Rodzina
 
Naprawę społeczeństwa trzeba zacząć od rodziny
Ks. Henri Delassus, doktor teologii - fragmenty książki „Duch rodzinny".


Myśl, że jeden człowiek, nawet największy geniusz, z dnia na dzień może nas wydobyć z sytuacji, w której się znajdujemy i zwrócić chrześcijaństwu jego dawną wielkość, jest niebezpiecznym złudzeniem. Upadek był głęboki i zaczął się wieki temu. Człowiek taki mógłby jedynie wynieść nas ponownie i ustawić na dobrej drodze. Nie istnieje jednak inna droga zbawienia, jeśli nie droga cnót moralnych i społecznych, cnót, które odnajdujemy u zarania wszystkich społeczeństw i które wyjaśniają ich kształtowanie się oraz dobrobyt, wynikające ze zgody i wzajemnej pomocy.

Nie wystarczy również, żeby niektóre indywidualności, nawet liczne, praktykowały tego typu cnoty. Trzeba, aby te cnoty zostały wcielone w instytucje. Cnoty osobiste zanikają wraz z ludźmi, którzy je uosabiają, lecz narody są jednostkami, które trwają. O ile cnoty są podporą i fundamentem narodu, powinny być wieczne. Mogą one odnaleźć tę wieczność jedynie w trwałych instytucjach.
 
Pierwszą i podstawową z tych instytucji, która jest dziełem Bożym, jest rodzina. Rodzina, jak powiedzieliśmy, jest podstawową komórką ciała społecznego. W niej się mieści ognisko cnót moralnych i społecznych. Z niej promieniują cnoty i z siłą przenikają wszelkie organizmy społeczne oraz samo państwo. Tak się stało u wszystkich ludów, które osiągnęły jakiś poziom rozwoju cywilizacyjnego.
 
Patrząc w ten sposób na rodzinę, możemy powiedzieć, że rodzina w tym znaczeniu już nie istnieje [...] To stwierdzenie mogłoby się wydawać dziwne, lecz zaskoczy jedynie tych, którzy widząc jaki jest nasz kraj dzisiaj, nie wyobrażają sobie, jakim był niegdyś, i w mniejszym jeszcze stopniu - jakim stać się może.
 
Dawniej, rodzina francuska (ale także i polska - przyp. red.), tak jak rodzina w społeczeństwie starożytnym, stanowiła zwartą i jednorodną całość, zarządzaną całkiem niezależnie od państwa i opartą na tradycji oraz obyczajach odziedziczonych po przodkach, podlegając władzy absolutnej swojego naturalnego przywódcy - ojca.
 
Dzisiaj rodzina jest tak bardzo zależna od państwa, że ojciec nie może nawet zgodnie ze swoją wolą wychowywać swoich dzieci, choć nakazują mu to sumienie i tradycja. Państwo podporządkowuje sobie dzieci, ogłaszając zgodnie z prawem, iż zamierza je przekształcić w ludzi bez Boga, a zatem w ludzi bez moralności. Większość ojców rodzin utraciła poczucie własnej tożsamości do tego stopnia, iż nawet się tym nie przejmują, poddając się!
 
Nie mamy więc [...] dawnego pojęcia rodziny, pojęcia zawsze obecnego u tych wszystkich ludów, które rzeczywiście żyją i prosperują. Obecne pokolenie już je straciło, przestając być, razem z poprzednimi oraz następnymi pokoleniami, tą jednorodną i solidarną całością, która w dziejach czasów zachowała jedność pełną życia.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium przez ks. bp Isoarda, zostało dobrze powiedziane: Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne moce z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. - W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Ja kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję do jego moją myśl; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. - Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Ta trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są poza, w oddali, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest pośrednim ogniwem łączącym wiele pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim[1].


Następnie, ks. bp Isoard opisał rozmowę jednego szlachcica z prowincji ze swoim dzierżawcą, którą usłyszał miesiąc temu. Ten ostatni mówił: W ubiegłym miesiącu grudniu minęło trzysta pięćdziesiąt lat, odkąd jesteśmy z Waszą Wielmożnością. Na to pierwszy odpowiedział: Lecz my byliśmy tutaj przed wami; nie wiem dokładnie od jakiego czasu, ale z pewnością będzie ponad sześćset lat.[...]


Spośród sofizmatów, które Rousseau - mentor rewo-lucyjnego państwa i apostoł nowoczesnego społeczeństwa - wziął z rzekomej dobroci przyrodzonej człowiekowi, znajduje się taki: Dzieci pozostają w związku z ojcem jedynie, dopóki potrzebują go do życia. Gdy tylko ta potrzeba zaniknie, naturalny związek zostaje zerwany. Dzieci wolne od posłuszeństwa należnego ojcu oraz ojciec wolny od opieki należnej dzieciom powracają w ten sposób do niezależności; jeśli pozostają złączeni, nie dzieje się to z przyrodzenia, lecz dobrowolnie, zaś sama rodzina utrzymuje się w wyniku umowy[2.]

Słowa te stawiają człowieka na poziomie zwierzęcia. Wśród zwierząt, rzeczywiście, związek zostaje zerwany zaraz po wygaśnięciu potrzeby. Rewolucja, która chciała w obyczajach narzucić z mocy prawa wszystkie idee Rousseau, nie zapomniała również o prawie do rozwodu. To antyrodzinne prawo, zniesione w trakcie Restauracji, zostało ponownie promulgowane przez Republikę, która ze swej strony, zaczęła je dopuszczać coraz częściej[3].[...]

Wszelkie społeczności potrzebują przywódcy, a przywódcą rodziny jest ojciec. Apostoł św. Paweł, potwierdzając tę prawdę, przypomniał przykazanie Boże (Ef 5, 22-27; Kol 3, 18-21).[...]

Bez wątpienia wiele kobiet stało się ofiarami okrucieństw. Nie rozwiązuje się jednak prywatnego nieładu, podważając zasady.[...]

Odbudowa, znosząc prawo rozwodowe, dokonała tylko połowy dzieła, ponieważ pozostawiła ślub cywilny, będący innym rewolucyjnym wymysłem. Dokonano tego w celu odebrania małżeństwu Boskiej sankcji oraz pozbawienia rodziny spójności, dających rodzinie więzi potwierdzone przez samego Boga.[...]

Ewangelia przedstawia nam dwukrotnie genealogię Świętej Rodziny Nazaretańskiej: po raz pierwszy w linii zstępującej pokoleń (Mt 1, 1-17), a po raz drugi w odwrotnym porządku (Łk 3, 23-33). Maryja i Józef, jak zapewne wszyscy Hebrajczycy, świadomi byli przynależności, razem ze swoimi przodkami, do tej samej rodziny, która sięgała aż do Dawida, tak jak Dawid sięgał aż do Judy, jednego z synów Jakuba, zaś Jakub aż do Noego, odnowiciela ludzkości. Noe dał początek trzem wielkim rodom, które w każdym pokoleniu wydawały nowe odgałęzienia, a każde z tych odgałęzień starannie przechowywało genealogie, łączące je ze wspólnym pniem.

Przez długi czas też tak się działo we Francji i innych krajach. Zacytujemy na przykład następujące słowa wyjęte z księgi rodzinnej André d'Ormessona, radcy państwa w wieku XVII: Aby nasi synowie znali tych, z których się wywodzą ze strony ojca i matki, aby byli chętni do modlitwy za ich dusze i aby czcili pamięć osób, które z Bożym błogosławieństwem zaszczyciły ich dom oraz nabyły dobra przez nich użytkowane.[...]

W celu utrzymania jedności i ciągłości na przestrzeni wieków, rodzina nie tylko była wspólnotą krwi, lecz również, że tak powiem, miała wieczne ciało i ducha. Każde pokolenie otrzymywało od przodków ciało, będące majątkiem rodziny, jako święty dar; zachowywało je skrupulatnie, starało się o jego powiększenie i przekazywało je wiernie kolejnym pokoleniom. Tradycje były duchem, czyli wyobrażeniami przodków i ich uczuć oraz zwyczajami i obyczajami stamtąd się wywodzącymi.[...]

Prawo zapisane w sercach naszych przodków, uświęcone niejednokrotnie wiekowym obyczajem, zapewniało przejście majątku z jednego pokolenia na drugie. Potrójna zaś nauka zapewniała przekaz tradycji rodzinnych: pierwsza, dana za przykładem rodziców, druga, wynikająca z napomnień, rad i pouczeń dawanych dzieciom przez rodziców, a trzecia, będąca livres de raison lub księgami rodzinnymi, uzupełnianymi przez każde pokolenie. Dzisiaj livres de raison już nie istnieją, nawet jako pamiątki, chyba że w archiwach erudytów. Majątek jest postrzegany przez dzieci jedynie jako spuścizna do podziału. Ilu jest wśród nas takich, którzy znają imiona swoich pradziadków?

Rodzina już nie istnieje we Francji[...] Nie tylko nie istnieje we Francji rodzina, lecz również nic nie pozostało po społecznej strukturze, która na przestrzeni wieków kiełkowała z rodziny u wszystkich cywilizowanych ludów. Rodzina królewska została ścięta, rodziny arystokratyczne zdziesiątkowane, zaś te, które uniknęły masakry i upadku, zostały przez prawo pozbawione siły działania, a nawet zachowania swojej pozycji społecznej. Ostatecznie te same prawa uniemożliwiły wyniesienie rodzin mieszczańskich i robotniczych w sposób zorganizowany i ciągły.[...]

Chrześcijaństwo jednak daje nam środki odnowy, których nie posiadały społeczności pogańskie. Czy jednak potrafimy je wykorzystać?[...]

Oto powszechny lament: już nie mamy ludzi! Jeśli nie mamy już ludzi, to dlatego, że nie mamy rodziny, aby ich ukształtowały. Jeśli zaś nie mamy rodzin, to dlatego, że społeczeństwo straciło cel swojego istnienia, który nie polega na dostarczeniu jednostce możliwie największej liczby rozkoszy, lecz na opiece nad zakładanymi rodzinami oraz pomocy w ich rozwoju.[...]*

 

1. Japończyk Naomi Tamura, po powrocie z podróży do Stanów Zjednoczonych, wydał książkę o rodzinie, w której wyjaśnia, że w jego kraju związek małżeński polega przede wszystkim na idei rodu: „Życie człowieka - mówił - jest mniej istotne niż życie rodziny. Najstraszniejszą karą w ustroju feudalnym było wygaśnięcie rodziny istniejącej od setek lat. Jeszcze dzisiaj każdy wykształcony Japończyk wierzy, że wygaśnięcie jego rodu jest największym nieszczęściem, jakie może dotknąć istotę ludzką".

2. Por. Jean-Jacques Rousseau, Contract social ou principes de droit politique, Ed. Pierre Dumesnil, Rouen, 1792, 443 strony, rozdział II.
3. Projektodawcą prawa z 1884 roku, wprowadzającego rozwód, był Naquet. Został on publicznie pochwalony przez lożę masońską Bar-le-Duc, która do niego napisała: „Jest to odwet państwa na Kościele oraz droga do rozdziału tych dwóch starych zespołów".
* Cyt. za ks. Henri Delassus'em z książki L'Espirit Familial (Duch rodzinny), Rdz. VII - Reformę powinno się zacząć od odbudowy rodziny, w przekładzie z języka portugalskiego Teresy Fernandes Świątkiewicz

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Cud nad Wisłą
Rok 2020 jest szczególny. Ogólnoświatowa panika wywołana epidemią koronawirusa; „antyrasistowska”, skrajnie równościowa i antychrześcijańska w swej istocie rewolta w USA i innych krajach świata; wszechobecny grzech, przedstawiany jako „prawo człowieka”; susza, powódź… Wszystko to ma miejsce 100 lat po śmierci fatimskiej wizjonerki, św. Hiacynty Marto; w setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły – „papieża Fatimy”, jak również wiek po Cudzie nad Wisłą, czyli (chwilowym) wypędzeniu z naszego kraju bolszewików, roznosicieli komunizmu – a więc błędów Rosji, przed którymi ostrzegała Matka Boża w Fatimie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Walczmy o Bożą Sprawę!

Irena Maria Pregler to młoda kobieta, dla której religia katolicka jest podstawą w życiu codziennym. Z wykształcenia jest grafikiem. Spełnia się̨ w projektowaniu, edycji książek i ilustracji. Dąży do tego, aby połączyć́ dwie najważniejsze dla siebie rzeczy: wiarę w Trójjedynego Boga i miłość́ do Ojczyzny ze swoją pracą zawodową. Od kilku lat wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Apostołem Fatimy jest od 2018 roku. Specjalnie dla „Przymierza z Maryją” opowiada, czym jest dla niej nasza duchowa rodzina.

 

Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie mnie lepiej poznali i pokochali. Chce On ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy je przyjmą, obiecuję zbawienie. Dusze te będą tak drogie Bogu, jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron – te słowa Najświętszej Maryi Panny skierowane do Łucji 13 czerwca 1917 roku w Fatimie, zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Choć Matka Boża przemawiała do fatimskiej wizjonerki, to jednak w tych słowach zwraca się także do każdego z nas! Jest to prośba samego Boga, Jezusa Chrystusa. Zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną, jak mawiał św. Maksymilian Kolbe. Naszym obowiązkiem, jako dzieci Bożych, jest spełnić Bożą Wolę i walczyć o jak największą chwałę dla Maryi, miłość do naszej Matki i Królowej, a tym samym o nawrócenie grzeszników. A przez nabożeństwo Pierwszych Sobót miesiąca przyczynić się do zapowiadanego przez Nią triumfu Jej Niepokalanego Serca: Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje!

 

Chciejmy ukryć się w Jej Matczynym Sercu w tych trudnych czasach. Jak pisał św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: Kto znalazł Maryję, a przez Maryję Jezusa i przez Jezusa Boga Ojca, to znalazł już wszelkie dobro. (…) Wszelką łaskę i wszystką przyjaźń z Bogiem, całą nieskazitelność w obliczu nieprzyjaciół Boga; wszelką prawdę przeciw kłamstwu; wszelkie zwycięstwo w obliczu trudów zbawienia; wszelką pogodę i radość w goryczach życia.

Przez Apostolat Fatimy głoszenie Orędzia Fatimskiego, kultu Niepokalanego Serca Maryi i miłości do naszej Matki Niebieskiej jest możliwe i szczególnie skuteczne. W tej walce dobra ze złem o dusze tych, co odwrócili się od Boga, stańmy po stronie naszej Królowej, o której św. Maksymilian Kolbe powiedział: Wszystkie herezje Samaś zniszczyła na całym świecie! Włączmy się jak najliczniej w to szlachetne dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, i walczmy o Bożą sprawę! Dozwól mi chwalić Cię Panno Przenajświętsza; daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim!

 

Opracował: Marcin Więckowski


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Szanowny Panie Redaktorze

 

Na początku mojego listu pragnę – wraz z moją żoną – serdecznie podziękować za wszelkie przesyłki, które otrzymujemy od Was. Bóg zapłać!

 

Wychowaliśmy się na wsi, w rodzinach katolickich. Nasze życie powierzyliśmy Matce Bożej. Małżeństwo zawarliśmy w bardzo ciężkich czasach, szczególnie trudnych dla praktykujących katolików. Udało nam się wziąć ślub kościelny i ochrzcić dzieci.

 

Obojętnie gdzie się znajdowałem, zawsze w środę znajdowałem czas na uczestnictwo w Nowennie do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Gdy prosiłem Maryję o pomoc, zawsze ją otrzymywałem. Od wielu lat choruję na kamicę nerkową obustronną. Kiedy byłem po kolejnym zabiegu rozbicia złogów nerkowych, pojechałem – wraz z moim kolegą Jerzym – do sanatorium. Szczera modlitwa moja i poznanych kuracjuszy oraz zabiegi (m.in. woda Dąbrówka) spowodowały wydalenie złogów z mojego organizmu. Doprawdy w obliczu tego, wielkie było zdziwienie lekarza…

 

Kolejną łaskę za przyczyną Matki Boskiej Nieustającej Pomocy otrzymałem, gdy idąc przez park, zostałem zaatakowany przez recydywistę. Ten, grożąc mi nożem i pozbawieniem życia, chciał mnie zmusić do oddania mu wszystkich pieniędzy, jakie miałem przy sobie. W myśli poprosiłem Matkę Bożą o pomoc. Sam nie wiem kiedy wstąpiła we mnie ta siła, odparłem atak, uderzyłem napastnika i pędem, czując opiekę i wsparcie Maryi, wsiadłem do stojącej niedaleko taksówki i pojechałem do domu.

 

Ostatni przypadek, o którym chciałem wspomnieć, jest związany z sytuacją, gdy przechodziłem na pasach do pobliskiego parku. Niewiele brakowało, a zostałbym potrącony przez samochód. Młody człowiek siedzący za kierownicą i rozmawiający przez telefon, przejechał prawie po moich butach. Zrobił to tak szybko, że przecinając skrzyżowanie, wymusił pierwszeństwo i wstrzymał prawidłowy ruch.

 

Za wszystko, co otrzymałem w swoim życiu od Pana Boga za pośrednictwem Matki Bożej Nieustającej Pomocy i od św. Józefa, bardzo serdecznie dziękuję. Teraz, gdy jestem już na emeryturze, postanowiłem nie opuścić żadnej codziennej Mszy Świętej. Modlitwa w stanach załamania czy w czasie problemów życiowych ma ogromny sens. W trudnościach życiowych Pan Bóg nie zostawia nas samych…

 

Pozdrawiam Was serdecznie. Z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Edward z Wielkopolski

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Szanowni Państwo

 

Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi tego wspaniałego pisma oraz za wszystkie inne prezenty. Chciałem podzielić się krótkim świadectwem. Otóż dzięki Matce Bożej żyję już ponad 40 lat „innym życiem”. W 1980 roku przeżyłem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym lekarze praktycznie nie dawali mi żadnych szans. Później, gdy mój stan się poprawił, stwierdzili, że jestem skazany na wózek inwalidzki do końca moich dni. Tymczasem mijały lata, a ja zacząłem sobie sam ze wszystkim dawać radę. Nie potrzebuję wózka… Codziennie odmawiam Różaniec, dziękując Matce Najświętszej za otrzymane – za Jej wstawiennictwem – łaski. Życzę Wam wiele sił i zdrowia. Z Panem Bogiem.

Jan

Szczęść Boże!

 

Pragnę pięknie podziękować za wszelkie przesyłki, które otrzymuję ze Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Dziękuję także za przesłane życzenia urodzinowe oraz za ofiarowaną modlitwę w mojej intencji. Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza ma w Swojej opiece Pana Prezesa i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Bóg zapłać!

Andrzej z Elbląga 

Szczęść Boże!

 

Pragnę podziękować Matce Przenajświętszej Królowej Pompejańskiej za łaskę cudownego uzdrowienia mnie z bardzo ciężkiej choroby nowotworowej. Rokowania co do mojego wyzdrowienia były słabe, nowotwór zaczął szybko atakować przerzutami, leczenie było trudne i uciążliwe. Wcześniej usłyszałem o Nowennie Pompejańskiej. Postanowiłem ją odmawiać i gorąco prosić Matkę Bożą o uzdrowienie. W osiemnastym dniu Nowenny wydarzył się cud. Poszedłem na kontrolę. Gdy leżałem w oczekiwaniu na badanie, gorąco się modliłem do Królowej Pompejańskiej o uzdrowienie i wtedy poczułem taką lekkość, wewnętrzny spokój. Czułem, że Maryja jest przy mnie i wszystko będzie dobrze.

 

Gdy po kilku dniach odebrałem wyniki, okazało się że po nowotworze nie ma śladu! Nie ma żadnych przerzutów i onkologicznie jestem zdrowy. Mój lekarz, gdy zobaczył wyniki badania, nie mógł się nadziwić. Dziś czuję się coraz lepiej. Oczywiście choroba i leczenie bardzo mnie osłabiły, ale wracam już powoli do sił i zdrowia. Dziękuję wszystkim, którzy modlili się o moje uzdrowienie. Matce Przenajświętszej dziękuję, że przywróciła mi zdrowie, dała nowe życie.

 

Wszystkim radzę – módlcie się gorąco do Królowej Pompejańskiej Różańca Świętego. Matka Boża zawsze wysłucha, pomoże, pobłogosławi. Odmawiajcie Różaniec – to potężna uzdrawiająca modlitwa, która chroni nas przed złem i pomaga przetrwać wszystkie niepowodzenia.

 

Maryja nikomu nie odmówi pomocy, kto o nią poprosi. Trzeba tylko gorąco się o to modlić, wierzyć w siłę Różańca Świętego i nie przerywać nowenny w trakcie odmawiania. Łaski otrzymamy za przyczyną Matki Najświętszej tylko przez modlitwę gorącą i szczerą.

 

Matko Najświętsza – proszę Cię z całego serca, czuwaj nade mną i całą moją rodziną. Błogosław, chroń od wszelkiego złego i ześlij potrzebne łaski, o które proszę. I nigdy nie opuszczaj!

Tomasz

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Na wstępie pragnę gorąco podziękować za wszystkie słowa zawarte w Waszej korespondencji. Jestem ogromnie zaszczycona, iż mam Wasze wsparcie modlitewne, a ponadto jeszcze otrzymuję od Was różne, jakże wartościowe prezenty. Ogromnie się tym cieszę. Wszystkie dary wykorzystam najlepiej jak potrafię.

Bogusława