
Św. Józef bywa dziś przedstawiany przede wszystkim jako wzór męskości: odpowiedzialny ojciec, pracowity rzemieślnik, człowiek czynu i milczenia. Jednak takie ujęcie – choć prawdziwe – jest niepełne. W samym sercu tajemnicy Józefa znajduje się bowiem przede wszystkim relacja do Kobiety, którą Bóg powierzył mu w sposób absolutny. To właśnie ta relacja sprawia, że św. Józef może – i powinien – być uznany za szczególnego patrona kobiet.
W całej historii zbawienia nie znajdziemy drugiego podobnego przypadku. Bóg powierzył Józefowi Maryję – noszącą w sobie Słowo Wcielone – całkowicie: Jej ciało, Jej tajemnicę, Jej reputację i Jej bezpieczeństwo. To najdalej idący akt zaufania wobec mężczyzny w dziejach świata. I Józef wyznaczonemu zadaniu sprostał.
Dla kobiet ten fakt ma znaczenie fundamentalne, bo św. Józef doskonale zna ciężar odpowiedzialności za kobietę i dzieci w rodzinie. Jest tym, który bierze na siebie w pełni konsekwencje ich losu. W świecie, w którym kobiety tak często doświadczają instrumentalizacji, porzucenia lub braku realnej ochrony, Józef powinien jawić się jako oczywisty patron bezpieczeństwa i godności kobiety.
Patron sytuacji trudnych
Maryja znalazła się w sytuacji po ludzku skrajnie trudnej, a nawet dramatycznej. Jej cudowne poczęcie Jezusa było niezrozumiałe nie tylko dla otoczenia, ale początkowo również dla samego Józefa. W realiach żydowskich I wieku nie była to kwestia „niewygodnej plotki” czy społecznego dyskomfortu. Było to realne zagrożenie życia. Prawo mojżeszowe przewidywało surowe konsekwencje…
W tym właśnie momencie objawia się duchowa wielkość naszego Bohatera. Ewangelia nie notuje ani jednego jego słowa. A jednak jego decyzja mówi wszystko. Józef – umocniony nocną wizją anielską – nie domaga się wyjaśnień, do których „miał prawo”. Wybiera drogę, która chroni Maryję – nawet jeśli oznacza to dla niego samotność, upokorzenie i niezrozumienie. Bierze ciężar sytuacji na siebie, osłania Najczystszą, strzeże życia Jej i Jezusa. Dlatego właśnie św. Józef staje się szczególnym patronem kobiet w sytuacjach trudnych: osamotnionych, niezrozumianych, niesprawiedliwie ocenianych, uwikłanych w okoliczności, których nie potrafią – albo nie mogą – wytłumaczyć światu.
Józef nie jest ojcem biologicznym, a jednak jest ojcem w pełni. To czyni go szczególnie bliskim kobietom, które z różnych powodów same wychowują dzieci, które niosą ciężar odpowiedzialności bez wsparcia, a także kobietom powołanym do macierzyństwa duchowego: siostrom zakonnym, nauczycielkom, wychowawczyniom. Józef pokazuje, że o wartości relacji nie decyduje biologia, lecz miłość i wierność.
Uzdrowienie relacji kobieta–mężczyzna
Współczesny kryzys relacji między kobietą a mężczyzną ma często bardzo osobisty i bolesny wymiar. Dla wielu kobiet jego źródłem nie są nieodpowiednie wpływy kulturowe, choć bywa to silny czynnik, lecz konkretne doświadczenia: trudna relacja z ojcem, jego nieobecność, chłód emocjonalny, przemoc, niestabilność albo brak ochrony wtedy, gdy była najbardziej potrzebna. U innych ranę tworzą powtarzające się niepowodzenia w relacjach, samotność, niemożność znalezienia męża lub doświadczenie związków, które kończyły się porzuceniem, wykorzystaniem albo brakiem odpowiedzialności ze strony mężczyzny.
Św. Józef jest ikoną mężczyzny, który nie zagraża, nie narzuca się, nie uzależnia kobiety od siebie emocjonalnie. Jego obecność jest obietnicą bezpieczeństwa. Dla kobiet, które noszą w sobie deficyt doświadczenia ojcostwa, staje się figurą ojca, który nie rani, nie znika i nie stawia miłości warunkowej, którą niektórzy ojcowie doświadczają swoje córki.
Józef uczy też, że mężczyzna może być blisko bez przekraczania granic. Może być odpowiedzialny, nie odbierając wolności. Może chronić, nie kontrolując. Dla kobiet, które boją się relacji, jest on znakiem, że zależność nie musi oznaczać upokorzenia, a bliskość – zagrożenia.
Szczególne znaczenie ma to także dla kobiet, które pragną małżeństwa, ale go nie znajdują. Samotność, przedłużające się oczekiwanie, poczucie bycia „pominiętą” przez życie często rodzą pytania o własną wartość i sens kobiecości. Św. Józef nie daje łatwych odpowiedzi, ale daje coś ważniejszego: doświadczenie męskiej obecności, która nie definiuje kobiety przez użyteczność, atrakcyjność czy status. Jego relacja z Maryją pokazuje, że kobieta jest godna miłości i ochrony nie dlatego, że spełnia czyjeś oczekiwania, ale dlatego, że jest osobą powierzoną przez Boga.
Dla kobiet zranionych, ostrożnych, nieufnych św. Józef staje się patronem powolnego, bezpiecznego powrotu do zaufania. Jest swoistym terapeutą – nie przyspiesza procesów, nie wymusza decyzji i nie obiecuje natychmiastowego szczęścia. Uczy raczej, że uzdrowienie relacji zaczyna się od doświadczenia, że istnieje taki mężczyzna, który potrafi być wierny, obecny i odpowiedzialny – a skoro tak, to można śmiało prosić Boga (najlepiej przez wstawiennictwo św. Józefa) o podobnego męża dla siebie.
W tym sensie Opiekun Jezusa nie tylko chroni kobiety, ale odbudowuje samą możliwość zaistnienia szczerej relacji kobieta–mężczyzna. Przywraca nadzieję, że ojcostwo może być dobre, męskość bezpieczna, a bliskość – źródłem pokoju.
Doświadczenie św. Teresy
Nikt chyba tak skutecznie nie odmienił wizerunku Józefa jako patrona wyłącznie męskich spraw, jak św. Teresa z Ávili. Wielka reformatorka karmelu uczyniła go centralną postacią swojej duchowości. W swojej Księdze życia zapisała słynne słowa: Nie pamiętam, abym kiedykolwiek prosiła go o jakąś łaskę, której by mi nie wyświadczył.
Dla św. Teresy Józef był potężnym orędownikiem we wszystkich potrzebach – od głębokich kryzysów duchowych po prozaiczne braki materialne. To jemu powierzyła swój pierwszy zreformowany klasztor w Ávili, wierząc, że tylko on jest w stanie uchronić tę wspólnotę przed konfliktami wewnętrznymi i zewnętrznymi atakami. Teresa widziała w nim wzór modlitwy milczącej – tej, która jest tak bliska kobietom szukającym głębi w zgiełku codzienności. Pokazała, że św. Józef jest najlepszym towarzyszem dla kobiet, które podejmują wielkie dzieła i potrzebują męskiego, stabilnego wsparcia, a które nie odbiera im autonomii, lecz dodaje odwagi w ich życiowej misji.
Powołanie Marianny Marchockiej
Podobnie inspirująca jest historia Służebnicy Bożej Marianny Marchockiej – Teresy od Jezusa, polskiej karmelitanki, stygmatyczki i organizatorki klasztorów. Urodzona w 1603 roku w Stróżach koło Zakliczyna w pobożnej rodzinie, jako młoda dziewczyna, pod wpływem pism św. Teresy z Ávili, postanowiła wstąpić do karmelitanek. Jej ambitny ojciec, starosta czchowski i poseł na Sejm, początkowo zniechęcał ją, widząc w decyzji córki egoizm lub niedojrzałość. Później przeszedł do gróźb. Ponoć pewnego dnia, pod wpływem alkoholu, w uniesieniu zamierzył się na córkę szablą, gdy ta obstawała przy swoim powołaniu. Starsza siostra zasłoniła wtedy w porę Mariannę, być może ratując jej życie.
Gdy Marianna była już bliska, by dać za wygraną, w uroczystość św. Józefa, po przyjęciu Komunii Świętej, doznała wizji Oblubieńca Maryi. Święty Józef skarcił ją za chwilową rezygnację z pragnień i zapewnił o Bożej pomocy. Od tej pory stał się jej patronem i opiekunem. Po dwóch latach ojciec ustąpił i sam odprowadził córkę do klasztoru. Dla Marchockiej, kobiety zmagającej się z oporem rodziny i zagrożeniem życia, św. Józef był wzorem ochrony w sytuacji bardzo trudnej, podobnej do sytuacji Maryi. Jako siostra zakonna, organizując klasztory w Polsce, czerpała z jego opieki, widząc w nim stróża kobiecego powołania duchowego.
* * *
19 marca, w dniu wspomnienia świętego Józefa, warto spojrzeć na niego właśnie w tym świetle: jako na strażnika kobiecej godności, bezpieczeństwa oraz powołania.
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.
Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.
– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.
– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami – dodaje.
Zaczęło się od książki o Fatimie…
Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.
Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce – mówi z przekonaniem.
Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.
Kurpie – ich kultura i zwyczaje
Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.
– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty. Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.
Żona, matka, babcia
– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia – opowiada pani Cecylia.
– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.
– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.
Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.
Barbara z Pińczowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.
W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.
Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.
Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…
I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…
Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.
Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.
Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!
Z Panem Bogiem
Stanisław z Poznania
Szanowni Państwo!
Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!
Dariusz z Marcinowic
Szczęść Boże!
Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…
Z pozdrowieniami
Michał z Gdańska
Szanowna Redakcjo!
Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!
Stanisława z Rędzin
Szczęść Boże!
Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!
Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej
Szczęść Boże!
W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!
Roman z Kujawsko-Pomorskiego