Temat numeru
 
Zwycięstwo Maryi triumfem Kościoła!
Sławomir Skiba
 Aby przyszło Królestwo Twoje Panie, 
niech przyjdzie Królestwo Maryi!

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort
 

zwycięstwo maryiRzymu nie da się zburzyć w jeden dzień, lecz należy mu pozwolić rozpaść się w proch i pył stopniowo i niepostrzeżenie; wówczas nastanie nowa religia i nowy Dekalog – tak pisał na początku XX wieku jeden z przywódców herezji modernizmu, która od wewnątrz stara się tak zmieniać nauczanie i dyscyplinę w Świętym Kościele Katolickim, aby w końcu go rozsadzić od środka. A teraz można odnieść wrażenie, jakby wrogowie Kościoła – zarówno ci zewnętrzni, jak i ci wewnątrz – przechodzili do decydującej ofensywy przeciwko Mistycznemu Ciału Chrystusa. Jakby na naszych oczach spełniały się straszliwe przepowiednie Najświętszej Maryi Panny wypowiedziane przez Nią w La Salette, Fatimie czy Akicie, gdzie zapowiadała wielką wojnę wewnątrz Kościoła. Czy Kościół Święty, podążając za swoim Mistrzem i Panem, będzie przechodził swą Kalwarię i czy nastąpi poranek Zmartwychwstania?


Koniec XIX wieku, a zwłaszcza początek XX były pełne optymizmu i wiary w niewyczerpane możliwości ludzkiego rozumu i niemal nieograniczony postęp techniczny. Upojona osiągnięciami rewolucji technicznej cywilizacja zachodnia wydawała się wchodzić w nową świetlaną erę postępu, dobrobytu i pokoju. Ludzie chrześcijańskiej niegdyś Europy i obu Ameryk zadufani w sobie zapominali o Bogu i Jego przykazaniach. W niepamięć i we wzgardzie odchodziły świetlane karty dawnego chrześcijańskiego porządku, które przecież stały u podstaw sukcesu Zachodu. Kościół Święty, a wraz z nim Prawo Boże, stawał się coraz większą zawadą w budowaniu tego raju na Ziemi. Wrogie chrześcijaństwu ideologie – liberalizm i socjalizm oraz wyrastający później z niego, strojący się w maskę prawicy, faszyzm, dawały recepty na budowę wiecznego lub przynajmniej tysiącletniego dobrobytu i szczęścia bez Boga. Jednym z najlepszych symboli ówczesnej pychy i zadufania w ludzki rozum były słowa wypisane na burcie słynnego transatlantyckiego statku pasażerskiego „Titanica”, buńczucznie rzucające wyzwanie Niebu: Sam Chrystus nie zdoła go zatopić.


Symbol upadku cywilizacji

 

Jednak Niebo nie zwlekało długo z odpowiedzią na wypisane na statku bluźnierstwo. „Titanic” – ów wytwór ludzkiego geniuszu i myśli technicznej – zatonął w swoim dziewiczym rejsie po zderzeniu z górą lodową, grzebiąc w swoim wnętrzu liczne ofiary tej katastrofy. I gdyby ludzie nie byli wówczas głusi i ślepi choćby tylko na to jedno wydarzenie, z pewnością dostrzegliby w owej tragedii przestrogę Bożej Opatrzności dla całej ówczesnej cywilizacji. Jednakże los „Titanica” zmierzającego nieuchronnie w kierunku katastrofy miał się stać symbolem i zapowiedzią tego wszystkiego, co dopiero czekało ówczesny świat i co wciąż czeka współczesnego, zbuntowanego przeciw Bogu człowieka.


Niestety, nie tylko świat wchodził na drogę buntu. Do tego wszystkiego, co działo się w świecie i co prowadziło wiele dusz na potępienie, doszedł jeszcze atak wrogów Kościoła, którzy przeniknęli do Jego środka. Ufundowali oni kolejną herezję – modernizm, który, jak zauważył św. Pius X, stał się kwintesencją wszystkich dotychczasowych herezji. Głosząc relatywizm w tłumaczeniu prawd wiary i konieczność ciągłego dopasowywania Bożego Prawa i Ewangelii do wymogów wciąż zmieniającej się współczesności, moderniści przygotowali grunt pod demontaż Kościoła. I choć pontyfikaty świętych papieży, zwłaszcza bł. Piusa IX i św. Piusa X, zdołały ujawnić i zdławić spisek przeciw Kościołowi oraz na jakiś czas powstrzymać rozwój tej herezji, to jednak wrogów nie udało się całkowicie pokonać. Przeszli oni wówczas do większej konspiracji, by z czasem ich gorliwi naśladowcy podjęli się kolejnej ofensywy. Dzisiaj jest ona w apogeum decydującej walki wewnątrzkościelnej, której stawką jest zmiana i „uwspółcześnienie” odwiecznego nauczania Kościoła, a celem usunięcie lub zniekształcenie słów Pana Jezusa o nierozerwalności sakramentu małżeństwa oraz grzeszności aktów homoseksualnych.


Po ludzku wszystko stracone…

 

Wiemy, jak zakończyły się wszystkie próby budowy raju na ziemi bez Pana Boga w XX wieku. Do czego doprowadziły utopie liberalizmu oraz socjalizmu w wersji narodowej i międzynarodowej, obłęd powszechnej, niczym nieskrępowanej demokracji bez zasad… Najpierw dramat I wojny światowej, miliony ofiar bezsensownej walki i zniszczenie resztek porządku politycznego dawnej cywilizacji chrześcijańskiej. Później rewolucja bolszewicka i powstanie państwa sowieckiego, plującego jadem nienawiści na wszystko co chrześcijańskie. Znów miliony ofiar głodu i terroru, rozpylenie zarazy komunizmu na cały świat, wojny i prześladowania Kościoła. Skutki tego wydarzenia na każdym niemal polu odczuwamy aż do tej chwili. Następnie niewyobrażalna tragedia II wojny światowej i znów dziesiątki milionów ofiar, obozy koncentracyjne, terror, zbrodnie na masową skalę ze strony tak nazistów, jak i komunistów. Konsekwencje tych wydarzeń w postaci podziału Europy, zniszczenia elit i wzmocnienia Sowietów odczuwamy aż do dziś. A wszystkie te wybuchy ufundowane były na „wzniosłych” przesłankach budowy na Ziemi raju bez Boga i Jego przykazań. Każda też z tych zbrodniczych ideologii trwa w swoich mutacjach aż do dziś, wydając różne zatrute owoce w postaci neomarksizmu, niczym nieskrępowanej wolności do złego, całkowitego podporządkowania człowieka machinie totalitarnego państwa i wyłączenia polityki spod prymatu prawdy i Bożego Prawa. Dlatego nie mogą dziwić konsekwencje obranego przez „Titanica cywilizacji” kursu wprost na lodową górę i nieuchronną tragedię, do której zmierza współczesny nam świat. Po ludzku mówiąc: nie ma już odwrotu i wszystko stracone.


Jaka perspektywa?

 

Ale czy tylko taka, pesymistyczna wizja jest naszą przyszłością? Czy patrzenie na historię i rzeczywistość, w której żyjemy tylko w tym ziemskim wymiarze, jest właściwą, tj. katolicką perspektywą? Czy uświadamiając sobie całą tragiczność położenia i popadając przy tym w przygnębienie, nie uleglibyśmy w ten sposób pokusie rozpaczy i zwątpienia? Z pewnością tak. Dlatego na tym poprzestać nie możemy, jeśli chcemy zachować Bożą perspektywę całej historii Zbawienia, która wykracza daleko poza nasze życie i dalej – w wieczność.


– Zaprawdę, z katolickiego punktu widzenia istnieje tylko jedna ogólna przyczyna wszystkich ludzkich spraw, mianowicie: Boża Opatrzność –
zauważył hiszpański konserwatysta Donoso Cortés.


To prawda. Niezależnie od tego, jak wiele wysiłku szatan i jego słudzy włożyliby w to, aby świat stał się zaprzeczeniem Bożych Praw, jeden jest tylko Pan historii, Jeden Początek i Koniec, Alfa i Omega. Ośrodkiem tej historii jest Jezus Chrystus – Król królów i Pan panujących oraz Jego Mistyczne Ciało – Jeden Święty Kościół Katolicki. To wokół tego ośrodka toczy się cała batalia z mocami ciemności i w tej właśnie walce konieczne jest nasze zdecydowane opowiedzenie się za Chrystusem i Jego Kościołem. I nie może to być żaden dialog i próba dogadania się za cenę względnego spokoju, w którym giną dusze, ale odwieczna walka, a nawet wojna taka, jak ją przedstawiają święci – Paweł Apostoł, Augustyn z Hippony, Ignacy Loyola, Ludwik Maria Grignion de Montfort, Maksymilian Maria Kolbe i wielu innych. To prawdziwa wojna, która trwa nieprzerwanie od momentu wypowiedzenia przez Pana Boga do Węża słów: Położę nieprzyjaźń między tobą a niewiastą, i między nasieniem twoim a nasieniem jej; ona zetrze twoją głowę, a ty czyhać będziesz na piętę jej.


Walka naszą drogą

 

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort tak wyjaśnia ten fragment Pisma Świętego: Raz jeden tylko Bóg położył tę nieprzyjaźń, ale nieprzyjaźń nieprzejednaną, która trwać będzie i wzrastać aż do końca. To nieprzyjaźń między Maryją, czcigodną Bogarodzicą, a szatanem, między dziećmi i sługami Najświętszej Panny a dziećmi i wspólnikami Lucyfera. Tylko w tym kontekście możemy właściwie zrozumieć wszystko to, co dzieje się na tym świecie i w nas samych. To wojna dwóch państw – Bożego i szatana, jak uczył św. Augustyn, albo dwóch sztandarów według św. Ignacego, z których jeden należy do Chrystusa – najwyższego Wodza i Pana, a drugi do Lucyfera – wroga śmiertelnego ludzkiej natury. Przy czym nie jest to równa walka, bo nijak szatan nie może równać się z Bogiem. Jednak może on zadać i zadaje dotkliwe ciosy skażonemu grzechem pierworodnym rodzajowi ludzkiemu. I choć bez pomocy ludzkiej woli tej batalii o duszę szatan wygrać nie może, to jednak gdy człowiek odrzuci łaskę i wystawi się na działanie Złego, może zatracić duszę swoją na wieki, a więc przegrać.


I tak jak w życiu każdego z nas Pan Bóg nie zostawia nas samych w tej walce z wrogiem naszego zbawienia, najpierw przez Krzyż i Mękę Zbawiciela ustanawiając święte sakramenty, posyłając nam aniołów stróżów i całe zastępy aniołów oraz świętych, aby wraz z nami wojowali przeciwko ciemności, tak też w wymiarze społecznym i historycznym nie zostawił nas sierotami. Mimo grzechu pierwszych rodziców, cały czas troszczył się o człowieka i pomagał mu, by w końcu we Wcieleniu swego Syna Jezusa Chrystusa wejść osobowo w historię świata, zmieniając jej bieg. To od tego momentu Wcielenia, Narodzenia, Śmierci i Zmartwychwstania, Pan Bóg zmienia bieg historii i sprawia, że również Jego Kościół jest osią historii i wokół niego rozgrywa się cała walka. Tego Kościoła nie pozostawia w osamotnieniu, najpierw dając mu osobiście gwarancje, że bramy piekielne go nie przemogą, by później, w ciągu wieków, za pomocą sakramentów, papieży, nauczania Kościoła, świętych, naturalnych i nadprzyrodzonych interwencji, czuwać nad wiernymi duszami.


Pomoc z Góry

 

Choć historia apostazji narodów chrześcijańskich swoją genezą sięga upadku średniowiecza i rewolucji protestanckiej, to Pan Bóg nigdy nie cofnął swego przymierza i nie pozostawił nas bez pomocy. W XIX i XX wieku także dawał wielokrotnie temu wyraz. W objawieniach Matki Najświętszej danych św. Katarzynie Labouré przy Rue du Bac w Paryżu, Maryja przestrzegła przed niebezpieczeństwami i dała do pomocy sakramentalium w postaci Cudownego Medalika. Później – jako płacząca Pani – objawiła się dzieciom w La Salette, przestrzegając przed zepsuciem w łonie samego Kościoła i mówiąc o karach za grzechy. W Lourdes osobiście potwierdziła ogłoszony wcześniej przez bł. Piusa IX dogmat o Jej Niepokalanym Poczęciu, zapowiadając niejako Swój triumf nad mocami ciemności. W Fatimie, zwracając się do trójki pastuszków, przestrzegła przed karami, jakie spadną na ludzkość, jeśli ta się nie nawróci. Zapowiedziała też błędy Rosji, która rozszerzy je na cały świat i wywoła wojny oraz prześladowania Kościoła. Mówiła, że jeśli ludzie się nie nawrócą, nadejdzie II wojna światowa i olbrzymie zniszczenie. Przestrzegła też przed kolejnymi cierpieniami i zniszczeniami całych narodów, domagając się nawrócenia, modlitwy różańcowej i nabożeństwa wynagradzającego Jej Niepokalanemu Sercu.


Ale zapowiedziała też wyraźnie, że po tych karach Jej Niepokalane Serce zatriumfuje! W Akita, w latach 70. XX wieku, mówiła o prawdziwej wojnie wewnątrz Kościoła pomiędzy biskupami i kardynałami, o potwornym spustoszeniu winnicy Jej Syna i o karze, jaka musi spaść dla opamiętania i ratowania dusz. Jednakże znów potwierdziła, że po tym oczyszczeniu – które musi nadejść, jeśli ludzie się nie nawrócą – nadejdzie zwycięstwo Jej Syna i wywyższenie Kościoła Świętego, który zostanie odnowiony.


Doczesne zwycięstwo Kościoła

 

Myśl o triumfie Kościoła jeszcze na tym świecie nie jest bynajmniej nowa i pojawia się też w wizjach oraz nauczaniu różnych świętych. Na długo przed św. Ludwikiem Marią Grigion de Montfort, który zapowiadał nadejście Królestwa Maryi, o doczesnym zwycięstwie Kościoła pisał Doktor Seraficki, św. Bonawentura. Jego myśl w taki oto sposób streścił kardynał Ratzinger: Teologia historii św. Bonawentury znajduje swój punkt kulminacyjny w nadziei na dziejową epokę szabatowego spokoju ofiarowanego przez Boga. (…) Nie chodzi tu o niekończący się pokój w wieczności Boga, który nastanie na końcu świata, lecz o taki pokój, który Bóg ustanowi na ziemi – skąpanej w morzu krwi i łez – jak gdyby w pragnieniu pokazania w ostatniej chwili, jak mogła i powinna wyglądać rzeczywistość zgodna z Jego planem.


Nadchodzi wielka epoka –
głosił św. Alojzy Orione – będziemy mieli novos Coelos et novam terram (nowe Niebo i nową ziemię – przyp. red.). Społeczeństwo odnowione w Chrystusie objawi się młodszym i bardziej jaśniejącym, ukaże się na nowo ożywione, odnowione i prowadzone przez Kościół. Katolicyzm pełen Boskiej prawdy, miłości, młodości i nadprzyrodzonej siły podniesie się w świecie i stanie na czele rodzącego się stulecia, by je prowadzić ku uczciwości, wierze i zbawieniu.


Zaś św. Maksymilian Maria Kolbe pisał: Żyjemy w epoce, która mogłaby być nazwaną początkiem epoki Niepokalanej. (…) Pod Jej sztandarem zostanie stoczona wielka bitwa i zatkniemy Jej flagi na twierdzy księcia ciemności. A Niepokalana będzie Królową całego świata i każdej duszy z osobna, jak to przepowiedziała błogosławiona Katarzyna Labouré.


Kiedy papież Pius XII ustanowił święto Najświętszej Maryi Panny Królowej, nakazał jednocześnie aby co roku tego dnia odnawiać poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Maryi. W ten sposób chciał zawrzeć, jak napisał, nadzieję, iż rozpocznie się nowa era radująca się Chrystusowym pokojem i trumfem religii. Ogłosił też, że wzywanie Królestwa Maryi jest głosem chrześcijańskiej wiary i nadziei. W jednym z ostatnich wystąpień potwierdził pewność, iż odbudowa Królestwa Chrystusowego przez Maryję nie może się nie powieść.


Wielki obrońca Kościoła Świętego, prof. Plinio Corrêa de Oliveira, zapatrzony w przykład i naukę św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, tak pisał: Za wielce prawdopodobnym smutkiem i karą, ku którym zmierzamy, jaśnieje święty blask jutrzenki Królestwa Maryi. „W końcu moje Niepokalane Serca zatriumfuje”. To wielka perspektywa wszechświatowego zwycięstwa królewskiego i matczynego Serca Najświętszej Dziewicy. To uspakajająca, upragniona i, nade wszystko, królewska obietnica.


Zaiste, triumf Maryi to triumf Kościoła – Mistycznego Ciała Chrystusa!

 


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Piękno życia zakonnego
Historia Kościoła katolickiego pokazuje, że publiczne wyznawanie Wiary oraz przenikanie nią wszystkich sfer życia przyniosło owoc w postaci wspaniałej cywilizacji chrześcijańskiej. Wiara była i jest uznawana przez wielu za tak wielki skarb, że poświęcają dla niej i dla Pana Boga całe swe życie, wstępując do przeróżnych wspólnot zakonnych. Historia Kościoła pokazuje też, że to właśnie zakonnicy byli tą siłą, dzięki której dokonywał się w świecie prawdziwy postęp zarówno duchowy, jak i materialny.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostolat Pogłębił Moją Wiarę
oprac. BB

Wielka duchowa rodzina Apostołów Fatimy przekroczyła już liczbę 60 tysięcy członków. W tym numerze publikujemy piękne świadectwo Pani Jadwigi Łabudy z Krasnegostawu.

 

Moja przygoda z Apostolatem zaczęła się ponad 11 lat temu. Będąc w supermarkecie, zauważyłam leżącą na podłodze ulotkę z wizerunkiem Matki Bożej Fatimskiej. Podniosłam ją, włożyłam do torebki, w domu przeczytałam, a później postanowiłam napisać do Instytutu Ks. Piotra Skargi. Poprosiłam o przysłanie Cudownego Medalika i zadeklarowałam chęć uczestnictwa w Apostolacie Fatimy.

Przesyłkę otrzymałam szybko, z radością zawiesiłam poświęcony Medalik na szyi. Niedługo po tym wydarzeniu w moim życiu zaczęły dziać się same pozytywne rzeczy z „przerywnikiem” w lutym 2015 roku.

Wtedy właśnie ja, okaz zdrowia, pełna wigoru, z ogromną energią, z bagażem pomysłów i planów na dalsze życie, nagle i niespodziewanie „wylądowałam” w szpitalu na oddziale neurologicznym. Badanie rezonansem magnetycznym wykazało, że mój stan jest bardzo poważny, zagrażający życiu! Pierwsze 4 dni pobytu na oddziale miały być decydujące… Byłam świadoma, więc wiedziałam, co to oznacza. Przez miesiąc leżałam w jednej pozycji, nie wolno było mi wykonywać absolutnie żadnych ruchów! Podłączona aparatura, kroplówki i leki zwiotczające mięśnie. Byłam przerażona całą tą sytuacją i zadawałam sobie pytanie, czy ja to wszystko wytrzymam?

W pracy i w rodzinie – zaskoczenie, a nawet szok. Zaczęły się odwiedziny. Lekarze byli z tego niezadowoleni. Było mi miło, że mam tak dużo życzliwych mi osób i to dawało mi impuls do walki z chorobą. Rozumiałam też lekarzy, ponieważ dbali o mój stan zdrowia, a ja potrzebowałam ciszy i spokoju.

Chorobę przyjęłam z pokorą, a całe swoje dalsze życie zawierzyłam Panu Bogu i Matce Bożej. Po kilku dniach stałam się bardzo spokojna. Dużo się modliłam – różaniec trzymałam prawie przez cały czas w dłoni. Dwa razy w tygodniu przychodził kapelan z Komunią Świętą. Wierzyłam, że będzie dobrze. Każdy kolejny dzień i drobiazgi sprawiały mi dużą radość.

Ze szpitalnego łóżka zaczęłam postrzegać życie inaczej niż do tej pory. W tym czasie w moim zakładzie pracy została odprawiona w mej intencji Msza Święta, w której uczestniczył cały personel (mamy własną kaplicę i kapelana). O tym fakcie dowiedziałam się dopiero po wyjściu ze szpitala.

Pewnego dnia powiadomiono mnie, że będę przetransportowana do Lublina na neurochirurgię, na operację. Byłam zaskoczona. Nie odczuwałam żadnego bólu, czułam się w miarę ­dobrze.

Intuicja podpowiadała mi, żebym wypisała się ze szpitala na własne żądanie, tak też – ku niezadowoleniu lekarzy – zrobiłam.

Córka z zięciem załatwili mi wizytę w Warszawie w Centrum Gamma Knife. Okazało się, że moja intuicja mnie nie zawiodła, decyzja co do wypisu była słuszna, operacja została wykluczona, nastąpiła remisja.

Co by było, gdybym wówczas wyraziła zgodę i poddała się operacji? Kto to wie? Od tamtego wydarzenia minęły 3 lata, czuję się dobrze, ale nadal jestem pod stałą kontrolą lekarza w Warszawie.

W związku z powyższym, pragnę podzielić się refleksją, że uczestnictwo w Apostolacie Fatimy jeszcze bardziej pogłębiło moją wiarę. Jestem absolutnie przekonana, że wymodliłam i wyprosiłam u Matki Bożej wstawiennictwo do Pana Boga w mojej sprawie.

To wiara i modlitwa spowodowały, że wyszłam z tej choroby bez uszczerbku na zdrowiu. Codziennie dziękuję Panu Bogu i Maryi za otrzymaną łaskę zdrowia i… drugiego ­życia.

Mój przypadek zakrawa raczej na cud – tak powiedzieli lekarze specjaliści w Warszawie, ponieważ z tej choroby raczej się nie wychodzi, a jeśli już, to z poważnymi powikłaniami.

Czasami myślę sobie, że to może był też dla mnie znak, abym przystopowała z pracą, ponieważ moja wieloletnia praca z osobami chorymi psychicznie i somatycznie oraz niepełnosprawnymi intelektualnie wymagała olbrzymiej odporności psychicznej, ciepła, zrozumienia, cierpliwości, empatii, a to nie pozostaje bez wpływu na zdrowie. Zawsze jednak uważałam, że to nie tyle jest praca, co raczej posługa, w której się spełniałam.

Chcę nadmienić, że Apostolat wniósł w moje życie wiele pozytywnych zmian, przede wszystkim umocnił mnie jeszcze bardziej w niezachwianej wierze i przekierował moje życie na nowe tory. Otrzymałam o wiele więcej, niż ofiarowałam.

Dzień, w którym znalazłam ulotkę i zadeklarowałam chęć pozostania Apostołem Fatimy, to jeden z najlepszych w moim życiu, a przynależność do tej duchowej Rodziny utwierdza mnie w przekonaniu, że ta działalność jest sensowna i bardzo pot­rzebna.

Dlatego pozostanę z Wami. Moim pragnieniem jest, abym mogła pielgrzymować do Fatimy i podziękować Matce Bożej Fatimskiej za opiekę i dar życia, który ponownie otrzymałam. Może stanie się kiedyś kolejny cud, bo wiem, że wiara czyni cuda!


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Jestem stałą czytelniczką „Przymierza z Maryją”, cieszę się również z każdej przesyłki kierowanej do mnie w ramach różnych, prowadzonych przez Was, akcji. Dziękuję bardzo za kalendarz „365 dni z Maryją” na rok 2019. Jakiś czas temu otrzymałam od Instytutu drewnianą koronkę zakończoną medalikiem z wizerunkiem świętej Siostry Faustyny Kowalskiej. Modliłam się na tej koronce szczególnie podczas codziennych spacerów. Wiele tych moich modlitw zostało wysłuchanych. Dziękuję Wam za wszystko i zapewniam o swej dalszej modlitwie w Waszych intencjach.

Danuta z Rybnika

 

 

Szczęść Boże!

Umiłowani! Cieszę się, że zaufaliście mi, przysyłając „Przymierze z Maryją”, które chętnie czytam. W tym piśmie jest wiele interesujących wiadomości. Chwała Wam za to. Uważam, że „Przymierze” powinno być propagowane szczególnie wśród młodych ludzi.

Zmagam się z bardzo poważną chorobą. Pozostaje mi tylko modlitwa życzliwych ludzi. Często siadając przy komputerze, patrzę na Naszą Panią – Matkę Bożą Fatimską, której Wizerunek spogląda na mnie z przesłanego przez Was kalendarza. Jej Oblicze – pełne łaski i dobroci, dłonie – złożone do modlitwy. To jest cudowne! Otrzymałem od Was także obrazki Najświętszej Panienki, różaniec i wiele innych drogocennych prezentów. Dziękuję Wam za to wszystko. Gdy jeszcze byłem zdrowy, z żoną podjęliśmy postanowienie, aby – będąc na emeryturze – odwiedzać miejsca święte dla naszej religii. Udało nam się odwiedzić Ziemię Świętą. To była najcudowniejsza pielgrzymka i wspaniała przygoda. Niestety, później życie potoczyło się inaczej. Zaczęła się moja choroba…

Pragnę życzyć całemu Instytutowi dalszych owocnych działań na niwie szerzenia religii katolickiej. Wierzę, że – mimo różnych przeszkód – Święty Kościół dzięki Naszej Najukochańszej Matce – Pannie Maryi stanie silniej na nogi w szerzeniu wiary.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech Będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za otrzymany egzemplarz „Przymierza z Maryją” oraz życzenia świąteczne. Pragnę stale otrzymywać Wasze pismo, które uważam za bardzo dobre i które pomaga poszerzać nam naszą wiedzę religijną oraz pomaga umocnić naszą wiarę. Chciałbym także obdarowywać nim moich bliskich. Bóg zapłać za wszystko. Szczęść Wam Boże.

Stanisław z Ustronia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Droga Redakcjo! Piszę do Was ten list, ponieważ pragnę wraz z Wami dziękować Bogu za to, że jestem członkiem Apostolatu Fatimy, a stało się to za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny.

20 grudnia 2017 roku zmarł mój mąż. Kiedy odchodził, oddałam mu mój ulubiony różaniec. Przez moment ciężko było mi się z nim rozstać, lecz szybko pomyślałam, że na ostatnią drogę nie pożałuję przecież mężowi tego świętego przedmiotu. Po dwóch albo trzech tygodniach wpadła mi w ręce ulotka informująca o możliwości zamówienia Waszej książki o Fatimie. Wypełniłam ją i po niedługim czasie otrzymałam książkę wraz z dołączonym do niej różańcem. To ostatecznie sprawiło, że jestem w Apostolacie Fatimy.

Odkąd czytam „Przymierze z Maryją”, zauważyłam, że moja modlitwa staje się bardziej rozważna i głębsza.

W marcu 2018 roku robiłam badanie piersi. Okazało się, że na jednej z nich mam guza. Po dwóch tygodniach otrzymałam skierowanie na dalsze badania. Odmówiłam lekarzom. Powiedziałam im, że najpierw muszę jechać odwiedzić moje dzieci, mieszkające za granicą – córki w Norwegii i Niemczech, a syn – w Holandii. Musiałam też pojechać do Rzymu. W tym czasie piłam napój z imbirem i każdego dnia prosiłam Matkę Bożą o zdrowie. Obecnie – proszę sobie wyobrazić – jestem po ponownych badaniach i po guzie nie ma śladu! Dziękując Bogu i Matce Najświętszej za odzyskane zdrowie, proszę Was o wspólną modlitwę.

Zofia

 

 

Szczęść Boże!

Szanowni Państwo! Dziękuję za przesłanie mi Waszego pisma i poświęconego obrazka z modlitwą do św. Ojca Pio. Zapewniam, że będę się codziennie modlić tą modlitwą. Zresztą muszę przyznać, że ten Święty nie jest mi osobą obcą – od dłuższego czasu regularnie modlę się za wstawiennictwem tego wspaniałego świętego Stygmatyka i dziękuję Mu za pomoc uzyskaną w ubiegłym roku. Mam na myśli szczególnie jedną taką sytuację. Byłam na pewnym wyjeździe i nie miałam przy sobie specjalnego aparatu, który mi pomagał w moich zdrowotnych dolegliwościach. Byłam zdenerwowana. Pomyślałam: „co ja teraz zrobię?”. Ale wtedy natychmiast przyszedł mi na myśl właśnie Stygmatyk z Pietrelciny. Przecież on jest doskonałym orędownikiem u Pana Boga. Wyprasza nam tyle łask! I rzeczywiście, po krótkim westchnieniu i słowach do Ojca Pio: „bez Ciebie sama sobie nie poradzę” nagle – potocznie mówiąc – zadziałało! Od tego czasu nie jest mi potrzebne urządzenie (bez którego wcześniej nie mogłam się obejść) i go już nie używam. Moje dolegliwości – jak dotąd – się nie powtórzyły.

Życzę Wam wszystkiego najlepszego w roku 2019 i modlę się gorąco o błogosławieństwo dla Waszej wielkiej pracy.

Niech Was błogosławi Pan Jezus, a Swoją opieką niech Was otacza Maryja z Józefem i Ojcem Pio.

Maria z Krakowa

 

 

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Wam za wszelkie materiały, jakie mi przysyłacie. Dzięki nim mogę między innymi praktykować nabożeństwo do św. Ojca Pio oraz Koronkę do Bożego Miłosierdzia. I właśnie w związku z tym pragnę w tym miejscu wspomnieć o moim wyzdrowieniu z udaru mózgu. Uzdrowił mnie Miłosierny Chrystus. Wymodliłem to, odmawiając wytrwale Koronkę do Bożego Miłosierdzia. A było ze mną już bardzo źle. Lekarze dawali mi nikłe szanse nie tylko na wyzdrowienie, ale w ogóle na to, że przeżyję. Lecz ja – dzięki Panu Jezusowi – nie tylko żyję, ale też nadal pracuję. Neurolodzy aż nie dowierzają. To prawdziwy cud! Pozdrawiam Was serdecznie.

Sylwester