Rodzina
 
Naprawę społeczeństwa trzeba zacząć od rodziny
Ks. Henri Delassus, doktor teologii - fragmenty książki „Duch rodzinny".


Myśl, że jeden człowiek, nawet największy geniusz, z dnia na dzień może nas wydobyć z sytuacji, w której się znajdujemy i zwrócić chrześcijaństwu jego dawną wielkość, jest niebezpiecznym złudzeniem. Upadek był głęboki i zaczął się wieki temu. Człowiek taki mógłby jedynie wynieść nas ponownie i ustawić na dobrej drodze. Nie istnieje jednak inna droga zbawienia, jeśli nie droga cnót moralnych i społecznych, cnót, które odnajdujemy u zarania wszystkich społeczeństw i które wyjaśniają ich kształtowanie się oraz dobrobyt, wynikające ze zgody i wzajemnej pomocy.

Nie wystarczy również, żeby niektóre indywidualności, nawet liczne, praktykowały tego typu cnoty. Trzeba, aby te cnoty zostały wcielone w instytucje. Cnoty osobiste zanikają wraz z ludźmi, którzy je uosabiają, lecz narody są jednostkami, które trwają. O ile cnoty są podporą i fundamentem narodu, powinny być wieczne. Mogą one odnaleźć tę wieczność jedynie w trwałych instytucjach.
 
Pierwszą i podstawową z tych instytucji, która jest dziełem Bożym, jest rodzina. Rodzina, jak powiedzieliśmy, jest podstawową komórką ciała społecznego. W niej się mieści ognisko cnót moralnych i społecznych. Z niej promieniują cnoty i z siłą przenikają wszelkie organizmy społeczne oraz samo państwo. Tak się stało u wszystkich ludów, które osiągnęły jakiś poziom rozwoju cywilizacyjnego.
 
Patrząc w ten sposób na rodzinę, możemy powiedzieć, że rodzina w tym znaczeniu już nie istnieje [...] To stwierdzenie mogłoby się wydawać dziwne, lecz zaskoczy jedynie tych, którzy widząc jaki jest nasz kraj dzisiaj, nie wyobrażają sobie, jakim był niegdyś, i w mniejszym jeszcze stopniu - jakim stać się może.
 
Dawniej, rodzina francuska (ale także i polska - przyp. red.), tak jak rodzina w społeczeństwie starożytnym, stanowiła zwartą i jednorodną całość, zarządzaną całkiem niezależnie od państwa i opartą na tradycji oraz obyczajach odziedziczonych po przodkach, podlegając władzy absolutnej swojego naturalnego przywódcy - ojca.
 
Dzisiaj rodzina jest tak bardzo zależna od państwa, że ojciec nie może nawet zgodnie ze swoją wolą wychowywać swoich dzieci, choć nakazują mu to sumienie i tradycja. Państwo podporządkowuje sobie dzieci, ogłaszając zgodnie z prawem, iż zamierza je przekształcić w ludzi bez Boga, a zatem w ludzi bez moralności. Większość ojców rodzin utraciła poczucie własnej tożsamości do tego stopnia, iż nawet się tym nie przejmują, poddając się!
 
Nie mamy więc [...] dawnego pojęcia rodziny, pojęcia zawsze obecnego u tych wszystkich ludów, które rzeczywiście żyją i prosperują. Obecne pokolenie już je straciło, przestając być, razem z poprzednimi oraz następnymi pokoleniami, tą jednorodną i solidarną całością, która w dziejach czasów zachowała jedność pełną życia.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium przez ks. bp Isoarda, zostało dobrze powiedziane: Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne moce z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. - W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Ja kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję do jego moją myśl; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. - Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Ta trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są poza, w oddali, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest pośrednim ogniwem łączącym wiele pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim[1].


Następnie, ks. bp Isoard opisał rozmowę jednego szlachcica z prowincji ze swoim dzierżawcą, którą usłyszał miesiąc temu. Ten ostatni mówił: W ubiegłym miesiącu grudniu minęło trzysta pięćdziesiąt lat, odkąd jesteśmy z Waszą Wielmożnością. Na to pierwszy odpowiedział: Lecz my byliśmy tutaj przed wami; nie wiem dokładnie od jakiego czasu, ale z pewnością będzie ponad sześćset lat.[...]


Spośród sofizmatów, które Rousseau - mentor rewo-lucyjnego państwa i apostoł nowoczesnego społeczeństwa - wziął z rzekomej dobroci przyrodzonej człowiekowi, znajduje się taki: Dzieci pozostają w związku z ojcem jedynie, dopóki potrzebują go do życia. Gdy tylko ta potrzeba zaniknie, naturalny związek zostaje zerwany. Dzieci wolne od posłuszeństwa należnego ojcu oraz ojciec wolny od opieki należnej dzieciom powracają w ten sposób do niezależności; jeśli pozostają złączeni, nie dzieje się to z przyrodzenia, lecz dobrowolnie, zaś sama rodzina utrzymuje się w wyniku umowy[2.]

Słowa te stawiają człowieka na poziomie zwierzęcia. Wśród zwierząt, rzeczywiście, związek zostaje zerwany zaraz po wygaśnięciu potrzeby. Rewolucja, która chciała w obyczajach narzucić z mocy prawa wszystkie idee Rousseau, nie zapomniała również o prawie do rozwodu. To antyrodzinne prawo, zniesione w trakcie Restauracji, zostało ponownie promulgowane przez Republikę, która ze swej strony, zaczęła je dopuszczać coraz częściej[3].[...]

Wszelkie społeczności potrzebują przywódcy, a przywódcą rodziny jest ojciec. Apostoł św. Paweł, potwierdzając tę prawdę, przypomniał przykazanie Boże (Ef 5, 22-27; Kol 3, 18-21).[...]

Bez wątpienia wiele kobiet stało się ofiarami okrucieństw. Nie rozwiązuje się jednak prywatnego nieładu, podważając zasady.[...]

Odbudowa, znosząc prawo rozwodowe, dokonała tylko połowy dzieła, ponieważ pozostawiła ślub cywilny, będący innym rewolucyjnym wymysłem. Dokonano tego w celu odebrania małżeństwu Boskiej sankcji oraz pozbawienia rodziny spójności, dających rodzinie więzi potwierdzone przez samego Boga.[...]

Ewangelia przedstawia nam dwukrotnie genealogię Świętej Rodziny Nazaretańskiej: po raz pierwszy w linii zstępującej pokoleń (Mt 1, 1-17), a po raz drugi w odwrotnym porządku (Łk 3, 23-33). Maryja i Józef, jak zapewne wszyscy Hebrajczycy, świadomi byli przynależności, razem ze swoimi przodkami, do tej samej rodziny, która sięgała aż do Dawida, tak jak Dawid sięgał aż do Judy, jednego z synów Jakuba, zaś Jakub aż do Noego, odnowiciela ludzkości. Noe dał początek trzem wielkim rodom, które w każdym pokoleniu wydawały nowe odgałęzienia, a każde z tych odgałęzień starannie przechowywało genealogie, łączące je ze wspólnym pniem.

Przez długi czas też tak się działo we Francji i innych krajach. Zacytujemy na przykład następujące słowa wyjęte z księgi rodzinnej André d'Ormessona, radcy państwa w wieku XVII: Aby nasi synowie znali tych, z których się wywodzą ze strony ojca i matki, aby byli chętni do modlitwy za ich dusze i aby czcili pamięć osób, które z Bożym błogosławieństwem zaszczyciły ich dom oraz nabyły dobra przez nich użytkowane.[...]

W celu utrzymania jedności i ciągłości na przestrzeni wieków, rodzina nie tylko była wspólnotą krwi, lecz również, że tak powiem, miała wieczne ciało i ducha. Każde pokolenie otrzymywało od przodków ciało, będące majątkiem rodziny, jako święty dar; zachowywało je skrupulatnie, starało się o jego powiększenie i przekazywało je wiernie kolejnym pokoleniom. Tradycje były duchem, czyli wyobrażeniami przodków i ich uczuć oraz zwyczajami i obyczajami stamtąd się wywodzącymi.[...]

Prawo zapisane w sercach naszych przodków, uświęcone niejednokrotnie wiekowym obyczajem, zapewniało przejście majątku z jednego pokolenia na drugie. Potrójna zaś nauka zapewniała przekaz tradycji rodzinnych: pierwsza, dana za przykładem rodziców, druga, wynikająca z napomnień, rad i pouczeń dawanych dzieciom przez rodziców, a trzecia, będąca livres de raison lub księgami rodzinnymi, uzupełnianymi przez każde pokolenie. Dzisiaj livres de raison już nie istnieją, nawet jako pamiątki, chyba że w archiwach erudytów. Majątek jest postrzegany przez dzieci jedynie jako spuścizna do podziału. Ilu jest wśród nas takich, którzy znają imiona swoich pradziadków?

Rodzina już nie istnieje we Francji[...] Nie tylko nie istnieje we Francji rodzina, lecz również nic nie pozostało po społecznej strukturze, która na przestrzeni wieków kiełkowała z rodziny u wszystkich cywilizowanych ludów. Rodzina królewska została ścięta, rodziny arystokratyczne zdziesiątkowane, zaś te, które uniknęły masakry i upadku, zostały przez prawo pozbawione siły działania, a nawet zachowania swojej pozycji społecznej. Ostatecznie te same prawa uniemożliwiły wyniesienie rodzin mieszczańskich i robotniczych w sposób zorganizowany i ciągły.[...]

Chrześcijaństwo jednak daje nam środki odnowy, których nie posiadały społeczności pogańskie. Czy jednak potrafimy je wykorzystać?[...]

Oto powszechny lament: już nie mamy ludzi! Jeśli nie mamy już ludzi, to dlatego, że nie mamy rodziny, aby ich ukształtowały. Jeśli zaś nie mamy rodzin, to dlatego, że społeczeństwo straciło cel swojego istnienia, który nie polega na dostarczeniu jednostce możliwie największej liczby rozkoszy, lecz na opiece nad zakładanymi rodzinami oraz pomocy w ich rozwoju.[...]*

 

1. Japończyk Naomi Tamura, po powrocie z podróży do Stanów Zjednoczonych, wydał książkę o rodzinie, w której wyjaśnia, że w jego kraju związek małżeński polega przede wszystkim na idei rodu: „Życie człowieka - mówił - jest mniej istotne niż życie rodziny. Najstraszniejszą karą w ustroju feudalnym było wygaśnięcie rodziny istniejącej od setek lat. Jeszcze dzisiaj każdy wykształcony Japończyk wierzy, że wygaśnięcie jego rodu jest największym nieszczęściem, jakie może dotknąć istotę ludzką".

2. Por. Jean-Jacques Rousseau, Contract social ou principes de droit politique, Ed. Pierre Dumesnil, Rouen, 1792, 443 strony, rozdział II.
3. Projektodawcą prawa z 1884 roku, wprowadzającego rozwód, był Naquet. Został on publicznie pochwalony przez lożę masońską Bar-le-Duc, która do niego napisała: „Jest to odwet państwa na Kościele oraz droga do rozdziału tych dwóch starych zespołów".
* Cyt. za ks. Henri Delassus'em z książki L'Espirit Familial (Duch rodzinny), Rdz. VII - Reformę powinno się zacząć od odbudowy rodziny, w przekładzie z języka portugalskiego Teresy Fernandes Świątkiewicz

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy