
W ostatnich miesiącach ponownie mieliśmy do czynienia z szumem medialnym wokół tak zwanej „edukacji seksualnej”. Już samo określenie „edukacja seksualna” sugeruje, że seksualność należy traktować jako pewien samodzielny, niezależny od innych obszar działania człowieka, w którym powinien on osiągnąć określoną sprawność. Tymczasem wyłączenie sfery seksualnej z kontekstu rodziny i przekazywania życia jest po prostu głębokim zubożeniem i zakłamaniem tej dziedziny, i jako takie nie powinno być przekazywane dzieciom.
To bowiem rodzina jest najbardziej podstawową, a jednocześnie, jak wykazują badania, najbardziej efektywną komórką społeczną, w której mogą przyjść na świat i wychować się obywatele państwa, i jako taka powinna być przez państwo chroniona i promowana.
Rodzice, nie bójcie się rozmawiać z dziećmi!
Rodzina jest też najlepszym miejscem, w którym dzieci powinny nauczyć się czym jest miłość, rodzina, skąd biorą się dzieci i jak należy o rodzinę dbać. Ten przekaz – podobnie jak każdy przekaz związany z wychowaniem – powinien odbywać się w dwóch obszarach: przekazu słownego i przykładu życia. Żadnego z nich nie można zaniedbywać, jeden z nich nie może istnieć bez drugiego.
Najlepszym miejscem i relacją, w jakiej dziecko powinno dowiedzieć się, skąd wzięło się na świecie, jest relacja rodzinna. Do tego konieczna jest konkretna rozmowa rodzica z dzieckiem i nie jest to temat, w którym wyręczyć nas może jakakolwiek inna osoba lub instytucja. Może to mieć miejsce przy okazji pytań, które w naturalny sposób pojawiają się u dzieci, np. skąd wziął się dzidziuś w brzuszku mamy lub co to znaczy, że jakaś pani jest w ciąży.
Dlaczego tak ważne jest, aby ta wiedza była przekazywana w rodzinie? Bo tylko w ten sposób dziecko będzie kojarzyło później sferę seksualności z czymś pięknym, co przekazuje życie, co wiąże się z miłością. Dziecko lub młody człowiek, który dowiaduje się o początkach życia z innych źródeł – najczęściej oznacza to przekaz od rówieśników – często otrzymuje tę wiedzę w formie zwulgaryzowanej i wypaczonej, i taki obraz współżycia mężczyzny i kobiety zachowa na długie lata.
Kiedy i w jaki sposób powinno się przekazywać te informacje? Jak już wspomnieliśmy, w pierwszej kolejności warto wykorzystywać nadarzające się okazje do takiej rozmowy. Jeśli natomiast okazji nie będzie, trzeba po prostu taką rozmowę z dzieckiem przeprowadzić. Kiedy najpóźniej? Wydaje się, że rozsądne jest, aby zrobić to najpóźniej przed Pierwszą Komunią Świętą, tak aby dziecko przystępujące do tego sakramentu w pełni odróżniało prawdę od legend i bajek w najważniejszych obszarach swojego życia. Najlepiej, aby taką rozmowę przeprowadził tata z synem i mama z córką.
Jak rozmawiać?
Przede wszystkim w sposób naturalny, bez sztywnej atmosfery, używając języka zrozumiałego dla dziecka w danym wieku.
Jedną z istotnych zasad rozmawiania na temat seksualności z dziećmi jest odpowiadanie tylko bezpośrednio na pytanie postawione przez młodego człowieka. Jeśli na przykład dziecko pyta, skąd wzięło się na świecie, wystarczy odpowiedzieć, że z miłości mamy i taty. Jeżeli nasz potomek nie będzie zadawał następnych pytań, oznacza to, że taka odpowiedź na tym etapie go satysfakcjonuje. Jeśli dziecko będzie chciało wiedzieć więcej, zada kolejne pytania – my nie musimy tych pytań wyprzedzać. Warto jednocześnie pamiętać, że nigdy, jeśli komunikujemy się z dzieckiem, nie możemy kłamać. Możemy pewne rzeczy upraszczać, dostosowując je do wieku dziecka, ale nie możemy kłamać. Jeśli z kolei pytanie dotyczące tej sfery zostanie zadane w bardzo niestosownym miejscu lub sytuacji (np. w miejscu publicznym lub podczas uroczystej kolacji z rodziną), możemy powiedzieć, że udzielimy odpowiedzi na nie później, jednak trzeba pamiętać, aby naprawdę tej odpowiedzi później udzielić.
Miłość i wstydliwość
Tak jak już powiedzieliśmy, rozmawianie z dziećmi o seksualności jest tylko jednym z aspektów wychowania w tym obszarze. Drugim, równie ważnym lub nawet ważniejszym, jest dawanie osobistego przykładu. Najważniejszym przykładem w tej dziedzinie jest dla dziecka przykład miłości małżeńskiej rodziców. Daje on nie tylko bardzo silne poczucie bezpieczeństwa, ale jest wzorcem, według którego dziecko będzie budowało w przyszłości swoje dorosłe relacje. Dlatego niezmiernie istotne jest, aby widziało ono rodziców, którzy się przytulają, obdarzają pocałunkami, pomagają sobie wzajemnie, są dla siebie mili i uśmiechnięci. Nie oznacza to, że dziecko nie powinno widzieć żadnych trudnych sytuacji czy być świadkiem różnicy zdań między rodzicami. Nigdy nie powinniśmy kłócić się w obecności dzieci, ale jeśli mimo wszystko zdarzy nam się jakiś spór, którego one są świadkami, powinny również doświadczyć naszego wzajemnego przebaczenia. Wielką pomocą we właściwym wychowaniu do życia w rodzinie jest zapomniana dziś cnota wstydliwości. Wstydliwość pomaga człowiekowi odróżniać to, co intymne i chronić tę sferę przed innymi. Dlatego też dzieci nie powinny nigdy widzieć swoich rodziców roznegliżowanych. Rodzice powinni również dbać o to, aby dzieci – poza najmłodszymi – nie pokazywały się innym bez ubrania ani nie kąpały się razem.
Instytucje powinny wspierać rodziców
Fakt, że najważniejsze zadanie w wychowaniu do życia w rodzinie ma sama rodzina, nie oznacza, że inne instytucje, takie jak szkoła, Kościół, harcerstwo czy inne grupy rówieśnicze, nie odgrywają w nim żadnej roli. Trzeba tylko pamiętać o zasadzie pierwszeństwa rodziców w wychowaniu i spójności wychowawczej. Oznacza to, że do dziecka powinien ze wszystkich stron trafiać spójny przekaz dotyczący wartości, a jego kierunek powinni wyznaczać rodzice. Jeśli więc taki przekaz będzie spójny i zgodny z wartościami rodziny, inne instytucje mogą odgrywać bardzo istotną rolę pomocniczą.
Warto zauważyć, że cały układ kolejnych etapów edukacji – od przedszkola aż po szkoły zawodowe lub studia – jest zaplanowany w taki sposób, aby stopniowo przygotować młodego człowieka do dorosłego życia. Niezwykle istotnym elementem tego życia jest umiejętność współżycia w różnych grupach społecznych i budowania relacji, w tym tworzenie i utrzymywanie relacji rodzinnych. Dlatego też szkoła, której rodzice powierzają swoje dziecko na tak długi czas, nie może odżegnywać się od zadania przekazywania wartości, które pomogą przyszłym obywatelom jak najlepiej odnaleźć się w rzeczywistości rodzinnej.
Jeśli natomiast zdarza się, że szkoła nie tylko nie wspiera rodziny w przekazywaniu tych wartości, ale wręcz je podważa, ośmiesza czy też przekazuje wartości przeciwne, u dziecka powstaje zaburzony obraz świata, ze sprzecznymi komunikatami, płynącymi od dwóch bardzo ważnych dla niego autorytetów – rodziców i szkoły. Dlatego też szkoła najlepiej spełnia swoje zadanie, kiedy – na miarę swoich możliwości – współpracuje z rodzicami w celu kształtowania u dziecka spójnej, pozytywnej wizji rodziny, która pomoże mu lepiej funkcjonować w dorosłym życiu.
Kościół doskonale uzupełnia temat przekazywania życia o jego wymiar moralny, który pomaga odnajdować się w świecie, w którym istnieje ogromny chaos w tej dziedzinie. Inne środowiska, np. dobre środowiska rówieśnicze, mogą uzupełniać pozytywny przykład rodziców przykładem rówieśników, który z wiekiem staje się dla młodych ludzi coraz ważniejszy.
Właściwe i skuteczne wychowanie do życia w rodzinie jest możliwe także w dzisiejszych, dość zwariowanych pod wieloma względami czasach. Jednak pierwszorzędną rolę powinni w tym obszarze odgrywać rodzice, a inne instytucje i osoby powinny ich wspierać, zawsze szanując wyznawane przez rodziców wartości. *
Janusz Wardak
* Szersza wersja tego artykułu ukazała się w piśmie „Przyjaciel Rodziny” nr 1/2019. Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Janusz Wardak – od 24 lat szczęśliwy mąż i ojciec dziesięciorga dzieci w wieku od 3 do 22 lat. Jeden z założycieli Akademii Familijnej. Stały gość audycji „Wychowywać, ale jak?” w Radiu Warszawa. Były wicedyrektor szkoły dla chłopców „Żagle” Stowarzyszenia „Sternik”. Aktualnie mówca, trener i niezależny doradca edukacyjny.
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?
Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…
– Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.
W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego
Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. – W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.
Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”
– Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.
– Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.
Żyję dzięki temu, że wierzę
Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.
Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.
Oprac. Janusz Komenda
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.
Z Panem Bogiem!
Jolanta z Rybnika
Szanowni Państwo!
Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!
Franciszka z Gryfina
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!
Marek z Lublina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.
Z Panem Bogiem!
Danuta z Michałowa
Szczęść Boże!
Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.
Z Panem Bogiem!
Robert
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!
Wojciech z Grodziska Mazowieckiego
Szczęść Boże!
Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Rita i Ryszard
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!
Krystyna
Szczęść Boże!
Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.
Genowefa z Rzeszowa