Kiedy osiem lat temu ukazał się specjalny numer „Przymierza z Maryją” zatytułowany „Ty jesteś Piotr!”, nie sądziliśmy, że w tak nieoczekiwany sposób staniemy znów przed sytuacją zwołanego konklawe. W przededniu wysłania do druku obecnego numeru naszego pisma, 115 kardynałów z całego świata zadecydowało o przyszłych losach Kościoła, wybierając kolejnego następcę św. Piotra – Franciszka. Zmienił się Papież, ale dla zachowania wierności odwiecznemu nauczaniu Kościoła, istota papiestwa musi pozostać niezmienna, a Wikariusz Chrystusowy w osobie wybranego na Tron Piotrowy argentyńskiego kardynała Jorge Mario Bergoglio bierze na siebie brzemię odpowiedzialności za cały Kościół Święty.
Zapewne większość z nas Drodzy Przyjaciele poczuła boleśnie owego pamiętnego i historycznego dnia lutowego ten przeszywający serca katolickie cierń, jakim była wiadomość powtarzana przez wszystkie niemal media. Oto Ojciec Święty Benedykt XVI na przedpołudniowym spotkaniu z kardynałami nieoczekiwanie ogłosił zamiar swojej abdykacji, tj. oficjalnej rezygnacji z powierzonej mu misji przewodzenia Kościołowi jako Chrystusowy Namiestnik i następca św. Piotra. Jak trafnie skomentował tę informację kard. Angelo Sodano, spadła ona na nas, jak grom z jasnego nieba. A jakby na potwierdzenie tych słów, po południu nad Wiecznym Miastem rozpętała się potężna burza. Jedna zaś z błyskawic przeszyła niebo w taki sposób, że uderzyła w wierzchołek kopuły Bazyliki św. Piotra na Watykanie. Zdjęcie tego momentu – jak apokaliptyczny znak – obiegło cały świat za pośrednictwem licznych agencji informacyjnych.
Ileż pytań, lęku i niepewności zrodziło się w milionach dusz, które tamtego poniedziałku dowiedziały się o rychłym odejściu Papieża z piastowanego urzędu. Mimo wielu uspakajających komentarzy do tej decyzji papieskiej, nie sposób było zachować optymizm, gdy po raz pierwszy od 700 lat świat stał się świadkiem odchodzenia Papieża jeszcze za jego życia. Przez dwa tygodnie wierni z całego świata z nieukrywanym wzruszeniem żegnali ustępującego Wikariusza Chrystusa i zastanawiali się nad dramatyczną sytuacją całego Kościoła. W ostatnim dniu lutego byliśmy już świadkami, jak nieodwołany do wieczności Ojciec Święty Benedykt XVI oficjalnie rezygnuje i opuszcza Watykan, udając się do miejsca swojego odosobnienia. Komuś, kto kocha Kościół – naszą Matkę, z pewnością nie było łatwo patrzeć na te wydarzenia. Być może wielu z nas pozostało sam na sam z pytaniami, które niepokoją serca i każą głębiej zastanowić się nad tym, co może nas jeszcze czekać, a przede wszystkim, jakie burze mogą nadejść nad Łódź Piotrową – Mistyczne Ciało Chrystusa, jakim jest Kościół katolicki? I gdyby nie zapowiedź naszego Pana i Mistrza, że bramy piekielne go nie przemogą, to nasza wiara mogłaby być wystawiona na wielką próbę. I choć wybór nowego Papieża napełnił nas nową nadzieją, to jednak musimy być świadomi, że Ojciec Święty Franciszek staje u steru Łodzi Piotrowej, która miotana jest przez rozliczne burze.
Jako katolicy mamy obowiązek patrzenia na Kościół i współczesny świat oczami wiary. To ona pozwala nam przy pomocy łaski Bożej dostrzec, na jaką Kalwarię śladami swego Mistrza i Oblubieńca zmierza jego Oblubienica – Kościół Matka nasza. Po wielokroć papieże ostatnich dwustu lat zwracali światu uwagę na pogłębiający się kryzys wiary i moralności. Przypominali jednocześnie, że ten destrukcyjny dla świata i Kościoła proces nie jest anonimowy i nie dzieje się bez udziału i zaangażowania konkretnych ludzi oraz ideologii.
Papieskie napominanie
Błogosławiony Pius IX, papież, który ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, przestrzegał nie tylko przed otwartymi wrogami Kościoła, pragnącymi go zniszczyć od zewnątrz, ale też przed tymi wewnątrz Kościoła, którzy paktują ze złem:
Chociaż dzieci tego świata są bardziej przebiegłe niż dzieci światłości, to ich podstępy i gwałty odnosiłyby niewątpliwie mniejsze sukcesy, gdyby wśród tych, którzy zwą się katolikami, nie było takich, co wyciągają do nich przyjazną dłoń. Tak, niestety są tacy, co sprawiają wrażenie, że pragną iść w zgodzie z naszymi wrogami i usiłują doprowadzić do przymierza między światłością a ciemnością, do układu między sprawiedliwością a nikczemnością, za pomocą doktryn tzw. liberalnego katolicyzmu. One to oparte na najzgubniejszych zasadach schlebiają władzy świeckiej, gdy wkracza w sprawy duchowe i skłaniają dusze, aby szanowały lub przynajmniej tolerowały najbardziej nikczemne prawa, jak gdyby zupełnie nie obowiązywało przykazanie, że nigdy nie można służyć dwom panom. Są oni o wiele bardziej niebezpieczni i szkodliwi niż zdeklarowani wrogowie, nie tylko dlatego, że wspomagają wysiłki tych ostatnich, być może nie zdając sobie z tego sprawy, lecz również dlatego, że utrzymując w pewnych granicach potępione poglądy, przybierają pozory uczciwości i czystości doktryny, mamiąc nieostrożnych zwolenników porozumienia i zwodząc uczciwych ludzi, którzy sprzeciwiliby się jawnemu błędowi. W ten sposób dzielą umysły, zrywają jedność i osłabiają siły, które powinny zjednoczyć się w walce z wrogiem.
Kolejny Ojciec Święty Leon XIII osobiście, w sposób mistyczny doświadczył tej rozgrywającej się walki piekła z Kościołem. Modląc się pewnego dnia, usłyszał rozmowę, w której diabeł buńczucznie zapowiadał Panu Jezusowi, że może zniszczyć Jego Kościół. Papież zrelacjonował później tę rozmowę gronu swoich współpracowników, którzy towarzyszyli mu na modlitwie i pytali, co się stało. Jak bowiem opowiadali, byli zaniepokojeni nagłym poruszeniem Papieża podczas modlitwy, a zaraz potem zdziwionym i przerażonym wyrazem jego twarzy. Ojciec Święty powiedział im, że w chwili, gdy zamierzał zakończyć modlitwę, usłyszał dwa głosy – jeden łagodny, drugi szorstki i twardy. Szorstkim głosem szatan powiedział: – Mogę zniszczyć Twój Kościół! Pan Bóg zaś łagodnym głosem odrzekł: – Możesz? Uczyń więc to. Szatan: – Do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy. Pan: – Ile czasu? Ile władzy? Szatan: – Od 75 do 100 lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą. Na to Pan: – Masz czas, będziesz miał władzę. Rób z tym, co zechcesz.
Natychmiast po tym widzeniu Leon XIII zamknął się w swoim gabinecie i po pół godziny przywołał do siebie Sekretarza Kongregacji Rytów, któremu wręczył arkusz papieru z zapisanym na nim tekstem modlitwy. Polecił wysłać ją wszystkim biskupom ordynariuszom na świecie. Była to modlitwa – egzorcyzm do św. Michała Archanioła: Święty Michale Archaniele! Broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen. Przez dziesiątki lat po każdej Mszy św. kapłani mieli obowiązek odmawiać tę modlitwę i prosić jej słowami św. Michała Archanioła o pomoc w tej walce Kościoła z siłami ciemności.
Papież potępia modernizm
Ale ta walka nie ustała. Przeciwnie, zgodnie z wieloma zapowiedziami i proroctwami świętych, nasiliła się, a kryzys wiary w niegdyś chrześcijańskich narodach ciągle się pogłębiał. Jednak walka z Kościołem nie ograniczała się tylko do otwartej wojny i bezpośrednich prześladowań, które często miały charakter krwawy, jak miało to miejsce m.in. w Meksyku na początku XX wieku. Wrogowie Kościoła coraz częściej próbowali zniszczyć go od środka przez propagowanie różnego rodzaju błędów, które miały prowadzić wiernych na manowce herezji, niszczyć dyscyplinę wewnątrz duchowieństwa i wreszcie uderzać w autorytet papiestwa i papieży. Jednak dzięki opiece Bożej i światłu Ducha Świętego, Kościół zbudowany na skale Piotrowej potrafił się obronić i ustami papieży demaskować przebiegłość wrogów. Tak było, kiedy nad Owczarnią Chrystusową zawisły czarne chmury błędów modernizmu, które wydawało się sprowadzą wiele dusz na drogę odstępstwa od prawdziwej wiary. Wówczas nastał wielki pontyfikat św. Piusa X, który zdemaskował intrygi wewnętrznych wrogów i na pewien czas powstrzymał ich ekspansję. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież Kościół na przestrzeni wieków zawsze musiał zwalczać i prostować jakieś błędy czy herezje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo tak krystalizowała się jego doktryna. Rzeczywiście tak było. Jednak herezja modernizmu, która przybierała już formę zorganizowanego ruchu wewnątrzkościelnego, okazała się tak niebezpieczną, że św. Pius X nazwał ją syntezą wszystkich herezji i wydał potępiającą ją encyklikę Pascendi dominici gregis. Święty Papież stwierdza w niej: Wyznać musimy, że szczególniej w ostatnich czasach wzrosła liczba takich nieprzyjaciół krzyża Chrystusowego, którzy za pomocą nowych a podstępnych środków usiłują paraliżować ożywcze działanie Kościoła, a nawet, gdyby się udało, doszczętnie wywrócić samo nawet królestwo Chrystusowe. (…) Zwlekać nam dłużej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczność, iż zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Otwarte potępienie przez Papieża modernizmu i jego propagatorów powstrzymało ich wówczas od opanowywania Kościoła. Wielu jednak z nich od tamtego czasu przeszło do konspiracji, znajdując uczniów i naśladowców w kolejnych pokoleniach aż do dzisiaj.
Papież Pius XI odpowiadając na postępujący proces zeświecczenia społeczeństw i próby wyrugowania religii katolickiej ze sfery życia publicznego i politycznego, przypomniał światu odwieczne nauczanie Kościoła dotyczące społecznego panowania Chrystusa Króla. Uczynił to przez encyklikę Quas primas, którą wprowadził święto Chrystusa Króla. W encyklice Papież napominał: Jeżeli więc teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa – Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwo ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych, tzw. laicyzm, jego błędy i niecne usiłowania; wiadomo Wam zaś, Czcigodni Bracia, że zbrodnia ta nie naraz dojrzała, lecz już od dawna ukrywała się w duszy społeczeństwa. Zaczęło się bowiem od tego, że przeczono panowaniu Chrystusa Pana nad wszystkimi narodami; odmawiano Kościołowi władzy nauczania ludzi, wydawania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od Chrystusa Pana, aby prowadził ludzi do szczęścia wiekuistego. I wtedy to zaczęto powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi religiami fałszywymi i stawiać ją bezczelnie w tym samym rzędzie (…) A nie brakło i państw, które sądziły, że mogą się obejść bez Boga i że ich religia to – bezbożność i lekceważenie Boga.
Diagnozę Piusa XI – mówiącego o zarazie zeświecczenia jako zbrodni, która od dawna w ukryciu rozwijała się w duszy społeczeństwa – kontynuuował jego następca, Pius XII opisujący całą taktykę działania subtelnego i tajemniczego wroga Kościoła: Można go znaleźć wszędzie i wśród wszystkich; potrafi być gwałtowny i przebiegły. Przez ostatnie stulecia usiłował dokonać intelektualnego, moralnego i społecznego rozkładu jedności w Mistycznym Ciele Chrystusa. Pragnął natury bez łaski, rozumu bez wiary, wolności bez władzy, a czasami władzy bez wolności. Jest to „wróg”, który coraz bardziej się ujawnia, nie mając jakichkolwiek skrupułów: Chrystus tak, Kościół nie; następnie Bóg tak, Chrystus nie; a w końcu bezbożny okrzyk: Bóg umarł, a nawet, Bóg nigdy nie istniał! A oto teraz próba budowania struktury świata na fundamentach, których nie wahamy się wskazać jako głównych przyczyn zagrożenia, jakie zawisło nad ludzkością: gospodarka bez Boga, prawo bez Boga, polityka bez Boga.
Pomoc Maryi: zapowiedź kary i zwycięstwa
W obliczu tego bezbożnego procesu Pan nasz i Zbawiciel Jezus Chrystus nie pozostawił swego Kościoła na pastwę jego wrogów, ale poprzez kolejne znaki i wydarzenia, również te o nadprzyrodzonym charakterze, wskazywał drogi ratunku. Posyłał też wielokrotnie swoją ukochaną Matkę, aby wzywała krnąbrne dzieci do nawrócenia i przestrzegła przed mającymi nadejść karami, jeśli świat Jej nie posłucha. I tak Maryja przychodziła na rue de Bac w Paryżu (w 1830 roku), do La Salette (1846), Lourdes (1858), Fatimy (1917) i całkiem niedawno do japońskiej Akita (1973). Za każdym razem piętnowała grzechy zarówno te panoszące się w życiu prywatnym, jak i te publiczne, które próbują odebrać władzę Jej oraz Jej Syna nad całymi narodami. Bardzo wyraźnie mówiła też o atakach na Kościół oraz o jego wrogach zarówno tych zewnętrznych, jak i tych, którzy są wewnątrz i jako niewierni słudzy zdradzają Zbawiciela, zadając mu największe rany i ból. Za pośrednictwem św. Katarzyny Labouré w Paryżu przekazała światu Cudowny Medalik jako ratunek i broń przeciwko złemu duchowi. W La Salette płakała nad stanem Kościoła i straszliwymi grzechami popełnianymi przez jego sługi. W Lourdes potwierdziła niejako autorytet i władzę Papieża, kiedy wkrótce po ogłoszeniu przez bł. Piusa IX dogmatu o Jej Niepokalanym Poczęciu ukazała się mówiąc o sobie Ja jestem Niepokalane Poczęcie. W Fatimie zapowiedziała straszliwe kary, jakie spadną na cały świat, jeśli ludzie się nie nawrócą, i wreszcie zapowiedziała czas triumfu Jej Niepokalanego Serca. W Akita opisała tragiczny stan spustoszonej winnicy Pańskiej, grzechy ludzi Kościoła i raz jeszcze ostrzegła przed nieuniknionym nadejściem straszliwych kar dla pogrążonej w grzechach ludzkości.
Prorokom zdrowego rozsądku pod rozwagę
Tak zwani prorocy zdrowego rozsądku mogliby zarzucić nam propagowanie czarnowidztwa i pesymizm w patrzeniu na współczesny świat oraz wyolbrzymianie faktów związanych z kryzysem, jaki ich zdaniem w ogóle nie dotyka Kościoła. Zapewne przy tej okazji powołaliby się na swoistą interpretację Soboru Watykańskiego II, który zachęcał do większego otwarcia na świat i domagaliby się w ogóle „więcej radości”. Może ten i ów dla skrytykowania takiej wizji użyłby nawet określenia tzw. papieży soborowych, aby wskazać, że od czasów Vaticanum II namiestnicy Chrystusowi nawołują do większego optymizmu. Tym wszystkim „mentorom radości ponad wszystko” warto pod rozwagę przywołać słowa ostatnich papieży właśnie. W 1968 roku w jednym ze swoich przemówień Papież Paweł VI stwierdził: – Kościół znajduje się w okresie niepokoju. Niektórzy dokonują samokrytyki, można by nawet powiedzieć – samozniszczenia. Mamy do czynienia z czymś w rodzaju ostrego i złożonego zaburzenia wewnętrznego, którego po soborze nikt się nie spodziewał.(…) Kościół raniony jest również przez tych, którzy stanowią jego część. Ojciec Święty powrócił do tego tematu podczas swego przemówienia z okazji dziewiątej rocznicy koronacji papieskiej mówiąc, że odnosi wrażenie jakby dym szatana wśliznął się do Świątyni Boga przez jakąś szczelinę, a dokładnie – przez okna, które powinny być otwarte na światło. Myśleliśmy, że po soborze rozpoczną się słoneczne dni w historii Kościoła. A zamiast tego nadszedł dzień pochmurny, burzliwy i ciemny, pełen pytań i niepewności.
Myliłby się również ten, kto by sądził, że bł. Jan Paweł II daleki był od takiej diagnozy sytuacji, jaką stawiali nie raz jego poprzednicy i nie dostrzegał kryzysu wiary. – Trzeba być realistą i uznać z głębokim i bolesnym odczuciem, że duża część dzisiejszych chrześcijan czuje się zagubiona, zmieszana, zakłopotana, a nawet rozczarowana: idee sprzeciwiające się objawionej i niezmiennej Prawdzie rozprzestrzeniają się szeroko i daleko; otwarte herezje w dziedzinie dogmatów i moralności zostały rozpowszechnione wywołując zwątpienie, zamęt i bunt; nawet liturgia została zmieniona. Zanurzeni w intelektualnym i moralnym «relatywizmie» a przez to w permisywizmie, chrześcijanie są kuszeni przez ateizm, agnostycyzm, moralnie nieokreślony iluminizm, chrześcijaństwo socjologiczne bez zdefiniowanych dogmatów i obiektywnej moralności – stwierdzał Ojciec Święty w przemówieniu z 6 lutego 1981 r. opublikowanym przez „L’Osservatore Romano” następnego dnia po tym wystąpieniu.
Raport o stanie wiary
Kardynał Ratzinger jeszcze jako Prefekt Kongregacji Nauki Wiary w książce Raport o stanie wiary również nie pozostawiał złudzeń: Bezsprzecznie ostatnie dwudziestolecie było dla Kościoła katolickiego niefortunne. Skutki tego, co nastąpiło po soborze, są przeciwne oczekiwaniom wszystkich, także oczekiwaniom papieży Jana XXIII i Pawła VI. Chrześcijanie na nowo są w mniejszości i to bardziej jeszcze, niż byli u schyłku starożytności. (…) Papieże i Ojcowie Soborowi oczekiwali nowego zjednoczenia katolików, a tymczasem nastąpiła taka niezgoda, że wydaje się – używając słów Pawła VI – iż «autokrytyka przerodziła się w autodestrukcję». Oczekiwano przypływu entuzjazmu, a tymczasem nastąpił dojmujący upadek ducha i zniechęcenie. Oczekiwano skoku w przód, a tymczasem nastąpiła dekadencja spod znaku rzekomego «ducha soboru», natomiast jego prawdziwy duch został w ten sposób zdyskredytowany. (…) Stawiam diagnozę, iż chodzi tu o prawdziwy kryzys, który można leczyć i wyleczyć. Podczas pielgrzymki do Fatimy, już jako Ojciec Święty, Benedykt XVI przypomniał wizję cierpienia Kościoła zawartą w III części tajemnicy fatimskiej. Podkreślił też, że objawienia w Fatimie mówią m.in. o atakach na Papieża i Kościół, zarówno tych z zewnątrz, jak i pochodzących od ludzi Kościoła, którzy swoimi grzechami przysparzają Mistycznemu Ciału Chrystusa dodatkowych cierpień. To od zawsze było wiadome, ale dzisiaj widzimy to w naprawdę przerażający sposób. Największy ciężar na Kościół nie spada od wrogów zewnętrznych, ale zrodził się z grzechu wewnątrz Kościoła – stwierdził Ojciec Święty.
Warto wreszcie przypomnieć także to wstrząsające rozważanie kard. Josepha Ratzingera i jego modlitwę w trakcie Drogi Krzyżowej w Koloseum, w pamiętny Wielki Piątek 2005 roku, na kilka dni przed odejściem do wieczności bł. Jana Pawła II. Rozważając dziewiątą stację, kardynał prefekt modlił się: Co mówi nam trzeci upadek Jezusa pod ciężarem krzyża? Może nasuwać myśli o upadku wszystkich ludzi, o oddaleniu się od Chrystusa wielu chrześcijan, zdających się na sekularyzm bez Boga. Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym, ile Chrystus musi wycierpieć w swoim Kościele? Ileż razy nadużywa się sakramentu Jego obecności, jak często wchodzi On w puste i niegodziwe serca! Ileż razy czcimy samych siebie, nie biorąc Go nawet pod uwagę! Ileż razy Jego słowo jest wypaczane i nadużywane! Jak mało wiary jest w licznych teoriach, ileż pustych słów! Ile brudu jest w Kościele, i to właśnie wśród tych, którzy poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy i samouwielbienia! Jak mało cenimy sobie sakrament pojednania, w którym On czeka, by nas podźwignąć z upadków! To wszystko jest obecne w Jego męce. Zdrada uczniów, niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi jest z pewnością największym bólem, który przeszywa serce Zbawiciela. Nie pozostaje nam nic innego, jak z głębi duszy wołać do Niego Kyrie, eleison — Panie, ratuj! (por. Mt 8, 25). Panie, tak często Twój Kościół przypomina tonącą łódź. Łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła. Ale to my sami je zbrukaliśmy! To my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem: także w nim Adam ciągle na nowo upada. Naszym upadkiem powalamy Cię na ziemię. A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją, że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła, będziesz leżał na ziemi, pokonany. Ty jednak podniesiesz się. Podniosłeś się, zmartwychwstałeś i możesz podźwignąć także nas. Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół. Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich.
Z papieżem do zwycięstwa
W radosnym okresie Wielkanocnym, kiedy radujemy się zwycięstwem naszego Pana nad śmiercią, piekłem i szatanem, nad wszelkimi spiskami i knowaniami Jego wrogów, z entuzjazmem zwracamy się do nowego Papieża – Wikariusza Chrystusowego Franciszka i zapewniamy go o naszej synowskiej wierności w tej walce przeciwko wrogom naszego zbawienia i wrogom cywilizacji chrześcijańskiej. Prosimy Cię Ojcze Święty, prowadź nas aż do triumfalnego zwycięstwa, o którym zapewniła nas sama Matka Boża w Fatimie! Niech słowa ukrzyżowanego Pana Jezusa z kościoła San Damiano: Franciszku, idź odbuduj Mój Kościół, gdyż popada w ruinę!, skierowane do świętego z Asyżu, staną się drogowskazem naszego Papieża na drodze do odbudowy Kościoła i całej cywilizacji chrześcijańskiej.
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?
Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…
– Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.
W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego
Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. – W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.
Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”
– Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.
– Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.
Żyję dzięki temu, że wierzę
Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.
Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.
Oprac. Janusz Komenda
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.
Z Panem Bogiem!
Jolanta z Rybnika
Szanowni Państwo!
Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!
Franciszka z Gryfina
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!
Marek z Lublina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.
Z Panem Bogiem!
Danuta z Michałowa
Szczęść Boże!
Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.
Z Panem Bogiem!
Robert
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!
Wojciech z Grodziska Mazowieckiego
Szczęść Boże!
Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Rita i Ryszard
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!
Krystyna
Szczęść Boże!
Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.
Genowefa z Rzeszowa