Temat numeru
 
Pomoc, która przyszła z Nieba

Cudowny Medalik Maryi Łaskawej jest ogromną pomocą w dzisiejszych czasach głębokiego kryzysu moralnego i religijnego.

Jestem matką 27-letniego syna, z którym miałam przez długi czas wiele kłopotów w codziennym życiu. Rozpoczął życie z kobietą rozwiedzioną, która miała dwoje dzieci. Przeżywałam to ogromnie i gorąco modliłam się o jego powrót do dobrego życia i żeby zszedł ze złej drogi. Całą ufność pokładałam w modlitwie do matki Bożej Cudownego Medalika. Syn wyjeżdżał często w delegacje. Włożyłam Cudowny Medalik do jego podróżnej torby, o czym nie wiedział. Po powrocie z podróży do domu zapytał mnie, kto włożył mu do torby ten medalik. Odpowiedziałam, że ja to uczyniłam, by się opamiętał i więcej nie obrażał Boga. Byłam zdumiona, gdy na moich oczach zawiesił ten medalik na szyi, na srebrnym łańcuszku i nosi go stale. Ku wielkiej mej radości syn zerwał z tą kobietą i za tę łaskę dziękuję Niepokalanej.

Wdzięczna matka

 

***


Oto jedno ze świadectw zawartych w książce „Promienie Pośredniczki łask". To tylko przykład tego, jak niezbędne jest nabożeństwo Cudownego Medalika w dzisiejszych czasach kryzysu dotykającego rodziny i całego społeczeństwa.

Przejmująca Historia Łask

W roku 1830 w Paryżu Maryja ukazała się świętej Katarzynie Labouré, młodej zakonnicy, i nauczyła ją nabożeństwa do Cudownego Medalika.

Przenajświętsza Dziewica powiedziała: „Postaraj się o wybicie medalika na ten wzór! Wszystkie osoby, które będą go nosić na szyi, otrzymają wielkie łaski. Łaski będą obfite dla tych, którzy nosić go będą z ufnością." Ta wspaniała obietnica rzeczywiście spełniała się od tamtego momentu. Kiedy przygotowywano się do wybicia pierwszych medalików, w Paryżu wybuchła straszliwa epidemia cholery. Zaraza zaczęła pustoszyć Francję 26 marca 1832 i trwała aż do połowy tego roku. Już 1 kwietnia zmarło 79 osób, 2 kwietnia - 168; dnia następnego - 216. Liczba ofiar wzrastała w zastraszającym tempie, aby dziewiątego dnia epidemii osiągnąć 861 osób. Według danych oficjalnych zmarło wówczas w sumie 18.400 osób, tym niemniej uważa się, że dane te zostały zaniżone, aby uniknąć paniki, która mogłaby wybuchnąć wśród ludności.

Dnia 30 czerwca zakonnice z klasztoru Córek Miłosierdzia rozpoczęły rozdawanie 1500 medalików wśród osób dotkniętych epidemią. W bardzo krótkim czasie epidemia ustąpiła. Później zaczęły się cudowne wydarzenia, które sprawiły, że w ciągu niewielu lat Cudowny Medalik stał się znany na całym świecie. Arcybiskup Paryża, który wyraził zgodę na wybicie medalika i wkrótce potem otrzymał kilka pierwszych egzemplarzy, natychmiast został obdarzony za pośrednictwem medalika nadzwyczajną łaską i stał się gorącym orędownikiem nowego nabożeństwa. Również Papież Grzegorz XVI otrzymał partię medalików i zaczął je rozdawać odwiedzającym go osobom. W roku 1836 wybito już i rozdano ponad 15 milionów medalików na całym świecie. W roku 1842 liczba medalików osiągnęła 100 milionów. Z najbardziej odległych krajów nadchodziły informacje o nadzwyczajnych łaskach uzyskanych dzięki medalikowi: uzdrowieniach, nawróceniach, obronie przed grożącymi niebezpieczeństwami, etc. W roku 1876, w którym zmarła święta Katarzyna Labouré, już ponad miliard medalików rozsiewało łaski na całym świecie.

Cudowne nawrócenie Żyda

Alfons Ratisbonne, bankier należał do jednej z najbogatszych rodzin żydowskich we Francji. Znany był ze swojej wrogości do Kościoła katolickiego i wydawało się, że nic nie było w stanie tego zmienić. Jako 28-letni mężczyzna miał wejść do Towarzystwa Bankowego swego wuja. Jego życie upływało w dostatku i nie cierpiał żadnej biedy. Jego brat, Teodor nawrócił się na katolicyzm kilkanaście lat wcześniej i kiedy Alfons był na dobrej drodze do kariery bankiera, jego brat kapłan przewodził Arcybractwu Najświętszego Serca Maryi. Alfons, spośród wszystkich członków rodziny, był najbardziej zawziętym przeciwnikiem nawróconego brata. Jesienią 1841 roku Alfons Ratisbonne dla podreperowania swojego wątłego zdrowia udał się do Włoch, gdzie przeżył największe wydarzenie w swoim życiu. Posłuchajmy fragmentów zeznania złożonego na ten temat w Rzymskim Wikariacie przez Teodora de Bussierre - świadka tamtych dni:

Pewnego razu spotkałem Alfonsa u mojego brata. Przyszedł w momencie, kiedy ja zamierzałem wychodzić. Zostaliśmy sobie przedstawieni i wtedy powiedziałem mu, że miałem wiadomości od jego brata zakonnika, z którym jestem głęboko związany, odkąd mam zaszczyt być katolikiem. Odpowiedział mi coś z chłodną uprzejmością (...) Alfons miał zamiar wrócić do Neapolu. Miejsce w dyliżansie miał zarezerwowane na poniedziałek 17 stycznia, na 3 rano. Z tej racji, że byłem przyjacielem jego brata, czuł się zobowiązany wyświadczyć mi grzeczność i złożyć przed wyjazdem swoją pierwszą i ostatnią wizytę (...) Zapytałem o wrażenia z pobytu w Rzymie, a on opowiedział mi krótko o swoich wyprawach i między innymi rzekł: - Byłem również w kościele Ara Coeli na Kapitolu i nie wiem dlaczego ogarnęło mnie wielkie wzruszenie. Mój przewodnik to zauważył i zapytał, co mi się stało, dodając, że wiele razy widział już cudzoziemców doświadczających podobnych uczuć. Pan Ratisbonne zauważył następnie, że w momencie, kiedy opowiadał o tym zdarzeniu dostrzegł w moich oczach jakby błysk elektryczny, a moje spojrzenie mówiło: „będziesz nasz". Podkreślił jednak, że przeżycie w kościele było wprawdzie religijnej natury, ale nie chrześcijańskie i że widok nędzy i degradacji Żydów w dzielnicy, przez którą przechodził opuszczając Kapitol, rozpalił w nim na nowo nienawiść do katolicyzmu. Dodał, że on zawsze wolał być po stronie ciemiężonych, a nie ciemiężycieli. Wydawało mi się w tej sytuacji, że powinienem zwalczyć te dziwaczne poglądy mojego rozmówcy i mówiłem o łagodności, współczuciu, o wzniosłych prawdach chrześcijaństwa. Odpowiedział - zapewne świadomy braku sensu swoich słów - że wszystkie religie są dobre pod warunkiem, że jest się uczciwym człowiekiem. Ja na to, że jeżeli wszystkie są dobre, to prawdziwe jest także stwierdzenie, że wszystkie są złe. Wtedy zaprotestował mówiąc, że człowiek honoru nie zmienia religii i ponieważ on jest od urodzenia Żydem - takim pozostanie.

Starałem się wykazać mu, że ten argument - bardzo wygodny dla pychy i lenistwa - jest po prostu obelgą dla Pana Boga.
- Może pan mówić, co się panu podoba. Czy urodziłem się Żydem, czy muzułmaninem, czy bałwochwalcą, takim zostanę. Honor mi to nakazuje. Czy to panu odpowiada, czy nie, mało jest dla mnie ważne.
- Poza tym - dorzuciłem - jeśli pan jest dobrym i wiernym Izraelitą, przez to samo powinien stać się pan katolikiem; jako Żyd wierzy pan w świętość Ksiąg Starego Testamentu, w natchnienie proroctw, a odnajdując w Kościele katolickim spełnienie wszystkiego, co zostało przepowiedziane, ma pan obowiązek stać się członkiem tego Kościoła. Na to Ratisbonne odpowiedział jedynie niedowierzającym, pełnym politowania uśmiechem (...)
- Ponieważ pan ma tak mocne i pewne przekonanie o swojej postawie, proszę, by pan nosił przy sobie to, co panu dam.
- Zobaczymy o co chodzi - odpowiedział kpiącym tonem.
- Tylko o ten medalik - pokazując odpowiedziałem.
Na te słowa gwałtownie się cofnął.
- Według pańskiego sposobu myślenia, powinno być to panu obojętne, a dla mnie byłaby to wielka przyjemność.
- O, nie dbam o to - zawołał wybuchając śmiechem - Chcę co najmniej móc panu udowodnić, że błędnie oskarża pan Żydów o upór i zarozumiałość nie do pokonania. Zresztą pan mi przez to dostarcza bardzo ciekawego rozdziału do moich notatek z podróży.

Podczas tej rozmowy moje młodsze siostry przygotowały wstążę; zawiesiłem medalik na szyi Alfonsa (...) Chciałem, aby odmówił pobożnie wezwanie św. Bernarda - „Pomnij...". Początkowo ta propozycja została odrzucona (...) Chcąc go zmusić do jej przeczytania, powiedziałem, że mam tylko jeden egzemplarz, co było zresztą prawdą, i poprosiłem go o jej przepisanie. Nie mogąc się dłużej bronić odrzekł z lekką ironią:
- Przepiszę, dam panu moją kopię, a ja zatrzymam pańską.

(...)Czuwałem przed Najświętszym Sakramentem przez pierwsze 4 godziny w nocy z soboty na niedzielę wraz z moimi przyjaciółmi (...), których prosiłem, by włączyli się w moje modlitwy w intencji nawrócenia pewnego Żyda.

(...)Pojechałem i zobaczyłem Alfonsa na ulicy des Condotti. Zatrzymałem więc powóz, a on wsiadł.
- Szukałem pana powiedziałem - aby zaproponować spacer, ale skoro jesteśmy blisko kościoła, gdzie mam załatwić klika spraw, więc wejdźmy. Pan poczeka kilka minut, to nie będzie długo trwało. Zgodził się. Otwierając drzwi zauważył przygotowania do pogrzebu i zapytał mnie, dla kogo to wszystko?
- To - odpowiedziałem - dla pewnego niedawno zmarłego mężczyzny, pana de La Ferronays (...) Ratisbonne zaczął przechadzać się po nawie; jego wzrok zdawał się mówić: ten kościół jest całkiem brzydki. Zostawiłem go i poszedłem do klasztoru (...)

Cała sprawa trwała dziesięć lub dwanaście minut. Powróciłem do kościoła. Początkowo nigdzie nie mogłem dostrzec Alfonsa, lecz po chwili zauważyłem go klęczącego przed kaplicą Anioła Stróża. Musiałem potrącić go trzy lub cztery razy, zanim zauważył moją obecność. W końcu odwrócił się do mnie twarzą i powiedział:
- O, jakże ten zmarły pan modlił się za mnie. Poczułem to, czego doświadcza się przy cudach. Podniosłem go i pomogłem mu wyjść z kościoła pytając, gdzie chce iść.
- Proszę mnie zaprowadzić, gdzie pan chce. Po tym, co widziałem - usłucham. Nalegałem, by mi wyjaśnił, o co chodzi, ale jego wzburzenie było bardzo silne. Wyciągnął wiszący na piersi Cudowny Medalik i pokrył go pocałunkami i łzami (...)
- Ach, jaki jestem szczęśliwy. Jak dobry jest Bóg! Jaka obfitość łask i szczęścia. Jakże ci, co nie wierzą, są godni litości! (...)

Kiedy te szalone emocje zaczęły mijać, Alfons z promienną twarzą, powiedziałbym prawie przeobrażoną, uściskał mnie, ucałował; prosił, bym go zaprowadził do spowiednika; chciał wiedzieć, kiedy mógłby otrzymać chrzest, bez którego nie wyobraża sobie dalszego życia (...) Wkrótce zaprowadziłem go do ojca Villefort, który nakazał mu udzielić wyjaśnień. Ratisbonne wyjął swój medalik, ucałował, pokazał nam i wykrzyknął:
- Widziałem Ją, widziałem Ją!
Następnie uspokoił się i opowiedział nam, ca zaszło. Oto jego własna relacja:
- Byłem już chwilę w kościele, kiedy nagle poczułem się pełen niewytłumaczalnego lęku. Podniosłem oczy. Wnętrze całej świątyni jakby zniknęło. W jednej tylko kaplicy - jakby to powiedzieć - skoncentrowało się całe światło i w środku tego promieniowania stała na ołtarzu, wielka, błyszcząca, pełna majestatu i słodyczy Matka Boża taka, jak jest na moim medaliku. Uczyniła mi znak ręką, bym uklęknął. Jakaś nieodparta siła pchnęła mnie ku Niej. Dziewica wydawała się mówić: „dobrze". Nic więcej mi nie powiedziała, ale wszystko zrozumiałem (...)
- Ach - powiedział ściskając moje dłonie - rozumiem teraz miłość katolików do ich kościołów i pobożność, z jaką je zdobią i wypełniają. Jak tutaj jest dobrze, chciałoby się nigdy stąd nie wychodzić, to już prawie nie jest ziemia.
Realna obecność Boskości wokół ołtarza z Najświętszym Sakramentem miażdżyła go do tego stopnia, że był zmuszony oddalić się, aby nie utracić przytomności. Wydawało mu się czymś strasznym przebywać przed Bogiem Żywym nie będąc ochrzczonym. Poszedł schronić się do kaplicy Matki Bożej.
- Tutaj - powiedział - nie boję się. Wiem, że jestem chroniony przez ogromne miłosierdzie.

Modlił się z największą gorliwością przy grobach Apostołów. Historia nawrócenia św. Pawła, którą mu opowiedziałem, wycisnęła na nowo obfite łzy (...) Alfons wyznał nam, że poprzedniej nocy nie mógł spać. Nieustannie widział przed sobą wielki krzyż bez pasyjki i o szczególnym kształcie. - Czyniłem - powiedział - niewiarygodne wysiłki, by usunąć ten obraz, ale bez rezultatu. Kilka godzin później, widząc przypadkowo i po raz pierwszy rewers Cudownego Medalika, rozpoznał „swój" krzyż (...) Alfons Ratisbonne rozpoczął rekolekcje 8 dni po nawróceniu. Jutro, 31 stycznia będzie ochrzczony w kościele imienia Jezusa. Będzie miał również zaszczyt przyjąć ciało Pana Naszego i odtąd będzie nosił imię Maryi.1

Alfons Ratisbonne, wraz z bratem założył zgromadzenie zajmujące się nawracaniem Żydów.

***


La Salette, Lourdes, Fatima
Objawienia Maryi świętej Katarzynie Labouré w roku 1830 były początkiem całego cyklu wielkich objawień maryjnych. Cykl ten miał swój dalszy ciąg w La Salette (1846), w Lourdes (1858) i osiągnął punkt kulminacyjny w Fatimie (1917). Od roku 1830 Maryja objawia się opłakując grzechy świata, ofiarując przebaczenie oraz miłosierdzie dla grzesznej ludzkości i przepowiada surowe kary, jeżeli ludzkość się nie nawróci. Ale też zapowiada, że po tych karach nadejdzie wspaniały triumf Dobra. W listopadzie 1876 roku, na miesiąc przed śmiercią, święta Katarzyna Labouré potwierdziła: „Nadejdą wielkie katastrofy.... krew popłynie ulicami. Przez chwilę będzie panowało przeświadczenie, że wszystko jest już stracone. Ale wszystko zostanie wygrane. Przenajświętsza Dziewica wybawi nas. Tak, kiedy ta Dziewica, ofiarując świat Ojcu Przedwiecznemu zostanie uczczona, będziemy uratowani i będziemy mieli pokój". Dla naszego pocieszenia 13 lipca 1917 r. Maryja obiecała w Fatimie: „W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje".

***


Opisy nadzwyczajnych łask
Oto kilka przejmujących świadectw osób, które optrzymały łaski za pośrednictwem Cudownego Medalika, zaczerpniętych z książki „Promienie Pośredniczki Łask" osób. Oby te świadectwa pomogły nam z ufnością uciekać się do obrony Matki Bożej Łaskawej.

Uzdrowienie z groźnej choroby
Choroba zaczęła się 22.IX.1976 roku podczas urlopu w okolicach Krakowa. Diagnoza lekarska: przeziębienie grypy, przeniknięcie wirusa, który poraził system nerwowy z wyjątkiem serca. 25 września skierowano chorą do Gorzowa, a stamtąd 4 października wywieziono karetką reanimacyjną umierającą do Poznania. Lekarz (był nim już nieżyjący dr Mirosław Owsianowski) na oddziale reanimacji nie dał nadziei na dalsze życie. Wiadomość dla całej rodziny była tragiczna.

Parafianka ze Skwierzyny


Nawrócenie ateisty
To, co się działo później, jest nie do opisania. Ratunkiem była wspólna myśl należy się modlić do Najświętszej Maryi Panny Cudownego Medalika. Mocna wiara i nadzieja w Boga Wszechmogącego dały siłę. Modliły się w naszych domach także Siostry Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, modlitwa stała się szturmem do nieba. W kościele odprawiono Mszę Św. o zdrowie. Trwało to wszystko przez 6 tygodni pobytu w szpitalu i uzyskano łaskę uzdrowienia. Na Święta Bożego Narodzenia wielka radość cała rodzina była przy stole wigilijnym. Od roku 1978 rekonwalescentka jest mężatką i ma już trójkę zdrowych dzieci.Jedna z członkiń Apostolatu Maryjnego pracowała ze zdecydowanym ateistą. Kiedyś uległ on wypadkowi motocyklowemu i został częściowo inwalidą. Stan jego zdrowia pogarszał się. Został umieszczony w szpitalu. Apostołka w delikatny sposób zaproponowała mu założenie na szyi Cudownego Medalika. Zgodził się. Cudowny Medalik otrzymała również jego żona. Po jakimś czasie ciężko chory poprosił o spowiedź. Pochowany został z Cudownym Medalikiem na szyi.

Apostoł Maryjny z Kłodzka


Nawrócenie podczas choroby
Żona od śmierci męża zaczęła chodzić do kościoła i jest obecnie praktykującą katoliczką.Niewierzący mąż mojej koleżanki z Warszawy zachorował na raka. Powiedziała mi o tym w tajemnicy przed częścią własnej rodziny zamieszkującej w Krakowie. Gdy się o tym dowiedziałem, wysłałem jej Cudowny Medalik. Po pewnym czasie dostałem list z wyrazami wdzięczności i informacją, że operacja się udała, a mąż uwierzył w Jezusa. Medalik nosi do dziś. To cała historia, którą chciałem przekazać.

Student UJ


Zerwanie z nałogiem pijaństwa
Bratanica ze Szczecina mówi: nałogowy alkoholik, który był postrachem domu, nie uczęszczał na Msze św. w niedziele, po otrzymaniu Cudownego Medalika zerwał zdecydowanie z nałogiem ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich. Z żoną przykładnie uczęszcza na Msze św. Taki sam wypadek miał miejsce w innym domu. Ojciec czworga dzieci przestał pić, zajął się rodziną i uczęszcza w niedzielę na Mszę św.

Siostra Miłosierdzia

 

***


Na całym świecie istnieją liczne świadectwa łask uzyskanych za pośrednictwem Matki Bożej od Cudownego Medalika: obrona chorych, uzdrowienia, ulga w cierpieniu, obrona bezrobotnych i osób mających problemy finansowe, ochrona przed wypadkami i niebezpieczeństwami, nawrócenia, łaska odnowy moralnej, ożywienie duchowe, wyjście z nałogów; ochrona przed działaniami szatana, ochrona w przypadkach zamachów, kradzieży, rabunku czy też rozwiązanie problemów z sąsiadami.
Cudowny Medalik również dzisiaj mnoży swe cudowne działania.
Wszyscy potrzebujemy obfitych łask, szczególnie w obecnych trudnych i pełnych zamętu czasach. Dlatego powinniśmy prosić Matkę Bożą Łaskawą z ufnością dzieci Bożych o łaski potrzebne w naszym życiu i dla naszej rodziny.

Łaska

Nabożeństwo do Matki Łaski Bożej: potrzebne do przezwyciężenia ogromnych nieszczęść nękających świat.
Przywoływanie Matki Bożej Łaskawej jest rzeczą przepiękną. Słowo „łaska" ma dwa znaczenia w języku Kościoła katolickiego. Z jednej strony oznacza ono przysługę. Na przykład, jeżeli ktoś jest chory, prosi o wyleczenie i otrzymuje je, a wówczas może powiedzieć: „Doznałem łaski." Prosił niebo o przysługę, a jego prośba została wysłuchana. Ale jest jeszcze jedno znaczenie słowa „łaska", o wiele głębsze. Jest to przysługa tak ogromna, tak wspaniała, że jest łaską w pełnym tego słowa znaczeniu: uczestnictwem w życiu Boskim. Bóg, w swym nieskończonym miłosierdziu i na prośbę Maryi, udziela wszystkim duszom pomocy, siły duchowej, która jest uczestnictwem w Jego własnym życiu. Otrzymując uczestnictwo w Jego własnym życiu, jesteśmy obdarzeni siłą ducha, doznajemy uniesienia, otrzymujemy odwagę, która była cechą niezliczonych świętych i błogosławionych wyniesionych na ołtarze Świętego Apostolskiego Rzymskiego Kościoła Powszechnego.

Łaska jako szczep
Jest to owoc tego uczestnictwa stworzony w życiu Boga, które nie jest stworzone. Nasze życie zostało stworzone, zostaliśmy stworzeni przez Boga, ale poprzez łaskę mamy udział w jego niestworzonym życiu. Jest to uczestnictwo najwyższe i, jeżeli można użyć takiego porównania dającego pewne pojęcie o jego istocie, przypomina ono szczep. Na drzewie - na którym zaszczepia się żywą część innego drzewa dającego cenne owoce - w okresie owocowania narodzą się również wspaniałe owoce na tym drzewie. Tak też jest z łaską. Łaska podobna jest do takiego szczepu życia Boga w każdym z nas. Jeżeli odpowiemy na łaskę, wzniesiemy się na wyżyny świętości.

Jak odpowiedzieć na łaskę?
Nie grzesząc, ale praktykując cnoty. Tak jest się godnym łaski. Na tej ziemi najważniejsze jest wypełnianie woli Boga. Łaska tak rozumiana jest ogromnym darem danym przez Boga wszystkim ochrzczonym. Aż do śmierci łaska towarzyszy nam, wzywa nas i pociąga za sobą, pod warunkiem, że nie zostanie przez nas odrzucona. Jednak nawet wśród najgor szych grzechów łaska nas wzywa.

Nasza pozycja przed Bogiem jest uprzywilejowana

Wyobraźmy sobie osobę oskarżoną o dokonanie zbrodni. Trwa proces, oskarżenie jest niesłuszne, ale wiadomo, że sędzia jest pod złym wrażeniem i ma wydać wyrok skazujący. Oczywiście, ta osoba jest tym bardzo zmartwiona. Ale gdyby ta osoba wiedziała, że matka sędziego jest, na przykład, siostrą jego własnej matki, mogłaby powiedzieć: Ach, co za ulga! Mama porozmawia z sędzią i na pewno coś u niego uzyska. To samo zachodzi w relacji z Naszą Najlepszą Matką - Maryją. Nie zasługujemy na wysłuchanie przez Boga - Najwyższego Sędziego, ale Ona jest Matką nas wszystkich, a jako matka robi wszystko dla swoich dzieci. Jej wstawiennictwo jest tak potężne, że wszystkie modlitwy, z którymi zwracamy się za Jej pośrednictwem, będą wysłuchane. Matka Łaski Bożej, uzyskująca dla każdego z nas potrzebne łaski, uzyskuje dla nas łaskę uczestnictwa w życiu Boskim, która może zaprowadzić nas do nieba.


(1) Promienie Pośredniczki Łask, Kraków 1993, s. 123-135


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Witaj, Światłości Świata!
Zbliżamy się do końca roku 2018. Dodajmy – roku dla naszego Narodu szczególnego. Setna rocznica odzyskania niepodległości skłania do zadawania pytań o Polskę. O sens i cel istnienia naszej Ojczyzny… W tych rozważaniach warto pomyśleć o roli Kościoła i chrześcijaństwa w kształtowaniu naszej państwowości, tożsamości narodowej. Śmiało możemy powiedzieć, że Polskę otrzymaliśmy od Kościoła w prezencie. Chrzest Mieszka I wprowadził nas do europejskiej rodziny państw chrześcijańskich. Bez Mistycznego Ciała Chrystusa być może z czasem wykształciłaby się jakaś większa wspólnota, ale nie byłaby to ta Polska, którą znamy.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u naszej Matki
Michał Wałach

Istnieją na świecie miejsca, gdzie Bożą obecność czuje się wyjątkowo mocno, których niezwykły charakter można wyjaśnić niedowiarkom bez słów. Jednym z nich jest Fatima, do której w drugiej połowie października udała się prawie 40-osobowa pielgrzymka Apostolatu Fatimy.

 

 

Zmęczenie długą podróżą nie stanowiło dla naszej pielgrzymującej grupy przeszkody nie do pokonania, skoro niemal na wyciągnięcie ręki mieliśmy miejsce uświęcone objawieniami Najświętszej Maryi Panny oraz modlitwą milionów katolików z całego świata. Jeszcze przed świtem pierwszego dnia po przyjeździe, pielgrzymujący z nami ksiądz Józef Aszkiełowicz z Wileńszczyzny odprawił Mszę Świętą tuż przy Kaplicy Objawień – a więc tam, gdzie trójce portugalskich dzieci objawiła się Królowa Nieba i Ziemi.

 

Następnie ów niezwykły kapłan poprowadził dla nas trafiające do serca i duszy Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na tzw. Drodze Węgierskiej. W trakcie modlitwy odwiedziliśmy Valinhos – miejsce, gdzie Matka Boża ukazała się w sierpniu roku 1917, gdy pastuszkowie 13 dnia miesiąca przebywali w portugalskim więzieniu, oraz miejsce nieopodal Cabeço – tam dzieci ujrzały Anioła Portugalii. Innym miejscem spotkania z Bożym Posłańcem były okolice studni w ogrodzie rodziny Santos – trójka dzieci często bawiła się w tym miejscu i to również tam Anioł przygotowywał je na przyjęcie Maryjnego Orędzia.

 

Odwiedzając Aljustrel – rodzinną miejscowość Łucji dos Santos oraz świętych Franciszka i Hiacynty Marto – zobaczyliśmy świat, w jakim wychowywały się dzieci, które do przekazania ludzkości Orędzia wybrała Maryja. Zobaczyliśmy te same drzewa, w których cieniu spędzały czas, domy, w których żyły, uliczki i ogrody, po których spacerowały. Po powrocie do Fatimy odwiedziliśmy Bazylikę Matki Bożej Różańcowej – miejsce, gdzie spoczywają Służebnica Boża siostra Łucja oraz święci Franciszek i Hiacynta.

 

Niezwykłym duchowym przeżyciem dla naszej grupy był udział w wieczornym nabożeństwie różańcowym ze świecami, które zakończyła procesja za figurą Fatimskiej Pani oraz – kolejnego dnia – za Najświętszym Sakramentem. Mogliśmy wręcz poczuć, jak dzięki modlitwie różańcowej Niebo łączy się z ziemią.

 

W trakcie pielgrzymki zobaczyliśmy również materialne dowody niegdysiejszej świetności cywilizacji łacińskiej – piękno, które razem z prawdą i dobrem stanowiły fundament dawnej Europy. Zarówno dawny dominikański klasztor Matki Bożej Zwycięskiej w Batalha, jak i cysterskie niegdyś opactwo w Alcobaça stanowią również świadectwo trudnej historii Portugalii – zostały odebrane zgromadzeniom w pierwszej połowie XIX wieku, w ramach kasaty zakonów. Odwiedziliśmy również Nazaré, gdzie nad Atlantykiem kult odbiera Matka Boża czczona pod postacią figury przyniesionej z palestyńskiego Nazaretu – zgodnie z tradycją – już w IV wieku. Obserwując wzburzony, ale zarazem powalająco piękny ocean, mogliśmy oddać się kontemplacji piękna świata stworzonego przez Pana Boga.

 

Pielgrzymka do miejsca objawień Maryi – co potwierdzali uczestniczący w niej Apostołowie Fatimy – była głębokim przeżyciem duchowym. W jej trakcie część osób skorzystała z możliwości przejścia kilkuset metrów na kolanach do Kaplicy Objawień, ofiarując swój trud i cierpienie Najświętszej Maryi Pannie oraz prosząc Ją o wstawiennictwo w intencjach, z jakimi przyjechali do portugalskiego Sanktuarium. Uczestnicy pielgrzymki nie zapomnieli również o innych Apostołach i przyjaciołach Instytutu – tuż przy miejscu objawień wspólnie zapaliliśmy, w ramach akcji „Twoje Światło w Fatimie”, świece, zaś przy Kaplicy złożyliśmy intencje nadesłane w związku z tą kampanią.

 

Podczas całego pobytu na ziemi portugalskiej można było wyczuć modlitewne uniesienie, o które doskonale dbał prowadzący modlitwy różańcowe, litanie oraz intonujący maryjne pieśni ksiądz Józef. Niezwykle pobożny kapłan z Wileńszczyzny zachęcał do odpowiedzi na wezwania Matki Bożej i codziennego odmawiania Różańca, na przykład w ramach nowenny pompejańskiej. Niezwykła duchowa atmosfera panująca w grupie sprawiła, że pielgrzymka Apostołów Fatimy do miejsca Objawień naszej Matki i Królowej na zawsze zostanie w pamięci uczestników. Wielu z nich nie ma wątpliwości – o udziale w wyjeździe nie zdecydował „ślepy los”. Wyjazd nastąpił w chwili, gdy w życiu potrzebowali wizyty u Niebiańskiej Matki. Niezbadane są wyroki Bożej Opatrzności…

 

Michał Wałach


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę bardzo serdecznie podziękować za wszystkie przesyłki, które otrzymuję od Państwa – za „Przymierze z Maryją”, przepięknie wydane książki, publikacje, dewocjonalia, przede wszystkim za krzyżyk z wizerunkiem Pana Jezusa, który noszę na sercu. Jestem szczęśliwa, że kilka lat temu natrafiłam na broszurę przedstawiającą książkę „Świadectwo Bożego Miłosierdzia” i właśnie od tego się wszystko zaczęło. Zamówiłam, przeczytałam z ogromnym wzruszeniem zwłaszcza zamieszczone w niej świadectwa osób, które doświadczyły Bożego Miłosierdzia. Sama codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia – ta modlitwa ma bardzo ogromną moc. Bardzo chętnie w miarę moich możliwości wspieram wszystkie Państwa kampanie, ponieważ uważam, że są bardzo potrzebne w pogłębianiu wiary chrześcijańskiej. Serdecznie pozdrawiam wszystkich członków redakcji, życzę cierpliwości i wytrwałości w prowadzeniu tego Bożego ­dzieła.

 

Beata z Zielonej Góry

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo!

Pragnę się z Państwem podzielić moją radością, która jest też świadectwem. Otóż, dzięki Wam podjąłem pracę nad sobą i… zmieniam się, żeby z każdym dniem być bliżej Bożych spraw. Dziękuję Wam za wspaniałą wyprawę do Ziemi Świętej z aktami tylu zawierzeń (znalazły się tam też moje i moich bliskich). Bogu dziękuję, że także dostąpiłem tej łaski bycia z moją Rodziną w Ziemi tak obficie zroszonej Krwią Zbawiciela. Przez Wasze wspomnienia ponownie odnalazłem się i kolejny raz z większą mocą i zapałem mogę apostołować wśród tych, którzy szukają w swoim życiu Pana Boga. Pozdrawiam Was serdecznie!

 

Bolesław

 

 

Szanowni Państwo!

Jestem pełen podziwu i dziękuję za cały trud, jaki wkładacie w swoje działania. Doceniam Państwa pracę i starania. Bardzo chętnie korzystam ze stron internetowych, które prowadzi Wasz Instytut. Mam Państwa cały czas w pamięci. I jak tylko będę miał możliwość, będę Was wspierał. Nigdy jednak nie chciałbym tego robić, by przechwalać się tym przed ludźmi. Takie działania nie są po to, by się z nimi obnosić.

Z wyrazami szacunku

 

Przemysław

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi „Przymierza z Maryją”. Bardzo cieszy mnie to, bo znów będę mogła poczytać ciekawe artykuły, a później przekażę rodzinie do czytania. Polecam Redakcję opiece Matki Bożej i też dziękuję serdecznie Panu Prezesowi, że zawsze o mnie pamięta.

Z Panem Bogiem

 

Barbara z Poznania

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Bóg Wam zapłać za pamięć o mnie i przepiękną korespondencję, wzbogaconą pięknie wydaną katolicką literaturą oraz obrazkami, które są balsamem dla mojej duszy. Przesłany ostatnio obrazek ze św. Ojcem Pio oraz folder dał mi impuls do napisania tego listu. Otóż przypomniana przez Was 50. rocznica śmierci tego Świętego zaznaczyła się również w moim życiu. Już wcześniej wiedziałam, że żył we Włoszech wielki święty Ojciec Pio, ale jakoś nigdy nie prosiłam o jego wstawiennictwo. Aż do czasu…

3 lata temu leżałam w szpitalu na sali pooperacyjnej po bardzo ciężkiej operacji (endoproteza kolana z przeszczepem kości). Ból – mimo znieczuleń – był straszny. Cierpiąc i jęcząc cały czas z bólu, modliłam się do Matki Bożej Bolesnej, prosząc o wytrwanie w cierpieniu. Tego dnia, tuż pod wieczór, zauważyłam stojącego przy oknie mojej sali księdza w ciemnym habicie, przepasanym sznurem, z kapturem na plecach. Powiedziałam wówczas z ulgą: jak dobrze, że ksiądz tutaj jest i… zapadłam w sen, który uwolnił mnie od świadomości bólu.

W czerwcu 2018 roku znalazłam obrazek św. Ojca Pio. To był ten ksiądz, którego zobaczyłam wtedy przy oknie szpitalnym. Dopiero po trzech latach, patrząc na obrazek, który otrzymałam od Was, zrozumiałam, że to Matka Boża przysłała mi wówczas pomoc przez św. Ojca Pio. Teraz żyję, chodzę na tej nodze i codziennie modlę się do Ukochanej Matuchny – Królowej Wszystkich Świętych, która przysyła z pomocą „Wysłanników Niebios” tym, którzy o tę pomoc błagają.

Bogu Najwyższemu dziękuję, że poprzez korespondencję z Wami, mogę pogłębiać swą wiarę.

Dziękuję za Waszą cenną pracę Apostolską, w którą wkładacie tyle serca. Dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją” jest moim ukochanym pismem, moją perełką. Tworzycie i twórzcie dalej Wielką Rodzinę Katolicką. Rozjaśniajcie umysły maluczkich. Niech Wam Bóg błogosławi i pomaga św. Ojciec Pio.

Pozostaję w modlitwie za Was i pracę jakże mi Drogiego Instytutu Ks. Piotra Skargi. Szczęść Wam Boże!

 

Zofia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę zaświadczyć o cudzie, którego doświadczyła moja córka, Olimpia, dzięki Waszej akcji „Maryja Uzdrowienie Chorych”. Córka, w trakcie badań okresowych, dowiedziała się, że ma dużego guza na tarczycy. Podczas wizyty u lekarza dowiedziała się, że musi wyciąć całą tarczycę. Został wyznaczony termin operacji. Po operacji przyszedł do niej lekarz i powiedział, że mamy do czynienia z cudem. Powiedział jej, że każdy, kto przychodzi do szpitala z guzem na tarczycy, wychodzi bez tarczycy. U mojej córki było inaczej – wyszła ze szpitala z tym gruczołem, ponieważ lekarzom udało się wyciąć samego guza. Lekarz powiedział: „To jest cud – pierwszy w naszym szpitalu!”.

Dziękuję Maryi Uzdrowieniu Chorych za wstawiennictwo za moją córką, a Wam dziękuję za tę akcję i za wszystkie skarby, które od Was otrzymuję. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

 

Emilia