
Św. Maksymilian Kolbe, którego 80. rocznicę śmierci właśnie obchodzimy, w 1930 roku przybył jako misjonarz do państwa nietypowego jak na kraj misyjny: stosunkowo zamożnego, z dobrze rozwiniętą infrastrukturą i technologią, pod wieloma względami znacznie przewyższającego ówczesną Polskę. Z drugiej strony był to wciąż – i pozostaje do dzisiaj – kraj niemal zupełnie pogański, w którym chrześcijanie stanowią zaledwie półtora procenta mieszkańców. Mowa tu oczywiście o Kraju Kwitnącej Wiśni. Dlaczego chrystianizacja w tym pięknym i fascynującym zakątku świata poszła tak źle i czy kiedykolwiek była szansa na to, aby Japonia stała się chrześcijańska?
Japonia była jednym z ostatnich miejsc na świecie odkrytych przez Europejczyków. Pierwsi przedstawiciele Starego Świata dotarli tam dopiero w 1542 roku. Tradycyjną religią Wysp Japońskich jest szintoizm, jedna z nielicznych do dziś wyznawanych religii politeistycznych, wywodząca się z mitologii japońskiej. Od VI wieku dołączył do niej – promieniujący z kontynentu azjatyckiego – buddyzm. Obie te religie wywarły decydujący wpływ na kształtowanie kultury, zwyczajów i sztuki japońskiej. Szerzenie chrześcijaństwa w kraju, który tak długo był izolowany od wpływów Europy z powodu swojego położenia geograficznego i zupełnie nie znał kodów kulturowych właściwych cywilizacji łacińskiej, wydawało się więc bardzo trudnym zadaniem, wręcz szalonym. Jednak „Bożych szaleńców” nie zabrakło.
Epoka szybkiej chrystianizacji
Siedem lat po odkryciu Japonii przez Europejczyków, w 1549 roku na brzeg wyspy Kiusiu zszedł hiszpański jezuita, św. Franciszek Ksawery, uważany za pierwszego misjonarza w Kraju Wschodzącego Słońca. Przypisuje mu się ochrzczenie ok. 3 tysięcy Japończyków w ciągu dwóch lat pobytu w tym kraju. Za jego śladem poszli kolejni misjonarze, głównie katolicy z Hiszpanii i Portugalii.
Szacuje się, że pod koniec XVI wieku w Japonii było już przeszło 300 tysięcy chrześcijan, 130 zakonników i 250 kościołów. Choć ukształtowani w kulturze szintoistyczno-buddyjskiej, chłopi, a nawet część panów feudalnych i samurajów chłonęła nową wiarę z wielką pasją i zaangażowaniem, utrzymując jednocześnie swoje ludowe zwyczaje, japońską kulturę, stroje i zachowania. Przez pewien czas wydawało się, że Japonia będzie kolejnym pięknym polem dla żniw Pańskich, jak Ameryka Południowa czy – w tej samej części świata – Filipiny. Historia potoczyła się jednak inaczej…
Epoka krwawych prześladowań
Pytanie o przyczyny rozpoczęcia prześladowań chrześcijan w Japonii do dziś spędza sen z powiek historykom. Pierwszą rzeczą, z jakiej musimy sobie zdawać sprawę, jest ówczesny ustrój polityczny Japonii. Podobnie jak w feudalnej Europie, władza zwierzchnia cesarza Japonii była mocno ograniczona (pomimo oddawanej mu boskiej czci), a faktycznymi władcami byli szogunowie oraz panowie feudalni rządzący swoimi prowincjami. Najbardziej rozpowszechniona interpretacja mówi o tym, że błędy popełniane przez Europejczyków na nowo odkrytych lądach, gdzie chrystianizację łączono z agresywnym kolonializmem i wyzyskiem miejscowej ludności, doprowadziły niektórych szogunów do obaw, że Japonia podzieli los np. Filipin, które stały się hiszpańską posiadłością.
Jako pierwszy represje wobec chrześcijan rozpoczął Hideyoshi Toyotomi, który kazał stracić grupę duchownych i świeckich katolików w pokazowej egzekucji, aby odstraszyć kolejnych Japończyków od przyjęcia chrztu. Św. Paweł Miki i jego 25 towarzyszy zostało ukrzyżowanych 5 lutego 1597 roku – w późniejszym czasie prześladowcy bardzo chętnie stosowali tę karę, wcześniej nieznaną w Japonii, do mordowania wyznawców Chrystusa. Dziś znamy tę grupę jako świętych męczenników z Nagasaki. Choć po śmierci Toyotomiego sytuacja na moment się uspokoiła, to przybycie na początku XVII wieku holenderskich i angielskich protestantów bardzo skomplikowało położenie japońskich katolików.
W 1614 roku szogun Ieyasu Tokugawa – którego potężna rodzina Tokugawów rozciągnęła swoją władzę na niemal cały obszar Wysp Japońskich – wydał niesławny edykt zniszczenia chrześcijaństwa. Na jego mocy zostało ono w Japonii zdelegalizowane jako religia obca i „niejapońska”, a jego wyznawcy musieli powrócić do szintoizmu lub buddyzmu pod groźbą kary śmierci. Epoka prześladowań rozpoczęła się na dobre i miała potrwać przez następne trzysta lat, aż do połowy XIX wieku.
Japońscy chrześcijanie stawili bohaterski opór. Początkowo przypadki apostazji były wśród nich bardzo rzadkie, dlatego Hidetata Tokugawa – syn Ieyasu, idący sumiennie w ślady ojca – nasilił represje. Chrześcijan mordowano grupowo, często całymi rodzinami. Zazwyczaj na sposób typowo japoński ścinano im głowy mieczem, kiedy indziej krzyżowano ich na placach, czasami byli paleni żywcem. Najbardziej charakterystyczną grupą dla tamtego etapu prześladowań jest bł. Piotr Kibe Kasui i 187 towarzyszy męczenników, zamordowanych w latach 1603–1639. Szerzyły się też profanacje, a japońska milicja demolowała kościoły, bezcześciła figury i obrazy, deptała Najświętszy Sakrament…
Jednym z największych przejawów oporu Japończyków przeciwko prześladowaniom religijnym było powstanie samurajów na półwyspie Shimabara w latach 1637–1638. Rebelia wybuchła jako forma samoobrony miejscowej ludności chrześcijańskiej przed najazdami siepaczy Tokugawy, choć inspirowana była przez miejscowych samurajów, zwolnionych ze służby przez swoich panów za to, że nie chcieli wyrzec się chrześcijaństwa. Dla samuraja takie zwolnienie jest największą zniewagą (bezpańskich samurajów nazywano pogardliwie rōninami) – dlatego chwycili za miecze. Pomimo początkowych sukcesów, powstanie pod wodzą Shirō Amakusy zostało brutalnie stłumione. Wyjątkowo oburzająca była postawa Holendrów, których flota cumowała u wybrzeży półwyspu i zamiast pomóc braciom chrześcijanom, zaopatrywała wojska Tokugawy. Samurajowie bronili się do ostatniego człowieka. W walce zginęli wszyscy co do jednego – jak na samurajów przystało – zamordowana została także większość chłopów biorących udział w powstaniu, co najmniej 27 tysięcy.
W połowie XVII wieku chrześcijaństwo w Japonii na przeszło dwa stulecia zeszło do podziemia. Chrześcijanie zostali całkowicie wygnani z miast, a tych, którzy się ukrywali, ścigano jak złoczyńców, wyznaczając nagrodę za ich głowy. Pozostali przy życiu japońscy wyznawcy Chrystusa zaczęli tworzyć maleńkie wspólnoty przypominające te z czasów pierwszych chrześcijan. Były to tzw. kakure-kirishitan, grupki wiernych liczące po 100–200 osób, mieszkające na maleńkich wysepkach. Przypomnijmy, że archipelag japoński składa się z przeszło 3 tysięcy wysp. Po tym, kiedy dla chrześcijan niemożliwe stało się życie na pięciu głównych wyspach Japonii, ocalenie dawały tylko te mniejsze ostrowy, których pogańskie władze z powodu ich trudnego położenia geograficznego praktycznie nie kontrolowały.
W okresie najcięższych prześladowań japońscy chrześcijanie cierpieli oczywiście na chroniczny brak kapłanów. Mimo prawnego zakazu kultu chrześcijańskiego w Japonii przez całą epokę prześladowań docierali tam pojedynczy, zagraniczni misjonarze, ryzykując życiem i ciężkimi torturami. 13 sierpnia 1642 roku grupa pięciu jezuitów, wśród których był Polak, o. Wojciech Męciński, została zamordowana w Nagasaki po kilku dniach stosowania na nich tzw. tortury dołu, czyli powieszenia za nogi, głową do dołu. Całkowita liczba ofiar antychrześcijańskiego terroru w Japonii do dziś nie jest znana.
Epoka „miękkiej” dyskryminacji
Chrześcijaństwo w Japonii trwało w podziemiu aż do połowy XIX wieku. W 1867 roku tron objął cesarz Mutsuhito, reformator pełniący podobną rolę w historii Japonii, co Piotr Wielki w Rosji. Otworzył kraj na Zachód, zaprosił zagranicznych przedsiębiorców, zreformował armię i flotę na styl pruski oraz brytyjski i nakazał członkom dworu nosić garnitury, a co dla nas najważniejsze, w 1873 roku wprowadził wolność wyznania. Dopiero wtedy chrześcijaństwo w Japonii zostało „uwolnione” – można było odtąd wyznawać je publicznie, a na Wyspy Japońskie natychmiast podążyły tłumy misjonarzy i nauczycieli, aby katechizować i budować nowe kościoły. Niestety, do tego czasu wyznawców Chrystusa w Kraju Wschodzącego Słońca pozostała zaledwie garstka.
Ponadto, zniesienie prześladowań nie oznaczało zakończenia dyskryminacji. Ta utrzymała się aż do końca II wojny światowej. Szczególne kontrowersje wywoływała kwestia boskości cesarza, na którą przysięgali żołnierze Cesarskiej Armii Japońskiej i marynarze Marynarki Wojennej Japonii. Za odmowę jej złożenia, jak też pod dowolnym, innym pretekstem, chrześcijańscy żołnierze i marynarze japońscy byli chłostani przy kolegach z oddziału, wyznaczani do dodatkowej pracy, zabierano im krzyżyki i książeczki do nabożeństw lub szykanowano na inne sposoby. Podejrzliwość władz japońskich wobec chrześcijan nasiliła się po 7 grudnia 1941 roku, kiedy Japonia zaatakowała trzy państwa chrześcijańskie: Stany Zjednoczone, posiadłości Wielkiej Brytanii oraz Holandii. Dopiero klęska Japonii w wojnie na Pacyfiku, jej kapitulacja i zrzeczenie się boskiego kultu przez cesarza Hirohito umożliwiło uznanie japońskich chrześcijan za pełnoprawnych obywateli. Trzeba przy tym dodać z wielkim smutkiem, że w Nagasaki, mieście zdmuchniętym przez amerykańską bombę atomową 9 sierpnia 1945 roku, mieszkało bardzo wielu chrześcijan.
Epoka wolności... i wyzwań
Dziś Japonia jest państwem demokratycznym, zapewniającym swoim obywatelom wolność wyznania zapisaną w konstytucji. Jednakże według spisu powszechnego z 2010 roku zaledwie 1,16 procenta mieszkańców Japonii to chrześcijanie, z czego tylko 0,4 procenta stanową katolicy.
Czy wciąż istnieje nadzieja na to, że Japonia będzie kiedyś chrześcijańska? Pomimo obecnego braku jakichkolwiek ograniczeń formalnych, wydaje się to zadaniem trudniejszym niż kiedykolwiek wcześniej. Choć nie ma już prześladowań, wiara jest dziś wystawiona na inne zagrożenia – powszechną laicyzację, konsumpcjonistyczny styl życia, relatywizację wartości. Społeczeństwo japońskie ma też ogromny problem z nałogami związanymi z urządzeniami elektronicznymi.
Historia pierwszych lat chrystianizacji Japonii udowodniła jednak, że chrześcijaństwo wcale nie kłóci się z japońskością, że można pogodzić prawdziwą wiarę z piękną i unikalną kulturą tego kraju. Udowadnia to też przykład sąsiedniej Korei Południowej, która w ostatnich latach nawraca się na masową skalę. Jednak aby Japonia stała się wreszcie chrześcijańska, potrzeba znów jakiegoś „Bożego szaleńca”. Kogoś na miarę św. Franciszka Ksawerego, św. Pawła Miki, o. Wojciecha Męcińskiego czy św. Maksymiliana Kolbego, którzy byli gotowi rzucić wszystko i podążać za Chrystusem aż na koniec świata, aż tam, gdzie wschodzi słońce, aż na krzyż – choć dziś nie ma już potrzeby krzyża w dosłownym tego słowa znaczeniu. Czy znajdzie się ktoś taki?
Pan Paweł wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi już od 20 lat, a w czerwcu wziął udział w pielgrzymce Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Pochodzi z Mazowsza, z parafii pod wezwaniem świętego Bartłomieja Apostoła w Paprotni. Tam przyjął sakrament chrztu i bierzmowania oraz przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.
– Wiarę zachowałem po rodzicach i staram się ją kontynuować – opowiada pan Paweł. – Różaniec i modlitwę „Anioł Pański” odmawiam sam albo z Katolickim Radiem Podlasia z Siedlec. Staram się też, jeśli możliwości pozwolą, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i dzięki TV Trwam uczestniczyć w apelach jasnogórskich. W niedzielę i inne święta biorę udział w uroczystościach kościelnych, takich jak np. nabożeństwa fatimskie. Jak pogoda jest niesprzyjająca, taka jesienno-zimowa, to korzystam z uprzejmości znajomych i sąsiadów, żeby dojechać do kościoła autem.
– Staram się wspierać parafię w pracach gospodarczych, jeśli chodzi o utrzymanie terenów zielonych wokół świątyni. Jakieś pojęcie na ten temat mam, bo parę ładnych lat zajmowałem się pielęgnacją zieleni przy urzędzie gminy jako pracownik gospodarczy.
– Radzę sobie lepiej lub gorzej, ale odnoszę wrażenie, że osoby w wieku seniorskim, tak jak moja skromna osoba, nie zawsze są jeszcze komuś potrzebne, bo teraz liczy się młody, sprytny, no i trochę zamożny. Takie teraz mamy czasy, że raczej każdy chce utrzymywać kontakty z takimi osobami, a pokolenie starszych ludzi nie każdemu już pasuje.
20 lat w Apostolacie Fatimy
– O Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi dowiedziałem się ponad 20 lat temu, przeglądając prasę katolicką. Zainteresowałem się i tak jakoś ta wymiana korespondencji między Stowarzyszeniem a mną trwa. Oczywiście, za wszystkie przesłane czasopisma, jak np. „Przymierze z Maryją” i dewocjonalia związane z Państwa działalnością, dziękuję bardzo.
– Czasami zaglądam na strony internetowe Stowarzyszenia i przeglądam, co tam akurat jest z aktualnych wiadomości. To, co Państwo robicie, na pewno jest potrzebne. Ja ze swojej strony nadal postaram się wspierać Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy, tak jak do tej pory. Nie jest to może bardzo duża ofiara, ale „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, jak mówi przysłowie.
– Zaniepokoiła mnie informacja zawarta w ostatnim numerze „Przymierza z Maryją”, że nakład pisma spada. Uważam, że gdyby każdy wygospodarował te 15–20 zł, to sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza i bez problemu można byłoby pokryć koszty wydania i wysyłki „Przymierza…”.
Pielgrzymka do Fatimy
– Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu z Apostolatem do Fatimy. To był mój pierwszy wyjazd w tak bardzo sławne miejsce. Wszystkie miejscowości, które zwiedzaliśmy, były zabytkowe i bardzo ciekawe, a świątynie i katedry monumentalne. Wszystkie miejsca robią ogromne wrażenie, a obiekty sakralne są jakby dwa razy większe od naszych. Trzeba wyrazić uznanie dla budowniczych, którzy te obiekty wznosili.
– Taki wyjazd to są dosyć poważne koszty, nie tylko jednostkowe, ale dla całej grupy. Byłem w grupie osób, które objęła taka życzliwa pomoc ze strony Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Serdeczne „Bóg zapłać” za to, że miałem taką możliwość. Przypuszczam, że wszyscy są, tak jak ja, zadowoleni. Muszę pochwalić i wyrazić słowa wdzięczności dla organizatorów, bo wszystko było bardzo dobrze przygotowane.
oprac. Janusz Komenda
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa