Rodzina
 
Chlubą synów są ich ojcowie

Przychodzi taki moment w życiu ojca, kiedy dostrzeże on, że jego syn dorósł. I wtedy zaczyna się zastanawiać, jakim mężczyzną będzie: z silnym charakterem i wizją roli, jaką ma do spełnienia w życiu? Czy też kimś, komu trudno będzie się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Dobry ojciec już zawczasu powinien pomyśleć o ukształtowaniu swego syna.

Św. Ludwik z Granady pisze o obowiązkach stanu: Kto spłodził dziecko do życia ziemskiego, niech dokłada wszelkiego starania, aby je zrodzić do życia w niebie! Niech je karci, niech mu daje dobre rady, chroni je od złego towarzystwa, niech mu dobiera cnotliwych nauczycieli, przyzwyczaja do pobożności, niech od samej kolebki wpaja w nie bojaźń Bożą, niech nagina, niech ujarzmia jego własną wolę, aby był ojcem jego duszy, tak jak jest ojcem jego ciała.

Ojciec musi być obecny w długim procesie wychowawczym. A chcąc zachować naturalny autorytet, musi znaleźć czas, który początkowo przeznaczy na zabawę, na opowiadanie bajek, czytanie książek o silnej wymowie moralnej, po to, aby w późniejszym wieku wspólnie z dziećmi, a już w szczególności z chłopcami, mieć jakieś swoje sprawy, zadania, misje do spełnienia. Aby się rozumieć i aby można było wpływać na nie wtedy, kiedy jest najtrudniej, tj. w wieku dojrzewania.

 

Jak matka dla córki, tak ojciec musi być wzorem, kimś konkretnym, kto pokaże synowi, co to znaczy być mężczyzną i postępować jak mężczyzna. Bo bycie mężczyzną jest czym innym niż bycie kobietą. To jest inna wrażliwość, inny sposób podejścia do życia i zachowania się, to także inny sposób myślenia.

 

Bądź mężczyzną!

Często zdarza się, że ojciec mówi do syna: Bądź mężczyzną! Takie stwierdzenie rodzi dylemat chyba u każdego chłopca. Powstaje zatem pytanie, w jaki sposób chłopiec staje się mężczyzną? Czy dzieje się to z dnia na dzień? Tak samo od siebie? Kiedy zaczyna pić alkohol, palić papierosy? Czy też kiedy zda egzamin na prawo jazdy? A może kiedy uzyska dyplom ukończenia studiów...

Ojcowie jak najwcześniej powinni podać swym synom definicję mężczyzny opartą na fundamencie wiary katolickiej. Bez tej definicji trudno dojść tam, gdzie chcielibyśmy, aby nasi synowie dotarli.

 

Ponadto „stawanie się mężczyzną" musi być procesem, który pozwoli chłopcom zrozumieć, co zawiera ta definicja.
Wreszcie potrzebny jest trening, i jak to bywało dawniej, ceremonia, która pozwoli im w obecności innych mężczyzn wkroczyć w nową rolę.

Ideał rycerski

Rycerz to symbol męstwa. Doskonale wiedział, kim jest, dokąd zmierza, jak ma postępować.

Podobnie dzisiaj, chłopcy potrzebują jasno określonych ideałów, które określą ich tożsamość i będą motywowały do działania w celu osiągnięcia wyższego stopnia doskonałości, w celu osiągnięcia zbawienia.

A właśnie tego dziś brakuje. Lansuje się inną wizję mężczyzny - człowieka namiętnego, niestałego, nieodpowiedzialnego lekkoducha, który zdaje się zapominać, do czego jest powołany.

W średniowieczu młody człowiek nie stawał się rycerzem z dnia na dzień. W wieku siedmiu czy ośmiu lat zostawał paziem. Był zabierany z domu rodzinnego i odprowadzany na zamek, gdzie mieszkał z jakimś krewnym bądź specjalnym opiekunem. Tutaj zdobywał wiedzę o uzbrojeniu i rodzajach broni. Uczył się fechtunku i podstaw rycerskości. Wykonywał także prace domowe dla „królowej zamku", nabywając praktyczne umiejętności.

W wieku 14 lat paź stawał się giermkiem. Służył wiernie swemu panu - rycerzowi. Doskonalił umiejętności zdobyte podczas nauki w zamku. Uczył się dyscypliny.

W końcu, gdy ukończył 21 lat, był gotowy, aby zostać pasowanym na rycerza. Owo pasowanie poprzedzało całonocne czuwanie modlitewne, spowiedź i poranna kąpiel. Następnie zajmował miejsce pośród kandydatów na rycerzy i przysięgał przestrzegać kodeksu honorowego.

W dzisiejszych czasach brak właśnie takiej ścieżki prowadzącej chłopców do męskości. Nie ma znaków, przewodnika ani ceremonii, która pokazywałaby, od którego momentu chłopiec wkracza w dorosły świat. Dlatego sami ojcowie powinni to zmienić.

Co go nurtuje?

Chłopiec potrzebuje odpowiedzi od ojca na następujące pytania: co znaczy być mężczyzną? Za co mężczyzna jest odpowiedzialny? W co wierzy? Jak się zachowuje? Co powinien próbować osiągnąć?

Księga Przysłów (17,6) mówi: Koroną starców - synowie synów, a chlubą synów - ojcowie. Korona oznacza uczucie szacunku, zadowolenia, spełnienia, które towarzyszy dziadkom cieszącym się z wnuków, w otoczeniu których czują się jak królowie. Z kolei synowie szczycą się swoimi ojcami, a przynajmniej chcą się nimi szczycić. W naturalny sposób przyjmują autorytet ojca. Dlatego tak ważny jest dla nich jego dotyk, pochwała, uśmiech, słowo zachęty i podziw. Obserwują jego zewnętrzne cechy, sposób chodzenia, mówienia, śmiania się itp. Widzą, w jaki sposób ojciec podchodzi do spraw duchowych.

Ojciec posiadając ten naturalny autorytet powinien zrobić wszystko, aby go nie stracić. Dlatego, że tym łatwiej będzie mu zaszczepić u syna zasady moralne i sprawić, aby kwitło w nim życie duchowe. Chociaż wielu wspaniałych mężczyzn, duchownych i ludzi świeckich, mówi o tym, że to matka zaszczepiła w nich wiarę czy inne cnoty, to jednak są to wyjątki. To ojciec powinien dążyć do rozwijania i pogłębienia życia duchowego chłopca.

Wizja mężczyzny

Chłopcy stają się mężczyznami wtedy, kiedy mają wizję tego, jaki powinien być mężczyzna. Dawniej właściwe wzory męskości można było odnaleźć w społeczeństwie, rodzinie i Kościele. Dzisiaj prawie niemożliwe jest ich odnalezienie w społeczeństwie. Nie najlepiej ma się też rodzina. Wzorce jednak można odnaleźć w niezmiennym nauczaniu Magisterium Kościoła katolickiego.

 

Prawdziwy mężczyzna to taki, który jest zdolny wziąć odpowiedzialność za siebie i za swoją rodzinę. To przede wszystkim dobry ojciec, który - jak naucza Jan Paweł II - bierze odpowiedzialność za życie poczęte pod sercem matki, troskliwie pełni obowiązki wychowania dzieci, dzieląc je ze współmałżonką, wykonuje pracę, która nie rozbija rodziny, lecz utwierdza ją w jedności i daje świadectwo dojrzałego życia chrześcijańskiego. W związku z tym powinien on odznaczać się następującymi cechami: opiekuńczością, stałością, zdecydowaniem, konsekwencją, spokojem, dobrocią, czułością, umiejętnością wymagania od siebie i innych, cierpliwością, stanowczością itp.

 

Ciesząc się naturalnym autorytetem winien on tak kształtować dziecko, aby unikając z jednej strony tyranii, a z drugiej pobłażania doprowadzić do pełni wzrostu i prawdziwej wolności. Aby syn tak jak i on podzielał uniwersalne wartości. Aby przede wszystkim znał Boga, pokochał Go i Jemu oddawał cześć.


Pan Bóg powierza rodzicom dzieci nie dla naszej próżności czy wygody, ale dla chwały Bożej. O ile skuteczniej Ojciec może przekazać wiarę dziecku, dla którego w sposób naturalny będzie kojarzyć się z Ojcem w niebie. Jeśli pokaże mu, że życie ma głęboki sens moralny, a satysfakcja płynąca z niego jest proporcjonalna do tego, w jakim stopniu jesteśmy posłuszni Bogu, to ukształtuje człowieka z charakterem, który właściwie będzie wykonywał swoje zadania nie zważając na uznanie innych, dla których liczy się blichtr tego świata. Ukształtuje mężczyznę zdolnego do poświęceń i wielkich czynów.Przykładem prawdziwego mężczyzny jest św. Józef, który nie będąc „ojcem na sposób ciała" realizował ojcostwo troszcząc się o powierzoną mu przez Boga niewiastę - Bogurodzicę oraz dbał o wychowanie Jezusa - samego Boga. Tym samym pokazał on, że także kapłani, zakonnicy i mężczyźni żyjący samotnie przez wzorowy przykład bycia mężczyzną, przez nauczanie chłopców, przez okazywanie właściwego szacunku kobietom mogą to ojcostwo realizować.

1 / 2 /

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Odwagi! Ja Jestem!
W tym roku Wielki Post zbiegł się w Europie z wybuchem pandemii koronawirusa. Okazuje się, że wobec choroby, której lekarze nie potrafią przeciwdziałać, dumny z osiągnięć cywilizacji współczesny człowiek staje równie bezradnie, jak to się działo w przypadku ludzi średniowiecza czy starożytności.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostolat zmienia życie na lepsze
Marcin Austyn

– Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga! Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi Teresa Majerowska, Apostoł Fatimy. Właśnie taka postawa przynosi efekty, a najcenniejszym owocem jest wzrost duchowy. Pozostawanie w Apostolacie z pewnością w tym pomaga.

 

Pani Danuta Janas jest w Apostolacie Fatimy niemal od samego początku. – Jestem bardzo zadowolona z rzeczy, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. To różne broszury, zawsze bardzo ciekawe „Przymierze z Maryją”, różaniec, figurka Matki Bożej. Chętnie sięgam po te materiały, są one dla mnie bardzo pomocne – mówi.

 

Nowe, lepsze życie

 

Jak wspomina, kiedy dwa lata temu zmarł jej mąż, w przeżyciu tego trudnego czasu pomogły jej lektura duchowa oraz modlitwa. Pani Danuta wcześniej nie miała okazji spotkać się z innymi Apostołami. Udało się to jednak podczas pielgrzymki do Fatimy, którą do dziś wspomina bardzo dobrze. – Czułam się tam bardzo dobrze i do tej pory czuję tę obecność Matki Bożej. Ta pielgrzymka jakby tchnęła we mnie nowe, lepsze życie. Samo spotkanie z Maryją było dla mnie bardzo wyjątkowe. Wracam do tych chwil, oglądam zdjęcia i wspominam ten czas modlitwy – dodaje.

Apostolat Fatimy to także zadanie rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego. Pani Danuta jest osobą niepełnosprawną, zatem jak sama przyznaje, nie jest to łatwy obowiązek, ale – jak się okazuje – wykonalny! Każda bowiem „okazja towarzyska” – jak choćby wizyta u znajomych, daje możliwość podzielenia się np. obrazkiem z wizerunkiem Matki Bożej Salus Infirmorum, czyli Uzdrowienia Chorych. Taki podarek dla osoby borykającej się z problemami zdrowotnymi może okazać się bardzo cenny.

 

To coś wzniosłego!

 

Pani Elżbieta Piórkowska także wciąż jest pod wrażeniem pielgrzymki Apostołów do Fatimy. – Samo to miejsce ma już swój niepowtarzalny urok. Ono daje poczucie czegoś innego, wyjątkowego. Natomiast Droga Krzyżowa, w której uczestniczyliśmy, była dla mnie budującym duchowo przeżyciem – wspomina.

 

Pani Elżbieta jest w Apostolacie od około 10 lat. Jak mówi, dzięki temu otrzymuje bardzo dużo wiadomości dotyczących Kościoła czy wskazówek odnoszących się do życia duchowego. – To bardzo ciekawe publikacje dotyczące np. modlitwy, to informacje o świętych, opisy objawień Matki Bożej. Wcześniej nie sięgałam po tego typu lektury, teraz je otrzymuję dzięki temu, że jestem Apostołem. I są one bardzo pouczające – mówi. Jak dodaje, odnosi wrażenie, że będąc w Apostolacie, modląc się, zyskuje lepsze życie.

 

Także spotkanie z Apostołami daje poczucie wspólnoty. – Widać w tych ludziach coś wyjątkowego, czuć, że ważne jest dla nich życie duchowe, że ich oczy skierowane są ku świętości. Jest w tym coś wzniosłego. I to się czuje nie tylko na modlitwie, ale i w czasie wspólnych rozmów – dodaje.

Pani Elżbieta chętnie obdarowuje bliskich i znajomych Cudownymi Medalikami. Ten z pozoru drobny gest, jest pięknym świadectwem wiary. I co ważne, obdarowani potrafią go docenić: zachowują medalik, broszurę, a to daje nadzieję na wzbogacanie ich życia duchowego. – Gazety, broszury, jakie otrzymuję od Stowarzyszenia, czytam i przekazuję dalej – nie przetrzymuję ich, ale też ich nie wyrzucam. Kiedyś zostawiałam je w kościele i szybko się rozchodziły. Cieszę się, że mogły komuś jeszcze pomóc – podkreśla.

 

Konsekwencja i wytrwałość

 

Historię uczestnictwa w Apostolacie Fatimy Pani Teresy Majerowskiej można streścić w słowach „od książeczki do pielgrzymki”. Wszystko zaczęło się nieco ponad rok temu od zainteresowania się publikacją przygotowaną przez SKCh na temat Fatimy. Tak została Apostołem. – Bardzo cieszyłam się z przesłanej mi figurki Matki Bożej Fatimskiej. Mam ją w sypialni. Maryja jest ze mną w czasie modlitwy. Muszę powiedzieć, że moim marzeniem była pielgrzymka do Fatimy, nie spodziewałam się, że tak szybko uda mi się tam pojechać. Byłam tym bardzo zaskoczona i szczęśliwa. Szczególnie, że mąż mógł wybrać się ze mną. Dziś oboje wspominamy ten niezwykły czas wizyty u Fatimskiej Pani – dodaje.

 

Pani Teresa zauważa, że w Apostolacie istotna jest konsekwencja i wytrwałość. Jak dodaje, nie należy się zniechęcać, trzeba ufać Matce Bożej i wspomagać – choćby właśnie zadeklarowanym datkiem – dzieło rozpowszechniania Orędzia Fatimskiego, które prowadzi Stowarzyszenie. – Ludzie łatwo popadają w zwątpienie, poddają się, rezygnują. Nie tędy droga. Trzeba być konsekwentnym w tym, czego się podejmuje w swoim życiu – mówi. Bowiem jedynie taka postawa może przynieść dobre owoce.

 

Jak dodaje, trzeba też pamiętać, że z Apostolatem wiąże się mocne wsparcie duchowe. To comiesięczna Msza Święta sprawowana w intencji Apostołów oraz modlitwa sióstr zakonnych. – To wsparcie jest bardzo pomocne w naszym życiu. Otrzymujemy też wiele cennych publikacji pomagających w kształtowaniu naszego ducha, w pogłębianiu modlitwy, swojej wiary – mówi. Jak dodaje, Apostolat daje tę gwarancję dostawy nowych i cennych materiałów, publikacji. To bardzo ważne, bo nakłania do lektury, przypomina w krzątaninie życia, że trzeba też zadbać o swój duchowy rozwój. Z pewnością bez przynależności do Apostolatu Fatimy byłoby to o wiele trudniejsze.

 

Marcin Austyn

 

 

Przywileje Apostołów Fatimy

 

1.
Codzienna modlitwa sióstr zakonnych w intencjach Apostołów Fatimy.

2.
13. dnia każdego miesiąca odprawiana jest w intencjach Apostołów Msza Święta.

3.
Każdy członek Apostolatu otrzymuje specjalny dyplom oraz naklejki z Matką Bożą Fatimską.

4.
W trzecim miesiącu członkostwa Apostoł otrzymuje kolorowy wizerunek Fatimskiej Pani.

5.
Każdy członek Apostolatu Fatimy dostaje dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”.

6.
Po sześciu miesiącach aktywności przesyłamy Apostołom figurkę Matki Bożej Fatimskiej.

7.
Każda osoba, która wspiera Apostolat Fatimy comiesięcznym datkiem w wysokości 30 zł, otrzymuje dwumiesięcznik „Polonia Christiana”.

8.
Po jedenastu miesiącach członkostwa – odznakę Apostoła Fatimy.

9.
Po roku uczestnictwa każdy Apostoł Fatimy bierze udział w losowaniach kilkudniowej pielgrzymki do Fatimy – dwa razy w roku, w maju i październiku. Apostołowie z osobami towarzyszącymi (ok. 30 osób) wyjeżdżają z kapłanem do miejsc Objawień w Portugalii. Dotychczas pielgrzymowało z nami już ponad 800 osób.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina