Cudowne wydarzenia
 
Historia Heleny


Szkaplerz święty to jedna z naszych broni przed szatanem. Przynosi korzyść – jak mówił pewien lekarz – nie tylko duszy, ale nawet ciału człowieka. Jednak przede wszystkim pomaga w dobrej śmierci. Matka Boża obiecała:

Ktokolwiek, nosząc go pobożnie, w nim umrze, nie dozna ognia piekielnego. Liczne demony, które ze wzmożoną mocą atakują konającego, uciekają od osoby przyobleczonej w szatę Maryi, krzycząc, że nic nie mogą poradzić wobec mocy, jaką Ona posiada. Oto historia pewnej kobiety chorej na raka kości.

Helena nie miała łatwego życia. Wcześnie umarł jej mąż i jako wdowa przez długie lata musiała zmagać się z trudnym dziełem wychowania dwójki dzieci: córki i syna. Nigdy jednak – co potwierdzają ci, którzy ją znali, rodzeństwo i same dzieci – nie padły z jej ust słowa narzekania. Helena dowiedziała się o chorobie już w zaawansowanym stadium jej rozwoju; lekarz, który interpretował wyniki badań, łapał się za głowę, nie dowierzając, jak można jeszcze w takim stanie tak dobrze funkcjonować. A dodajmy, że Helena należała do tych osób, które nie potrafią siedzieć na miejscu i nic nie robić. Praktycznie zawsze było coś, czym trzeba było się zająć.

Niebawem po fatalnej diagnozie rozpoczęło się leczenie. Nadzieję na cudowne uzdrowienie miała tylko najbliższa rodzina. Z pewnością nie mieli jej lekarze. Mimo kosztownych i dotkliwych kuracji, w krótkim czasie stało się jasne, że właściwie nie ma ratunku dla matki, zwłaszcza, że nowotwór atakował inne części ciała. Helena brała coraz większe dawki środków uśmierzających ból. Jednak, co ciekawe – mimo tak mocnych narkotyków, które tak naprawdę w niewielkim stopniu jej pomagały – za każdym razem, kiedy odwiedzano ją w szpitalu czy też w domu, wytężała wszystkie siły, by jeszcze swobodnie móc porozmawiać z gośćmi. I nawet wtedy – choć było widać, jak wielkie spustoszenie czyni nowotwór – starała się nie mówić o swoim bólu. Jedynie wśród najbliższych czasami miewała gorsze chwile. Była trochę niecierpliwa.

Helena otwarta na Słowo Boże często oddawała się różnym modlitwom. Tuż przed śmiercią – jeszcze przed ostatnim wyjściem ze szpitala, do którego już nigdy miała nie powrócić – przyjęła szkaplerz. Przyjęła go nabożnie, w pełni świadoma, a modlitwy związane z jego nałożeniem odmawiała także inna chora leżąca obok na łóżku. Uroczystość odbyła się w piątek, w święto Najświętszego Imienia Maryi. Od tego momentu wszystko potoczyło się szybko, ale co najważniejsze – spokojnie i w dobrej atmosferze.

W południe ta schorowana kobieta wróciła do domu, z czego bardzo się cieszyła. Dzieci zadbały o to, aby matka nie musiała umierać w hospicjum. Wieczorem około godz. 22.00 rozpoczęło się czuwanie. Chora miała trochę nieskoordynowane ruchy, ale mimo to wypowiedziała słowa: W imię Ojca i Syna i Ducha św. Amen, a następnie zaczęła modlitwę „Ojcze Nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, Koronkę do Bożego Miłosierdzia... W trakcie modlitwy wyciągała jeszcze ręce i głaskała po twarzy osoby zgromadzone przy jej łóżku. Dzieci pocieszała. Wzywała Matkę Bożą i Pana Jezusa. Widziała też swojego zmarłego małżonka. Nagle zachwyciła się pięknem kwiatów...

W sobotę około 1.00 nad ranem śpiewała ostatnie pieśni nabożne, oczekując na swoje cudowne przejście do Pana. Patrzyła spokojnym, ale zarazem bardzo przenikliwym wzrokiem. Znowu głaskała dzieci i zapewniała, że ich kocha oraz że będzie z nimi. Ostatnie słowa brzmiały: Kocham was i z niezwykłym spokojem, trzymając rękę na szkaplerzu zawieszonym na szyi, a wzrok skierowawszy ku obrazowi, na którym widniało Najświętsze Serce Pana Jezusa, przymknęła powieki. Spokojnie odeszła do Wieczności zaopatrzona sakramentami świętymi w sobotę, 13 września, w rocznicę piątego objawienia fatimskiego, w wigilię uroczystości Podwyższenia Krzyża Świętego.

Następnego dnia wnuczka jadąc z mamą do domu rodzinnego, z którego jeszcze nie zabrano ciała babci, niezwykle rozentuzjazmowana – co rzadko się jej zdarza – wykrzyknęła spoglądając w niebo: – Patrzcie! Babcia idzie wysoko na niebie. Dwa dni później ta mała, niespełna trzyletnia dziewczynka, która sama doświadczyła wiele cierpienia z powodu poważnej choroby, pocieszała wujka, opłakującego śmierć swojej matki – jedynej najbliższej osoby poza siostrą: – Wujku, nie trzeba płakać. Nie trzeba. Babcia była ubrana na biało i żółto.

Pogrzeb odbył się w poniedziałek 15 września w święto Najświętszej Maryi Panny Bolesnej.

Agnieszka Stelmach

Ta historia wydarzyła się naprawdę. I to całkiem niedawno.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Męka Chrystusa według Całunu
Kończy się Wielki Post. Przed nami Wielki Tydzień, którego apogeum stanowi Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę w sposób szczególny nasza myśl biegnie w kierunku Golgoty i Najświętszej Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Zostań Apostołem Fatimy!

Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 

Szczęść Boże!
Szanowni Państwo, należę do osób, które nie chcą „rozdrabniać” i „rozpraszać” swoich nabożeństw. Dla mnie fundamentem jest Jezus Chrystus. A poza tym całe moje jestestwo zwrócone jest ku Maryi Niepokalanej, otaczającej mnie Swoją Opieką i Nieustającą Pomocą.
Przez codzienną modlitwę różańcową otrzymałem zdumiewająco dużo łask: zostały rozwiązane, i to z nawiązką, moje nieprawdopodobne wręcz problemy życiowe. Toteż Wasza propozycja, by poświęcić swój dom Maryi trafiła w pełni do mojego serca. Natychmiast po otrzymaniu przesyłki odmówiłem „Akt poświęcenia domu Niepokalanemu Sercu Maryi”, a tabliczkę z Aktem umieściłem na ścianie mojego pokoju.
Jestem dogłębnie poruszony faktem, że w ciągu kilku dni jeszcze jeden wielki problem, z którym miałem borykać się przez kolejne miesiące, znalazł się na właściwej ścieżce ku pomyślnemu rozwiązaniu. Z całego serca dziękuję za to Maryi, a Wam jestem niezmiernie wdzięczny za stworzenie możliwości, by poświęcić dom Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Pozdrawiam!
Władysław z Gliwic


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski uzdrowienia i rozwiązania poważnych problemów poprzez Nowennę Pompejańską. Problem był ogromny i pogłębiający się – dotyczył mojego syna. Był w wieku gimnazjalnym. Zaczęły się problemy z wychodzeniem z domu, z wychodzeniem do szkoły, ze wstawaniem z łóżka. Był to bardzo trudny i długotrwały czas. Ze szkoły otrzymywałam zapowiedź kary finansowej za niedoprowadzanie syna do szkoły. Robiłam co mogłam, bardzo chciałam pomóc synowi – nic nie skutkowało. Sytuacja stawała się coraz gorsza.
Pewnego dnia znajoma powiedziała mi, że opowiedziała o mojej sytuacji swojej cioci – siostrze zakonnej. Dostałam od niej bardzo cenną wskazówkę, jak z tego możemy wyjść – poprzez Nowennę Pompejańską.
Od razu tego samego dnia podjęłam tę modlitwę. Już na drugi dzień problemy zaczęły się rozwiązywać. Najpierw zdecydowaliśmy się na wizytę u lekarza, który poprowadził sprawę dalej, potem kolejne osoby, następnie nauczanie indywidualne i w końcu syn ukończył szkołę.
Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej rozwiązała się sprawa, która po ludzku dla mnie była porównywalna z biciem głową w mur.
Dziękuję Ci Maryjo za wszelkie łaski, które otrzymaliśmy i które otrzymujemy. Dziś syn jest już ojcem i ma swoją rodzinę.
A Wam, Szanowni Państwo, gratuluję decyzji o propagowaniu Nowenny Pompejańskiej. Polecam wszystkim tę modlitwę, dzięki której możemy rozwiązywać problemy, które po ludzku wydają się nie do rozwiązania. Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewa z Jarosławia


Szczęść Boże!
Z całego serca dziękuję za modlitwę, życzenia i wszelkie upominki. Niech Dobry Bóg ma wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi w Swojej opiece, a Matka Najświętsza niech Was otacza opieką. Niech Pan Bóg obdarzy Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Modlę się za Stowarzyszenie i proszę o modlitwę. Bóg zapłać za wszystko!
Józefa z Mazowsza


Szczęść Boże!
Pragnę podziękować za kalendarz „365 dni z Maryją” na 2021 rok. Dzięki niemu tak bardzo czuję codzienną obecność, opiekę i wsparcie Matki Bożej. Byłoby świetnie, gdyby ten kalendarz mógł trafić do wszystkich naszych Rodaków. Chętnie w tym pomogę. Zapewniam o modlitwie za Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy!
Agnieszka – Apostoł Fatimy


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję za Wasze przesyłki. Dziękuję za kalendarz „365 dni z Maryją”. Jestem bardzo wzruszona, kiedy czytam „Przymierze z Maryją”. Nie zawsze ma kto czytać mi to pismo. Jestem osobą słabo widzącą od czasu tragicznego wypadku. Miałam wtedy 24 lata i plany na przyszłość. Po wypadku przez dwa miesiące byłam nieprzytomna. Lekarze dawali mi jeden procent szans na przeżycie. Moja mama modliła się gorąco za wstawiennictwem Matki Bożej i św. Judy Tadeusza. Miłosierny Jezus wysłuchał modlitw. Przeżyłam, a później – w roku 1992 – urodziłam zdrowego, pięknego synka. Chłopiec pięknie grał na pianinie, lubił matematykę, poza tym uczył się języków obcych. Obecnie mieszka w Anglii – pomaga mnie i mojej mamie, która ma 82 lata.
Byłam na pielgrzymce w Fatimie, aby podziękować Panu Bogu i Matce Bożej za życie, zdrowie i za syna. Odwiedziłam też inne święte miejsca.
Mąż, który spowodował ten wypadek, po pewnym czasie mnie opuścił… Ale i tak za wszystko dziękuję Bogu.
Pomagam chorym i ułomnym dzieciom. Najlepszą dla mnie nagrodą jest ich uśmiech i wdzięczność.
Nie tracę nadziei. Modlę się o zdrowie i pomoc w moim inwalidztwie, abym mogła przetrwać i jak najdłużej cieszyć się rodziną.
Serdecznie dziękuję Wam za miłe i pełne pocieszenia słowa. Za serdeczne pozdrowienia. Bóg zapłać za wsparcie duchowe w życiu codziennym, często tak trudnym. Dziękuję za to, że przypominacie to piękne hasło: O Maryi nigdy dość!
Grażyna z Lublina


Szczęść Boże!
Pragnę podzielić się dobrą wiadomością – w końcu odnalazłam Matkę Bożą i Pana Boga. A zaczęło się od bardzo ciężkiego wypadku samochodowego. Cudem uniknęłam śmierci. Wydarzył się on 27 listopada. Przez przypadek dowiedziałam się później, że w ten dzień jest wspomnienie Maryi od Cudownego Medalika. Poczytałam trochę informacji o tym medaliku i doszłam do wniosku, że to ma sens! Musiałam więc trochę oberwać, aby jaśniej myśleć. Najpierw zapoznałam się z całą historią Cudownego Medalika, a później zamówiłam go wraz z książkami. Co ciekawe, tydzień przed wypadkiem modliłam się o światło wiary…
Wypadek był ciężki, a jego skutki odczuwalne do dziś, ale dzięki niemu odnalazłam wreszcie Boga! I za to dziękuję!
Z Panem Bogiem
Dorota