się z problemami zdrowotnymi może okazać się bardzo cenny.

 

To coś wzniosłego!

 

Pani Elżbieta Piórkowska także wciąż jest pod wrażeniem pielgrzymki Apostołów do Fatimy. – Samo to miejsce ma już swój niepowtarzalny urok. Ono daje poczucie czegoś innego, wyjątkowego. Natomiast Droga Krzyżowa, w której uczestniczyliśmy, była dla mnie budującym duchowo przeżyciem – wspomina.

 

Pani Elżbieta jest w Apostolacie od około 10 lat. Jak mówi, dzięki temu otrzymuje bardzo dużo wiadomości dotyczących Kościoła czy wskazówek odnoszących się do życia duchowego. – To bardzo ciekawe publikacje dotyczące np. modlitwy, to informacje o świętych, opisy objawień Matki Bożej. Wcześniej nie sięgałam po tego typu lektury, teraz je otrzymuję dzięki temu, że jestem Apostołem. I są one bardzo pouczające – mówi. Jak dodaje, odnosi wrażenie, że będąc w Apostolacie, modląc się, zyskuje lepsze życie.

 

Także spotkanie z Apostołami daje poczucie wspólnoty. – Widać w tych ludziach coś wyjątkowego, czuć, że ważne jest dla nich życie duchowe, że ich oczy skierowane są ku świętości. Jest w tym coś wzniosłego. I to się czuje nie tylko na modlitwie, ale i w czasie wspólnych rozmów – dodaje.

Pani Elżbieta chętnie obdarowuje bliskich i znajomych Cudownymi Medalikami. Ten z pozoru drobny gest, jest pięknym świadectwem wiary. I co ważne, obdarowani potrafią go docenić: zachowują medalik, broszurę, a to daje nadzieję na wzbogacanie ich życia duchowego. – Gazety, broszury, jakie otrzymuję od Stowarzyszenia, czytam i przekazuję dalej – nie przetrzymuję ich, ale też ich nie wyrzucam. Kiedyś zostawiałam je w kościele i szybko się rozchodziły. Cieszę się, że mogły komuś jeszcze pomóc – podkreśla.

 

Konsekwencja i wytrwałość

 

Historię uczestnictwa w Apostolacie Fatimy Pani Teresy Majerowskiej można streścić w słowach „od książeczki do pielgrzymki”. Wszystko zaczęło się nieco ponad rok temu od zainteresowania się publikacją przygotowaną przez SKCh na temat Fatimy. Tak została Apostołem. – Bardzo cieszyłam się z przesłanej mi figurki Matki Bożej Fatimskiej. Mam ją w sypialni. Maryja jest ze mną w czasie modlitwy. Muszę powiedzieć, że moim marzeniem była pielgrzymka do Fatimy, nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się tam pojechać. Byłam tym bardzo zaskoczona i szczęśliwa. Szczególnie, że mąż mógł wybrać się ze mną. Dziś oboje wspominamy ten niezwykły czas wizyty u Fatimskiej Pani – dodaje.

 

Pani Teresa zauważa, że w Apostolacie istotna jest konsekwencja i wytrwałość. Jak dodaje, nie należy się zniechęcać, trzeba ufać Matce Bożej i wspomagać – choćby właśnie zadeklarowanym datkiem – dzieło rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego, które prowadzi Stowarzyszenie. – Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga. Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi. Bowiem jedynie taka postawa może przynieść dobre owoce.

 

Jak dodaje, trzeba też pamiętać, że z Apostolatem wiąże się mocne wsparcie duchowe. To comiesięczna Msza Święta sprawowana w intencji Apostołów oraz modlitwa sióstr zakonnych. – To wsparcie jest bardzo pomocne w naszym życiu. Otrzymujemy też wiele cennych publikacji pomagających w kształtowaniu naszego ducha, w pogłębianiu modlitwy, swojej wiary – mówi. Jak dodaje, Apostolat daje tę gwarancję dostawy nowych i cennych materiałów, publikacji. To bardzo ważne, bo nakłania do lektury, przypomina w krzątaninie życia, że trzeba też zadbać o swój duchowy rozwój. Z pewnością bez przynależności do Apostolatu Fatimy byłoby to o wiele trudniejsze.

 

Marcin Austyn

 

 

Przywileje Apostołów Fatimy

 

1.
Codzienna modlitwa sióstr zakonnych w intencjach Apostołów Fatimy.

2.
13. dnia każdego miesiąca odprawiana jest w intencjach Apostołów Msza Święta.

3.
Każdy członek Apostolatu otrzymuje specjalny dyplom oraz naklejki z Matką Bożą Fatimską.

4.
W trzecim miesiącu członkostwa Apostoł otrzymuje kolorowy wizerunek Fatimskiej Pani.

5.
Każdy członek Apostolatu Fatimy dostaje dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”.

6.
Po sześciu miesiącach aktywności przesyłamy Apostołom figurkę Matki Bożej Fatimskiej.

7.
Każda osoba, która wspiera Apostolat Fatimy comiesięcznym datkiem w wysokości 30 zł, otrzymuje dwumiesięcznik „Polonia Christiana”.

8.
Po jedenastu miesiącach członkostwa – odznakę Apostoła Fatimy.

9.
Po roku uczestnictwa każdy Apostoł Fatimy bierze udział w losowaniach kilkudniowej pielgrzymki do Fatimy – dwa razy w roku, w maju i październiku. Apostołowie z osobami towarzyszącymi (ok. 30 osób) wyjeżdżają z kapłanem do miejsc Objawień w Portugalii. Dotychczas pielgrzymowało z nami już ponad 800 osób.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Dziękuję za korespondencję i za wszelkie prezenty, jakie otrzymywałam od Państwa przez 20 lat. Szczególnie dziękuję za najnowsze wydanie „Przymierza z Maryją”. To jedyna ulubiona lektura, która mnie wzbogaca i jest bardzo dobrym lekarstwem na różne nieprzewidziane sytuacje. Jestem bardzo wdzięczna za modlitwy w moich intencjach i powierzanie mnie i moich bliskich opiece Matki Bożej Fatimskiej.

Ja, modląc się w intencjach Stowarzyszenia, proszę Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej o obfite łaski i błogosławieństwo Boże.

A teraz pragnę zapewnić, że mogą Państwo liczyć na moją życzliwość, szczerość, pomoc i współpracę – jest mi bardzo miło, że mogę z Wami współpracować.

Pragnę przełamać się z Wami opłatkiem, prosząc Nowonarodzonego Pana Jezusa o wszelkie łaski i błogosławieństwa oraz życząc Szczęśliwego Nowego Roku 2020.

Władysława

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Matka Jego!

Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją” w 2019 roku. Bardzo Was proszę o dalsze przysyłanie mi tego wspaniałego pisma. Jestem na rencie inwalidzkiej II grupy. W lutym 1980 roku miałem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym byłem sześć tygodni nieprzytomny. Miałem też wiele urazów. Lekarz, który mnie prowadził, mówił, że jeśli uda mi się przeżyć, to na pewno będę musiał jeździć na wózku inwalidzkim do końca moich dni. Tymczasem nie potrzebuję żadnego wózka – i co bardzo ważne – daję sobie dość dobrze radę ze wszystkim. W lutym 1992 roku ożeniłem się. Mam dwóch synów, którzy są już dorośli (jeden się ożenił). Zaraz po moim ślubie wystawiłem koło swojego domu kapliczkę Matce Bożej i w ciężkich sytuacjach, jakie mnie czasem spotykają, szybko biegnę przed kapliczkę i proszę Matkę Boża o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu. I zawsze problem po niedługim czasie się rozwiązuje bez większego wysiłku z mojej strony. Namacalnie odczuwam wtedy pomoc Matki Najświętszej. Szczęść Wam Panie Boże w całym 2020 roku!

Jan z Podkarpackiego

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za pamięć i troskę. Jeśli chodzi o obecność Maryi – zawsze była i jest bardzo ważna w moim życiu od najmłodszych lat. Uważam, że doświadczyłem w tym dosyć już długim życiu bardzo dużo dobrego ze strony Matki Bożej i Pana Jezusa. Dużo się modliłem i modlę w różnych sprawach i przy każdej okazji. Odmawiam prawie codziennie Koronkę w różnych intencjach. Dziesiątkę Różańca do Matki Bożej z Guadalupe. Zawsze w modlitwie tej polecam nienarodzone dzieci. Odmawiam też koronkę do św. Rity o rozwiązanie różnych trudnych problemów. I jakoś wszystko pozytywnie się rozwiązuje. Naprawdę codziennie odczuwam pomoc „z góry”. Z Bożą pomocą wszystko jest możliwe.

Zbigniew z Wielkopolskiego

 

 

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję za przepiękny kalendarz „366 dni z Maryją”, zawierający ważne treści na każdy dzień roku.

Jestem wychowanką katolickiej szkoły niepokalańskiej, której założycielką jest bł. matka Marcelina Darowska z trzema innymi siostrami. Szkołę założyły przy wszystkich swoich klasztorach niepokalanek, by kształcić przyszłe Polki – matki według hasła: „Żeby świat przemienić, trzeba zacząć od przemiany kobiety”. Żyję tym hasłem przez 85 lat. Wiadomo, że takich nauczycieli państwo zniewolone sobie nie życzyło. Zwalniali mnie z kierownictwa, przeszkadzano w budowie szkoły, a największym moim grzechem było to, że nie pozwoliłam na zdjęcie krzyża ze szkolnych ścian. W dodatku zaczęłam uczyć religii. Komuniści nie mogli się doczekać mojego przejścia na emeryturę. Ponaglali mnie, wreszcie po 44 latach odeszłam i szkołę zamknięto. W parafii założyłam Akcję Katolicką i prowadziłam ją przez 17 lat. Za to moje długie i owocne życie dziękuję Bogu. Wam dziękuję za działalność. I za dawane świadectwo. Zostańcie z Bogiem!

Z wyrazami szacunku

Cecylia

 

 

Szczęść Boże!

Na wstępie pragnę serdecznie podziękować za wszelkie przesyłki oraz za przesłane życzenia urodzinowe. Było to dla mnie miłe zaskoczenie, że pomimo ogromu obowiązków, jakie macie, i wielkiej pracy, jaką wykonujecie, by propagować wartości chrześcijańskie, pomyśleliście także o mnie. Czuję się tym zaszczycona. Proszę mi wierzyć – czuję się tak, jakby sam Pan Jezus przystanął przy mnie i powiedział, że jestem dla Niego ważna.

W moim życiu tak się złożyło, że zawsze uważałam, że na miłość, której tak bardzo pragnęłam, muszę zapracować.

Tak się złożyło, że moja Mama pod koniec wojny została zgwałcona przez żołnierza radzieckiego. Potem była w obozie na Syberii. Tam zachorowała na tyfus – opiekowała się nią wspaniała pani doktor, dzięki której pod koniec ciąży wróciła do Polski i tu się urodziłam.

Mama wyszła za mąż za człowieka, który tak jak umiał, zapewnił mi swoją miłość. Choć wychowałam się w kochającej rodzinie, ciągle mi czegoś brakowało, ciągle miałam jakieś wyrzuty sumienia (uważałam, że swoim przyjściem na świat zmarnowałam mojej Mamie życie, bo nie wyszła za mąż z miłości, a z rozsądku, by dać mi nazwisko mojego opiekuna ziemskiego i żeby nie musiała się rodzina martwić, że mnie im odbiorą).

Teraz analizując moje życie, na wszystko patrzę jednak inaczej. To Bóg stawiał na mojej drodze ludzi, którzy przekazywali mi swoją miłość – a ja zawsze analizowałam, czy robią to szczerze.

Cieszę się, że udało mi się podziękować za wszystko mojej Mamie, mojemu ziemskiemu opiekunowi i mojej rodzinie, która przyjęła mnie z miłością – a za mojego biologicznego ojca mogę się modlić.

Cieszę się również, że mogłam to wszystko „wyrzucić” ze swojego serca i teraz cieszyć się każdym dniem. I sprawił to Pan Jezus za Waszym pośrednictwem. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.

Z serdecznymi pozdrowieniami, pamiętająca w modlitwie

Janina z Pomorskiego