Święte wzory
 
Święty cudotwórca z Dukli
Adam Kowalik

We wrześniu 1648 r. strach padł na mieszkańców Lwowa. Po zdumiewających, a zarazem przerażających wieściach o kolejnych klęskach wojsk Rzeczypospolitej pod Żółtymi Wodami, Korsuniem i Piławcami miasto obiegła wiadomość, że w jego kierunku podąża ogromna armia Bohdana Chmielnickiego wspierana przez ordę tatarską. Po rozgromieniu wojsk hetmańskich nie można było liczyć na żadną pomoc. Otoczone starymi murami miasto rozpaczliwie przygotowywało się do walki. W świątyniach wznoszono modlitwy do Boga, w Jego interwencji widząc jedyną drogę ratunku...

Miejscem szczególnie gorących modłów o ocalenie stał się kościół oo. Bernardynów, a w nim grób słynącego cudami zakonnika, który w mieście spędził ostatnie lata swego świątobliwego życia – Jana z Dukli. Bernardyński klasztor wybrano także jako miejsce narad wojennych. Modlitwy zostały wysłuchane, po przeprowadzeniu kilku szturmów na mury miasta Chmielnicki odstąpił od oblężenia zadowalając się sutym okupem. Nikt nie miał wątpliwości, że swoje ocalenie Lwów zawdzięczał orędownictwu sługi Bożego Jana z Dukli. Wdzięczni mieszkańcy urządzili uroczystą procesję do grobu zakonnika. Tam złożono wotum – srebrną tablicę z wyrytym na niej widokiem miasta, ponad którym unosił się zatopiony w modlitwie wstawienniczej bernardyn.

Z PUSTELNI DO KLASZTORU

 

Kim był święty protektor Lwowa? Niestety współcześni mu nie zadbali o utrwalenie szczegółów z jego życia. Niepewna jest nawet data urodzenia. Z dużym marginesem błędu przyjmuje się, iż święty przyszedł na świat około roku 1414 r. w Dukli. Jego rodzice pochodzili ze starych mieszczańskich rodów, od pokoleń mieszkających w tym podkarpackim miasteczku. Dość wysoki status społeczny i materialny pozwolił im zadbać o wykształcenie dziecka. Istnieje tradycja, że w młodości Jan studiował na Akademii Krakowskiej, jednak historycy w tym względzie są raczej sceptyczni.

Niewątpliwie jednak z kręgu rodzinnego wyniósł przyszły święty głęboką pobożność, która pchnęła go później do decyzji o poświęceniu życia wyłącznie Bogu. Początkowo pociągało go życie pustelnicze, toteż po osiągnięciu wieku, w którym mógł już sam decydować o swoim losie, wzorem dawnych anachoretów wybrał na mieszkanie odludne miejsce w okolicach rodzinnej Dukli – pokryte lasem wzgórze Zaśpit, by w samotności oddawać się modlitwie i pracy. Po pewnym czasie doszedł jednak do wniosku, że nie jest to najwłaściwszy dla niego sposób życia. Uznał, że szybciej ku doskonałości chrześcijańskiej podąży w towarzystwie innych. Postanowił wstąpić do klasztoru.

W ZAKONIE ŚW. FRANCISZKA

 

W XV w. franciszkanie byli bardzo popularnym zakonem. W Polsce, podobnie jak w całej Europie, posiadali wiele domów. Dwudziestokilkuletni były pustelnik skierował swe kroki do klasztoru w Krośnie. Przyjęty z otwartymi ramionami w kolejnych latach przeszedł duchową i intelektualną formację zakonną. Po uzyskaniu święceń kapłańskich bardzo szybko, jak na ówczesne standardy, został skierowany do pracy kaznodziejskiej. Kazania głosił po polsku, ale także w języku niemieckim. Na początku lat 60-tych pełnił nawet we Lwowie posługę kaznodziei niemieckojęzycznego w kościele szpitalnym św. Ducha.

 

Z czasem powierzano mu także ważne funkcje w zakonie. Wiemy na pewno, że był gwardianem klasztorów w Krośnie i we Lwowie. Przez pewien czas pełnił także urząd zwierzchnika kustodii ruskiej franciszkanów, w skład której wchodziło 7 klasztorów. Było to bardzo odpowiedzialne stanowisko, nie tylko ze względów terytorialnych (głównym ośrodkiem kustodii był Lwów), ale przede wszystkim z uwagi na ważną rolę, jaką tamtejsze klasztory odgrywały w działalności misyjnej zakonu.

Pełnione funkcje świadczyły, że Święty był doceniany przez współbraci. Mógł oczekiwać, że także w przyszłości jego kariera zakonna będzie układała się równie pomyślnie.

 

Nie dla zaszczytów jednak św. Jan z Dukli wstępował do klasztoru. Jego główną, o ile nie jedyną, ambicją była służba Bogu i postępowanie na drodze ku zbawieniu. Tymczasem coraz bardziej odczuwał niezadowolenie z poziomu życia duchowego wspólnot klasztornych, wśród których się obracał. Nic więc dziwnego, że z sympatią powitał przeszczepienie na grunt Polski nowej gałęzi zakonu – franciszkanów obserwantów, przywiązujących wielką wagę do ścisłego przestrzegania reguły. Świetny rozwój tej wspólnoty, zwanej w naszym kraju bernardynami, zaczął się w Polsce od wizyty w stołecznym Krakowie św. Jana Kapistrana. Z pierwszej wspólnoty założonej jeszcze podczas pobytu wielkiego kaznodziei wyrosły następne. We Lwowie bernardyni osiedlili się już w 1460 r. Wkrótce po tym św. Jan zapragnął dołączyć do nich.

„ŚWIĘTY PODSTĘP”
Spodziewając się utrudnień ze strony ceniących swego świątobliwego współbrata przełożonych, ojciec Jan uciekł się do podstępu. Podczas wizyty w klasztorze delegacji mieszczan lwowskich (ok. 1463 r.) skorzystał z okazji, by zwrócić się do prowincjała z prośbą o zgodę na pójście do obserwantów. Ten, sądząc iż ojcu Janowi chodzi jedynie o braterską wizytę, wyraził na to zgodę. Gdy na jaw wyszedł prawdziwy sens prośby św. Jana, było już za późno. Trudno było przełożonemu wycofać się z podjętej publicznie decyzji.

 

W ten sposób były pustelnik, a potem franciszkanin konwentualny, w poszukiwaniu doskonałej służby Najwyższemu, trafił do zakonu bernardynów. Ponoć, gdy po raz pierwszy usłyszał czytaną na głos regułę zakonu, rozpłakał się. Wzruszył go szacunek, z jakim podchodzono do niej wśród obserwantów.

SPOWIEDNIK, KAZNODZIEJA, POKUTNIK...

 

W nowej wspólnocie św. Jan nie pełnił już żadnych funkcji administracyjnych. Całą uwagę skupił na modlitwie, ćwiczeniach duchownych oraz posłudze spowiednika i kaznodziei. W ogrodzie klasztornym urządził sobie nawet kaplicę, w której całe godziny spędzał na kontemplacji. Często podczas rozważania miłości Boga do człowieka popadał w zachwyt. Był wielkim czcicielem Bożej Rodzicielki.

 

Kilka razy dziennie odmawiał godzinki o Matce Bożej. Przez całe życie skrupulatnie przestrzegał obowiązku modlitwy wspólnej zakonników. Nie folgował sobie w tej kwestii nawet na starość. Gdy senność kleiła mu powieki, wychodził ze stall i spacerując po chórze, cały czas się modlił.

 

Do końca miał zwyczaj studiować regułę franciszkańską. W tym względzie przeszkodą dla niego nie stała się nawet utrata wzroku parę lat przed śmiercią. Poradził sobie ucząc się jej na pamięć przy pomocy młodych braci. Co więcej, mimo kalectwa nie zaniechał pracy kaznodziejskiej. Po prostu homilie opanowywał pamięciowo i później wygłaszał przed słuchaczami.

Należy podkreślić, że o. Jan z Dukli nigdy nie uciekał przed pracą fizyczną na rzecz wspólnoty klasztornej. Wręcz przeciwnie, często w czasie wolnym od zajęć, gdy inni zakonnicy oddawali się rekreacji, on szedł do ogrodu lub kuchni i tam wykonywał najbardziej prozaiczne prace.

 

Jako duszpasterz był wielkim propagatorem modlitwy. Nie tylko zachęcał do niej wiernych, ale także układał modlitwy na różne okazje. Własnoręcznie spisywał na drewnianych tabliczkach prośby do Boga, które następnie mocował w stallach.

 

W ostatnich latach życia sędziwy Jan z Dukli musiał zmierzyć się ze słabością ciała. Oprócz utraty wzroku doskwierały mu owrzodzone nogi. Umarł 29 września 1484 r., po odmówieniu wraz z braćmi psalmów pokutnych.

ZADZIWIAJĄCE CUDA

 

Współbracia oraz mieszczanie lwowscy byli świadomi, że żył wśród nich święty człowiek. Zaraz po śmierci zaczęli zwracać się do niego o wstawiennictwo u Boga. Już w 1485 r. za przyczyną Jana z Dukli z ciężkiej choroby został uleczony gwardian lwowski (po okryciu szatami sługi Bożego). Rok później po 10 latach ślepoty wzrok odzyskała mieszczka lwowska, była penitentka Jana. Co ciekawe, oprócz licznych uzdrowień, w aktach beatyfikacyjnych znaleźć możemy zadziwiająco liczne świadectwa o wskrzeszeniach zmarłych. Pierwszy taki cud miał się zdarzyć w 1486, gdy do życia wróciła pewna szlachcianka. Nic dziwnego, że sława świętego dotarła do najdalszych zakątków Polski. Dość szybko rozpoczęto starania o beatyfikację. Niestety przerwały je wojny. Ostatecznie Jan z Dukli został beatyfikowany przez Ojca Świętego Klemensa XII 21 stycznia 1733 roku. Na kanonizację musiał czekać aż do pontyfikatu papieża Polaka bł. Jana Pawła II, który ogłosił go świętym 10 czerwca 1997 roku w Krośnie. Wspomnienie liturgiczne św. Jana z Dukli przypada 8 lipca.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Witaj, Światłości Świata!
Zbliżamy się do końca roku 2018. Dodajmy – roku dla naszego Narodu szczególnego. Setna rocznica odzyskania niepodległości skłania do zadawania pytań o Polskę. O sens i cel istnienia naszej Ojczyzny… W tych rozważaniach warto pomyśleć o roli Kościoła i chrześcijaństwa w kształtowaniu naszej państwowości, tożsamości narodowej. Śmiało możemy powiedzieć, że Polskę otrzymaliśmy od Kościoła w prezencie. Chrzest Mieszka I wprowadził nas do europejskiej rodziny państw chrześcijańskich. Bez Mistycznego Ciała Chrystusa być może z czasem wykształciłaby się jakaś większa wspólnota, ale nie byłaby to ta Polska, którą znamy.

UWAGA!
Przymierze
z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE
 
Z wizytą u naszej Matki
Michał Wałach

Istnieją na świecie miejsca, gdzie Bożą obecność czuje się wyjątkowo mocno, których niezwykły charakter można wyjaśnić niedowiarkom bez słów. Jednym z nich jest Fatima, do której w drugiej połowie października udała się prawie 40-osobowa pielgrzymka Apostolatu Fatimy.

 

 

Zmęczenie długą podróżą nie stanowiło dla naszej pielgrzymującej grupy przeszkody nie do pokonania, skoro niemal na wyciągnięcie ręki mieliśmy miejsce uświęcone objawieniami Najświętszej Maryi Panny oraz modlitwą milionów katolików z całego świata. Jeszcze przed świtem pierwszego dnia po przyjeździe, pielgrzymujący z nami ksiądz Józef Aszkiełowicz z Wileńszczyzny odprawił Mszę Świętą tuż przy Kaplicy Objawień – a więc tam, gdzie trójce portugalskich dzieci objawiła się Królowa Nieba i Ziemi.

Następnie ów niezwykły kapłan poprowadził dla nas trafiające do serca i duszy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na tzw. Drodze Węgierskiej. W trakcie modlitwy odwiedziliśmy Valinhos – miejsce, gdzie Matka Boża ukazała się w sierpniu roku 1917, gdy pastuszkowie 13 dnia miesiąca przebywali w portugalskim więzieniu, oraz miejsce nieopodal Cabeço – tam dzieci ujrzały Anioła Portugalii. Innym miejscem spotkania z Bożym Posłańcem były okolice studni w ogrodzie rodziny Santos – trójka dzieci często bawiła się w tym miejscu i to również tam Anioł przygotowywał je na przyjęcie Maryjnego Orędzia.

Odwiedzając Aljustrel – rodzinną miejscowość Łucji dos Santos oraz świętych Franciszka i Hiacynty Marto – zobaczyliśmy świat, w jakim wychowywały się dzieci, które do przekazania ludzkości Orędzia wybrała Maryja. Zobaczyliśmy te same drzewa, w których cieniu spędzały czas, domy, w których żyły, uliczki i ogrody, po których spacerowały. Po powrocie do Fatimy odwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Różańcowej – miejsce, gdzie spoczywają Służebnica Boża siostra Łucja oraz święci Franciszek i Hiacynta.

Niezwykłym duchowym przeżyciem dla naszej grupy był udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym ze świecami, które zakończyła procesja za figurą Fatimskiej Pani oraz – kolejnego dnia – za Najświętszym Sakramentem. Mogliśmy wręcz poczuć, jak dzięki modlitwie różańcowej Niebo łączy się z ziemią.

W trakcie pielgrzymki zobaczyliśmy również materialne dowody niegdysiejszej świetności cywilizacji łacińskiej – piękno, które razem z prawdą i dobrem stanowiły fundament dawnej Europy. Zarówno dawny dominikański klasztor Matki Bożej Zwycięskiej w Batalha, jak i cysterskie niegdyś opactwo w Alcobaça stanowią również świadectwo trudnej historii Portugalii – zostały odebrane zgromadzeniom w pierwszej połowie XIX wieku, w ramach kasaty zakonów. Odwiedziliśmy również Nazaré, gdzie nad Atlantykiem kult odbiera Matka Boża czczona pod postacią figury przyniesionej z palestyńskiego Nazaretu – zgodnie z tradycją – już w IV wieku. Obserwując wzburzony, ale zarazem powalająco piękny ocean, mogliśmy oddać się kontemplacji piękna świata stworzonego przez Pana Boga.

Pielgrzymka do miejsca objawień Maryi – co potwierdzali uczestniczący w niej Apostołowie Fatimy – była głębokim przeżyciem duchowym. W jej trakcie część osób skorzystała z możliwości przejścia kilkuset metrów na kolanach do Kaplicy Objawień, ofiarując swój trud i cierpienie Najświętszej Maryi Pannie oraz prosząc Ją o wstawiennictwo w intencjach, z jakimi przyjechali do portugalskiego Sanktuarium. Uczestnicy pielgrzymki nie zapomnieli również o innych Apostołach i przyjaciołach Instytutu – tuż przy miejscu objawień wspólnie zapaliliśmy, w ramach akcji „Twoje Światło w Fatimie”, świece, zaś przy Kaplicy złożyliśmy intencje nadesłane w związku z tą kampanią.

Podczas całego pobytu na ziemi portugalskiej można było wyczuć modlitewne uniesienie, o które doskonale dbał prowadzący modlitwy różańcowe, litanie oraz intonujący maryjne pieśni ksiądz Józef. Niezwykle pobożny kapłan z Wileńszczyzny zachęcał do odpowiedzi na wezwania Matki Bożej i codziennego odmawiania Różańca, na przykład w ramach nowenny pompejańskiej. Niezwykła duchowa atmosfera panująca w grupie sprawiła, że pielgrzymka Apostołów Fatimy do miejsca Objawień naszej Matki i Królowej na zawsze zostanie w pamięci uczestników. Wielu z nich nie ma wątpliwości – o udziale w wyjeździe nie zdecydował „ślepy los”. Wyjazd nastąpił w chwili, gdy w życiu potrzebowali wizyty u Niebiańskiej Matki. Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności…

 

Michał Wałach


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę bardzo serdecznie podziękować za wszystkie przesyłki, które otrzymuję od Państwa – za „Przymierze z Maryją”, przepięknie wydane książki, publikacje, dewocjonalia, przede wszystkim za krzyżyk z wizerunkiem Pana Jezusa, który noszę na sercu. Jestem szczęśliwa, że kilka lat temu natrafiłam na broszurę przedstawiającą książkę „Świadectwo Bożego Miłosierdzia” i właśnie od tego się wszystko zaczęło. Zamówiłam, przeczytałam z ogromnym wzruszeniem zwłaszcza zamieszczone w niej świadectwa osób, które doświadczyły Bożego Miłosierdzia. Sama codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia – ta modlitwa ma bardzo ogromną moc. Bardzo chętnie w miarę moich możliwości wspieram wszystkie Państwa kampanie, ponieważ uważam, że są bardzo potrzebne w pogłębianiu wiary chrześcijańskiej. Serdecznie pozdrawiam wszystkich członków redakcji, życzę cierpliwości i wytrwałości w prowadzeniu tego Bożego ­dzieła.

 

Beata z Zielonej Góry

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo!

Pragnę się z Państwem podzielić moją radością, która jest też świadectwem. Otóż, dzięki Wam podjąłem pracę nad sobą i… zmieniam się, żeby z każdym dniem być bliżej Bożych spraw. Dziękuję Wam za wspaniałą wyprawę do Ziemi Świętej z aktami tylu zawierzeń (znalazły się tam też moje i moich bliskich). Bogu dziękuję, że także dostąpiłem tej łaski bycia z moją Rodziną w Ziemi tak obficie zroszonej Krwią Zbawiciela. Przez Wasze wspomnienia ponownie odnalazłem się i kolejny raz z większą mocą i zapałem mogę apostołować wśród tych, którzy szukają w swoim życiu Pana Boga. Pozdrawiam Was serdecznie!

 

Bolesław

 

 

Szanowni Państwo!

Jestem pełen podziwu i dziękuję za cały trud, jaki wkładacie w swoje działania. Doceniam Państwa pracę i starania. Bardzo chętnie korzystam ze stron internetowych, które prowadzi Wasz Instytut. Mam Państwa cały czas w pamięci. I jak tylko będę miał możliwość, będę Was wspierał. Nigdy jednak nie chciałbym tego robić, by przechwalać się tym przed ludźmi. Takie działania nie są po to, by się z nimi obnosić.

Z wyrazami szacunku

 

Przemysław

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi „Przymierza z Maryją”. Bardzo cieszy mnie to, bo znów będę mogła poczytać ciekawe artykuły, a później przekażę rodzinie do czytania. Polecam Redakcję opiece Matki Bożej i też dziękuję serdecznie Panu Prezesowi, że zawsze o mnie pamięta.

Z Panem Bogiem

 

Barbara z Poznania

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Bóg Wam zapłać za pamięć o mnie i przepiękną korespondencję, wzbogaconą pięknie wydaną katolicką literaturą oraz obrazkami, które są balsamem dla mojej duszy. Przesłany ostatnio obrazek ze św. Ojcem Pio oraz folder dał mi impuls do napisania tego listu. Otóż przypomniana przez Was 50. rocznica śmierci tego Świętego zaznaczyła się również w moim życiu. Już wcześniej wiedziałam, że żył we Włoszech wielki święty Ojciec Pio, ale jakoś nigdy nie prosiłam o jego wstawiennictwo. Aż do czasu…

3 lata temu leżałam w szpitalu na sali pooperacyjnej po bardzo ciężkiej operacji (endoproteza kolana z przeszczepem kości). Ból – mimo znieczuleń – był straszny. Cierpiąc i jęcząc cały czas z bólu, modliłam się do Matki Bożej Bolesnej, prosząc o wytrwanie w cierpieniu. Tego dnia, tuż pod wieczór, zauważyłam stojącego przy oknie mojej sali księdza w ciemnym habicie, przepasanym sznurem, z kapturem na plecach. Powiedziałam wówczas z ulgą: jak dobrze, że ksiądz tutaj jest i… zapadłam w sen, który uwolnił mnie od świadomości bólu.

W czerwcu 2018 roku znalazłam obrazek św. Ojca Pio. To był ten ksiądz, którego zobaczyłam wtedy przy oknie szpitalnym. Dopiero po trzech latach, patrząc na obrazek, który otrzymałam od Was, zrozumiałam, że to Matka Boża przysłała mi wówczas pomoc przez św. Ojca Pio. Teraz żyję, chodzę na tej nodze i codziennie modlę się do Ukochanej Matuchny – Królowej Wszystkich Świętych, która przysyła z pomocą „Wysłanników Niebios” tym, którzy o tę pomoc błagają.

Bogu Najwyższemu dziękuję, że poprzez korespondencję z Wami, mogę pogłębiać swą wiarę.

Dziękuję za Waszą cenną pracę Apostolską, w którą wkładacie tyle serca. Dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją” jest moim ukochanym pismem, moją perełką. Tworzycie i twórzcie dalej Wielką Rodzinę Katolicką. Rozjaśniajcie umysły maluczkich. Niech Wam Bóg błogosławi i pomaga św. Ojciec Pio.

Pozostaję w modlitwie za Was i pracę jakże mi Drogiego Instytutu Ks. Piotra Skargi. Szczęść Wam Boże!

 

Zofia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę zaświadczyć o cudzie, którego doświadczyła moja córka, Olimpia, dzięki Waszej akcji „Maryja Uzdrowienie Chorych”. Córka, w trakcie badań okresowych, dowiedziała się, że ma dużego guza na tarczycy. Podczas wizyty u lekarza dowiedziała się, że musi wyciąć całą tarczycę. Został wyznaczony termin operacji. Po operacji przyszedł do niej lekarz i powiedział, że mamy do czynienia z cudem. Powiedział jej, że każdy, kto przychodzi do szpitala z guzem na tarczycy, wychodzi bez tarczycy. U mojej córki było inaczej – wyszła ze szpitala z tym gruczołem, ponieważ lekarzom udało się wyciąć samego guza. Lekarz powiedział: „To jest cud – pierwszy w naszym szpitalu!”.

Dziękuję Maryi Uzdrowieniu Chorych za wstawiennictwo za moją córką, a Wam dziękuję za tę akcję i za wszystkie skarby, które od Was otrzymuję. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

 

Emilia