Temat numeru
 
Franciszku, odbuduj Mój Kościół
Sławomir Skiba

papież FranciszekKiedy osiem lat temu ukazał się specjalny numer „Przymierza z Maryją” zatytułowany „Ty jesteś Piotr!”, nie sądziliśmy, że w tak nieoczekiwany sposób staniemy znów przed sytuacją zwołanego konklawe. W przededniu wysłania do druku obecnego numeru naszego pisma, 115 kardynałów z całego świata zadecydowało o przyszłych losach Kościoła, wybierając kolejnego następcę św. Piotra – Franciszka. Zmienił się Papież, ale dla zachowania wierności odwiecznemu nauczaniu Kościoła, istota papiestwa musi pozostać niezmienna, a Wikariusz Chrystusowy w osobie wybranego na Tron Piotrowy argentyńskiego kardynała Jorge Mario Bergoglio bierze na siebie brzemię odpowiedzialności za cały Kościół Święty.

Zapewne większość z nas Drodzy Przyjaciele poczuła boleśnie owego pamiętnego i historycznego dnia lutowego ten przeszywający serca katolickie cierń, jakim była wiadomość powtarzana przez wszystkie niemal media. Oto Ojciec Święty Benedykt XVI na przedpołudniowym spotkaniu z kardynałami nieoczekiwanie ogłosił zamiar swojej abdykacji, tj. oficjalnej rezygnacji z powierzonej mu misji przewodzenia Kościołowi jako Chrystusowy Namiestnik i następca św. Piotra. Jak trafnie skomentował tę informację kard. Angelo Sodano, spadła ona na nas, jak grom z jasnego nieba. A jakby na potwierdzenie tych słów, po południu nad Wiecznym Miastem rozpętała się potężna burza. Jedna zaś z błyskawic przeszyła niebo w taki sposób, że uderzyła w wierzchołek kopuły Bazyliki św. Piotra na Watykanie. Zdjęcie tego momentu – jak apokaliptyczny znak – obiegło cały świat za pośrednictwem licznych agencji informacyjnych.

Ileż pytań, lęku i niepewności zrodziło się w milionach dusz, które tamtego poniedziałku dowiedziały się o rychłym odejściu Papieża z piastowanego urzędu. Mimo wielu uspakajających komentarzy do tej decyzji papieskiej, nie sposób było zachować optymizm, gdy po raz pierwszy od 700 lat świat stał się świadkiem odchodzenia Papieża jeszcze za jego życia. Przez dwa tygodnie wierni z całego świata z nieukrywanym wzruszeniem żegnali ustępującego Wikariusza Chrystusa i zastanawiali się nad dramatyczną sytuacją całego Kościoła. W ostatnim dniu lutego byliśmy już świadkami, jak nieodwołany do wieczności Ojciec Święty Benedykt XVI oficjalnie rezygnuje i opuszcza Watykan, udając się do miejsca swojego odosobnienia. Komuś, kto kocha Kościół – naszą Matkę, z pewnością nie było łatwo patrzeć na te wydarzenia. Być może wielu z nas pozostało sam na sam z pytaniami, które niepokoją serca i każą głębiej zastanowić się nad tym, co może nas jeszcze czekać, a przede wszystkim, jakie burze mogą nadejść nad Łódź Piotrową – Mistyczne Ciało Chrystusa, jakim jest Kościół katolicki? I gdyby nie zapowiedź naszego Pana i Mistrza, że bramy piekielne go nie przemogą, to nasza wiara mogłaby być wystawiona na wielką próbę. I choć wybór nowego Papieża napełnił nas nową nadzieją, to jednak musimy być świadomi, że Ojciec Święty Franciszek staje u steru Łodzi Piotrowej, która miotana jest przez rozliczne burze.

Jako katolicy mamy obowiązek patrzenia na Kościół i współczesny świat oczami wiary. To ona pozwala nam przy pomocy łaski Bożej dostrzec, na jaką Kalwarię śladami swego Mistrza i Oblubieńca zmierza jego Oblubienica – Kościół Matka nasza. Po wielokroć papieże ostatnich dwustu lat zwracali światu uwagę na pogłębiający się kryzys wiary i moralności. Przypominali jednocześnie, że ten destrukcyjny dla świata i Kościoła proces nie jest anonimowy i nie dzieje się bez udziału i zaangażowania konkretnych ludzi oraz ideologii.

Papieskie napominanie

Błogosławiony Pius IX, papież, który ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, przestrzegał nie tylko przed otwartymi wrogami Kościoła, pragnącymi go zniszczyć od zewnątrz, ale też przed tymi wewnątrz Kościoła, którzy paktują ze złem:

 

Chociaż dzieci tego świata są bardziej przebiegłe niż dzieci światłości, to ich podstępy i gwałty odnosiłyby niewątpliwie mniejsze sukcesy, gdyby wśród tych, którzy zwą się katolikami, nie było takich, co wyciągają do nich przyjazną dłoń. Tak, niestety są tacy, co sprawiają wrażenie, że pragną iść w zgodzie z naszymi wrogami i usiłują doprowadzić do przymierza między światłością a ciemnością, do układu między sprawiedliwością a nikczemnością, za pomocą doktryn tzw. liberalnego katolicyzmu. One to oparte na najzgubniejszych zasadach schlebiają władzy świeckiej, gdy wkracza w sprawy duchowe i skłaniają dusze, aby szanowały lub przynajmniej tolerowały najbardziej nikczemne prawa, jak gdyby zupełnie nie obowiązywało przykazanie, że nigdy nie można służyć dwom panom. Są oni o wiele bardziej niebezpieczni i szkodliwi niż zdeklarowani wrogowie, nie tylko dlatego, że wspomagają wysiłki tych ostatnich, być może nie zdając sobie z tego sprawy, lecz również dlatego, że utrzymując w pewnych granicach potępione poglądy, przybierają pozory uczciwości i czystości doktryny, mamiąc nieostrożnych zwolenników porozumienia i zwodząc uczciwych ludzi, którzy sprzeciwiliby się jawnemu błędowi. W ten sposób dzielą umysły, zrywają jedność i osłabiają siły, które powinny zjednoczyć się w walce z wrogiem.

 

Kolejny Ojciec Święty Leon XIII osobiście, w sposób mistyczny doświadczył tej rozgrywającej się walki piekła z Kościołem. Modląc się pewnego dnia, usłyszał rozmowę, w której diabeł buńczucznie zapowiadał Panu Jezusowi, że może zniszczyć Jego Kościół. Papież zrelacjonował później tę rozmowę gronu swoich współpracowników, którzy towarzyszyli mu na modlitwie i pytali, co się stało. Jak bowiem opowiadali, byli zaniepokojeni nagłym poruszeniem Papieża podczas modlitwy, a zaraz potem zdziwionym i przerażonym wyrazem jego twarzy. Ojciec Święty powiedział im, że w chwili, gdy zamierzał zakończyć modlitwę, usłyszał dwa głosy – jeden łagodny, drugi szorstki i twardy. Szorstkim głosem szatan powiedział: – Mogę zniszczyć Twój Kościół! Pan Bóg zaś łagodnym głosem odrzekł: – Możesz? Uczyń więc to. Szatan: – Do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy. Pan: – Ile czasu? Ile władzy? Szatan: – Od 75 do 100 lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą. Na to Pan: – Masz czas, będziesz miał władzę. Rób z tym, co zechcesz.

 

Natychmiast po tym widzeniu Leon XIII zamknął się w swoim gabinecie i po pół godziny przywołał do siebie Sekretarza Kongregacji Rytów, któremu wręczył arkusz papieru z zapisanym na nim tekstem modlitwy. Polecił wysłać ją wszystkim biskupom ordynariuszom na świecie. Była to modlitwa – egzorcyzm do św. Michała Archanioła: Święty Michale Archaniele! Broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen. Przez dziesiątki lat po każdej Mszy św. kapłani mieli obowiązek odmawiać tę modlitwę i prosić jej słowami św. Michała Archanioła o pomoc w tej walce Kościoła z siłami ciemności.

Papież potępia modernizm

Ale ta walka nie ustała. Przeciwnie, zgodnie z wieloma zapowiedziami i proroctwami świętych, nasiliła się, a kryzys wiary w niegdyś chrześcijańskich narodach ciągle się pogłębiał. Jednak walka z Kościołem nie ograniczała się tylko do otwartej wojny i bezpośrednich prześladowań, które często miały charakter krwawy, jak miało to miejsce m.in. w Meksyku na początku XX wieku. Wrogowie Kościoła coraz częściej próbowali zniszczyć go od środka przez propagowanie różnego rodzaju błędów, które miały prowadzić wiernych na manowce herezji, niszczyć dyscyplinę wewnątrz duchowieństwa i wreszcie uderzać w autorytet papiestwa i papieży. Jednak dzięki opiece Bożej i światłu Ducha Świętego, Kościół zbudowany na skale Piotrowej potrafił się obronić i ustami papieży demaskować przebiegłość wrogów. Tak było, kiedy nad Owczarnią Chrystusową zawisły czarne chmury błędów modernizmu, które wydawało się sprowadzą wiele dusz na drogę odstępstwa od prawdziwej wiary. Wówczas nastał wielki pontyfikat św. Piusa X, który zdemaskował intrygi wewnętrznych wrogów i na pewien czas powstrzymał ich ekspansję. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież Kościół na przestrzeni wieków zawsze musiał zwalczać i prostować jakieś błędy czy herezje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo tak krystalizowała się jego doktryna. Rzeczywiście tak było. Jednak herezja modernizmu, która przybierała już formę zorganizowanego ruchu wewnątrzkościelnego, okazała się tak niebezpieczną, że św. Pius X nazwał ją syntezą wszystkich herezji i wydał potępiającą ją encyklikę Pascendi dominici gregis. Święty Papież stwierdza w niej: Wyznać musimy, że szczególniej w ostatnich czasach wzrosła liczba takich nieprzyjaciół krzyża Chrystusowego, którzy za pomocą nowych a podstępnych środków usiłują paraliżować ożywcze działanie Kościoła, a nawet, gdyby się udało, doszczętnie wywrócić samo nawet królestwo Chrystusowe. (…) Zwlekać nam dłużej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczność, iż zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Otwarte potępienie przez Papieża modernizmu i jego propagatorów powstrzymało ich wówczas od opanowywania Kościoła. Wielu jednak z nich od tamtego czasu przeszło do konspiracji, znajdując uczniów i naśladowców w kolejnych pokoleniach aż do dzisiaj.

 

Papież Pius XI odpowiadając na postępujący proces zeświecczenia społeczeństw i próby wyrugowania religii katolickiej ze sfery życia publicznego i politycznego, przypomniał światu odwieczne nauczanie Kościoła dotyczące społecznego panowania Chrystusa Króla. Uczynił to przez encyklikę Quas primas, którą wprowadził święto Chrystusa Króla. W encyklice Papież napominał: Jeżeli więc teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa – Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwo ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych, tzw. laicyzm, jego błędy i niecne usiłowania; wiadomo Wam zaś, Czcigodni Bracia, że zbrodnia ta nie naraz dojrzała, lecz już od dawna ukrywała się w duszy społeczeństwa. Zaczęło się bowiem od tego, że przeczono panowaniu Chrystusa Pana nad wszystkimi narodami; odmawiano Kościołowi władzy nauczania ludzi, wydawania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od Chrystusa Pana, aby prowadził ludzi do szczęścia wiekuistego. I wtedy to zaczęto powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi religiami fałszywymi i stawiać ją bezczelnie w tym samym rzędzie (…) A nie brakło i państw, które sądziły, że mogą się obejść bez Boga i że ich religia to – bezbożność i lekceważenie Boga.

Diagnozę Piusa XI – mówiącego o zarazie zeświecczenia jako zbrodni, która od dawna w ukryciu rozwijała się w duszy społeczeństwa – kontynuuował jego następca, Pius XII opisujący całą taktykę działania subtelnego i tajemniczego wroga Kościoła: Można go znaleźć wszędzie i wśród wszystkich; potrafi być gwałtowny i przebiegły. Przez ostatnie stulecia usiłował dokonać intelektualnego, moralnego i społecznego rozkładu jedności w Mistycznym Ciele Chrystusa. Pragnął natury bez łaski, rozumu bez wiary, wolności bez władzy, a czasami władzy bez wolności. Jest to „wróg”, który coraz bardziej się ujawnia, nie mając jakichkolwiek skrupułów: Chrystus tak, Kościół nie; następnie Bóg tak, Chrystus nie; a w końcu bezbożny okrzyk: Bóg umarł, a nawet, Bóg nigdy nie istniał! A oto teraz próba budowania struktury świata na fundamentach, których nie wahamy się wskazać jako głównych przyczyn zagrożenia, jakie zawisło nad ludzkością: gospodarka bez Boga, prawo bez Boga, polityka bez Boga.

jan paweł II fatimaPomoc Maryi: zapowiedź kary i zwycięstwa


W obliczu tego bezbożnego procesu Pan nasz i Zbawiciel Jezus Chrystus nie pozostawił swego Kościoła na pastwę jego wrogów, ale poprzez kolejne znaki i wydarzenia, również te o nadprzyrodzonym charakterze, wskazywał drogi ratunku. Posyłał też wielokrotnie swoją ukochaną Matkę, aby wzywała krnąbrne dzieci do nawrócenia i przestrzegła przed mającymi nadejść karami, jeśli świat Jej nie posłucha. I tak Maryja przychodziła na rue de Bac w Paryżu (w 1830 roku), do La Salette (1846), Lourdes (1858), Fatimy (1917) i całkiem niedawno do japońskiej Akita (1973). Za każdym razem piętnowała grzechy zarówno te panoszące się w życiu prywatnym, jak i te publiczne, które próbują odebrać władzę Jej oraz Jej Syna nad całymi narodami. Bardzo wyraźnie mówiła też o atakach na Kościół oraz o jego wrogach zarówno tych zewnętrznych, jak i tych, którzy są wewnątrz i jako niewierni słudzy zdradzają Zbawiciela, zadając mu największe rany i ból. Za pośrednictwem św. Katarzyny Labouré w Paryżu przekazała światu Cudowny Medalik jako ratunek i broń przeciwko złemu duchowi. W La Salette płakała nad stanem Kościoła i straszliwymi grzechami popełnianymi przez jego sługi. W Lourdes potwierdziła niejako autorytet i władzę Papieża, kiedy wkrótce po ogłoszeniu przez bł. Piusa IX dogmatu o Jej Niepokalanym Poczęciu ukazała się mówiąc o sobie Ja jestem Niepokalane Poczęcie. W Fatimie zapowiedziała straszliwe kary, jakie spadną na cały świat, jeśli ludzie się nie nawrócą, i wreszcie zapowiedziała czas triumfu Jej Niepokalanego Serca. W Akita opisała tragiczny stan spustoszonej winnicy Pańskiej, grzechy ludzi Kościoła i raz jeszcze ostrzegła przed nieuniknionym nadejściem straszliwych kar dla pogrążonej w grzechach ludzkości.

Prorokom zdrowego rozsądku pod rozwagę


Tak zwani prorocy zdrowego rozsądku mogliby zarzucić nam propagowanie czarnowidztwa i pesymizm w patrzeniu na współczesny świat oraz wyolbrzymianie faktów związanych z kryzysem, jaki ich zdaniem w ogóle nie dotyka Kościoła. Zapewne przy tej okazji powołaliby się na swoistą interpretację Soboru Watykańskiego II, który zachęcał do większego otwarcia na świat i domagaliby się w ogóle „więcej radości”. Może ten i ów dla skrytykowania takiej wizji użyłby nawet określenia tzw. papieży soborowych, aby wskazać, że od czasów Vaticanum II namiestnicy Chrystusowi nawołują do większego optymizmu. Tym wszystkim „mentorom radości ponad wszystko” warto pod rozwagę przywołać słowa ostatnich papieży właśnie. W 1968 roku w jednym ze swoich przemówień Papież Paweł VI stwierdził: – Kościół znajduje się w okresie niepokoju. Niektórzy dokonują samokrytyki, można by nawet powiedzieć – samozniszczenia. Mamy do czynienia z czymś w rodzaju ostrego i złożonego zaburzenia wewnętrznego, którego po soborze nikt się nie spodziewał.(…) Kościół raniony jest również przez tych, którzy stanowią jego część. Ojciec Święty powrócił do tego tematu podczas swego przemówienia z okazji dziewiątej rocznicy koronacji papieskiej mówiąc, że odnosi wrażenie jakby dym szatana wśliznął się do Świątyni Boga przez jakąś szczelinę, a dokładnie – przez okna, które powinny być otwarte na światło. Myśleliśmy, że po soborze rozpoczną się słoneczne dni w historii Kościoła. A zamiast tego nadszedł dzień pochmurny, burzliwy i ciemny, pełen pytań i niepewności.

 

Myliłby się również ten, kto by sądził, że bł. Jan Paweł II daleki był od takiej diagnozy sytuacji, jaką stawiali nie raz jego poprzednicy i nie dostrzegał kryzysu wiary. – Trzeba być realistą i uznać z głębokim i bolesnym odczuciem, że duża część dzisiejszych chrześcijan czuje się zagubiona, zmieszana, zakłopotana, a nawet rozczarowana: idee sprzeciwiające się objawionej i niezmiennej Prawdzie rozprzestrzeniają się szeroko i daleko; otwarte herezje w dziedzinie dogmatów i moralności zostały rozpowszechnione wywołując zwątpienie, zamęt i bunt; nawet liturgia została zmieniona. Zanurzeni w intelektualnym i moralnym «relatywizmie» a przez to w permisywizmie, chrześcijanie są kuszeni przez ateizm, agnostycyzm, moralnie nieokreślony iluminizm, chrześcijaństwo socjologiczne bez zdefiniowanych dogmatów i obiektywnej moralności – stwierdzał Ojciec Święty w przemówieniu z 6 lutego 1981 r. opublikowanym przez „L’Osservatore Romano” następnego dnia po tym wystąpieniu.

Raport o stanie wiary

Kardynał Ratzinger jeszcze jako Prefekt Kongregacji Nauki Wiary w książce Raport o stanie wiary również nie pozostawiał złudzeń: Bezsprzecznie ostatnie dwudziestolecie było dla Kościoła katolickiego niefortunne. Skutki tego, co nastąpiło po soborze, są przeciwne oczekiwaniom wszystkich, także oczekiwaniom papieży Jana XXIII i Pawła VI. Chrześcijanie na nowo są w mniejszości i to bardziej jeszcze, niż byli u schyłku starożytności. (…) Papieże i Ojcowie Soborowi oczekiwali nowego zjednoczenia katolików, a tymczasem nastąpiła taka niezgoda, że wydaje się – używając słów Pawła VI – iż «autokrytyka przerodziła się w autodestrukcję». Oczekiwano przypływu entuzjazmu, a tymczasem nastąpił dojmujący upadek ducha i zniechęcenie. Oczekiwano skoku w przód, a tymczasem nastąpiła dekadencja spod znaku rzekomego «ducha soboru», natomiast jego prawdziwy duch został w ten sposób zdyskredytowany. (…) Stawiam diagnozę, iż chodzi tu o prawdziwy kryzys, który można leczyć i wyleczyć. Podczas pielgrzymki do Fatimy, już jako Ojciec Święty, Benedykt XVI przypomniał wizję cierpienia Kościoła zawartą w III części tajemnicy fatimskiej. Podkreślił też, że objawienia w Fatimie mówią m.in. o atakach na Papieża i Kościół, zarówno tych z zewnątrz, jak i pochodzących od ludzi Kościoła, którzy swoimi grzechami przysparzają Mistycznemu Ciału Chrystusa dodatkowych cierpień. To od zawsze było wiadome, ale dzisiaj widzimy to w naprawdę przerażający sposób. Największy ciężar na Kościół nie spada od wrogów zewnętrznych, ale zrodził się z grzechu wewnątrz Kościoła – stwierdził Ojciec Święty.

Warto wreszcie przypomnieć także to wstrząsające rozważanie kard. Josepha Ratzingera i jego modlitwę w trakcie Drogi Krzyżowej w Koloseum, w pamiętny Wielki Piątek 2005 roku, na kilka dni przed odejściem do wieczności bł. Jana Pawła II. Rozważając dziewiątą stację, kardynał prefekt modlił się: Co mówi nam trzeci upadek Jezusa pod ciężarem krzyża? Może nasuwać myśli o upadku wszystkich ludzi, o oddaleniu się od Chrystusa wielu chrześcijan, zdających się na sekularyzm bez Boga. Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym, ile Chrystus musi wycierpieć w swoim Kościele? Ileż razy nadużywa się sakramentu Jego obecności, jak często wchodzi On w puste i niegodziwe serca! Ileż razy czcimy samych siebie, nie biorąc Go nawet pod uwagę! Ileż razy Jego słowo jest wypaczane i nadużywane! Jak mało wiary jest w licznych teoriach, ileż pustych słów! Ile brudu jest w Kościele, i to właśnie wśród tych, którzy poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy i samouwielbienia! Jak mało cenimy sobie sakrament pojednania, w którym On czeka, by nas podźwignąć z upadków! To wszystko jest obecne w Jego męce. Zdrada uczniów, niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi jest z pewnością największym bólem, który przeszywa serce Zbawiciela. Nie pozostaje nam nic innego, jak z głębi duszy wołać do Niego Kyrie, eleison — Panie, ratuj! (por. Mt 8, 25). Panie, tak często Twój Kościół przypomina tonącą łódź. Łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła. Ale to my sami je zbrukaliśmy! To my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem: także w nim Adam ciągle na nowo upada. Naszym upadkiem powalamy Cię na ziemię. A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją, że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła, będziesz leżał na ziemi, pokonany. Ty jednak podniesiesz się. Podniosłeś się, zmartwychwstałeś i możesz podźwignąć także nas. Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół. Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich.

Z papieżem do zwycięstwa


W radosnym okresie Wielkanocnym, kiedy radujemy się zwycięstwem naszego Pana nad śmiercią, piekłem i szatanem, nad wszelkimi spiskami i knowaniami Jego wrogów, z entuzjazmem zwracamy się do nowego Papieża – Wikariusza Chrystusowego Franciszka i zapewniamy go o naszej synowskiej wierności w tej walce przeciwko wrogom naszego zbawienia i wrogom cywilizacji chrześcijańskiej. Prosimy Cię Ojcze Święty, prowadź nas aż do triumfalnego zwycięstwa, o którym zapewniła nas sama Matka Boża w Fatimie! Niech słowa ukrzyżowanego Pana Jezusa z kościoła San Damiano: Franciszku, idź odbuduj Mój Kościół, gdyż popada w ruinę!, skierowane do świętego z Asyżu, staną się drogowskazem naszego Papieża na drodze do odbudowy Kościoła i całej cywilizacji chrześcijańskiej.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Matka Kościoła zmiażdży jego głowę!
Dopiero co nastał nam nowy rok, a już za moment przeżywać będziemy Wielki Post. Szczególny to czas, w którym możemy przyjrzeć się wnikliwiej naszej chrześcijańskiej postawie i dokonać w niej niezbędnych korekt tak, by rzeczywiście być solą ziemi i świadectwem dla świata. Wszak Krew naszego Pana nie darmo została wylana za nas i za wielu…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Dziękuję za każdy przeżyty dzień

Pani Henryka Kłopotowska należy do Apostolatu Fatimy od jego początków, czyli od 2003 roku. Pochodzi z parafii Przemienienia Pańskiego w Perlejewie koło Siemiatycz. Tam przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania, tam również mając zaledwie 17 lat zawarła sakrament małżeństwa.

 

– Po ślubie z mężem Stanisławem mieszkaliśmy w Siemiatyczach, ale w 1999 roku przeprowadziliśmy się do Białegostoku – opowiada Pani Henryka. – Tu należeliśmy najpierw do parafii katedralnej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale później przenieśliśmy się na nowe osiedle i teraz chodzimy do kościoła pw. bł. Bolesławy Lament. Katedra była przepiękna, stara, a w nowym kościele jest na razie bardzo skromnie, chociaż ksiądz proboszcz stara się to zmienić, i w miarę możliwości finansowych robi, co się da.


– Mąż pracował 54 lata jako kierowca, 36 lat jeździł po Europie. Gdy mąż zarabiał, ja wychowywałam dzieci. Pilnowałam, żeby iść z nimi do kościoła na pierwszy piątek, do spowiedzi i Komunii, żeby je nauczyć, że tak trzeba. Teraz to
mój starszy syn, Sławek, musi o tym pamiętać i prowadzić do kościoła swoje dzieci. Czasami mogę mu co najwyżej o tym przypomnieć. Sławek jest szanowanym radcą prawnym, ale wciąż jako lektor służy do Mszy Świętej, co jest dla mnie wielkim zaszczytem. Synowa też jest bardzo religijna, z czego jestem bardzo zadowolona. Mam dwóch wnuków: jeden już pracuje, a drugi kończy studia.


– Młodszy syn, Ernest, skończył szkołę zawodową i interesuje się informatyką. Chodzi do kościoła, co miesiąc jest u spowiedzi i Komunii, co jest dla mnie bardzo ważne.


W Apostolacie od 20 lat


– Do Apostolatu Fatimy należę od 2003 roku. W 2017 roku byłam nawet zaproszona na Kongres Apostołów Fatimy w Krakowie. Przy okazji odwiedziłam wtedy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia i Sanktuarium Jana Pawła II.


– Przez 20 lat dostałam ze Stowarzyszenia tak dużo dewocjonaliów, że trudno wszystkie spamiętać. Były wśród nich różańce, książki, szkaplerz, kropielnica i różne obrazki. Niedawno otrzymałam piękne wizerunki Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi, które oprawione w ramki wiszą na ścianie w moim pokoju. Z kolei figura Matki Bożej Fatimskiej stoi w witrynie.


– Kiedyś nazbierałam tak dużo numerów „Przymierza z Maryją”, że nie wiedziałam, co z nimi zrobić. W końcu mąż zaniósł je do katedry i w ciągu dwóch dni się rozeszły, a ja je gromadziłam może nawet ponad 10 lat. Dopiero teraz, z ostatniego numeru „Przymierza…”, dowiedziałam się, że na obrazie Matka Boża Ostrobramska jest pokazana bez Pana Jezusa, bo nosiła Go wtedy pod swoim sercem. I że oryginał tego obrazu znajduje się w Wilnie, w Ostrej Bramie.


Złote gody na Jasnej Górze


Warto w tym miejscu wspomnieć, że Pani Henryka osobiście pielgrzymowała do ostrobramskiego – i nie tylko sanktuarium. – W 1992 roku byłam z mężem i młodszym synem w Druskiennikach i Ostrej Bramie, w kościele św. św. Piotra i Pawła. Wspólnie nawiedziliśmy również kilka razy sanktuarium Matki Bożej w Licheniu. Pamiętam, że jak byłam tam po raz pierwszy w 1994 roku z pielgrzymką z mojej parafii, to był tam tylko pusty plac; ziemia była dopiero poświęcona. A jak pojechałam tam z mężem kilka lat później, to zwiedzaliśmy kościół św. Doroty, Las Grębliński, drogę krzyżową, byliśmy na Mszy Świętej i Apelu Jasnogórskim. Kilka razy byliśmy także w Częstochowie. Naszą 50. rocznicę ślubu obchodziliśmy właśnie w jasnogórskim sanktuarium. Uczestniczyliśmy wtedy w Różańcu i Mszy Świętej w naszej intencji w Kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej.

Jak być szczęśliwym


– Teraz opiekuję się mężem. On tyle lat pracował i zrobił dla nas bardzo dużo. Na co dzień wspólnie odmawiamy Różaniec z
 Radiem Maryja i Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Ostatnimi czasy najczęściej modlę się za zmarłych z naszych rodzin, a także o zdrowie i pokój w rodzinie. Dziękuję Panu Bogu za każdy przeżyty dzień, za rodzinę, za wnuki. Za to, że czuwa nade mną, że mam siłę do pracy. Czasami jest ciężko nawet obiad ugotować, ale jak wszystko się uda, to dziękuję za to Matce Bożej i Duchowi Świętemu.

Zakończmy to świadectwo Pani Henryki słowami, które usłyszała kiedyś od matki swojego męża i które utkwiły Jej w pamięci: – Kogo Pan Bóg kocha, temu krzyże daje, kto je cierpliwie znosi, szczęśliwym zostaje.


Oprac. JK


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przesłanie mi pięknego kalendarza „366 dni z Maryją” na rok 2024. Zajmie on bardzo ważne miejsce w moim domu. Obecność Maryi pomaga mi przezwyciężyć samotność i czasami smutek. Ona mnie nie opuści!

Barbara z Rudy Śląskiej

 

Szczęść Boże!

Jako mała dziewczynka zachorowałam na zapalenie opon mózgowych i wyszłam z tego zupełnie zdrowa. Do 18. roku życia byłam pod lekarską kontrolą, miałam nigdy nie mieć dzieci, a urodziłam ich czworo. Pierwsze dziecko zmarło mając 6 tygodni na zapalenie płuc. Mam jednego syna i dwie córki, doczekałam się pięciorga wnuków i jednego prawnuka. Wierzę, że z Bożą pomocą można osiągnąć wszystko czego człowiek pragnie. Chciałabym, żeby wszyscy ludzie uwierzyli w łaski, które płyną od Pana Jezusa za przyczyną Matki Najświętszej.

Lilianna ze Śląska

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na wstępie serdecznie dziękuję za życzenia błogosławieństwa Bożego i opieki Najświętszej Maryi Panny. Podziękowania składam również za interesującą i wartościową książkę autorstwa Jerzego Wolaka o objawieniach Maki Bożej w Akicie. Maryja ciągle ostrzega nas przed Bożym gniewem i nie chce, abyśmy zginęli śmiercią wieczną. Matka Boża pragnie nas ratować i powinniśmy o tym zawsze pamiętać. Nadchodzą bardzo trudne czasy. Bardzo często zastanawiam się nad tym, że jeżeli ludzkość nie pokona grzechu, to Bóg może nas ukarać. Modlę się więc do Niepokalanego Serca Maryi, aby Ono zatryumfowało dla całej ludzkości. Kończąc moje przemyślenia na temat tych pełnych zamętu czasów – pamiętajmy, że Matka Boża nas przed nimi ostrzega, cały świat (w tym nasza Ojczyzna) jest zagrożony aborcją, eutanazją, ingerencją w płeć czy błędami popełnianymi przez niektórych kapłanów. Częstym zjawiskiem w obecnych czasach jest krytyka Kościoła, księży, a także wyśmiewanie się z naszej wiary. Te zjawiska prowadzą do kłótni i nienawiści….

Marianna z Włocławka

 

Szczęść Boże!

Z całego serca dziękuję za „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie upominki. Wciąż dowiaduję się czegoś nowego z tej prasy katolickiej. Niech Bóg Was błogosławi. Proszę o modlitwę wstawienniczą za mnie w intencji szybkiego powrotu do zdrowia. Bóg zapłać za wszystko!

Justyna ze Śląska

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za piękny „Notes Apostoła Fatimy”, przygotowany z okazji 20-lecia istnienia Apostolatu Fatimy. Te 20 lat przyczyniły się do upowszechniania Prawdy, Dobra i Piękna, dzięki czemu wielu ludzi uznało te wartości za najistotniejsze w swoim życiu. Życzę Apostolatowi Fatimy i Panu Prezesowi wielu kolejnych lat w upowszechnianiu tego dzieła.

Marek z Lublina

 

Szczęść Boże!

Pragnę serdecznie podziękować za tak miłe i wzruszające życzenia urodzinowe. Jestem zachwycona tym, że przy nawale pracy w Stowarzyszeniu można jeszcze chwilę przeznaczyć dla innych. Jeszcze raz pięknie dziękuję, prosząc Matkę Bożą Częstochowską o opiekę i wiele łask tak potrzebnych do działania.

Z Panem Bogiem

Teresa z Częstochowy

 

Szczęść Boże!

Dziękuję za życzenia urodzinowe oraz za modlitwę. Pragnę w dużym skrócie podzielić się swoim życiem. Moja, mama urodzona w Warszawie, wojnę spędziła na Podhalu w oddziale AK. Pod koniec wojny dowiedziała się, że jej rodzina zginęła na Woli. Została sama z dzieckiem, które miała pod sercem. Wsiadła w pociąg i pojechała na ziemie odzyskane, gdzie przyjęli ją dobrzy ludzie. Znaleźli jej pracę, a ja wychowywałem się na wsi. Po przeprowadzce do Jeleniej Góry, gdzie zaopiekowali się nami jej znajomi z partyzantki, mama pracowała, a ja… wagarowałem. Na swoje potrzeby „zarabiałem” żebrząc pod kinem. Po przeprowadzce do Ząbkowic Śląskich mama zachorowała, a ja musiałem powtarzać piątą klasę. Po jej śmierci w 1958 roku, zostałem sam. Miałem 12 lat. Nazywano mnie „dzieckiem ulicy”. Trafiłem do znajomej mamy z dzieciństwa mieszkającej w Zakopanem. Traktowano mnie tam jak służącego. W kościele bywałem, choć w tym domu nie obchodzono świąt. Dziś mogę powiedzieć, że tak jak śmierć Pana Jezusa uratowała ludzkość, tak śmierć mamy uratowała mnie. To co nazywałem wolnością, było tak naprawdę moją „drogą krzyżową”. Wpadłem w szpony szatana. Gdy wyjechałem do Krakowa, ożeniłem się. Po roku dostałem mieszkanie, urodziła mi się córka i zacząłem wszystko od nowa. Wyjeżdżałem z zakładu pracy na Słowację, Węgry i do Izraela, gdzie zwiedziłem większość miejsc związanych ze Zbawicielem. Częste rozłąki oddaliły mnie jednak od żony. Byłem złym mężem i ojcem. Żona zachorowała na raka piersi i po ślubie córki i urodzeniu się wnuczki to ja się nią opiekowałem. Będąc na emeryturze, sam zacząłem chorować i miałem głęboką depresję. Wtedy nagle nastąpił przełom w moim życiu. Po przeczytaniu książki „Moc uwielbienia” odmieniło się wszystko. Wróciłem do Boga, zniknęły lęki depresyjne, a z nimi wszystko co było we mnie złe. Po latach poszedłem do spowiedzi. Od śmierci żony uczestniczę co dzień we Mszy Świętej, regularnie korzystam z sakramentu pokuty. Pojednałem się też z córką, która często odwiedza mnie wraz z wnuczką. Razem spędzamy święta.

Z Panem Bogiem

Ryszard z Krakowa

 

Szczęść Boże!

Jestem bardzo wdzięczna Waszemu Stowarzyszeniu za wszelkie kampanie – nie tylko kalendarze, ale i inne ciekawe książki czy gazetę „Przymierze z Maryją”. Już od kilku lat ten piękny kalendarz z Maryją ubogaca moje mieszkanie, ponieważ jestem wielką czcicielką Najświętszej Maryi Panny. Dlatego bardzo zasmuciło mnie to, że może go już nie otrzymam. Dziękuję za wszystko!

Elżbieta z Wieprza