Rodzina
 
Naprawę społeczeństwa trzeba zacząć od rodziny
Ks. Henri Delassus, doktor teologii - fragmenty książki „Duch rodzinny".


Myśl, że jeden człowiek, nawet największy geniusz, z dnia na dzień może nas wydobyć z sytuacji, w której się znajdujemy i zwrócić chrześcijaństwu jego dawną wielkość, jest niebezpiecznym złudzeniem. Upadek był głęboki i zaczął się wieki temu. Człowiek taki mógłby jedynie wynieść nas ponownie i ustawić na dobrej drodze. Nie istnieje jednak inna droga zbawienia, jeśli nie droga cnót moralnych i społecznych, cnót, które odnajdujemy u zarania wszystkich społeczeństw i które wyjaśniają ich kształtowanie się oraz dobrobyt, wynikające ze zgody i wzajemnej pomocy.

Nie wystarczy również, żeby niektóre indywidualności, nawet liczne, praktykowały tego typu cnoty. Trzeba, aby te cnoty zostały wcielone w instytucje. Cnoty osobiste zanikają wraz z ludźmi, którzy je uosabiają, lecz narody są jednostkami, które trwają. O ile cnoty są podporą i fundamentem narodu, powinny być wieczne. Mogą one odnaleźć tę wieczność jedynie w trwałych instytucjach.
 
Pierwszą i podstawową z tych instytucji, która jest dziełem Bożym, jest rodzina. Rodzina, jak powiedzieliśmy, jest podstawową komórką ciała społecznego. W niej się mieści ognisko cnót moralnych i społecznych. Z niej promieniują cnoty i z siłą przenikają wszelkie organizmy społeczne oraz samo państwo. Tak się stało u wszystkich ludów, które osiągnęły jakiś poziom rozwoju cywilizacyjnego.
 
Patrząc w ten sposób na rodzinę, możemy powiedzieć, że rodzina w tym znaczeniu już nie istnieje [...] To stwierdzenie mogłoby się wydawać dziwne, lecz zaskoczy jedynie tych, którzy widząc jaki jest nasz kraj dzisiaj, nie wyobrażają sobie, jakim był niegdyś, i w mniejszym jeszcze stopniu - jakim stać się może.
 
Dawniej, rodzina francuska (ale także i polska - przyp. red.), tak jak rodzina w społeczeństwie starożytnym, stanowiła zwartą i jednorodną całość, zarządzaną całkiem niezależnie od państwa i opartą na tradycji oraz obyczajach odziedziczonych po przodkach, podlegając władzy absolutnej swojego naturalnego przywódcy - ojca.
 
Dzisiaj rodzina jest tak bardzo zależna od państwa, że ojciec nie może nawet zgodnie ze swoją wolą wychowywać swoich dzieci, choć nakazują mu to sumienie i tradycja. Państwo podporządkowuje sobie dzieci, ogłaszając zgodnie z prawem, iż zamierza je przekształcić w ludzi bez Boga, a zatem w ludzi bez moralności. Większość ojców rodzin utraciła poczucie własnej tożsamości do tego stopnia, iż nawet się tym nie przejmują, poddając się!
 
Nie mamy więc [...] dawnego pojęcia rodziny, pojęcia zawsze obecnego u tych wszystkich ludów, które rzeczywiście żyją i prosperują. Obecne pokolenie już je straciło, przestając być, razem z poprzednimi oraz następnymi pokoleniami, tą jednorodną i solidarną całością, która w dziejach czasów zachowała jedność pełną życia.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium przez ks. bp Isoarda, zostało dobrze powiedziane: Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne moce z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. - W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Ja kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję do jego moją myśl; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. - Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Ta trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są poza, w oddali, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest pośrednim ogniwem łączącym wiele pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim[1].


Następnie, ks. bp Isoard opisał rozmowę jednego szlachcica z prowincji ze swoim dzierżawcą, którą usłyszał miesiąc temu. Ten ostatni mówił: W ubiegłym miesiącu grudniu minęło trzysta pięćdziesiąt lat, odkąd jesteśmy z Waszą Wielmożnością. Na to pierwszy odpowiedział: Lecz my byliśmy tutaj przed wami; nie wiem dokładnie od jakiego czasu, ale z pewnością będzie ponad sześćset lat.[...]


Spośród sofizmatów, które Rousseau - mentor rewo-lucyjnego państwa i apostoł nowoczesnego społeczeństwa - wziął z rzekomej dobroci przyrodzonej człowiekowi, znajduje się taki: Dzieci pozostają w związku z ojcem jedynie, dopóki potrzebują go do życia. Gdy tylko ta potrzeba zaniknie, naturalny związek zostaje zerwany. Dzieci wolne od posłuszeństwa należnego ojcu oraz ojciec wolny od opieki należnej dzieciom powracają w ten sposób do niezależności; jeśli pozostają złączeni, nie dzieje się to z przyrodzenia, lecz dobrowolnie, zaś sama rodzina utrzymuje się w wyniku umowy[2.]

Słowa te stawiają człowieka na poziomie zwierzęcia. Wśród zwierząt, rzeczywiście, związek zostaje zerwany zaraz po wygaśnięciu potrzeby. Rewolucja, która chciała w obyczajach narzucić z mocy prawa wszystkie idee Rousseau, nie zapomniała również o prawie do rozwodu. To antyrodzinne prawo, zniesione w trakcie Restauracji, zostało ponownie promulgowane przez Republikę, która ze swej strony, zaczęła je dopuszczać coraz częściej[3].[...]

Wszelkie społeczności potrzebują przywódcy, a przywódcą rodziny jest ojciec. Apostoł św. Paweł, potwierdzając tę prawdę, przypomniał przykazanie Boże (Ef 5, 22-27; Kol 3, 18-21).[...]

Bez wątpienia wiele kobiet stało się ofiarami okrucieństw. Nie rozwiązuje się jednak prywatnego nieładu, podważając zasady.[...]

Odbudowa, znosząc prawo rozwodowe, dokonała tylko połowy dzieła, ponieważ pozostawiła ślub cywilny, będący innym rewolucyjnym wymysłem. Dokonano tego w celu odebrania małżeństwu Boskiej sankcji oraz pozbawienia rodziny spójności, dających rodzinie więzi potwierdzone przez samego Boga.[...]

Ewangelia przedstawia nam dwukrotnie genealogię Świętej Rodziny Nazaretańskiej: po raz pierwszy w linii zstępującej pokoleń (Mt 1, 1-17), a po raz drugi w odwrotnym porządku (Łk 3, 23-33). Maryja i Józef, jak zapewne wszyscy Hebrajczycy, świadomi byli przynależności, razem ze swoimi przodkami, do tej samej rodziny, która sięgała aż do Dawida, tak jak Dawid sięgał aż do Judy, jednego z synów Jakuba, zaś Jakub aż do Noego, odnowiciela ludzkości. Noe dał początek trzem wielkim rodom, które w każdym pokoleniu wydawały nowe odgałęzienia, a każde z tych odgałęzień starannie przechowywało genealogie, łączące je ze wspólnym pniem.

Przez długi czas też tak się działo we Francji i innych krajach. Zacytujemy na przykład następujące słowa wyjęte z księgi rodzinnej André d'Ormessona, radcy państwa w wieku XVII: Aby nasi synowie znali tych, z których się wywodzą ze strony ojca i matki, aby byli chętni do modlitwy za ich dusze i aby czcili pamięć osób, które z Bożym błogosławieństwem zaszczyciły ich dom oraz nabyły dobra przez nich użytkowane.[...]

W celu utrzymania jedności i ciągłości na przestrzeni wieków, rodzina nie tylko była wspólnotą krwi, lecz również, że tak powiem, miała wieczne ciało i ducha. Każde pokolenie otrzymywało od przodków ciało, będące majątkiem rodziny, jako święty dar; zachowywało je skrupulatnie, starało się o jego powiększenie i przekazywało je wiernie kolejnym pokoleniom. Tradycje były duchem, czyli wyobrażeniami przodków i ich uczuć oraz zwyczajami i obyczajami stamtąd się wywodzącymi.[...]

Prawo zapisane w sercach naszych przodków, uświęcone niejednokrotnie wiekowym obyczajem, zapewniało przejście majątku z jednego pokolenia na drugie. Potrójna zaś nauka zapewniała przekaz tradycji rodzinnych: pierwsza, dana za przykładem rodziców, druga, wynikająca z napomnień, rad i pouczeń dawanych dzieciom przez rodziców, a trzecia, będąca livres de raison lub księgami rodzinnymi, uzupełnianymi przez każde pokolenie. Dzisiaj livres de raison już nie istnieją, nawet jako pamiątki, chyba że w archiwach erudytów. Majątek jest postrzegany przez dzieci jedynie jako spuścizna do podziału. Ilu jest wśród nas takich, którzy znają imiona swoich pradziadków?

Rodzina już nie istnieje we Francji[...] Nie tylko nie istnieje we Francji rodzina, lecz również nic nie pozostało po społecznej strukturze, która na przestrzeni wieków kiełkowała z rodziny u wszystkich cywilizowanych ludów. Rodzina królewska została ścięta, rodziny arystokratyczne zdziesiątkowane, zaś te, które uniknęły masakry i upadku, zostały przez prawo pozbawione siły działania, a nawet zachowania swojej pozycji społecznej. Ostatecznie te same prawa uniemożliwiły wyniesienie rodzin mieszczańskich i robotniczych w sposób zorganizowany i ciągły.[...]

Chrześcijaństwo jednak daje nam środki odnowy, których nie posiadały społeczności pogańskie. Czy jednak potrafimy je wykorzystać?[...]

Oto powszechny lament: już nie mamy ludzi! Jeśli nie mamy już ludzi, to dlatego, że nie mamy rodziny, aby ich ukształtowały. Jeśli zaś nie mamy rodzin, to dlatego, że społeczeństwo straciło cel swojego istnienia, który nie polega na dostarczeniu jednostce możliwie największej liczby rozkoszy, lecz na opiece nad zakładanymi rodzinami oraz pomocy w ich rozwoju.[...]*

 

1. Japończyk Naomi Tamura, po powrocie z podróży do Stanów Zjednoczonych, wydał książkę o rodzinie, w której wyjaśnia, że w jego kraju związek małżeński polega przede wszystkim na idei rodu: „Życie człowieka - mówił - jest mniej istotne niż życie rodziny. Najstraszniejszą karą w ustroju feudalnym było wygaśnięcie rodziny istniejącej od setek lat. Jeszcze dzisiaj każdy wykształcony Japończyk wierzy, że wygaśnięcie jego rodu jest największym nieszczęściem, jakie może dotknąć istotę ludzką".

2. Por. Jean-Jacques Rousseau, Contract social ou principes de droit politique, Ed. Pierre Dumesnil, Rouen, 1792, 443 strony, rozdział II.
3. Projektodawcą prawa z 1884 roku, wprowadzającego rozwód, był Naquet. Został on publicznie pochwalony przez lożę masońską Bar-le-Duc, która do niego napisała: „Jest to odwet państwa na Kościele oraz droga do rozdziału tych dwóch starych zespołów".
* Cyt. za ks. Henri Delassus'em z książki L'Espirit Familial (Duch rodzinny), Rdz. VII - Reformę powinno się zacząć od odbudowy rodziny, w przekładzie z języka portugalskiego Teresy Fernandes Świątkiewicz

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Piękno życia zakonnego
Historia Kościoła katolickiego pokazuje, że publiczne wyznawanie Wiary oraz przenikanie nią wszystkich sfer życia przyniosło owoc w postaci wspaniałej cywilizacji chrześcijańskiej. Wiara była i jest uznawana przez wielu za tak wielki skarb, że poświęcają dla niej i dla Pana Boga całe swe życie, wstępując do przeróżnych wspólnot zakonnych. Historia Kościoła pokazuje też, że to właśnie zakonnicy byli tą siłą, dzięki której dokonywał się w świecie prawdziwy postęp zarówno duchowy, jak i materialny.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u naszej Matki
Michał Wałach

Istnieją na świecie miejsca, gdzie Bożą obecność czuje się wyjątkowo mocno, których niezwykły charakter można wyjaśnić niedowiarkom bez słów. Jednym z nich jest Fatima, do której w drugiej połowie października udała się prawie 40-osobowa pielgrzymka Apostolatu Fatimy.

 

 

Zmęczenie długą podróżą nie stanowiło dla naszej pielgrzymującej grupy przeszkody nie do pokonania, skoro niemal na wyciągnięcie ręki mieliśmy miejsce uświęcone objawieniami Najświętszej Maryi Panny oraz modlitwą milionów katolików z całego świata. Jeszcze przed świtem pierwszego dnia po przyjeździe, pielgrzymujący z nami ksiądz Józef Aszkiełowicz z Wileńszczyzny odprawił Mszę Świętą tuż przy Kaplicy Objawień – a więc tam, gdzie trójce portugalskich dzieci objawiła się Królowa Nieba i Ziemi.

 

Następnie ów niezwykły kapłan poprowadził dla nas trafiające do serca i duszy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na tzw. Drodze Węgierskiej. W trakcie modlitwy odwiedziliśmy Valinhos – miejsce, gdzie Matka Boża ukazała się w sierpniu roku 1917, gdy pastuszkowie 13 dnia miesiąca przebywali w portugalskim więzieniu, oraz miejsce nieopodal Cabeço – tam dzieci ujrzały Anioła Portugalii. Innym miejscem spotkania z Bożym Posłańcem były okolice studni w ogrodzie rodziny Santos – trójka dzieci często bawiła się w tym miejscu i to również tam Anioł przygotowywał je na przyjęcie Maryjnego Orędzia.

 

Odwiedzając Aljustrel – rodzinną miejscowość Łucji dos Santos oraz świętych Franciszka i Hiacynty Marto – zobaczyliśmy świat, w jakim wychowywały się dzieci, które do przekazania ludzkości Orędzia wybrała Maryja. Zobaczyliśmy te same drzewa, w których cieniu spędzały czas, domy, w których żyły, uliczki i ogrody, po których spacerowały. Po powrocie do Fatimy odwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Różańcowej – miejsce, gdzie spoczywają Służebnica Boża siostra Łucja oraz święci Franciszek i Hiacynta.

 

Niezwykłym duchowym przeżyciem dla naszej grupy był udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym ze świecami, które zakończyła procesja za figurą Fatimskiej Pani oraz – kolejnego dnia – za Najświętszym Sakramentem. Mogliśmy wręcz poczuć, jak dzięki modlitwie różańcowej Niebo łączy się z ziemią.

 

W trakcie pielgrzymki zobaczyliśmy również materialne dowody niegdysiejszej świetności cywilizacji łacińskiej – piękno, które razem z prawdą i dobrem stanowiły fundament dawnej Europy. Zarówno dawny dominikański klasztor Matki Bożej Zwycięskiej w Batalha, jak i cysterskie niegdyś opactwo w Alcobaça stanowią również świadectwo trudnej historii Portugalii – zostały odebrane zgromadzeniom w pierwszej połowie XIX wieku, w ramach kasaty zakonów. Odwiedziliśmy również Nazaré, gdzie nad Atlantykiem kult odbiera Matka Boża czczona pod postacią figury przyniesionej z palestyńskiego Nazaretu – zgodnie z tradycją – już w IV wieku. Obserwując wzburzony, ale zarazem powalająco piękny ocean, mogliśmy oddać się kontemplacji piękna świata stworzonego przez Pana Boga.

 

Pielgrzymka do miejsca objawień Maryi – co potwierdzali uczestniczący w niej Apostołowie Fatimy – była głębokim przeżyciem duchowym. W jej trakcie część osób skorzystała z możliwości przejścia kilkuset metrów na kolanach do Kaplicy Objawień, ofiarując swój trud i cierpienie Najświętszej Maryi Pannie oraz prosząc Ją o wstawiennictwo w intencjach, z jakimi przyjechali do portugalskiego Sanktuarium. Uczestnicy pielgrzymki nie zapomnieli również o innych Apostołach i przyjaciołach Instytutu – tuż przy miejscu objawień wspólnie zapaliliśmy, w ramach akcji „Twoje Światło w Fatimie”, świece, zaś przy Kaplicy złożyliśmy intencje nadesłane w związku z tą kampanią.

 

Podczas całego pobytu na ziemi portugalskiej można było wyczuć modlitewne uniesienie, o które doskonale dbał prowadzący modlitwy różańcowe, litanie oraz intonujący maryjne pieśni ksiądz Józef. Niezwykle pobożny kapłan z Wileńszczyzny zachęcał do odpowiedzi na wezwania Matki Bożej i codziennego odmawiania Różańca, na przykład w ramach nowenny pompejańskiej. Niezwykła duchowa atmosfera panująca w grupie sprawiła, że pielgrzymka Apostołów Fatimy do miejsca Objawień naszej Matki i Królowej na zawsze zostanie w pamięci uczestników. Wielu z nich nie ma wątpliwości – o udziale w wyjeździe nie zdecydował „ślepy los”. Wyjazd nastąpił w chwili, gdy w życiu potrzebowali wizyty u Niebiańskiej Matki. Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności…

 

Michał Wałach


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Jestem stałą czytelniczką „Przymierza z Maryją”, cieszę się również z każdej przesyłki kierowanej do mnie w ramach różnych, prowadzonych przez Was, akcji. Dziękuję bardzo za kalendarz „365 dni z Maryją” na rok 2019. Jakiś czas temu otrzymałam od Instytutu drewnianą koronkę zakończoną medalikiem z wizerunkiem świętej Siostry Faustyny Kowalskiej. Modliłam się na tej koronce szczególnie podczas codziennych spacerów. Wiele tych moich modlitw zostało wysłuchanych. Dziękuję Wam za wszystko i zapewniam o swej dalszej modlitwie w Waszych intencjach.

Danuta z Rybnika

 

 

Szczęść Boże!

Umiłowani! Cieszę się, że zaufaliście mi, przysyłając „Przymierze z Maryją”, które chętnie czytam. W tym piśmie jest wiele interesujących wiadomości. Chwała Wam za to. Uważam, że „Przymierze” powinno być propagowane szczególnie wśród młodych ludzi.

Zmagam się z bardzo poważną chorobą. Pozostaje mi tylko modlitwa życzliwych ludzi. Często siadając przy komputerze, patrzę na Naszą Panią – Matkę Bożą Fatimską, której Wizerunek spogląda na mnie z przesłanego przez Was kalendarza. Jej Oblicze – pełne łaski i dobroci, dłonie – złożone do modlitwy. To jest cudowne! Otrzymałem od Was także obrazki Najświętszej Panienki, różaniec i wiele innych drogocennych prezentów. Dziękuję Wam za to wszystko. Gdy jeszcze byłem zdrowy, z żoną podjęliśmy postanowienie, aby – będąc na emeryturze – odwiedzać miejsca święte dla naszej religii. Udało nam się odwiedzić Ziemię Świętą. To była najcudowniejsza pielgrzymka i wspaniała przygoda. Niestety, później życie potoczyło się inaczej. Zaczęła się moja choroba…

Pragnę życzyć całemu Instytutowi dalszych owocnych działań na niwie szerzenia religii katolickiej. Wierzę, że – mimo różnych przeszkód – Święty Kościół dzięki Naszej Najukochańszej Matce – Pannie Maryi stanie silniej na nogi w szerzeniu wiary.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech Będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za otrzymany egzemplarz „Przymierza z Maryją” oraz życzenia świąteczne. Pragnę stale otrzymywać Wasze pismo, które uważam za bardzo dobre i które pomaga poszerzać nam naszą wiedzę religijną oraz pomaga umocnić naszą wiarę. Chciałbym także obdarowywać nim moich bliskich. Bóg zapłać za wszystko. Szczęść Wam Boże.

Stanisław z Ustronia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Droga Redakcjo! Piszę do Was ten list, ponieważ pragnę wraz z Wami dziękować Bogu za to, że jestem członkiem Apostolatu Fatimy, a stało się to za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny.

20 grudnia 2017 roku zmarł mój mąż. Kiedy odchodził, oddałam mu mój ulubiony różaniec. Przez moment ciężko było mi się z nim rozstać, lecz szybko pomyślałam, że na ostatnią drogę nie pożałuję przecież mężowi tego świętego przedmiotu. Po dwóch albo trzech tygodniach wpadła mi w ręce ulotka informująca o możliwości zamówienia Waszej książki o Fatimie. Wypełniłam ją i po niedługim czasie otrzymałam książkę wraz z dołączonym do niej różańcem. To ostatecznie sprawiło, że jestem w Apostolacie Fatimy.

Odkąd czytam „Przymierze z Maryją”, zauważyłam, że moja modlitwa staje się bardziej rozważna i głębsza.

W marcu 2018 roku robiłam badanie piersi. Okazało się, że na jednej z nich mam guza. Po dwóch tygodniach otrzymałam skierowanie na dalsze badania. Odmówiłam lekarzom. Powiedziałam im, że najpierw muszę jechać odwiedzić moje dzieci, mieszkające za granicą – córki w Norwegii i Niemczech, a syn – w Holandii. Musiałam też pojechać do Rzymu. W tym czasie piłam napój z imbirem i każdego dnia prosiłam Matkę Bożą o zdrowie. Obecnie – proszę sobie wyobrazić – jestem po ponownych badaniach i po guzie nie ma śladu! Dziękując Bogu i Matce Najświętszej za odzyskane zdrowie, proszę Was o wspólną modlitwę.

Zofia

 

 

Szczęść Boże!

Szanowni Państwo! Dziękuję za przesłanie mi Waszego pisma i poświęconego obrazka z modlitwą do św. Ojca Pio. Zapewniam, że będę się codziennie modlić tą modlitwą. Zresztą muszę przyznać, że ten Święty nie jest mi osobą obcą – od dłuższego czasu regularnie modlę się za wstawiennictwem tego wspaniałego świętego Stygmatyka i dziękuję Mu za pomoc uzyskaną w ubiegłym roku. Mam na myśli szczególnie jedną taką sytuację. Byłam na pewnym wyjeździe i nie miałam przy sobie specjalnego aparatu, który mi pomagał w moich zdrowotnych dolegliwościach. Byłam zdenerwowana. Pomyślałam: „co ja teraz zrobię?”. Ale wtedy natychmiast przyszedł mi na myśl właśnie Stygmatyk z Pietrelciny. Przecież on jest doskonałym orędownikiem u Pana Boga. Wyprasza nam tyle łask! I rzeczywiście, po krótkim westchnieniu i słowach do Ojca Pio: „bez Ciebie sama sobie nie poradzę” nagle – potocznie mówiąc – zadziałało! Od tego czasu nie jest mi potrzebne urządzenie (bez którego wcześniej nie mogłam się obejść) i go już nie używam. Moje dolegliwości – jak dotąd – się nie powtórzyły.

Życzę Wam wszystkiego najlepszego w roku 2019 i modlę się gorąco o błogosławieństwo dla Waszej wielkiej pracy.

Niech Was błogosławi Pan Jezus, a Swoją opieką niech Was otacza Maryja z Józefem i Ojcem Pio.

Maria z Krakowa

 

 

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Wam za wszelkie materiały, jakie mi przysyłacie. Dzięki nim mogę między innymi praktykować nabożeństwo do św. Ojca Pio oraz Koronkę do Bożego Miłosierdzia. I właśnie w związku z tym pragnę w tym miejscu wspomnieć o moim wyzdrowieniu z udaru mózgu. Uzdrowił mnie Miłosierny Chrystus. Wymodliłem to, odmawiając wytrwale Koronkę do Bożego Miłosierdzia. A było ze mną już bardzo źle. Lekarze dawali mi nikłe szanse nie tylko na wyzdrowienie, ale w ogóle na to, że przeżyję. Lecz ja – dzięki Panu Jezusowi – nie tylko żyję, ale też nadal pracuję. Neurolodzy aż nie dowierzają. To prawdziwy cud! Pozdrawiam Was serdecznie.

Sylwester