Rodzina
 
Gdzie są wasze korony?
Michelle Taylor

Zasada hierarchii i porządku wewnętrznego w katolickim domu

Kiedy małemu chłopcu pokazałam zdjęcie księcia i księżniczki ubranych jak zwykli ludzie i wspomniałam o ich właściwym statusie społecznym, on spytał: „A gdzie mają korony?". Było to po części pytanie, a po części żądanie. Dziecko nie mogło pojąć, jak książę czy księżniczka mogli być pozbawieni właśnie tych insygniów.


Co to jest hierarchia?

Pytanie, które zadał ten chłopiec, jest jednym z tych, które zadają wszystkie dzieci swoim rodzicom czy też innym, którzy mają nad nimi władzę: „Gdzie macie korony?". Niewinność bowiem oczekuje hierarchii.

 

Słowo „hierarchia" jest definiowane jako „pewien system ludzi lub rzeczy wzajemnie podporządkowanych lub zależnych". Współczesne prądy filozoficzne, takie jak na przykład marksizm, są z natury swej egalitarne, co oznacza, że nie dopuszczają one żadnej hierarchicznej skali wartości, ale sprowadzają wszystko do tego samego poziomu.

 

Tymczasem jest to sprzeczne z Boską naturą, która świadczy o hierarchicznym porządku w życiu.

 

Hierarchiczny system utrzymuje porządek w świecie zwierząt. Podobnie w świecie biznesu, który może sprawnie funkcjonować dzięki temu, że każdy wie, jakie zajmuje stanowisko. Hierarchia utrzymuje ład w armii, w której mamy cały łańcuch zależności jasno określający, kto komu podlega i kto dowodzi. Jest wśród urzędników, dzięki czemu możliwe jest zarządzanie. Także hierarchiczny system rządzi Kościołem katolickim. Hierarchia dziewięciu chórów anielskich utrzymuje porządek we wszechświecie.

Podobnie Bóg ustanowił hierarchiczny porządek w domu wskazując na miejsce męża, który stoi ponad żoną, a oni oboje są ponad dziećmi. Św. Paweł pisze: Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła (Ef 5:22), Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu (Kol 3:20).

 

W ten sposób rodzina ustanowiona została jako monarchia, a nie demokracja. W greckokatolickiej ceremonii ślubnej panna młoda i pan młody mają zakładane na głowy korony na znak ustanowienia nowej rodzinnej monarchii.

 

Tutaj, podobnie jak i we wszystkich rzeczach ustanowionych na podobieństwo Chrystusa, istnieje zwykle system równowagi tego umownego układu. On jest królem, a ona królową. Nie jest to monarchia absolutna, gdyż małżonkowie nią się dzielą. Naturalnie żona nigdy nie może zapominać o tym, że to mąż jest rządzącym monarchą, a z kolei on nie może zapominać o tym, że ona jest jego żoną oraz królową i z tego powodu musi ją właściwie traktować.

Hierarchia w świecie rzeczy

Skoro istnieje hierarchia w świecie ludzi, to tym bardziej istnieje ona w świecie rzeczy.
Na przykład prawdziwa gruszka jest cenniejsza od plastikowej. Brylant jest cenniejszy od cyrkonii. Podobnie gromadzimy porcelanę, podczas gdy wyrzucamy plastikowe czy papierowe talerze. Solidnie wykonany mebel z drewna jest cenniejszy od mebla wykonanego ze sklejki. Odświętne ubranie jest bardziej eleganckie aniżeli ubranie codzienne.

Jest to gradacja wartości, która nadaje życiu smak. Gdyby wszystko to było równie dobre, to wtedy nie istniałby żaden impuls do działania ukierunkowanego na osiąganie.

 

Jeśli przed naszymi dziećmi wszystko zrównamy do jednego poziomu, wówczas zabijemy w nich siłę napędową, pchającą je do działania. A to właśnie niestety próbuje robić współczesne społeczeństwo.

Porządek jest uporządkowaniem rzeczy zgodnym z ich naturą. Porządek rodzi spokój. Spokojem porządku jest pokój. Harmonia jest działaniem rzeczy w stosunku do siebie zgodnym z porządkiem (Plinio Correa de Oliveira).

Dzieci uczą się przez patrzenie

Spróbujmy przyjrzeć się temu, co nas otacza na co dzień. Weźmy na przykład dżinsy. Spójrzmy na to, co uczynił z nimi komunistyczny dyktator w Chinach, który wprowadził siłą modę na noszenie swoistych błękitnych uniformów. Każdy nosi ubrania w stylu Mao Tse Tunga, od babć po tatusiów, od zwykłych pracowników po ich szefów. Jest to niemal nasz strój narodowy. A my przecież nie jesteśmy komunistami.

 

Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby nasz kraj nagle znalazł się w dziewiętnastym wieku, w którym to kobiety nosiły długie spódnice z falbanami i ogromne, szykowne kapelusze, a mężczyźni byli ubrani po męsku odpowiednio do swojej epoki. Gdyby im ktoś oświadczył, że za kilka dekad wszyscy bez względu na płeć, pozycję społeczną i wiek będą nosić bladoniebieskie, wytarte dżinsy, to z pewnością byliby zszokowani.

 

Obecnie dżinsy nosi się wszędzie. Do sprzątania, do pielenia w ogródku, idąc na zakupy, na przyjęcia, do Kościoła, nawet w niedzielę - nie dostrzega się żadnej różnicy. Dzieci widzą nas w dżinsach rano, po południu i wieczorem, od poniedziałku do niedzieli, praktycznie przez cały rok. A ponieważ ich niewinne oczy przyjmują wszystko na serio, toteż nie dostrzegają żadnej różnicy czy hierarchii wartości w życiu na co dzień.


Ostatnio widziałam billboard przedstawiający dobrze ubranego ojca z synkiem. Umieszczone tam było hasło następującej treści: „Ponieważ dzieci uczą się przez patrzenie". Z pewnością uczymy nasze dzieci, że ksiądz jest szczególną osobą, a kościół to dom Boży. Niedziela jest dniem Pana, że spodziewamy się, iż będą należeć do Kościoła. Ale co widzą nasze dzieci?
Czy nie trafia do nich jakiś dodatkowy przekaz?
Obecnie nawet wygląd księży nie różni się od naszego.
A Kościół, który jest Domem Bożym? A tabernakulum - miejsce najświętsze ze wszystkich?

Niestety, bardzo często miejsce, w którym przebywa Pan, nie jest niczym innym jak zwykłą drewnianą skrzynią gdzieś tam w rogu kościoła. W niektórych miejscach tabernakulum jest umieszczane na zewnątrz sanktuarium. Wielokrotnie Najświętsza Ofiara Mszy św. jest niczym innym jak tylko wielkim przyjęciem dopełnionym hałaśliwą, rockową muzyką. W ostatnim czasie architektura sakralna rywalizuje z architekturą w stylu wielkich hal. Nic nie jest piękne. Nic nie jest wspaniałe, nic nie jest ponad nami - nic nie jest wzniosłe, najwyższe, święte.

Dzieci uczą się bardziej przez rytuał aniżeli przez słowa

W okresie dorastania spożywanie posiłków w domu było czymś szczególnym. Może nie byliśmy zbytnio szczęśliwi, kiedy mama kazała nam ubrać odświętne stroje oraz nakryć do stołu, właściwie rozmieszczając naczynia z prawdziwej porcelany, ale jakaż to była nauka!

 

Istniała pewna gradacja ważności posiłków. Śniadanie było nieco mniej oficjalne od obiadu, toteż nie był wymagany strój odświętny. Nie wszyscy musieliśmy jeść je o tej samej porze. Mama stale nalegała, abyśmy do stołu przychodzili umyci, uczesani i odpowiednio ubrani. Jeśli pokazaliśmy się w kuchni bez sukni lub spodni, natychmiast musieliśmy wrócić i się ubrać. A jeśli zapomnieliśmy o modlitwie, wówczas ona mówiła: Tylko pieski wstają bez porannej modlitwy".

 

Popołudniowy posiłek był bardziej oficjalny niż śniadanie i wtedy musieliśmy być obecni wszyscy o tej samej porze. Kiedy ojca nie było w domu, matka siadała na najbardziej honorowym miejscu przy stole i rozpoczynała od przeżegnania się i modlitwy dziękczynnej.

 

Mama potrafiła nam wpoić maniery właściwego zachowania się przy stole bezstresowo, bowiem podjęła wysiłek nauczenia nas tego, pokazując jak się wykonuje wszystkie czynności, zanim siądzie się do stołu; a także co należy przy nim czynić. Po prostu istniał cały rytuał jedzenia. Każdy z nas miał swoje miejsce oznakowane przez serwetki spięte pierścieniami. Kiedy już usiedliśmy wszyscy, kładliśmy serwety na kolana. Następnie mama nam usługiwała, ale nikt nie odważył się zacząć jedzenia dopóki ona tego nie uczyniła. To była dobra lekcja samodyscypliny. Mama nie zabraniała nam rozmawiać przy stole, ale zwracała uwagę, aby nie mówić z pełną buzią, nie wtrącać się, kiedy ktoś mówił, bądź nie krzyczeć. Jeśli ktokolwiek musiał na chwilkę odejść od stołu, pytaliśmy o pozwolenie i staraliśmy się do niego wrócić tak szybko, jak to tylko było możliwe. Popołudniowy posiłek kończył się wspólną modlitwą dziękczynną i wszyscy odkładaliśmy serwety na miejsce.


Obiad był wyjątkowym posiłkiem tylko dlatego, że ojciec siadał na honorowym miejscu, a matka po jego prawicy. Taki układ pokazywał nam, że miejsce po jego prawicy stawało się drugim najważniejszym miejscem przy stole.

 

W niedzielę - Dzień Pański - obiad był najwspanialszym posiłkiem. Nie mogło się obyć bez najlepszego obrusa, bez najlepszej porcelany, najlepszego szkła, najlepszych srebrnych sztućców i oczywiście odświętnych ubrań. Mama bardzo często przyrządzała coś szczególnego ze swoich książek kucharskich. Dzięki tej oprawie w sposób naturalny myśleliśmy, że Pan jest wspaniały, jest Królem królów, wszechpotężny i ukochany.

Rytuał to coś więcej niż słowa

Nie jestem w stanie wyrazić, czego mnie nauczył rytuał. Nikt nam nigdy nie mówił, że ojciec jest głową rodziny, że jest królem, a matka królową, a my księżniczkami i książętami - my to po prostu wiedzieliśmy. Oni „nosili swoje korony", chociaż ich przecież nie widzieliśmy.
Rodzice bardzo dbali o strój, by nie graniczył on z nieprzyzwoitością. Matka zawsze wyglądała dostojnie. Ubrana była w taki sposób, aby podkreślić kobiecość, a ojciec, tak jak przystało na mężczyznę.

 

Nie potrzebowaliśmy być upominani ani bici. Nie pamiętam, aby ojciec czy matka kiedykolwiek na nas krzyczeli. Podobnież, dalecy byli od dawania nam klapsów czy czegoś w tym rodzaju. Mieliśmy zbyt dużo szacunku dla nich i do wszystkiego, co się znajdowało w naszym domu, aby zachować się nierozsądnie. We wszystkim stykaliśmy się z wysoką jakością i wiedzieliśmy, że my naszym zachowaniem musimy to odwzajemniać.
I nie miało to żadnego związku z pieniędzmi. Co prawda nigdy ich nie brakowało w naszym domu, ale zawsze było też dużo miłości, dobroci, prawdy i dostojeństwa wokół nas.

 

Tak było dawniej, kiedy zasada hierarchii ustanawiała w naszych domach porządek i nadawała smak życiu.
Niestety, obecnie odeszliśmy od tego bardzo daleko... W domu rządzi telewizja szerząc hałas pogłębiający ogólny chaos.
Nie może istnieć prawdziwy porządek, prawdziwy pokój i prawdziwa harmonia bez prawdziwej hierarchii, to jest bez władzy krępowanej jasno określonymi granicami dobroci i miłości, i bez wyczucia hierarchicznych wartości przez całe życie.
Bóg ustanowił taki porządek po to, aby nas wywyższyć, abyśmy pragnęli piąć się w górę, właśnie do Niego.
Zróbmy, co w naszej mocy, aby przywrócić ten porządek w naszych domach!

 

 

Z angielskiego przełożyła Agnieszka Stelmach na podstawie pisma „Quest", magazynu australijskiego TFP


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Maryja naszą Matką
Kościół od zawsze oddaje cześć Najświętszej Dziewicy Maryi, Bogurodzicy – naszej Matce, Orędowniczce i Wspomożycielce. Cześć ta przybierała na przestrzeni wieków różne formy i wyrazy, oddając poruszenia chrześcijańskich serc i charakter poszczególnych narodów.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Maryja nas wychowuje

Pani Monika Rypień z Raciborowic Górnych na Dolnym Śląsku jest Apostołem Fatimy od roku, ale jej wspólna droga z Maryją trwa już wiele lat. Jej piękne świadectwo jest dowodem na to, że trudności i życiowe zakręty przechodzone wspólnie z Bogiem i Maryją są zawsze możliwe do pokonania, a obecność Maki Bożej i zawierzenie Jej swoich spraw naprawdę zmienia ludzkie życie.

Maryja w moim życiu i w życiu mojej rodziny jest kimś szczególnym. Ona nas wychowuje, jeśli tylko damy się poprowadzić. Przyjaźń z Matką Bożą rozpoczęła się już od wczesnych lat mojego życia. Uwielbiałam pieśni do Matki Bożej, nabożeństwa majowe czy różańcowe, a w szczególności święta maryjne. W wieku nastoletnim poznałam historię Matki Bożej Fatimskiej: Matka Boża prosi o modlitwę dzieci, które dzięki niej mogą wyprosić nawrócenie ludzkości! Od tego momentu Fatima zajęła szczególne miejsce w moim sercu. Kiedy byłam studentką we Wrocławiu, miałam możliwość uczestniczenia w nabożeństwach fatimskich. Były one przepiękne… Różaniec – nieustanny Różaniec! – sprawił, że mimo różnych przeciwności i doświadczeń, jakie niesie życie, zawsze miałam siłę, takie poczucie, że jest Ktoś obok. Ktoś, kto czuwa, wspiera, niezależnie od wszystkiego, co się działo.

Punktem zwrotnym, początkiem niezwykłego doświadczenia Matki Bożej w moim życiu był czas, kiedy byłam w ciąży z pierwszym i drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko poczęłam dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Razem z mężem modliliśmy się, bo bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a tak długo go nie było… Ja powierzyłam tę intencję Maryi, zostawiłam to Jej działaniu. Pewnego dnia mąż przyszedł do mnie i dał mi obrazek Matki Bożej: Wiesz co, na Jasnej Górze są takie modlitwy w pierwszą sobotę miesiąca za małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. To było niesamowite, jak on wyraził chęć oddania się Matce Bożej! Jeszcze tego samego miesiąca okazało się, że będziemy mieli dziecko.

Urodził się syn. Wcześniak. Mieliśmy miesiąc leżeć w szpitalu, a okazało się, że po trzech dniach wypuszczono nas do domu. Było tak dobrze, że lekarz stwierdził, że daty zostały pomylone, bo to niemożliwe, on nie powinien sam oddychać, tylko leżeć pod respiratorem. Ale data nie mogła zostać w żaden sposób pomylona, bo to było dzieciątko tak wyczekane, że nie ma po prostu możliwości pomyłki! W ciąży z drugim dzieckiem miałam ogromne problemy zdrowotne. Lekarze powiedzieli, że dziecko urodzi się chore. Wada genetyczna… Jak by nie było, my z mężem jesteśmy za życiem i przyjęlibyśmy każde dziecko. Ale zadziałała potężna modlitwa, wsparcie mnóstwa osób i dziecko urodziło się zdrowe. I tutaj cały czas Matka Boża nam towarzyszyła! Może ktoś by powiedział, że to było szczęście, przypadek. Ale my z mężem cały czas uważamy, że jest to opieka Matki Bożej. Co by się nie działo, zawsze oddajemy wszystko Maryi, i rzeczywiście, wszystko się później układa.

Oboje z mężem nie pochodzimy z miejscowości, w której mieszkamy, przeprowadziliśmy się tu po ślubie. Tutejsza parafia jest piękną i rozmodloną wspólnotą. Ale poznając nową
wspólnotę, zauważyłam, że nie ma tu nabożeństwa fatimskiego, więc poszłam z prośbą do księdza proboszcza, żeby takie nabożeństwo się odbywało. Dzięki zgodzie i współpracy księdza nabożeństwa fatimskie odbywają się u nas już od 2016 roku. Wspólnie z parafianami przygotowywaliśmy się do stulecia Objawień wielką nowenną fatimską. Ludzie bardzo pozytywnie przyjęli to nabożeństwo. Gdy tylko zbliża się maj, dzwonią i pytają, czy i w tym roku się odbędzie!

Na Stowarzyszenie trafiłam tak zwanym przypadkiem, w internecie. Spodobały mi się inicjatywy propagowania kultu Matki Bożej Fatimskiej. Kiedy przeczytałam, że są ludzie, którzy się tego podjęli, też zapragnęłam pomóc. Jest jeszcze jedna szczególna historia związana z moim uczestnictwem w Apostolacie. Raz wypadło tak, że byłam na roratach w całkiem innej parafii, gdzie nie było ze mną moich dzieci, i tam ksiądz rozdawał dzieciom figurki Matki Bożej. Bardzo mi się to spodobało. Dziś w wielu domach, gdzie żyją młode rodziny, brakuje nawet krzyża na ścianie, obrazów Matki Bożej czy Jezusa. To jest niemodne… a te dzieci z radością przyjmowały figurkę Maryi. Pomyślałam sobie, że może przyjadę tu kiedyś z moimi dziećmi i one też wezmą udział w takim losowaniu? I na drugi dzień w skrzynce pocztowej znaleźliśmy figurkę Matki Bożej z Apostolatu! To była ogromna radość. W naszym domu przy wyjściowych drzwiach znajduje się też kropielnica, a obok niej zawiesiliśmy Akt poświęcenia naszego domu Matce Bożej, który często ponawiamy. Tak pięknych inicjatyw jest o wiele więcej. I do tego Apostołowie modlą się za siebie nawzajem! Dzięki temu nasza wspólnota wspiera się wzajemnie i czerpie swoje siły, służąc Maryi, która prowadzi nas ku Jezusowi.

Przyg. MW



Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!
Na wstępie pragnę podziękować za kalendarz „365 z Maryją” oraz pismo „Przymierze z Maryją”. Od wielu lat starałem się wspierać każdą akcję organizowaną przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Szczerze mówiąc, nie zawsze podchodziłem sumiennie do lektury, którą od Was otrzymywałem („Przymierze z Maryją”, „Polonia Christiana”). Wydawało mi się, że samo wspieranie finansowe w zupełności wystarczy. Myliłem się! Teraz, gdy znalazłem się w „jaskini zła”, tam, gdzie rządzi książę ciemności, zacząłem doceniać moc wiary i Bożego słowa, zawartych w Waszych artykułach. Modliłem się zawsze (…), ale wydaje mi się, że raczej z obowiązku niż z potrzeby. Teraz, będąc w zakładzie karnym, gdzie naprawdę ciężko znaleźć człowieczeństwo, współczucie, a co za tym idzie bliskość Bożego Miłosierdzia, pozostaje cicha modlitwa i rozmowa z Panem Bogiem (…). Jest jeszcze nasza ukochana Mateczka MARYJA, która przez całe moje życie okrywała mnie i moją rodzinę swym miłosiernym niewidzialnym płaszczem ochronnym. (…) Bóg naprawdę nas kocha! Pisząc to, mam na myśli dzieło, którego się podjęliście. Bóg zapłać!
Proszę o modlitwę w mojej intencji.
Jacek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę Państwu podziękować za pracę na rzecz krzewienia Miłosierdzia Bożego. Serdecznie dziękuję za czasopismo „Przymierze z Maryją” oraz wszystkie piękne upominki, które od Was otrzymuję. Całej Redakcji życzę największych sukcesów. Modlę się codziennie, aby dobry Bóg i Jego Matka otaczali Was Swoją opieką i błogosławili w dalszej pracy. Jako Apostoł Fatimy pragnę wspierać Was skromnym datkiem, aby Wasza działalność rozszerzała się na całe nasze społeczeństwo. (…)
Bronisław ze Starogardu Gdańskiego

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pragnę pozdrowić serdecznie całą Redakcję „Przymierza z Maryją” oraz podziękować za przysyłane mi egzemplarze Waszego pisma, które bardzo mi się podobają, są ciekawe i poruszające, a nawet wzruszające. Dziękuję za ciekawe artykuły, dziękuję za dział „Strony Maryjne”, gdzie znajdują się piękne opisy sanktuariów Matki Bożej. Ta lektura pisma katolickiego bardzo mnie wzbogaca i poucza. Dziękuję również za wszystkie przesyłane mi dewocjonalia, którymi obdarowuję moich najbliższych. Chcę, aby i oni cieszyli się i wzbogacali duchowo. Bóg zapłać za wszystkie modlitwy w mojej intencji i mojej rodziny. Wspieram Waszą redakcję duchowo, a jak tylko będę mogła, będę też wspierała ją finansowo.
Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa Stowarzyszenia Sławomira Olejniczaka i jego współpracowników oraz czytelników tego pięknego pisma. Szczęść Wam Boże!
Stała czytelniczka – Bernadetta

Szczęść Boże!
Szanowny Panie Prezesie! Serdecznie dziękuję Panu oraz Pana współpracownikom za wszystkie przesyłki skierowane do nas, a w szczególności za każdy kolejny egzemplarz czasopisma „Przymierze z Maryją”.
Można zauważyć, że od dłuższego czasu artykuły i szata graficzna jest coraz bogatsza i wzbogaca nas, Czytelników, w wiedzę katolicką. Wskazuje drogę do Boga za wstawiennictwem Maryi i świętego Józefa, prosząc o łaski uzdrowienia i wszelką pomoc. W natłoku codziennych obowiązków znajdujemy czas na modlitwę – Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlimy się o pomyślność naszych dzieci i wnucząt oraz osób nam najbliższych. Odczuwamy wtedy, że Bóg jest z nami i że nie jesteśmy sami. To podnosi nas na duchu, stanowiąc oparcie w rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju spraw. Nadmieniamy jednocześnie, że przynależność do Apostolatu Fatimy jest dla nas czymś bardzo ważnym. Każdy człowiek żyjąc na tym świecie, winien starać się pozostawić ślad swojej egzystencji na ziemi, a ocenę pozostawić najbliższym, a przede wszystkim Bogu.
Edward wraz z Małżonką

Szanowni Państwo!
Dziękuję za przesłanie filmu „Via Dolorosa” z dołączonymi rozważaniami „Drogi Krzyżowej”. Chętnie czytam „Przymierze z Maryją”. Oddaję ten dwumiesięcznik także w inne ręce i zachęcam do włączenia się w jego czytanie i propagowanie wśród bliźnich. Zachwycona jestem tematyką Waszego pisma. Gratuluję doboru materiałów, które wzbogacają wiarę oraz wiadomości religijne i inne (ze świata), związane z chrześcijańską postawą człowieka. Bóg zapłać za wszystko! Z wyrazami szacunku.
Marianna z Mazowieckiego

Szczęść Boże!
Chciałbym podziękować całej Redakcji i przyjaciołom Apostolatu Fatimy oraz „Przymierza z Maryją” za wieloletnie wsparcie duchowe, modlitwy i Msze Święte w intencji nas wszystkich, a także piękne upominki dające wiele radości. Zawsze oczekuję i czytam od deski do deski Wasz (nasz) wspaniały dwumiesięcznik. Później przekazuję go innym, by był pocieszeniem w naszych trudnych czasach, także dla innych. Pozdrawiam serdecznie.
Mirosław

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Otrzymałem od Państwa piękne opracowanie „Via Dolorosa” z płytą i modlitwą do Krzyża Świętego, za które bardzo dziękuję. To piękna Państwa akcja, w której też chcę wziąć udział. (…) Staram się uczestniczyć we wszystkich Państwa kampaniach mających na celu przebudzić sumienia Polaków, ale też uczyć wiary i historii Kościoła. Mam już swoje lata, wiary uczyły mnie mama i babcia, teraz ją przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Jednak najwięcej wiadomości z życia Kościoła, o życiu świętych, historii Kościoła czerpię z „Przymierza z Maryją”, które otrzymuję i czytam od pierwszej do ostatniej strony. Jako Polak, który wiele lat mieszkał w Niemczech, jestem dumny z Waszej pracy. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych dla całej redakcji „Przymierza z Maryją”.
Wojciech