Święte wzory
 
Św. Jan Gabriel Perboyre - misjonarz i męczennik
Adam Kowalik

Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody – nakazał Swym uczniom Pan Jezus. Wierny temu przesłaniu Kościół od wieków wysyła swych najlepszych synów, by głosili Ewangelię wśród pogan. Niejeden oddał w tej misji życie. Do grona misjonarzy-męczenników należy między innymi św. Jan Gabriel Perboyre.

 

W uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia 1802 roku, w niewielkiej miejscowości Puech, na południu Francji, przyszedł na świat Jan Gabriel Perboyre (czyt. perbłar). Jego rodzice, Piotr i Maria Rigal, gospodarowali na roli. Bóg pobłogosławił im ośmiorgiem dzieci. Sami głęboko wierzący, swoje ideały zaszczepili potomstwu. Trzech synów wstąpiło do Zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego a Paulo (zwanych we Francji lazarystami), a dwie córki zostały siostrami miłosierdzia.

 

Już od szóstego roku życia Jan Gabriel pomagał rodzicom w gospodarstwie – pasł owce. Dwa lata później rozpoczął naukę w szkole ludowej w Montgesty. Zajęcia odbywały się tylko w sezonie zimowym, by nie kolidowały z obowiązkami domowymi. Chłopiec bardzo dobrze się uczył i był nad swój wiek dojrzały. W związku z tym miejscowy proboszcz dopuścił go do Pierwszej Komunii Świętej na rok przed rówieśnikami.

 

Rodzina Perboyre co wieczór gromadziła się na wspólnej modlitwie. Zadaniem Jana Gabriela było wtedy czytanie na głos tekstów religijnych, przede wszystkim żywotów świętych. Bywało, że podczas zabaw głosił w gronie rówieśników „kazanie” zasłyszane w kościele.

Początkowo wszystko wskazywało, że zgodnie z planami ojca, Jan Gabriel zostanie rolnikiem i przejmie rodzinne gospodarstwo. Bóg miał jednak wobec chłopca inne plany.

 

Droga do kapłaństwa

 

W 1817 roku państwo Perboyre postanowili wysłać młodszego, 9-letniego syna Ludwika do szkoły. Było to małe seminarium prowadzone przez księży misjonarzy w Montauban. Mimo że pracował w nim brat ojca, ks. Jakub, chłopiec ciężko znosił rozłąkę z rodziną. By temu zaradzić, Piotr Perboyre zawiózł do niego na kilka miesięcy starszego brata. Jan Gabriel, który również uczestniczył w zajęciach, zrobił na wychowawcach bardzo dobre wrażenie. Zauważyli u niego oznaki powołania. Gdy więc w maju ojciec przyjechał po starszego syna, przekonali go, by zostawił chłopca w szkole.


Przewidywania stryja i jego współpracowników okazały się słuszne. Pod koniec 1818 roku Jan Gabriel złożył prośbę o przyjęcie do Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Nowicjat odbył na miejscu, w Montauban, po czym 28 grudnia 1820 roku złożył pierwsze śluby.

 

Na studia teologiczne wyjechał do Paryża. Po ukończeniu w ciągu niespełna trzech lat kursu teologii, przełożeni powierzyli mu obowiązki wykładowcy filozofii i wychowawcy młodszych roczników w prowadzonej przez zgromadzenie szkole z internatem w Montdidier (diecezja Amiens). Wszyscy byli pod wrażeniem jego mądrości i dobroci, a także ogromnego zapału do pracy.

 

Pierwszy okres życia ukoronowały święcenia kapłańskie, które otrzymał 23 września 1826 roku w paryskiej kaplicy Sióstr Miłosierdzia przy ulicy du Bac1 z rąk biskupa Ludwika Dubourga. Wówczas znajdowały się tam jeszcze relikwie św. Wincentego a Paulo.

 

Wychowawca

 

Wielkim marzeniem Jana Gabriela był wyjazd na misje do Chin. Podziwiał starszych współbraci, którzy pracowali w Kraju Środka. Ogromne wrażenie wywarła na nim męczeńska śmierć św. Franciszka Regis Cleta. Niestety, prośba jaką w tej sprawie wystosował do przełożonych, została odrzucona ze względu na słabe zdrowie młodego kapłana. Zamiast do Azji, pojechał więc do Saint Flour. Objął tam obowiązki ­wykładowcy w ­prowadzonym przez misjonarzy seminarium diecezjalnym. Alumnom wpajał zasadę, że nie ma nic bardziej wstydliwego od tego, kiedy innym wskazuje się drogi doskonałości, a samemu po nich się nie kroczy.

 

Świetna opinia jaką sobie wypracował, skłoniła przełożonych do powierzenia mu opieki nad internatem dla chłopców pragnących wstąpić do seminarium duchownego. Pod jego zarządem konwikt rozwinął się, potrajając liczbę wychowanków. Gdy po pięciu latach zwierzchnicy przenieśli go do Paryża, wszyscy żegnali go z żalem.

 

W stolicy Francji miał wspomagać sędziwego dyrektora nowicjatu Zgromadzenia Księży Misjonarzy. I tu nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Taktowny, całym sercem oddany swemu posłannictwu, pobożny, stanowił dla podopiecznych wzór do naśladowania. Już wtedy wielu uważało go za świętego.

 

W listopadzie 1830 roku ks. Ludwik Perboyre, który także wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, wyjechał na misje do Chin. Niestety, w drodze rozchorował się i zmarł. Jan Gabriel ze wzruszeniem przyjął smutną wiadomość o śmierci brata i z jeszcze większą determinacją kontynuował zabiegi, by wyjechać do Państwa Środka. Wreszcie marzenia gorliwego kapłana spełniły się. Opierając się na pozytywnej opinii lekarza, przełożeni wyrazili zgodę na jego wyjazd do Azji.

 

W Chinach

 

21 marca 1835 roku port Le Havre opuścił statek „Edmond”, na którego pokładzie rozpoczął swą męczeńską misję ks. Jan Gabriel Perboyre. 29 sierpnia znalazł się na terenie portugalskiej kolonii Makao. Tam rozpoczął naukę języka chińskiego. Już 19 grudnia 1835 roku wyruszył do miejsca przeznaczenia – chińskiej prowincji Ho‑Nan (rozciągającej się na południe od Żółtej Rzeki).

 

Chiny w XIX wieku były krajem pogańskim, separującym się od świata zewnętrznego. Prawo nie pozwalało na wyznawanie, a tym bardziej propagowanie religii chrześcijańskiej. Co pewien czas wybuchały krwawe prześladowania. Z tego powodu ks. Jan Gabriel Perboyre musiał wędrować w przebraniu Chińczyka.

 

Gdy przybył na miejsce posługi, okazało się, że panuje tam epidemia grypy. Misjonarz zaraził się i ciężko zachorował. Po powrocie do zdrowia kontynuował naukę języka chińskiego. Pod koniec 1836 roku był już w stanie głosić kazania i spowiadać wiernych. Wraz z młodym chińskim misjonarzem ks. Janem Pe rozpoczął wędrówkę po wioskach regionu, by nieść posługę duchową tamtejszym wspólnotom. Dodajmy, że misjonarz przywiózł ze sobą z Francji i z ogromnym zapałem rozpowszechniał Cudowny Medalik, objawiony św. Katarzynie niespełna dekadę wcześniej.

 

W 1838 roku ks. Jan Gabriel przechodził noc duchową – próbę, poprzez którą Bóg doskonali świątobliwe osoby. W wielkiej udręce ukojenie znajdował w kontemplacji Pana Jezusa ukrzyżowanego.

 

Śladami Jezusa umęczonego

 

We wrześniu następnego roku misjonarz został aresztowany. Wymowne są okoliczności tego wydarzenia. Stało się to trzy lata po rozpoczęciu posługi wśród Chińczyków. Wydał go syn jednego z katechistów za cenę 30 srebrnych monet. Towarzyszący kapłanowi chrześcijanin posiadał przy sobie broń. Na prośbę zakonnika poniechał jednak walki.

 

Skutego kapłana zaprowadzono do wioski Kouaning Tang. Tam odbyło się pierwsze przesłuchanie. Bity przez strażników, obciążony wbijającymi się w ciało kajdanami ks. Perboyre cierpiał w milczeniu. Ujęty jego postawą, wpływowy Chińczyk na własny koszt przetransportował go do stolicy prowincji, by w ten sposób oszczędzić mu cierpień związanych z podróżą w okowach.

 

W Kou‑Tcheng misjonarz stanął przed dwoma sądami: wojskowym i cywilnym. Potem trafił do oddalonego o dwa dni drogi Siang‑Yang‑Fou. Skuty kajdanami, bity skórzanym pejczem po twarzy i innych partiach ciała, wieszany na słupie, zmuszany do klęczenia na łańcuchach, cierpliwie słuchał niedorzecznych oskarżeń o szpiegostwo na rzecz państw zachodnich, spiskowanie przeciwko cesarzowi, itp.

 

Pod koniec listopada 1839 roku misjonarza wraz z innymi aresztowanymi chrześcijanami przetransportowano do miasta Wuchang – stolicy prowincji Hubei. Podróż odbywała się w nieludzkich warunkach na pokładzie statku. Stłoczeni pod pokładem więźniowie cierpieli głód. Ks. Jan Gabriel oddawał się medytacji i niósł pociechę duchową towarzyszom niedoli.

 

Po przybyciu na miejsce wtrącono ich do więzienia Sądu Karnego, w którym panowały straszliwe warunki higieniczne. Po cuchnącej ziemi biegały skorpiony. Więźniowie skuci byli ze sobą w taki sposób, by nawzajem ranili się pętami. Postawionego przed sądem kapłana zmuszono do uklęknięcia i trzymania nad sobą ciężkiej belki, która co pewien czas opadała mu na głowę, raniąc ją. Jeszcze kilkakrotnie prowadzono go na przesłuchanie, co łączyło się z kolejnymi torturami. Wreszcie sprawą zajął się inicjator prześladowań wicekról Tchow‑Thien‑Tsio.

 

Ten próbował odwieść ks. Perboyre od wiary i zmusić do podeptania rzuconego na ziemię krzyża. Męczennik ukląkł jednak przy Znaku Zbawienia i ucałował go ze czcią. Wobec tego poddano go kolejnym torturom, m.in. klęczeniu na potłuczonej porcelanie, biczowaniu, przypiekaniu gorącym żelazem, rzucaniu z wysokości na ziemię itd. Wszystko na darmo. Ks. Jan Gabriel pozostał wierny Chrystusowi. W związku z tym wicekról skazał go na śmierć przez uduszenie.

 

Chwalebna śmierć

 

Nim nadeszło zatwierdzenie wyroku przez cesarza, kontakt ze skazańcem nawiązali współwyznawcy. Przekupili strażników, dzięki czemu męczennik mógł przystąpić do sakramentu spowiedzi. Dostarczono mu także ubranie i trochę jedzenia. Na prośbę wikariusza apostolskiego ks. Józefa Rizzolatiego misjonarz skreślił list, w którym zrelacjonował w kilku zdaniach swoje przeżycia w śledztwie.

 

W piątek 11 września 1840 roku, natychmiast po nadejściu potwierdzającego wyrok dekretu cesarskiego, strażnicy wyprowadzili ks. Perboyre za miasto. Za skrępowane na plecach ręce zatknęli kij z powiewającą jak sztandar informacją o wyroku. Wraz z męczennikiem na egzekucję popędzono pięciu złoczyńców. Ks. Jan Gabriel umierał jako ostatni. Gdy przyszła jego kolej, ukląkł i modlił się gorąco. Następnie oprawcy przywiązali mu ręce do poziomej belki szubienicy, która kształtem przypominała krzyż, a na szyję założyli pętlę. Zgodnie z wyrokiem kaźń przebiegała powoli. Dwukrotnie kat za pomocą bambusowego kija zaciskał i rozluźniał pętlę, nim za trzecim razem docisnął ją ostatecznie. Drgające ciało świętego jeden z żołnierzy kopnął w brzuch, by się upewnić, że jest ono martwe. Było południe…

 

Ciało zakonnika udało się Kościołowi wykupić. Zaledwie kilkanaście lat później, tzn. w 1843 roku, rozpoczął się proces beatyfikacyjny. Uroczystego wyniesienia ks. Jana Gabriela Perboyre na ołtarze dokonał papież Leon XIII. Stało się to 10 października 1889 roku. Ponad wiek później, 2 czerwca 1996 roku, Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił go świętym.

 
Adam Kowalik

 

1 To słynna kaplica Cudownego Medalika, miejsce objawień NMP.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Jestem Matką Prawdziwego Boga
Dzisiejszy świat, uciekający przed Bogiem jak diabeł przed wodą święconą, wszelkie oznaki Jego interwencji bagatelizuje, marginalizuje czy wręcz usuwa z naszego życia. „Ludzie tego świata” co i rusz wynajdują jakieś pseudoargumenty na rzecz swej niewiary, a jeśli już całkowicie czują się bezradni, atakują sensacjami. Raz promują „Ewangelię Judasza”, to znów odkrywają kolejny „prawdziwy grób Chrystusa” albo wskazują „dowody” na to, że Maryja miała ze św. Józefem „kilkoro dzieci”. Słowem – sprzedadzą każdą, największą nawet bzdurę, byle tylko wiernych odciągnąć od prawdziwego Pana i Zbawiciela.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Apostołowie u Fatimskiej Pani
Marcin Austyn

Wizyta u Fatimskiej Pani niewątpliwie dla każdego katolika jest wielkim wydarzeniem duchowym. Wydarzeniem – z różnych przyczyn – trudno osiągalnym. Tym bardziej już sama informacja o znalezieniu się w gronie osób, które zostały wylosowane spośród Apostołów Fatimy do udziału w pielgrzymce po portugalskiej ziemi, była wielkim przeżyciem. A uczta duchowa dopiero miała się zacząć!

 

To były szczególne dni! Od 7 do 11 października 2019 roku grupa Apostołów Fatimy wraz z osobami towarzyszącymi uczestniczyła w wyjątkowej pielgrzymce do miejsca objawień Matki Bożej – do Fatimy. Był to czas wypełniony modlitwą i wyrzeczeniami ofiarowanymi Najświętszej Maryi Pannie. Jako że każda godzina spędzona na portugalskiej ziemi była bezcenna, trzeba było dobrze zaplanować czas. Apostołowie wczesnym rankiem uczestniczyli we Mszach św. sprawowanych w Kaplicy Objawień na terenie fatimskiego sanktuarium. Wieczorem zaś, wraz z wiernymi z całego świata, modlili się w czasie nabożeństw fatimskich połączonych z procesją z Najświętszym Sakramentem lub z figurą Matki Bożej Fatimskiej. Ta wyjątkowa modlitwa przypominała, że Matka Boża nie domaga się kultu dla siebie, ale dla Jej Syna, że to w Nim jest zbawienie i że to Jego słów mamy słuchać. Obecność Najświętszego Sakramentu to poniekąd także nawiązanie do wydarzeń sprzed ponad stu lat – kiedy trójce pastuszków objawiał się Anioł, przygotowywał je do przyjęcia Komunii Świętej i prosił o wynagradzanie za znieważanie Jezusa Chrystusa: Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie waszego Boga.

 

Sami często widzimy, jak dziś bardzo brakuje wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, a co za tym idzie – czci. O tym wszystkim mogli przypomnieć sobie Apostołowie odwiedzający miejsca związane z objawieniami Matki Bożej i Anioła.

 

Z Notatnika Pielgrzyma

Po kolacji i noclegu w Fatimie, pierwszy pełny dzień pobytu w Portugalii rozpoczęła poranna Msza Święta. Po śniadaniu pielgrzymi mogli odwiedzić fatimskie muzeum i poznać historię sanktuarium. Nawiedzili też Bazylikę Matki Bożej Różańcowej z grobami Łucji oraz świętych Franciszka i Hiacynty, Kaplicę Objawień, a także Bazylikę Trójcy Świętej. Następnie udali się w rejon Aljustrel – miejsca, gdzie znajdują się domy dzieci, którym objawiła się Matka Boża. Droga nie była łatwa. Wiodła pod górę, którą trzeba było pokonać o własnych siłach. Ale przecież wędrowali szlakiem Drogi Krzyżowej Jezusa Chrystusa, rozważając Jego Bolesną Mękę. Pielgrzymi odwiedzili miejsce, w którym Anioł objawił się dzieciom fatimskim. Modlili się też przy kapliczce upamiętniającej objawienie Maryi z 19 sierpnia 1917 roku. Po dniu wypełnionym modlitwą był też czas na zakup pamiątek i dewocjonaliów. Wieczorem Apostołowie uczestniczyli w nabożeństwie różańcowym, zakończonym procesją z figurą Matki Bożej.

 

Nazajutrz, po porannej Mszy Świętej, pielgrzymi udali się do miejscowości Batalha. Znajduje się tam przepiękny, gotycki klasztor Santa Maria da Vitória (Matki Bożej Zwycięskiej). Odwiedzili też klasztor Santa Maria w Alcobaça oraz Nazaré. To niewielkie, urokliwe miasteczko położone jest malowniczo na wybrzeżu oceanu. Na wysokiej skale wybudowano sanktuarium maryjne, w którym znajduje się wyrzeźbiona ponoć przez samego św. Józefa, a pomalowana przez św. Łukasza, cudowna figurka Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. Po całym dniu trudów Apostołowie wzięli udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym z procesją z Najświętszym Sakramentem.

 

Niekoniecznie na Kolanach, Ale z Wiarą!

Fatimskie sanktuarium kojarzy nam się z pielgrzymami przemierzającymi na kolanach drogę wiodącą ku Kaplicy Objawień. Mają w sercach prośby i gorąco modlą się za wstawiennictwem Maryi o pomoc w uproszeniu łask. Ich wyrzeczenie, ból i zmęczenie niesione jest w ofierze, z wiarą w cud uzdrowienia, nawrócenia… Dla siebie, dla bliskich...

 

Także Apostołowie Fatimy przynieśli do Mateńki swoje intencje. Pan Witold na betonowej ścieżce spędził 1,5 godziny. Postanowił przejść ją pieszo, niosąc w ręku kule, z pomocą których na co dzień się porusza. Nie przeszedł jej na kolanach, choć tak – paradoksalnie – byłoby mu łatwiej.

 

Sanktuarium to też miejsce niezwykłych doświadczeń – jak choćby spotkanie dwóch małżeństw z różnych krajów, które – mimo odmiennych języków – świetnie się rozumiały. W każdym z nich jedno z małżonków poruszało się na wózku inwalidzkim. Dzielili się swoimi troskami, rozumieli je i tak samo z wielką wiarą spoglądali na Matkę Bożą – Pocieszycielkę Strapionych…

 

Twoje Światło w Fatimie

Wszystko to możliwe było dzięki Apostolatowi Fatimy. Prawda – niektórzy Apostołowie na pielgrzymkę czekali kilkanaście lat. I jak wspominali, trudno było im uwierzyć, kiedy usłyszeli, że pojadą do Fatimy. Inni przystąpili do Apostolatu całkiem niedawno i już dane im było udać się w podróż do Portugalii. Jednak bez względu na czas, dla wielu Apostołów pielgrzymka organizowana przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi była jedyną okazją, by stanąć u stóp Fatimskiej Pani.

 

Podczas pielgrzymki Apostołów odbył się też finał akcji „Twoje światło w Fatimie”. Pracownicy i wolontariusze SKCh zapalili 64 przetopione świece wotywne, a w Kaplicy Objawień złożyli ponad 900 próśb i podziękowań do Matki Bożej Fatimskiej i przeszło 340 aktów ofiarowania. W intencji uczestników akcji odprawiona została Msza Święta.

Marcin Austyn


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Na początku mojego listu przesyłam Wam bardzo serdeczne pozdrowienia. Pragnę też z całego serca podziękować za przesłanie mi modlitewnika. Z pewnością ubogaci on moją modlitwę. Jestem Wam ogromnie wdzięczny za to, że nigdy nie odmawiacie mi żadnych materiałów, a stały kontakt z Waszym Stowarzyszeniem jest dla mnie niezwykle pocieszający, tym bardziej, że jeszcze przebywam w zakładzie karnym. W przyszłości z pewnością zaangażuję się finansowo w Wasze dzieło. Pozdrawiam Was serdecznie.

Piotr

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę Państwu podziękować za wszystkie przesyłki, które do mnie wysyłacie. Dziękuję za wszystkie upominki i obrazki, które od Was otrzymuję.

Pragnę się podzielić świadectwem. Na Mszę Świętą o uzdrowienie i uwolnienie chodzę do naszego kościoła od roku 2016. Prosiłam Matkę Bożą Fatimską, aby wstawiła się do swojego Syna Jezusa o dar łaski zdrowia i błogosławieństwa dla mnie. Zachorowałam bowiem na uchyłkowatość jelita. Męczyły mnie wymioty, biegunki i bóle brzucha. Leki, które przyjmowałam, pomagały na krótko, potem moje dolegliwości wracały.

18 kwietnia ubiegłego roku poszłam na Mszę Świętą o uzdrowienie, którą odprawiał ksiądz egzorcysta. W czasie tej Mszy, kapłan wspomniał między innymi o osobach, które cierpią na choroby żołądka i jelit. W pewnej chwili poczułam ból brzucha i… ciepło w całym ciele. Po Mszy ksiądz długo się modlił nade mną. Później przez kilka dni odczuwałam bóle brzucha, które w końcu ustąpiły.

Dziękuję Panu Jezusowi Miłosiernemu za moje uzdrowienie oraz za wszelkie łaski. Dziękuję także Matce Bożej Fatimskiej za Jej wstawiennictwo. Jestem pewna, że moje uzdrowienie nastąpiło za Jej przyczyną. Obecnie czuję się dużo lepiej, chociaż muszę stosować dietę. Chciałam jeszcze wspomnieć, że moja córka Agnieszka leczy w krakowskim Prokocimiu swojego synka, który ma chore nerki i kręgosłup. Proszę o modlitwę za niego.

Pozdrawiam serdecznie całą Redakcję i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Danuta z Kielc

 

 

Droga Redakcjo!

Pragnę podzielić się świadectwem. Jestem mężem, ojcem i dziadkiem. Chciałbym opowiedzieć o mojej drodze do wolności w sferze seksualnej…

Wstępując w związek małżeński nie myślałem, że możemy żyć wraz z żoną, rezygnując ze współżycia seksualnego. Korzystanie z rozkoszy seksualnej było jednym z głównych motywów zawarcia małżeństwa. Po kilku latach w związku, nastąpiło w moim życiu duchowe przebudzenie. W tym czasie Pan Bóg zaczął ukazywać moje zniewolenia, które utrudniały mi głębszą relację z Nim. Pierwszym nałogiem, z którego uwolnił mnie Pan Bóg, było palenie papierosów. Wcześniej palenie sprawiało mi ogromną przyjemność, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że Bóg chce, abym złożył je dla Niego w ofierze.

Następnym zniewoleniem był alkohol. Wprawdzie nie piłem nałogowo, ale podczas spotkań z rodziną czy znajomymi musiał być obecny alkohol. Wśród moich bliskich były osoby uzależnione od alkoholu, dlatego aby im pomóc wyjść z nałogu, postanowiłem całkowicie zrezygnować z picia napojów alkoholowych w każdej postaci. I znów przyszedł czas, że mogłem cieszyć się większą wolnością, bo alkohol ogranicza człowieka, a na polu duchowym znieczula na natchnienia Ducha Świętego.

W naszej rodzinie żywimy wielką miłość do Matki Bożej. Na każdym kroku czujemy Jej wstawiennictwo i opiekę. Jesteśmy przekonani, że wszelkie dobro, jakie nas spotyka, jest wyproszone przez Matkę Bożą. I pielgrzymując na Jasną Górę, w pewnym momencie zrozumiałem, że Maryja chce od nas czegoś więcej. Chce, aby nasza – tzn. moja i mojej żony – miłość była głębsza, czystsza i bardziej bezinteresowna. Zrozumiałem, że Maryja chce naszej wstrzemięźliwości. Postanowiliśmy więc zrezygnować z życia seksualnego. Najpierw na miesiąc. Potraktowaliśmy to jako pomoc ludziom żyjącym w grzechu nieczystości. Później przedłużyliśmy nasze postanowienie o rok. I tak dalej aż do siedmiu lat. Wreszcie po rekolekcjach i dłuższej rozmowie z kapłanem, w roku 2000, zdecydowaliśmy się na dożywotnią wstrzemięźliwość. Na początku było trudno, teraz jednak postrzegam to jako łaskę. I muszę podkreślić, że wstrzemięźliwość wcale nie przeszkadza nam w okazywaniu sobie miłości i czułości.

Dziękuję Panu Bogu za uleczenie mnie z pożądliwości, z nieczystych spojrzeń na kobiety. Tam gdzie jest pożądliwość, tam nie ma mowy o prawdziwej czystości. Prawda czasami jest trudna do przyjęcia, czasami boli, ale tylko ona może dać człowiekowi wolność i doprowadzić do pełni szczęścia.

Napisałem to świadectwo, by zachęcić małżonków do wejścia na drogę wolności. Szczęści Boże!

Krzysztof

 

 

Szanowni Państwo!

Wszystko zaczęło się od przesyłki pocztowej, którą znalazłam w skrzynce na listy… Jestem przekonana, że to było kierowane odgórną Ręką. I tak od lat jestem z Wami związana. I dziękuję Wam za wszelką korespondencję i ciepłe słowa. Niedawno przesłaliście mi Medalik św. Benedykta. Tak się złożyło, że w tym czasie mojego syna czekała bardzo poważna operacja onkologiczna. Oczywiście od razu „wypożyczyłam” medalik synowi do szpitala. Gdy lekarz w kolejne dni zmieniał choremu opatrunki, zdziwił się, że „tak duże cięcie w tak szybkim tempie tak pięknie się goi”. Przypadek? Nie. To efekt naszego zaufania do św. Benedykta, a nade wszystko naszej modlitwy pełnego zawierzenia Zbawicielowi: „Jezu Ty się tym zajmij!”.

Panu Prezesowi i wszystkim osobom związanym z pracą w Stowarzyszeniu serdecznie za wszystko dziękuję. Gratuluję jubileuszu 20-lecia.

Z wyrazami szacunku – w Chrystusie!

Halina z Wrześni