Zasada hierarchii i porządku wewnętrznego w katolickim domu
Kiedy małemu chłopcu pokazałam zdjęcie księcia i księżniczki ubranych jak zwykli ludzie i wspomniałam o ich właściwym statusie społecznym, on spytał: „A gdzie mają korony?". Było to po części pytanie, a po części żądanie. Dziecko nie mogło pojąć, jak książę czy księżniczka mogli być pozbawieni właśnie tych insygniów.
Co to jest hierarchia?
Pytanie, które zadał ten chłopiec, jest jednym z tych, które zadają wszystkie dzieci swoim rodzicom czy też innym, którzy mają nad nimi władzę: „Gdzie macie korony?". Niewinność bowiem oczekuje hierarchii.
Słowo „hierarchia" jest definiowane jako „pewien system ludzi lub rzeczy wzajemnie podporządkowanych lub zależnych". Współczesne prądy filozoficzne, takie jak na przykład marksizm, są z natury swej egalitarne, co oznacza, że nie dopuszczają one żadnej hierarchicznej skali wartości, ale sprowadzają wszystko do tego samego poziomu.
Tymczasem jest to sprzeczne z Boską naturą, która świadczy o hierarchicznym porządku w życiu.
Hierarchiczny system utrzymuje porządek w świecie zwierząt. Podobnie w świecie biznesu, który może sprawnie funkcjonować dzięki temu, że każdy wie, jakie zajmuje stanowisko. Hierarchia utrzymuje ład w armii, w której mamy cały łańcuch zależności jasno określający, kto komu podlega i kto dowodzi. Jest wśród urzędników, dzięki czemu możliwe jest zarządzanie. Także hierarchiczny system rządzi Kościołem katolickim. Hierarchia dziewięciu chórów anielskich utrzymuje porządek we wszechświecie.
Podobnie Bóg ustanowił hierarchiczny porządek w domu wskazując na miejsce męża, który stoi ponad żoną, a oni oboje są ponad dziećmi. Św. Paweł pisze: Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła (Ef 5:22), Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu (Kol 3:20).
W ten sposób rodzina ustanowiona została jako monarchia, a nie demokracja. W greckokatolickiej ceremonii ślubnej panna młoda i pan młody mają zakładane na głowy korony na znak ustanowienia nowej rodzinnej monarchii.
Tutaj, podobnie jak i we wszystkich rzeczach ustanowionych na podobieństwo Chrystusa, istnieje zwykle system równowagi tego umownego układu. On jest królem, a ona królową. Nie jest to monarchia absolutna, gdyż małżonkowie nią się dzielą. Naturalnie żona nigdy nie może zapominać o tym, że to mąż jest rządzącym monarchą, a z kolei on nie może zapominać o tym, że ona jest jego żoną oraz królową i z tego powodu musi ją właściwie traktować.
Hierarchia w świecie rzeczy
Skoro istnieje hierarchia w świecie ludzi, to tym bardziej istnieje ona w świecie rzeczy.
Na przykład prawdziwa gruszka jest cenniejsza od plastikowej. Brylant jest cenniejszy od cyrkonii. Podobnie gromadzimy porcelanę, podczas gdy wyrzucamy plastikowe czy papierowe talerze. Solidnie wykonany mebel z drewna jest cenniejszy od mebla wykonanego ze sklejki. Odświętne ubranie jest bardziej eleganckie aniżeli ubranie codzienne.
Jest to gradacja wartości, która nadaje życiu smak. Gdyby wszystko to było równie dobre, to wtedy nie istniałby żaden impuls do działania ukierunkowanego na osiąganie.
Jeśli przed naszymi dziećmi wszystko zrównamy do jednego poziomu, wówczas zabijemy w nich siłę napędową, pchającą je do działania. A to właśnie niestety próbuje robić współczesne społeczeństwo.
Porządek jest uporządkowaniem rzeczy zgodnym z ich naturą. Porządek rodzi spokój. Spokojem porządku jest pokój. Harmonia jest działaniem rzeczy w stosunku do siebie zgodnym z porządkiem (Plinio Correa de Oliveira).
Dzieci uczą się przez patrzenie
Spróbujmy przyjrzeć się temu, co nas otacza na co dzień. Weźmy na przykład dżinsy. Spójrzmy na to, co uczynił z nimi komunistyczny dyktator w Chinach, który wprowadził siłą modę na noszenie swoistych błękitnych uniformów. Każdy nosi ubrania w stylu Mao Tse Tunga, od babć po tatusiów, od zwykłych pracowników po ich szefów. Jest to niemal nasz strój narodowy. A my przecież nie jesteśmy komunistami.
Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby nasz kraj nagle znalazł się w dziewiętnastym wieku, w którym to kobiety nosiły długie spódnice z falbanami i ogromne, szykowne kapelusze, a mężczyźni byli ubrani po męsku odpowiednio do swojej epoki. Gdyby im ktoś oświadczył, że za kilka dekad wszyscy bez względu na płeć, pozycję społeczną i wiek będą nosić bladoniebieskie, wytarte dżinsy, to z pewnością byliby zszokowani.
Obecnie dżinsy nosi się wszędzie. Do sprzątania, do pielenia w ogródku, idąc na zakupy, na przyjęcia, do Kościoła, nawet w niedzielę - nie dostrzega się żadnej różnicy. Dzieci widzą nas w dżinsach rano, po południu i wieczorem, od poniedziałku do niedzieli, praktycznie przez cały rok. A ponieważ ich niewinne oczy przyjmują wszystko na serio, toteż nie dostrzegają żadnej różnicy czy hierarchii wartości w życiu na co dzień.
Ostatnio widziałam billboard przedstawiający dobrze ubranego ojca z synkiem. Umieszczone tam było hasło następującej treści: „Ponieważ dzieci uczą się przez patrzenie". Z pewnością uczymy nasze dzieci, że ksiądz jest szczególną osobą, a kościół to dom Boży. Niedziela jest dniem Pana, że spodziewamy się, iż będą należeć do Kościoła. Ale co widzą nasze dzieci?
Czy nie trafia do nich jakiś dodatkowy przekaz?
Obecnie nawet wygląd księży nie różni się od naszego.
A Kościół, który jest Domem Bożym? A tabernakulum - miejsce najświętsze ze wszystkich?
Niestety, bardzo często miejsce, w którym przebywa Pan, nie jest niczym innym jak zwykłą drewnianą skrzynią gdzieś tam w rogu kościoła. W niektórych miejscach tabernakulum jest umieszczane na zewnątrz sanktuarium. Wielokrotnie Najświętsza Ofiara Mszy św. jest niczym innym jak tylko wielkim przyjęciem dopełnionym hałaśliwą, rockową muzyką. W ostatnim czasie architektura sakralna rywalizuje z architekturą w stylu wielkich hal. Nic nie jest piękne. Nic nie jest wspaniałe, nic nie jest ponad nami - nic nie jest wzniosłe, najwyższe, święte.
Dzieci uczą się bardziej przez rytuał aniżeli przez słowa
W okresie dorastania spożywanie posiłków w domu było czymś szczególnym. Może nie byliśmy zbytnio szczęśliwi, kiedy mama kazała nam ubrać odświętne stroje oraz nakryć do stołu, właściwie rozmieszczając naczynia z prawdziwej porcelany, ale jakaż to była nauka!
Istniała pewna gradacja ważności posiłków. Śniadanie było nieco mniej oficjalne od obiadu, toteż nie był wymagany strój odświętny. Nie wszyscy musieliśmy jeść je o tej samej porze. Mama stale nalegała, abyśmy do stołu przychodzili umyci, uczesani i odpowiednio ubrani. Jeśli pokazaliśmy się w kuchni bez sukni lub spodni, natychmiast musieliśmy wrócić i się ubrać. A jeśli zapomnieliśmy o modlitwie, wówczas ona mówiła: „Tylko pieski wstają bez porannej modlitwy".
Popołudniowy posiłek był bardziej oficjalny niż śniadanie i wtedy musieliśmy być obecni wszyscy o tej samej porze. Kiedy ojca nie było w domu, matka siadała na najbardziej honorowym miejscu przy stole i rozpoczynała od przeżegnania się i modlitwy dziękczynnej.
Mama potrafiła nam wpoić maniery właściwego zachowania się przy stole bezstresowo, bowiem podjęła wysiłek nauczenia nas tego, pokazując jak się wykonuje wszystkie czynności, zanim siądzie się do stołu; a także co należy przy nim czynić. Po prostu istniał cały rytuał jedzenia. Każdy z nas miał swoje miejsce oznakowane przez serwetki spięte pierścieniami. Kiedy już usiedliśmy wszyscy, kładliśmy serwety na kolana. Następnie mama nam usługiwała, ale nikt nie odważył się zacząć jedzenia dopóki ona tego nie uczyniła. To była dobra lekcja samodyscypliny. Mama nie zabraniała nam rozmawiać przy stole, ale zwracała uwagę, aby nie mówić z pełną buzią, nie wtrącać się, kiedy ktoś mówił, bądź nie krzyczeć. Jeśli ktokolwiek musiał na chwilkę odejść od stołu, pytaliśmy o pozwolenie i staraliśmy się do niego wrócić tak szybko, jak to tylko było możliwe. Popołudniowy posiłek kończył się wspólną modlitwą dziękczynną i wszyscy odkładaliśmy serwety na miejsce.
Obiad był wyjątkowym posiłkiem tylko dlatego, że ojciec siadał na honorowym miejscu, a matka po jego prawicy. Taki układ pokazywał nam, że miejsce po jego prawicy stawało się drugim najważniejszym miejscem przy stole.
W niedzielę - Dzień Pański - obiad był najwspanialszym posiłkiem. Nie mogło się obyć bez najlepszego obrusa, bez najlepszej porcelany, najlepszego szkła, najlepszych srebrnych sztućców i oczywiście odświętnych ubrań. Mama bardzo często przyrządzała coś szczególnego ze swoich książek kucharskich. Dzięki tej oprawie w sposób naturalny myśleliśmy, że Pan jest wspaniały, jest Królem królów, wszechpotężny i ukochany.
Rytuał to coś więcej niż słowa
Nie jestem w stanie wyrazić, czego mnie nauczył rytuał. Nikt nam nigdy nie mówił, że ojciec jest głową rodziny, że jest królem, a matka królową, a my księżniczkami i książętami - my to po prostu wiedzieliśmy. Oni „nosili swoje korony", chociaż ich przecież nie widzieliśmy.
Rodzice bardzo dbali o strój, by nie graniczył on z nieprzyzwoitością. Matka zawsze wyglądała dostojnie. Ubrana była w taki sposób, aby podkreślić kobiecość, a ojciec, tak jak przystało na mężczyznę.
Nie potrzebowaliśmy być upominani ani bici. Nie pamiętam, aby ojciec czy matka kiedykolwiek na nas krzyczeli. Podobnież, dalecy byli od dawania nam klapsów czy czegoś w tym rodzaju. Mieliśmy zbyt dużo szacunku dla nich i do wszystkiego, co się znajdowało w naszym domu, aby zachować się nierozsądnie. We wszystkim stykaliśmy się z wysoką jakością i wiedzieliśmy, że my naszym zachowaniem musimy to odwzajemniać.
I nie miało to żadnego związku z pieniędzmi. Co prawda nigdy ich nie brakowało w naszym domu, ale zawsze było też dużo miłości, dobroci, prawdy i dostojeństwa wokół nas.
Tak było dawniej, kiedy zasada hierarchii ustanawiała w naszych domach porządek i nadawała smak życiu.
Niestety, obecnie odeszliśmy od tego bardzo daleko... W domu rządzi telewizja szerząc hałas pogłębiający ogólny chaos.
Nie może istnieć prawdziwy porządek, prawdziwy pokój i prawdziwa harmonia bez prawdziwej hierarchii, to jest bez władzy krępowanej jasno określonymi granicami dobroci i miłości, i bez wyczucia hierarchicznych wartości przez całe życie.
Bóg ustanowił taki porządek po to, aby nas wywyższyć, abyśmy pragnęli piąć się w górę, właśnie do Niego.
Zróbmy, co w naszej mocy, aby przywrócić ten porządek w naszych domach!
Z angielskiego przełożyła Agnieszka Stelmach na podstawie pisma „Quest", magazynu australijskiego TFP
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa