Temat numeru
 
Wzór kapłana - Ksiądz Piotr Skarga
Karol Stanek

Rok 1517, w którym Marcin Luter zbuntował się i wystąpił przeciw Kościołowi, stanowi wielką cezurę w dziejach chrześcijaństwa. Nic więc dziwnego, że historycy Kościoła przyjęli tę datę jako symboliczne zamknięcie epoki średniowiecza. Rewolucja protestancka, która się wtedy rozpoczęła, zachwiała porządkiem społecznym w Europie. Wielkie zagrożenie dla dusz, jakie przyniosła ze sobą eskalacja wystąpień heretyckich, pociągnęło za sobą reakcję Kościoła katolickiego – mobilizację wszystkich sił do walki z błędami. W ogniu polemik wytworzył się nowy typ kapłana nowożytnego, człowieka pobożnego, wykształconego i gotowego do poświęceń dla dobra Kościoła. Na wypracowanych wówczas wzorach przez kolejne wieki opierała się – a w pewnej mierze opiera nadal – formacja nowych księży w seminariach.

Oczywiście błędem byłoby twierdzić, że wzór ów zrywał z modelem kapłaństwa poprzednich wieków. Nic podobnego, cechy dobrego duszpasterza w każdej epoce są takie same, opierają się bowiem na jednym wzorze, którym jest Jezus Chrystus. Po prostu metody formowania kapłana potrydenckiego bardziej odpowiadały nowym czasom i aktualnym wyzwaniom. Przed duchowieństwem stanęło zadanie ochrony sumień katolików, narażonych na wpływ intensywnej akcji propagandowej błędnowierców oraz walka o odzyskanie dla katolicyzmu zbłąkanych dusz.

Agresywny czy gorliwy?

Często pod adresem „potrydenckiego” duchowieństwa padały zarzuty, że było ono „agresywne”. W okresie PRL-u w formułowaniu tego typu oskarżeń przodowali historycy marksistowscy.

Rzeczywiście, ówcześni kapłani nie uciekali przed konfrontacją z protestantami, a potem z rewolucjonistami różnych epok, ich postępowanie nie wychodziło jednak poza granice wyznaczone przez Ewangelię. Gorliwy pasterz, któremu powierzono opiekę nad owcami, nie może uciekać przed wilkami, kiedy te rzucają się na stado, by je przetrzebić. Obowiązkiem opiekuna stada jest także czynienie zabiegów o odzyskanie owiec, kiedy te zostaną uprowadzone przez złodziei. Trzymając się tej biblijnej analogii, kapłani mają obowiązek zabiegać o doprowadzenie do Zbawienia powierzonych sobie dusz, używając do tego wszelkich, oczywiście godnych, metod.

Z tego punktu widzenia problemem jest raczej zbytnia spolegliwość czy asekuranctwo duchownego, a nie dążenie do konfrontacji z ludźmi szerzącymi grzech i dążącymi do destrukcji ładu społecznego opartego na prawie Bożym.

Św. Franciszek Salezy twierdził nawet, że nic tak nie gniewa Boga, jak sytuacja, kiedy ci, których On przeznaczył do walki, szukają pokoju. Lekceważenie przez księży obowiązku sprzeciwiania się złu świadczyłoby o braku troski o ludzi albo lekceważeniu przez nich nauki o piekle, jako straszliwym miejscu kaźni potępionych.

Nastawaj w porę i nie w porę…

W historii Kościoła wielu było wybitnych kapłanów. Niektórzy zostali wyniesieni na ołtarze, jak patron proboszczów św. Jan Maria Vianney czy św. Ludwik Maria Grignion de Montfort. Wielu innych za ciche, skromne, ale owocne życie, zajęło miejsce po prawicy Najwyższego Kapłana w Niebie. Także Polska szczyci się szeregiem wybitnych księży, którzy gorliwie zabiegali o dobro powierzonych im dusz. Do jaśniejszych gwiazd w tej plejadzie należy na pewno jezuita ks. Piotr Skarga, który decyzją Sejmu RP stał się patronem roku 2012.

Czego jak czego, ale braku gorliwości w pracy apostolskiej ks. Skardze zarzucić nie można. Wstępując najpierw w szeregi duchowieństwa diecezjalnego, a potem do założonego przez św. Ignacego Loyolę Towarzystwa Jezusowego, wyzbył się własnych ambicji, przyjmując za cel życia pracę dla dobra Kościoła Świętego. Z pewnością można go nazwać łowcą dusz, pozyskał bowiem dla katolicyzmu licznych innowierców. Za sukcesem jego misji stała gorliwość w głoszeniu nauki Chrystusa. Na pewno głęboko wziął sobie do serca słowa św. Pawła, który pisał w drugim liście do Tymoteusza: Głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, wykazuj błąd, napominaj, podnoś na duchu z całą cierpliwością w każdym nauczaniu (2 Tm 4,2). Taką gorliwością powodowany tuż przed wyjazdem do Rzymu, gdzie miał wstąpić do nowicjatu, odwiedził w Gródku gorliwych protestantów – wojewodę Mikołaja Mieleckiego i jego żonę, córkę Mikołaja Radziwiłła Czarnego.

Niestety, próba nawrócenia ich zakończyła się fiaskiem, a ksiądz Piotr omal nie stracił przy tym życia, ponieważ napomnienia tak rozgniewały możnowładcę, że rozkazał zrzucić kapłana do fosy. Na szczęście służba polecenia nie wypełniła.

Innym przykładem tak gorliwego i nieliczącego się z niebezpieczeństwem działania Skargi, była jego działalność w sprotestantyzowanych Inflantach.

Propaganda antykatolicka często przedstawiała Skargę jako prześladowcę innowierców. Prawdą jest, że bywał w swych kazaniach ostry i stanowczy, jednak nad wszystkim brała górę miłość bliźniego. Prawda, iż złe heretyctwo, ale ludzie dobrzy; złe błędy, ale natury chwalebne; złe odszczepieństwo, ale krew miłą; złe grzechy, ale krewkość użalenia godna jest – pisał. Dlatego łatwo przebaczał winy popełnione względem niego, a potem nie żywił urazy. Tak też było w przypadku wspomnianego Mieleckiego, który po opamiętaniu przeprosił kaznodzieję.

Święty kapłan – dobra parafia

Wielką zasługą reform podjętych podczas soboru trydenckiego było utworzenie systemu seminariów dla kandydatów do kapłaństwa. Pozwoliło to podnieść poziom umysłowy i teologiczny duchowieństwa. Miało to także wielki wpływ na jego poziom moralny. Podobnie jak to się dzieje dzisiaj, czas studiów w seminarium był także okresem formowania duchowego kleryków. Wspomniany święty Proboszcz z Ars twierdził na podstawie obserwacji: Święty kapłan – dobra parafia; dobry kapłan – przeciętna parafia; przeciętny kapłan – zła parafia; zły kapłan – żadna parafia! Seminaria przysporzyły Kościołowi kapłanów „z górnej półki”.

Ks. Piotr Skarga nie przeszedł formacji seminaryjnej, należał bowiem do nieco starszego pokolenia kapłanów. Wiedzę teologiczną zdobywał na Akademii Krakowskiej. Zanim przeszedł formację w duchu ignacjańskim w rzymskim nowicjacie oo. jezuitów, dał się poznać we Lwowie jako zdolny i pobożny kaznodzieja. Jak sam pojmował ideał duszpasterza, można się przekonać z lektury jednego z jego kazań. Od kapłana wymagał on, aby ludzkiemu zbawieniu pomagał, prawdę i cnotę szczepił, a fałsz i złe obyczaje wykorzeniał, a na żadny się zysk i świata tego dobra i na dochody i na żadną zapłatę doczesną nie oglądał.

Siła z Eucharystii

Centralne miejsce w życiu każdego kapłana winna zajmować Msza św. i Eucharystia. Znamienne, że pierwsze kroki po przybyciu do Ars św. Jan Maria Vianney skierował do kościoła, by pomodlić się przed tabernakulum. Potem codziennie spędzał w tym miejscu długie godziny na adoracji.

Także ks. Piotr Skarga siłę do pracy duszpasterskiej – głoszenia kazań, słuchania spowiedzi, dzieł miłosierdzia – czerpał z Eucharystii. Należał bowiem do wielkich czcicieli Najświętszego Sakramentu. Jego pragnieniem było udostępnienie Komunii św. wszystkim chętnym. Gdy rozpoczynał pracę w Wilnie, z żalem pisał do prowincjała: Tyle tysięcy ludu katolickiego bez pasterzy, bez chleba, o który proszą maluczcy, tak dalece, że niektórzy z nich muszą odbyć 20 mil, aby spowiadać się w Wilnie. Już wtedy wzorem rzymskim założył w stolicy Litwy Bractwo Najświętszego Sakramentu. Warto podkreślić, że cześć dla Jezusa Eucharystycznego łączył on z potrzebą niesienia wsparcia ubogim i chorym. Może dlatego wspomniane bractwo połączył w końcu z innym, także założonym przez siebie – Bractwem Miłosierdzia.

Właśnie kult, jaki ks. Piotr żywił dla Najświętszego Sakramentu, a nie chęć popisów intelektualnych, skłonił go do podjęcia polemiki z tezami głoszonymi przez jednego z polskich zwolenników Zwingliego. W trzech rozprawach zbijał błędne nauki adwersarza, podważające katolicką naukę o obecności Chrystusa w Eucharystii. Gdyby nawet pod cudzym imieniem miała być ma praca ogłoszoną, mniejsza o mój honor, byle Chrystus Pan był uwielbiony – pisał w jednym z listów.

Sztuka kaznodziejska

Kilka wieków po śmierci, ks. Piotr Skarga istnieje w pamięci przeciętnego Polaka przede wszystkim jako wielki kaznodzieja. Porównanie ideałów głoszonych przez niego z ambony z jego życiem kapłańskim chlubnie świadczy o konsekwencji i wierności Chrystusowi wybitnego jezuity. Sam zresztą mawiał: – Kaznodzieja, gdy sam źle żyje, mało kazaniem zbuduje. Starał się więc żyć zgodnie z ideałami ewangelicznymi. Z kościoła spieszył do szpitali, więzień i cierpiącej nędzy i wszędzie niósł wsparcie, pomoc i pociechę religijną. Ubogi rozsiewał wsparcie tysiącom nędzarzy, a jego wymowa, przykład dobrych uczynków, jakie nieustannie pełnił, i życie – działały bardzo i skutecznie.

Rzeczywiście, ambona była miejscem, gdzie Skarga czuł się najlepiej. Miał predyspozycje intelektualne i dar wymowy niezbędne do głoszenia kazań. Czarował słowem i formą wypowiedzi, porywał zapałem, z jakim przemawiał. Był następcą, ale i uczniem takich wielkich kaznodziejów, jak święci: Augustyn, Jan Chryzostom zwany Złotoustym, Grzegorz z Nazjanzu, Jan Damasceński i inni. Wiele czasu strawił, studiując treść pozostawionych przez nich kazań. Szybko sam stał się wzorem dla innych i to poniekąd niedoścignionym. Sława Skargi jako mówcy przyćmiła dokonania innych zdolnych kaznodziejów polskich. Wszystkich porównuje się do niego. Słynący z ważnych i ze swadą głoszonych kazań ­XIX-wieczny zmartwychwstaniec o. Hieronim Kajsiewicz swoim talentem i pracą zasłużył na tytuł zaledwie… drugiego po Skardze.

Wynalezienie ruchomej czcionki upowszechniło dostęp do rozmaitych dzieł religijnych. Polemiki teologiczne, które wybuchły po wystąpieniach Lutra, Zwingliego, Kalwina, szybko znalazły swe odzwierciedlenie w treści krążących wśród ludzi publikacji. Książka stała się niejako przedłużeniem ambony. Co wybitniejsze homilie ukazywały się w druku. Kazanie było po prostu jednym z gatunków literackich, a wiele dzieł noszących w tytule taką nazwę, w rzeczywistości nigdy nie było głoszonych z ambony. Homilie ks. Skargi ukazywały się również w formie książkowej. Zresztą królewski kaznodzieja sięgał po pióro nie tylko w celu przygotowania mów. Swoje myśli i obszerną wiedzę wykorzystał także pisząc traktaty. I w tej dziedzinie osiągnął sukces. I to jaki! Udała mu się rzecz, o której śnił później Adam Mickiewicz – księgi, których był autorem, „zbłądziły pod strzechy”. Szczególną popularność zdobyły zwłaszcza Żywoty świętych. Od pierwszego wydania aż do połowy XX wieku stanowiły podstawową lekturę pobożnościową Polaków.

Miłość Ojczyzny

Kościół składa się z wielu wspólnot lokalnych żyjących ze sobą w komunii. Zachowujący jedność z Rzymem katolik jest jednocześnie członkiem wspólnoty narodowej, diecezjalnej, parafialnej, a także rodzinnej. Patriotyzm nie kłóci się więc z nauką katolicką. Wręcz przeciwnie, jest rzeczą pozytywną, a nawet pożądaną. Miłość do Ojczyzny, podobnie jak i szacunek dla rodziców, wynika z nauki danej Kościołowi przez Boga. Kapłan posłany do konkretnej wspólnoty, głosi jej członkom prawdy wiary, których strażnikiem jest Stolica Apostolska. Przywiązanie do ziemskiej ojczyzny cechuje więc wszystkich dobrych kapłanów. W Polsce symbolem takich duchownych stali się m.in. o. Augustyn Kordecki, ks. Ignacy Skorupka, św. Maksymilian Kolbe, ks. kard. Adam Stefan Sapieha, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, bł. Jan Paweł II. Tego typu gorącym patriotą był także ks. Piotr Skarga. Z jego dzieł tchnie wielka troska o los Rzeczypospolitej. Napisane przez niego Kazania sejmowe stały się dla wielu pokoleń szkołą umiłowania ojczyzny i aktywności obywatelskiej. Bogu, ale i Polsce poświęcił swoje życie, pracując jako kaznodzieja królewski, człowiek niestroniący od odważnego zajmowania stanowiska w dyskusjach społeczno-politycznych. Szczęście Ojczyzny widział w wierności jej obywateli Chrystusowi i Kościołowi Świętemu. Zaangażowanie ks. Skargi w sprawę powrotu Cerkwi prawosławnej do jedności z Rzymem zaowocowało zawarciem Unii Brzeskiej. Kościół Polski wydał wielu wybitnych kapłanów, którzy są chlubą narodu, a także ozdobą Kościoła Powszechnego. Chwalebny przykład ks. Piotra Skargi niech skłoni nas do refleksji nad rolą, jaką odgrywają kapłani w naszym społeczeństwie, a przede wszystkim stanie się impulsem do wznoszenia próśb do Pana Zastępów o nowe, liczne i dobre powołania kapłańskie.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa