Musica Sacra
 
Hola, Pastores! – Boże Narodzenie W Muzyce Nowego Świata
Mateusz Ciupka

Portugalski król, zuchwały czarnoskóry urwis z Afryki, grupa szalonych tancerzy, a nawet… diabeł – takich bohaterów można spotkać w betlejemskiej stajence dawnej Hiszpanii i Portugalii. Nieokiełznana energia i nastrój fiesty towarzyszył w XVII i XVIII wieku świętom Bożego Narodzenia w krajach południa oraz w Nowym Świecie.

 

Słyszy się tam raz Portugalczyka, raz Baska, to Włocha, to znów Niemca, Cygana albo czarnego (…) Nie mówię, że to coś złego, gdyż są oni przyjmowani we wszystkich kościołach hiszpańskich i bez nich uroczystość nie byłaby tak podniosła (…). Istnieją ludzie tak pozbawieni pobożności, że zjawiają się w kościele tylko raz do roku, pomijając wszystkie msze w święta nakazane, ponieważ są zbyt leniwi, aby wstać z łóżka. Niech no tylko jednak dowiedzą się, że mają być grane „villancicos”, a nagle nie ma nikogo bardziej gorliwego w wierze w całej okolicy, nikogo czujniejszego od tych ludzi, gdyż nie ma kościoła, kaplicy czy sanktuarium, którego by nie odwiedzili; nie przeszkadza im także wstawanie w środku nocy w największy ziąb, żeby tylko je usłyszeć – tak pisał ks. Pietro Cerone, kapłan, teoretyk muzyki i śpiewak, żyjący u schyłku renesansu, autor potężnego traktatu El melopeo y maestro.

 

Czym były villancicos? W największym uproszczeniu moglibyśmy nazwać je kolędami. To proste, różnorodne pieśni, których popularność była tak ogromna, że nie ograniczały się tylko do świąt Bożego Narodzenia, lecz towarzyszyły prawie wszystkim najważniejszym świętom kościelnym. Utrzymujące przez blisko 200 lat niesłabnącą popularność, były bardzo szlachetnym muzycznie wyrazem radości z narodzenia Chrystusa oraz skutecznym narzędziem ewangelizacji na ziemiach, które zdobywali kolonizatorzy portugalscy i hiszpańscy.

 

W przeciwieństwie do oficjalnej oprawy muzycznej liturgii w katolickiej Hiszpanii, villancicos nie miały łacińskich tekstów. Pisane były w językach narodowych, a nawet w lokalnych gwarach, co czyniło je łatwo zrozumiałymi. Na ten sukces złożyły się chwytliwe, często taneczne rytmy, łatwo wpadające w ucho melodie oraz niezwykli bohaterowie:

 

Czarny chłopaczku, czy wiesz/Że jeden z królów trzech/Przysięgam na Boga, był z Portugalii. (…)

Ach, dumny czarny człowieku/nie mów takich rzeczy/
niech nie wraca do Portugalii.

Diabeł ruszy w ślad za nim/zobaczymy jak czyści/konie Portugalczyka.

Kiedy rodzi się Boża Dziecina/Gwiazdę czarnego człowieka wysyła.

Portugalio, klnę się na życie moje/Chłopiec o tym nie wie/I jeśli przybędzie, pozostanie/Zupełnie bez pomocy Portugalczyków.

 

Oprócz Murzynka i portugalskiego króla, popularnymi figurami był komiczny, prosty pasterz Andrés albo chór trzech aniołów. Co ciekawe, villancicos nie były tworzone przez amatorów, nie były również częścią twórczości ludowej. Pisali je świetnie wykształceni kompozytorzy, a jednym z ich najwybitniejszych przedstawicieli był Gaspar Fernandez (1566–1629), szef kapeli muzycznej w katedrze w Puebli w Meksyku. Potrafił pisać zarówno wyszukane, wielogłosowe motety, nieszpory, msze, jak i proste villancicos, które znamy dzięki temu, że zachował się w klasztorze Oaxaca opasły tom jego rękopisów. Pośród nich znajdują się takie perełki, jak No Haya mas dulce alegria (Nie ma słodszej radości), utrzymana w refleksyjnym tonie i atmosferze głębokiego przeżywania szczęścia z narodzin Jezusa:

 

Nie ma słodszej radości w całym życiu moim./Wyznaję, że to moja wina Twego przyjścia była przyczyną/A jeśli byś się nie narodził, nigdy bym się na to nie zgodził/I skoro życie mnie wini/Spróbuję oczami mymi/Uśmierzyć

Twoje złości/By zobaczyć dzień Twej światłości, W całym życiu moim.

 

A co z tym diabłem w stajence? Pierwszym zachowanym hiszpańskim oratorium jest Oratorio sacro al Nacimiento de Cristo Señor Nuestro Pedro Martineza de Orgambide, napisane na przełomie XVII i XVIII wieku. Jego akcja dzieje się w szopce bożonarodzeniowej, a opowiadana jest z perspektywy dwóch pastuszków, którzy z dziwnej przyczyny nie potrafią zasnąć. Nagle ukazuje im się Anioł i wszystko staje się jasne – narodził się Zbawiciel. Podczas gdy Anioł i niebiański chór zwiastują wspaniałą Nowinę, nieoczekiwanie w stajence pojawia się „z głębin chaosu” szatan Luzubel i cała historia nabiera wymiaru odwiecznego starcia Dobra ze złem. Luzubel staje w szranki z Aniołem, a św. Józef strzegący Dzieciątka deklaruje, że własnym życiem Je ochroni. Anioł wygrywa. Pokonany diabeł przyznaje: Ja w imieniu piekła, jego potworności z lęku przed upadkiem kłaniam mu się w złości.

 

Drodzy Przyjaciele, z okazji nadchodzących świąt muzycznie tego Wam życzymy – aby w Waszych rodzinach i w Was samych w tym czasie wielkiej łaski i w całym nadchodzącym Nowym Roku zło zawsze korzyło się przed Dobrem.

Mateusz Ciupka


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina