Słowo kapłana
 
Pobożność a dewocja
Ks. Adam Martyna


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dopiero co przeżywaliśmy tajemnicę Zmartwychwstania Chrystusa Pana, a zaraz potem był maj – miesiąc maryjny, który kieruje naszą uwagę na rolę Matki Najświętszej w tajemnicy odkupienia. Niestety, są ludzie, którzy tych pięknych dni nie dostrzegają i nie przeżywają, ponieważ nie potrafią się modlić. Żyją jakby obok Kościoła jako wspólnoty i modlitwa nie ma dla nich żadnego znaczenia.

Kiedy nieraz próbowałem w rozmowie ukazać wartość modlitwy, moi rozmówcy bronili się argumentem, że lepiej się nie modlić i żyć po Bożemu, niż się modlić, a robić krzywdę innym. W takich przypadkach odpowiadam, że należy się modlić i żyć po Bożemu...

Skąd się wzięło to przeciwstawianie modlitwy, jakoby nieszczerej, zwanej popularnie dewocją – życiu, ponoć zgodnemu z Ewangelią?

Myślę, że bardzo często jest to próba manipulacji w stylu: ja się nie modlę, ale to nic, bo mój sąsiad się modli i prowadzi życie gorsze ode mnie. Jest to klasyczna próba taniego uspokojenia sumienia. Z drugiej strony, rzeczywiście istnieją ludzie, których można nazwać „dewotami” i „dewotkami”, a ich pobożność „dewocją”.

Czym się charakteryzuje dewocja? Otóż, jest to karykatura pobożności. Prawdziwa pobożność to umiejętność przebywania z Bogiem, kiedy pozwalamy Mu do nas mówić.


Modląc się, mówimy do Pana Boga, ale też pozwalamy Panu Bogu zmieniać nasze życie. Zgadzamy się z Jego Wolą. Dlatego ten, kto naprawdę jest pobożny, często się modli, zaczyna myśleć i działać tak, jak Pan Bóg sobie tego życzy. W ten sposób autentyczna pobożność przemienia człowieka.

Św. Franciszek Salezy mówi w swoim dziele Wstęp do życia pobożnego, że byłoby grzechem zostawić pobożność w klasztorach, a usunąć ją ze świata, dlatego, że prawdziwa pobożność wpływa na całe ludzkie życie, także na jego relacje z innymi i pracę, którą człowiek wykonuje. Jest zatem niemożliwe, aby człowiek rzeczywiście pobożny był złym pracownikiem, złym ojcem, obywatelem itd.

Należy jednak uwzględnić, że te zmiany zachodzą w nas powoli, nawet człowiek przeżywający swoją modlitwę bardzo głęboko, nie zmienia się z dnia na dzień. Nie jest jednak możliwa pobożność bez dążenia do ideału. Tym ideałem jest dla nas zawsze Jezus Chrystus.

Zupełnie czym innym jest tzw. dewocja. Zazwyczaj charakteryzuje się ona „ilością” modlitw bez zwracania uwagi na ich jakość. Człowiek ogarnięty dewocją myli Pana Boga z „bogiem”, którego sam sobie wykreował w wyobraźni. Uważa, że im więcej modlitw odmawia, tym bardziej podoba się Bogu. Im częściej chodzi do kościoła, tym mocniejszy wpływ wywiera na Boga, którego w pewien sposób pragnie sobie podporządkować. Takiemu człowiekowi nie przyjdzie do głowy, że należy solidnie zacząć pracować nad swoimi wadami, bo w głębi duszy uważa się za człowieka tych wad pozbawionego. W swojej własnej wyobraźni jest ideałem. To inni wymagają poprawy, nawrócenia i zmiany.

Dewotka będzie gorąco się modlić o nawrócenie sąsiada, synowej czy swojego proboszcza, ale ani razu nie powie z serca: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznej”. Z czego rodzi się dewocja? Myślę, że przede wszystkim z pychy i chęci bycia podziwianym, a więc z próżności. O ile w prawdziwej pobożności człowiek spotyka Pana Boga i oddaje Mu cześć, o tyle w dewocji mamy do czynienia z jedną z form zwracania na siebie uwagi. Na przykład, kiedy byłem młodszy, zwracałem uwagę innych swoim wyglądem, strojem itd. Teraz już na to jest za późno, więc niech Pan Bóg i ludzie podziwiają moją pobożność... Naturalnie dewotem i dewotką można być i w młodym wieku – wiek tu praktycznie nie ma znaczenia. Zawsze jednak, moim zdaniem, chodzi o zastąpienie braku powodzenia u innych czy w pracy – pobożnością, która jednak nie ma nic wspólnego z tym, co Pismo Święte, Kościół i święci rozumieli pod słowem „pobożność”. Można powiedzieć tak: pobożność jest przebywaniem z Bogiem, aby nabrać u Niego sił do wykonywania codziennych obowiązków. Zawsze charakteryzuje się zgodą na Wolę Bożą. Zawsze też łączy się z prawdziwym szukaniem Woli Boga w życiu.

Człowiek „dopuszcza do głosu” także Pana Boga, nie tylko „mówi”. Dewocja zaś jest karykaturą pobożności. Człowiek szuka Pana Boga, ale po to, by dowartościować siebie, dlatego nie myśli o zmianie, a nawet jej nie chce. Próbuje wielością słów „przekonać” Boga o swojej racji i zwrócić uwagę na niegodziwość innych. Nic więc dziwnego, że częste modlitwy czy uczęszczanie do kościoła oraz rażący brak liczenia się z innymi w domu, pracy, zaniedbywanie obowiązków – rodzi sprzeciw u bliźnich i odrzucenie takiej pseudo-pobożności.

Niestety, niektórzy wykorzystują takie przypadki dewocji, aby w ogóle usprawiedliwić swój brak pobożności. „Zasłaniają się” znajomymi dewotkami, by usprawiedliwić swoje własne duchowe lenistwo.

Jako katolicy zawsze powinniśmy wybierać właściwą pobożność. Nie dajmy się zwieść ani jej pozorom, jakimi są różne przypadki dewocji, ani też „nie wylewajmy dziecka z kąpielą”, twierdząc, że każda głębsza modlitwa, dłuższe i częstsze przebywanie w kościele to dewocja. Pamiętajmy: po owocach da się to odróżnić.

Kochani, jeszcze słów parę o modlitwie. Nieraz ludzie się pytają: Jak się dobrze modlić? Czy na Różańcu, czy lepiej z Pismem Świętym? Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy powinien znaleźć „swoją” metodę. Dlatego nieraz trzeba będzie długo szukać. Mam na myśli nie tylko zanoszenie do Boga mnóstwa próśb, ale przede wszystkim życie modlitwą. Najwłaściwsza dla nas jest taka modlitwa, która zostawia Panu Bogu najwięcej do powiedzenia. Modlitwa jest zanoszona ku chwale Bożej, ale trzeba pamiętać, że ona jest konieczna dla nas, nie dla Boga. Dlatego modlitwa powinna nas zmieniać. Ciągle. Jak długo będziemy żyli.

Kościół przez dwa tysiące lat wypracował własne modlitwy, które poleca swoim dzieciom, jako szczególnie pożyteczne: Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, rozmyślanie, modlitwa z Pismem Świętym.

Oczywiście, najważniejsza jest modlitwa liturgiczna: teksty Mszy Świętej, brewiarza. Treści te, rozważane przez nas, unoszą nas na skrzydłach ku Panu Bogu. Musimy wybrać odpowiednią dla siebie modlitwę, jeśli chcemy prowadzić życie prawdziwie Boże.

Jednak zawsze pamiętajmy – każda modlitwa jest dobra, o ile towarzyszy jej odpowiednia uwaga, nastawienie na słuchanie Boga i szukanie przede wszystkim Jego Woli. Niech Matka Boża uczy nas modlitwy. Ona jest w niej Mistrzynią. Amen.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kto będzie zbawiony?
Przeznaczeniem człowieka jest wieczność… Naszym przeznaczeniem jest życie wieczne… Jednak jakie ono będzie, to zależy już od naszych codziennych decyzji i wyborów. W pierwszym tegorocznym wydaniu naszego pisma, postanowiliśmy wypełnić jego łamy tematyką Nieba i wiecznego zbawienia. Czym jest Niebo? Czym zbawienie? Co o Niebieskim Jeruzalem mówili święci mistycy? Na te pytania odpowiadają nasi autorzy. Zapraszam do lektury!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W Apostolacie od 10 lat. A czemu nie?

Pani Grażyna Wolny z Rybnika należy do Apostolatu Fatimy od około 10 lat. W maju 2022 roku zawitała wraz z mężem Janem na spotkanie Apostołów do Zawoi. Oprócz czasu poświęconego na pielgrzymki do Zakopanego, Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej, udało nam się porozmawiać o tym, za co ceni Apostolat Fatimy, jak kształtowała się jej wiara i pobożność. Oto co nam o sobie opowiedziała Pani Grażyna…

 

U mnie w domu rodzinnym rodzice nie przymuszali nas do modlitwy. Po prostu klękali i my robiliśmy to samo, nie było nacisku. Gdy przychodziła niedziela czy święta, wiedzieliśmy, że trzeba iść do kościoła, rodzice nie musieli nam tego mówić, każdy to robił i to zostało po dzień dzisiejszy w głowie. Jeszcze dziś mam przed oczami obraz Mamy i Taty, jak klęczeli. To było normalne. Kiedyś nie patrzyłam na to tak jak teraz, gdy mam swoje dzieci.


Moja babcia, mama mojej mamy, pochodziła z Bukowiny Tatrzańskiej; bardzo dużo się modliła, była bardzo wierzącą kobietą. Praktycznie dzień w dzień chodziła pieszo do kościoła, który był oddalony od jej domu o 40 minut; często przystępowała do Komunii Świętej. Jeździłam do niej na wakacje. Zawsze chodziłam z nią do kościoła w środy – na Nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Przykład był naprawdę dobry.


W 2014 roku miałam otwarte, bardzo poważne złamanie nogi. Lekarz stwierdził, że nadawała się do amputacji. Jak widziałam moją nogę, która wisiała tylko na skórze, to mówiłam sobie po cichu: – Jezu ufam Tobie! Po operacji przywieziono mnie na salę, a nad łóżkiem, na którym miałam leżeć, wisiał obrazek „Jezu ufam Tobie”. Po dwóch tygodniach wróciłam do szpitala i przed drugą operacją powiedziałam pielęgniarzowi: – Niech ręka Boża was prowadzi. Po operacji trafiłam w to samo miejsce, do tej samej sali. Pomyślałam, że chyba Pan Jezus czuwa nade mną. Leżąc w szpitalu, odmawiałam litanię do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Koronkę do Miłosierdzia Bożego i Różaniec. Na drugi dzień po operacji przyszedł ten pielęgniarz i powiedział: – Ja Panią słyszałem przez całą noc, to co Pani do mnie powiedziała. Noga została uratowana, wszystko się pozrastało, tak że dzisiaj nie mam żadnych dolegliwości, zostały tylko blizny. Różaniec i Koronka ratują mnie w takich trudnych sytuacjach.


Kilka miesięcy później wypadek miał mój młodszy syn i jego nauczyciel. Syn zadzwonił do mnie mówiąc: – Mamo, mieliśmy wypadek, ale nic poważnego się nie stało. Na miejscu wypadku zebrało się trochę ludzi. Nagle z tłumu wyszedł uśmiechnięty pan i powiedział do nich: – Chłopcy, ja myślałem, że wy z tego wypadku nie wyjdziecie cało. Po czym dał im obrazki „Jezu ufam Tobie” z modlitwą na odwrocie i zniknął. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką modlitwą.


Kilka lat temu zmarł mój brat. Chorował na raka wątroby. Jeździł ze mną i moim mężem do spowiedzi, na rekolekcje, na Mszę o uzdrowienie. On był człowiek-dusza, gołębie serce. Zamawialiśmy Msze Święte, żeby umarł pojednany z Bogiem i tak się stało. Byliśmy przy jego śmierci w szpitalu. Modliliśmy się przy nim na Koronce, a po pierwszej dziesiątce Różańca odszedł spokojnie, pojednany z Bogiem.


W Apostolacie Fatimy jestem od około 10 lat, choć Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspierałam już wcześniej. Pewnego razu wzbudziła moje zainteresowanie strona z apelem: Zostań Apostołem Fatimy! Pomyślałam: A czemu nie! I napisałam lub raczej zadzwoniłam, że chcę zostać Apostołem i dostałam wszystkie materiały: obrazek i figurkę Matki Bożej Fatimskiej, Różaniec, krzyżyk. No i „Przymierze z Maryją” – dla mnie to jest naprawdę dobre pismo. Można w nim przeczytać na przykład niezwykle budujące świadectwa innych czytelników…


Piękne jest to, że za Apostołów Fatimy odprawiana jest co miesiąc Msza Święta, że codziennie modlą się też za nas siostry zakonne. Cieszę się, że Apostolat jest taką wspólnotą, którą tworzą podobnie myślący ludzie.


oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowny Panie Prezesie!
Z nieskrywaną wdzięcznością dziękuję za zrozumienie i przesłane egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Z powodu przewlekłej choroby (rehabilitacje) moja sytuacja jest dosyć trudna. Między innymi niska emerytura i czasem drogie nierefundowane leki sprawiają, że mam problemy finansowe.
„Przymierze z Maryją” to moje okno na świat. To bardzo wartościowa lektura, którą czytam z zapartym tchem. Codziennie odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Modlę się do Niepokalanego Serca Maryi i do św. Rity. Wszystkie te materiały, a w zasadzie modlitewniki otrzymałam od Waszej Redakcji za dawnych, dobrych czasów, kiedy moja sytuacja finansowa była znacznie lepsza. Przeczytane „Przymierza z Maryją” przekazuję zaprzyjaźnionej znajomej i jest bardzo zadowolona z tej lektury.
(…) Niech Maryja otacza całą Redakcję swoją Matczyną opieką.
Z serdecznymi pozdrowieniami i szczerą modlitwą.
Maria z Krakowa


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Serdecznie dziękuję za przesłanie mi obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Znany jest mi od wielu lat, ale jak dotąd nie miałam go w domu, choć często zwracałam się do Maryi z różnymi prośbami, stając w kościele przed tym wizerunkiem.
Ucieszyła mnie także dołączona książeczka, dzięki której dowiedziałam się o historii tego obrazu, jego symbolice i kulcie. Matka Boża Nieustającej Pomocy będzie jeszcze częściej mi towarzyszyć, również w domu – dzięki Jej obrazkowi i odmawianiu nowenny oraz modlitw zawartych w książeczce.
Wspieram działania Stowarzyszenia mające na celu propagowanie kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Z wyrazami szacunku
Krystyna z Poznania


Szczęść Boże!
Serdecznie pozdrawiam całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Z całego serca dziękuję za to wspaniałe pismo „Przymierze z Maryją”. Kocham to pismo i czekam na nie z tęsknotą. Jest w nim zawarte wszystko, co mnie cieszy, uczy, poszerza moją wiedzę. Bardzo interesujące i mądre artykuły. Dowiadujemy się o wielu ciekawych i dotąd nieznanych, rzeczywistych, cudownych czy historycznych wydarzeniach. Bóg zapłać za to cudowne pismo. Dziękuję również za wszelkie przepiękne, wartościowe przesyłki i pamięć. Z wyrazami szacunku dla całego Stowarzyszenia. Szczęść Boże!
Bożena z Rybnika


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Nadchodzące dni sprzyjać będą refleksji nad przemijającym ludzkim życiem. Może być szczęśliwe lub nieszczęśliwe. Jeżeli jesteśmy wierni Bogu, wędrując z Nim przez życie, to mamy nadzieję się z nim spotkać, pozostać na wieki, a jeżeli wybierzemy drogę bez Boga lub co najgorsze – z Nim walczymy, musimy się liczyć z tym, że się z Nim w ogóle nie zobaczymy. Trzeba pamiętać, że życie jest krótkie. Jesteśmy wędrowcami na tej ziemi. Terminu odejścia z tego świata nie znamy.
W miesiącu listopadzie pamiętajmy ze szczególną troską o grobach zmarłych, modląc się za nich. Wielu naszych bliskich znajomych, przyjaciół, przekroczyło już próg śmierci. Mamy nadzieję, że są w Niebie i spotkają się ze sprawiedliwym Zbawcą – Bogiem, co jest nagrodą za ich przykładne życie. Każdy człowiek umrze i stanie przed Jego Obliczem, aby zdać sprawozdanie ze swojego życia.
Zadajemy sobie pytanie, w jaki sposób możemy pomóc zmarłym, szczególnie tym, którzy są bliscy naszemu sercu. Przede wszystkim powinniśmy uczestniczyć we Mszy Świętej, przyjmując Komunię Świętą. Módlmy się za nich w miarę możliwości codziennie, przez adorację Najświętszego Sakramentu, odmawiając codziennie Różaniec i Drogę Krzyżową. Listopad każdego roku powinien być przypomnieniem dla nas, żyjących, że osoby, które odeszły z tego świata i ich groby nie mogą być zapomniane i zaniedbane. Zatroszczmy się więc o nie, zapalając znicze, stawiając kwiaty na ich grobach, wypełniając maksymę: „Kochać, to znaczy pamiętać”. (…)
Edward z Kalisza


Szanowni Państwo!
Pragnę bardzo gorąco podziękować Państwu za wszystkie publikacje i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Serdeczne Bóg zapłać!
Ze wszystkich otrzymanych upominków to ten ostatni z wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej Pomocy przysporzył mi najwięcej radości, gdyż mam do Niej szczególne nabożeństwo. Co środę uczęszczam na nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, prosząc o różne sprawy. Ostatnio, gdy rodzice zachorowali w czasie tzw. pandemii, zostałam sama bez pomocy lekarskiej. Zwróciłam się do Maryi z tego wizerunku o pomoc. Niesamowite, że już następnego dnia widać było dużą poprawę w samopoczuciu ojca. Wierzę mocno, że wstawiła się za moimi rodzicami, bo byłam załamana, zostając z tą chorobą zupełnie sama.
Dziękuję wszystkim za to dzieło, za „Przymierze z Maryją” i życzę dalszych sukcesów oraz nowych Czytelników. Niech Matka Boża Fatimska ma Was w Swej opiece!
Emilia z Przodkowa


Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę serdecznie podziękować za przesłaną mi książeczkę oraz wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz kartę, na której przesyłam podziękowania i prośby do ukochanej Matki.
Przesłaną książeczkę już przeczytałam, niesamowicie ciekawa lektura, za co bardzo dziękuję. Ja doświadczyłam wielokrotnie opieki Matki Bożej Nieustającej Pomocy i Pana Jezusa z uwagi na poważne moje problemy zdrowotne po tragicznym wypadku samochodowym. Lekarze powtarzali, że to cud od Boga, że żyję. W ubiegłym roku miałam operowane biodro i wszystko skończyło się szczęśliwie. Wszystkie moje problemy oddaję Matce Bożej i Panu Jezusowi!
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa i proszę o modlitwę.
Ja również modlę się za wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Życzę błogosławieństwa Bożego!
Janina z Łodzi