Z dziecięcej biblioteczki
 
Heroizm miłości
Zdarzyło się to w czasie wojny domowej w Hiszpanii w 1936 roku. Wojna sprowokowana przez komunistów była wielką tragedią dla narodu hiszpańskiego i ogromną tragedią dla samego Kościoła, który ucierpiał najbardziej. Pałający nienawiścią bojówkarze komunistyczni, pragnący zaprowadzić swój "ład", mordowali księży, zakonników i zakonnice. Plądrowali i palili kościoły. Bezcześcili wszystko, co miało jakikolwiek związek z wiarą katolicką. Zabijali wszystkich tych, którzy nie sympatyzowali z komunizmem.
Ksiądz Józef Moro Briz, proboszcz w miasteczku Cebreros, zmówiwszy ostatnią modlitwę, zamknął kościół i poszedł na plebanię, aby położyć się spać. Mijały godziny, a on owładnięty dziwnym niepokojem nie mógł zasnąć. Dręczyły go wieści, które nadchodziły z innych miast. Różni ludzie donosili o paleniu kościołów, okrutnym mordowaniu kapłanów i o bezwzględnej walce toczonej w kraju.
- Czyżby i Cebreros miało spotkać coś podobnego? - Czyżby i mnie to miało dotknąć? - pytał siebie z niedowierzaniem duchowny.
Nagle tuż za oknami rozległ się hałas. Nim proboszcz się spostrzegł, do pokoju wtargnęła banda uzbrojonych komunistów. Mężczyźni zaczęli go wyzywać i okładać pięściami. Szczególnie agresywny był Ludwik Barrio, który z taką wściekłością bił kapłana, jakby to sam diabeł wcielony czynił.
- Teraz ci odpłacę - wołał - za wszystkie twe upomnienia, za wszystko coś mówił przeciw nam, komunistom.
Następnie pobitego i na wpół żywego księdza oprawcy skrępowali powrozem i zostawili w pokoju, po czym pobiegli do kościoła, by go zrabować i spalić. Kapłan słyszał jak bluźniono, szydzono, niszczono figury i obrazy świętych. Słyszał jak je zrzucano z ołtarzy.
I znowu najbardziej gorliwym w znieważaniu świątyni był Ludwik Barrio. Gdy tak zrzucał figury świętych, które z łoskotem padały na ziemię, nagle w wielkim ołtarzu dojrzał ogromny posąg Serca Jezusowego. Zerwał się i pobiegł tam. Już zaczął się wspinać, już prawie zbliżył się do posągu, aby go zwalić, gdy wtem oderwał się gzyms, na którym stał. Bezbożnik runął na kamienną posadzkę z ogromną siłą. Szybko podbiegli do niego jego towarzysze, ale zobaczywszy go całego we krwi, pomyśleli, że nie żyje i nie udzielili mu żadnej pomocy.
Tymczasem hałas, jaki dobiegał ze świątyni obudził uśpionych mieszkańców. W pośpiechu podążyli do kościoła, by sprawdzić, co się dzieje. Z kolei tchórzliwi komuniści, obawiając się linczu ludności katolickiej, w popłochu zbiegli.
Gdy mieszkańcy weszli do świątyni, poraziło ich zniszczenie. Na plebani odnaleźli skatowanego, jeszcze żyjącego proboszcza, któremu natychmiast udzielono pomocy. Jak tylko kapłan odzyskał przytomność, poprosił, aby zaprowadzono go do kościoła.
Jakiż straszny żal go ogarnął na widok znieważonego domu Bożego. Gdy tak wodził wzrokiem, w pewnym momencie dostrzegł leżącego Ludwika Barrio. Kiedy się do niego zbliżył, aż się wzdrygnął na widok namacalnej sprawiedliwości Bożej. Tymczasem oprawca powoli odzyskiwał przytomność. Ksiądz poprosił, aby go wyniesiono z świątyni, a następnie osobiście się nim zajął.
A mógł tego nie zrobić. Mógł przecież wyjawić obecnym, że to jest ten oprawca, który go tak straszliwie skatował, który tak zbezcześcił dom Boży. A wtedy z pewnością wymierzono by mu karę. Tymczasem dobroduszny kapłan pomny na przykazanie Chrystusa miłowania nieprzyjaciół, postąpił tak, jak powinien dobry chrześcijanin. Zajął się swoim katem tak, jak każda troskliwa matka opiekuje się chorym dzieckiem.
Nagle oczy kapłana i Ludwika spotkały się. Mężczyzna poruszony widokiem swojej ofiary, poczuł silny ból w sercu. Odezwało się w nim sumienie. Wiedział, że jego chwile są policzone.
- Umieram!...
- Tak, umierasz - powiedział ksiądz Józef. - Musisz się pojednać z Bogiem, byś nie zginął na wieki.
Słowa te dotarły do serca Ludwika, który wzruszony postawą księdza i obawiając się tego, co się stanie z nim po śmierci, wyznał wszystkie swoje grzechy, a spływająca po twarzy łza świadczyła, iż głęboko za zło, które czynił, żałował. Po chwili jego dusza odeszła w pokoju, aby stanąć przed Boskim sądem.
Tymczasem zgromadzeni wokół ludzie ze zdumieniem patrzyli na całą tę scenę. Nie wiedzieli bowiem, co zaszło pomiędzy księdzem a umierającym. Lecz Chrystus wiedział. Pokazał, że to On zawsze zwycięża.


Oprac. Agnieszka Stelmach
na podstawie książki o. Bernarda od Matki Bożej pt. Nasz Boski Król.

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Męka Chrystusa według Całunu
Kończy się Wielki Post. Przed nami Wielki Tydzień, którego apogeum stanowi Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę w sposób szczególny nasza myśl biegnie w kierunku Golgoty i Najświętszej Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Zostań Apostołem Fatimy!

Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 

Szczęść Boże!
Szanowni Państwo, należę do osób, które nie chcą „rozdrabniać” i „rozpraszać” swoich nabożeństw. Dla mnie fundamentem jest Jezus Chrystus. A poza tym całe moje jestestwo zwrócone jest ku Maryi Niepokalanej, otaczającej mnie Swoją Opieką i Nieustającą Pomocą.
Przez codzienną modlitwę różańcową otrzymałem zdumiewająco dużo łask: zostały rozwiązane, i to z nawiązką, moje nieprawdopodobne wręcz problemy życiowe. Toteż Wasza propozycja, by poświęcić swój dom Maryi trafiła w pełni do mojego serca. Natychmiast po otrzymaniu przesyłki odmówiłem „Akt poświęcenia domu Niepokalanemu Sercu Maryi”, a tabliczkę z Aktem umieściłem na ścianie mojego pokoju.
Jestem dogłębnie poruszony faktem, że w ciągu kilku dni jeszcze jeden wielki problem, z którym miałem borykać się przez kolejne miesiące, znalazł się na właściwej ścieżce ku pomyślnemu rozwiązaniu. Z całego serca dziękuję za to Maryi, a Wam jestem niezmiernie wdzięczny za stworzenie możliwości, by poświęcić dom Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Pozdrawiam!
Władysław z Gliwic


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski uzdrowienia i rozwiązania poważnych problemów poprzez Nowennę Pompejańską. Problem był ogromny i pogłębiający się – dotyczył mojego syna. Był w wieku gimnazjalnym. Zaczęły się problemy z wychodzeniem z domu, z wychodzeniem do szkoły, ze wstawaniem z łóżka. Był to bardzo trudny i długotrwały czas. Ze szkoły otrzymywałam zapowiedź kary finansowej za niedoprowadzanie syna do szkoły. Robiłam co mogłam, bardzo chciałam pomóc synowi – nic nie skutkowało. Sytuacja stawała się coraz gorsza.
Pewnego dnia znajoma powiedziała mi, że opowiedziała o mojej sytuacji swojej cioci – siostrze zakonnej. Dostałam od niej bardzo cenną wskazówkę, jak z tego możemy wyjść – poprzez Nowennę Pompejańską.
Od razu tego samego dnia podjęłam tę modlitwę. Już na drugi dzień problemy zaczęły się rozwiązywać. Najpierw zdecydowaliśmy się na wizytę u lekarza, który poprowadził sprawę dalej, potem kolejne osoby, następnie nauczanie indywidualne i w końcu syn ukończył szkołę.
Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej rozwiązała się sprawa, która po ludzku dla mnie była porównywalna z biciem głową w mur.
Dziękuję Ci Maryjo za wszelkie łaski, które otrzymaliśmy i które otrzymujemy. Dziś syn jest już ojcem i ma swoją rodzinę.
A Wam, Szanowni Państwo, gratuluję decyzji o propagowaniu Nowenny Pompejańskiej. Polecam wszystkim tę modlitwę, dzięki której możemy rozwiązywać problemy, które po ludzku wydają się nie do rozwiązania. Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewa z Jarosławia


Szczęść Boże!
Z całego serca dziękuję za modlitwę, życzenia i wszelkie upominki. Niech Dobry Bóg ma wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi w Swojej opiece, a Matka Najświętsza niech Was otacza opieką. Niech Pan Bóg obdarzy Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Modlę się za Stowarzyszenie i proszę o modlitwę. Bóg zapłać za wszystko!
Józefa z Mazowsza


Szczęść Boże!
Pragnę podziękować za kalendarz „365 dni z Maryją” na 2021 rok. Dzięki niemu tak bardzo czuję codzienną obecność, opiekę i wsparcie Matki Bożej. Byłoby świetnie, gdyby ten kalendarz mógł trafić do wszystkich naszych Rodaków. Chętnie w tym pomogę. Zapewniam o modlitwie za Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy!
Agnieszka – Apostoł Fatimy


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję za Wasze przesyłki. Dziękuję za kalendarz „365 dni z Maryją”. Jestem bardzo wzruszona, kiedy czytam „Przymierze z Maryją”. Nie zawsze ma kto czytać mi to pismo. Jestem osobą słabo widzącą od czasu tragicznego wypadku. Miałam wtedy 24 lata i plany na przyszłość. Po wypadku przez dwa miesiące byłam nieprzytomna. Lekarze dawali mi jeden procent szans na przeżycie. Moja mama modliła się gorąco za wstawiennictwem Matki Bożej i św. Judy Tadeusza. Miłosierny Jezus wysłuchał modlitw. Przeżyłam, a później – w roku 1992 – urodziłam zdrowego, pięknego synka. Chłopiec pięknie grał na pianinie, lubił matematykę, poza tym uczył się języków obcych. Obecnie mieszka w Anglii – pomaga mnie i mojej mamie, która ma 82 lata.
Byłam na pielgrzymce w Fatimie, aby podziękować Panu Bogu i Matce Bożej za życie, zdrowie i za syna. Odwiedziłam też inne święte miejsca.
Mąż, który spowodował ten wypadek, po pewnym czasie mnie opuścił… Ale i tak za wszystko dziękuję Bogu.
Pomagam chorym i ułomnym dzieciom. Najlepszą dla mnie nagrodą jest ich uśmiech i wdzięczność.
Nie tracę nadziei. Modlę się o zdrowie i pomoc w moim inwalidztwie, abym mogła przetrwać i jak najdłużej cieszyć się rodziną.
Serdecznie dziękuję Wam za miłe i pełne pocieszenia słowa. Za serdeczne pozdrowienia. Bóg zapłać za wsparcie duchowe w życiu codziennym, często tak trudnym. Dziękuję za to, że przypominacie to piękne hasło: O Maryi nigdy dość!
Grażyna z Lublina


Szczęść Boże!
Pragnę podzielić się dobrą wiadomością – w końcu odnalazłam Matkę Bożą i Pana Boga. A zaczęło się od bardzo ciężkiego wypadku samochodowego. Cudem uniknęłam śmierci. Wydarzył się on 27 listopada. Przez przypadek dowiedziałam się później, że w ten dzień jest wspomnienie Maryi od Cudownego Medalika. Poczytałam trochę informacji o tym medaliku i doszłam do wniosku, że to ma sens! Musiałam więc trochę oberwać, aby jaśniej myśleć. Najpierw zapoznałam się z całą historią Cudownego Medalika, a później zamówiłam go wraz z książkami. Co ciekawe, tydzień przed wypadkiem modliłam się o światło wiary…
Wypadek był ciężki, a jego skutki odczuwalne do dziś, ale dzięki niemu odnalazłam wreszcie Boga! I za to dziękuję!
Z Panem Bogiem
Dorota