Święte wzory
 
Błogosławieni Małżonkowie Quattrocchi
Adam Kowalik

Wśród licznych beatyfikacji i kanonizacji, przeprowadzonych za pontyfikatu św. Jana Pawła II, jedna była szczególna. 21 października 2001 roku w poczet błogosławionych została zaliczona para małżeńska Maria i Alojzy Beltrame Quattrocchi. Równoczesnym wyniesieniem na ołtarze męża i żony Kościół podkreślił fundamentalne znaczenie instytucji małżeństwa dla społeczeństwa, a jednocześnie wskazał wiernym konkretne wzory do naśladowania.

Wzrastanie do miłości

 

Maria i Alojzy Beltrame Quattrocchi urodzili się i wychowali jeszcze w XIX wieku. Alojzy przyszedł na świat 12 stycznia 1880 r. w Katanii, w zamożnej rodzinie mieszczańskiej. Jego ojciec Karol Beltrame, pełnił wysokie funkcje państwowe. W wieku kilku lat chłopiec, za zgodą rodziców, zamieszkał u ciotki Stefanii. Adoptowany przez wujostwo, nosił odtąd podwójne nazwisko Beltrame Quattrocchi. W 1891 r. wraz z przybranymi rodzicami przeniósł się do Rzymu. Po ukończeniu wydziału prawa Uniwersytetu Rzymskiego, rozpoczął praktykę adwokacką.
 

Do grona rodzin, z którymi Quattrocchi utrzymywali kontakty, należeli państwo Corsini. Jedynym dzieckiem porywczego oficera kawalerii Angiolo oraz jego żony Julii, była urodzona we Florencji 24 czerwca 1884 r. Maria Luiza. Między nią a starszym o cztery lata Alojzym nawiązała się nić sympatii, która z czasem przemieniła się w miłość. Poważna choroba, na którą zapadł młody prawnik (wrzody na żołądku i dwunastnicy), nie zniweczyły ich uczucia, a może nawet je wzmocniły. Z zachowanej korespondencji przebija wielka troska, z jaką Maria odnosiła się do bliskiego jej sercu mężczyzny. Wbrew złym rokowaniom lekarzy Alojzy wyzdrowiał i niedługo potem oświadczył się ukochanej. 31 marca 1905 r. nastąpiły oficjalne zaręczyny, a 25 listopada tegoż roku stanęli na ślubnym kobiercu.
 

Aborcja? Nigdy!

 

Po powrocie z podróży poślubnej zamieszkali w domu rodzinnym Marii. Życie w jednym mieszkaniu wielopokoleniowej rodziny nie mogło obejść się bez pewnych nieporozumień, jednak wysoka kultura domowników powodowała, że okres „docierania się” przebiegł bez poważniejszych konfliktów, a młoda gospodyni miała w matce ogromną pomoc przy wdrażaniu się w obowiązki pani domu i matki.
 

Z radością młodzi małżonkowie przyjmowali narodziny kolejnych dzieci. Rok po ślubie przyszedł na świat syn Filip, potem, w kilkunastomiesięcznych odstępach: córka Stefania i drugi syn Cezar. Jesienią 1913 roku Maria znów zaszła w ciążę. Niestety, tym razem nie obeszło się bez poważnych komplikacji. Gdy pani Quattrocchi poczuła się źle, poproszono o konsultację słynnego rzymskiego ginekologa. Diagnoza brzmiała jak wyrok: nastąpiły powikłania, które nie dają nadziei na pomyślny poród. Należy dokonać aborcji, by przynajmniej uratować matkę. Rodzice zgodnie odrzucili możliwość zabicia dziecka. Niepokój, jaki ich ogarnął, ofiarowali Bogu, powierzając się Jego miłosierdziu w modlitwie. W pamięci dzieci utkwił obraz ojca klęczącego u kratek konfesjonału, gdy po policzkach spływały mu obfite łzy. Jednak Pan Bóg pobłogosławił! Wbrew pesymistycznym rokowaniom lekarza, 6 kwietnia 1914 roku na świat przyszła zupełnie zdrowa Enrichetta.
 

Dobre wychowanie

 

Ciężar wychowania dzieci spoczywał głównie na barkach Marii, choć także Alojzy poświęcał im sporo czasu i uwagi, w każdym razie o wiele więcej, niżby to wynikało z przyjętego wówczas powszechnie podziału ról w małżeństwie. Jako matka pani Quat­trocchi łączyła w sobie wielką troskę o swoje pociechy z pewną surowością. Nie wahała się ukarać dziecka, nawet przez wymierzenie klapsa, gdy uznała, że tego wymaga sprawiedliwość. Po latach, tak napisała w testamencie: Pragnę was zapewnić o jednym – wszystko, co kiedykolwiek zrobiłam, jakkolwiek postąpiłam wobec każdego z was, nawet jeśli popełniłam błędy, uczyniłam ze szczerą intencją obrony interesów Pana Boga w waszych duszach. Jej metody wychowawcze okazały się skuteczne. Wystarczy wspomnieć, że obaj synowie zostali kapłanami, starsza z córek, Stefania, przywdziała habit zakonny, natomiast młodsza, Enrichetta, wybrała życie konsekrowanej świeckiej.
 

Bóg błogosławi

 

Swoimi doświadczeniami i przemyśleniami w dziedzinie wychowania Maria postanowiła podzielić się z innymi. W 1912 roku zadebiutowała książką pt. Matka a problem wychowania. Przychylne przyjęcie jej przez czytelników zachęciło autorkę do kontynuowania pracy pisarskiej. Później opublikowała jeszcze 5 książek o tematyce wychowawczej oraz duchowej. Poza tym od czasu do czasu artykuły jej autorstwa drukowała prasa katolicka. Pierwszym czytelnikiem i recenzentem wszystkich jej tekstów był naturalnie mąż.
 

Bóg błogosławił Quattrocchim także w sprawach materialnych. Status majątkowy rodziny był wysoki. Ogromna w tym zasługa Alojzego, który pracował najpierw w kancelarii adwokackiej, potem pełnił urząd sędziego pokoju, by wreszcie jako wysokiej klasy specjalista od prawa skarbowego, rozpocząć karierę w administracji państwowej. Znany z wysokich kompetencji i solidności, był poważnym kandydatem do urzędu Generalnego Adwokata Skarbowego. Niestety, knowania konkurentów sprawiły, że nie otrzymał nominacji na to stanowisko. Bez żalu przeszedł więc w 1946 roku na emeryturę. Nie pozostawał jednak bezczynny, bowiem natychmiast posypały się propozycje współpracy ze strony rozmaitych instytucji państwowych i prywatnych.
 

Droga do świętości

 

Miłość, która połączyła Marię i Alojzego w młodości, przetrwała do końca ich dni. Z treści listów, jakie wymieniali między sobą w chwilach rozstań, przebija ogromna tęsknota za bliską osobą. Równie ważna dla rozkwitu ich związku, jak bliskość serc, była nieustannie pogłębiana wiara w Boga. Ogromna w tym zasługa Marii, która dopingowała męża do prowadzenia intensywniejszego życia duchowego. Wychowany w rodzinie oziębłej religijnie (spośród jego najbliższych krewnych regularnie na Mszę św. uczęszczała jedynie ciotka Stefania), Alojzy początkowo nie należał do gorliwych katolików. Dopiero pod wpływem Marii zmienił się i wkroczył na drogę, która doprowadziła go na ołtarze.
 

Centralną rolę w życiu państwa Quattrocchich odgrywała Msza św., od której rozpoczynali dzień. Oboje starali się codziennie przystępować do Komunii św. Ich przykład wywierał dobry wpływ na dzieci, ale także ożywił wiarę rodziców Marii.
 

Quattrocchi poszerzali także swoją wiedzę religijną poprzez lekturę, kontakt z wybitnymi teologami oraz intelektualistami katolickimi. Alojzy przez kilka lat uczęszczał na cykl konferencji o kulturze religijnej na Uniwersytecie Gregoriańskim oraz kursy apologetyki i duchowości.
 

W pewnym momencie Maria Luiza i Alojzy doszli do wniosku, że z miłości do Boga powinni wyrzec się małżeńskiego łoża i złożyć ślub czystości. Uczynili to w 1926 roku bez ostentacji, jako kolejny krok na drodze do zbawienia.
 

Przez całe życie państwo Quattrocchi wspierali finansowo domy zakonne, a także instytucje i organizacje katolickie. Wiele serca włożyli w działania na rzecz popularyzacji skautingu katolickiego we Włoszech. Żywo interesowali się polityką. Z radością przyjęli konkordat zawarty w 1929 roku, który normował stosunki między państwem włoskim a Watykanem. Niestety, wkrótce stało się jasne, że Mussolini nie jest w stanie na dłuższą metę tolerować w swym państwie niezależnego Kościoła. Wbrew politycznym tendencjom, pracujący w instytucjach państwowych Alojzy ostentacyjnie okazywał swe przywiązanie do wiary. Nie powinniśmy ukrywać naszych przekonań religijnych, lecz okazywać je publicznie. Musimy wyrażać wiarę, nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem – notował. Maria z kolei mocno zaangażowała się w działalność Akcji Katolickiej. Weszła nawet w skład Sekretariatu Centralnego Krajowej Rady Głównej. Po II wojnie światowej, oboje małżonkowie działali w organizacji Rinascita Cristiana, broniącej praw rodziny w obliczu ofensywy ideologicznej komunistów.
 

Po śmierci Alojzego, która nastąpiła 9 listopada 1951 roku, Maria nie była samotna, opiekowała się nią młodsza córka Enrichetta, która po latach tak wspominała czas wdowieństwa matki: Była to nieustanna asceza. Pogodna akceptacja nowej sytuacji (nigdy nie skarżyła się na coraz słabszą kondycję fizyczną); długie, samotne godziny wypełnione intensywną modlitwą i kontemplacją; troska, by ofiarować duszom ludzkim jakąś strawę duchową […]*. Maria zmarła 25 sierpnia 1965 roku, tuż po odmówieniu modlitwy Anioł Pański.
 

W uznaniu cnót obojga małżonków Beltrame Quattrocchi, w 1993 roku został wszczęty proces, który zakończył się ich beatyfikacją. Kościół wspomina Alojzego i Marię w dniu 25 listopada, czyli w rocznicę przyjęcia przez nich sakramentu małżeństwa.
 

 
 

* Luciano Moia, Błogosławieni Rodzice. Luigi i Maria Beltrame Quattrocchi we wspomnieniach dzieci, Kraków 2002, s. 137.

 


NAJNOWSZE WYDANIE:
Pod opieką Matki
Dotarliśmy do 150. numeru „Przymierza z Maryją” – pisma tak wyczekiwanego w tysiącach polskich domów. W przeważającej mierze poświęciliśmy go Tej, którą obraliśmy za Patronkę – Matce Najświętszej. To Ona jest naszą Przewodniczką pewną do Nieba.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Świadectwo Pana Pawła

Pan Paweł wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi już od 20 lat, a w czerwcu wziął udział w pielgrzymce Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Pochodzi z Mazowsza, z parafii pod wezwaniem świętego Bartłomieja Apostoła w Paprotni. Tam przyjął sakrament chrztu i bierzmowania oraz przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.

 

– Wiarę zachowałem po rodzicach i staram się ją kontynuować – opowiada pan Paweł. – Różaniec i modlitwę „Anioł Pański” odmawiam sam albo z Katolickim Radiem Podlasia z Siedlec. Staram się też, jeśli możliwości pozwolą, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i dzięki TV Trwam uczestniczyć w apelach jasnogórskich. W niedzielę i inne święta biorę udział w uroczystościach kościelnych, takich jak np. nabożeństwa fatimskie. Jak pogoda jest niesprzyjająca, taka jesienno-zimowa, to korzystam z uprzejmości znajomych i sąsiadów, żeby dojechać do kościoła autem.

– Staram się wspierać parafię w pracach gospodarczych, jeśli chodzi o utrzymanie terenów zielonych wokół świątyni. Jakieś pojęcie na ten temat mam, bo parę ładnych lat zajmowałem się pielęgnacją zieleni przy urzędzie gminy jako pracownik gospodarczy.

– Radzę sobie lepiej lub gorzej, ale odnoszę wrażenie, że osoby w wieku seniorskim, tak jak moja skromna osoba, nie zawsze są jeszcze komuś potrzebne, bo teraz liczy się młody, sprytny, no i trochę zamożny. Takie teraz mamy czasy, że raczej każdy chce utrzymywać kontakty z takimi osobami, a pokolenie starszych ludzi nie każdemu już pasuje.

 

20 lat w Apostolacie Fatimy


– O Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi dowiedziałem się ponad 20 lat temu, przeglądając prasę katolicką. Zainteresowałem się i tak jakoś ta wymiana korespondencji między Stowarzyszeniem a mną trwa. Oczywiście, za wszystkie przesłane czasopisma, jak np. „Przymierze z Maryją” i dewocjonalia związane z Państwa działalnością, dziękuję bardzo.

– Czasami zaglądam na strony internetowe Stowarzyszenia i przeglądam, co tam akurat jest z aktualnych wiadomości. To, co Państwo robicie, na pewno jest potrzebne. Ja ze swojej strony nadal postaram się wspierać Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy, tak jak do tej pory. Nie jest to może bardzo duża ofiara, ale „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, jak mówi przysłowie.

– Zaniepokoiła mnie informacja zawarta w ostatnim numerze „Przymierza z Maryją”, że nakład pisma spada. Uważam, że gdyby każdy wygospodarował te 15–20 zł, to sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza i bez problemu można byłoby pokryć koszty wydania i wysyłki „Przymierza…”.

 

Pielgrzymka do Fatimy


– Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu z Apostolatem do Fatimy. To był mój pierwszy wyjazd w tak bardzo sławne miejsce. Wszystkie miejscowości, które zwiedzaliśmy, były zabytkowe i bardzo ciekawe, a świątynie i katedry monumentalne. Wszystkie miejsca robią ogromne wrażenie, a obiekty sakralne są jakby dwa razy większe od naszych. Trzeba wyrazić uznanie dla budowniczych, którzy te obiekty wznosili.

– Taki wyjazd to są dosyć poważne koszty, nie tylko jednostkowe, ale dla całej grupy. Byłem w grupie osób, które objęła taka życzliwa pomoc ze strony Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Serdeczne „Bóg zapłać” za to, że miałem taką możliwość. Przypuszczam, że wszyscy są, tak jak ja, zadowoleni. Muszę pochwalić i wyrazić słowa wdzięczności dla organizatorów, bo wszystko było bardzo dobrze przygotowane.


oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa