Historia
 
Czy Japonia mogła stać się chrześcijańska?
Marcin Więckowski

Św. Maksymilian Kolbe, którego 80. rocznicę śmierci właśnie obchodzimy, w 1930 roku przybył jako misjonarz do państwa nietypowego jak na kraj misyjny: stosunkowo zamożnego, z dobrze rozwiniętą infrastrukturą i technologią, pod wieloma względami znacznie przewyższającego ówczesną Polskę. Z drugiej strony był to wciąż – i pozostaje do dzisiaj – kraj niemal zupełnie pogański, w którym chrześcijanie stanowią zaledwie półtora procenta mieszkańców. Mowa tu oczywiście o Kraju Kwitnącej Wiśni. Dlaczego chrystianizacja w tym pięknym i fascynującym zakątku świata poszła tak źle i czy kiedykolwiek była szansa na to, aby Japonia stała się chrześcijańska?

Japonia była jednym z ostatnich miejsc na świecie odkrytych przez Europejczyków. Pierwsi przedstawiciele Starego Świata dotarli tam dopiero w 1542 roku. Tradycyjną religią Wysp Japońskich jest szintoizm, jedna z nielicznych do dziś wyznawanych religii politeistycznych, wywodząca się z mitologii japońskiej. Od VI wieku dołączył do niej – promieniujący z kontynentu azjatyckiego – buddyzm. Obie te religie wywarły decydujący wpływ na kształtowanie kultury, zwyczajów i sztuki japońskiej. Szerzenie chrześcijaństwa w kraju, który tak długo był izolowany od wpływów Europy z powodu swojego położenia geograficznego i zupełnie nie znał kodów kulturowych właściwych cywilizacji łacińskiej, wydawało się więc bardzo trudnym zadaniem, wręcz szalonym. Jednak „Bożych szaleńców” nie zabrakło.

Epoka szybkiej chrystianizacji

Siedem lat po odkryciu Japonii przez Europejczyków, w 1549 roku na brzeg wyspy Kiusiu zszedł hiszpański jezuita, św. Franciszek Ksawery, uważany za pierwszego misjonarza w Kraju Wschodzącego Słońca. Przypisuje mu się ochrzczenie ok. 3 tysięcy Japończyków w ciągu dwóch lat pobytu w tym kraju. Za jego śladem poszli kolejni misjonarze, głównie katolicy z Hiszpanii i Portugalii.

Szacuje się, że pod koniec XVI wieku w Japonii było już przeszło 300 tysięcy chrześcijan, 130 zakonników i 250 kościołów. Choć ukształtowani w kulturze szintoistyczno-buddyjskiej, chłopi, a nawet część panów feudalnych i samurajów chłonęła nową wiarę z wielką pasją i zaangażowaniem, utrzymując jednocześnie swoje ludowe zwyczaje, japońską kulturę, stroje i zachowania. Przez pewien czas wydawało się, że Japonia będzie kolejnym pięknym polem dla żniw Pańskich, jak Ameryka Południowa czy – w tej samej części świata – Filipiny. Historia potoczyła się jednak inaczej…

Epoka krwawych prześladowań

Pytanie o przyczyny rozpoczęcia prześladowań chrześcijan w Japonii do dziś spędza sen z powiek historykom. Pierwszą rzeczą, z jakiej musimy sobie zdawać sprawę, jest ówczesny ustrój polityczny Japonii. Podobnie jak w feudalnej Europie, władza zwierzchnia cesarza Japonii była mocno ograniczona (pomimo oddawanej mu boskiej czci), a faktycznymi władcami byli szogunowie oraz panowie feudalni rządzący swoimi prowincjami. Najbardziej rozpowszechniona interpretacja mówi o tym, że błędy popełniane przez Europejczyków na nowo odkrytych lądach, gdzie chrystianizację łączono z agresywnym kolonializmem i wyzyskiem miejscowej ludności, doprowadziły niektórych szogunów do obaw, że Japonia podzieli los np. Filipin, które stały się hiszpańską posiadłością.

Jako pierwszy represje wobec chrześcijan rozpoczął Hideyoshi Toyotomi, który kazał stracić grupę duchownych i świeckich katolików w pokazowej egzekucji, aby odstraszyć kolejnych Japończyków od przyjęcia chrztu. Św. Paweł Miki i jego 25 towarzyszy zostało ukrzyżowanych 5 lutego 1597 roku – w późniejszym czasie prześladowcy bardzo chętnie stosowali tę karę, wcześniej nieznaną w Japonii, do mordowania wyznawców Chrystusa. Dziś znamy tę grupę jako świętych męczenników z Nagasaki. Choć po śmierci Toyotomiego sytuacja na moment się uspokoiła, to przybycie na początku XVII wieku holenderskich i angielskich protestantów bardzo skomplikowało położenie japońskich katolików.

W 1614 roku szogun Ieyasu Tokugawa – którego potężna rodzina Tokugawów rozciągnęła swoją władzę na niemal cały obszar Wysp Japońskich – wydał niesławny edykt zniszczenia chrześcijaństwa. Na jego mocy zostało ono w Japonii zdelegalizowane jako religia obca i „niejapońska”, a jego wyznawcy musieli powrócić do szintoizmu lub buddyzmu pod groźbą kary śmierci. Epoka prześladowań rozpoczęła się na dobre i miała potrwać przez następne trzysta lat, aż do połowy XIX wieku.

Japońscy chrześcijanie stawili bohaterski opór. Początkowo przypadki apostazji były wśród nich bardzo rzadkie, dlatego Hidetata Tokugawa – syn Ieyasu, idący sumiennie w ślady ojca – nasilił represje. Chrześcijan mordowano grupowo, często całymi rodzinami. Zazwyczaj na sposób typowo japoński ścinano im głowy mieczem, kiedy indziej krzyżowano ich na placach, czasami byli paleni żywcem. Najbardziej charakterystyczną grupą dla tamtego etapu prześladowań jest bł. Piotr Kibe Kasui i 187 towarzyszy męczenników, zamordowanych w latach 1603–1639. Szerzyły się też profanacje, a japońska milicja demolowała kościoły, bezcześciła figury i obrazy, deptała Najświętszy Sakrament…

Jednym z największych przejawów oporu Japończyków przeciwko prześladowaniom religijnym było powstanie samurajów na półwyspie Shimabara w latach 1637–1638. Rebelia wybuchła jako forma samoobrony miejscowej ludności chrześcijańskiej przed najazdami siepaczy Tokugawy, choć inspirowana była przez miejscowych samurajów, zwolnionych ze służby przez swoich panów za to, że nie chcieli wyrzec się chrześcijaństwa. Dla samuraja takie zwolnienie jest największą zniewagą (bezpańskich samurajów nazywano pogardliwie rōninami) – dlatego chwycili za miecze. Pomimo początkowych sukcesów, powstanie pod wodzą Shirō Amakusy zostało brutalnie stłumione. Wyjątkowo oburzająca była postawa Holendrów, których flota cumowała u wybrzeży półwyspu i zamiast pomóc braciom chrześcijanom, zaopatrywała wojska Tokugawy. Samurajowie bronili się do ostatniego człowieka. W walce zginęli wszyscy co do jednego – jak na samurajów przystało – zamordowana została także większość chłopów biorących udział w powstaniu, co najmniej 27 tysięcy.

W połowie XVII wieku chrześcijaństwo w Japonii na przeszło dwa stulecia zeszło do podziemia. Chrześcijanie zostali całkowicie wygnani z miast, a tych, którzy się ukrywali, ścigano jak złoczyńców, wyznaczając nagrodę za ich głowy. Pozostali przy życiu japońscy wyznawcy Chrystusa zaczęli tworzyć maleńkie wspólnoty przypominające te z czasów pierwszych chrześcijan. Były to tzw. kakure-kirishitan, grupki wiernych liczące po 100–200 osób, mieszkające na maleńkich wysepkach. Przypomnijmy, że archipelag japoński składa się z przeszło 3 tysięcy wysp. Po tym, kiedy dla chrześcijan niemożliwe stało się życie na pięciu głównych wyspach Japonii, ocalenie dawały tylko te mniejsze ostrowy, których pogańskie władze z powodu ich trudnego położenia geograficznego praktycznie nie kontrolowały.

W okresie najcięższych prześladowań japońscy chrześcijanie cierpieli oczywiście na chroniczny brak kapłanów. Mimo prawnego zakazu kultu chrześcijańskiego w Japonii przez całą epokę prześladowań docierali tam pojedynczy, zagraniczni misjonarze, ryzykując życiem i ciężkimi torturami. 13 sierpnia 1642 roku grupa pięciu jezuitów, wśród których był Polak, o. Wojciech Męciński, została zamordowana w Nagasaki po kilku dniach stosowania na nich tzw. tortury dołu, czyli powieszenia za nogi, głową do dołu. Całkowita liczba ofiar antychrześcijańskiego terroru w Japonii do dziś nie jest znana.

Epoka „miękkiej” dyskryminacji

Chrześcijaństwo w Japonii trwało w podziemiu aż do połowy XIX wieku. W 1867 roku tron objął cesarz Mutsuhito, reformator pełniący podobną rolę w historii Japonii, co Piotr Wielki w Rosji. Otworzył kraj na Zachód, zaprosił zagranicznych przedsiębiorców, zreformował armię i flotę na styl pruski oraz brytyjski i nakazał członkom dworu nosić garnitury, a co dla nas najważniejsze, w 1873 roku wprowadził wolność wyznania. Dopiero wtedy chrześcijaństwo w Japonii zostało „uwolnione” – można było odtąd wyznawać je publicznie, a na Wyspy Japońskie natychmiast podążyły tłumy misjonarzy i nauczycieli, aby katechizować i budować nowe kościoły. Niestety, do tego czasu wyznawców Chrystusa w Kraju Wschodzącego Słońca pozostała zaledwie garstka.

Ponadto, zniesienie prześladowań nie oznaczało zakończenia dyskryminacji. Ta utrzymała się aż do końca II wojny światowej. Szczególne kontrowersje wywoływała kwestia boskości cesarza, na którą przysięgali żołnierze Cesarskiej Armii Japońskiej i marynarze Marynarki Wojennej Japonii. Za odmowę jej złożenia, jak też pod dowolnym, innym pretekstem, chrześcijańscy żołnierze i marynarze japońscy byli chłostani przy kolegach z oddziału, wyznaczani do dodatkowej pracy, zabierano im krzyżyki i książeczki do nabożeństw lub szykanowano na inne sposoby. Podejrzliwość władz japońskich wobec chrześcijan nasiliła się po 7 grudnia 1941 roku, kiedy Japonia zaatakowała trzy państwa chrześcijańskie: Stany Zjednoczone, posiadłości Wielkiej Brytanii oraz Holandii. Dopiero klęska Japonii w wojnie na Pacyfiku, jej kapitulacja i zrzeczenie się boskiego kultu przez cesarza Hirohito umożliwiło uznanie japońskich chrześcijan za pełnoprawnych obywateli. Trzeba przy tym dodać z wielkim smutkiem, że w Nagasaki, mieście zdmuchniętym przez amerykańską bombę atomową 9 sierpnia 1945 roku, mieszkało bardzo wielu chrześcijan.

Epoka wolności... i wyzwań

Dziś Japonia jest państwem demokratycznym, zapewniającym swoim obywatelom wolność wyznania zapisaną w konstytucji. Jednakże według spisu powszechnego z 2010 roku zaledwie 1,16 procenta mieszkańców Japonii to chrześcijanie, z czego tylko 0,4 procenta stanową katolicy.

Czy wciąż istnieje nadzieja na to, że Japonia będzie kiedyś chrześcijańska? Pomimo obecnego braku jakichkolwiek ograniczeń formalnych, wydaje się to zadaniem trudniejszym niż kiedykolwiek wcześniej. Choć nie ma już prześladowań, wiara jest dziś wystawiona na inne zagrożenia – powszechną laicyzację, konsumpcjonistyczny styl życia, relatywizację wartości. Społeczeństwo japońskie ma też ogromny problem z nałogami związanymi z urządzeniami elektronicznymi.

Historia pierwszych lat chrystianizacji Japonii udowodniła jednak, że chrześcijaństwo wcale nie kłóci się z japońskością, że można pogodzić prawdziwą wiarę z piękną i unikalną kulturą tego kraju. Udowadnia to też przykład sąsiedniej Korei Południowej, która w ostatnich latach nawraca się na masową skalę. Jednak aby Japonia stała się wreszcie chrześcijańska, potrzeba znów jakiegoś „Bożego szaleńca”. Kogoś na miarę św. Franciszka Ksawerego, św. Pawła Miki, o. Wojciecha Męcińskiego czy św. Maksymiliana Kolbego, którzy byli gotowi rzucić wszystko i podążać za Chrystusem aż na koniec świata, aż tam, gdzie wschodzi słońce, aż na krzyż – choć dziś nie ma już potrzeby krzyża w dosłownym tego słowa znaczeniu. Czy znajdzie się ktoś taki?



NAJNOWSZE WYDANIE:
Sami, lecz nie samotni
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiara trzyma mnie przy życiu

Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…

 

Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.


W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego


Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.


Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”


Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.


Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.


Żyję dzięki temu, że wierzę


Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.


Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.

Z Panem Bogiem!

Jolanta z Rybnika

 

 

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!

Franciszka z Gryfina

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!

Marek z Lublina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.

Z Panem Bogiem!

Danuta z Michałowa

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.

Z Panem Bogiem!

Robert

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!

Wojciech z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Szczęść Boże!

Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Rita i Ryszard

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!

Krystyna

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.

Genowefa z Rzeszowa