Święte wzory
 
Św. Dominik – zakonodawca i płomienny kaznodzieja
Adam Kowalik

Życie św. Dominika stanowi nieustanną służbę Bogu i Kościołowi. Najpierw, odpowiadając na indywidualne powołanie, wstąpił w szeregi duchowieństwa. Potem, obserwując wielki kryzys wiary na południu Francji oraz w północnych Włoszech, poświęcił się głoszeniu wiary katolickiej wątpiącym i błędnowiercom. Następnie, pomnożył swe siły, tworząc Zakon Kaznodziejski – dominikanów.

 

Wychowany dla Kościoła

 

Przyszły zakonodawca urodził się w kastylijskiej wsi Caleruega. Rodzice Dominika – Feliks i Joanna – byli ludźmi bardzo pobożnymi. Matka została nawet zaliczona w poczet błogosławionych przez papieża Leona XII.

Krajan św. Dominika i jego syn duchowy, Roderyk z Cerrato, zaświadczał, że Joanna jaśniała cnotą, roztropnością i uczynkami miłosierdzia. Według tradycji, tuż przed przyjściem na świat Dominika, przyśniło jej się, że wydała na świat psa, który trzymaną w pysku pochodnią, podpalał świat. Stąd w ikonografii często przedstawia się św. Dominika w towarzystwie tego zwierzęcia.

 

Bogobojni rodzice ofiarowali Dominika Bogu i od najmłodszych lat wychowywali go z myślą, aby został dobrym kapłanem. Byli zamożni, więc nie szczędzili pieniędzy na kształcenie syna w szkole katedralnej w Palencii. Ze szczególnym zapałem młodzieniec studiował Pismo Święte. Rozwijał się także pod względem moralnym. Gdy w okolicy zapanował głód, sprzedał najcenniejsze rzeczy, jakie miał, to znaczy swoje księgi, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczył na pomoc ubogim.


Sława dobrego i pobożnego młodego duchownego rosła. Wkrótce dotarła do biskupa Osmy, który powołał Dominika w szeregi kapituły katedralnej, pragnąc ją zreformować. Dominik niebawem przyjął święcenia kapłańskie i oddał się nowym obowiązkom.

 

Walka z herezją

 

Odmianę w spokojnym życiu kanonickim przyniosły dwie podróże, prawdopodobnie do Danii, które ks. Dominik odbył z biskupem Diego Acébèsem. Obaj gorliwi kapłani, zetknąwszy się w drodze z błędnowiercami, zapragnęli poświęcić się misjom. Marzyli o nawracaniu ludów pogańskich. Udali się nawet do Rzymu, by uzyskać zgodę na wyjazd na peryferia chrześcijańskiej Europy, jednak papież odrzucił ich prośby. Uwagę Innocentego III absorbowała bardziej walka z szerzącymi się na terenach północnych Włoch i południowej Francji herezjami katarów i waldensów.

 

W drodze powrotnej do Osmy, która wiodła przez tereny zarażone herezją, biskup Diego i ksiądz Dominik spotkali legatów papieskich, mnichów cysterskich odpowiedzialnych za misje wśród odstępców. Zakonnicy żalili się na nikłe efekty swojej pracy. Wyznali, że heretycy ze szczególnym upodobaniem szydzą z przepychu, jakim otaczają się niektórzy duchowni katoliccy. Biskup Diego z towarzyszem postanowili dołączyć do legatów. Stosując się do ideału ewangelicznego, wyrzekli się wszelkich wygód. Na misje udali się pieszo i bez pieniędzy. Z ogromnym zapałem głosili kazania i toczyli dysputy teologiczne, budząc swą postawą oraz wiedzą podziw i szacunek.

 

Po pewnym czasie cystersi musieli wrócić do klasztorów, a biskup Acébès do Osmy, gdzie wkrótce zmarł (1207 r.). Pracę misyjną kontynuował już tylko Dominik, ale w jakże odmiennych warunkach. 18 stycznia 1208 roku pewien heretyk zamordował papieskiego legata, Piotra z Castelnau. Miarka się przebrała, na polecenie papieża przeciw splamionym zabójstwem heretykom wyruszyły zbrojne hufce krzyżowców. Południe Francji spłynęło krwią…

 

Ojciec wspólnoty

 

W końcu Dominik zamieszkał w Prouille. Osiadła tam także grupka nawróconych z herezji kobiet, które oddały się pod jego kierownictwo duchowe. Po pewnym czasie przyszły święty przeniósł się do Tuluzy. Tam przy wsparciu miejscowego biskupa Fulka prowadził działalność kaznodziejską. Wokół Dominika gromadzili się ludzie podzielający jego idee.

 

Rok 1215 przyniósł wielkie wydarzenie w życiu Kościoła, 11 listopada w rzymskiej bazylice św. Jana na Lateranie otwarto obrady soboru powszechnego. Wziął w nim udział także biskup Fulko, któremu towarzyszył Dominik. Obaj zabiegali o oficjalne zatwierdzenie przez Kościół wspólnoty kaznodziejskiej, która wyrosła u boku Dominika. Innocenty III zgodził się, ale nakazał, by powstający zakon przyjął którąś z już istniejących reguł. Po naradzie ze współbraćmi Dominik wybrał regułę św. Augustyna.

 

Wprawdzie papież rychło zmarł, jednak jego zgon nie zniweczył dzieła Dominika. Także jego następca, który przybrał imię Honoriusz III, doceniał zalety Zakonu Kaznodziejskiego i wkrótce zatwierdził jego działalność oraz zasady życia dwiema bullami wystawionymi 22 grudnia 1216 r. oraz 21 stycznia roku następnego. W tym czasie Dominik podczas modlitwy miał widzenie śwętych Piotra i Pawła. Apostołowie wręczyli mu laskę wędrowca oraz Ewangelię. Ujrzał także swych uczniów ruszających w świat.

 

Św. Dominik ogromną wagę przywiązywał do przygotowania intelektualnego kaznodziejów, tak by kształtowali wiernych zgodnie z nauką Chrystusa przekazywaną przez Kościół katolicki. Dlatego jeszcze w 1217 roku wysłał pierwszych braci na studia teologiczne do Paryża. W przyszłości starał się, by domy zakonne powstawały w centrach akademickich.

 

W latach 1218–1219 Dominik odbył podróż po Italii, Francji i Hiszpanii, odwiedzając istniejące domy dominikańskie oraz zakładając nowe. Wreszcie uznał, że nadszedł czas, by delegatów wszystkich wspólnot wezwać na pierwszą kapitułę. Spotkali się w Bolonii w maju 1220 roku. Dominik, uważając swą misję pierwszego zwierzchnika zakonu za zakończoną, złożył urząd. Jednak zebrani bracia ponownie powierzyli mu funkcję przełożonego. Owocem pierwszej kapituły było przede wszystkim ustalenie szczegółowych norm życia wspólnoty oraz przyjęcie przez zakon zasady apostolskiego ubóstwa, co wiązało się z rezygnacją z posiadania wielkich majątków przez klasztory. Podstawą utrzymania wspólnot stała się jałmużna. Poczynione decyzje dały solidne podstawy pod dalszy rozwój zakonu. Po zakończeniu kapituły Dominik ruszył w podróż kaznodziejską po północnych Włoszech.

 

W tym czasie zakon dominikański rozwijał się bardzo intensywnie. W jego szeregi wstępowali liczni kandydaci. Byli wśród nich pochodzący z Polski bracia Jacek i Czesław z możnego rodu Odrowążów. Poznali osobiście Dominika. Co więcej, z jego rąk otrzymali habity. Po latach zostali wyniesieni na ołtarze.

 

Ogłoszony świętym

 

Niestety, ziemska pielgrzymka św. Dominika dobiegała końca. Zdążył jeszcze poprowadzić drugą kapitułę, która dokonała m.in. podziału terytorialnego zakonu na prowincje, oraz odbyć kaznodziejską podróż po miastach Lombardii. Jednak zaraz po powrocie do Bolonii dostał wysokiej gorączki. Jako że od lat nie posiadał własnej celi, jeden ze współbraci użyczył mu swojej. U pryczy umierającego gromadzili się jego uczniowie. Założyciel pocieszał płaczących. Obiecywał, że będzie orędował za nimi u Boga. Naśladując Chrystusa, modlił się w ich intencji. Zmarł wieczorem 6 sierpnia 1221 roku. Bracia pochowali go pod posadzką kaplicy w Bolonii.

 

Osoby znające Dominika podkreślały, że promieniował od niego szczególny czar. Był osobą powszechnie lubianą i szanowaną, nawet przez niekatolików. Niewątpliwie sprzyjało to jego pracy duszpasterskiej i misyjnej. Do każdego podchodził z miłością. Nawet gdy kogoś musiał skarcić, robił to w sposób tak taktowny, że winowajca odchodził podniesiony na duchu. Ugruntowana wiara napełniała św. Dominika pewnością siebie oraz spokojem. Panował nad własnymi emocjami oraz językiem. Nie sposób było go przyłapać na obmowie. Nic dziwnego, gorąco kochał Boga i myśl o Najwyższym absorbowała go zupełnie. Podczas odprawiania Najświętszej Ofiary obfite łzy spływały po jego policzkach. Podobnie wzruszał się, gdy nauczał o Bogu. W dzień oddany obowiązkom, w nocy długie godziny poświęcał modlitwie. Narzucał sobie surowe posty, nosił włosiennicę i używał dyscypliny. Nie rozstawał się z Ewangelią św. Mateusza oraz Listami św. Pawła. Częsta ich lektura sprawiała, że znał je nieomal na pamięć.

Proces kanonizacji Dominika rozpoczął się już 12 lat po jego śmierci. Ostatecznie papież Grzegorz IX ogłosił go świętym 3 lipca 1234 r. Wspomnienie liturgiczne św. Dominika Kościół obchodzi 8 sierpnia.

 

fot. o. Lawrence Lew OP/flickr.com

 



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa