Świecki Ojciec Kościoła – tak sławnego dziennikarza i publicystę katolickiego Ludwika Veuillot nazwał Ojciec Święty Leon XIII. Veuillot, wychowany w pogardzie dla wiary, nawrócenie przeżył już jako dorosły człowiek. Sporo czasu upłynęło zanim – według świętego Piusa X – stał się wzorem dla tych, którzy walczą dla świętej sprawy.
Ludwik Veuillot urodził się w 1813 roku. Już jako dziecko był niepokorny. Dzięki bystrości, urokowi osobistemu i tytanicznej pracy nad swoim samokształceniem, w wieku osiemnastu lat zaczął publikować w znanych francuskich gazetach: „Le Figaro” i w „ L’Echo de la Seine‑Inferieure”. Później powiedział: – Bez żadnego przygotowania stałem się dziennikarzem.
W wieku 25 lat był już uznanym apologetą. Wrogowie Kościoła bali się jego ciętej riposty. Zarzucano mu, że w pisaniu jest zbyt gwałtowny i nieokrzesany. On im odpowiadał: Nie musicie dokładać starań, żeby przekonać mnie, że inni są bardziej wyrafinowani ode mnie. Drżę jednak, że nie posiadają oni tego, co ja mam w nadmiarze, wigoru… Jestem zbyt ograniczony, żeby nie być gwałtowny. Ale oni, którzy są pozbawieni „czerwonej krwi”, nienawidzą wspólnoty, w której żyją, wspólnoty, przed którą, za aksamitem i koronkami, ukrywają swoje grzechy i korupcję. Nie wiedzą, co się dzieje na ulicy; ich stopa nigdy na niej nie staje; ale ja z niej pochodzę, na niej się urodziłem, a nawet więcej, ja nadal na niej żyję. Dodawał, że swój wigor wykorzystuje, by ratować dusze bluźnierców przed potępieniem i przy okazji nie zezwolić im na „psucie” innych.
Dziennikarstwo misją
Wkrótce Veuillot stał się redaktorem naczelnym gazety „L’Univers”. Przez 45 lat na jej łamach publikował teksty w obronie Kościoła i Jego nauczania. Broniąc prawdziwych wartości, wykorzystując swój talent dziennikarski, pisał: Talent dziennikarza powoduje, że jest on szybki jak strzała, a jego wypowiedź prawie zawsze klarowna. Dziennikarz ma tylko arkusz białego papieru i godzinę, żeby wyjaśnić daną kwestię, pokonać adwersarza, określić swoją opinię; jeśli powie słowo, które nie uderza w samo sedno, jeśli frazy jego pióra nie będą rozumiane przez czytających natychmiast, oznacza to, że nie ma on pojęcia o swoim fachu. Musi się spieszyć; musi być dokładny; musi być naturalny. Pióro dziennikarza daje wszystko, co służy błyskotliwej konwersacji; dziennikarz musi to wykorzystać. Ale nie jako ozdobę; dążenie do elokwencji nie jest najważniejsze. Dziennikarstwo traktował jak swoistą misję.
Był wielkim obrońcą dogmatu o nieomylności papieskiej. Jego bezkompromisowa postawa w tej sprawie sprawiła, że popadł w konflikt z ważnymi członkami francuskiej hierarchii. Gdy ostro krytykował go biskup Felix Dupanloup, z pomocą Veuillotowi przyszedł sam papież Pius IX.
Przygotowanie do Pierwszej Komunii córki
Ten ultramontanin, potężny obrońca papizmu, przed którym drżeli liberalni duchowni i postępowi dziennikarze, wspomina wzruszające chwile, jakie towarzyszyły przygotowaniom do Pierwszej Komunii Świętej jego córeczki. Wtedy był jeszcze człowiekiem niewierzącym, wrogo nastawionym do Kościoła.
Pisał: Wychowany w zupełnym braku poszanowania dla religii, a nawet nienawiści do Kościoła katolickiego, miałem córeczkę, która była nieokrzesana, egzaltowana, a przy tym niemądra. Byłem wobec niej niecierpliwy i bardzo surowy. Żona stale mu powtarzała: Poczekaj aż przystąpi do Pierwszej Komunii Świętej. Wtenczas się poprawi.
On jakoś niespecjalnie w to wierzył, ale… Córeczka chodziła na lekcje katechezy. Zaczęła być coraz bardziej grzeczna, posłuszna, skromna, pełna miłości i przywiązania do nas, rodziców. Wtedy przyszło mi na myśl, abym i ja poszedł na tę naukę, dzięki której moja córka tak się zmieniła. Poszedłem i usłyszałem tam prawdy, z których istnienia nawet nie zdawałem sobie sprawy – wspominał Veuillot.
Jego sposób obchodzenia się z córką zmienił się zupełnie. Nie mogę powiedzieć, żeby to było uczucie miłości, ale raczej uczucie poważania i szacunku. Czułem się gorszy od niej. To ona miała większą Bożą mądrość w sobie. Byłem gorszy także jeśli chodzi o sposób postępowania wobec innych – zapewniał.
Zbliżała się nieubłaganie wielkimi krokami Pierwsza Komunia Święta córki. Został tydzień do przyjęcia sakramentu. Pewnego ranka, gdy wróciła ze Mszy Świętej, przyszła do jego pokoju. Kochany ojcze – powiedziała. – Zbliża się dzień mojej Pierwszej Komunii. Ale ja nie mogę tak do Stołu Pańskiego przystąpić. Muszę najpierw otrzymać błogosławieństwo od Ciebie i prosić Cię o przebaczenie za wszystkie moje błędy, które popełniłam, i za wszystkie zmartwienia, których Ci przysporzyłam. Przypomnij sobie tylko wszystkie moje przewinienia i skarć mnie, abym się porządnie poprawiła – prosiła.
Moje dziecię – odpowiedział – ojciec jest gotów wszystko przebaczyć. Spojrzała na niego cała zalana łzami i objęła go oburącz za szyję. Kochany ojcze, mam Ci jeszcze coś do powiedzenia. Szybko domyślił się, co chciała mu powiedzieć, bo mu sumienie podpowiadało. Zaniepokoił się i dlatego odrzekł: Idź już. Jutro możesz przyjść.
Nie mogę czekać do jutra…
Biedne dziecko nie wiedziało, co ma powiedzieć. Odsunęło się i smutne poszło do swojego pokoiku. Po chwili ojciec zaglądnął do niej. Córka klęczała przed obrazem Bogarodzicy, modląc się z całego serca za swego ojca. Doprawdy wtedy pojąłem, co się musi czuć na widok Anioła. Cichutko wróciłem do gabinetu. Usiadłem w fotelu i wsparłszy głowę obu rękami chciałem płakać. Wtem usłyszałem szmer. Patrzę. Oto moja córka stoi przede mną. Na obliczu jej malowała się trwoga, ale zarazem odwaga i miłość – wspominał.
Drogi ojcze – rzekła. – Ja nie mogę czekać do jutra. Proszę Cię, chodź ze mną i mamą do spowiedzi. Z oczu ojca popłynęły łzy. Objął swą córeczkę i powiedział: Tak jest, moje dziecko. Jeszcze dziś zaprowadź mnie do swego spowiednika i powiedz mu: „Oto jest mój ojciec”.
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?
Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…
– Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.
W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego
Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. – W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.
Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”
– Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.
– Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.
Żyję dzięki temu, że wierzę
Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.
Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.
Oprac. Janusz Komenda
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.
Z Panem Bogiem!
Jolanta z Rybnika
Szanowni Państwo!
Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!
Franciszka z Gryfina
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!
Marek z Lublina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.
Z Panem Bogiem!
Danuta z Michałowa
Szczęść Boże!
Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.
Z Panem Bogiem!
Robert
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!
Wojciech z Grodziska Mazowieckiego
Szczęść Boże!
Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Rita i Ryszard
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!
Krystyna
Szczęść Boże!
Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.
Genowefa z Rzeszowa