
Joga nie ma nic wspólnego z niegroźnym rozciąganiem mięśni i ćwiczeniem oddechu. Nie jest ani niewinną zabawą, ani też „starożytną nauką” z Dalekiego Wschodu – o tym w rozmowie z „Przymierzem z Maryją” przekonuje siostra Michaela Pawlik OP.
Czym jest joga?
– Zacznę od tego, czym joga nie jest. Otóż nie jest ona niewinną zabawą. Nie jest tylko zespołem ćwiczeń połączonych z medytacją, które mają wzmocnić ludzki organizm i zapewnić człowiekowi, jak to się pięknie mówi „duchowy spokój”. Nie! Przekaz o „niewinności” jogi jest kłamstwem. Joga to bardzo niebezpieczny system filozoficzny pochodzący z Dalekiego Wschodu, który mówi, jak uwolnić się z materialnej formy i „ominąć” wszystkie wcielenia reinkarnacji.
To właśnie wiara w reinkarnację, jaką obserwujemy między innymi w Indiach, determinuje pesymistyczne podejście do życia. Ludzie na Dalekim Wschodzie wierzą bowiem, że ludzka dusza w momencie śmierci odradza się w innym ciele. Joga ich zdaniem pomaga wyjść z tego koła wcieleń, „osiągnąć spokój” i przejść ze świata materii do świata tzw. energii kosmicznej.
W jaki sposób „wyznawcy jogi” chcą to osiągnąć?
– Poprzez różne rodzaje technik stosowanych w ćwiczeniach jogi. W Indiach rozróżniają między innymi takie jej formy jak:
HATHA-JOGA – fizyczne opanowywanie organizmu, które jest wstępem do ćwiczeń wyższych stopni jogi.
KARMA‑JOGA – droga do „uwolnienia się” z rzekomych obciążeń z „poprzednich wcieleń”.
RADŻA‑JOGA – jako jednoczenie się z odwiecznym „światłem” przez medytację; przy czym nie mówi się o jakie „światło” chodzi, a jest to technika związana z doznaniami okultystycznymi.
BHAKTI‑JOGA praktykowana zwykle przez czcicieli Kriszny. Ma to być miłosne oddanie się obiektowi kultu, którym często bywa guru, jako rzekoma „manifestacja” Kriszny.
DŻNIANA‑JOGA (zwana czasem gniana‑joga) – autorefleksja prowadząca do złudnego wrażenia jednoczenia własnej świadomości z różnie rozumianą „najwyższą Jaźnią”.
Poza tym są też formy erotycznej jogi, jak:
TANTRA‑JOGA – osiąganie rzekomo „boskiego” stanu przez praktykę „magii seksualnej”.
LINGAMJONI‑JOGA – jednoczenie się „we dwoje” z różnie pojmowanym „Kosmosem” w transie „erotycznej miłości”.
LAJA‑JOGA – osiąganie tzw. „wyższych stanów świadomości” przy pomocy tak zwanych „boskich napojów” czy używek jak np. marihuana.
Dziś szczególnym rodzajem jogi jest MANTRA‑JOGA, nazywana MEDYTACJĄ TRANSCENDENTALNĄ (TM). Choć we wszystkich rodzajach jogi zwykle praktykuje się mantrę czyli osiąganie błogostanu poprzez ciągłe rytmiczne powtarzanie jakiegoś słowa czy zdania, to w TM zanim mistrz podyktuje mantrę, wcześniej prowadzi dość długą rytualną ceremonię, by ta mantra działała jako rodzaj magicznego zaklęcia.
Niestety, ale tak jak wcześniej powiedziałam – mało kto zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie wynikają z tego typu praktyk. Zdecydowana większość nie zdaje sobie sprawy z pułapki, w jaką wchodzi, ponieważ myśli, że ma do czynienia z niewinną gimnastyką.
Jakie niebezpieczeństwa niesie ze sobą joga?
– Są to niebezpieczeństwa zarówno zdrowotne, jak i duchowe. Jednym z najpopularniejszych „ćwiczeń” prawie w każdej jodze, a także w buddyjskich ćwiczeniach zen, jest manipulowanie oddechem. We wschodnich technikach medytacyjnych wykorzystuje się nieprawidłowy rytm oddechowy. Tu może uśpić naszą czujność powszechne przekonanie, że oddech służy łatwiejszemu relaksowaniu się, uwolnieniu od stresów itp. Gdy jesteśmy spięci, zdenerwowani, oddychamy szybko, płytko, a uświadomienie sobie tego i oddychanie spokojne, wolne, głębokie zwykle przynosi zdecydowaną ulgę.
Jednak dla kogoś, kto ma podstawową wiedzę na temat fizjologii oddychania, jest sprawą oczywistą, że stosowanie zbyt szybkiego lub bardzo wolnego rytmu oddechowego prowadzi do zaburzeń nazywanych fachowo zachwianiem równowagi kwasowo‑zasadowej. Jednostką określającą stopień zakwaszenia i alkalizacji płynów jest pH. Ale nieprawidłowe oddychanie powoduje za małe, lub zbyt duże nagromadzenie się dwutlenku węgla (CO2), wskutek czego pH się zmniejsza (podczas wstrzymywania oddechu), lub też nadmierny spadek CO2 (bardzo szybkie oddychanie) podnoszący pH we krwi i innych płynach krążących wewnątrz naszego ciała. Dwutlenek węgla utrzymuje właściwą kwasowość wnętrza organizmu dzięki odpowiednim procesom chemicznym.
Prawidłowe pH krwi i płynów ustrojowych nie może przekroczyć granic 7,35–7,45. Niewielkie nawet wahnięcia poza te granice prowadzą do zaburzeń funkcji organizmu. Np. gdy pH osiągnie np. 7,2 wówczas jest to już nawet zagrożeniem dla życia człowieka! Zaburzenia w równowadze kwasowo‑zasadowej w płynach naszego organizmu prowadzą do zmian metabolicznych występujących także w mózgu, w którym kwasica lub alkaloza oddechowa wywołuje zaburzenia w prawidłowym jego funkcjonowaniu.
Jakie to są zaburzenia?
– Na przykład, przy kwasicy oddechowej wskutek zbyt zwolnionego oddechu pH spada poniżej 7,35. Wówczas, zależnie od stopnia wzrostu CO2 i okresu jego trwania, mogą wystąpić: zaburzenia elektrolitowe – wzrost stężenia wodorowęglanów, fosforu, potasu, spadek stężenia chlorków i mleczanów, zaburzenia koncentracji, halucynacje, różne objawy psychotyczne, duszność, lęk, niepokój, apatia, drażliwość, senność, zmiany osobowości, upośledzona kurczliwość mięśnia sercowego i zaburzenia rytmu serca, skurcze mięśni szkieletowych, bóle głowy, wzmożone ciśnienie śródczaszkowe i obrzęk tarczy nerwu wzrokowego.
Przy alkalozie oddechowej, wskutek zbyt szybkiego oddychania, pH podnosi się powyżej 7,45. Wówczas, zależnie od stopnia spadku CO2 i okresu jego trwania, mogą wystąpić: zaburzenia elektrolitowe – spadek jonów wapnia, fosforu i potasu, a wzrost jonów chloru, zaburzenia świadomości, skurcze naczyń mózgowych, stan dezorientacji, omdlenia, drgawki, parestezje, zaburzenia mowy, zaburzenia widzenia, zaburzenia rytmu serca, depresja, stany płaczliwości, stan ogólnego wyczerpania, zlewne poty.
W reklamach jogi nikt jednak nie wspomina o zdrowotnych konsekwencjach, których jest nawet więcej, niż tu wymieniłam.
Poza patologicznym oddychaniem są też sposoby na pobudzenie swej „energii”, nie tylko przez wspomniane wcześniej „boskie napoje”, ale także przez wdychanie różnych kadzideł wydzielających rodzaj euforyzującego eteru albo częste ograniczanie snu, specjalną dietę, wprowadzanie się w trans przez odpowiednio dobrane dźwięki. Najczęściej będą to mantry, które są wzywaniem różnych pogańskich bożków bądź składaniem do nich próśb, a nawet ofiarowaniem się pod ich opiekę…
Słyszeliśmy również o przypadkach, kiedy przed rozpoczęciem „zajęć z jogi” uczestnikom nakazano oddanie pokłonu przed jakimś obrazem bądź posążkiem. I ludzie to robili, bo uważali, że to tylko zabawa…
– No właśnie! Przecież każdemu katolikowi powinna się w tym momencie zapalić w głowie lampka ostrzegawcza, że ma do czynienia z jakimś szatańskim podstępem pod płaszczykiem czegoś niegroźnego. Tak się jednak nie dzieje i wiele osób nie widzi nic złego w pokłonieniu się tego typu przedmiotom.
Wychodzi więc na to, że wszystkie wymienione przez siostrę czynniki stosowane w jodze robią zdrowotną bądź duchową krzywdę praktykującemu…
– Chodzi przede wszystkim o to, by katolika wyprowadzić z Kościoła na duchowe bezdroża i zniechęcić do sakralnej mistyki. Tyle tylko że ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. To tak jak z narkomanem – on również zażywa narkotyki, żeby zdobyć jakieś dodatkowe doznania. On również sięga po coraz mocniejsze dawki, ponieważ potrzebuje coraz mocniejszych doznań. Tak samo jest z jogą – ludzie w patologiczny sposób próbują przenieść się do bliżej nieokreślonego „kosmicznego świata” lub osiągnąć jakieś duchowe czy intelektualne „super‑energie”, nie widząc, że sobie szkodzą, a mantrą łamią pierwsze przykazanie Boże: „Nie będziesz miał Bogów cudzych oprócz Mnie”. Poza tym często stają się uzależnieni, a nawet ubezwłasnowolnieni przez swego „mistrza” pod kierunkiem którego prowadzą dane ćwiczenia.
Pewien jogin opowiadał mi kiedyś o swoich doznaniach podczas ćwiczeń. Mówił, że pewnego razu czuł się, jakby się rozpływał i zamieniał w eter, tak jakby osiągnął absolutny orgazm i sam stał się „bogiem”. Kilkukrotnie próbował powtórnie przeżyć to doznanie poprzez stosowanie kolejnych metod jogi.
Czy można powiedzieć, że joga to dalekowschodnia odmiana satanizmu?
– Joga jest demoniczna, ale nie jest satanizmem. Praktykując ją, otwieramy się na działanie demonów. Satanizm natomiast polega na oddawaniu czci „władcy tego świata”, gloryfikowaniu wszelkiego zła i wszystkiej maści plugastwa skierowanego przeciwko Panu Bogu.
My, katolicy – mamy Pana Boga wielbić, przestrzegać Dekalogu, kochać bliźnich i unikać zła. Joga z kolei „uczy” ludzi, jak „zawładnąć bożkiem”, aby zdobyć jego moce. Ludzie, którzy doświadczyli Boga, przyznają, że wobec Jego majestatu czuli się niczym nic nieznaczący pył. Z kolei „dalekowschodni mistycy” mają poczucie, że dzięki jodze stali się przynajmniej przez kilka chwil nieskończeni, nieśmiertelni i wszechpotężni.
Nieraz spotykałam się z przypadkiem, że ktoś, kto uprawiał jogę i chciał wrócić do praktyk katolickich, musiał skorzystać z pomocy egzorcysty, aby ten uwolnił go z pseudozdolności paranormalnych, jakie „zyskał” rzekomo dzięki jodze.
Co siostra ma na myśli?
– Niektórzy twierdzą, że dzięki jodze mogą czytać cudze myśli. Inni uważają, że potrafią rozpoznawać choroby, np. że ktoś cierpi na kamicę nerkową. Te rzekome zdolności pseudoparanormalne w zderzeniu z Sacrum okazują się zdolnościami demonicznymi, które całkowicie degradują człowieka i czynią go narzędziem w rękach Złego.
Czy istnieje katolicka medytacja?
– Oczywiście, że tak. Nie stosuje się w niej żadnych z wymienionych przeze mnie udziwnień praktykowanych w jodze. Medytacja katolicka to tak naprawdę modlitwa w ciszy. Bez słów, za pomocą samych myśli i uczuć zwracamy się do Pana Boga; chcemy go przeprosić i zastanowić się nad naszym postępowaniem; prosimy o wsparcie w naprawieniu popełnionych błędów etc.
Medytacja katolicka ma nas zbliżyć do Boga poprzez uwielbienie Jego geniuszu i miłosierdzia. Nie może ona jednak zawierać żadnych dodatkowych bodźców, które zapewnią nam jakieś psychofizyczne doznania. Nie może ona polegać na bezmyślnym powtarzaniu modlitwy bez rozważania jej treści, ponieważ byłoby to złamanie drugiego przykazania Dekalogu – Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno. Medytacja katolicka musi być świadoma!
Rozmawiał Tomasz D. Kolanek
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa