Problemy
 
Czarna legenda Inkwizycji
Ks. Marcin Kostka FSSP

Wielu naszych Czytelników nie może pogodzić się z pewnymi wydarzeniami w historii Kościoła, związanymi z działalnością Inkwizycji, z krucjatami czy ogólnie rzecz ujmując – z przemocą w Kościele… Czy słusznie? Dziś ks. Marcin Kostka podejmuje temat Inkwizycji.

Współczesny, zlaicyzowany świat uczynił ze Świętej Inkwizycji symbol masowego prześladowania, fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni autorzy każą nam widzieć w niej pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu. Jednak skonfrontowanie owej czarnej legendy z badaniami historyków – nawet tych dalekich od Kościoła – dowodzi czegoś innego.


Oczywiście, niektóre fakty z dziejów tej instytucji, zwłaszcza wyrwane z historycznego kontekstu, budzą zrozumiały odruch sprzeciwu. Kłamstwo czarnej legendy opiera się jednak na całkowitym przeinaczeniu historycznego tła i proporcji. W istocie bowiem, na tle ogólnie panujących ówczesnych obyczajów, Inkwizycja była najbardziej obiektywną instytucją swej epoki.


O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować, nie znając mentalności ludzi żyjących w czasach, w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. A potoczna wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez XVIII‑wiecznych antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na wyrwanych z szerszego kontekstu faktach, przeinaczanych i obudowywanych fantastycznymi hipotezami.


Tajna policja? Nie!

 

Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt kościelnej tajnej policji, dysponującej nieograniczonymi możliwościami co do więzienia, torturowania i mordowania wrogów Kościoła. W istocie zaś powołana została w chwili ogarniającego Europę kryzysu społecznego, aby położyć kres szerzącemu się bezprawiu.


Dla wielu osób sam fakt zwalczania przez Kościół herezji jest niejako pierwowzorem totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa człowieka.


W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty wiary zbiegał się z atakiem na króla lub pana feudalnego. Towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej. W formie sporów religijnych znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.

Trzeba naprawdę złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały. Jego reakcją na rozmaite błędy były z reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano się znaleźć rozwiązanie spornych kwestii.


Musimy pamiętać, że w wieku XII nad chrześcijańską Europą zawisło niebezpieczeństwo islamu. Prowadzona z nim walka i krucjaty oraz związana z tym spirala obustronnych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do wyniszczających wojen domowych. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu suwerenowi. Herezja stała się więc powszechnie nadużywanym orężem w przeróżnych konfliktach.


Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi, władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, było w tej sytuacji jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi. Nieprzypadkowo w dekrecie papieża Grzegorza IX, określającym zasady funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy, iż jednym z ich podstawowych celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.

Polowanie na czarownice

 

Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie wszystkich historycznych przeciwników Kościoła. Wrogowie katolicyzmu ukazywani są jako szlachetni idealiści, prześladowani za śmiałość myślenia przez żądny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej pozycji kler.


W taki krańcowo odbiegający od prawdy sposób przedstawia się np. sektę katarów (albigensów), głównego wroga Kościoła u zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna katarów zakładała generalne potępienie świata i ciała ludzkiego. Świat był bowiem według nich dziełem szatana, życie seksualne i prokreacja – zbrodnią, spędzanie płodu – uczynkiem zalecanym, a jedyną drogą ratunku dla grzeszników było „oczyszczenie” przez rytualną śmierć głodową. Sekciarze dopuszczali się na katolikach masowych morderstw, co kłóci się z legendą o nich, jako „niewinnych ofiarach”.


Innym przekłamaniem jest przypisywanie Kościołowi i Inkwizycji „polowań na czarownice”… To fakt, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary. Niejednokrotnie nawet zapadały w takich sprawach wyroki skazujące. Częściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych. W jednym z procesów w Hiszpanii trybunał inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia o czary mogło zostać uznane za herezję – co na długie lata zlikwidowało tam problem czarownic. Według szacunków amerykańskiego historyka, Briana B. Levacka, zawartych w książce „Polowanie na czarownice w Europie”: W wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.


Ustalić prawdę!

 

Inkwizycja działała zazwyczaj w atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku przed zbrodniczymi rewolucjami. Należy także pamiętać, że wielu inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć (jak np. św. Piotr z Werony) zarówno z rąk heretyckich powstańców, jak i z polecenia władców, dla których często byli oni przeszkodą.

Do dziś zachowały się zapiski niektórych inkwizytorów, których antykatolicka propaganda wykreowała na zbrodniarzy. Z owych zapisków wyzierają jednak sylwetki sprawiedliwych sędziów, dążących do ustalenia prawdy. W swoim podręczniku dla inkwizytorów dominikanin, Bernard Gui uczy, że inkwizytor powinien zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu… powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności… W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy.


Równie nie przystają do otaczającej autora legendy zachowane zapiski znienawidzonego Tomasza Torquemady. Zredagowane przez niego Instrukcje pełne są napomnień, aby sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników.


Także bliższe przyjrzenie się procedurom pracy trybunałów inkwizycyjnych w zestawieniu z czarną legendą wręcz szokuje.

W renesansowej Europie obowiązywało prawo magdeburskie, wyjątkowo okrutne, znające jeden jedyny dowód – przyznanie się oskarżonego do winy, i jeden jedyny sposób zdobycia tegoż dowodu – tortury.


Celem sędziów trybunału inkwizycyjnego było zaś przede wszystkim ustalenie prawdy. Stąd Inkwizycja przywróciła szereg instytucji nieznanych Europie od czasów antycznych oraz dodała nowe, przejęte później przez sądy świeckie i uważane dziś za nieodłączny warunek wolności i praw obywatelskich.

Oskarżony przed trybunałem inkwizycyjnym nie tylko mógł, ale na polecenie papieża Grzegorza IX musiał korzystać z usług obrońcy – zawodowego prawnika. Wyrok wydawał wprawdzie zawodowy sędzia, ale miał obowiązek konsultowania się z ławą przysięgłych, której członkowie wybierani byli spośród najbardziej szanowanych miejscowych obywateli. A ponadto oskarżonemu i jego obrońcy sąd miał obowiązek udostępnić wszystkie dowody winy wraz z podaniem nazwisk świadków, zeznających przeciwko oskarżonemu. W wypadku udowodnienia fałszywych oskarżeń groziły surowe kary.


Od połowy wieku XIII inkwizytorom wolno było posyłać skazańca na tortury, jednak instrukcje wyraźnie zabraniały uwzględniania wydobytego w ten sposób zeznania jako materiału dowodowego, stąd w praktyce nie korzystano z tej możliwości zbyt często. Zupełną nowością była przyjęta przez Inkwizycję zasada, iż człowiek niepoczytalny nie może być sądzony ani karany. Zabraniano także stosowania tortur ze względu na stan zdrowia.

Kary można było uniknąć zresztą także na wiele innych sposobów – np. poprzez amnestię. Co ważne – skazany jeszcze w ostatniej chwili przed egzekucją mógł publicznie ukorzyć się i uniknąć śmierci na stosie, którą to karę – jak wynika z badań historyków – stosowano rzadko.


Tło epoki

 

Wiedzę, którą na temat Inkwizycji dysponujemy, musimy przyrównać do tła epoki. Do rzezi, jakie w tym czasie urządzali katolikom Henryk VIII lub Cromwell. Do morderstw dokonywanych przez luteran i hugenotów, do praktyki ówczesnego prawa karnego. Tym bardziej, że przecież Inkwizycja w większości wypadków spełniła zadanie, dla którego ją powołano – ocaliła spójność i byt katolickich królestw, zapobiegła wielu rewolucjom, rzeziom, wojnom domowym i masowym zbrodniom.


Trudno też o jakiekolwiek porównanie działalności Inkwizycji ze zbrodniami Rewolucji Francuskiej, kiedy to tylko w ciągu dwóch lat (1792–1794) zamordowano 36 000 ludzi. Trudno znaleźć także jakiekolwiek proporcje pomiędzy działalnością Inkwizycji a krwawą pacyfikacją katolickiej Wandei, czy ze zbrodniami Komuny Paryskiej, nie mówiąc już o milionach ofiar komunizmu w XX wieku.


Mimo to nie słyszy się jakoś, aby komuś, kto odwołuje się do idei praw człowieka i obywatela, do wolności, równości i braterstwa, do sprawiedliwości społecznej albo republikanizmu, kazano wstydzić się i bić w piersi za miliony grobów, jakie po sobie te idee pozostawiły. Natomiast kilkuset skazanych przez Inkwizycję hiszpańską, w cudowny sposób pomnożonych do dziesiątek, a nawet już – niestety – setek tysięcy, jest bezustannie przywoływanych jako argument przeciwko katoli­cyzmowi.


Ten stan rzeczy tak długo będzie się utrzymywał, jak długo będziemy trwać w ignorancji na temat Inkwizycji. Przekazanie prawdy o tej instytucji pozostaje wielkim zadaniem zarówno dla współczesnych historyków Kościoła, jak i katolickich mediów.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Co nam chce powiedzieć św. Andrzej Bobola?
Mamy rok 2020. Minął wiek od Cudu nad Wisłą – zwycięskiej bitwy nad bolszewikami. Czy bohaterscy obrońcy naszej katolickiej Ojczyzny mogli przypuszczać, że 100 lat później Polska – ta, o której śnili podczas długiej nocy zaborów i która w końcu się urzeczywistniła – będzie miejscem bulwersującego eksperymentu pod nazwą LGBT+? Czy mogli przypuszczać, że ideowe prawnuki bolszewików będą hasać zuchwale po ulicach polskich miast z hasłem „tęczowej rewolucji” na ustach i sztandarach? I to wszystko przy poparciu mediów, a nawet niektórych tzw. postępowych katolików!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Walczmy o Bożą Sprawę!

Irena Maria Pregler to młoda kobieta, dla której religia katolicka jest podstawą w życiu codziennym. Z wykształcenia jest grafikiem. Spełnia się̨ w projektowaniu, edycji książek i ilustracji. Dąży do tego, aby połączyć́ dwie najważniejsze dla siebie rzeczy: wiarę w Trójjedynego Boga i miłość́ do Ojczyzny ze swoją pracą zawodową. Od kilku lat wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Apostołem Fatimy jest od 2018 roku. Specjalnie dla „Przymierza z Maryją” opowiada, czym jest dla niej nasza duchowa rodzina.

 

Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie mnie lepiej poznali i pokochali. Chce On ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy je przyjmą, obiecuję zbawienie. Dusze te będą tak drogie Bogu, jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron – te słowa Najświętszej Maryi Panny skierowane do Łucji 13 czerwca 1917 roku w Fatimie, zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Choć Matka Boża przemawiała do fatimskiej wizjonerki, to jednak w tych słowach zwraca się także do każdego z nas! Jest to prośba samego Boga, Jezusa Chrystusa. Zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną, jak mawiał św. Maksymilian Kolbe. Naszym obowiązkiem, jako dzieci Bożych, jest spełnić Bożą Wolę i walczyć o jak największą chwałę dla Maryi, miłość do naszej Matki i Królowej, a tym samym o nawrócenie grzeszników. A przez nabożeństwo Pierwszych Sobót miesiąca przyczynić się do zapowiadanego przez Nią triumfu Jej Niepokalanego Serca: Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje!

 

Chciejmy ukryć się w Jej Matczynym Sercu w tych trudnych czasach. Jak pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: Kto znalazł Maryję, a przez Maryję Jezusa i przez Jezusa Boga Ojca, to znalazł już wszelkie dobro. (…) Wszelką łaskę i wszystką przyjaźń z Bogiem, całą nieskazitelność w obliczu nieprzyjaciół Boga; wszelką prawdę przeciw kłamstwu; wszelkie zwycięstwo w obliczu trudów zbawienia; wszelką pogodę i radość w goryczach życia.

Przez Apostolat Fatimy głoszenie Orędzia Fatimskiego, kultu Niepokalanego Serca Maryi i miłości do naszej Matki Niebieskiej jest możliwe i szczególnie skuteczne. W tej walce dobra ze złem o dusze tych, co odwrócili się od Boga, stańmy po stronie naszej Królowej, o której św. Maksymilian Kolbe powiedział: Wszystkie herezje Samaś zniszczyła na całym świecie! Włączmy się jak najliczniej w to szlachetne dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, i walczmy o Bożą sprawę! Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza; daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim!

 

Opracował: Marcin Więckowski


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Przede wszystkim pragnę gorąco podziękować za troskę o mnie i o moich bliskich. Zapewniam o moim poparciu dla „Przymierza z Maryją”. Jestem też wdzięczny za wszelkie przesyłki od Was. Będę wspierał Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, bo jest to bardzo ważne i cenne dzieło, zwłaszcza w tym trudnym, pełnym zamętu, czasie.

Podjąłem właśnie decyzję, że zostanę Apostołem Fatimy. Jestem dumny z tego, że będę członkiem Apostolatu, w którym są tak oddane osoby, regularnie wspierające to Boże Dzieło. Błogosławię, wspieram modlitwąślę pozdrowienia.

Adam

                                                                           

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za troskę i modlitwę. Przepraszam, że ostatnimi czasy nie angażowałem się tak bardzo w działalność Apostolatu Fatimy. Długo musiałbym pisać o tym wszystkim, co zaszło ostatnio w moim życiu. Od dawna miałem problem z alkoholem, ale jakoś to – do czasu – kontrolowałem. Niestety, przed pięciu laty problem się nasilił. Nie wchodząc w szczegóły, skutek był taki, że straciłem dom, żonę i rodzinę. Miałem ogromne problemy w pracy, popadłem w spore tarapaty finansowe. Szukałem szczęścia za granicą, ale to nic nie dało.

Na szczęście dla mnie, nie odwróciłem się od Pana Boga i naszej Matki w Niebie, chociaż przeżyłem moment zwątpienia, a nawet buntu… Dobry Bóg okazał mi jednak Swoje Miłosierdzie, a Matka Boża Fatimska uprosiła dla mnie łaskę trzeźwości i normalnego życia. Obecnie mam już stałą pracę, a od dwóch lat nie piję alkoholu pod żadną postacią. Moje relacje z Bogiem są lepsze – dużo się modlę i rozmawiam z Panem Jezusem i Najświętszą Matką. Coraz bardziej przekonuję się, że jedynym sensem życia jest miłość i ufność względem Jezusa i Maryi. Pan Bóg jest najważniejszy!

Całym sercem popieram działalność Waszego Stowarzyszenia i wydawanie „Przymierza z Maryją”. Modlę się, aby dobry Bóg okazał nam wszystkim miłosierdzie, a Matka Boża opiekowała się nami. Będę się również starał, w miarę możliwości, wspierać finansowo działalność Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Dziękuję za wszystko i pozdrawiam serdecznie.

Henryk z Radomia

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo, Szanowni Czytelnicy „Przymierza z Maryją”!

Pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski zdrowia poprzez modlitwę Nowenną Pompejańską.

Mój syn zaraz po maturze wyjechał na drugi koniec świata, spełniając swoje marzenia o nauce i pracy za granicą. Po roku okazało się, że zachorował na poważną chorobę immunologiczną, na którą nie ma konkretnego lekarstwa. Było mu bardzo ciężko. Był sam – praca, nauka i podjęte leczenie, opierające się głównie na sterydach, które wyniszczały jego organizm.

Nie wiedziałam jak mu pomóc na odległość, a on nie chciał wracać do kraju. Dużo się modliłam w jego intencji. Przyjaciółka powiedziała mi o Nowennie Pompejańskiej. Zobaczyłam w tej modlitwie jedyną nadzieję. Bałam się, czy nie zawiodę Maryi, przerywając nowennę np. z braku czasu. Jednak – jak się okazuje – wszystko można pogodzić: i obowiązki codzienne, i modlitwę.

Wierzę, że mój syn dzięki modlitwie Nowenną Pompejańską trafił do właściwego lekarza, który go odpowiednio pokierował. Dziś syn czuje się dobrze, a leczenie ogranicza się do wizyt u lekarza raz w miesiącu.

W czasie odmawiania Nowenny Pompejańskiej widziałam, że co tydzień napływają od syna coraz lepsze wiadomości o stanie jego zdrowia. Do dziś modlę się codziennie, odmawiając Różaniec do Matki Bożej Pompejańskiej. Dziękuję Ci Maryjo z całego serca!

Pozdrawiam Was serdecznie

Lucyna ze Świętokrzyskiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowni Państwo

Z ogromną radością przyjąłem od Was książeczkęśw. Charbelu. W miejscowości, z której pochodzę, prowadzony jest Dom Modlitwy do św. Charbela, gdzie znajduje się jego relikwia oraz oleje przywiezione z Libanu przez ojca franciszkanina. W każdą niedzielę gromadzimy się – jako wspólnota – na modlitwie, wypraszając potrzebne łaski za wstawiennictwem św. Charbela.

Pragnę złożyć świadectwo uzdrowienia za wstawiennictwem tego wielkiego świętego…

W październiku 2019 roku nasz 16-letni syn nagle zachorował. Choroba miała bardzo dynamiczny przebieg: ból głowy, gorączka – temperatura wynosiła ponad 40 stopni, drgawki. Pierwsze dwie doby syn był leczony w miejscowym szpitalu, po czym został wypisany do domu. Po południu tego samego dnia jego stan zdrowia drastycznie się pogorszył, więc zawieźliśmy syna do innego specjalistycznego szpitala. Syn nie był już w stanie samodzielnie wysiąść z samochodu – prowadziliśmy go oboje.

Po przyjęciu do szpitala zostały przeprowadzone wszystkie niezbędne badania, łącznie z punkcją. Po zdiagnozowaniu choroby, pani doktor przekazała nam informację, że syn ma wirusowe zapalenie opon mózgowych i że przywieźliśmy go w ostatniej chwili. Rozpoczęła się walka o jego życie i powrót do zdrowia.

W szpitalnej kaplicy odprawiona została Msza Święta w jego intencji. Po Mszy kapłan przybył do izolatki, w której leżał syn. Wyspowiadał go i udzielił mu Komunii Świętej oraz zaopatrzył sakramentem namaszczenia chorych. Od osoby, która prowadzi Dom Modlitwy, otrzymaliśmy olej św. Charbela oraz nowennę do tego świętego o uzdrowienie.

Przez 9 dni codziennie odmawialiśmy wspólnie z synem tę nowennę, namaszczając go olejami św. Charbela.

Dziś składamy świadectwo, że za wstawiennictwem św. Charbela nasz syn powrócił do zdrowia. Bogu niech będą dzięki!

Pozdrawiam serdecznie

Wasz czytelnik Mariusz

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Przesyłam gorące podziękowania za całą korespondencję i prezenty, które od Was dostaję. Jest to dla mnie ogromne wsparcie duchowe, dające wiele radości. Materiałami, które otrzymuję, dzielę się w moich grupach modlitewnych. Niech Dobry Pan Bóg i Maryja pomagają Stowarzyszeniu w tym Dziele.

Halina z Lublina