Z dziecięcej biblioteczki
 
Olbrzym, który został świętym

W pewnym kraju, położonym na Wschodzie, żył prostoduszny olbrzym o dobrym sercu. Offero, bo tak miał na imię, bardzo lubił bawić się z dziećmi. Czasami brał je na ręce, innym razem podrzucał delikatnie, a kiedy był w dobrym humorze, godzinami stał nieruchomo, podczas gdy chłopcy wspinali się na jego wysokie plecy i zjeżdżali z nich niczym ze zjeżdżalni.

Pewnego wieczoru, chłopcy wyciągnęli się na trawie i zaczęli rozmawiać o tym, kim chcą zostać, kiedy dorosną.
- Kim zamierzasz zostać Offero? - spytali chłopcy.
- Będę służył najpotężniejszemu królowi na świecie, który nikogo się nie boi - odpowiedział olbrzym.

Następnego ranka Offero wyruszył w drogę. Na swym szlaku spotkał wielu wspaniałych władców. Jednak żaden z nich nie był tym właściwym. Wszyscy monarchowie obawiali się bowiem innych potężniejszych władców.

Po roku Offero dotarł do króla, którego inni bardzo się bali. Kiedy olbrzym ujrzał majestatycznego monarchę, jego serce zabiło z radości. - Nareszcie - pomyślał. - Znalazłem najpotężniejszego władcę na świecie!

Offero uklęknął przed monarchą.
- Królu! - wykrzyknął. - Kłania ci się twój sługa Offero!
Oczy króla zabłyszczały, bo będąc dumnym i potężnym, z takim olbrzymem będzie budził jeszcze większy postrach.
- Wstań Offero - powiedział. - Zostaniesz moim sługą.
Tak oto Offero rozpoczął swą odważną służbę u króla.

Pewnej nocy do zamku przybył bard. Grał na lutni i śpiewał o wojnie. Olbrzym chłonął to całym sercem. Tymczasem król wiercił się niespokojnie na swoim wielkim tronie. W pewnym momencie, gdy bard zaczął śpiewać o szatanie, władca jedną ręką ścisnął wyrzeźbionego na poręczy tronu pozłacanego lwa, a drugą uczynił nerwowy znak na czole. Gdy bard zakończył występ i opuścił salę, olbrzym uklęknął przed królem i spytał:
- Królu! Dlaczego ty, nieustraszony, wzdrygnąłeś się na samo imię szatana?!
Król uśmiechnął się smutno i powiedział:
- Ach, Offero, najpotężniejszy władca musi się obawiać szatana, gdyż jest on znacznie potężniejszy niż którykolwiek monarcha. I tylko znak krzyża może nas przed nim uchronić.
- Zatem nie jesteś najpotężniejszym władcą! - zagrzmiał. - Żegnaj królu. Idę służyć temu, którego się obawiasz - szatanowi!

Całą noc Offero maszerował, a kiedy zaświtało, znalazł się na szerokiej drodze wypełnionej ludźmi schodzącymi ze wzgórza.
- Hej, wy tam! - zawołał. - Czy mógłby mi ktoś wskazać drogę do króla szatana?
- Chodź za nami, my tam podążamy - odpowiedzieli.

Olbrzym pomyślał, że szatan musi być rzeczywiście potężnym władcą, skoro tak wielu ludzi opuszcza swoich dotychczasowych królów, chcąc mu służyć.

Nagle rozległ się przeraźliwy krzyk. Offero zatrzymał się. Tuż przed nim znajdowała się rozległa otchłań, z której wydobywał się dym. Właśnie w tej otchłani ginęli jego towarzysze podróży.

Stopniowo krzyki słabły, a ponad nimi unosił się chrapliwy i szyderczy śmiech.
- Okrutny król musi być z tego szatana! - pomyślał Offero. - Ślubowałem jednak służyć najpotężniejszemu i słowa dotrzymam.

Uczynił krok i wpadł do otchłani. Nagle olbrzym ujrzał zbliżającą się do niego wyniosłą postać w koronie z płomieni. Offero skłonił się nisko.
- Co za postawny rekrut! - warknął szyderczo szatan. - Z taką posturą będzie bardziej przydatny w naszym posłannictwie na ziemi.

I nie zamieniwszy ani jednego słowa z olbrzymem, skinął na niego, nakazując, aby za nim poszedł.

Offero ruszył za szatanem. Przez całą drogę wszyscy kłaniali się i trzęśli na widok czarta.

Z czasem Offero zaczął zapominać o okrucieństwie diabła, podziwiając coraz bardziej jego wyniosłość. - W końcu znalazłem największego władcę, który nie boi się nikogo - pomyślał olbrzym.

W pewnym momencie, gdy droga skręcała, ponad głowami szatana i jego orszaku olbrzym dojrzał drewniany krzyż, a u jego stóp malutką dziewczynkę z bukietem polnych kwiatów.

Offero zatroskał się. - Żeby tylko szatan nie przestraszył tej małej istotki.

Ledwie wypowiedział te słowa, a już usłyszał przeraźliwy jęk. Jednak nie była to ta dziewczynka, lecz szatan, który nagle zaczął się wycofywać. Offero zagrodził mu drogę.
- Puść mnie! - warknął diabeł.
- Powiedz, czego się boisz? - zapytał olbrzym.
- Krzyża Chrystusa, mojego wroga - zawył szatan!
- Ten Chrystus jest potężniejszy od ciebie, inaczej byś się go tak bardzo nie bał - stwierdził olbrzym.

Offero przepuścił szatana i obserwował, jak ten w popłochu umykał wraz z całym orszakiem.

Dziewczynka stała zdziwiona.
- Ładny dzień - zagadnął Offero. - Czy mogłabyś mi wskazać drogę do króla, którego nazywają Chrystusem?
- Musisz spytać pustelnika - odpowiedziało dziecko. - On zna drogę. Trzeba się dostać tam, na wysokie wzgórze.

Offero podziękował, a później rozpoczął trudną wspinaczkę na górę. Tuż przed zachodem słońca, olbrzym dotarł do chaty pustelnika.

Podczas kolacji Offero opowiedział o swojej misji.
- Chciałbym odnaleźć króla nazywanego Chrystusem, gdyż przysiągłem służyć najpotężniejszemu władcy, który się nikogo nie boi. Jestem mocny, mogę dla niego walczyć i przysporzyć mu jeszcze większej chwały.
- Aby znaleźć Chrystusa, trzeba mu służyć. A skoro chcesz mu służyć, to nie możesz zabijać innych, lecz musisz im pomagać - odparł pustelnik.
- Cóż więc mam czynić? - spytał Offero. - Jestem silny. Świetnie nadaję się do walki. A jak mam pomagać?

Pustelnik spojrzał na niego.
- Dobry olbrzymie, twoje mocne ramiona z pewnością potrafią unieść ogromny ciężar.
- Oczywiście - odpowiedział radośnie. Stąd też moje imię Offero - tragarz.
- No dobrze Offero, czy nie byłoby zatem lepiej, aby służyły one Chrystusowi? Niedaleko stąd znajduje się rzeka - rwąca i głęboka. Mnóstwo ludzi chce przepłynąć na drugi brzeg, ale udaje się to tylko najsilniejszym. A starzy i słabi są porywani przez fale.
Tragarz ożywił się: - Mogę ich wszystkich przenieść na drugi brzeg! - zawołał. Zaraz jednak ogarnął go smutek. - Ale w jaki sposób odnajdę Chrystusa? - spytał.
- Nie musisz szukać. Jeśli będziesz mu dobrze służył, On przyjdzie do ciebie - odpowiedział pustelnik.
Następnego ranka Offero i pustelnik wyruszyli nad rzekę. Lecz ledwie zeszli z gór, a już każdy napotkany podróżnik nakazywał im zawrócić. Wszyscy krzyczeli, że rzeka bardzo się burzy i że żaden człowiek nie może bezpiecznie przeprawić się na drugą stronę.

Pustelnik skinął głową i powiedział:
- Chodźcie, mam zaufanie do tego człowieka.

Offero zatrzymał się przy solidnym drzewie, o które mógł się oprzeć. Następnie wszedł do wody i tak długo walczył z nurtem rzeki, aż wreszcie złapał równowagę. Potem wziął pustelnika na plecy, po czym zanurzył się bez obawy w rwącej rzece. Woda sięgała mu aż do piersi i moczyła nawet kraj ubrania duchownego. Jednak nic nie przeszkodziło olbrzymowi w dotarciu na drugą stronę. Unosił się on ponad rzeką jak solidna, niewzruszona skała.
Jak tylko Offero wrócił, zaraz oblegli go podróżni, prosząc o przeniesienie na drugi brzeg. W ten sposób dobroduszny olbrzym rozpoczął swoją służbę dla króla, którego nigdy wcześniej nie widział.

Zajmował się tym cały dzień i całą noc. Wybudował na brzegu chatę, do której każdy pukał prosząc o pomoc. I każdy tej pomocy doświadczał.

Z każdym dniem twarz Offera stawała się coraz bardziej łagodna, a plecy cierpliwsze. Jednak w głębi serca nachodziły go wątpliwości, czy aby na pewno największy król go odnajdzie? I czy Chrystus rzeczywiście jest największym królem na świecie, który nikogo się nie boi?

Pewnej deszczowej nocy, olbrzyma obudził jakiś dźwięk. Offero zerwał się z posłania, zaświecił lampę i pospieszył do drzwi. U progu, w gwałtownej ulewie stało dziecko.
- Biedactwo, schroń się przed deszczem - olbrzym zaprosił je do chaty.
- Nie mogę zostać - powiedział chłopiec. Jeszcze tej nocy muszę przedostać się na drugi brzeg. Jednak rzeka jest za głęboka i zbyt wzburzona, abym mógł się sam przeprawić, dlatego przychodzę cię prosić o pomoc.

Offero zabrał kij i delikatnie wziął dziecko na plecy. Olbrzym wszedł do wody, która już sięgała kolan, a wzburzone fale smagały ciało jeszcze wyżej. Dziecko mocniej chwyciło się szyi tragarza. Dno było grząskie i tej nocy trudniej niż kiedykolwiek można było ustać.

Z każdym krokiem rzeka stawała się głębsza i bardziej rwąca. Dziecko, wydało się nagle cięższe niż dorosły człowiek. Silne plecy olbrzyma uginały się pod ciężarem, a fale uderzające po twarzy, dławiły go. Offero czuł jak ciężar dziecka go przygniata. Powoli zaczął tracić grunt pod nogami. Z trudem utrzymywał równowagę. Dopadło go zwątpienie.

Mimo to podjął ostatni wysiłek. Szybko złapał oddech, zatoczył się i jeszcze na chwilę zatrzymał się wyczerpany, smagany uderzeniami fal i kropel deszczu. Zaraz jednak wszedł w nurt płytszej wody. Już nie miało znaczenia to, jak ciężkie było dziecko, gdyż jego głowa unosiła się ponad falami.

Gdy już dotarli na drugą stronę, olbrzym położył chłopca na ziemi, upewniając się, czy nic mu się nie stało.
A on odpowiedział: - Dziękuję za troskę Offero. Służyłeś mi odważnie, przenosząc mnie i mój wielki ciężar przez wzburzoną rzekę.

Nagle niebo pojaśniało, porywisty wiatr ustąpił, a rzeka uspokoiła się.
- Mój ciężar - powiedziało dziecko poważnie, to największy ciężar, jaki kiedykolwiek ktokolwiek mógł unieść. Wziąłem na swoje ramiona wszystkie grzechy świata.

Offero znieruchomiał... A to dlatego, że zamiast dziecka stała przed nim pełna godności postać, pogodna, triumfująca z promiennym światłem wokół głowy.
- Jestem Chrystusem Królem, któremu służyłeś. A ponieważ wytrwale i z oddaniem mnie przenosiłeś na drugą stronę rzeki, toteż nie powinieneś mieć na imię Offero, lecz Christoffero, czyli posłaniec Chrystusa. Wszyscy powinni wiedzieć, że jesteś moim odważnym i oddanym sługą - powiedział ciepło Zbawiciel.
Olbrzym uklęknął, ale z przejęcia i radości nie mógł nic powiedzieć. Mógł jedynie wpatrywać się we wspaniałe oczy. I kiedy tak patrzył, najpotężniejszy Król odwrócił się i uniósł majestatycznie do nieba.
Christoffero już wiedział, że odnalazł największego władcę, który niczego się nie bał.
Tak to Offero, przez służbę, stał się świętym Christofferem czyli - po polsku - Krzysztofem.

Tłum. Agnieszka Stelmach
Eunice Fuller, The Book of Friendly Giants,
„Crusade Magazine", styczeń - luty 1993


NAJNOWSZE WYDANIE:
Pod opieką Matki
Dotarliśmy do 150. numeru „Przymierza z Maryją” – pisma tak wyczekiwanego w tysiącach polskich domów. W przeważającej mierze poświęciliśmy go Tej, którą obraliśmy za Patronkę – Matce Najświętszej. To Ona jest naszą Przewodniczką pewną do Nieba.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Świadectwo Pana Pawła

Pan Paweł wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi już od 20 lat, a w czerwcu wziął udział w pielgrzymce Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Pochodzi z Mazowsza, z parafii pod wezwaniem świętego Bartłomieja Apostoła w Paprotni. Tam przyjął sakrament chrztu i bierzmowania oraz przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.

 

– Wiarę zachowałem po rodzicach i staram się ją kontynuować – opowiada pan Paweł. – Różaniec i modlitwę „Anioł Pański” odmawiam sam albo z Katolickim Radiem Podlasia z Siedlec. Staram się też, jeśli możliwości pozwolą, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i dzięki TV Trwam uczestniczyć w apelach jasnogórskich. W niedzielę i inne święta biorę udział w uroczystościach kościelnych, takich jak np. nabożeństwa fatimskie. Jak pogoda jest niesprzyjająca, taka jesienno-zimowa, to korzystam z uprzejmości znajomych i sąsiadów, żeby dojechać do kościoła autem.

– Staram się wspierać parafię w pracach gospodarczych, jeśli chodzi o utrzymanie terenów zielonych wokół świątyni. Jakieś pojęcie na ten temat mam, bo parę ładnych lat zajmowałem się pielęgnacją zieleni przy urzędzie gminy jako pracownik gospodarczy.

– Radzę sobie lepiej lub gorzej, ale odnoszę wrażenie, że osoby w wieku seniorskim, tak jak moja skromna osoba, nie zawsze są jeszcze komuś potrzebne, bo teraz liczy się młody, sprytny, no i trochę zamożny. Takie teraz mamy czasy, że raczej każdy chce utrzymywać kontakty z takimi osobami, a pokolenie starszych ludzi nie każdemu już pasuje.

 

20 lat w Apostolacie Fatimy


– O Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi dowiedziałem się ponad 20 lat temu, przeglądając prasę katolicką. Zainteresowałem się i tak jakoś ta wymiana korespondencji między Stowarzyszeniem a mną trwa. Oczywiście, za wszystkie przesłane czasopisma, jak np. „Przymierze z Maryją” i dewocjonalia związane z Państwa działalnością, dziękuję bardzo.

– Czasami zaglądam na strony internetowe Stowarzyszenia i przeglądam, co tam akurat jest z aktualnych wiadomości. To, co Państwo robicie, na pewno jest potrzebne. Ja ze swojej strony nadal postaram się wspierać Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy, tak jak do tej pory. Nie jest to może bardzo duża ofiara, ale „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, jak mówi przysłowie.

– Zaniepokoiła mnie informacja zawarta w ostatnim numerze „Przymierza z Maryją”, że nakład pisma spada. Uważam, że gdyby każdy wygospodarował te 15–20 zł, to sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza i bez problemu można byłoby pokryć koszty wydania i wysyłki „Przymierza…”.

 

Pielgrzymka do Fatimy


– Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu z Apostolatem do Fatimy. To był mój pierwszy wyjazd w tak bardzo sławne miejsce. Wszystkie miejscowości, które zwiedzaliśmy, były zabytkowe i bardzo ciekawe, a świątynie i katedry monumentalne. Wszystkie miejsca robią ogromne wrażenie, a obiekty sakralne są jakby dwa razy większe od naszych. Trzeba wyrazić uznanie dla budowniczych, którzy te obiekty wznosili.

– Taki wyjazd to są dosyć poważne koszty, nie tylko jednostkowe, ale dla całej grupy. Byłem w grupie osób, które objęła taka życzliwa pomoc ze strony Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Serdeczne „Bóg zapłać” za to, że miałem taką możliwość. Przypuszczam, że wszyscy są, tak jak ja, zadowoleni. Muszę pochwalić i wyrazić słowa wdzięczności dla organizatorów, bo wszystko było bardzo dobrze przygotowane.


oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa