Święte wzory
 
Cyryl i Metody - święci apostołowie Słowian

Na przestrzeni wieków istnienia Kościoła Bóg stawiał i nadal stawia przed wiernymi zadanie pozyskiwania dla Dobrej Nowiny nowych ludów. Wielu kapłanów otrzymywało za pośrednictwem przełożonych polecenie porzucenia dotychczasowego życia i rozpoczęcia pracy ewangelizacyjnej wśród pogańskich bądź skażonych herezją narodów. Przed takim wyzwaniem w dziewiątym stuleciu po narodzeniu Chrystusa stanęli także dwaj bracia – zakonnicy Cyryl i Metody. Ich misja, prowadzona w trudnych warunkach i napotykająca przeszkody wynikające z ludzkich słabości, stała się dla następnych pokoleń przykładem poświęcenia dla Ewangelii. Słowianie wschodni zawdzięczają działalności obu misjonarzy stworzenie podstaw późniejszego rozwoju języka i kultur narodowych.


Przyszli misjonarze Słowian urodzili się w Tessalonikach (obecnie Saloniki w Grecji) w pobożnej rodzinie wyższego oficera miejscowego garnizonu. Imiona, pod którymi znani są obecnie, przyjęli dopiero po wstąpieniu do klasztoru. Na chrzcie świętym urodzony ok. 815 r. Metody otrzymał imię Michał, natomiast dla jego młodszego o blisko dekadę brata, Cyryla, rodzice wybrali imię Konstanty. Rodzina, choć wielodzietna (bracia mieli jeszcze pięcioro rodzeństwa), posiadała wystarczające środki, by zapewnić przyszłym świętym dobre wykształcenie.

Drogi do klasztoru


Spora różnica wieku oraz odmienne uzdolnienia spowodowały, że bracia sołuńscy (Sołuń to słowiańska nazwa Tessalonik) podążali przez pewien czas różnymi drogami. Michał, z uwagi na uzdolnienia prawnicze, został urzędnikiem. Pełnił nawet przez pewien czas funkcję archonta, czyli namiestnika cesarskiego w jednej z prowincji słowiańskich. Okazało się jednak, że nie takiej służby żąda od niego Bóg. Idąc za głosem powołania, Michał porzucił karierę urzędniczą i wstąpił do klasztoru na Olimpie w Bitynii. Pobożność oraz doświadczenie życiowe spowodowały, że Michał – Metody, szybko został przełożonym wspólnoty. Wkrótce właśnie w tym klasztorze miały się znowu zejść drogi obu braci.

Nieco inaczej potoczyły się losy młodszego z nich. Wykazujący wielkie zdolności intelektualne Konstanty został wysłany przez ojca na studia do stolicy cesarstwa, którą po upadku imperium zachodniorzymskiego był Konstantynopol. Po skończeniu nauki przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę w bibliotece przy kościele Hagia Sofia. Ale i on nie czuł się dobrze prowadząc życie w świecie. Wzorem brata postanowił więc wstąpić do klasztoru. Wprawdzie początkowo uległ usilnym namowom i został wykładowcą filozofii w szkole cesarskiej, ostatecznie jednak powrócił do życia mniszego. Jako nowy dom wybrał klasztor, w którym przebywał Metody.

Nie dane było jednak braciom sołuńskim długo cieszyć się ciszą klasztornych cel. Bóg wzywał ich do działalności apostolskiej. Cesarz Michał III powierzył im misję pozyskania dla chrześcijaństwa mieszkańców zaprzyjaźnionego z Cesarstwem Bizantyjskim kraju Chazarów. By skutecznie polemizować z rozszerzającymi swe wpływy na tych terenach żydami i muzułmanami, uzdolniony językowo Cyryl nauczył się posługiwać językiem hebrajskim oraz syryjskim. Niestety, mimo intensywnej pracy misjonarzy, Chazarowie wybrali judaizm. Bracia wrócili więc do domu. Odpoczynek w klasztornym zaciszu nie trwał długo.

Wśród Słowian…


Wkrótce święci Cyryl i Metody znowu ruszyli na misje, tym razem na ziemie Słowian. Nowa wyprawa była odpowiedzią na prośbę o przysłanie misjonarzy znających język słowiański, z którą książę wielkomorawski Rościsław zwrócił się do cesarza bizantyjskiego. Ze względu na zasługi, jakie bracia sołuńscy oddali Kościołowi i cesarstwu podczas misji wśród Chazarów i zważywszy na ich dobrą znajomość języka Słowian, wyniesioną jeszcze z rodzinnego miasta, można zaryzykować twierdzenie, że nie było wówczas lepszych kandydatów do prowadzenia pracy ewangelizacyjnej wśród poddanych władcy wielkomorawskiego niż oni.
 
Przed wyruszeniem na Morawy bracia dokonali przekładu na język słowiański Ewangelii, Dziejów Apostolskich i Psałterza, a także tekstów liturgicznych. Pracę ułatwiało stworzenie przez Cyryla alfabetu umożliwiającego zapisywanie tekstów w języku Słowian (głagolica).

Po przybyciu na ziemie Rościsława misjonarze przystąpili do pracy ewangelizacyjnej, która bardzo szybko zaczęła przynosić pozytywne efekty. Po trzech latach Cyryl i Metody wyruszyli więc do Bizancjum po nowych duchownych, którzy wsparliby ich w pracy duszpasterskiej. Podczas podróży zmienili jednak plany. Skorzystali z zaproszenia skierowanego do nich przez papieża Mikołaja I i udali się do Rzymu.


Poparcie papieża


Tam, mimo że na tronie papieskim zasiadał już nowy papież Hadrian II (jego poprzednik zmarł) zostali przyjęci triumfalnie. Podarowali Ojcu Świętemu przywiezione jeszcze z misji chazarskiej relikwie św. Klemensa Rzymskiego.

Papież podszedł ze zrozumieniem do metod stosowanych w pracy misyjnej przez braci sołuńskich. Zaakceptował wywołujące kontrowersje w niektórych kręgach kościelnych stosowanie w liturgii języka Słowian. Z jego rozkazu księgi liturgiczne spisane w głagolicy zostały umieszczone w bazylice Matki Bożej Większej. Hadrian II udzielił też święceń kapłańskich Metodemu.

Niestety, wkrótce miało się okazać, że do pracy misyjnej powróci tylko jeden z braci. Cyryl, czując zbliżającą się śmierć, wstąpił do jednego z rzymskich klasztorów, gdzie wkrótce zmarł (14 lutego 869 r.).

Oskarżony i aresztowany…


Po krótkim pobycie na Morawach Metody wrócił ponownie do Rzymu, aby przyjąć sakrę biskupią. Jednocześnie został mianowany arcybiskupem metropolitą Sirmium. Jego jurysdykcji poddano m.in. Panonię, czyli tereny obejmujące dzisiejsze Węgry, wschodnią Austrię i Słowenię. Nie spodobało się to biskupom bawarskim, którym dotąd podlegały te ziemie. Względy ambicjonalne, ale także spotykająca się z niezrozumieniem wśród wielu duchownych praktyka odprawiania Mszy św. w języku Słowian, stały się zarzewiem konfliktu między apostołem Słowian a biskupami niemieckimi. Nie pomogło poparcie papieża. Metody został aresztowany i postawiony przed sądem biskupa Salzburga (870 r.). Dopiero kolejnemu następcy św. Piotra – Janowi VIII udało się doprowadzić do uwolnienia więźnia i jego powrotu na stolicę arcybiskupią.

Prześladowania nie złamały ducha apostolskiego św. Metodego. Oprócz działalności duszpasterskiej na terenie własnej metropolii arcybiskup Sirmium starał się pozyskiwać dla Chrystusa mieszkańców pobliskich terenów. Udało mu się m.in. ochrzcić w 880 r. księcia czeskiego Borzywoja i jego żonę Ludmiłę. Podróżował także do Słowian bałkańskich.

W przekazach historycznych znajdujemy również wątek polski. Jeden z żywotów św. Metodego, tzw. Legenda Panońska, wspomina o proroczym ostrzeżeniu, jakie święty skierował do pogańskiego księcia Wiślan – „silnego wielce” – który szkodził chrześcijanom: – Dobrze by ci było, synu, ochrzcić się dobrowolnie na ziemi swojej, abyś wzięty do niewoli nie był i przymuszony do chrztu na ziemi cudzej. I wspomnisz mnie wtedy. Według podania zapowiedź się spełniła. Niestety, nie znamy szczegółów tych wydarzeń.

Metody odszedł do Ojczyzny Niebieskiej 6 kwietnia 885 r., dołączając do swego młodszego brata. Metropolią zarządzał teraz biskup związany z misjonarzami bawarskimi. Z czasem niektórzy uczniowie Cyryla i Metodego udali się na ziemie bułgarskie, podlegające jurysdykcji patriarchatu konstantynopolitańskiego, podkreślmy – pozostającego jeszcze wówczas w jedności z Kościołem rzymskim. Tam przyczynili się do rozwoju liturgii w języku słowiańskim, ale już według obrządku greckiego. Dało to podstawy do rozwoju piśmiennictwa tamtejszych narodów. Warto przypomnieć, że liturgia w języku starosłowiańskim była do niedawna celebrowana także w niektórych Kościołach lokalnych związanych z Rzymem. I tak na przykład Mszy Świętej w języku starochorwackim cios śmiertelny zadała dopiero reforma liturgiczna po Vaticanum II.

Patroni Europy


Cyryl i Metody uznani są za świętych – choć nigdy nie byli formalnie kanonizowani – zarówno w tradycji łacińskiej, jak i greckiej. 31 grudnia 1980 r. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił braci sołuńskich, obok św. Benedykta z Nursji, współpatronami Europy. Ich święto liturgiczne przypada 14 lutego.

Adam Kowalik

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą!
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia… Kolejny rok, 2020, powoli odchodzi do przeszłości. Radość związana z wyczekiwaniem na przyjście Bożej Dzieciny zakłóca świadomość, że spora grupa Polaków odrzuca Boga, nienawidzi instytucji zbawczej, jaką jest Kościół Święty, a także odmawia prawa do życia dzieciom poczętym.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę podzielić się moją radością. Odmawiałam Nowenny Pompejańskie w trzech intencjach: za dwie córki oraz o rozwiązanie problemów spadkowych po zmarłym krewnym (m.in. długi zostawione przez zmarłego). Starsza córka zdała maturę (po trzech latach opóźnienia); młodsza, która dwa lata się nie uczyła, wznowiła naukę w szkole wieczorowej dla dorosłych; a długi udało nam się spłacić i rozwiązał się problem z mieszkaniem zostawionym w spadku przez zmarłego.
Modliłam się też do Świętej Rany Ramienia Jezusowego, prosiłam także o pomoc Maryję i św. Józefa. Zostałam wysłuchana! Zachęcam wszystkich do wytrwałej i ufnej modlitwy różańcowej. Najświętsza Maryja Panna nigdy nie opuści nas w potrzebie! Pozdrawiam Was serdecznie.
Renata – wierna czcicielka Maryi

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Ośmielam się na te kilka słów, płynących z pewnego mojego zaniepokojenia wywołanego komunikatem ks. bp. Marka Szkudły, który został odczytany podczas ogłoszeń duszpasterskich w dniu 11 października 2020 roku. Niepokoi mnie szczególne zwrócenie uwagi przez ks. biskupa na to, jakoby osoby przyjmujące Komunię Świętą „na rękę” były krzywdzone stwierdzeniem, że nie odnoszą się z szacunkiem do Najświętszego Sakramentu. Tymczasem z moich obserwacji wynika, że sytuacja jest wręcz odwrotna. To wierni przyjmujący Komunię Świętą do ust stają się osobami, które są marginalizowane. Muszą przyjmować Pana Jezusa w nawie bocznej, gdyż centralnie przed ołtarzem już nie ma dla nich miejsca. Teraz obawiam się, że wielu wiernych może już nie powrócić do praktyki przyjmowania Komunii Świętej do ust, tak jak mogą nie wrócić już do pozycji klęczącej podczas przyjmowania Eucharystii (tak jak nas uczono podczas Pierwszej Komunii Świętej).
Obawiam się też, że przyjmowanie Ciała Pańskiego na rękę stanie się powszechne. Mam ponadto obawy, że Ci wierni, którzy jeszcze dotąd przyjmują Komunię Świętą do ust, również poprzez niewłaściwe i krzywdzące ograniczenia (tj. rozdawanie Komunii w bocznych nawach, z tyłu kościoła, na końcu procesji itp.) mogą zacząć przyjmować Komunię na rękę. Mam jednak nadzieję i modlę się o to, żeby nigdy do tego nie doszło.
Dziękuję za wszystkie Wasze akcje. Niech łaska Boża będzie z nami wszystkimi.
Z Panem Bogiem
Marek ze Śląska

Szczęść Boże!
Moi Kochani, pragnę Wam serdecznie za wszystko podziękować! Otrzymałam od Was wiele obrazów i wiele modlitw. Zainspirowaliście mnie i dodaliście sił, by tego potencjału nie zmarnować. Dzięki Wam udało mi się w jak najlepszy sposób spożytkować otrzymane od Was materiały. Wiele nauczyłam się od Was i jestem szczęśliwa. Niech Wam Dobry Pan Bóg wynagrodzi.
Maria

Szanowny Panie Prezesie!
Z głębi serca dziękuję Panu za słowa otuchy i serdeczność. Od kilku lat jestem stałą czytelniczką „Przymierza z Maryją”, jakże wspaniałego dwumiesięcznika. Czytam to pismo „od deski do deski”, chętnie czyta je także mój mąż. Po lekturze „Przymierza” razem się modlimy… Dziękuję także za Pańskie listy – szczere i budujące. A co najważniejsze – skierowane do mnie osobiście. W życiu bywają takie chwile, że właśnie takie słowa budują i wzmacniają. Wielkie za to dzięki! Z kolei tematyka „Przymierza z Maryją” wzmacnia naszą wiarę i wiedzę religijną.
Bardzo dziękuję ponadto za wszystkie piękne rzeczy, jakie od Was otrzymuję. Jeszcze raz z głębi serca dziękuję za wszelkie dobro, jakiego zaznałam z Waszej strony. „Bóg zapłać” za to wspaniałe dzieło, podjęte przez Pana oraz za modlitwę w mojej intencji. Proszę o dalszą modlitwę.
Z wyrazami szacunku
Marianna

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowni Państwo!
Jak tylko otrzymałam od Was przesyłkę z „Aktem poświęcenia domu Matce Bożej”, nie wahałam się ani chwili, by swój dom właśnie Jej poświecić. Maryja zawsze zajmowała i nadal zajmuje bardzo ważne miejsce w moim życiu. Już jako mała dziewczynka w każde niedzielne popołudnie chodziłam z mamą i babcią do kapliczki przy szosie, gdzie – wedle przekazu wielu osób – na początku XX wieku Matka Boża ukazała się trzem dziewczynkom. Potem w tym miejscu ludzie postawili małą kapliczkę z figurą Najświętszej Dziewicy i zaczęli tu przychodzić na modlitwę. Teraz kapliczka jest zadbana i ogrodzona. Co roku, 15 sierpnia w uroczystość Matki Bożej Zielnej przybywa tu wielu wiernych, by oddać cześć Matce Wniebowziętej. Kapliczka stoi w Dolistowie na Podlasiu.
Teraz mieszkam w odległej miejscowości, ale ilekroć jadę w tamte strony, staram się odwiedzić Matkę Najświętszą, by powierzyć Jej swoje radości i smutki. Ona jest najlepszą Mamą. A ponieważ moja ziemska mama odeszła, gdy byłam jeszcze bardzo młoda, więc ze wszystkimi sprawami i problemami zwracałam się do Maryi.
Ostatnio jeździłam do Niej, gdy moją córkę i jej rodzinę dotknęła choroba wywołana koronawirusem. Przeżywaliśmy naprawdę trudne chwile, bo przebieg choroby był bardzo ciężki. Tylko nadzieja w opiekę Matki Bożej dawała mi siłę. Córka z rodziną byli uwięzieni w domu przez 6 tygodni! Codziennie modliłam się o ich zdrowie i powrót do normalnego życia. Odmawiałam Różaniec i inne modlitwy. A kiedy odmawiałam Nowennę do Matki Bożej i ufałam głęboko, że Ona nam pomoże – w ostatnim dniu Nowenny otrzymaliśmy wynik, stwierdzający koniec tej choroby!
Z gorącym sercem podpisuję „Akt poświęcenia domu Matce Bożej” i z całą rodziną oddajemy się pod Jej opiekę.
Alina

Szczęść Boże!
Serdecznie dziękuję Trójcy Przenajświętszej i Matce Bożej za to, że mój syn „odnalazł się”. Przeszedł całkowitą przemianę. A Państwu dziękuję za otuchę i wspaniałe materiały, które wzmacniają wiarę. Bóg zapłać!
Maria