Cudowne wydarzenia
 
Sposób na zatwardziałych grzeszników
Agnieszka Stelmach

Na przełomie XVII i XVIII wieku żył pewien jezuita potrafiący w szczególny sposób oddziaływać na zatwardziałych grzeszników. Ktoś mógłby powiedzieć, że pewnie Pan Bóg nie pos­kąpił mu darów potrzebnych do nawracania, a nawet że był on natchniony przez Ducha Świętego. To prawda, ale trzeba jednak pamiętać, że jego sukcesy w dużej mierze zależne były również od… starannego planowania i przygotowania się do głoszenia kazań.

 

W 1675 roku św. Franciszek de Hieronimo został skierowany do pracy w kościele Gesu Nuovo w Neapolu, gdzie miał pozostać przez kolejne 40 lat. Przyszły święty marzył o tym, by móc wyruszyć na misje do Japonii albo do Indii i tam ponieść śmierć w obronie wiary. Przełożeni jednak zdecydowali inaczej. Duchowny pogodził się z ich wolą i zaczął starannie przygotowywać się do misji na miejscu.

Spośród swoich współpracowników wybrał 72 najzdolniejszych i wysłał ich do miasta. Ich zadaniem było sprawdzenie, czym żyją ludzie, jakie są ich problemy i gdzie szerzy się największe zło. Dwa razy w miesiącu o. Franciszek spotykał się z nimi, a zdobytą wiedzę wykorzystywał do starannego planowania swoich kazań oraz określania miejsc, w których trzeba prowadzić pracę duszpasterską. Ludzie chętnie go słuchali, bo miał niezwykły dar przekonywania. Potrafił w największych grzesznikach obudzić pragnienie przyjęcia Komunii Świętej. Franciszek de Hieronimo obdarzony został donośnym i dźwięcznym głosem. Potrafił mówić niezwykle elokwentnie, ale zarazem prosto i zawsze zrozumiale. Z jednej strony był delikatny i taktowny, z drugiej zaś – porywczy. Umiał przytoczyć setki argumentów wyjaśniających, dlaczego nie można pozwolić na szerzenie się zła, a wszystkie poprzeć odpowiednimi cytatami z Pisma Świętego i Ojców Kościoła.

 

Misjonarz z Neapolu, jak czasami o nim mówiono, z niezwykłym powodzeniem nawracał grzeszników. Kluczem do jego sukcesu było to, że potrafił do głębi nimi wstrząsnąć.

ODMALOWYWAŁ BRZYDOTĘ GRZECHU


De Hieronimo najpierw odmalowywał przed przechodniami i przypadkowymi ludźmi na ulicy brzydotę grzechu oraz grozę Boskich wyroków. Następnie w mistrzowski sposób zmieniał ton głosu, by podobnie jak Chrystus mówić łagodnie i słodko, roztaczając przed nimi wizję zbawienia. Przekonywał, że nawet najgorszy grzesznik ma szansę się nawrócić i uniknąć wiecznego potępienia. Jezuita chciał, aby wśród słuchaczy pojawiła się nadzieja. Zwykle wtedy wielu grzeszników zginało kolana przed obrazem Ukrzyżowanego Chrystusa i usilnie błagało o przebaczenie. Razem z nimi klęczał ojciec Franciszek i prosił o miłosierdzie.

 

De Hieronimo przed wyruszeniem na podbój miasta zapisywał sobie najważniejsze argumenty, które miały przemówić do rozsądku i duszy zagubionych owieczek. Co więcej, zawsze długo modlił się w tej intencji przed obliczem Chrystusa. Stąd często wydawało się, że to sam Bóg inspiruje jego mowę. Jezuita walczył o każdą duszę. Niestrudzenie posługiwał w szpitalach, więzieniach, wśród ubogich i głodnych, odwiedzając potrzebujących w ich domach i wysłuchując spowiedzi w konfesjonale. Udzielał się w klasztorach, bractwach oraz w szkołach.

Efektem jego pracy były niezliczone rzesze nawróconych mężczyzn i kobiet. Potrafił przemawiać do najbardziej niesfornych żołnierzy, a także bandytów, zdrajców i oszustów, a w szczególności do kobiet lekkich obyczajów. Duchowny nie bał się wychodzić w nocy do niecieszących się najlepszą sławą dzielnic….

NAGŁA ŚMIERĆ ZATWARDZIAŁEGO GRZESZNIKA…

Pewnego razu ojciec Franciszek w środku nocy poczuł przymus, by udać się do pewnego miejsca. Tam zaczął donośnym głosem mówić o karze, która spotka zatwardziałych grzeszników. Rano odwiedziła go pewna kobieta. Wyznała, że poruszyły ją do głębi słowa o karze dla grzeszników zwlekających z nawróceniem. Opowiadała, że kilka godzin wcześniej naciskała na mężczyznę, z którym utrzymywała grzeszne relacje, by bezwzględnie zerwać znajomość. Mężczyzna jednak nie chciał o tym słyszeć. Śmiał się i przeklinał kapłana. Po chwili jednak okazało się, że słowa o nagłej i niespodziewanej śmierci dla zuchwałych grzeszników, zaczęły spełniać się na jej oczach… Grzeszny mężczyzna zaniemówił. Umarł nagle z wykrzywionymi od przekleństw wargami. Kobieta natychmiast zerwała z występnym życiem.

 

Po tym zdarzeniu do przełożonego zakonnika napłynęło wiele skarg na duchownego, który nie daje ludziom spać w nocy…

 

Arcybiskup zabronił więc jezuicie wychodzenia do miasta po zmierzchu przez kilka miesięcy. Pokorny zakonnik nie wypowiedział żadnej skargi, a pragnienie pomagania grzesznikom realizował spędzając wiele godzin w konfesjonale.

 

Przyszły święty posiadał wspaniały dar nawracania osób, które pozostawały z dala od Kościoła przez dziesiątki lat.

Kiedyś umierający mężczyzna nie chciał słyszeć o pojednaniu z Bogiem. Franciszek długo wzywał go do nawrócenia. Namawiał do szczerej spowiedzi. Na próżno. W końcu zmienił ton i powiedział mu, żeby nie sądził, iż Bóg w jakiś szczególny sposób potraktuje go na Sądzie Ostatecznym. Mówił: – Ilu książąt i arystokratów skończyło w piekle, a za których przecież Chrystus cierpiał na krzyżu. I co? Myślisz, że Pan nasz będzie Cię w szczególny sposób traktował, że się zlituje nad Tobą, jeśli zasłużysz na potępienie? Powiedziawszy to, jezuita odwrócił się i zaczął kierować się do wyjścia. Ten nagły zwrot okazał się zbawienny. Mężczyzna w agonii smutku i trwogi prosił duchownego, aby go nie zostawiał. Potem wyznał swoje grzechy i ze szczerą skruchą prosił o wybaczenie.

NADZIEJA DLA CHCĄCYCH SIĘ NAWRÓCIĆ

Innym razem pewien młodzieniec rzucił się do stóp Świętego, wykrzykując: – Ojcze, nie jestem już człowiekiem, ale demonem. Wiele lat temu spowiednik nie udzielił mi rozgrzeszenia. Od tego czasu nigdy się nie spowiadałem, nigdy nie uczestniczyłem we Mszy Świętej, nigdy nie wszedłem do kościoła, nigdy nie odmówiłem „Zdrowaś Maryjo”, a nawet nigdy nie uczyniłem znaku krzyża. Co więcej, posunąłem się tak daleko w swojej niegodziwości, że wszedłem w kontakt z szatanem i korzystałem z pomocy tych, którzy są wyszkoleni w magii. Czy po takim życiu mogę mieć nadzieję? Czy mogę prosić o miłosierdzie? – pytał.

 

Jezuita, nie chcąc go zrazić, powiedział: – Dlaczego nie, mój synu? To prawda że twoje przewinienia są straszne, ale miłosierdzie Boże przewyższa je. Czyż nie za grzeszników umarł Chrystus? Jest jeszcze ratunek dla ciebie, jeśli będziesz szczerze i żarliwie zabiegać o miłosierdzie Boże i radykalnie zerwiesz z grzechem. Te słowa otuchy ucieszyły grzesznika. Wyrzekł się nieprawości i zaczął służyć Panu.

 

Jeszcze bardziej zadziwiające jest następujące zdarzenie. Gdy pewnego dnia głosił kazanie do tłumu, nagle młody mężczyzna stanął przed nim i powiedział: – Ojcze, przyszedłem tutaj, aby opowiedzieć o cudzie miłosierdzia Bożego w moim życiu. Chciałbym prosić ojca o to, aby w moim imieniu podziękował za znaki, które mi dawał Bóg, i radę, jak najlepiej z nich skorzystać. Mężczyzna zaczął opowiadać: – Wiele lat upłynęło od czasu, kiedy byłem uzależniony od pewnego występku, który tak głęboko zakorzenił się w mojej duszy, że aż Bóg postanowił przemienić moje serce tak bardzo, iż stałem się… bestią. Zrzuciłem z siebie ubranie i zacząłem wędrować przez pola. Pełzałem po ziemi wystawiony na słońce i deszcz, mróz i śnieg, w towarzystwie dzikich zwierząt, żywiąc się ich jedzeniem i naśladując ich odgłosy. Po roku takiego życia spodobało się Bogu okazać mi miłosierdzie i przywrócił mnie do poprzedniego stanu. Trudno słowami opisać zmieszanie i wstyd, jakie czułem. Wyraźnie się zmieniłem. Zrozumiałem, że to, co mnie spotkało, to była kara za grzechy. Szczerze się wyspowiadałem i od tego czasu żyję w stanie łaski uświęcającej.

 

Mężczyzna chciał się upewnić, że Bóg nigdy więcej nie cofnie swojej łaski i nie pozwoli mu ponownie upaść. Duchowny pocieszył go, że tak długo, jak pozostanie wierny Panu, nic takiego się nie stanie. Wyjaśnił mu także, że te doświadczenia, które przeszedł, miały go właśnie nawrócić. Mówił: – Czyż grzesznik nie jest jak dzika bestia, która nie myśli?

WSTRZĄŚNIĘTY ZABÓJCA I ZMARŁA NAGLE NIERZĄDNICA

Jeszcze innym razem pewien płatny zabójca, mijając ludzi, dla których Święty głosił kazanie, zatrzymał się na chwilę, mówiąc sam do siebie: – Być może ten, którego szukam, jest wśród tłumu. Po czym zaczął obserwować jezuitę i słuchać tego, co mówi. Nagle pewne słowa mocno zapadły mu w pamięć: – Ty nędzny grzeszniku! – wołał de Hieronimo. – Stare grzechy nie są odpokutowane, a już planujesz nową zbrodnię! Ty nieszczęsny stworze, którego ani ręka Boga rzucającego pioruny nie jest w stanie poruszyć, ani bramy piekła otwierające się pod stopami, nie są w stanie odstraszyć od tej nieprawości…
Mężczyzna był przerażony, słysząc słowa kierowane do niego, a które głęboko poruszyły jego sumienie. W końcu przełamał się. Wyznał swoje zbrodnie i zaczął żyć jak święty.

 

Ci, którzy chętnie korzystali z rad ojca Franciszka i nawracali się, doświadczali zbawiennych skutków. Tych zaś, którzy tymi radami gardzili, często spotykała bolesna kara doczesna.

 

Pewnego dnia sługa Boży głosił kazanie przed domem jednej z nierządnic. Kobieta nie okazywała najmniejszej skruchy. Co więcej, robiła wszystko, co w jej mocy, aby przerwać duchownemu. Śmiała się głośno, przeklinała i krzyczała.

Kilka dni później ojciec Franciszek zjawił się przed jej domem ponownie. Gdy spostrzegł, że drzwi są zamknięte, zapytał tych, którzy byli w pobliżu: – Co się stało z Katarzyną?
– Zmarła nagle, wczoraj – odpowiedzieli.
– Zmarła! – wykrzyknął duchowny. – Pozwólcie mi wejść tam i ją zobaczyć.

 

Wszedł do budynku. Wspiął się po schodach. W mieszkaniu ujrzał martwe ciało kobiety przygotowane do pochówku. Potem, pośród głębokiej ciszy, która zapanowała na miejscu – pomimo dużej liczby świadków – wykrzyknął: – Powiedz mi, Katarzyno, gdzie jest twoja dusza?

 

Dwa razy zadał to pytanie, a nie uzyskawszy odpowiedzi, powtórzył je po raz trzeci. Martwa kobieta otworzyła oczy i ledwo poruszając ustami odparła słabym głosem, który zdawał się pochodzić z głębokiej otchłani: – W piekle. Jest w piekle!

 

Wszystkich obecnych ogarnęło przerażenie. De Hieronimo wielokrotnie powtarzał: – W piekle. W piekle. O wszechmocny Boże! W piekle!

 

Odpowiedź zmarłej i reakcja Świętego zrobiły takie wrażenie na świadkach zdarzenia, że wielu z nich nie odważyło się powrócić do domu bez spowiedzi.

 

Oby jak najwięcej było takich kapłanów, którzy głosiliby kazania niezwykle sugestywnie, a zarazem prosto i zrozumiale. Oby jak najwięcej grzeszników chciało z nich także skorzystać…


Na podstawie The Lives of the Fathers, Martyrs and Other Principal Saints ks. Albana Butlera


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja nas wychowuje

Pani Monika Rypień z Raciborowic Górnych na Dolnym Śląsku jest Apostołem Fatimy od roku, ale jej wspólna droga z Maryją trwa już wiele lat. Jej piękne świadectwo jest dowodem na to, że trudności i życiowe zakręty przechodzone wspólnie z Bogiem i Maryją są zawsze możliwe do pokonania, a obecność Maki Bożej i zawierzenie Jej swoich spraw naprawdę zmienia ludzkie życie.

Maryja w moim życiu i w życiu mojej rodziny jest kimś szczególnym. Ona nas wychowuje, jeśli tylko damy się poprowadzić. Przyjaźń z Matką Bożą rozpoczęła się już od wczesnych lat mojego życia. Uwielbiałam pieśni do Matki Bożej, nabożeństwa majowe czy różańcowe, a w szczególności święta maryjne. W wieku nastoletnim poznałam historię Matki Bożej Fatimskiej: Matka Boża prosi o modlitwę dzieci, które dzięki niej mogą wyprosić nawrócenie ludzkości! Od tego momentu Fatima zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam studentką we Wrocławiu, miałam możliwość uczestniczenia w nabożeństwach fatimskich. Były one przepiękne… Różaniec – nieustanny Różaniec! – sprawił, że mimo różnych przeciwności i doświadczeń, jakie niesie życie, zawsze miałam siłę, takie poczucie, że jest Ktoś obok. Ktoś, kto czuwa, wspiera, niezależnie od wszystkiego, co się działo.

Punktem zwrotnym, początkiem niezwykłego doświadczenia Matki Bożej w moim życiu był czas, kiedy byłam w ciąży z pierwszym i drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko poczęłam dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Razem z mężem modliliśmy się, bo bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a tak długo go nie było… Ja powierzyłam tę intencję Maryi, zostawiłam to Jej działaniu. Pewnego dnia mąż przyszedł do mnie i dał mi obrazek Matki Bożej: Wiesz co, na Jasnej Górze są takie modlitwy w pierwszą sobotę miesiąca za małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. To było niesamowite, jak on wyraził chęć oddania się Matce Bożej! Jeszcze tego samego miesiąca okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Urodził się syn. Wcześniak. Mieliśmy miesiąc leżeć w szpitalu, a okazało się, że po trzech dniach wypuszczono nas do domu. Było tak dobrze, że lekarz stwierdził, że daty zostały pomylone, bo to niemożliwe, on nie powinien sam oddychać, tylko leżeć pod respiratorem. Ale data nie mogła zostać w żaden sposób pomylona, bo to było dzieciątko tak wyczekane, że nie ma po prostu możliwości pomyłki! W ciąży z drugim dzieckiem miałam ogromne problemy zdrowotne. Lekarze powiedzieli, że dziecko urodzi się chore. Wada genetyczna… Jak by nie było, my z mężem jesteśmy za życiem i przyjęlibyśmy każde dziecko. Ale zadziałała potężna modlitwa, wsparcie mnóstwa osób i dziecko urodziło się zdrowe. I tutaj cały czas Matka Boża nam towarzyszyła! Może ktoś by powiedział, że to było szczęście, przypadek. Ale my z mężem cały czas uważamy, że jest to opieka Matki Bożej. Co by się nie działo, zawsze oddajemy wszystko Maryi, i rzeczywiście, wszystko się później układa.

Oboje z mężem nie pochodzimy z miejscowości, w której mieszkamy, przeprowadziliśmy się tu po ślubie. Tutejsza parafia jest piękną i rozmodloną wspólnotą. Ale poznając nową
wspólnotę, zauważyłam, że nie ma tu nabożeństwa fatimskiego, więc poszłam z prośbą do księdza proboszcza, żeby takie nabożeństwo się odbywało. Dzięki zgodzie i współpracy księdza nabożeństwa fatimskie odbywają się u nas już od 2016 roku. Wspólnie z parafianami przygotowywaliśmy się do stulecia Objawień wielką nowenną fatimską. Ludzie bardzo pozytywnie przyjęli to nabożeństwo. Gdy tylko zbliża się maj, dzwonią i pytają, czy i w tym roku się odbędzie!

Na Stowarzyszenie trafiłam tak zwanym przypadkiem, w internecie. Spodobały mi się inicjatywy propagowania kultu Matki Bożej Fatimskiej. Kiedy przeczytałam, że są ludzie, którzy się tego podjęli, też zapragnęłam pomóc. Jest jeszcze jedna szczególna historia związana z moim uczestnictwem w Apostolacie. Raz wypadło tak, że byłam na roratach w całkiem innej parafii, gdzie nie było ze mną moich dzieci, i tam ksiądz rozdawał dzieciom figurki Matki Bożej. Bardzo mi się to spodobało. Dziś w wielu domach, gdzie żyją młode rodziny, brakuje nawet krzyża na ścianie, obrazów Matki Bożej czy Jezusa. To jest niemodne… a te dzieci z radością przyjmowały figurkę Maryi. Pomyślałam sobie, że może przyjadę tu kiedyś z moimi dziećmi i one też wezmą udział w takim losowaniu? I na drugi dzień w skrzynce pocztowej znaleźliśmy figurkę Matki Bożej z Apostolatu! To była ogromna radość. W naszym domu przy wyjściowych drzwiach znajduje się też kropielnica, a obok niej zawiesiliśmy Akt poświęcenia naszego domu Matce Bożej, który często ponawiamy. Tak pięknych inicjatyw jest o wiele więcej. I do tego Apostołowie modlą się za siebie nawzajem! Dzięki temu nasza wspólnota wspiera się wzajemnie i czerpie swoje siły, służąc Maryi, która prowadzi nas ku Jezusowi.

Przyg. MW



Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę podziękować za kalendarz „365 z Maryją” oraz pismo „Przymierze z Maryją”. Od wielu lat starałem się wspierać każdą akcję organizowaną przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Szczerze mówiąc, nie zawsze podchodziłem sumiennie do lektury, którą od Was otrzymywałem („Przymierze z Maryją”, „Polonia Christiana”). Wydawało mi się, że samo wspieranie finansowe w zupełności wystarczy. Myliłem się! Teraz, gdy znalazłem się w „jaskini zła”, tam, gdzie rządzi książę ciemności, zacząłem doceniać moc wiary i Bożego słowa, zawartych w Waszych artykułach. Modliłem się zawsze (…), ale wydaje mi się, że raczej z obowiązku niż z potrzeby. Teraz, będąc w zakładzie karnym, gdzie naprawdę ciężko znaleźć człowieczeństwo, współczucie, a co za tym idzie bliskość Bożego Miłosierdzia, pozostaje cicha modlitwa i rozmowa z Panem Bogiem (…). Jest jeszcze nasza ukochana Mateczka MARYJA, która przez całe moje życie okrywała mnie i moją rodzinę swym miłosiernym niewidzialnym płaszczem ochronnym. (…) Bóg naprawdę nas kocha! Pisząc to, mam na myśli dzieło, którego się podjęliście. Bóg zapłać!
Proszę o modlitwę w mojej intencji.
Jacek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę Państwu podziękować za pracę na rzecz krzewienia Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie piękne upominki, które od Was otrzymuję. Całej Redakcji życzę największych sukcesów. Modlę się codziennie, aby dobry Bóg i Jego Matka otaczali Was Swoją opieką i błogosławili w dalszej pracy. Jako Apostoł Fatimy pragnę wspierać Was skromnym datkiem, aby Wasza działalność rozszerzała się na całe nasze społeczeństwo. (…)
Bronisław ze Starogardu Gdańskiego

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę pozdrowić serdecznie całą Redakcję „Przymierza z Maryją” oraz podziękować za przysyłane mi egzemplarze Waszego pisma, które bardzo mi się podobają, są ciekawe i poruszające, a nawet wzruszające. Dziękuję za ciekawe artykuły, dziękuję za dział „Strony Maryjne”, gdzie znajdują się piękne opisy sanktuariów Matki Bożej. Ta lektura pisma katolickiego bardzo mnie wzbogaca i poucza. Dziękuję również za wszystkie przesyłane mi dewocjonalia, którymi obdarowuję moich najbliższych. Chcę, aby i oni cieszyli się i wzbogacali duchowo. Bóg zapłać za wszystkie modlitwy w mojej intencji i mojej rodziny. Wspieram Waszą redakcję duchowo, a jak tylko będę mogła, będę też wspierała ją finansowo.
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa Stowarzyszenia Sławomira Olejniczaka i jego współpracowników oraz czytelników tego pięknego pisma. Szczęść Wam Boże!
Stała czytelniczka – Bernadetta

Szczęść Boże!
Szanowny Panie Prezesie! Serdecznie dziękuję Panu oraz Pana współpracownikom za wszystkie przesyłki skierowane do nas, a w szczególności za każdy kolejny egzemplarz czasopisma „Przymierze z Maryją”.
Można zauważyć, że od dłuższego czasu artykuły i szata graficzna jest coraz bogatsza i wzbogaca nas, Czytelników, w wiedzę katolicką. Wskazuje drogę do Boga za wstawiennictwem Maryi i świętego Józefa, prosząc o łaski uzdrowienia i wszelką pomoc. W natłoku codziennych obowiązków znajdujemy czas na modlitwę – Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlimy się o pomyślność naszych dzieci i wnucząt oraz osób nam najbliższych. Odczuwamy wtedy, że Bóg jest z nami i że nie jesteśmy sami. To podnosi nas na duchu, stanowiąc oparcie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw. Nadmieniamy jednocześnie, że przynależność do Apostolatu Fatimy jest dla nas czymś bardzo ważnym. Każdy człowiek żyjąc na tym świecie, winien starać się pozostawić ślad swojej egzystencji na ziemi, a ocenę pozostawić najbliższym, a przede wszystkim Bogu.
Edward wraz z Małżonką

Szanowni Państwo!
Dziękuję za przesłanie filmu „Via Dolorosa” z dołączonymi rozważaniami „Drogi Krzyżowej”. Chętnie czytam „Przymierze z Maryją”. Oddaję ten dwumiesięcznik także w inne ręce i zachęcam do włączenia się w jego czytanie i propagowanie wśród bliźnich. Zachwycona jestem tematyką Waszego pisma. Gratuluję doboru materiałów, które wzbogacają wiarę oraz wiadomości religijne i inne (ze świata), związane z chrześcijańską postawą człowieka. Bóg zapłać za wszystko! Z wyrazami szacunku.
Marianna z Mazowieckiego

Szczęść Boże!
Chciałbym podziękować całej Redakcji i przyjaciołom Apostolatu Fatimy oraz „Przymierza z Maryją” za wieloletnie wsparcie duchowe, modlitwy i Msze Święte w intencji nas wszystkich, a także piękne upominki dające wiele radości. Zawsze oczekuję i czytam od deski do deski Wasz (nasz) wspaniały dwumiesięcznik. Później przekazuję go innym, by był pocieszeniem w naszych trudnych czasach, także dla innych. Pozdrawiam serdecznie.
Mirosław

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Otrzymałem od Państwa piękne opracowanie „Via Dolorosa” z płytą i modlitwą do Krzyża Świętego, za które bardzo dziękuję. To piękna Państwa akcja, w której też chcę wziąć udział. (…) Staram się uczestniczyć we wszystkich Państwa kampaniach mających na celu przebudzić sumienia Polaków, ale też uczyć wiary i historii Kościoła. Mam już swoje lata, wiary uczyły mnie mama i babcia, teraz ją przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Jednak najwięcej wiadomości z życia Kościoła, o życiu świętych, historii Kościoła czerpię z „Przymierza z Maryją”, które otrzymuję i czytam od pierwszej do ostatniej strony. Jako Polak, który wiele lat mieszkał w Niemczech, jestem dumny z Waszej pracy. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych dla całej redakcji „Przymierza z Maryją”.
Wojciech