Problemy
 
Bogactwo może być środkiem do zbawienia

O katolickiej nauce społecznej, najnowszej encyklice Fratelli tutti papieża Franciszka i o tym, co myślimy o przedsiębiorcach – z ks. dr. Jackiem Gniadkiem SVD, teologiem moralnym, rozmawia Paweł Kot.

 

 

Papież Franciszek wydał nową encyklikę Fratelli tutti – rozwiązaniem problemów społeczno-gospodarczych ma być według papieża powszechne braterstwo….

– Ale Kościół mówi to od 2000 tysięcy lat. Cały czas o tym mówimy i chcemy tym żyć. Dla mnie braterstwo jest pochodną wolności. Ono bez wolności się nie pojawi. Jeżeli będziemy na siłę zmuszać ludzi do życia w braterstwie, to jest to droga do totalitaryzmu.


Wiemy,
że granicą mojej wolności jest wolność drugiego człowieka. Ale czy da się tę granicę precyzyjnie wytyczyć?

– Bardzo prosto – Dekalog mówi wyraźnie: nie kradnij, nie zabijaj. Według św. Tomasza z Akwinu państwo ma stworzyć przestrzeń, w której będziemy mogli realizować swoje cele, a te cele są różne i – w ramach Dekalogu – jest ich nieskończona ilość. Trzeba jednak podkreślić, że ostatecznym naszym celem jest szczęście wieczne.


Jaka jest wizja ekonomii wed
ług Franciszka, jak on sobie wyobraża idealną gospodarkę?

– Powiem szczerze – nie wiem. Franciszek krytykuje świat, który widzi wokół siebie. Jest to zasada, którą Jan XXIII wprowadził do katolickiej nauki społecznej: widzieć, oceniać i działać. Problem polega na tym, że to nie jest takie proste. Można widzieć, ale mimo to można pewnych rzeczy nie dostrzec z punktu widzenia pewnej ideologii i wydaje mi się, że w katolickiej nauce społecznej jest dziś zbyt dużo ideologii.


Czy wobec tego katolicka nauka spo
łeczna zeszła na złą drogę?

– Katolicka nauka społeczna jest w swoich ogólnych założeniach trafna. Problem w tym, że obecnie bardzo często interpretujemy ją z perspektywy bardziej socjalistycznej. Dziś ekonomia, podobnie jak polityka, została odpersonalizowana. Mówi się o jakimś homo economicus, doskonałym człowieku ekonomicznym, który będzie alokował środki, w sposób, który da się opisać matematycznie. Natomiast są szkoły w ekonomii, jak np. szkoła austriacka, która krytykuje właśnie takie pojęcie człowieka ekonomicznego, a zwraca uwagę na ludzkie wybory i działanie. Prawdopodobnie Franciszkowi obce jest tego typu myślenie o ekonomii. Natomiast, tak jak większości ludzi, wydaje mu się, że jedyną właściwą szkołą jest keynesizm, czyli proponowanie daleko posuniętego państwowego interwencjonizmu.


Czego wi
ęc brakuje?

– W katolickiej nauce społecznej brakuje analizy moralnej poszczególnych systemów ekonomicznych. Na to zwracał uwagę Jan Paweł II, który w swoich encyklikach społecznych nawoływał dwukrotnie, aby wydziały katolickiej nauki społecznej zostały przeniesione z wydziałów nauk społecznych i stały się częścią teologii moralnej. Miejsce dla katolickiej nauki społecznej jest w teologii moralnej, ponieważ ekonomia to nauka o ludzkich wyborach, a to nie ma nic wspólnego z polityką – i nie powinno mieć, ponieważ wtedy gubimy się i zajmujemy się taką ekonomią polityczną, a nie analizujemy człowieka w działaniu.


Czy polityka a
ż tak zaciemnia obraz?

– Tak, popatrzymy na przykład na współczesny system pieniężny. Siódme przykazanie mówi nam, że nie wolno kraść. Ale przecież istnieje zjawisko inflacji, czyli dosypywanie innego kruszcu do złota i obniżanie siły nabywczej pieniądza. To było kiedyś uważane za grzech. Dzisiaj niektórzy politycy twierdzą, podobnie jak niektórzy ekonomiści, że inflacja jest dobrem, które napędza gospodarkę. A przecież to jest podstawowa rzecz, o której mówi też katolicka nauka społeczna: owoce pracy należą do człowieka, który je wyprodukował – nie można ich oddzielić od podmiotu, który je wypracował. A w dzisiejszym świecie tak właśnie jest, że pozbawia się nas owoców pracy w bardzo wyrafinowany sposób, jak na przykład poprzez inflację. Siła nabywcza pieniądza, tego papieru, które nam państwo drukuje, spada z czasem i tego jakoś nikt nie nazywa oszustwem czy wykorzystywaniem słabszego.


Jednak papie
ż we Fratelli tutti wskazuje, że prawo do własności prywatnej jest podrzędne wobec zasady powszechnego przeznaczenia dóbr…

– Papież mówi, że tradycja chrześcijańska nigdy nie uznawała prawa do własności prywatnej za absolutne i nienaruszalne. Tak rzeczywiście jest. Ale trzeba podkreślić, że powszechne przeznaczenie dóbr jest konsekwencją prawa własności. Św. Tomasz z Akwinu dochodzi do tej kwestii rozumowo – mówi, że prawo własności pomaga nam w uporządkowaniu tego świata. Daje nam ono ­gwarancję ­bezpieczeństwa, gwarancję wolności swobód obywatelskich. W ramach własności prywatnej mogę podejmować autonomiczne decyzje. Nawiązuję relację z Bogiem i Pan Bóg pozwala mi działać w ramach przestrzeni, którą sobie tworzę. Prawo do własności prywatnej nabywam przez swoją pracę. Owoce tej pracy stają się moją własnością i w sposób dobrowolny dzielę się nimi z innymi. Jeżeli zatrzymywałbym owoce pracy, to nie mógłbym ich pomnożyć. Mogę je pomnożyć tylko wtedy, gdy wchodzę w interakcje z innymi, czyli właśnie wtedy następuje uniwersalne przeznaczenie dóbr. Dla mnie wspólne przeznaczenie dóbr nie wyklucza własności prywatnej, a wręcz przeciwnie – zakłada. Własność prywatna jest zawsze nakierowana na wspólne przeznaczenie dóbr. Natomiast jest zawsze taka pokusa, żeby istniał jakiś jeden umysł, człowiek, który te dobra będzie rozdzielał – to takie myślenie w kategoriach redystrybucji.


Mo
że to dobry pomysł?

– Jest to utopia, ponieważ nie da się tego zrobić w przypadku milionów decyzji, jakie podejmują ludzie każdego dnia. Ludzie kierując się własnym sumieniem, osiągają własne cele, postępują racjonalnie i w sposób spontaniczny – co nie znaczy, że bezcelowo – realizują to dobro uniwersalne. Noblista z ekonomii, F. A. Hayek mówił o „zgubnej pysze rozumu”, mówił, że ludzie – na swoje nieszczęście – często myślą, że mogą wszystko kontrolować. Ale nie można zaprogramować społeczeństwa, żeby realizować jakiś projekt. W Polsce doświadczyliśmy takiego zgubnego myślenia w postaci komunizmu. Wydaje mi się, że nie mając takiego osobistego doświadczenia, papież uważa, że można to osiągnąć. Jest to jednak niemożliwe.


Papie
ż napisał też, że sam rynek nie rozwiązuje wszystkiego, chociaż czasami chcą, abyśmy uwierzyli w ten dogmat wiary neoliberalnej.

– Nikt nie mówi, że rynek rozwiązuje wszystko, bo rynek to są ludzie, a nie jakiś mechanizm. Liberałowie gospodarczy mówią o tym, że bez wzajemnego zaufania na rynku nie można niczego zrobić. A papież, podejrzewam, ma na myśli „kapitalizm kolesiów” – ludzi, którzy są na styku ekonomii i polityki, którzy wykorzystują politykę do tego, żeby uprawiać biznes. To jest to, co się Franciszkowi nie podoba – i mnie również. Tylko że papież nie nazywa tego interwencjonistycznego systemu trafnie: mówi, że jest to kapitalizm i że to kapitalizm należy zmienić. Ja uważam odwrotnie: problem jest – tylko należy go zmienić poprzez redukcję państwowego interwencjonizmu, tak aby nieuczciwi ludzie nie mieli możliwości wykorzystywania systemu gospodarczego dla swoich celów.


Czy przypadkiem nie jest tak,
że przedsiębiorcy nie znajdują zrozumienia u papieża Franciszka?

– Ja mam takie wrażenie. We Fratelli tutti Franciszek mówi o kapitalizmie, że to jest neoliberalizm i że to jest kiepska teoria. Mówi, że społeczeństwo trzeba budować na solidarności, na zaufaniu. A przecież to samo mówią liberałowie – oczywiście gospodarczy liberałowie, żeby tu nie mieszać terminów. Tylko mówią w inny sposób. Franciszek twierdzi, że rynek sam nie będzie działał i krytykuje liberałów, którzy według niego wierzą, iż rynek wszystko sam załatwi. Ale przecież liberałowie uważają, że dla funkcjonowania rynku konieczne jest zaufanie. Jak się idzie na jakieś szkolenia dla przedsiębiorców – to ciągle się o tym słyszy: Nie zbudujesz firmy, jeżeli nie będziesz bazował na zaufaniu wzajemnym. Jest jakiś fałszywy obraz ludzi przedsiębiorczych. Ja nie znam ludzi przedsiębiorczych, którzy by nadużywali alkoholu. Oni chcą mieć rodzinę, dom. Chcą mieć spokój – bo muszą mieć te warunki, żeby móc pracować.


Ale czy przypadkiem Franciszek nie krytykuje kogo
ś innego, o co innego mu chodzi?

– Ci, o których mówi Franciszek, to ludzie z pogranicza polityki i gospodarki, którzy wykorzystują swoją pozycję polityczną do tego, żeby robić nieczyste interesy, natomiast większość przedsiębiorców to są ludzie uczciwi. Oni wiedzą, że to im się opłaca, bo oni nie mają kontaktu z polityką i jeżeli tego zaufania sobie nie wyrobią u ludzi, to kto kupi ich towary czy usługi? Dlatego jestem za tym, żeby o ekonomii mówić na teologii moralnej i żeby mniej było w tym polityki. Zbyt dużo jest polityki u Franciszka. Rozwiązań globalnych – że państwa muszą coś zrobić. Ja uważam, że im mniej państwa, tym lepiej. Papież obrał sobie imię Franciszek, nawiązując do św. Franciszka z Asyżu. Ale przecież w czasach Franciszka z Asyżu żył święty Homobonus. To dwie fantastyczne postacie w Kościele. Św. Homobonus ma coś wspólnego ze św. Franciszkiem. Jeden i drugi jest synem bogatego kupca. Św. Franciszek rezygnuje z bogactwa, a św. Homobonus to bogactwo pomnaża i ze swoich pieniędzy buduje szkoły, szpitale, pomaga biednym. Umiera podczas Mszy Świętej i jest kanonizowany. Jest zapomnianym patronem przedsiębiorców. Mamy takie postacie w Kościele i nie korzystamy z ich wstwiennictwa. Pomagajmy innym! Jak najbardziej pomagajmy, tylko za swoje pieniądze, a nie za pieniądze podatników.


A czy w dzisiejszych czasach mamy
świętych przedsiębiorców?

– Jest z tym pewien problem, bo współczesny Kościół na piedestale umieszcza raczej ludzi, którzy rozdają dobra, a nie tych, którzy te dobra produkują. Widzimy to w praktyce duszpasterskiej – o ludziach bogatych myślimy tylko, jak jest „dziura w dachu” – wtedy zwracamy się do nich z prośbą o pomoc.

Na co dzień posługujemy się fałszywym stereotypem, że robienie czegoś dla zysku jest złe. A przecież przeciwieństwem zysku jest strata. Nikt nie robi niczego, żeby stracić. Ta fraza, żeby „nie robić niczego dla zysku”, powtarzana na kazaniach, spycha ludzi przedsiębiorczych na jakiś margines. To oni są marginalizowani w Kościele, a nie biedni. O biednych się ciągle mówi, biednym trzeba pomagać, natomiast przedsiębiorcy, którzy chcą pracować uczciwie, nie są w ogóle doceniani… Każdy jest przedsiębiorcą. Każdy chce pomnażać dobra. Bóg daje nam wolność. Bogactwo możemy wykorzystać na zabawę, dla przyjemności, a może stać się środkiem do zbawienia. W ten sposób powinniśmy pozytywnie mówić o zysku. A tego mi dziś w Kościele trochę brakuje.

Dziękuję za rozmowę.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Złóżmy hołd Królowej Polski!
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Łaska w Roku Jubileuszowym

Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.

 

– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.


– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami
– dodaje.

 

Zaczęło się od książki o Fatimie…


Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.


Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce –
mówi z przekonaniem.


Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.

 

Kurpie – ich kultura i zwyczaje


Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.


– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty.
Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.

 

Żona, matka, babcia


– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia –
opowiada pani Cecylia.


– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.


– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.


Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.


Oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.

Barbara z Pińczowa

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.

W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.

Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.

Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…

I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…

Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.

Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.

Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!

Z Panem Bogiem

Stanisław z Poznania

 

 

Szanowni Państwo!

Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!

Dariusz z Marcinowic

 

 

Szczęść Boże!

Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…

Z pozdrowieniami

Michał z Gdańska

 

 

Szanowna Redakcjo!

Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!

Stanisława z Rędzin

 

 

Szczęść Boże!

Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!

Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej

 

 

Szczęść Boże!

W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!

Roman z Kujawsko-Pomorskiego