Święte wzory
 
Sługa Boży Luigi Novarese - zawierzenie Maryi drogą do uświęcenia cierpienia
Andrzej Maciejewski

W marcu ubiegłego roku Ojciec Święty Benedykt XVI podpisał dekret stwierdzający heroiczność cnót Sługi Bożego księdza Luigiego Novarese, Nadzwyczajnego Szambelana Papieskiego i Domowego Prałata Papieskiego Jego Świątobliwości Piusa XII. Najpiękniejszym dziełem ks. Novarese jest wspólnota Cichych Pracowników Krzyża, której jedyny polski dom mieści się w Głogowie nad Odrą.

Luigi Novarese przyszedł na świat 29 lipca 1914 roku jako ostatnie dziecko Giusta Carla i Teresy. Już jako niespełna roczne dziecko stracił ojca, który dopóki żył, codziennie odmawiał nad kołyską najmłodszego syna Sekwencję do Ducha Świętego. W dniu śmierci męża Teresa miała trzydzieści lat – dziewięcioro dzieci do wychowania i schorowanych teściów pod opieką. Siłę do wypełnienia tego niełatwego zadania czerpała z głębokiej wiary, a szczególnie z pobożności maryjnej, którą zaszczepiła wszystkim swoim dzieciom. Mały Luigi bardzo lubił odmawiać wspólnie z mamą Salve Regina, którą nazywał „długą modlitwą”.

Pierwsza Komunia… pięciolatka


Pierwszym zdarzeniem sygnalizującym duchową wrażliwość naszego bohatera było przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej, które odbyło się w sposób dość niekonwencjonalny. Podczas jednej z porannych Mszy św., w których uczestniczył z mamą jako pięciolatek, po prostu podszedł do ołtarza i wraz ze wszystkimi przyjął Komunię św. Jego pragnienie przyjęcia Pana Jezusa było większe niż matczyny zakaz. Pełna zakłopotania mama, która zorientowała się dopiero po fakcie, szybko oznajmiła o tym kapłanowi. Ten jednak, ku jej zaskoczeniu, przekonawszy się o nieprzeciętnej znajomości katechizmu u małego Luigiego, nie tylko nie skarcił chłopca, ale zezwolił na dalsze przyjmowanie Jezusa w Komunii Świętej.

Przez chorobę do kapłaństwa


Innym ważnym doświadczeniem w życiu Luigiego, kluczowym jeśli chodzi o późniejsze wybory, stała się gruźlica kości, na którą zachorował w wieku dziewięciu lat. Była ona dla dorastającego chłopca nie tylko źródłem wielu cierpień fizycznych, ale i bólu płynącego z rozłąki z rodziną. Wielomiesięczne kuracje w rozmaitych ośrodkach oraz obcowanie z innymi chorymi nie doprowadziły jednak chłopca do apatii, ale wykształciły w nim wrażliwość na ludzkie cierpienie. Pomimo własnych dolegliwości, stał się pocieszycielem wielu chorych, organizując wspólne zabawy i umilając wszystkim czas grą na flecie.

Zaawansowany stan choroby nie dawał, według lekarzy, nadziei na wyleczenie, a raczej wyrokował śmierć. Wrodzony entuzjazm, chęć życia oraz rodzące się wtedy pragnienie służenia innym sprawiały, że Luigi nie przestał wierzyć w powrót do zdrowia. Źródło swojego uzdrowienia widział w pomocy Matki Bożej. Tak bardzo wierzył w moc modlitwy wstawienniczej, że poprosił nawet generała salezjanów, aby o cud jego uzdrowienia modliła się także młodzież z ich oratoriów. Wiara Luigiego i jego rówieśników okazała się wiarą pełną mocy. Po trzech nowennach do Matki Bożej siedemnastoletni młodzieniec został cudownie uleczony. Na początku chciał zrealizować swoje pragnienie pomagania chorym poprzez służbę lekarską. Po śmierci mamy zmienił jednak decyzję – postanowił zostać kapłanem.

Pielgrzymka do Lourdes


Lata seminaryjne Luigi spędził w rzymskim Collegio Capranica. Święcenia kapłańskie przyjął 17 grudnia 1938 roku w Bazylice Laterańskiej. Pierwsze lata swojego kapłaństwa spędził w Rzymie, gdzie od 1941 roku pracował w Watykańskim Sekretariacie Stanu, w Urzędzie Informacji dla Jeńców Wojennych. Równocześnie był duszpasterzem w różnych rzymskich parafiach. Pośród wielkich watykańskich zadań nie zapomniał jednak o swoim młodzieńczym ideale posługi chorym i cierpiącym. Zaledwie pięć lat po swoich święceniach, w maju 1943 roku zainicjował działalność Maryjnej Ligi Kapłanów (Lega Sacerdotale Mariana), której celem jest „pomoc kapłanom znajdującym się w jakiejkolwiek potrzebie” i „zjednoczenie ich wraz z Maryją w miłości Chrystusa”. Obok całorocznych spotkań formacyjno-integracyjnych najbardziej spektakularną, ale i wyczekiwaną przez kapłanów formą rekolekcji była doroczna pielgrzymka do Lourdes. Pierwsza z nich odbyła się w 1952 roku. Od tamtej pory uczestniczy w niej co roku grupa blisko 300 kapłanów z całych Włoch i nie tylko. Dla niejednego kapłana udział w tej pielgrzymce stał się odnowieniem powołania. Wielu po tych rekolekcjach postanowiło wrócić do porzuconego kapłaństwa. Dla innych była to okazja do wyjścia z izolacji spowodowanej chorobą i doświadczenie wspólnoty z innymi kapłanami.

Pod opieką Maryi


W tym cudownym miejscu w sposób szczególny stała się widoczna jego niezwykle uczuciowa więź z Maryją, którą tak wcześnie obrał sobie za matkę. W kapłanach, jako kontynuatorach zbawczej misji Chrystusa, widział ks. Luigi synów szczególnie umiłowanych przez Maryję. Synów, których Zbawiciel przekazał Jej pod krzyżem w osobie Jana. Ale ks. Novarese poszedł w swojej duchowej intuicji jeszcze dalej. Umiłowane dziecko Maryi dostrzega w każdym cierpiącym: skoro bowiem nasze ziemskie matki poświęcają szczególną uwagę dziecku, które jest chore, nie odstępując od jego łóżka i odczuwając jego cierpienie jako własne, tym bardziej czyni to Maryja, najlepsza z matek, roztaczając wyjątkową opiekę nad cierpiącymi.

Sens cierpienia


Novarese, przyciągając chorych do Maryi, nie robił tego jednak po to, by szukali w Niej jedynie leku na złagodzenie bólu, ale by dostrzegli, że ich cierpienie może być łaską, a także cenną formą pomocy bliźnim. Jego odkryciem i radosną nowiną, jaką będzie chciał zanieść na krańce świata, jest prawda o zbawczym cierpieniu Chrystusa, w którym każdy z wierzących może mieć swój udział. Przesłanie Luigiego Novarese dotyka jednego z kluczowych dylematów ludzi wszystkich czasów, odpowiadając na pytanie o sens cierpienia.

W celu głoszenia tej dobrej nowiny o zbawczej wartości ludzkiego cierpienia, założył w Rzymie w 1947 roku Centrum Ochotników Cierpienia (Centro Volontarii della Sofferenza). Ten włoski kapłan był zawsze głęboko przekonany, że chory, niepełnosprawny, cierpiący nie może być jedynie przedmiotem troski duszpasterskiej i opieki udzielanej z zewnątrz, ale sam powinien stać się podmiotem działania apostolskiego. Widział w nich szczególnie umiłowaną i ważną część Kościoła i społeczeństwa. Jego idea dowartościowania tych osób nigdy nie wyrażała się w litości. Nie tolerował postawy bierności czy apatii w cierpieniu. Novarese starał się uświadamiać spotkanym osobom wartość ich cierpienia i pobudzać do dobrowolnego przyjęcia tego daru. Nie chodziło o masochizm czy cierpiętnictwo, jak czasem opacznie interpretowano nazwę Ochotników. Chodziło o zaakceptowanie cierpienia jako naturalnego etapu ziemskiego życia, faktu, który nie omija nikogo, a który jedynie w Chrystusie może zyskać najgłębszy, bo zbawczy sens.

Cisi Pracownicy Krzyża


Kolejnym krokiem w szeroko zakrojonej misji krzewienia ewangelii cierpienia było powołanie do życia Stowarzyszenia Cichych Pracowników Krzyża (Silenziosi Operai della Croce). Jest to wspólnota osób konsekrowanych, sióstr, braci i kapłanów, którzy żyją według rad ewangelicznych. Szczególnym rysem wspólnoty jest konsekracja składana Bogu przez ręce Maryi. Duchowość Cichych Pracowników Krzyża opiera się bowiem na orędziach, które Maryja przekazała światu w Lourdes i Fatimie. Ich działalność wyznacza więc modlitwa i pokuta będąca wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata. Szczególnym zaś charyzmatem jest praca w celu dowartościowania cierpienia. Członkowie stowarzyszenia prowadzą życie wspólnotowe w domach należących do wspólnoty lub też żyją jako osoby konsekrowane w swoich domach rodzinnych. Członkami wspólnoty mogą być także kapłani diecezjalni. Zadaniem Cichych Pracowników Krzyża, wyznaczonym przez ich założyciela, jest prowadzenie apostolatu cierpienia i wspieranie samych chorych i cierpiących w prowadzeniu tego apostolatu. Wspólnota organizuje dla nich rekolekcje oraz opracowuje materiały formacyjne do całorocznej pracy prowadzonej podczas spotkań tak zwanych grup przewodnich.

Pierwsze rekolekcje, jakie ks. Novarese zaproponował chorym, odbyły się już w 1952 roku w sanktuarium maryjnym w Oropie. Inicjatywa została tak dobrze przyjęta przez chorych, że nie tylko chcieli je kontynuować, ale zapragnęli mieć własny dom rekolekcyjny. Skromna suma, jaką wtedy spontanicznie zebrali, nie pozostawiła wyboru duszpasterzowi chorych. Podejmując budowę domu, w czasach gdy Włochy jeszcze odczuwały głęboki kryzys powojenny, a na człowieka niepełnosprawnego patrzono głównie z pogardą, Novarese wykazał się nie tylko głęboką troską o chorych, ale i bezgraniczną ufnością w Opatrzność Bożą i wstawiennictwo Maryi. Już po ośmiu latach powstał dom przeznaczony na pobyt aż dwustu osób.

Posłuszeństwo wobec Boga i Kościoła


By dopełnić obrazu dzieł powołanych do życia przez Sługę Bożego należy wymienić jeszcze Braci i Siostry Chorych (Frattelli e Sorelle degli ammalati) oraz Braci Efektywnych (Frattelli efettivi). Pierwsi to członkowie Centrum Ochotników Cierpienia, którzy ciesząc się zdrowiem, wspierają w wielorakich potrzebach osoby chore. Bracia Efektywni natomiast to osoby, które żyją charyzmatem Cichych Pracowników Krzyża i wspierają ich działania, lecz nie składają ślubów czasowych ani wieczystych, żyjąc w świecie jako członkowie rodzin lub osoby wolne.

Ideą przewodnią, która prowadziła ks. Novarese przez całe życie i motywowała wszelkie jego działania, była postawa posłuszeństwa wobec Boga i Kościoła – pozycja narzędzia w rękach Maryi i Jej Syna. Jego ewangeliczna intuicja, aby uczynić z chorych bogactwo Kościoła, a z cierpienia duchową dźwignię w drodze do osobistej świętości znalazła odzwierciedlenie w nauczaniu kolejnych papieży i wciąż inspiruje do apostolskiego działania tysiące „ochotników cierpienia” na całym świecie. Dzieła ks. prałata Novarese dawno już przekroczyły granice Włoch, zakładając swoje apostolaty na wszystkich kontynentach.

Czekając na beatyfikację


Ks. Luigi Novarese zmarł 20 lipca 1984 roku w Domu Matki Bożej Ozdoby Karmelu w Rocca Priora koło Rzymu. Na wieść o śmierci prałata Novarese, Jan Paweł II powiedział: – Śmierć księdza prałata Novarese to strata nie tylko dla Stowarzyszenia, ale dla całego Kościoła Powszechnego. Jego najbliższa współpracownica, współzałożycielka Cichych Pracowników Krzyża, s. Elwira Miriam Psorulla o jego śmierci napisała: Jestem pewna, że Matka Boska przyszła, aby zabrać ze sobą swego ulubionego syna. Sama przyszła, osobiście! W przeciwnym razie niewytłumaczalny zostałby świetlany uśmiech, jaki drogi Ojciec miał na ustach tuż na chwilę, zanim uszło z niego życie. Uśmiech, który mu pozostał i potem, rozświetlając jego twarz: taki uśmiech mogła mieć tylko dusza zespolona z Bogiem!.

27 marca 2010 roku Ojciec Święty Benedykt XVI wydał dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego Luigiego Novarese.

* * *

Beatyfikacja ks. prałata Novarese wydaje się kwestią czasu. Wszyscy członkowie założonych przez niego dzieł z utęsknieniem czekają na dzień, kiedy zostanie on oficjalnie ogłoszony jako wielki czciciel Maryi, niebieski orędownik chorych i wzór w nadawaniu sensu każdemu ludzkiemu ­cierpieniu.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Chleb Żywy, który zstąpił z Nieba
Przyjście Boga-Człowieka na świat, Jego cudowne, nienaruszające dziewictwa Matki narodziny w Betlejem Judzkim, to wydarzenie absolutnie wyjątkowe w historii. Wraz z Nim przyszło na świat wyzwolenie. Od niewoli śmierci, piekła i szatana…


UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Oto Matka nasza

Apostolat Fatimy w ciągu 18 lat działalności zgromadził w swoich szeregach prawie 60 tysięcy osób. Ta wciąż rosnąca armia czcicieli Maryi poprzez wsparcie modlitewne i finansowe szczególnie aktywnie poświęciła się propagowaniu Orędzia Matki Bożej Fatimskiej. W tym numerze „Przymierza z Maryją” swoim niezwykle interesującym świadectwem dzieli się jeden z Apostołów Fatimy, Janusz Komenda z Zielonek.

 

Przede wszystkim ośmielę się napisać, że moje życie od narodzin było związane z Maryją i traktuję to jako błogosławieństwo i niezasłużoną łaskę. Urodziłem się w święto Matki Bożej Różańcowej, a moje imieniny przypadają w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Pochodzę z parafii pod wezwaniem Narodzenia NMP. W moim kościele parafialnym znajduje się kaplica z obrazem Matki Bożej Zwycięskiej.


Ze swoich dziecięcych lat pamiętam moją babcię, która co roku przez ponad 40 lat pielgrzymowała z naszą parafialną pielgrzymką do Kalwarii Zebrzydowskiej. Pewnego dnia zabrała również i mnie do Sanktuarium Matki Bożej Kalwaryjskiej. Jako dziecko uczestniczyłem też niejednokrotnie w nabożeństwach majowych, związanych z odmawianiem Litanii Loretańskiej, i październikowych – wypełnionych modlitwą różańcową. W mojej religijnej i blisko związanej z Kościołem rodzinie było to całkowicie naturalne. Różaniec i szczególne nabożeństwo do Maryi zawsze były obecne w naszym domu.


Wreszcie kilka lat temu usłyszałem o istnieniu Apostolatu Fatimy i postanowiłem do niego przystąpić. Impulsem do tego kroku były kłopoty natury osobistej. Gdy zawiodły ludzkie sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach, zwróciłem się do Matki Bożej. Uczestnictwo w Apostolacie Fatimy i codziennie odmawiany Różaniec wyciszyły mnie wewnętrznie i pomogły mi na nowo poukładać swoje życie: bliżej Maryi, a dzięki Niej również bliżej Pana Boga.


Dzięki uczestnictwu w Apostolacie Fatimy oraz odmawianiu Nowenny Pompejańskiej moja modlitwa różańcowa usystematyzowała się i nabrała codziennej regularności. Stała się dla mnie naturalnym i stałym punktem, bez którego trudno mi sobie wyobrazić każdy kolejny dzień. Wspaniałym przywilejem uczestnictwa w Apostolacie jest codzienna modlitwa sióstr klauzurowych oraz Msza Święta odprawiana każdego 13. dnia miesiąca w intencji Apostołów Fatimy. Tylko Bóg jeden wie, ile łask każdy członek Apostolatu dzięki tym modlitwom otrzymał. Dzięki Apostolatowi regularnie otrzymuję pełne wartościowych treści dwumiesięczniki „Przymierze z Maryją” i „Polonia Christiana”, a mój dom zdobią obraz i figura Matki Bożej Fatimskiej. Trudno nie wspomnieć też o wielu innych upominkach, które w tym czasie otrzymałem. Wśród nich znajdują się: książki, albumy, filmy DVD czy choćby piękna ikona św. Michała Archanioła. Wciąż żyję też nadzieją, że pewnego dnia uda mi się wylosować udział w pielgrzymce do Sanktuarium w Fatimie, kolejny duchowy przywilej dla członków Apostolatu.


To Najświętszej Maryi Pannie oraz Duchowi Świętemu zawdzięczam odwagę przeciwstawienia się ideologii LGBT w mojej poprzedniej pracy. Dzięki Ich opiece spokojnie przyjąłem szykany ze strony pracodawcy, włącznie z wyrzuceniem mnie z pracy za wierność Pismu Świętemu i nauczaniu Kościoła w kwestii grzesznych praktyk homoseksualnych (zobacz „Polonia Christiana” nr 82). Jestem przekonany, że Matka Boża opiekuje się mną w sposób szczególny.


Od kilku lat staram się uczcić swoje urodziny lub imieniny biegową pielgrzymką do najwspanialszego miejsca kultu maryjnego w Polsce: Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej. „Przez Maryję do Jezusa” – jakże to prawdziwe hasło. Doświadczam go niezliczoną ilość razy, gdy praktykując swoje sportowe hobby, mijam na swojej biegowej trasie kolejne kapliczki i sanktuaria maryjne. Nasza polska ziemia jest nimi usiana i jestem przekonany, że przez to dostępuje szczególnego błogosławieństwa NMP.


W Nowennie Pompejańskiej znajdujemy słowa: Ile mi sił starczy, będę rozszerzał cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego, co traktuję jako wezwanie do apostolatu. I właśnie dzięki Apostolatowi Fatimy to zobowiązanie mogę wypełniać.


Każdego, kto jeszcze się waha, czy do tego dzieła przystąpić, z całego serca namawiam: przystąp do prawie 60-tysięcznej armii Apostołów Fatimy! Matka Boża odmieni Twoje życie na lepsze!


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Od dłuższego czasu do Państwa nie pisałam, ale postanowiłam to zmienić. Chcę podziękować za wszystkie prezenty, jakie od Was otrzymuję oraz za czasopismo „Przymierze z Maryją”. Chcę się podzielić moim świadectwem uzdrowienia, które otrzymałam od Pana Boga przez wstawiennictwo Matki Bożej. Leczyłam się od 9 lat na depresję i chociaż się modliłam, nie byłam wysłuchana. Teraz wiem, że wtedy nie modliłam się dobrze, ponieważ nie zapraszałam do swojego życia codziennie Pana Boga. (…) Teraz rozpoczynam dzień, zawierzając się Krwi Pana Jezusa. Odmawiam Koronkę do Najdroższej Krwi Pana Jezusa i do Jego Najświętszych Ran. Zaczęłam się gorąco modlić do Matki Bożej, odmawiając Nowennę Pompejańską. Przy odmawianiu części błagalnej na samym końcu już wiedziałam, że zostałam uzdrowiona. Bardzo dziękuję Panu Bogu i Matce Bożej. Dziękuję także Redakcji. Proszę, nie ustawajcie w swoim działaniu, ponieważ dzięki Wam ludzie się nawracają. Proszę, nie ustawajcie w modlitwie, bo przez nią otrzymujemy wszystko. Pan jest miłosierny, tylko trzeba Mu zaufać. Na koniec chcę Wam powiedzieć, że należę do Apostolatu Fatimy już od kilkunastu lat. Dziękuję za modlitwy za mnie i moją rodzinę. Ja też pamiętam i modlę się za Was.
Teresa z Wielkopolski


Szczęść Boże!
Witam serdecznie redakcję „Przymierza z Maryją”. Pragnę podzielić się z Wami świadectwem. Około 30 lat temu pojawiła się na moim prawym udzie mała, czarna plama. Byłam zaniepokojona, ale z biegiem czasu przestałam się tym martwić, ponieważ nic się z tym nie działo.
Około 5 lat temu narośl zaczęła się powiększać, rozrastać, następnie pękała, czasami sączyła się krew. Z czasem zrobiła się wypukła, cieknąca (…). Ale ja nie odczuwałam żadnego lęku. Żyłam przeświadczeniem, że jeżeli Pan Bóg dopuszcza jakieś choroby czy doświadczenia, to musi być jakieś lekarstwo czy rozwiązanie.
Zbliżała się Wielkanoc 2015 roku. (…) Otrzymałam między innymi kopertę z życzeniami od znajomej z Sulechowa. Otworzyłam i… zaskoczył mnie obrazek św. Rity. (…) „No cóż? – pomyślałam – chyba najwyższy czas podjąć decyzję i usunąć narośl”. Zawierzyłam św. Ricie!
W połowie czerwca (…) pobrane próbki wysłano do analizy. Po dwóch tygodniach diagnoza: czerniak złośliwy IV stopnia i skierowanie na onkologię. Pani doktor nie mówiła wiele. Decyzja: natychmiastowa głębsza operacja uda. Wyznaczyła konkretną datę i godzinę przyjęcia do szpitala. Rana się zagoiła. Czułam się dobrze. Nie rozumiałam, po co otwierać ranę i czegoś szukać…
Nadeszła data stawienia się w szpitalu. To był poniedziałek. W niedzielę pojechałam z córką do Ługów. Wpadłam w koleinę, spadłam z roweru i złamałam kostki w okolicy stawu biodrowego. Pojechałam do szpitala. Musiałam leżeć na plecach przez 5 tygodni, bez jakiejkolwiek zmiany pozycji, co uniemożliwiło mi stawienie się na wcześniej wyznaczony termin do szpitala. Raz, że byłam całkowicie przykuta do wózka. Dwa, że ortopeda zakazał jakiejkolwiek ingerencji ze względu na niezrośnięte kości, co groziło gangreną. Ale, okazało się, że… święta Rita czuwa i prowadzi!
Po kilku miesiącach zrobiono mi tomografię komputerową w Poradni Onkologicznej w Zielonej Górze. Nie było śladu choroby nowotworowej. I jak tu nie wierzyć w obcowanie Świętych? Trzeba tylko ich słuchać, wierzyć i ufać. Pozdrawiam Was serdecznie.
Teresa

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowni Państwo, od około 15 lat żyję w przymierzu z Maryją, tzn. otrzymuję od Waszego Stowarzyszenia materiały. Kalendarz z Maryją wisi w moim domu zawsze. Pierwszy raz jednak do Was piszę. Od czasu do czasu udawało mi się wesprzeć Wasze działania finansowo (na ile pozwalała mi moja kondycja finansowa), ale nigdy nie robiłam tego regularnie, a jednak stale przysyłacie mi czasopismo, kalendarze i informacje o prowadzonych kampaniach. Serdecznie za to dziękuję. Bóg zapłać!!!
Od lat noszę Cudowny Medalik (ten pierwszy otrzymałam od Was), od ponad roku codziennie modlę się na różańcu (też na tym, który Wy mi przysłaliście dobrych parę lat temu). Najmocniej przekonuję się o mocy działania Matki Najświętszej od kilku miesięcy, od kiedy to zawierzyłam się Jej całkowicie, oddałam się w niewolę miłości Jezusowi przez Maryję. To poświęcenie siebie poprzedzone 33-dniowymi rekolekcjami, a oparte na naukach św. Ludwika Marii Grignion de Montfort stało się dla mnie niezwykle ważnym wydarzeniem. (…) Na koniec pragnę serdecznie podziękować za wszystkie przesłane mi dotąd materiały i za Waszą działalność. Pozdrawiam z serca i życzę, aby działania Stowarzyszenia były zgodne z Wolą Bożą i przynosiły wspaniałe owoce. Pewnie większą ich część ujrzymy dopiero w wieczności…
Z Panem Bogiem
Anna


Szanowny Panie Prezesie
Na początku tego listu bardzo serdecznie Pana i całe Stowarzyszenie pozdrawiam. Dziękuję za wszystkie otrzymane dotychczas przesyłki (…).
Pragnę przedstawić Panu moje świadectwo związane z oddaniem się w opiekę Matce Bożej Częstochowskiej Królowej Polski.
W lutym bardzo źle się czułem z powodu moich dolegliwości brzusznych i usznych. Po pięciodniowej kuracji w szpitalu, wróciłem do domu bez zauważalnej poprawy. Dlatego 24 lutego postanowiłem pojechać po pomoc do Matki Bożej Częstochowskiej. Będąc na Jasnej Górze, poprosiłem zakrystiana o oliwę palącą się w kaplicy Cudownego Obrazu. Od tego czasu codziennie wieczorem parę kropli z wiarą i modlitwą przyjmuję, i o wiele lepiej się czuję. Mogę normalnie funkcjonować. (…)
Postanowiłem iść do kościoła pw. Polskich Męczenników, a to dlatego, że tam dokonano profanacji figury Matki Bożej. Gdy przybyłem na miejsce i zobaczyłem urwane ręce Matki Bożej w figurce tam stojącej, bardzo mnie ten widok przeraził i zabolał. Pomodliłem się za tych, którzy tej bulwersującej profanacji dokonali, prosząc o ich nawrócenie. To wydarzenie uświadomiło mi, w jakich czasach żyjemy. Jak dużo ofiary i modlitwy trzeba podjąć, aby ta fala została przezwyciężona! Dlatego musimy to wspaniałe dzieło, które Wasze Stowarzyszenie prowadzi, wspomagać przez modlitwę i datki ofiarowane na ten cel.
Roman z Tarnowskich Gór