Temat numeru
 
Zwycięstwo Maryi triumfem Kościoła!
Sławomir Skiba
 Aby przyszło Królestwo Twoje Panie, 
niech przyjdzie Królestwo Maryi!

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort
 

zwycięstwo maryiRzymu nie da się zburzyć w jeden dzień, lecz należy mu pozwolić rozpaść się w proch i pył stopniowo i niepostrzeżenie; wówczas nastanie nowa religia i nowy Dekalog – tak pisał na początku XX wieku jeden z przywódców herezji modernizmu, która od wewnątrz stara się tak zmieniać nauczanie i dyscyplinę w Świętym Kościele Katolickim, aby w końcu go rozsadzić od środka. A teraz można odnieść wrażenie, jakby wrogowie Kościoła – zarówno ci zewnętrzni, jak i ci wewnątrz – przechodzili do decydującej ofensywy przeciwko Mistycznemu Ciału Chrystusa. Jakby na naszych oczach spełniały się straszliwe przepowiednie Najświętszej Maryi Panny wypowiedziane przez Nią w La Salette, Fatimie czy Akicie, gdzie zapowiadała wielką wojnę wewnątrz Kościoła. Czy Kościół Święty, podążając za swoim Mistrzem i Panem, będzie przechodził swą Kalwarię i czy nastąpi poranek Zmartwychwstania?


Koniec XIX wieku, a zwłaszcza początek XX były pełne optymizmu i wiary w niewyczerpane możliwości ludzkiego rozumu i niemal nieograniczony postęp techniczny. Upojona osiągnięciami rewolucji technicznej cywilizacja zachodnia wydawała się wchodzić w nową świetlaną erę postępu, dobrobytu i pokoju. Ludzie chrześcijańskiej niegdyś Europy i obu Ameryk zadufani w sobie zapominali o Bogu i Jego przykazaniach. W niepamięć i we wzgardzie odchodziły świetlane karty dawnego chrześcijańskiego porządku, które przecież stały u podstaw sukcesu Zachodu. Kościół Święty, a wraz z nim Prawo Boże, stawał się coraz większą zawadą w budowaniu tego raju na Ziemi. Wrogie chrześcijaństwu ideologie – liberalizm i socjalizm oraz wyrastający później z niego, strojący się w maskę prawicy, faszyzm, dawały recepty na budowę wiecznego lub przynajmniej tysiącletniego dobrobytu i szczęścia bez Boga. Jednym z najlepszych symboli ówczesnej pychy i zadufania w ludzki rozum były słowa wypisane na burcie słynnego transatlantyckiego statku pasażerskiego „Titanica”, buńczucznie rzucające wyzwanie Niebu: Sam Chrystus nie zdoła go zatopić.


Symbol upadku cywilizacji

 

Jednak Niebo nie zwlekało długo z odpowiedzią na wypisane na statku bluźnierstwo. „Titanic” – ów wytwór ludzkiego geniuszu i myśli technicznej – zatonął w swoim dziewiczym rejsie po zderzeniu z górą lodową, grzebiąc w swoim wnętrzu liczne ofiary tej katastrofy. I gdyby ludzie nie byli wówczas głusi i ślepi choćby tylko na to jedno wydarzenie, z pewnością dostrzegliby w owej tragedii przestrogę Bożej Opatrzności dla całej ówczesnej cywilizacji. Jednakże los „Titanica” zmierzającego nieuchronnie w kierunku katastrofy miał się stać symbolem i zapowiedzią tego wszystkiego, co dopiero czekało ówczesny świat i co wciąż czeka współczesnego, zbuntowanego przeciw Bogu człowieka.


Niestety, nie tylko świat wchodził na drogę buntu. Do tego wszystkiego, co działo się w świecie i co prowadziło wiele dusz na potępienie, doszedł jeszcze atak wrogów Kościoła, którzy przeniknęli do Jego środka. Ufundowali oni kolejną herezję – modernizm, który, jak zauważył św. Pius X, stał się kwintesencją wszystkich dotychczasowych herezji. Głosząc relatywizm w tłumaczeniu prawd wiary i konieczność ciągłego dopasowywania Bożego Prawa i Ewangelii do wymogów wciąż zmieniającej się współczesności, moderniści przygotowali grunt pod demontaż Kościoła. I choć pontyfikaty świętych papieży, zwłaszcza bł. Piusa IX i św. Piusa X, zdołały ujawnić i zdławić spisek przeciw Kościołowi oraz na jakiś czas powstrzymać rozwój tej herezji, to jednak wrogów nie udało się całkowicie pokonać. Przeszli oni wówczas do większej konspiracji, by z czasem ich gorliwi naśladowcy podjęli się kolejnej ofensywy. Dzisiaj jest ona w apogeum decydującej walki wewnątrzkościelnej, której stawką jest zmiana i „uwspółcześnienie” odwiecznego nauczania Kościoła, a celem usunięcie lub zniekształcenie słów Pana Jezusa o nierozerwalności sakramentu małżeństwa oraz grzeszności aktów homoseksualnych.


Po ludzku wszystko stracone…

 

Wiemy, jak zakończyły się wszystkie próby budowy raju na ziemi bez Pana Boga w XX wieku. Do czego doprowadziły utopie liberalizmu oraz socjalizmu w wersji narodowej i międzynarodowej, obłęd powszechnej, niczym nieskrępowanej demokracji bez zasad… Najpierw dramat I wojny światowej, miliony ofiar bezsensownej walki i zniszczenie resztek porządku politycznego dawnej cywilizacji chrześcijańskiej. Później rewolucja bolszewicka i powstanie państwa sowieckiego, plującego jadem nienawiści na wszystko co chrześcijańskie. Znów miliony ofiar głodu i terroru, rozpylenie zarazy komunizmu na cały świat, wojny i prześladowania Kościoła. Skutki tego wydarzenia na każdym niemal polu odczuwamy aż do tej chwili. Następnie niewyobrażalna tragedia II wojny światowej i znów dziesiątki milionów ofiar, obozy koncentracyjne, terror, zbrodnie na masową skalę ze strony tak nazistów, jak i komunistów. Konsekwencje tych wydarzeń w postaci podziału Europy, zniszczenia elit i wzmocnienia Sowietów odczuwamy aż do dziś. A wszystkie te wybuchy ufundowane były na „wzniosłych” przesłankach budowy na Ziemi raju bez Boga i Jego przykazań. Każda też z tych zbrodniczych ideologii trwa w swoich mutacjach aż do dziś, wydając różne zatrute owoce w postaci neomarksizmu, niczym nieskrępowanej wolności do złego, całkowitego podporządkowania człowieka machinie totalitarnego państwa i wyłączenia polityki spod prymatu prawdy i Bożego Prawa. Dlatego nie mogą dziwić konsekwencje obranego przez „Titanica cywilizacji” kursu wprost na lodową górę i nieuchronną tragedię, do której zmierza współczesny nam świat. Po ludzku mówiąc: nie ma już odwrotu i wszystko stracone.


Jaka perspektywa?

 

Ale czy tylko taka, pesymistyczna wizja jest naszą przyszłością? Czy patrzenie na historię i rzeczywistość, w której żyjemy tylko w tym ziemskim wymiarze, jest właściwą, tj. katolicką perspektywą? Czy uświadamiając sobie całą tragiczność położenia i popadając przy tym w przygnębienie, nie uleglibyśmy w ten sposób pokusie rozpaczy i zwątpienia? Z pewnością tak. Dlatego na tym poprzestać nie możemy, jeśli chcemy zachować Bożą perspektywę całej historii Zbawienia, która wykracza daleko poza nasze życie i dalej – w wieczność.


– Zaprawdę, z katolickiego punktu widzenia istnieje tylko jedna ogólna przyczyna wszystkich ludzkich spraw, mianowicie: Boża Opatrzność –
zauważył hiszpański konserwatysta Donoso Cortés.


To prawda. Niezależnie od tego, jak wiele wysiłku szatan i jego słudzy włożyliby w to, aby świat stał się zaprzeczeniem Bożych Praw, jeden jest tylko Pan historii, Jeden Początek i Koniec, Alfa i Omega. Ośrodkiem tej historii jest Jezus Chrystus – Król królów i Pan panujących oraz Jego Mistyczne Ciało – Jeden Święty Kościół Katolicki. To wokół tego ośrodka toczy się cała batalia z mocami ciemności i w tej właśnie walce konieczne jest nasze zdecydowane opowiedzenie się za Chrystusem i Jego Kościołem. I nie może to być żaden dialog i próba dogadania się za cenę względnego spokoju, w którym giną dusze, ale odwieczna walka, a nawet wojna taka, jak ją przedstawiają święci – Paweł Apostoł, Augustyn z Hippony, Ignacy Loyola, Ludwik Maria Grignion de Montfort, Maksymilian Maria Kolbe i wielu innych. To prawdziwa wojna, która trwa nieprzerwanie od momentu wypowiedzenia przez Pana Boga do Węża słów: Położę nieprzyjaźń między tobą a niewiastą, i między nasieniem twoim a nasieniem jej; ona zetrze twoją głowę, a ty czyhać będziesz na piętę jej.


Walka naszą drogą

 

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort tak wyjaśnia ten fragment Pisma Świętego: Raz jeden tylko Bóg położył tę nieprzyjaźń, ale nieprzyjaźń nieprzejednaną, która trwać będzie i wzrastać aż do końca. To nieprzyjaźń między Maryją, czcigodną Bogarodzicą, a szatanem, między dziećmi i sługami Najświętszej Panny a dziećmi i wspólnikami Lucyfera. Tylko w tym kontekście możemy właściwie zrozumieć wszystko to, co dzieje się na tym świecie i w nas samych. To wojna dwóch państw – Bożego i szatana, jak uczył św. Augustyn, albo dwóch sztandarów według św. Ignacego, z których jeden należy do Chrystusa – najwyższego Wodza i Pana, a drugi do Lucyfera – wroga śmiertelnego ludzkiej natury. Przy czym nie jest to równa walka, bo nijak szatan nie może równać się z Bogiem. Jednak może on zadać i zadaje dotkliwe ciosy skażonemu grzechem pierworodnym rodzajowi ludzkiemu. I choć bez pomocy ludzkiej woli tej batalii o duszę szatan wygrać nie może, to jednak gdy człowiek odrzuci łaskę i wystawi się na działanie Złego, może zatracić duszę swoją na wieki, a więc przegrać.


I tak jak w życiu każdego z nas Pan Bóg nie zostawia nas samych w tej walce z wrogiem naszego zbawienia, najpierw przez Krzyż i Mękę Zbawiciela ustanawiając święte sakramenty, posyłając nam aniołów stróżów i całe zastępy aniołów oraz świętych, aby wraz z nami wojowali przeciwko ciemności, tak też w wymiarze społecznym i historycznym nie zostawił nas sierotami. Mimo grzechu pierwszych rodziców, cały czas troszczył się o człowieka i pomagał mu, by w końcu we Wcieleniu swego Syna Jezusa Chrystusa wejść osobowo w historię świata, zmieniając jej bieg. To od tego momentu Wcielenia, Narodzenia, Śmierci i Zmartwychwstania, Pan Bóg zmienia bieg historii i sprawia, że również Jego Kościół jest osią historii i wokół niego rozgrywa się cała walka. Tego Kościoła nie pozostawia w osamotnieniu, najpierw dając mu osobiście gwarancje, że bramy piekielne go nie przemogą, by później, w ciągu wieków, za pomocą sakramentów, papieży, nauczania Kościoła, świętych, naturalnych i nadprzyrodzonych interwencji, czuwać nad wiernymi duszami.


Pomoc z Góry

 

Choć historia apostazji narodów chrześcijańskich swoją genezą sięga upadku średniowiecza i rewolucji protestanckiej, to Pan Bóg nigdy nie cofnął swego przymierza i nie pozostawił nas bez pomocy. W XIX i XX wieku także dawał wielokrotnie temu wyraz. W objawieniach Matki Najświętszej danych św. Katarzynie Labouré przy Rue du Bac w Paryżu, Maryja przestrzegła przed niebezpieczeństwami i dała do pomocy sakramentalium w postaci Cudownego Medalika. Później – jako płacząca Pani – objawiła się dzieciom w La Salette, przestrzegając przed zepsuciem w łonie samego Kościoła i mówiąc o karach za grzechy. W Lourdes osobiście potwierdziła ogłoszony wcześniej przez bł. Piusa IX dogmat o Jej Niepokalanym Poczęciu, zapowiadając niejako Swój triumf nad mocami ciemności. W Fatimie, zwracając się do trójki pastuszków, przestrzegła przed karami, jakie spadną na ludzkość, jeśli ta się nie nawróci. Zapowiedziała też błędy Rosji, która rozszerzy je na cały świat i wywoła wojny oraz prześladowania Kościoła. Mówiła, że jeśli ludzie się nie nawrócą, nadejdzie II wojna światowa i olbrzymie zniszczenie. Przestrzegła też przed kolejnymi cierpieniami i zniszczeniami całych narodów, domagając się nawrócenia, modlitwy różańcowej i nabożeństwa wynagradzającego Jej Niepokalanemu Sercu.


Ale zapowiedziała też wyraźnie, że po tych karach Jej Niepokalane Serce zatriumfuje! W Akita, w latach 70. XX wieku, mówiła o prawdziwej wojnie wewnątrz Kościoła pomiędzy biskupami i kardynałami, o potwornym spustoszeniu winnicy Jej Syna i o karze, jaka musi spaść dla opamiętania i ratowania dusz. Jednakże znów potwierdziła, że po tym oczyszczeniu – które musi nadejść, jeśli ludzie się nie nawrócą – nadejdzie zwycięstwo Jej Syna i wywyższenie Kościoła Świętego, który zostanie odnowiony.


Doczesne zwycięstwo Kościoła

 

Myśl o triumfie Kościoła jeszcze na tym świecie nie jest bynajmniej nowa i pojawia się też w wizjach oraz nauczaniu różnych świętych. Na długo przed św. Ludwikiem Marią Grigion de Montfort, który zapowiadał nadejście Królestwa Maryi, o doczesnym zwycięstwie Kościoła pisał Doktor Seraficki, św. Bonawentura. Jego myśl w taki oto sposób streścił kardynał Ratzinger: Teologia historii św. Bonawentury znajduje swój punkt kulminacyjny w nadziei na dziejową epokę szabatowego spokoju ofiarowanego przez Boga. (…) Nie chodzi tu o niekończący się pokój w wieczności Boga, który nastanie na końcu świata, lecz o taki pokój, który Bóg ustanowi na ziemi – skąpanej w morzu krwi i łez – jak gdyby w pragnieniu pokazania w ostatniej chwili, jak mogła i powinna wyglądać rzeczywistość zgodna z Jego planem.


Nadchodzi wielka epoka –
głosił św. Alojzy Orione – będziemy mieli novos Coelos et novam terram (nowe Niebo i nową ziemię – przyp. red.). Społeczeństwo odnowione w Chrystusie objawi się młodszym i bardziej jaśniejącym, ukaże się na nowo ożywione, odnowione i prowadzone przez Kościół. Katolicyzm pełen Boskiej prawdy, miłości, młodości i nadprzyrodzonej siły podniesie się w świecie i stanie na czele rodzącego się stulecia, by je prowadzić ku uczciwości, wierze i zbawieniu.


Zaś św. Maksymilian Maria Kolbe pisał: Żyjemy w epoce, która mogłaby być nazwaną początkiem epoki Niepokalanej. (…) Pod Jej sztandarem zostanie stoczona wielka bitwa i zatkniemy Jej flagi na twierdzy księcia ciemności. A Niepokalana będzie Królową całego świata i każdej duszy z osobna, jak to przepowiedziała błogosławiona Katarzyna Labouré.


Kiedy papież Pius XII ustanowił święto Najświętszej Maryi Panny Królowej, nakazał jednocześnie aby co roku tego dnia odnawiać poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Maryi. W ten sposób chciał zawrzeć, jak napisał, nadzieję, iż rozpocznie się nowa era radująca się Chrystusowym pokojem i trumfem religii. Ogłosił też, że wzywanie Królestwa Maryi jest głosem chrześcijańskiej wiary i nadziei. W jednym z ostatnich wystąpień potwierdził pewność, iż odbudowa Królestwa Chrystusowego przez Maryję nie może się nie powieść.


Wielki obrońca Kościoła Świętego, prof. Plinio Corrêa de Oliveira, zapatrzony w przykład i naukę św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, tak pisał: Za wielce prawdopodobnym smutkiem i karą, ku którym zmierzamy, jaśnieje święty blask jutrzenki Królestwa Maryi. „W końcu moje Niepokalane Serca zatriumfuje”. To wielka perspektywa wszechświatowego zwycięstwa królewskiego i matczynego Serca Najświętszej Dziewicy. To uspakajająca, upragniona i, nade wszystko, królewska obietnica.


Zaiste, triumf Maryi to triumf Kościoła – Mistycznego Ciała Chrystusa!

 


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Witaj, Światłości Świata!
Zbliżamy się do końca roku 2018. Dodajmy – roku dla naszego Narodu szczególnego. Setna rocznica odzyskania niepodległości skłania do zadawania pytań o Polskę. O sens i cel istnienia naszej Ojczyzny… W tych rozważaniach warto pomyśleć o roli Kościoła i chrześcijaństwa w kształtowaniu naszej państwowości, tożsamości narodowej. Śmiało możemy powiedzieć, że Polskę otrzymaliśmy od Kościoła w prezencie. Chrzest Mieszka I wprowadził nas do europejskiej rodziny państw chrześcijańskich. Bez Mistycznego Ciała Chrystusa być może z czasem wykształciłaby się jakaś większa wspólnota, ale nie byłaby to ta Polska, którą znamy.

UWAGA!
Przymierze
z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE
 
Z wizytą u naszej Matki
Michał Wałach

Istnieją na świecie miejsca, gdzie Bożą obecność czuje się wyjątkowo mocno, których niezwykły charakter można wyjaśnić niedowiarkom bez słów. Jednym z nich jest Fatima, do której w drugiej połowie października udała się prawie 40-osobowa pielgrzymka Apostolatu Fatimy.

 

 

Zmęczenie długą podróżą nie stanowiło dla naszej pielgrzymującej grupy przeszkody nie do pokonania, skoro niemal na wyciągnięcie ręki mieliśmy miejsce uświęcone objawieniami Najświętszej Maryi Panny oraz modlitwą milionów katolików z całego świata. Jeszcze przed świtem pierwszego dnia po przyjeździe, pielgrzymujący z nami ksiądz Józef Aszkiełowicz z Wileńszczyzny odprawił Mszę Świętą tuż przy Kaplicy Objawień – a więc tam, gdzie trójce portugalskich dzieci objawiła się Królowa Nieba i Ziemi.

 

Następnie ów niezwykły kapłan poprowadził dla nas trafiające do serca i duszy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na tzw. Drodze Węgierskiej. W trakcie modlitwy odwiedziliśmy Valinhos – miejsce, gdzie Matka Boża ukazała się w sierpniu roku 1917, gdy pastuszkowie 13 dnia miesiąca przebywali w portugalskim więzieniu, oraz miejsce nieopodal Cabeço – tam dzieci ujrzały Anioła Portugalii. Innym miejscem spotkania z Bożym Posłańcem były okolice studni w ogrodzie rodziny Santos – trójka dzieci często bawiła się w tym miejscu i to również tam Anioł przygotowywał je na przyjęcie Maryjnego Orędzia.

 

Odwiedzając Aljustrel – rodzinną miejscowość Łucji dos Santos oraz świętych Franciszka i Hiacynty Marto – zobaczyliśmy świat, w jakim wychowywały się dzieci, które do przekazania ludzkości Orędzia wybrała Maryja. Zobaczyliśmy te same drzewa, w których cieniu spędzały czas, domy, w których żyły, uliczki i ogrody, po których spacerowały. Po powrocie do Fatimy odwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Różańcowej – miejsce, gdzie spoczywają Służebnica Boża siostra Łucja oraz święci Franciszek i Hiacynta.

 

Niezwykłym duchowym przeżyciem dla naszej grupy był udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym ze świecami, które zakończyła procesja za figurą Fatimskiej Pani oraz – kolejnego dnia – za Najświętszym Sakramentem. Mogliśmy wręcz poczuć, jak dzięki modlitwie różańcowej Niebo łączy się z ziemią.

 

W trakcie pielgrzymki zobaczyliśmy również materialne dowody niegdysiejszej świetności cywilizacji łacińskiej – piękno, które razem z prawdą i dobrem stanowiły fundament dawnej Europy. Zarówno dawny dominikański klasztor Matki Bożej Zwycięskiej w Batalha, jak i cysterskie niegdyś opactwo w Alcobaça stanowią również świadectwo trudnej historii Portugalii – zostały odebrane zgromadzeniom w pierwszej połowie XIX wieku, w ramach kasaty zakonów. Odwiedziliśmy również Nazaré, gdzie nad Atlantykiem kult odbiera Matka Boża czczona pod postacią figury przyniesionej z palestyńskiego Nazaretu – zgodnie z tradycją – już w IV wieku. Obserwując wzburzony, ale zarazem powalająco piękny ocean, mogliśmy oddać się kontemplacji piękna świata stworzonego przez Pana Boga.

 

Pielgrzymka do miejsca objawień Maryi – co potwierdzali uczestniczący w niej Apostołowie Fatimy – była głębokim przeżyciem duchowym. W jej trakcie część osób skorzystała z możliwości przejścia kilkuset metrów na kolanach do Kaplicy Objawień, ofiarując swój trud i cierpienie Najświętszej Maryi Pannie oraz prosząc Ją o wstawiennictwo w intencjach, z jakimi przyjechali do portugalskiego Sanktuarium. Uczestnicy pielgrzymki nie zapomnieli również o innych Apostołach i przyjaciołach Instytutu – tuż przy miejscu objawień wspólnie zapaliliśmy, w ramach akcji „Twoje Światło w Fatimie”, świece, zaś przy Kaplicy złożyliśmy intencje nadesłane w związku z tą kampanią.

 

Podczas całego pobytu na ziemi portugalskiej można było wyczuć modlitewne uniesienie, o które doskonale dbał prowadzący modlitwy różańcowe, litanie oraz intonujący maryjne pieśni ksiądz Józef. Niezwykle pobożny kapłan z Wileńszczyzny zachęcał do odpowiedzi na wezwania Matki Bożej i codziennego odmawiania Różańca, na przykład w ramach nowenny pompejańskiej. Niezwykła duchowa atmosfera panująca w grupie sprawiła, że pielgrzymka Apostołów Fatimy do miejsca Objawień naszej Matki i Królowej na zawsze zostanie w pamięci uczestników. Wielu z nich nie ma wątpliwości – o udziale w wyjeździe nie zdecydował „ślepy los”. Wyjazd nastąpił w chwili, gdy w życiu potrzebowali wizyty u Niebiańskiej Matki. Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności…

 

Michał Wałach


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę bardzo serdecznie podziękować za wszystkie przesyłki, które otrzymuję od Państwa – za „Przymierze z Maryją”, przepięknie wydane książki, publikacje, dewocjonalia, przede wszystkim za krzyżyk z wizerunkiem Pana Jezusa, który noszę na sercu. Jestem szczęśliwa, że kilka lat temu natrafiłam na broszurę przedstawiającą książkę „Świadectwo Bożego Miłosierdzia” i właśnie od tego się wszystko zaczęło. Zamówiłam, przeczytałam z ogromnym wzruszeniem zwłaszcza zamieszczone w niej świadectwa osób, które doświadczyły Bożego Miłosierdzia. Sama codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia – ta modlitwa ma bardzo ogromną moc. Bardzo chętnie w miarę moich możliwości wspieram wszystkie Państwa kampanie, ponieważ uważam, że są bardzo potrzebne w pogłębianiu wiary chrześcijańskiej. Serdecznie pozdrawiam wszystkich członków redakcji, życzę cierpliwości i wytrwałości w prowadzeniu tego Bożego ­dzieła.

 

Beata z Zielonej Góry

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo!

Pragnę się z Państwem podzielić moją radością, która jest też świadectwem. Otóż, dzięki Wam podjąłem pracę nad sobą i… zmieniam się, żeby z każdym dniem być bliżej Bożych spraw. Dziękuję Wam za wspaniałą wyprawę do Ziemi Świętej z aktami tylu zawierzeń (znalazły się tam też moje i moich bliskich). Bogu dziękuję, że także dostąpiłem tej łaski bycia z moją Rodziną w Ziemi tak obficie zroszonej Krwią Zbawiciela. Przez Wasze wspomnienia ponownie odnalazłem się i kolejny raz z większą mocą i zapałem mogę apostołować wśród tych, którzy szukają w swoim życiu Pana Boga. Pozdrawiam Was serdecznie!

 

Bolesław

 

 

Szanowni Państwo!

Jestem pełen podziwu i dziękuję za cały trud, jaki wkładacie w swoje działania. Doceniam Państwa pracę i starania. Bardzo chętnie korzystam ze stron internetowych, które prowadzi Wasz Instytut. Mam Państwa cały czas w pamięci. I jak tylko będę miał możliwość, będę Was wspierał. Nigdy jednak nie chciałbym tego robić, by przechwalać się tym przed ludźmi. Takie działania nie są po to, by się z nimi obnosić.

Z wyrazami szacunku

 

Przemysław

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi „Przymierza z Maryją”. Bardzo cieszy mnie to, bo znów będę mogła poczytać ciekawe artykuły, a później przekażę rodzinie do czytania. Polecam Redakcję opiece Matki Bożej i też dziękuję serdecznie Panu Prezesowi, że zawsze o mnie pamięta.

Z Panem Bogiem

 

Barbara z Poznania

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Bóg Wam zapłać za pamięć o mnie i przepiękną korespondencję, wzbogaconą pięknie wydaną katolicką literaturą oraz obrazkami, które są balsamem dla mojej duszy. Przesłany ostatnio obrazek ze św. Ojcem Pio oraz folder dał mi impuls do napisania tego listu. Otóż przypomniana przez Was 50. rocznica śmierci tego Świętego zaznaczyła się również w moim życiu. Już wcześniej wiedziałam, że żył we Włoszech wielki święty Ojciec Pio, ale jakoś nigdy nie prosiłam o jego wstawiennictwo. Aż do czasu…

3 lata temu leżałam w szpitalu na sali pooperacyjnej po bardzo ciężkiej operacji (endoproteza kolana z przeszczepem kości). Ból – mimo znieczuleń – był straszny. Cierpiąc i jęcząc cały czas z bólu, modliłam się do Matki Bożej Bolesnej, prosząc o wytrwanie w cierpieniu. Tego dnia, tuż pod wieczór, zauważyłam stojącego przy oknie mojej sali księdza w ciemnym habicie, przepasanym sznurem, z kapturem na plecach. Powiedziałam wówczas z ulgą: jak dobrze, że ksiądz tutaj jest i… zapadłam w sen, który uwolnił mnie od świadomości bólu.

W czerwcu 2018 roku znalazłam obrazek św. Ojca Pio. To był ten ksiądz, którego zobaczyłam wtedy przy oknie szpitalnym. Dopiero po trzech latach, patrząc na obrazek, który otrzymałam od Was, zrozumiałam, że to Matka Boża przysłała mi wówczas pomoc przez św. Ojca Pio. Teraz żyję, chodzę na tej nodze i codziennie modlę się do Ukochanej Matuchny – Królowej Wszystkich Świętych, która przysyła z pomocą „Wysłanników Niebios” tym, którzy o tę pomoc błagają.

Bogu Najwyższemu dziękuję, że poprzez korespondencję z Wami, mogę pogłębiać swą wiarę.

Dziękuję za Waszą cenną pracę Apostolską, w którą wkładacie tyle serca. Dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją” jest moim ukochanym pismem, moją perełką. Tworzycie i twórzcie dalej Wielką Rodzinę Katolicką. Rozjaśniajcie umysły maluczkich. Niech Wam Bóg błogosławi i pomaga św. Ojciec Pio.

Pozostaję w modlitwie za Was i pracę jakże mi Drogiego Instytutu Ks. Piotra Skargi. Szczęść Wam Boże!

 

Zofia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę zaświadczyć o cudzie, którego doświadczyła moja córka, Olimpia, dzięki Waszej akcji „Maryja Uzdrowienie Chorych”. Córka, w trakcie badań okresowych, dowiedziała się, że ma dużego guza na tarczycy. Podczas wizyty u lekarza dowiedziała się, że musi wyciąć całą tarczycę. Został wyznaczony termin operacji. Po operacji przyszedł do niej lekarz i powiedział, że mamy do czynienia z cudem. Powiedział jej, że każdy, kto przychodzi do szpitala z guzem na tarczycy, wychodzi bez tarczycy. U mojej córki było inaczej – wyszła ze szpitala z tym gruczołem, ponieważ lekarzom udało się wyciąć samego guza. Lekarz powiedział: „To jest cud – pierwszy w naszym szpitalu!”.

Dziękuję Maryi Uzdrowieniu Chorych za wstawiennictwo za moją córką, a Wam dziękuję za tę akcję i za wszystkie skarby, które od Was otrzymuję. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

 

Emilia