Z dziecięcej biblioteczki
 
Czarka

Między Normandią a Bretanią w zamku nad samym morzem mieszkał pewien lord. Niestety, mimo szlacheckiego pochodzenia, był próżny, okrutny i zarozumiały. Na swojej ziemi szerzył terror, napadając z ukrycia na kupców i pielgrzymów. Nie przestrzegał postów, nie uczęszczał na msze Święte i nie słuchał Słowa Bożego.

 
Pewnego Wielkiego Piątku, obudziwszy się w dobrym humorze, rozkazał swojemu kucharzowi:
- Przygotuj mi dziczyznę, którą wczoraj upolowałem. Chcę wcześnie zjeść obiad.

Usłyszawszy to jeden z rycerzy pełniących u niego służbę wykrzyknął:
- Panie, dziś jest Wielki Piątek! Każdy pości, a ty chcesz jeść mięso?! Bóg cię w końcu ukarze!
- Zanim to się stanie, napadnę i powieszę jeszcze wiele osób - odparł lekceważąco lord.

Na to rycerz odpowiedział:
- Powinieneś natychmiast okazać skruchę, błagać o wybaczenie i odpokutować za swoje grzechy. W lesie mieszka świątobliwy ksiądz - pustelnik. Chodźmy do niego wyspowiadać się.

Lord na te słowa wpadł we wściekłość:
- Ja?! Ja mam iść do spowiedzi?!

Po chwili dodał:
- Poszedłbym tam tylko wtedy, jeśli miałby on coś, czego mógłbym go pozbawić.

Rycerz spokojnie odparł:
- Panie, musisz koniecznie tam z nami pójść!

Śmiejąc się ironicznie lord rzekł:
- Zgadzam się, ale tylko ze względu na ciebie, bo zawsze byłeś mi wierny. Jednak nie zrobię niczego dla Boga!

Po chwili lord i jego oddział byli w drodze. W końcu dotarli do małej pustelni, w której mieszkał świątobliwy mnich. Znajdowała się ona w samym sercu lasu. Rycerze weszli do środka, jednak ich pan pozostał na zewnątrz. Nawet nie zsiadł z konia. Rycerze, po wyznaniu swoich grzechów, zwrócili się do pustelnika z prośbą: - Jest z nami nasz pan. To wielki grzesznik. Prosimy cię ojcze, ubłagaj go, aby się wyspowiadał.
Pustelnik wyszedł na spotkanie ze strasznym rycerzem.
- Witaj panie - zwrócił się do dumnego rozbójnika. - Jako rycerz z pewnością jesteś bardzo uprzejmy. Zatem przyjmij moje zaproszenie, zsiądź z konia i wejdź do szałasu. Chciałbym z tobą porozmawiać.

Przekleństwo cisnęło się na usta pysznego człowieka, który odpowiedział szorstko: - Ja miałbym z tobą rozmawiać? O czym? Nie mamy z sobą nic wspólnego. Poza tym czas na mnie.
Pustelnik nie dając za wygraną, zaczął nalegać:
- Zrób to na prośbę swoich rycerzy. Zsiądź z konia i odwiedź moją kaplicę.

Choć nie miał na to najmniejszej ochoty, jednak ustąpił. Miał nadzieję, że wkrótce pozbędzie się pustelnika. Gdy tylko zsiadł z konia, mnich wziął rozbójnika pod rękę i wprowadził do kaplicy.
- Panie, uważaj się za mojego więźnia - powiedział duchowny. - Możesz mnie zabić, ale nie uwolnię cię dopóty, dopóki nie wyjawisz mi wszystkich grzechów.

Strasznym człowiekiem zatrzęsło ze złości. Spojrzał na pustelnika z wściekłością i wykrzyknął: - Nic ci nie powiem! Nie wiem, dlaczego cię jeszcze nie zabiłem!
Pustelnik zaryzykował jeszcze raz:
- Bracie - powiedział - wyznaj mi choć jeden grzech, a Bóg pomoże ci wyznać pozostałe.

Zirytowany rycerz odparł:
- Przestań mnie dręczyć. Co z tego, że wyznam grzechy, skoro nie będę za nie żałował!

Po chwili z wielką arogancją wyznał wszystkie grzechy ze swojego burzliwego życia. Usłyszawszy to pustelnik rozpłakał się i powiedział:
- Panie, wyświadcz mi przysługę i pozwól zadać sobie pokutę.
- Masz mnie za głupca? Jaką pokutę mógłbyś mi zadać?
- Jako zadośćuczynienie za grzechy powinieneś każdego piątku przez trzy następne lata pościć - oświadczył mnich.
- Trzy lata? - zaprotestował lord. - Postradałeś zmysły?!
- Przynajmniej jeden miesiąc - powiedział ulegle pustelnik.
- Nie!
- Powinieneś pójść do kościoła i zmówić „Ojcze Nasz” i „Zdrowaś Maryjo”.
- To strata czasu.
- Na miłość boską! Zrób przynajmniej jedną rzecz. Weź tę małą czarkę, idź do pobliskiego potoku, napełnij ją wodą i przynieś mi ją z powrotem!
- No cóż, ponieważ nie jest to trudna rzecz, a zrobiwszy ją, pozbędę się ciebie, zgadzam się. Słowo daję, nie spocznę dopóki, dopóty nie napełnię tej czarki po brzegi.

Lord wyszedł z kaplicy. Dużymi krokami zbliżył się do strumyka i zanurzył w nim naczynie. Niestety czarka nie napełniła się wodą. Zdziwiony lord spróbował jeszcze raz, później drugi innym sposobem, ale bezskutecznie. Czarka wciąż pozostawała pusta.
- Na Boga! - wykrzyknął. - Co to ma znaczyć?

Znowu zanurzył czarkę w potoku, ale bez powodzenia. Zgrzytając zębami ze złości poderwał się i pobiegł do szałasu pustelnika. Gdy tam dotarł, wykrzyknął:
- Na wszystkich świętych w niebie! Co się dzieje z tą przeklętą czarką! Nie jestem w stanie jej napełnić!

Pustelnik wysłuchał lorda, a następnie z politowaniem powiedział:
- Panie! Jakże jesteś żałosny. Dziecko potrafiłoby napełnić czarkę po brzegi, a ty nie jesteś w stanie przynieść ani jednej kropli! To znak od Boga!

Lord odparł z gniewem:
- Przysięgam, że nie umyję głowy, nie ogolę się, ani nie wyczyszczę paznokci dopóki nie wypełnię mego słowa! Nawet jeśli miałbym zjechać cały świat, napełnię tę czarkę po brzegi!

Zawiesiwszy naczynie na szyi lord samotnie wyruszył w drogę. W każdym napotkanym strumyku próbował je napełnić. Bez powodzenia. W upalne i mroźne dni przemierzał góry i doliny, szedł przez gąszcze i cierniste krzaki. Wyczerpany z głodu żebrał. Czasami, przez kilka dni z rzędu nie miał nawet kawałka suchego chleba w ustach. Ludzie obawiali się go przyjmować w swoich domach. Wiele nocy lord spędził pod gołym niebem. Musiał znosić szyderstwa i obelgi, ale wciąż wytrwale szukał strumyka, w którym mógłby napełnić czarkę. Nikt nie był w stanie poskromić jego duszy ani skruszyć serca. Podróżował przez niemal całą Europę. Nie było potoku, w którym by nie próbował napełnić naczynia. Niestety, wszystkie jego próby kończyły się niepowodzeniem. Podróżował tak długo i w tak trudnych warunkach, że z dnia na dzień marniał. Już nikt nie był w stanie go rozpoznać. Miał rozczochrane włosy, skórę przylegającą do kości, zapadnięte oczy i wystające żyły. Był tak słaby, że aż potrzebował kija, by się na nim wspierać. Wisząca na szyi czarka, stała się ogromnym ciężarem. Mimo to nigdy jej nie zdejmował.

Po roku bezowocnych prób lord zdecydował się powrócić do chatki pustelnika. Była to wyczerpująca podróż, ale w końcu dotarł na miejsce, dokładnie w Wielki Piątek. Pustelnik nie rozpoznał go. Kiedy jednak zauważył czarkę, spytał:
- Co cię tu sprowadza drogi bracie? Kto ci dał to naczynie? Minął już rok od tego czasu jak je dałem pewnemu lordowi. Nie wiem nawet, czy on żyje...

Doprowadzony do wściekłości nieznajomy odparł:
- Ja jestem tym lordem, a to stan do jakiego mnie doprowadziłeś!

Następnie - bez żadnej skruchy - opowiedział pustelnikowi o wszystkich swoich nieszczęściach. Pustelnik uważnie wysłuchał jego opowieści i oburzony zatwardziałością serca rycerza powiedział:
- Jesteś najgorszym ze wszystkich stworzeń! Pies, wilk czy inne zwierzę napełniłoby tę czarkę! No cóż, widzę, że Bóg nie przyjął twojej pokuty, bo nie żałowałeś za grzechy!

Widząc w jak żałosnym stanie był lord, pustelnik zaczął się modlić: - Boże, wejrzyj łaskawym okiem na istotę, którą stworzyłeś, a która tak strasznie igra ze zbawieniem swojej duszy. Matko Najświętsza, wybłagaj przebaczenie dla tego człowieka. Słodki Jezu ściągnij gniew swój na mnie, a ocal to stworzenie.

Zdumiony lord wpatrywał się w modlącego pustelnika, któremu łzy spływały po policzkach, i tak sobie pomyślał: Nic mnie nie łączy z tym człowiekiem, za wyjątkiem Boga. A on tak cierpi i płacze z powodu moich grzechów. Rzeczywiście muszę być bardzo złym człowiekiem i największym grzesznikiem, skoro ten święty człowiek jest tak strapiony i gotowy poświęcić siebie. Ach, pomóż mi Boże żałować, aby pocieszyć go moją skruchą. O Królu Miłosierny, proszę, wybacz mi wszystkie grzechy!

Bóg przemienił duszę lorda. Żałował on tak bardzo, że duża łza spłynęła po jego policzku i wpadła do czarki zawieszonej na szyi. Ta jedna łza wystarczyła, aby napełnić ją po brzegi. Był to znak, że Bóg przebaczył lordowi wszystkie grzechy. Pustelnik i lord objęli się płacząc z radości.
- Ojcze! Chcę się znowu wyspowiadać, ale tym razem będę żałował za grzechy.

Tak więc lord ze szczerym żalem i płaczem wyznał wszystkie grzechy. Po udzieleniu rozgrzeszenia pustelnik zapytał mężczyznę, czy chciałby przyjąć Komunię św.
- Tak, ojcze. Ale spiesz się, bo czuję, że umieram.

Po Komunii dusza lorda była całkowicie oczyszczona. Na koniec umierający lord zwrócił się do pustelnika: - Ojcze! Zrobiłeś tyle dobrego dla mnie, w zamian cały należę do Ciebie. Jestem w Twoich rękach. Zbliża się koniec. Módl się za mnie. Po tych słowach lord zmarł na rękach pustelnika. Kaplica wypełniła się światłem, a Aniołowie zstąpili w cudownym orszaku, aby zabrać duszę lorda do nieba.

Tłum. Agnieszka Stelmach za pozwoleniem „Crusade Magazine" - pisma amerykańskiego Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP).

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Jestem Matką Prawdziwego Boga
Dzisiejszy świat, uciekający przed Bogiem jak diabeł przed wodą święconą, wszelkie oznaki Jego interwencji bagatelizuje, marginalizuje czy wręcz usuwa z naszego życia. „Ludzie tego świata” co i rusz wynajdują jakieś pseudoargumenty na rzecz swej niewiary, a jeśli już całkowicie czują się bezradni, atakują sensacjami. Raz promują „Ewangelię Judasza”, to znów odkrywają kolejny „prawdziwy grób Chrystusa” albo wskazują „dowody” na to, że Maryja miała ze św. Józefem „kilkoro dzieci”. Słowem – sprzedadzą każdą, największą nawet bzdurę, byle tylko wiernych odciągnąć od prawdziwego Pana i Zbawiciela.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostołowie u Fatimskiej Pani
Marcin Austyn

Wizyta u Fatimskiej Pani niewątpliwie dla każdego katolika jest wielkim wydarzeniem duchowym. Wydarzeniem – z różnych przyczyn – trudno osiągalnym. Tym bardziej już sama informacja o znalezieniu się w gronie osób, które zostały wylosowane spośród Apostołów Fatimy do udziału w pielgrzymce po portugalskiej ziemi, była wielkim przeżyciem. A uczta duchowa dopiero miała się zacząć!

 

To były szczególne dni! Od 7 do 11 października 2019 roku grupa Apostołów Fatimy wraz z osobami towarzyszącymi uczestniczyła w wyjątkowej pielgrzymce do miejsca objawień Matki Bożej – do Fatimy. Był to czas wypełniony modlitwą i wyrzeczeniami ofiarowanymi Najświętszej Maryi Pannie. Jako że każda godzina spędzona na portugalskiej ziemi była bezcenna, trzeba było dobrze zaplanować czas. Apostołowie wczesnym rankiem uczestniczyli we Mszach św. sprawowanych w Kaplicy Objawień na terenie fatimskiego sanktuarium. Wieczorem zaś, wraz z wiernymi z całego świata, modlili się w czasie nabożeństw fatimskich połączonych z procesją z Najświętszym Sakramentem lub z figurą Matki Bożej Fatimskiej. Ta wyjątkowa modlitwa przypominała, że Matka Boża nie domaga się kultu dla siebie, ale dla Jej Syna, że to w Nim jest zbawienie i że to Jego słów mamy słuchać. Obecność Najświętszego Sakramentu to poniekąd także nawiązanie do wydarzeń sprzed ponad stu lat – kiedy trójce pastuszków objawiał się Anioł, przygotowywał je do przyjęcia Komunii Świętej i prosił o wynagradzanie za znieważanie Jezusa Chrystusa: Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.

 

Sami często widzimy, jak dziś bardzo brakuje wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, a co za tym idzie – czci. O tym wszystkim mogli przypomnieć sobie Apostołowie odwiedzający miejsca związane z objawieniami Matki Bożej i Anioła.

 

Z Notatnika Pielgrzyma

Po kolacji i noclegu w Fatimie, pierwszy pełny dzień pobytu w Portugalii rozpoczęła poranna Msza Święta. Po śniadaniu pielgrzymi mogli odwiedzić fatimskie muzeum i poznać historię sanktuarium. Nawiedzili też Bazylikę Matki Bożej Różańcowej z grobami Łucji oraz świętych Franciszka i Hiacynty, Kaplicę Objawień, a także Bazylikę Trójcy Świętej. Następnie udali się w rejon Aljustrel – miejsca, gdzie znajdują się domy dzieci, którym objawiła się Matka Boża. Droga nie była łatwa. Wiodła pod górę, którą trzeba było pokonać o własnych siłach. Ale przecież wędrowali szlakiem Drogi Krzyżowej Jezusa Chrystusa, rozważając Jego Bolesną Mękę. Pielgrzymi odwiedzili miejsce, w którym Anioł objawił się dzieciom fatimskim. Modlili się też przy kapliczce upamiętniającej objawienie Maryi z 19 sierpnia 1917 roku. Po dniu wypełnionym modlitwą był też czas na zakup pamiątek i dewocjonaliów. Wieczorem Apostołowie uczestniczyli w nabożeństwie różańcowym, zakończonym procesją z figurą Matki Bożej.

 

Nazajutrz, po porannej Mszy Świętej, pielgrzymi udali się do miejscowości Batalha. Znajduje się tam przepiękny, gotycki klasztor Santa Maria da Vitória (Matki Bożej Zwycięskiej). Odwiedzili też klasztor Santa Maria w Alcobaça oraz Nazaré. To niewielkie, urokliwe miasteczko położone jest malowniczo na wybrzeżu oceanu. Na wysokiej skale wybudowano sanktuarium maryjne, w którym znajduje się wyrzeźbiona ponoć przez samego św. Józefa, a pomalowana przez św. Łukasza, cudowna figurka Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. Po całym dniu trudów Apostołowie wzięli udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym z procesją z Najświętszym Sakramentem.

 

Niekoniecznie na Kolanach, Ale z Wiarą!

Fatimskie sanktuarium kojarzy nam się z pielgrzymami przemierzającymi na kolanach drogę wiodącą ku Kaplicy Objawień. Mają w sercach prośby i gorąco modlą się za wstawiennictwem Maryi o pomoc w uproszeniu łask. Ich wyrzeczenie, ból i zmęczenie niesione jest w ofierze, z wiarą w cud uzdrowienia, nawrócenia… Dla siebie, dla bliskich...

 

Także Apostołowie Fatimy przynieśli do Mateńki swoje intencje. Pan Witold na betonowej ścieżce spędził 1,5 godziny. Postanowił przejść ją pieszo, niosąc w ręku kule, z pomocą których na co dzień się porusza. Nie przeszedł jej na kolanach, choć tak – paradoksalnie – byłoby mu łatwiej.

 

Sanktuarium to też miejsce niezwykłych doświadczeń – jak choćby spotkanie dwóch małżeństw z różnych krajów, które – mimo odmiennych języków – świetnie się rozumiały. W każdym z nich jedno z małżonków poruszało się na wózku inwalidzkim. Dzielili się swoimi troskami, rozumieli je i tak samo z wielką wiarą spoglądali na Matkę Bożą – Pocieszycielkę Strapionych…

 

Twoje Światło w Fatimie

Wszystko to możliwe było dzięki Apostolatowi Fatimy. Prawda – niektórzy Apostołowie na pielgrzymkę czekali kilkanaście lat. I jak wspominali, trudno było im uwierzyć, kiedy usłyszeli, że pojadą do Fatimy. Inni przystąpili do Apostolatu całkiem niedawno i już dane im było udać się w podróż do Portugalii. Jednak bez względu na czas, dla wielu Apostołów pielgrzymka organizowana przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi była jedyną okazją, by stanąć u stóp Fatimskiej Pani.

 

Podczas pielgrzymki Apostołów odbył się też finał akcji „Twoje światło w Fatimie”. Pracownicy i wolontariusze SKCh zapalili 64 przetopione świece wotywne, a w Kaplicy Objawień złożyli ponad 900 próśb i podziękowań do Matki Bożej Fatimskiej i przeszło 340 aktów ofiarowania. W intencji uczestników akcji odprawiona została Msza Święta.

Marcin Austyn


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Na początku mojego listu przesyłam Wam bardzo serdeczne pozdrowienia. Pragnę też z całego serca podziękować za przesłanie mi modlitewnika. Z pewnością ubogaci on moją modlitwę. Jestem Wam ogromnie wdzięczny za to, że nigdy nie odmawiacie mi żadnych materiałów, a stały kontakt z Waszym Stowarzyszeniem jest dla mnie niezwykle pocieszający, tym bardziej, że jeszcze przebywam w zakładzie karnym. W przyszłości z pewnością zaangażuję się finansowo w Wasze dzieło. Pozdrawiam Was serdecznie.

Piotr

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę Państwu podziękować za wszystkie przesyłki, które do mnie wysyłacie. Dziękuję za wszystkie upominki i obrazki, które od Was otrzymuję.

Pragnę się podzielić świadectwem. Na Mszę Świętą o uzdrowienie i uwolnienie chodzę do naszego kościoła od roku 2016. Prosiłam Matkę Bożą Fatimską, aby wstawiła się do swojego Syna Jezusa o dar łaski zdrowia i błogosławieństwa dla mnie. Zachorowałam bowiem na uchyłkowatość jelita. Męczyły mnie wymioty, biegunki i bóle brzucha. Leki, które przyjmowałam, pomagały na krótko, potem moje dolegliwości wracały.

18 kwietnia ubiegłego roku poszłam na Mszę Świętą o uzdrowienie, którą odprawiał ksiądz egzorcysta. W czasie tej Mszy, kapłan wspomniał między innymi o osobach, które cierpią na choroby żołądka i jelit. W pewnej chwili poczułam ból brzucha i… ciepło w całym ciele. Po Mszy ksiądz długo się modlił nade mną. Później przez kilka dni odczuwałam bóle brzucha, które w końcu ustąpiły.

Dziękuję Panu Jezusowi Miłosiernemu za moje uzdrowienie oraz za wszelkie łaski. Dziękuję także Matce Bożej Fatimskiej za Jej wstawiennictwo. Jestem pewna, że moje uzdrowienie nastąpiło za Jej przyczyną. Obecnie czuję się dużo lepiej, chociaż muszę stosować dietę. Chciałam jeszcze wspomnieć, że moja córka Agnieszka leczy w krakowskim Prokocimiu swojego synka, który ma chore nerki i kręgosłup. Proszę o modlitwę za niego.

Pozdrawiam serdecznie całą Redakcję i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Danuta z Kielc

 

 

Droga Redakcjo!

Pragnę podzielić się świadectwem. Jestem mężem, ojcem i dziadkiem. Chciałbym opowiedzieć o mojej drodze do wolności w sferze seksualnej…

Wstępując w związek małżeński nie myślałem, że możemy żyć wraz z żoną, rezygnując ze współżycia seksualnego. Korzystanie z rozkoszy seksualnej było jednym z głównych motywów zawarcia małżeństwa. Po kilku latach w związku, nastąpiło w moim życiu duchowe przebudzenie. W tym czasie Pan Bóg zaczął ukazywać moje zniewolenia, które utrudniały mi głębszą relację z Nim. Pierwszym nałogiem, z którego uwolnił mnie Pan Bóg, było palenie papierosów. Wcześniej palenie sprawiało mi ogromną przyjemność, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że Bóg chce, abym złożył je dla Niego w ofierze.

Następnym zniewoleniem był alkohol. Wprawdzie nie piłem nałogowo, ale podczas spotkań z rodziną czy znajomymi musiał być obecny alkohol. Wśród moich bliskich były osoby uzależnione od alkoholu, dlatego aby im pomóc wyjść z nałogu, postanowiłem całkowicie zrezygnować z picia napojów alkoholowych w każdej postaci. I znów przyszedł czas, że mogłem cieszyć się większą wolnością, bo alkohol ogranicza człowieka, a na polu duchowym znieczula na natchnienia Ducha Świętego.

W naszej rodzinie żywimy wielką miłość do Matki Bożej. Na każdym kroku czujemy Jej wstawiennictwo i opiekę. Jesteśmy przekonani, że wszelkie dobro, jakie nas spotyka, jest wyproszone przez Matkę Bożą. I pielgrzymując na Jasną Górę, w pewnym momencie zrozumiałem, że Maryja chce od nas czegoś więcej. Chce, aby nasza – tzn. moja i mojej żony – miłość była głębsza, czystsza i bardziej bezinteresowna. Zrozumiałem, że Maryja chce naszej wstrzemięźliwości. Postanowiliśmy więc zrezygnować z życia seksualnego. Najpierw na miesiąc. Potraktowaliśmy to jako pomoc ludziom żyjącym w grzechu nieczystości. Później przedłużyliśmy nasze postanowienie o rok. I tak dalej aż do siedmiu lat. Wreszcie po rekolekcjach i dłuższej rozmowie z kapłanem, w roku 2000, zdecydowaliśmy się na dożywotnią wstrzemięźliwość. Na początku było trudno, teraz jednak postrzegam to jako łaskę. I muszę podkreślić, że wstrzemięźliwość wcale nie przeszkadza nam w okazywaniu sobie miłości i czułości.

Dziękuję Panu Bogu za uleczenie mnie z pożądliwości, z nieczystych spojrzeń na kobiety. Tam gdzie jest pożądliwość, tam nie ma mowy o prawdziwej czystości. Prawda czasami jest trudna do przyjęcia, czasami boli, ale tylko ona może dać człowiekowi wolność i doprowadzić do pełni szczęścia.

Napisałem to świadectwo, by zachęcić małżonków do wejścia na drogę wolności. Szczęści Boże!

Krzysztof

 

 

Szanowni Państwo!

Wszystko zaczęło się od przesyłki pocztowej, którą znalazłam w skrzynce na listy… Jestem przekonana, że to było kierowane odgórną Ręką. I tak od lat jestem z Wami związana. I dziękuję Wam za wszelką korespondencję i ciepłe słowa. Niedawno przesłaliście mi Medalik św. Benedykta. Tak się złożyło, że w tym czasie mojego syna czekała bardzo poważna operacja onkologiczna. Oczywiście od razu „wypożyczyłam” medalik synowi do szpitala. Gdy lekarz w kolejne dni zmieniał choremu opatrunki, zdziwił się, że „tak duże cięcie w tak szybkim tempie tak pięknie się goi”. Przypadek? Nie. To efekt naszego zaufania do św. Benedykta, a nade wszystko naszej modlitwy pełnego zawierzenia Zbawicielowi: „Jezu Ty się tym zajmij!”.

Panu Prezesowi i wszystkim osobom związanym z pracą w Stowarzyszeniu serdecznie za wszystko dziękuję. Gratuluję jubileuszu 20-lecia.

Z wyrazami szacunku – w Chrystusie!

Halina z Wrześni