Temat numeru
 
Wzór kapłana - Ksiądz Piotr Skarga
Karol Stanek

Rok 1517, w którym Marcin Luter zbuntował się i wystąpił przeciw Kościołowi, stanowi wielką cezurę w dziejach chrześcijaństwa. Nic więc dziwnego, że historycy Kościoła przyjęli tę datę jako symboliczne zamknięcie epoki średniowiecza. Rewolucja protestancka, która się wtedy rozpoczęła, zachwiała porządkiem społecznym w Europie. Wielkie zagrożenie dla dusz, jakie przyniosła ze sobą eskalacja wystąpień heretyckich, pociągnęło za sobą reakcję Kościoła katolickiego – mobilizację wszystkich sił do walki z błędami. W ogniu polemik wytworzył się nowy typ kapłana nowożytnego, człowieka pobożnego, wykształconego i gotowego do poświęceń dla dobra Kościoła. Na wypracowanych wówczas wzorach przez kolejne wieki opierała się – a w pewnej mierze opiera nadal – formacja nowych księży w seminariach.

Oczywiście błędem byłoby twierdzić, że wzór ów zrywał z modelem kapłaństwa poprzednich wieków. Nic podobnego, cechy dobrego duszpasterza w każdej epoce są takie same, opierają się bowiem na jednym wzorze, którym jest Jezus Chrystus. Po prostu metody formowania kapłana potrydenckiego bardziej odpowiadały nowym czasom i aktualnym wyzwaniom. Przed duchowieństwem stanęło zadanie ochrony sumień katolików, narażonych na wpływ intensywnej akcji propagandowej błędnowierców oraz walka o odzyskanie dla katolicyzmu zbłąkanych dusz.

Agresywny czy gorliwy?

Często pod adresem „potrydenckiego” duchowieństwa padały zarzuty, że było ono „agresywne”. W okresie PRL-u w formułowaniu tego typu oskarżeń przodowali historycy marksistowscy.

Rzeczywiście, ówcześni kapłani nie uciekali przed konfrontacją z protestantami, a potem z rewolucjonistami różnych epok, ich postępowanie nie wychodziło jednak poza granice wyznaczone przez Ewangelię. Gorliwy pasterz, któremu powierzono opiekę nad owcami, nie może uciekać przed wilkami, kiedy te rzucają się na stado, by je przetrzebić. Obowiązkiem opiekuna stada jest także czynienie zabiegów o odzyskanie owiec, kiedy te zostaną uprowadzone przez złodziei. Trzymając się tej biblijnej analogii, kapłani mają obowiązek zabiegać o doprowadzenie do Zbawienia powierzonych sobie dusz, używając do tego wszelkich, oczywiście godnych, metod.

Z tego punktu widzenia problemem jest raczej zbytnia spolegliwość czy asekuranctwo duchownego, a nie dążenie do konfrontacji z ludźmi szerzącymi grzech i dążącymi do destrukcji ładu społecznego opartego na prawie Bożym.

Św. Franciszek Salezy twierdził nawet, że nic tak nie gniewa Boga, jak sytuacja, kiedy ci, których On przeznaczył do walki, szukają pokoju. Lekceważenie przez księży obowiązku sprzeciwiania się złu świadczyłoby o braku troski o ludzi albo lekceważeniu przez nich nauki o piekle, jako straszliwym miejscu kaźni potępionych.

Nastawaj w porę i nie w porę…

W historii Kościoła wielu było wybitnych kapłanów. Niektórzy zostali wyniesieni na ołtarze, jak patron proboszczów św. Jan Maria Vianney czy św. Ludwik Maria Grignion de Montfort. Wielu innych za ciche, skromne, ale owocne życie, zajęło miejsce po prawicy Najwyższego Kapłana w Niebie. Także Polska szczyci się szeregiem wybitnych księży, którzy gorliwie zabiegali o dobro powierzonych im dusz. Do jaśniejszych gwiazd w tej plejadzie należy na pewno jezuita ks. Piotr Skarga, który decyzją Sejmu RP stał się patronem roku 2012.

Czego jak czego, ale braku gorliwości w pracy apostolskiej ks. Skardze zarzucić nie można. Wstępując najpierw w szeregi duchowieństwa diecezjalnego, a potem do założonego przez św. Ignacego Loyolę Towarzystwa Jezusowego, wyzbył się własnych ambicji, przyjmując za cel życia pracę dla dobra Kościoła Świętego. Z pewnością można go nazwać łowcą dusz, pozyskał bowiem dla katolicyzmu licznych innowierców. Za sukcesem jego misji stała gorliwość w głoszeniu nauki Chrystusa. Na pewno głęboko wziął sobie do serca słowa św. Pawła, który pisał w drugim liście do Tymoteusza: Głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, wykazuj błąd, napominaj, podnoś na duchu z całą cierpliwością w każdym nauczaniu (2 Tm 4,2). Taką gorliwością powodowany tuż przed wyjazdem do Rzymu, gdzie miał wstąpić do nowicjatu, odwiedził w Gródku gorliwych protestantów – wojewodę Mikołaja Mieleckiego i jego żonę, córkę Mikołaja Radziwiłła Czarnego.

Niestety, próba nawrócenia ich zakończyła się fiaskiem, a ksiądz Piotr omal nie stracił przy tym życia, ponieważ napomnienia tak rozgniewały możnowładcę, że rozkazał zrzucić kapłana do fosy. Na szczęście służba polecenia nie wypełniła.

Innym przykładem tak gorliwego i nieliczącego się z niebezpieczeństwem działania Skargi, była jego działalność w sprotestantyzowanych Inflantach.

Propaganda antykatolicka często przedstawiała Skargę jako prześladowcę innowierców. Prawdą jest, że bywał w swych kazaniach ostry i stanowczy, jednak nad wszystkim brała górę miłość bliźniego. Prawda, iż złe heretyctwo, ale ludzie dobrzy; złe błędy, ale natury chwalebne; złe odszczepieństwo, ale krew miłą; złe grzechy, ale krewkość użalenia godna jest – pisał. Dlatego łatwo przebaczał winy popełnione względem niego, a potem nie żywił urazy. Tak też było w przypadku wspomnianego Mieleckiego, który po opamiętaniu przeprosił kaznodzieję.

Święty kapłan – dobra parafia

Wielką zasługą reform podjętych podczas soboru trydenckiego było utworzenie systemu seminariów dla kandydatów do kapłaństwa. Pozwoliło to podnieść poziom umysłowy i teologiczny duchowieństwa. Miało to także wielki wpływ na jego poziom moralny. Podobnie jak to się dzieje dzisiaj, czas studiów w seminarium był także okresem formowania duchowego kleryków. Wspomniany święty Proboszcz z Ars twierdził na podstawie obserwacji: Święty kapłan – dobra parafia; dobry kapłan – przeciętna parafia; przeciętny kapłan – zła parafia; zły kapłan – żadna parafia! Seminaria przysporzyły Kościołowi kapłanów „z górnej półki”.

Ks. Piotr Skarga nie przeszedł formacji seminaryjnej, należał bowiem do nieco starszego pokolenia kapłanów. Wiedzę teologiczną zdobywał na Akademii Krakowskiej. Zanim przeszedł formację w duchu ignacjańskim w rzymskim nowicjacie oo. jezuitów, dał się poznać we Lwowie jako zdolny i pobożny kaznodzieja. Jak sam pojmował ideał duszpasterza, można się przekonać z lektury jednego z jego kazań. Od kapłana wymagał on, aby ludzkiemu zbawieniu pomagał, prawdę i cnotę szczepił, a fałsz i złe obyczaje wykorzeniał, a na żadny się zysk i świata tego dobra i na dochody i na żadną zapłatę doczesną nie oglądał.

Siła z Eucharystii

Centralne miejsce w życiu każdego kapłana winna zajmować Msza św. i Eucharystia. Znamienne, że pierwsze kroki po przybyciu do Ars św. Jan Maria Vianney skierował do kościoła, by pomodlić się przed tabernakulum. Potem codziennie spędzał w tym miejscu długie godziny na adoracji.

Także ks. Piotr Skarga siłę do pracy duszpasterskiej – głoszenia kazań, słuchania spowiedzi, dzieł miłosierdzia – czerpał z Eucharystii. Należał bowiem do wielkich czcicieli Najświętszego Sakramentu. Jego pragnieniem było udostępnienie Komunii św. wszystkim chętnym. Gdy rozpoczynał pracę w Wilnie, z żalem pisał do prowincjała: Tyle tysięcy ludu katolickiego bez pasterzy, bez chleba, o który proszą maluczcy, tak dalece, że niektórzy z nich muszą odbyć 20 mil, aby spowiadać się w Wilnie. Już wtedy wzorem rzymskim założył w stolicy Litwy Bractwo Najświętszego Sakramentu. Warto podkreślić, że cześć dla Jezusa Eucharystycznego łączył on z potrzebą niesienia wsparcia ubogim i chorym. Może dlatego wspomniane bractwo połączył w końcu z innym, także założonym przez siebie – Bractwem Miłosierdzia.

Właśnie kult, jaki ks. Piotr żywił dla Najświętszego Sakramentu, a nie chęć popisów intelektualnych, skłonił go do podjęcia polemiki z tezami głoszonymi przez jednego z polskich zwolenników Zwingliego. W trzech rozprawach zbijał błędne nauki adwersarza, podważające katolicką naukę o obecności Chrystusa w Eucharystii. Gdyby nawet pod cudzym imieniem miała być ma praca ogłoszoną, mniejsza o mój honor, byle Chrystus Pan był uwielbiony – pisał w jednym z listów.

Sztuka kaznodziejska

Kilka wieków po śmierci, ks. Piotr Skarga istnieje w pamięci przeciętnego Polaka przede wszystkim jako wielki kaznodzieja. Porównanie ideałów głoszonych przez niego z ambony z jego życiem kapłańskim chlubnie świadczy o konsekwencji i wierności Chrystusowi wybitnego jezuity. Sam zresztą mawiał: – Kaznodzieja, gdy sam źle żyje, mało kazaniem zbuduje. Starał się więc żyć zgodnie z ideałami ewangelicznymi. Z kościoła spieszył do szpitali, więzień i cierpiącej nędzy i wszędzie niósł wsparcie, pomoc i pociechę religijną. Ubogi rozsiewał wsparcie tysiącom nędzarzy, a jego wymowa, przykład dobrych uczynków, jakie nieustannie pełnił, i życie – działały bardzo i skutecznie.

Rzeczywiście, ambona była miejscem, gdzie Skarga czuł się najlepiej. Miał predyspozycje intelektualne i dar wymowy niezbędne do głoszenia kazań. Czarował słowem i formą wypowiedzi, porywał zapałem, z jakim przemawiał. Był następcą, ale i uczniem takich wielkich kaznodziejów, jak święci: Augustyn, Jan Chryzostom zwany Złotoustym, Grzegorz z Nazjanzu, Jan Damasceński i inni. Wiele czasu strawił, studiując treść pozostawionych przez nich kazań. Szybko sam stał się wzorem dla innych i to poniekąd niedoścignionym. Sława Skargi jako mówcy przyćmiła dokonania innych zdolnych kaznodziejów polskich. Wszystkich porównuje się do niego. Słynący z ważnych i ze swadą głoszonych kazań ­XIX-wieczny zmartwychwstaniec o. Hieronim Kajsiewicz swoim talentem i pracą zasłużył na tytuł zaledwie… drugiego po Skardze.

Wynalezienie ruchomej czcionki upowszechniło dostęp do rozmaitych dzieł religijnych. Polemiki teologiczne, które wybuchły po wystąpieniach Lutra, Zwingliego, Kalwina, szybko znalazły swe odzwierciedlenie w treści krążących wśród ludzi publikacji. Książka stała się niejako przedłużeniem ambony. Co wybitniejsze homilie ukazywały się w druku. Kazanie było po prostu jednym z gatunków literackich, a wiele dzieł noszących w tytule taką nazwę, w rzeczywistości nigdy nie było głoszonych z ambony. Homilie ks. Skargi ukazywały się również w formie książkowej. Zresztą królewski kaznodzieja sięgał po pióro nie tylko w celu przygotowania mów. Swoje myśli i obszerną wiedzę wykorzystał także pisząc traktaty. I w tej dziedzinie osiągnął sukces. I to jaki! Udała mu się rzecz, o której śnił później Adam Mickiewicz – księgi, których był autorem, „zbłądziły pod strzechy”. Szczególną popularność zdobyły zwłaszcza Żywoty świętych. Od pierwszego wydania aż do połowy XX wieku stanowiły podstawową lekturę pobożnościową Polaków.

Miłość Ojczyzny

Kościół składa się z wielu wspólnot lokalnych żyjących ze sobą w komunii. Zachowujący jedność z Rzymem katolik jest jednocześnie członkiem wspólnoty narodowej, diecezjalnej, parafialnej, a także rodzinnej. Patriotyzm nie kłóci się więc z nauką katolicką. Wręcz przeciwnie, jest rzeczą pozytywną, a nawet pożądaną. Miłość do Ojczyzny, podobnie jak i szacunek dla rodziców, wynika z nauki danej Kościołowi przez Boga. Kapłan posłany do konkretnej wspólnoty, głosi jej członkom prawdy wiary, których strażnikiem jest Stolica Apostolska. Przywiązanie do ziemskiej ojczyzny cechuje więc wszystkich dobrych kapłanów. W Polsce symbolem takich duchownych stali się m.in. o. Augustyn Kordecki, ks. Ignacy Skorupka, św. Maksymilian Kolbe, ks. kard. Adam Stefan Sapieha, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, bł. Jan Paweł II. Tego typu gorącym patriotą był także ks. Piotr Skarga. Z jego dzieł tchnie wielka troska o los Rzeczypospolitej. Napisane przez niego Kazania sejmowe stały się dla wielu pokoleń szkołą umiłowania ojczyzny i aktywności obywatelskiej. Bogu, ale i Polsce poświęcił swoje życie, pracując jako kaznodzieja królewski, człowiek niestroniący od odważnego zajmowania stanowiska w dyskusjach społeczno-politycznych. Szczęście Ojczyzny widział w wierności jej obywateli Chrystusowi i Kościołowi Świętemu. Zaangażowanie ks. Skargi w sprawę powrotu Cerkwi prawosławnej do jedności z Rzymem zaowocowało zawarciem Unii Brzeskiej. Kościół Polski wydał wielu wybitnych kapłanów, którzy są chlubą narodu, a także ozdobą Kościoła Powszechnego. Chwalebny przykład ks. Piotra Skargi niech skłoni nas do refleksji nad rolą, jaką odgrywają kapłani w naszym społeczeństwie, a przede wszystkim stanie się impulsem do wznoszenia próśb do Pana Zastępów o nowe, liczne i dobre powołania kapłańskie.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Poświęćcie Rosję Memu Sercu!
W roku 1917 Matka Najświętsza prosiła w Fatimie, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Jakaż więc była nasza radość, kiedy w dniu oddania tego wydania „Przymierza z Maryją” do druku otrzymaliśmy wiadomość, że 25 marca bieżącego roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, papież Franciszek ma poświęcić Sercu Maryi expressis verbis Rosję, a także Ukrainę.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja daje mi siłę na każdy dzień

Pani Barbara Zalas z Krakowa została Apostołem Fatimy w 2016 roku. Co daje jej uczestnictwo w Apostolacie? Co zrobiło na niej największe wrażenie w Objawieniach Fatimskich? Którzy święci są jej szczególnie bliscy? O tym wszystkim przeczytamy w świadectwie Pani Barbary…

 

W 2003 roku znalazłam w skrzynce na listy ulotkę informującą o działalności Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Od tego czasu wspieram Stowarzyszenie regularnymi datkami i otrzymuję kolejne numery „Przymierza z Maryją” oraz różnego rodzaju upominki, jak np. figurkę Matki Bożej Fatimskiej. Uważam, że nadesłane materiały rozwinęły mnie duchowo. Wiadomo, że czasem pojawiają się problemy, ale mam też świadomość, że moja postawa umacnia innych, a Pan Bóg podnosi. Dziś wiara jest moim największym skarbem i za to dziękuję Bogu.


Od czasu, gdy zaczęłam czytać „Przymierze z Maryją”, chodzę regularnie na procesje fatimskie w swojej parafii. Śpiewana podczas nabożeństwa pieśń Uczyńcie wszystko, co wam mówi Syn, zawsze bardzo mnie wzrusza.


Przed przystąpieniem do Apostolatu Fatimy zapoznałam się z przywilejami, jakie mogą być moim udziałem, i pomyślałam sobie: A dlaczego mam nie skorzystać? Zapiszę się! Może komuś pomogę swoją modlitwą, może mój datek komuś pomoże. Dlatego zostałam członkiem Apostolatu i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Czasami wpisuję swoje intencje na karcie i odsyłam do Stowarzyszenia, które je przekazuje do sanktuarium w Fatimie. Jedna z takich intencji dotyczyła sytuacji, gdy w mojej rodzinie była osoba, która przestała uczestniczyć w Mszach Świętych, jej wiara osłabła. Zwróciłam się wtedy do Maryi: Proszę Cię, Najświętsza Matko Fatimska, wyproś tę łaskę i daj dar wiary dla tej osoby, żeby wróciła do Kościoła i do Boga. Po pewnym czasie osoba ta wróciła do Kościoła, zaczęła słuchać Radia Maryja, czyta publikacje religijne, a zdarza się, że zachęca mnie, żebyśmy razem poszły do kościoła. Wiele można wyprosić za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej. Tylko trzeba ufać!


Dzięki Apostolatowi Fatimy moja wiara się ugruntowała. Przesyłane materiały po przeczytaniu przekazuję moim bliskim. Ważne jest również, żeby przyznawać się do wiary wśród ludzi, dlatego zawsze noszę przy sobie przesłany ze Stowarzyszenia brelok „Nie wstydzę się Jezusa”. Uważam, że nie możemy wstydzić się znaku krzyża na ulicy czy w restauracji przed posiłkiem. Niestety, ludzie często nie wstydzą się złego zachowania, a czują obawy przed przeżegnaniem się w miejscu publicznym. Jestem wdzięczna całemu Stowarzyszeniu i Panu Prezesowi, za to dzieło, jakim jest Apostolat Fatimy, za wspólną modlitwę.


Na temat Objawień Fatimskich czytałam jeszcze przed przystąpieniem do Apostolatu oraz w materiałach, które dostałam już ze Stowarzyszenia. W tych objawieniach największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle spektakularny Cud Słońca.


Wiara zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i wiele razy pomogła mi w trudnych sytuacjach. A zmagałam się m.in. ze śmiercią i z nałogiem bliskich osób. Wtedy pomogła mi właśnie wiara i Różaniec. Jest to dla mnie wyraźny dowód, że modlitwa działa. Dzięki wierze przestałam się zamartwiać i cieszę się życiem. Często wspominam sobie słowa Pana Jezusa: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą.


Uważam, że tzw. pandemia ma bardzo negatywny wpływ na życie religijne wielu ludzi; oddaliła ich od Kościoła i od Pana Boga. Nie podoba mi się to, że z kościołów zniknęła woda święcona. Przecież diabła odpędza się wodą święconą! Nie można aż tak bać się wirusa!


Moją obroną przed obecną sytuacją są słowa Psalmu 91: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: „Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam”. To jest dla mnie odtrutka!


Krytycznie patrzę również na rozpowszechniony ostatnio zwyczaj przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Dla naszych ojców i dziadów byłoby to nie do pomyślenia. Powinniśmy klękać przed Bogiem. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas, a my mamy stać w takim momencie? Trzeba klękać i przyjmować Pana Jezusa z szacunkiem, do ust. Nie na ręce, które są zbrukane i dotykają różnych rzeczy w drodze do kościoła. Przecież ksiądz podczas Mszy Świętej robi puryfikację, uważa, żeby nawet okruszek nie upadł, a tu każdy może brać Ciało Pańskie do ręki… To jest przecież profanacja. Bardzo mnie to boli!


Jeśli chodzi o świętych, to szczególnym nabożeństwem darzę św. Ritę i św. Charbela, których relikwie znajdują się w mojej parafii, a także świętych Tereskę od Dzieciątka Jezus i Ojca Pio. Staram się regularnie uczestniczyć w nabożeństwach ku czci św. Rity w swojej parafii i w krakowskim kościele św. Katarzyny, gdzie biorę udział w obrzędzie poświęcenia róż, które są symbolem św. Rity. Książkę o życiu św. Rity otrzymałam właśnie ze Stowarzyszenia. Dzięki takim lekturom mogę lepiej poznać żywot konkretnego świętego. Prowadzi to też do rozwoju mojej wiedzy religijnej.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję Państwu za wszystkie przesyłki i dewocjonalia, które od Was otrzymuję. Życzę wszelkiego dobra i owocnej pracy. Oby wiara naszych ojców i tradycje zostały ocalone przed nowym potopem – bezbożności i niemoralności. Pamiętam o Was w modlitwie.

Wdzięczna Czytelniczka

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Jako Wasz stały czytelnik, chciałbym podziękować za wszelkie dobro, jakie od Was otrzymałem. Tym razem proszę pozwolić, że podzielę się z Wami refleksją, jak dobroć ludzka może być wielka.

Życie nasze przemija bardzo szybko, dzień za dniem, chwila za chwilą. Niesie ono wiele wyzwań, z którymi, obojętnie kim jesteśmy, chcąc nie chcąc, musimy się zmierzyć. Dla nas wszystkich takim wyzwaniem na pewno była i jest sytuacja związana z koronawirusem. Dla wielu osób mi bliskich, sądzę, że Wy, Drodzy Czytelnicy, również znacie takie przypadki, zakończyła się śmiercią. Mimo to uganiamy się w życiu za określonym celem.

Zazwyczaj z sentymentem wspominamy dom rodzinny, pełen ciepła, nie zapominając o tradycjach rodzinnych i świątecznych. Obecnie narzekamy, że teraz tak nie jest, jak było kiedyś. Tymczasem do tradycji trzeba nam powracać jak do źródła, aby odnawiać i napełniać na nowo to, co było piękne i bogate, to jest szacunek do człowieka i miłość do Boga.

Nie zapominamy o tym, że Pan Bóg powołał nas do szczęścia. Patrzmy zatem na Matkę Bożą, która jest dla nas wzorem do naśladowania.

Człowiek szczęśliwy to też człowiek, który spełnia się, czyniąc dobro dla innych. Potrafi zauważyć tych, którzy potrzebują pomocy, ofiarować im miłość, szczęście i życzliwość, a czasem i dobra materialne. Przekonałem się o tym, gdy będąc po raz kolejny w Szczawnie-Zdroju, poznałem przesympatyczną profesor, Panią Barbarę z Warszawy. W szczerej, serdecznej rozmowie poinformowałem ją, że jak na obecne czasy, mam sporą gromadkę chrześniaków, – ośmioro. Jeden z nich, Bartosz, potrzebuje stałej opieki i pomocy finansowej, bo jest inwalidą. Staram się mu pomagać, odkąd się urodził, przesyłając jego rodzicom pomoc finansową. Są oni ponadto moimi przyjaciółmi na dobre i na złe.

Moja znajoma Barbara zaoferowała pomoc, inicjatywa wyszła od niej samej, mimo że ciężko choruje. Rodzice mojego chrześniaka przyjęli tę wiadomość z radością i podziwem, że tak dobrzy ludzie są na świecie. Po kilku latach odnalazłem przez przypadek moją studentkę, Alinę z Bieszczad, która również zaoferowała pomoc.

Człowiek szczęśliwy jest wdzięczny, że może pomóc drugiemu i oczekiwać za to wszystko pomocy Bożej. To Jemu przede wszystkim możemy być wdzięczni, że obdarował nas miłością, która jest ukrytym skarbem w naszym sercu. Ten skarb ujawnia się wtedy, gdy sami czynimy dobro. Człowiek szczęśliwy to ktoś, kto odkrył misję swego życia, aby uszczęśliwiać innych potrzebujących. Warto nadmienić, że matka chorego Bartosza często przebywa w szpitalu dla nerwowo chorych.

Każda wzorowa matka przez dobroć i miłość dla swojego dziecka uczy go, jakim winien być człowiekiem. A doznane dobro, dziecko przekazuje dalszym pokoleniom. Rodzice spełniają w ten sposób niezwykle trudne zadanie w swym życiu.

Przecież każdy z nas swoim przykładnym życiem pisze swój życiorys dla potomnych, zgodnie z maksymą „Idź tak przez życie, aby ślady Twoich stóp przetrwały dla potomnych”.

Pozdrawiam Was serdecznie, z wyrazami szacunku i podziwu dla Waszej pracy.

Z Panem Bogiem

Edward z Wielkopolski

Apostoł Fatimy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Przyjaciele

Serdecznie Wam dziękuję za modlitwę oraz „Przymierze z Maryją”. Bardzo się cieszę, że jesteście. Jak dobrze mieć świadomość, że są takie osoby, jak Wy, do których można napisać, podzielić się świadectwem.

Kiedy miałam maleńkie dziecko, bardzo się rozchorowałam. Byłam już prawie na tamtym świecie… A jednak widocznie Pan Bóg pokładał we mnie nadzieje. Wyzdrowiałam. Choć było różnie – nawet czasem było tak źle, że prosiłam Pana Boga, bym się już nigdy nie obudziła… Potem jednak znów przychodziły lepsze dni. Dziś jestem pewna, że uratowała mnie wiara i miłość do Pana Jezusa i Jego Matki, którą zaszczepili we mnie moi Kochani Rodzice. I tę wiarę i miłość pielęgnuję po dziś dzień.

Jeszcze raz, Kochani Przyjaciele, dziękuję Wam za modlitwę i Wasze akcje. Niech nigdy w Was nie zgaśnie chęć do pracy. Niech Maryja Zawsze Dziewica wyprasza Kościołowi łaski, a światu pokój. Życzę Wam wielu łask, dużo zdrowia, i wytrwałości na dalsze lata pracy.

Z poważaniem

Gabriela z Chorzowa

 

 

Witam serdecznie!

Pragnę podziękować za słowa uznania i wdzięczności za mój skromny wkład w działalność Stowarzyszenia, a szczególnie dziękuję za Kartę Apostoła Fatimy. To wielka radość dla mnie. Zawsze tę Kartę ze sobą noszę. Cenniejsza jest od karty bankowej. Na niej nie trzeba mieć wkładu, nie trzeba jej aktywować, a cały czas DZIAŁA. Dziękuję raz jeszcze i proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

Teresa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję za piękny wizerunek Niepokalanego Serca Maryi. Mam wiele przykładów z własnego życia, gdzie Maryja mnie chroni, pomaga podjąć trudne życiowe decyzje, a nawet ratuje moje bardzo trudne życie. Noszę Ją w sercu od najmłodszych lat. Trudno tak w kilku słowach opisać te wszystkie trudne momenty życia, gdzie pomoc Niebios jest wielka!

Do grona Przyjaciół Waszego Stowarzyszenia dołączyłam niedawno, dzięki „przypadkowi”, ale uważam, że w tym także była ręka Matki Bożej. Dzięki Ci Maryjo za wszystko!

A Wam, Drodzy Przyjaciele, także dziękuję. Niech Pan Bóg błogosławi Prezesa Sławomira Olejniczaka, Redaktorów i całe Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi.

Barbara z Bydgoszczy