Święte wzory
 
Św. Jan Gabriel Perboyre - misjonarz i męczennik
Adam Kowalik

Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody – nakazał Swym uczniom Pan Jezus. Wierny temu przesłaniu Kościół od wieków wysyła swych najlepszych synów, by głosili Ewangelię wśród pogan. Niejeden oddał w tej misji życie. Do grona misjonarzy-męczenników należy między innymi św. Jan Gabriel Perboyre.

 

W uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia 1802 roku, w niewielkiej miejscowości Puech, na południu Francji, przyszedł na świat Jan Gabriel Perboyre (czyt. perbłar). Jego rodzice, Piotr i Maria Rigal, gospodarowali na roli. Bóg pobłogosławił im ośmiorgiem dzieci. Sami głęboko wierzący, swoje ideały zaszczepili potomstwu. Trzech synów wstąpiło do Zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego a Paulo (zwanych we Francji lazarystami), a dwie córki zostały siostrami miłosierdzia.

 

Już od szóstego roku życia Jan Gabriel pomagał rodzicom w gospodarstwie – pasł owce. Dwa lata później rozpoczął naukę w szkole ludowej w Montgesty. Zajęcia odbywały się tylko w sezonie zimowym, by nie kolidowały z obowiązkami domowymi. Chłopiec bardzo dobrze się uczył i był nad swój wiek dojrzały. W związku z tym miejscowy proboszcz dopuścił go do Pierwszej Komunii Świętej na rok przed rówieśnikami.

 

Rodzina Perboyre co wieczór gromadziła się na wspólnej modlitwie. Zadaniem Jana Gabriela było wtedy czytanie na głos tekstów religijnych, przede wszystkim żywotów świętych. Bywało, że podczas zabaw głosił w gronie rówieśników „kazanie” zasłyszane w kościele.


Początkowo wszystko wskazywało, że zgodnie z planami ojca, Jan Gabriel zostanie rolnikiem i przejmie rodzinne gospodarstwo. Bóg miał jednak wobec chłopca inne plany.

 

Droga do kapłaństwa

 

W 1817 roku państwo Perboyre postanowili wysłać młodszego, 9-letniego syna Ludwika do szkoły. Było to małe seminarium prowadzone przez księży misjonarzy w Montauban. Mimo że pracował w nim brat ojca, ks. Jakub, chłopiec ciężko znosił rozłąkę z rodziną. By temu zaradzić, Piotr Perboyre zawiózł do niego na kilka miesięcy starszego brata. Jan Gabriel, który również uczestniczył w zajęciach, zrobił na wychowawcach bardzo dobre wrażenie. Zauważyli u niego oznaki powołania. Gdy więc w maju ojciec przyjechał po starszego syna, przekonali go, by zostawił chłopca w szkole.


Przewidywania stryja i jego współpracowników okazały się słuszne. Pod koniec 1818 roku Jan Gabriel złożył prośbę o przyjęcie do Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Nowicjat odbył na miejscu, w Montauban, po czym 28 grudnia 1820 roku złożył pierwsze śluby.

 

Na studia teologiczne wyjechał do Paryża. Po ukończeniu w ciągu niespełna trzech lat kursu teologii, przełożeni powierzyli mu obowiązki wykładowcy filozofii i wychowawcy młodszych roczników w prowadzonej przez zgromadzenie szkole z internatem w Montdidier (diecezja Amiens). Wszyscy byli pod wrażeniem jego mądrości i dobroci, a także ogromnego zapału do pracy.

 

Pierwszy okres życia ukoronowały święcenia kapłańskie, które otrzymał 23 września 1826 roku w paryskiej kaplicy Sióstr Miłosierdzia przy ulicy du Bac1 z rąk biskupa Ludwika Dubourga. Wówczas znajdowały się tam jeszcze relikwie św. Wincentego a Paulo.

 

Wychowawca

 

Wielkim marzeniem Jana Gabriela był wyjazd na misje do Chin. Podziwiał starszych współbraci, którzy pracowali w Kraju Środka. Ogromne wrażenie wywarła na nim męczeńska śmierć św. Franciszka Regis Cleta. Niestety, prośba jaką w tej sprawie wystosował do przełożonych, została odrzucona ze względu na słabe zdrowie młodego kapłana. Zamiast do Azji, pojechał więc do Saint Flour. Objął tam obowiązki ­wykładowcy w ­prowadzonym przez misjonarzy seminarium diecezjalnym. Alumnom wpajał zasadę, że nie ma nic bardziej wstydliwego od tego, kiedy innym wskazuje się drogi doskonałości, a samemu po nich się nie kroczy.

 

Świetna opinia jaką sobie wypracował, skłoniła przełożonych do powierzenia mu opieki nad internatem dla chłopców pragnących wstąpić do seminarium duchownego. Pod jego zarządem konwikt rozwinął się, potrajając liczbę wychowanków. Gdy po pięciu latach zwierzchnicy przenieśli go do Paryża, wszyscy żegnali go z żalem.

 

W stolicy Francji miał wspomagać sędziwego dyrektora nowicjatu Zgromadzenia Księży Misjonarzy. I tu nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Taktowny, całym sercem oddany swemu posłannictwu, pobożny, stanowił dla podopiecznych wzór do naśladowania. Już wtedy wielu uważało go za świętego.

 

W listopadzie 1830 roku ks. Ludwik Perboyre, który także wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, wyjechał na misje do Chin. Niestety, w drodze rozchorował się i zmarł. Jan Gabriel ze wzruszeniem przyjął smutną wiadomość o śmierci brata i z jeszcze większą determinacją kontynuował zabiegi, by wyjechać do Państwa Środka. Wreszcie marzenia gorliwego kapłana spełniły się. Opierając się na pozytywnej opinii lekarza, przełożeni wyrazili zgodę na jego wyjazd do Azji.

 

W Chinach

 

21 marca 1835 roku port Le Havre opuścił statek „Edmond”, na którego pokładzie rozpoczął swą męczeńską misję ks. Jan Gabriel Perboyre. 29 sierpnia znalazł się na terenie portugalskiej kolonii Makao. Tam rozpoczął naukę języka chińskiego. Już 19 grudnia 1835 roku wyruszył do miejsca przeznaczenia – chińskiej prowincji Ho‑Nan (rozciągającej się na południe od Żółtej Rzeki).

 

Chiny w XIX wieku były krajem pogańskim, separującym się od świata zewnętrznego. Prawo nie pozwalało na wyznawanie, a tym bardziej propagowanie religii chrześcijańskiej. Co pewien czas wybuchały krwawe prześladowania. Z tego powodu ks. Jan Gabriel Perboyre musiał wędrować w przebraniu Chińczyka.

 

Gdy przybył na miejsce posługi, okazało się, że panuje tam epidemia grypy. Misjonarz zaraził się i ciężko zachorował. Po powrocie do zdrowia kontynuował naukę języka chińskiego. Pod koniec 1836 roku był już w stanie głosić kazania i spowiadać wiernych. Wraz z młodym chińskim misjonarzem ks. Janem Pe rozpoczął wędrówkę po wioskach regionu, by nieść posługę duchową tamtejszym wspólnotom. Dodajmy, że misjonarz przywiózł ze sobą z Francji i z ogromnym zapałem rozpowszechniał Cudowny Medalik, objawiony św. Katarzynie niespełna dekadę wcześniej.

 

W 1838 roku ks. Jan Gabriel przechodził noc duchową – próbę, poprzez którą Bóg doskonali świątobliwe osoby. W wielkiej udręce ukojenie znajdował w kontemplacji Pana Jezusa ukrzyżowanego.

 

Śladami Jezusa umęczonego

 

We wrześniu następnego roku misjonarz został aresztowany. Wymowne są okoliczności tego wydarzenia. Stało się to trzy lata po rozpoczęciu posługi wśród Chińczyków. Wydał go syn jednego z katechistów za cenę 30 srebrnych monet. Towarzyszący kapłanowi chrześcijanin posiadał przy sobie broń. Na prośbę zakonnika poniechał jednak walki.

 

Skutego kapłana zaprowadzono do wioski Kouaning Tang. Tam odbyło się pierwsze przesłuchanie. Bity przez strażników, obciążony wbijającymi się w ciało kajdanami ks. Perboyre cierpiał w milczeniu. Ujęty jego postawą, wpływowy Chińczyk na własny koszt przetransportował go do stolicy prowincji, by w ten sposób oszczędzić mu cierpień związanych z podróżą w okowach.

 

W Kou‑Tcheng misjonarz stanął przed dwoma sądami: wojskowym i cywilnym. Potem trafił do oddalonego o dwa dni drogi Siang‑Yang‑Fou. Skuty kajdanami, bity skórzanym pejczem po twarzy i innych partiach ciała, wieszany na słupie, zmuszany do klęczenia na łańcuchach, cierpliwie słuchał niedorzecznych oskarżeń o szpiegostwo na rzecz państw zachodnich, spiskowanie przeciwko cesarzowi, itp.

 

Pod koniec listopada 1839 roku misjonarza wraz z innymi aresztowanymi chrześcijanami przetransportowano do miasta Wuchang – stolicy prowincji Hubei. Podróż odbywała się w nieludzkich warunkach na pokładzie statku. Stłoczeni pod pokładem więźniowie cierpieli głód. Ks. Jan Gabriel oddawał się medytacji i niósł pociechę duchową towarzyszom niedoli.

 

Po przybyciu na miejsce wtrącono ich do więzienia Sądu Karnego, w którym panowały straszliwe warunki higieniczne. Po cuchnącej ziemi biegały skorpiony. Więźniowie skuci byli ze sobą w taki sposób, by nawzajem ranili się pętami. Postawionego przed sądem kapłana zmuszono do uklęknięcia i trzymania nad sobą ciężkiej belki, która co pewien czas opadała mu na głowę, raniąc ją. Jeszcze kilkakrotnie prowadzono go na przesłuchanie, co łączyło się z kolejnymi torturami. Wreszcie sprawą zajął się inicjator prześladowań wicekról Tchow‑Thien‑Tsio.

 

Ten próbował odwieść ks. Perboyre od wiary i zmusić do podeptania rzuconego na ziemię krzyża. Męczennik ukląkł jednak przy Znaku Zbawienia i ucałował go ze czcią. Wobec tego poddano go kolejnym torturom, m.in. klęczeniu na potłuczonej porcelanie, biczowaniu, przypiekaniu gorącym żelazem, rzucaniu z wysokości na ziemię itd. Wszystko na darmo. Ks. Jan Gabriel pozostał wierny Chrystusowi. W związku z tym wicekról skazał go na śmierć przez uduszenie.

 

Chwalebna śmierć

 

Nim nadeszło zatwierdzenie wyroku przez cesarza, kontakt ze skazańcem nawiązali współwyznawcy. Przekupili strażników, dzięki czemu męczennik mógł przystąpić do sakramentu spowiedzi. Dostarczono mu także ubranie i trochę jedzenia. Na prośbę wikariusza apostolskiego ks. Józefa Rizzolatiego misjonarz skreślił list, w którym zrelacjonował w kilku zdaniach swoje przeżycia w śledztwie.

 

W piątek 11 września 1840 roku, natychmiast po nadejściu potwierdzającego wyrok dekretu cesarskiego, strażnicy wyprowadzili ks. Perboyre za miasto. Za skrępowane na plecach ręce zatknęli kij z powiewającą jak sztandar informacją o wyroku. Wraz z męczennikiem na egzekucję popędzono pięciu złoczyńców. Ks. Jan Gabriel umierał jako ostatni. Gdy przyszła jego kolej, ukląkł i modlił się gorąco. Następnie oprawcy przywiązali mu ręce do poziomej belki szubienicy, która kształtem przypominała krzyż, a na szyję założyli pętlę. Zgodnie z wyrokiem kaźń przebiegała powoli. Dwukrotnie kat za pomocą bambusowego kija zaciskał i rozluźniał pętlę, nim za trzecim razem docisnął ją ostatecznie. Drgające ciało świętego jeden z żołnierzy kopnął w brzuch, by się upewnić, że jest ono martwe. Było południe…

 

Ciało zakonnika udało się Kościołowi wykupić. Zaledwie kilkanaście lat później, tzn. w 1843 roku, rozpoczął się proces beatyfikacyjny. Uroczystego wyniesienia ks. Jana Gabriela Perboyre na ołtarze dokonał papież Leon XIII. Stało się to 10 października 1889 roku. Ponad wiek później, 2 czerwca 1996 roku, Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił go świętym.

 
Adam Kowalik

 

1 To słynna kaplica Cudownego Medalika, miejsce objawień NMP.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Pod opieką Matki
Dotarliśmy do 150. numeru „Przymierza z Maryją” – pisma tak wyczekiwanego w tysiącach polskich domów. W przeważającej mierze poświęciliśmy go Tej, którą obraliśmy za Patronkę – Matce Najświętszej. To Ona jest naszą Przewodniczką pewną do Nieba.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Świadectwo Pana Pawła

Pan Paweł wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi już od 20 lat, a w czerwcu wziął udział w pielgrzymce Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Pochodzi z Mazowsza, z parafii pod wezwaniem świętego Bartłomieja Apostoła w Paprotni. Tam przyjął sakrament chrztu i bierzmowania oraz przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.

 

– Wiarę zachowałem po rodzicach i staram się ją kontynuować – opowiada pan Paweł. – Różaniec i modlitwę „Anioł Pański” odmawiam sam albo z Katolickim Radiem Podlasia z Siedlec. Staram się też, jeśli możliwości pozwolą, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i dzięki TV Trwam uczestniczyć w apelach jasnogórskich. W niedzielę i inne święta biorę udział w uroczystościach kościelnych, takich jak np. nabożeństwa fatimskie. Jak pogoda jest niesprzyjająca, taka jesienno-zimowa, to korzystam z uprzejmości znajomych i sąsiadów, żeby dojechać do kościoła autem.

– Staram się wspierać parafię w pracach gospodarczych, jeśli chodzi o utrzymanie terenów zielonych wokół świątyni. Jakieś pojęcie na ten temat mam, bo parę ładnych lat zajmowałem się pielęgnacją zieleni przy urzędzie gminy jako pracownik gospodarczy.

– Radzę sobie lepiej lub gorzej, ale odnoszę wrażenie, że osoby w wieku seniorskim, tak jak moja skromna osoba, nie zawsze są jeszcze komuś potrzebne, bo teraz liczy się młody, sprytny, no i trochę zamożny. Takie teraz mamy czasy, że raczej każdy chce utrzymywać kontakty z takimi osobami, a pokolenie starszych ludzi nie każdemu już pasuje.

 

20 lat w Apostolacie Fatimy


– O Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi dowiedziałem się ponad 20 lat temu, przeglądając prasę katolicką. Zainteresowałem się i tak jakoś ta wymiana korespondencji między Stowarzyszeniem a mną trwa. Oczywiście, za wszystkie przesłane czasopisma, jak np. „Przymierze z Maryją” i dewocjonalia związane z Państwa działalnością, dziękuję bardzo.

– Czasami zaglądam na strony internetowe Stowarzyszenia i przeglądam, co tam akurat jest z aktualnych wiadomości. To, co Państwo robicie, na pewno jest potrzebne. Ja ze swojej strony nadal postaram się wspierać Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy, tak jak do tej pory. Nie jest to może bardzo duża ofiara, ale „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, jak mówi przysłowie.

– Zaniepokoiła mnie informacja zawarta w ostatnim numerze „Przymierza z Maryją”, że nakład pisma spada. Uważam, że gdyby każdy wygospodarował te 15–20 zł, to sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza i bez problemu można byłoby pokryć koszty wydania i wysyłki „Przymierza…”.

 

Pielgrzymka do Fatimy


– Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu z Apostolatem do Fatimy. To był mój pierwszy wyjazd w tak bardzo sławne miejsce. Wszystkie miejscowości, które zwiedzaliśmy, były zabytkowe i bardzo ciekawe, a świątynie i katedry monumentalne. Wszystkie miejsca robią ogromne wrażenie, a obiekty sakralne są jakby dwa razy większe od naszych. Trzeba wyrazić uznanie dla budowniczych, którzy te obiekty wznosili.

– Taki wyjazd to są dosyć poważne koszty, nie tylko jednostkowe, ale dla całej grupy. Byłem w grupie osób, które objęła taka życzliwa pomoc ze strony Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Serdeczne „Bóg zapłać” za to, że miałem taką możliwość. Przypuszczam, że wszyscy są, tak jak ja, zadowoleni. Muszę pochwalić i wyrazić słowa wdzięczności dla organizatorów, bo wszystko było bardzo dobrze przygotowane.


oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa