Z dziecięcej biblioteczki
 
Pierwsza Komunia Imeldy

Był rok 1331.

- Proszę wejść! - powiedziała matka przełożona klasztoru dominikanek w Bolonii, odpowiadając na dyskretne pukanie.
W wielkich drzwiach stanęła siostra furtianka, której wygląd zdradzał jednocześnie zaniepokojenie i zdziwienie.
- Ona ponownie wróciła, czcigodna Matko.
- Mała Imelda Lambertini?
- Tak. Prosi, aby przyjąć ją do zakonu. Muszę przyznać, że coraz trudniej jest mi oprzeć się jej wielkim, niewinnym oczom, które tak poważnie błagają.
- Siostro, ona ma zaledwie dziewięć lat. Czy w Bolonii, a nawet w całych Włoszech, ktokolwiek słyszał o podobnym przypadku, aby dziewięcioletnia dziewczynka została zakonnicą? Nawet gdybyśmy chciały ją przyjąć, to jak to zrobić? Przecież po trzech dniach umierałaby z tęsknoty za domem... Dobrze, porozmawiam z nią.

Matka przełożona wstała. Wraz z siostrą podążyła długim korytarzem w kierunku pokoju przyjęć. Jak tylko weszła do niego, dziewczynka powstała z szacunkiem. Była śliczna i równie pięknie ubrana.

Imelda Lambertini należała do bardzo szacownej rodziny bolońskiej. Jej ojciec - Egano Lambertini - był hrabią. Zarówno matka, jak i ojciec byli bardzo pobożni i kochali swoją córkę jak nikogo na świecie. Zauważyli jednak, że Imelda, mimo iż odwzajemniała ich wielką miłość, to bardziej kochała kogoś spoza tego świata.

Często zdarzało się, że matka po długim poszukiwaniu, odnajdywała klęczącą i pogrążoną w modlitwie córeczkę gdzieś w odległym zakamarku wielkiej posesji.

Gdy mówiono o Bogu, jej oczy jaśniały, a uwaga skupiała się na każdym słowie. Rodzice zauważyli, że ilekroć widziała Najświętszy Sakrament, to twarz dziewczynki zmieniała się, jakby wewnątrz dokonywała się jakaś przemiana.
- Mamusiu, kiedy wreszcie będę mogła przyjąć Pana Jezusa do swojego serca? - pytała błagalnie.
- Musisz zaczekać aż skończysz dwanaście lat - odpowiadała pani Lambertini.1
Ponieważ nie mogła teraz przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej, więc dziewczynka postanowiła uciec się do ukochanego Jezusa. Głęboko w swojej duszy zaufała Mu, wierząc, że na pewno jej pomoże.

Jednocześnie zazdrościła siostrom dominikankom ze Zgromadzenia św. Marii Magdaleny, które często odwiedzali jej rodzice. - Żeby tak móc mieszkać w tym samym domu, co Jezus - marzyła. - Co za szczęście!

Pewnego razu pomyślała o rozwiązaniu swojego problemu. - Zapukam do drzwi klasztoru i poproszę, aby mnie przyjęto jako nowicjuszkę. Jeśli na razie nie mogę Go przyjąć, to przynajmniej będę mieszkać w tym samym domu z Nim i Mu służyć w dzień i w nocy - pomyślała Imelda.
Dla małego dziecka zakochanego w Panu Jezusie, ten plan wydawał się prosty do zrealizowania. Imelda po prostu poszła do klasztoru dominikanek, zapukała do drzwi i spytała: - Siostro, proszę zapytaj matkę przełożoną, czy mogę z wami zamieszkać i zostać nowicjuszką?
- Ale Imeldo, my tutaj poświęciłyśmy się życiu zakonnemu. Pewnego dnia prawdopodobnie przyłączysz się do nas, a my będziemy szczęśliwe mając cię pośród nas. Na razie jednak musisz zaczekać kilka lat. Masz tak dobrych rodziców, moje dziecko. Nie jesteś z nimi szczęśliwa? - zapytała furtianka.
- Jestem bardzo szczęśliwa, ale wy tutaj macie naszego Pana! - odpowiedziała Imelda.
- Jednak nasze życie jest bardzo ciężkie. Ciężko pracujemy, dużo się modlimy, nawet w środku nocy wstajemy do brewiarza.
- Wcale się tego nie obawiam. Byłabym posłuszna i szczęśliwa mogąc robić wszystko to, co by mi kazano. Siostro, proszę!
Oczywiście, znamy reakcję matki przełożonej. Jak zawsze dobra dla Imeldy, musiała ją jednak odesłać. Tymczasem dziewczynka nalegała...

***


Tego dnia, kiedy matka przełożona ujrzała dziecko stojące w pokoju przyjęć z tak błagalną miną, to coś drgnęło w jej dobrotliwej duszy. - Tak wielka uporczywość w kimś tak młodym... - pomyślała. - Czuję w tym palec Boży. Być może powinnam jej pozwolić spróbować.

Ku wielkiej radości Imeldy, tym razem matka przełożona nie odesłała dziewczynki, tylko długo z nią rozmawiała. Następnie powiedziała, że jeśli jej rodzice zezwolą, to zostanie przyjęta do klasztoru na okres próbny.

Rodzice Imeldy bardzo się zasmucili, jednak nie zdziwili. Byli głęboko przekonani, że coś niezwykłego przytrafi się ich dziecku. I rzeczywiście. Bóg wcześnie o nią poprosił, a oni oddali Mu ją tak, jak św. Joachim i św. Anna oddali do świątyni trzyletnią córkę, młodziutką błogosławioną Maryję.

***


W klasztorze mała Imelda czuła się znakomicie. Kochała ciszę, habity zakonnic, psalmy, modlitwę i pracę. Jednak najbardziej kochała tabernakulum! W końcu znalazła się pod tym samym dachem, co jej Jezus! Kiedy tylko na to pozwalał klasztorny plan, Imelda klękała na balkonie chóralnym z widokiem na kaplicę klasztorną, a jej oczy wpatrywały się w tabernakulum.

We wspólnocie zakonnej była jak promyk słońca pośród tak wielu dorosłych sióstr. One uwielbiały jej towarzystwo. Jednak wielokrotnie matka przełożona przestrzegała, aby nie "psuć" Imeldy. Wciąż, ze względu na młody wiek dziewczynki, przeorysza nie chciała, żeby uczestniczyła ona we wszystkich aktach wspólnoty, w szczególności, by nie wstawała w nocy do brewiarza.

Imelda jednak błagała, by jej zezwolono na robienie wszystkiego, co robią nowicjuszki. Nikt jej nie mógł zatrzymać.
Minęły dwa lata. Imelda ukończyła jedenaście lat.

Tylko jeden aspekt życia klasztornego ją smucił. Wciąż nie mogła przyjąć Pana Jezusa w Komunii Świętej. Kiedy obserwowała siostry, które przyjmowały Jezusa, jej dusza płonęła. Czasami było tak, że nie mogła powstrzymać łez. Długo trwała na modlitwie, błagając niebiosa, aby zlitowały się nad nią i pozwoliły jej w jakiś sposób przyjąć ukochanego Pana.

Pewnego razu, po tym jak siostry wypełniły chór po mszy, ostatnia z szeregu odwróciła się, by ujrzeć klęczącą maleńką białą postać. Imelda zwykle dłużej pozostawała w bezruchu, pogrążona w modlitwie. Wspólnota przyzwyczajona do tego, pozwalała jej na to. Zawsze jednak ostatnia siostra odwracała się, aby zerknąć i nacieszyć się cudownym widokiem małego cudu eucharystycznej pobożności.

Jednak tym razem, kiedy jedna z zakonnic odwróciła się, nagle zesztywniała i upadła na podłogę. Ujrzała bowiem małą dziewczynkę, klęczącą z pochyloną głową, nad którą unosiła się Hostia, jaśniejąca niewypowiedzianym blaskiem.
- Szybko, czcigodna Matko! Siostry wracajcie! Patrzcie!

Cała wspólnota pospiesznie wróciła na balkon do kaplicy i wszystkie upadły na kolana, widząc niewiarygodny blask.
Matka przełożona zrozumiała. Bez wątpienia nasz Stwórca i Pan chciał, aby ta jedenastoletnia dziewczynka przyjęła Go do swego serca.

Przeorysza wezwała kapłana, który z wielką trwogą zbliżył się do Hostii. Jak tylko doszedł do klęczącej dziewczynki, Hostia spoczęła na pozłacanej patenie!

Wtedy Imelda, która przez cały czas miała opuszczoną głowę, a oczy zmrużone, tak jakby zapomniała o świecie, powoli podniosła rozpromienioną twarz i otwarła usta. Kapłan udzielił jej Pierwszej Komunii Świętej. Następnie Imelda opuściła głowę i pozostała bez ruchu.

Po dłuższej chwili do dziewczynki zbliżyła się matka przełożona i powiedziała: - Imeldo, moje dziecko już czas stąd iść.
Ale Imelda nie odpowiedziała.

Ponownie matka przełożona przemówiła, ale znów nie usłyszała odpowiedzi. Wziąwszy delikatnie dziewczynkę pod ramiona, dobra siostra próbowała ją podnieść. Jednak wtedy Imelda zsunęła się w jej ramiona. Jej twarz zastygła z wyrazem niewypowiedzianej błogości.

Pewnego razu Imelda powiedziała: - Nie wiem, jak to jest możliwe, że ktokolwiek przyjmuje naszego Pana, nie umiera od razu.
Teraz i ona go przyjęła i to pierwsze spotkanie z eucharystycznym Jezusem okazało się zbyt dużym przeżyciem dla maleńkiego, płonącego wielką miłością serduszka. Imelda odeszła wraz z ukochanym Jezusem.

***


Imelda Lambertini została beatyfikowana w 1826 roku przez Leona XII. W 1910 roku papież św. Pius X, ogłosił ją patronką wszystkich przystępujących do Pierwszej Komunii Świętej. W tym samym roku św. Pius X zarządził, że dzieci będą mogły przyjmować Pierwszą Komunię Świętą w wieku ośmiu lat.

Obecnie ciało Imeldy spoczywa nienaruszone w kościele św. Zygmunta w Bolonii. Wyraz ekstatycznej błogości promieniuje z jej pięknej twarzy i wydaje się mówić: "Mój Jezus! On jest moją największą nagrodą".

Tłum. Agnieszka Stelmach,
"Crusade Magazine", Styczeń-Luty 1999.

1 Kościół nie zezwalał wtedy młodszym dzieciom przystępować do Pierwszej Komunii Świętej.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Jestem Matką Prawdziwego Boga
Dzisiejszy świat, uciekający przed Bogiem jak diabeł przed wodą święconą, wszelkie oznaki Jego interwencji bagatelizuje, marginalizuje czy wręcz usuwa z naszego życia. „Ludzie tego świata” co i rusz wynajdują jakieś pseudoargumenty na rzecz swej niewiary, a jeśli już całkowicie czują się bezradni, atakują sensacjami. Raz promują „Ewangelię Judasza”, to znów odkrywają kolejny „prawdziwy grób Chrystusa” albo wskazują „dowody” na to, że Maryja miała ze św. Józefem „kilkoro dzieci”. Słowem – sprzedadzą każdą, największą nawet bzdurę, byle tylko wiernych odciągnąć od prawdziwego Pana i Zbawiciela.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostołowie u Fatimskiej Pani
Marcin Austyn

Wizyta u Fatimskiej Pani niewątpliwie dla każdego katolika jest wielkim wydarzeniem duchowym. Wydarzeniem – z różnych przyczyn – trudno osiągalnym. Tym bardziej już sama informacja o znalezieniu się w gronie osób, które zostały wylosowane spośród Apostołów Fatimy do udziału w pielgrzymce po portugalskiej ziemi, była wielkim przeżyciem. A uczta duchowa dopiero miała się zacząć!

 

To były szczególne dni! Od 7 do 11 października 2019 roku grupa Apostołów Fatimy wraz z osobami towarzyszącymi uczestniczyła w wyjątkowej pielgrzymce do miejsca objawień Matki Bożej – do Fatimy. Był to czas wypełniony modlitwą i wyrzeczeniami ofiarowanymi Najświętszej Maryi Pannie. Jako że każda godzina spędzona na portugalskiej ziemi była bezcenna, trzeba było dobrze zaplanować czas. Apostołowie wczesnym rankiem uczestniczyli we Mszach św. sprawowanych w Kaplicy Objawień na terenie fatimskiego sanktuarium. Wieczorem zaś, wraz z wiernymi z całego świata, modlili się w czasie nabożeństw fatimskich połączonych z procesją z Najświętszym Sakramentem lub z figurą Matki Bożej Fatimskiej. Ta wyjątkowa modlitwa przypominała, że Matka Boża nie domaga się kultu dla siebie, ale dla Jej Syna, że to w Nim jest zbawienie i że to Jego słów mamy słuchać. Obecność Najświętszego Sakramentu to poniekąd także nawiązanie do wydarzeń sprzed ponad stu lat – kiedy trójce pastuszków objawiał się Anioł, przygotowywał je do przyjęcia Komunii Świętej i prosił o wynagradzanie za znieważanie Jezusa Chrystusa: Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.

 

Sami często widzimy, jak dziś bardzo brakuje wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, a co za tym idzie – czci. O tym wszystkim mogli przypomnieć sobie Apostołowie odwiedzający miejsca związane z objawieniami Matki Bożej i Anioła.

 

Z Notatnika Pielgrzyma

Po kolacji i noclegu w Fatimie, pierwszy pełny dzień pobytu w Portugalii rozpoczęła poranna Msza Święta. Po śniadaniu pielgrzymi mogli odwiedzić fatimskie muzeum i poznać historię sanktuarium. Nawiedzili też Bazylikę Matki Bożej Różańcowej z grobami Łucji oraz świętych Franciszka i Hiacynty, Kaplicę Objawień, a także Bazylikę Trójcy Świętej. Następnie udali się w rejon Aljustrel – miejsca, gdzie znajdują się domy dzieci, którym objawiła się Matka Boża. Droga nie była łatwa. Wiodła pod górę, którą trzeba było pokonać o własnych siłach. Ale przecież wędrowali szlakiem Drogi Krzyżowej Jezusa Chrystusa, rozważając Jego Bolesną Mękę. Pielgrzymi odwiedzili miejsce, w którym Anioł objawił się dzieciom fatimskim. Modlili się też przy kapliczce upamiętniającej objawienie Maryi z 19 sierpnia 1917 roku. Po dniu wypełnionym modlitwą był też czas na zakup pamiątek i dewocjonaliów. Wieczorem Apostołowie uczestniczyli w nabożeństwie różańcowym, zakończonym procesją z figurą Matki Bożej.

 

Nazajutrz, po porannej Mszy Świętej, pielgrzymi udali się do miejscowości Batalha. Znajduje się tam przepiękny, gotycki klasztor Santa Maria da Vitória (Matki Bożej Zwycięskiej). Odwiedzili też klasztor Santa Maria w Alcobaça oraz Nazaré. To niewielkie, urokliwe miasteczko położone jest malowniczo na wybrzeżu oceanu. Na wysokiej skale wybudowano sanktuarium maryjne, w którym znajduje się wyrzeźbiona ponoć przez samego św. Józefa, a pomalowana przez św. Łukasza, cudowna figurka Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. Po całym dniu trudów Apostołowie wzięli udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym z procesją z Najświętszym Sakramentem.

 

Niekoniecznie na Kolanach, Ale z Wiarą!

Fatimskie sanktuarium kojarzy nam się z pielgrzymami przemierzającymi na kolanach drogę wiodącą ku Kaplicy Objawień. Mają w sercach prośby i gorąco modlą się za wstawiennictwem Maryi o pomoc w uproszeniu łask. Ich wyrzeczenie, ból i zmęczenie niesione jest w ofierze, z wiarą w cud uzdrowienia, nawrócenia… Dla siebie, dla bliskich...

 

Także Apostołowie Fatimy przynieśli do Mateńki swoje intencje. Pan Witold na betonowej ścieżce spędził 1,5 godziny. Postanowił przejść ją pieszo, niosąc w ręku kule, z pomocą których na co dzień się porusza. Nie przeszedł jej na kolanach, choć tak – paradoksalnie – byłoby mu łatwiej.

 

Sanktuarium to też miejsce niezwykłych doświadczeń – jak choćby spotkanie dwóch małżeństw z różnych krajów, które – mimo odmiennych języków – świetnie się rozumiały. W każdym z nich jedno z małżonków poruszało się na wózku inwalidzkim. Dzielili się swoimi troskami, rozumieli je i tak samo z wielką wiarą spoglądali na Matkę Bożą – Pocieszycielkę Strapionych…

 

Twoje Światło w Fatimie

Wszystko to możliwe było dzięki Apostolatowi Fatimy. Prawda – niektórzy Apostołowie na pielgrzymkę czekali kilkanaście lat. I jak wspominali, trudno było im uwierzyć, kiedy usłyszeli, że pojadą do Fatimy. Inni przystąpili do Apostolatu całkiem niedawno i już dane im było udać się w podróż do Portugalii. Jednak bez względu na czas, dla wielu Apostołów pielgrzymka organizowana przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi była jedyną okazją, by stanąć u stóp Fatimskiej Pani.

 

Podczas pielgrzymki Apostołów odbył się też finał akcji „Twoje światło w Fatimie”. Pracownicy i wolontariusze SKCh zapalili 64 przetopione świece wotywne, a w Kaplicy Objawień złożyli ponad 900 próśb i podziękowań do Matki Bożej Fatimskiej i przeszło 340 aktów ofiarowania. W intencji uczestników akcji odprawiona została Msza Święta.

Marcin Austyn


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Na początku mojego listu przesyłam Wam bardzo serdeczne pozdrowienia. Pragnę też z całego serca podziękować za przesłanie mi modlitewnika. Z pewnością ubogaci on moją modlitwę. Jestem Wam ogromnie wdzięczny za to, że nigdy nie odmawiacie mi żadnych materiałów, a stały kontakt z Waszym Stowarzyszeniem jest dla mnie niezwykle pocieszający, tym bardziej, że jeszcze przebywam w zakładzie karnym. W przyszłości z pewnością zaangażuję się finansowo w Wasze dzieło. Pozdrawiam Was serdecznie.

Piotr

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę Państwu podziękować za wszystkie przesyłki, które do mnie wysyłacie. Dziękuję za wszystkie upominki i obrazki, które od Was otrzymuję.

Pragnę się podzielić świadectwem. Na Mszę Świętą o uzdrowienie i uwolnienie chodzę do naszego kościoła od roku 2016. Prosiłam Matkę Bożą Fatimską, aby wstawiła się do swojego Syna Jezusa o dar łaski zdrowia i błogosławieństwa dla mnie. Zachorowałam bowiem na uchyłkowatość jelita. Męczyły mnie wymioty, biegunki i bóle brzucha. Leki, które przyjmowałam, pomagały na krótko, potem moje dolegliwości wracały.

18 kwietnia ubiegłego roku poszłam na Mszę Świętą o uzdrowienie, którą odprawiał ksiądz egzorcysta. W czasie tej Mszy, kapłan wspomniał między innymi o osobach, które cierpią na choroby żołądka i jelit. W pewnej chwili poczułam ból brzucha i… ciepło w całym ciele. Po Mszy ksiądz długo się modlił nade mną. Później przez kilka dni odczuwałam bóle brzucha, które w końcu ustąpiły.

Dziękuję Panu Jezusowi Miłosiernemu za moje uzdrowienie oraz za wszelkie łaski. Dziękuję także Matce Bożej Fatimskiej za Jej wstawiennictwo. Jestem pewna, że moje uzdrowienie nastąpiło za Jej przyczyną. Obecnie czuję się dużo lepiej, chociaż muszę stosować dietę. Chciałam jeszcze wspomnieć, że moja córka Agnieszka leczy w krakowskim Prokocimiu swojego synka, który ma chore nerki i kręgosłup. Proszę o modlitwę za niego.

Pozdrawiam serdecznie całą Redakcję i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Danuta z Kielc

 

 

Droga Redakcjo!

Pragnę podzielić się świadectwem. Jestem mężem, ojcem i dziadkiem. Chciałbym opowiedzieć o mojej drodze do wolności w sferze seksualnej…

Wstępując w związek małżeński nie myślałem, że możemy żyć wraz z żoną, rezygnując ze współżycia seksualnego. Korzystanie z rozkoszy seksualnej było jednym z głównych motywów zawarcia małżeństwa. Po kilku latach w związku, nastąpiło w moim życiu duchowe przebudzenie. W tym czasie Pan Bóg zaczął ukazywać moje zniewolenia, które utrudniały mi głębszą relację z Nim. Pierwszym nałogiem, z którego uwolnił mnie Pan Bóg, było palenie papierosów. Wcześniej palenie sprawiało mi ogromną przyjemność, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że Bóg chce, abym złożył je dla Niego w ofierze.

Następnym zniewoleniem był alkohol. Wprawdzie nie piłem nałogowo, ale podczas spotkań z rodziną czy znajomymi musiał być obecny alkohol. Wśród moich bliskich były osoby uzależnione od alkoholu, dlatego aby im pomóc wyjść z nałogu, postanowiłem całkowicie zrezygnować z picia napojów alkoholowych w każdej postaci. I znów przyszedł czas, że mogłem cieszyć się większą wolnością, bo alkohol ogranicza człowieka, a na polu duchowym znieczula na natchnienia Ducha Świętego.

W naszej rodzinie żywimy wielką miłość do Matki Bożej. Na każdym kroku czujemy Jej wstawiennictwo i opiekę. Jesteśmy przekonani, że wszelkie dobro, jakie nas spotyka, jest wyproszone przez Matkę Bożą. I pielgrzymując na Jasną Górę, w pewnym momencie zrozumiałem, że Maryja chce od nas czegoś więcej. Chce, aby nasza – tzn. moja i mojej żony – miłość była głębsza, czystsza i bardziej bezinteresowna. Zrozumiałem, że Maryja chce naszej wstrzemięźliwości. Postanowiliśmy więc zrezygnować z życia seksualnego. Najpierw na miesiąc. Potraktowaliśmy to jako pomoc ludziom żyjącym w grzechu nieczystości. Później przedłużyliśmy nasze postanowienie o rok. I tak dalej aż do siedmiu lat. Wreszcie po rekolekcjach i dłuższej rozmowie z kapłanem, w roku 2000, zdecydowaliśmy się na dożywotnią wstrzemięźliwość. Na początku było trudno, teraz jednak postrzegam to jako łaskę. I muszę podkreślić, że wstrzemięźliwość wcale nie przeszkadza nam w okazywaniu sobie miłości i czułości.

Dziękuję Panu Bogu za uleczenie mnie z pożądliwości, z nieczystych spojrzeń na kobiety. Tam gdzie jest pożądliwość, tam nie ma mowy o prawdziwej czystości. Prawda czasami jest trudna do przyjęcia, czasami boli, ale tylko ona może dać człowiekowi wolność i doprowadzić do pełni szczęścia.

Napisałem to świadectwo, by zachęcić małżonków do wejścia na drogę wolności. Szczęści Boże!

Krzysztof

 

 

Szanowni Państwo!

Wszystko zaczęło się od przesyłki pocztowej, którą znalazłam w skrzynce na listy… Jestem przekonana, że to było kierowane odgórną Ręką. I tak od lat jestem z Wami związana. I dziękuję Wam za wszelką korespondencję i ciepłe słowa. Niedawno przesłaliście mi Medalik św. Benedykta. Tak się złożyło, że w tym czasie mojego syna czekała bardzo poważna operacja onkologiczna. Oczywiście od razu „wypożyczyłam” medalik synowi do szpitala. Gdy lekarz w kolejne dni zmieniał choremu opatrunki, zdziwił się, że „tak duże cięcie w tak szybkim tempie tak pięknie się goi”. Przypadek? Nie. To efekt naszego zaufania do św. Benedykta, a nade wszystko naszej modlitwy pełnego zawierzenia Zbawicielowi: „Jezu Ty się tym zajmij!”.

Panu Prezesowi i wszystkim osobom związanym z pracą w Stowarzyszeniu serdecznie za wszystko dziękuję. Gratuluję jubileuszu 20-lecia.

Z wyrazami szacunku – w Chrystusie!

Halina z Wrześni