Słowo kapłana
 
O "bogactwie" księży uwag kilka
Ks. Adam Martyna

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!


Drodzy w Jezusie i Maryi!


Nie tak dawno temu świętowaliśmy Boże Narodzenie. Dookoła słychać narzekania, że te piękne święta pochłonęły ogrom wydatków… Co bardziej rezolutny obywatel jednak nie zapomni jeszcze dorzucić, że trzeba było wysupłać ostatni grosz, by dać księdzu na „kolędzie”, bo przecież wiadomo, że „im” tylko na pieniądzach zależy. Zaraz włącza się ktoś drugi i opowiada zwykle świeżo zasłyszaną gdzieś „historię”, jak to ksiądz w jednej parafii, ale nie pamięta której, ciągle mówi tylko o pieniądzach…


No właśnie. Jeżeli nie można zarzucić kapłanowi, że się niemoralnie prowadzi, to zawsze można wyrażać święte oburzenie, że ten czy ów znowu zmienił samochód, tamten każde ogłoszenia kończy prośbą o pieniądze, a przecież „wiadomo, jak im się dobrze powodzi”.

 

Chciałbym dziś, tak całkiem szczerze, opisać moją sytuację i „bogactwa” jakie rzekomo jako ksiądz muszę posiadać. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że każdy zainteresowany tym tematem może to wszystko sprawdzić. Nie podpisuję się pseudonimem, nie ukrywam się. Osobiście można się przekonać, jak to z tym „bogactwem” jest.

Parafia, której jestem proboszczem, liczy około tysiąca wiernych. Jest więc raczej mała, ale zaręczam, że są mniejsze. Mój główny dochód to ofiary za odprawienie Mszy Świętej. Ile wynosi taka ofiara? Nie ma cennika, a ja nie mogę żądać określonej kwoty. Mniej więcej w całej Polsce wysokość tej ofiary jest bardzo zbliżona. Ale: wolno mi zatrzymać ofiarę tylko za jedną Mszę dziennie. Nawet jeżeli sytuacja wymaga, żebym ich odprawił trzy, to te pozostałe, jako własność Kościoła, prawnie należą się Kurii. Łatwo więc można sobie wyliczyć: dochód podstawowy – trzydzieści razy przeciętna ofiara za Mszę Świętą. Do tego dochodzą wyższe ofiary za ślub, pogrzeb, chrzest – ale również tutaj nie obowiązuje żaden cennik. Każdy daje tyle, ile uważa, że powinien dać.

Jestem księdzem, wykonuję posługę, a nie zawód, więc nie mogę powiedzieć narzeczonym: Drodzy Państwo, przykro mi, ale u nas jest przyjęte, że ofiara za ślub wynosi taką a taką sumę. Państwu brakło 50 zł, więc nie mogę wykonać usługi. To wykluczone. Ponadto jeszcze dochodzą ofiary z okazji wypominków i kolędy. Wysokość tych sum jest bardzo zróżnicowana w całej Polsce. Księdzu daje się inną ofiarę pod Wrocławiem i zupełnie inną pod Tarnowem. Zatem nie można, nawet w przybliżeniu, obliczać, ile polscy księża dostają na kolędę czy na wypominki. To właściwie wszystko o przychodach, bo innych nie ma.

Teraz co nieco o wydatkach. Jak każdy człowiek muszę jeść i jakoś ciepło się ubrać na zimę. To oczywiście nie z tacy, bo taca niedzielna i świąteczna, o której zapomniałem napisać powyżej, jest przeznaczona wyłącznie na cele kościelne. Mogą to być potrzeby kościoła własnego, a czasem Kościoła Powszechnego. Ponadto – taca na seminarium, taca na poszkodowanych przez kataklizm, powódź i tutaj tych potrzeb jest bardzo wiele. Tak więc muszę dokładnie oddzielić to co „moje” od tego, co stanowi własność parafii czy Kościoła w ogóle. To oddzielenie nie odbywa się na „słowo honoru”, ale muszę prowadzić księgę wydatków, która corocznie jest kontrolowana przez księdza dziekana.

Zatem za swoje pieniądze kupuję jedzenie, opał na plebanię, książki, ubranie, lekarstwa, jeśli potrzeba – meble, i jeśli potrzeba – także samochód, a w dzisiejszych czasach jest to konieczność. Do tego moje wyjazdy, urlopy, rekolekcje. Ale to nie wszystko. Z moich pieniędzy muszę jeszcze płacić podatki – można sprawdzić, że tak jest. Płacę więc państwu zryczałtowany podatek raz na kwartał wynoszący wielokrotność podstawowej sumy, jaką otrzymuję za Msze Święte, a także wpłacam pewną sumę na cele liturgiczno-kultowe do Kurii, też za każdy miesiąc. Do tego jeszcze dochodzi ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Niby niedużo, ale jeżeli się weźmie pod uwagę, że „pensja” podstawowa to wysokość ofiary za jedną Mszę Świętą na dzień razy 30 lub 31 dni, nie jest to takie proste.

Skąd zatem biorę na te podatki i nieprzewidziane wydatki? Z litościwych rąk, które dają na ofiarę, na wypominki i na kolędę. Także z wyższych ofiar za śluby, chrzty i pogrzeby. Jednak, aby mieć to wszystko z czego opłacić, muszę te ofiary bardzo szanować, nie mogę wydawać na byle co, bo może mi braknąć na podstawowe opłaty. A proszę mi wierzyć, są parafie, gdzie ofiary za Msze otrzymuje się tylko w soboty i niedziele. W tygodniu odprawia się dla dobra wspólnego…

Teraz ofiary z tacy idą na: wino do Mszy św., hostie, ogrzewanie, organistę, kościelnego (jeżeli jest), cieknący dach, sprzątających… Do tego nieprzewidziane wydatki: popsute mikrofony, głośniki, choinki, jeżeli dobrzy ludzie nie podarują… Do tego parafie utrzymują dzieła diecezjalne: radio, Caritas, wydawnictwa i wiele innych potrzebnych spraw, o których mówiący wiele o bogactwie księży parafianie nie mają pojęcia.

I jeszcze kilka uwag dotyczących urzędowania proboszcza… Wielu parafian irytuje się, gdy przyjeżdżają na parafię i ksiądz jest nieobecny. No cóż, najpierw należałoby się zapoznać z godzinami urzędowania księdza w kancelarii. Plebania jest tak pomyślana, że jest to zarazem biuro, jak i mieszkanie kapłana. Żaden urzędnik nie siedzi w biurze cały dzień, tym bardziej, jeżeli musi o wszystko zadbać sam, bo na przykład nie ma gospodyni, która by ugotowała obiad, ale nawet kościelnego i w kościele też musi wszystko przygotować do Mszy Świętej. Jeżeli ktoś nie może przyjść w godzinach urzędowania proboszcza, zwykle dostępny jest jego numer telefonu. Możemy więc zadzwonić i wyjaśnić naszą sytuację. Ksiądz na pewno zrozumie i umówi się z nami w czasie dogodnym dla obu stron.

To tyle, Drodzy Czciciele Matki Najświętszej, jeśli chodzi o rzekomo „bajeczne” dochody „kleru”. Naprawdę, można to wszystko sprawdzić, te wiadomości nie są tajne. A jeżeli zauważymy, że nasz proboszcz ma jakiś bardzo bogaty samochód, to zanim zaczniemy się domyślać, z jakich nieuczciwych źródeł go zakupił, możemy po prostu zapytać. To bardzo proste! Życzę wszystkim szczęśliwego, pełnego Bożych łask Nowego Roku i oddaję w opiekę Fatimskiej Pani.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
W tej Hostyi jest Bóg żywy
W ciągu ostatnich 11 lat na dwóch przeciwległych krańcach naszego kraju – w Sokółce i Legnicy – wydarzyły się cuda eucharystyczne: fragmenty konsekrowanych Hostii zamieniły się w mięsień sercowy cierpiącego człowieka w stanie agonalnym… Co nam chce powiedzieć Boża Opatrzność poprzez te nadzwyczajne wydarzenia? Na pewno potwierdzić Prawdę, że Chrystus Pan jest ukryty w Najświętszym Sakramencie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u Serdecznej Matki
Bartłomiej Tumiłowicz

W drugim tygodniu maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Dla 34 wylosowanych osób był to wyjątkowy czas, spędzony przed obliczem Najświętszej Maryi Panny.

 

Do Portugalii przylecieliśmy późnym wieczorem 8 maja. Część osób była pierwszy raz za granicą i pierwszy raz leciała samolotem. „To dla mnie podróż życia”. „Nie wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się tutaj dotrzeć”. „Całe życie o tym marzyłem i wreszcie się udało”. Te i inne podobne opinie padały z ust pielgrzymów. Niedopisujące zdrowie czy ponad 80 wiosen nie były przeszkodą w podróży. Znajomi mi powtarzali, że chyba oszalałam, że sobie nie poradzę i żebym lepiej nie jechała. Ja jednak się uparłam, bo bardzo chciałam odwiedzić swoją Mamę – opowiadała jedna z pań.

 

Pierwszy poranek w Portugalii zaczęliśmy Eucharystią sprawowaną w Kaplicy Objawień przez kapłana, który przez cały wyjazd sprawował nad naszą grupą opiekę duchową. Na Mszy Świętej, odprawianej w intencjach nadesłanych do Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, było obecnych także wielu obcokrajowców. Najświętsza Ofiara Pana Jezusa ma przecież wymiar uniwersalny. Nie zapomnieliśmy również o uczestnikach akcji „Twoje światło w Fatimie”. Małe świeczki, które otrzymaliśmy, zostały przetopione na duże, metrowe świece wotywne. Zapaliliśmy ich tym razem w Fatimie aż 108, pokazując modlitewne zaangażowanie Polaków.

 

Następnie udaliśmy się do Muzeum Sanktuarium Fatimskiego, gdzie podziwialiśmy korony Matki Bożej, liczne wota i pamiątki przekazane przez Ojca Świętego, Jana Pawła II. Papież-Polak towarzyszył nam również podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, ponieważ rozważaliśmy komentarze jego autorstwa. Mimo że podczas prawie całej pielgrzymki towarzyszył nam deszcz, to w czasie Drogi Krzyżowej świeciło słońce. – Mama zadbała o pogodę – powtarzali wtedy pielgrzymi. Długa i miejscami stroma dróżka, wijąca się między drzewkami oliwnymi i drzewami dębu korkowego nie osłabiła sił Apostołów Fatimy. Zapytałem jedną z najstarszych uczestniczek pielgrzymki, czemu sobie nie usiądzie, gdy czytane są rozważana. Usłyszałem odpowiedź: Pan Jezus, idąc z Krzyżem nie siadał, więc i ja mogę postać.

 

W modlitewnym nastroju doszliśmy do Aljustrel, gdzie zwiedzaliśmy skromne domy, w których mieszkali pastuszkowie. Logika Pana Boga jest zdumiewająca. Tak ważne dla ludzkości przesłanie zostało przekazane przez Maryję trójce dzieci w ubogiej portugalskiej wiosce. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie – słowa Pana Jezusa, zapisane w Ewangelii, ukazują tutaj swoją szczególną wartość.

 

Wieczorem, na placu przed bazyliką, uczestniczyliśmy w modlitwie różańcowej, prowadzonej w wielu językach, co po raz kolejny pokazuje bogactwo różnorodności Kościoła. Piękna procesja z krzyżem i figurą Matki Bożej Fatimskiej jest wzruszającym symbolem czci dla naszego Zbawiciela i Jego Matki.

Kolejnego dnia, po Mszy św. udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych klasztorów w Batalhi i Alcobaça oraz sanktuarium w Nazaré. Piękne budowle świadczą o dawnej sile katolickiej Portugalii. Jednocześnie jest to przygnębiające, gdy widać, że te kościoły są odwiedzane prawie wyłącznie przez turystów – zakonników wygnano ponad 150 lat temu, a w ciągu tygodnia sprawowana jest jedynie jedna Msza Święta.

 

Wieczorem pożegnaliśmy się z naszą Mamą Różańcem i procesją. Następnego dnia o piątej rano opuściliśmy Fatimę ze śpiewem „O Maryjo, żegnam Cię”.

Szczęśliwi wróciliśmy do kraju z torbami pełnymi dewocjonaliów dla bliskich, wzruszeniem w sercu i poczuciem, że Niepokalane Serce Maryi czuwa nad nami.

 

Bartłomiej Tumiłowicz

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję za książkę o św. Ojcu Pio. Postać tego kapucyna fascynowała mnie od czasu, gdy jako mała dziewczynka usłyszałam o niezwykłym zakonniku, któremu odnawiają się rany – stygmaty. Jestem ogromnie wdzięczna za ten prezent. Dziękuję Wam za wszystkie materiały i za Waszą – jakże potrzebną – działalność. Niech Was prowadzi Chrystus Zmartwychwstały!

Barbara

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie. Uważnie czytam każdy Pański list i za każdy dziękuję. Prosił Pan w jednym z nich, abym dała świadectwo wiary i otrzymanych łask. Doświadczyłam w swoim życiu wielu takich sytuacji, ale również przeżyłam wiele chwil zwątpienia, kuszenia i działania złego ducha. Wiem, że bez wiary nie doświadczyłabym Dobra, jakim jest łaska Boża, jak też w złych chwilach nie nawróciłabym się bez Bożej Miłości.

Dziś pragnę podzielić się dobrem otrzymanym w łaskach i darach. Moje życie było zawsze ubogie. Wiem, co to głód i jak ważne jest umieć przyjąć pomoc w bardzo trudnych sytuacjach. W takich trudach Pan Bóg przez łaski i opiekę Matki Bożej przyszedł mi z pomocą przez ludzi, których na mej drodze stawiał. Wiedziałam, że nie jestem sama. Gdybym pomocy nie przyjęła, pewnie miałabym pretensje do całego świata. Ale wiara i ufność pokładana w Bogu dała mi nadzieję i – choć było to bardzo trudne – potrafiłam z pokorą przyjąć pomocną dłoń. (…) Inna łaska dotyczyła mnie, gdy w lutym tego roku byłam po operacji. Bardzo cierpiałam. Swoje cierpienia, ból nie do wytrzymania złożyłam w ręce Matki Bożej za dusze czyśćcowe, łącząc się z cierpieniem Chrystusa. W pewnym momencie ujrzałam pochylającą się Matkę Bożą, która dotknęła mojej głowy. Wtedy mój ból nasilił się, a po około 30 minutach odczułam ogromną ulgę.

Dziękuję Wam za Wasze świadectwo wiary i za wszystkie materiały. Bóg zapłać!

Pozdrawiam

Agnieszka

 

 

Szczęść Boże!

Jako praktykujący katolik, ale również tzw. katolik poszukujący, staram się nie tylko modlić, ale też odważnie reagować i walczyć ze złem w oparciu o wartości zawarte w nauce Kościoła. I im więcej poszukuję, tym bardziej wzmacnia się moja wiara. Czytam prasę katolicką, która, niestety, w większości jest mało wyrazista i mało skuteczna w stosunku do ewidentnie wrogiego Kościołowi postkomunistycznego liberalnego lewactwa, chcącego zniszczyć publicznie i systemowo dzieło samego Jezusa Chrystusa.

Zafrapował mnie tytuł ostatniego „Przymierza z Maryją”, który brzmi: „Droga Chrystusa drogą Kościoła”. Zestawienie tych dwóch dróg, tj. Chrystusa i Kościoła wzbudza ciekawość i od razu nasuwa się pytanie, w jakim stopniu reagowałby sam Zbawiciel na bezeceństwa, jakimi jest zarzucany dzisiejszy Kościół? Czy Pan Jezus szedłby drogą dzisiejszego Kościoła? Czy miałby tak tolerancyjną i łagodną postawę, jak niektórzy współcześni hierarchowie? Pytania zostawiam otwarte – do dyskusji. Natomiast jestem przekonany, że Chrystus Pan reagowałby i potępiałby każde zło i bezkompromisowo walczyłby o prawdę. Bo to przecież On jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Pozdrawiam serdecznie

Julian

Szczęść Boże!

Przesyłam pozdrowienia z Monachium. Nie mam tutaj prawdziwych przyjaciół. Jedynym moim prawdziwym przyjacielem – jeśli można tak powiedzieć – jest literatura i prasa katolicka. Interesuje mnie historia i polityka, ale nie mam z kim porozmawiać. Mieszkających tutaj Polaków zazwyczaj nie interesują te tematy, a poza tym nie mają czasu. Dlatego staram się czytać jak najwięcej. Bardzo interesującym pismem jest „Przymierze z Maryją”. I dziękuję Wam za nie. Dzięki Wam mogę poznać prawdę i umacniam się w wierze. Jestem katoliczką i pozostanę w mojej wierze, mimo wszelkich antykatolickich błazeństw i szkalowania księży. Niestety, praktycznie codziennie spotykam się z krytyką kapłanów, często bezpodstawną. Co najbardziej bolesne, że krytyka ta wychodzi z ust wielu moich rodaków. Proszę Was o modlitwę.

Hanna

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od kilku lat mam z Państwem kontakt poprzez „Przymierze z Maryją”. Starałam się również włączać w akcje chrześcijańskie prowadzone przez Państwa Instytut i Stowarzyszenie, wcześniej mieszkając w Bielsku-Białej, a dziś w Biłgoraju.

Dziękuję Wam za wszystkie dewocjonalia, jakie otrzymuję, a ostatnio za wizerunek i figurkę Matki Bożej Fatimskiej, jak również za piękne i bardzo głębokie rozważania na Wielki Post.

Ja i cała moja rodzina jesteśmy wdzięczni, że istnieje Instytut i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz za ciekawe artykuły w „Przymierzu z Maryją”. To pogłębia naszą wiarę, a dzisiejsze czasy są okrutne. To co się dzieje na świecie, a nawet u nas, w Polsce, jest przerażające: szaleństwa środowisk tzw. LGBT, ideologia gender, szkalowanie ludzi wierzących, prześladowanie Kościoła, bluźnierstwa, niszczenie figur świętych. Do czego ten świat zmierza?

Jesteśmy rodziną katolicką od wielu pokoleń i zawsze staramy się popierać mądre i dobre inicjatywy chrześcijańskie. Wiem, że dzięki wytrwałej modlitwie i mocnej wierze w Pana Boga i powierzaniu trudnych spraw Najświętszej Maryi Pannie człowiek wychodzi zwycięsko z każdej, najcięższej nawet sytuacji.

Dziękuję całej Redakcji za wydawanie pisma. Życzę wytrwałości i radości płynącej z prowadzenia tego dzieła. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

Teresa

 

 

Szanowni Państwo

Bardzo dziękuję za przesłane do tej pory numery „Przymierza z Maryją”. Przepraszam, że wcześniej nie było z mojej strony żadnego sygnału. Bardzo potrzebuję tej lektury. Jej czytanie umacnia mnie w wierze, tym bardziej że jestem świadoma moich słabości.

Z Panem Bogiem!

Grażyna