Święte wzory
 
Sługa Boży Luigi Novarese - zawierzenie Maryi drogą do uświęcenia cierpienia
Andrzej Maciejewski

W marcu ubiegłego roku Ojciec Święty Benedykt XVI podpisał dekret stwierdzający heroiczność cnót Sługi Bożego księdza Luigiego Novarese, Nadzwyczajnego Szambelana Papieskiego i Domowego Prałata Papieskiego Jego Świątobliwości Piusa XII. Najpiękniejszym dziełem ks. Novarese jest wspólnota Cichych Pracowników Krzyża, której jedyny polski dom mieści się w Głogowie nad Odrą.

Luigi Novarese przyszedł na świat 29 lipca 1914 roku jako ostatnie dziecko Giusta Carla i Teresy. Już jako niespełna roczne dziecko stracił ojca, który dopóki żył, codziennie odmawiał nad kołyską najmłodszego syna Sekwencję do Ducha Świętego. W dniu śmierci męża Teresa miała trzydzieści lat – dziewięcioro dzieci do wychowania i schorowanych teściów pod opieką. Siłę do wypełnienia tego niełatwego zadania czerpała z głębokiej wiary, a szczególnie z pobożności maryjnej, którą zaszczepiła wszystkim swoim dzieciom. Mały Luigi bardzo lubił odmawiać wspólnie z mamą Salve Regina, którą nazywał „długą modlitwą”.

Pierwsza Komunia… pięciolatka


Pierwszym zdarzeniem sygnalizującym duchową wrażliwość naszego bohatera było przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej, które odbyło się w sposób dość niekonwencjonalny. Podczas jednej z porannych Mszy św., w których uczestniczył z mamą jako pięciolatek, po prostu podszedł do ołtarza i wraz ze wszystkimi przyjął Komunię św. Jego pragnienie przyjęcia Pana Jezusa było większe niż matczyny zakaz. Pełna zakłopotania mama, która zorientowała się dopiero po fakcie, szybko oznajmiła o tym kapłanowi. Ten jednak, ku jej zaskoczeniu, przekonawszy się o nieprzeciętnej znajomości katechizmu u małego Luigiego, nie tylko nie skarcił chłopca, ale zezwolił na dalsze przyjmowanie Jezusa w Komunii Świętej.

Przez chorobę do kapłaństwa


Innym ważnym doświadczeniem w życiu Luigiego, kluczowym jeśli chodzi o późniejsze wybory, stała się gruźlica kości, na którą zachorował w wieku dziewięciu lat. Była ona dla dorastającego chłopca nie tylko źródłem wielu cierpień fizycznych, ale i bólu płynącego z rozłąki z rodziną. Wielomiesięczne kuracje w rozmaitych ośrodkach oraz obcowanie z innymi chorymi nie doprowadziły jednak chłopca do apatii, ale wykształciły w nim wrażliwość na ludzkie cierpienie. Pomimo własnych dolegliwości, stał się pocieszycielem wielu chorych, organizując wspólne zabawy i umilając wszystkim czas grą na flecie.

Zaawansowany stan choroby nie dawał, według lekarzy, nadziei na wyleczenie, a raczej wyrokował śmierć. Wrodzony entuzjazm, chęć życia oraz rodzące się wtedy pragnienie służenia innym sprawiały, że Luigi nie przestał wierzyć w powrót do zdrowia. Źródło swojego uzdrowienia widział w pomocy Matki Bożej. Tak bardzo wierzył w moc modlitwy wstawienniczej, że poprosił nawet generała salezjanów, aby o cud jego uzdrowienia modliła się także młodzież z ich oratoriów. Wiara Luigiego i jego rówieśników okazała się wiarą pełną mocy. Po trzech nowennach do Matki Bożej siedemnastoletni młodzieniec został cudownie uleczony. Na początku chciał zrealizować swoje pragnienie pomagania chorym poprzez służbę lekarską. Po śmierci mamy zmienił jednak decyzję – postanowił zostać kapłanem.

Pielgrzymka do Lourdes


Lata seminaryjne Luigi spędził w rzymskim Collegio Capranica. Święcenia kapłańskie przyjął 17 grudnia 1938 roku w Bazylice Laterańskiej. Pierwsze lata swojego kapłaństwa spędził w Rzymie, gdzie od 1941 roku pracował w Watykańskim Sekretariacie Stanu, w Urzędzie Informacji dla Jeńców Wojennych. Równocześnie był duszpasterzem w różnych rzymskich parafiach. Pośród wielkich watykańskich zadań nie zapomniał jednak o swoim młodzieńczym ideale posługi chorym i cierpiącym. Zaledwie pięć lat po swoich święceniach, w maju 1943 roku zainicjował działalność Maryjnej Ligi Kapłanów (Lega Sacerdotale Mariana), której celem jest „pomoc kapłanom znajdującym się w jakiejkolwiek potrzebie” i „zjednoczenie ich wraz z Maryją w miłości Chrystusa”. Obok całorocznych spotkań formacyjno-integracyjnych najbardziej spektakularną, ale i wyczekiwaną przez kapłanów formą rekolekcji była doroczna pielgrzymka do Lourdes. Pierwsza z nich odbyła się w 1952 roku. Od tamtej pory uczestniczy w niej co roku grupa blisko 300 kapłanów z całych Włoch i nie tylko. Dla niejednego kapłana udział w tej pielgrzymce stał się odnowieniem powołania. Wielu po tych rekolekcjach postanowiło wrócić do porzuconego kapłaństwa. Dla innych była to okazja do wyjścia z izolacji spowodowanej chorobą i doświadczenie wspólnoty z innymi kapłanami.

Pod opieką Maryi


W tym cudownym miejscu w sposób szczególny stała się widoczna jego niezwykle uczuciowa więź z Maryją, którą tak wcześnie obrał sobie za matkę. W kapłanach, jako kontynuatorach zbawczej misji Chrystusa, widział ks. Luigi synów szczególnie umiłowanych przez Maryję. Synów, których Zbawiciel przekazał Jej pod krzyżem w osobie Jana. Ale ks. Novarese poszedł w swojej duchowej intuicji jeszcze dalej. Umiłowane dziecko Maryi dostrzega w każdym cierpiącym: skoro bowiem nasze ziemskie matki poświęcają szczególną uwagę dziecku, które jest chore, nie odstępując od jego łóżka i odczuwając jego cierpienie jako własne, tym bardziej czyni to Maryja, najlepsza z matek, roztaczając wyjątkową opiekę nad cierpiącymi.

Sens cierpienia


Novarese, przyciągając chorych do Maryi, nie robił tego jednak po to, by szukali w Niej jedynie leku na złagodzenie bólu, ale by dostrzegli, że ich cierpienie może być łaską, a także cenną formą pomocy bliźnim. Jego odkryciem i radosną nowiną, jaką będzie chciał zanieść na krańce świata, jest prawda o zbawczym cierpieniu Chrystusa, w którym każdy z wierzących może mieć swój udział. Przesłanie Luigiego Novarese dotyka jednego z kluczowych dylematów ludzi wszystkich czasów, odpowiadając na pytanie o sens cierpienia.

W celu głoszenia tej dobrej nowiny o zbawczej wartości ludzkiego cierpienia, założył w Rzymie w 1947 roku Centrum Ochotników Cierpienia (Centro Volontarii della Sofferenza). Ten włoski kapłan był zawsze głęboko przekonany, że chory, niepełnosprawny, cierpiący nie może być jedynie przedmiotem troski duszpasterskiej i opieki udzielanej z zewnątrz, ale sam powinien stać się podmiotem działania apostolskiego. Widział w nich szczególnie umiłowaną i ważną część Kościoła i społeczeństwa. Jego idea dowartościowania tych osób nigdy nie wyrażała się w litości. Nie tolerował postawy bierności czy apatii w cierpieniu. Novarese starał się uświadamiać spotkanym osobom wartość ich cierpienia i pobudzać do dobrowolnego przyjęcia tego daru. Nie chodziło o masochizm czy cierpiętnictwo, jak czasem opacznie interpretowano nazwę Ochotników. Chodziło o zaakceptowanie cierpienia jako naturalnego etapu ziemskiego życia, faktu, który nie omija nikogo, a który jedynie w Chrystusie może zyskać najgłębszy, bo zbawczy sens.

Cisi Pracownicy Krzyża


Kolejnym krokiem w szeroko zakrojonej misji krzewienia ewangelii cierpienia było powołanie do życia Stowarzyszenia Cichych Pracowników Krzyża (Silenziosi Operai della Croce). Jest to wspólnota osób konsekrowanych, sióstr, braci i kapłanów, którzy żyją według rad ewangelicznych. Szczególnym rysem wspólnoty jest konsekracja składana Bogu przez ręce Maryi. Duchowość Cichych Pracowników Krzyża opiera się bowiem na orędziach, które Maryja przekazała światu w Lourdes i Fatimie. Ich działalność wyznacza więc modlitwa i pokuta będąca wynagrodzeniem Bogu za grzechy świata. Szczególnym zaś charyzmatem jest praca w celu dowartościowania cierpienia. Członkowie stowarzyszenia prowadzą życie wspólnotowe w domach należących do wspólnoty lub też żyją jako osoby konsekrowane w swoich domach rodzinnych. Członkami wspólnoty mogą być także kapłani diecezjalni. Zadaniem Cichych Pracowników Krzyża, wyznaczonym przez ich założyciela, jest prowadzenie apostolatu cierpienia i wspieranie samych chorych i cierpiących w prowadzeniu tego apostolatu. Wspólnota organizuje dla nich rekolekcje oraz opracowuje materiały formacyjne do całorocznej pracy prowadzonej podczas spotkań tak zwanych grup przewodnich.

Pierwsze rekolekcje, jakie ks. Novarese zaproponował chorym, odbyły się już w 1952 roku w sanktuarium maryjnym w Oropie. Inicjatywa została tak dobrze przyjęta przez chorych, że nie tylko chcieli je kontynuować, ale zapragnęli mieć własny dom rekolekcyjny. Skromna suma, jaką wtedy spontanicznie zebrali, nie pozostawiła wyboru duszpasterzowi chorych. Podejmując budowę domu, w czasach gdy Włochy jeszcze odczuwały głęboki kryzys powojenny, a na człowieka niepełnosprawnego patrzono głównie z pogardą, Novarese wykazał się nie tylko głęboką troską o chorych, ale i bezgraniczną ufnością w Opatrzność Bożą i wstawiennictwo Maryi. Już po ośmiu latach powstał dom przeznaczony na pobyt aż dwustu osób.

Posłuszeństwo wobec Boga i Kościoła


By dopełnić obrazu dzieł powołanych do życia przez Sługę Bożego należy wymienić jeszcze Braci i Siostry Chorych (Frattelli e Sorelle degli ammalati) oraz Braci Efektywnych (Frattelli efettivi). Pierwsi to członkowie Centrum Ochotników Cierpienia, którzy ciesząc się zdrowiem, wspierają w wielorakich potrzebach osoby chore. Bracia Efektywni natomiast to osoby, które żyją charyzmatem Cichych Pracowników Krzyża i wspierają ich działania, lecz nie składają ślubów czasowych ani wieczystych, żyjąc w świecie jako członkowie rodzin lub osoby wolne.

Ideą przewodnią, która prowadziła ks. Novarese przez całe życie i motywowała wszelkie jego działania, była postawa posłuszeństwa wobec Boga i Kościoła – pozycja narzędzia w rękach Maryi i Jej Syna. Jego ewangeliczna intuicja, aby uczynić z chorych bogactwo Kościoła, a z cierpienia duchową dźwignię w drodze do osobistej świętości znalazła odzwierciedlenie w nauczaniu kolejnych papieży i wciąż inspiruje do apostolskiego działania tysiące „ochotników cierpienia” na całym świecie. Dzieła ks. prałata Novarese dawno już przekroczyły granice Włoch, zakładając swoje apostolaty na wszystkich kontynentach.

Czekając na beatyfikację


Ks. Luigi Novarese zmarł 20 lipca 1984 roku w Domu Matki Bożej Ozdoby Karmelu w Rocca Priora koło Rzymu. Na wieść o śmierci prałata Novarese, Jan Paweł II powiedział: – Śmierć księdza prałata Novarese to strata nie tylko dla Stowarzyszenia, ale dla całego Kościoła Powszechnego. Jego najbliższa współpracownica, współzałożycielka Cichych Pracowników Krzyża, s. Elwira Miriam Psorulla o jego śmierci napisała: Jestem pewna, że Matka Boska przyszła, aby zabrać ze sobą swego ulubionego syna. Sama przyszła, osobiście! W przeciwnym razie niewytłumaczalny zostałby świetlany uśmiech, jaki drogi Ojciec miał na ustach tuż na chwilę, zanim uszło z niego życie. Uśmiech, który mu pozostał i potem, rozświetlając jego twarz: taki uśmiech mogła mieć tylko dusza zespolona z Bogiem!.

27 marca 2010 roku Ojciec Święty Benedykt XVI wydał dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego Luigiego Novarese.

* * *

Beatyfikacja ks. prałata Novarese wydaje się kwestią czasu. Wszyscy członkowie założonych przez niego dzieł z utęsknieniem czekają na dzień, kiedy zostanie on oficjalnie ogłoszony jako wielki czciciel Maryi, niebieski orędownik chorych i wzór w nadawaniu sensu każdemu ludzkiemu ­cierpieniu.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Męka Chrystusa według Całunu
Kończy się Wielki Post. Przed nami Wielki Tydzień, którego apogeum stanowi Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę w sposób szczególny nasza myśl biegnie w kierunku Golgoty i Najświętszej Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Zostań Apostołem Fatimy!

Jedyna taka wspólnota ... jest właśnie dla Ciebie!

Co to za wspólnota, licząca ponad 60 tys. członków, którzy wszyscy modlą się za siebie nawzajem? Duchowa rodzina pod patronatem Maryi, za którą codziennie wznoszą swoje modły siostry zakonne, a kapłan raz w miesiącu odprawia za nią Mszę Świętą? Formacja duchowa w tradycji katolickiej, której uczestnicy co roku mają szansę wziąć udział w pielgrzymce do Fatimy?
To Apostolat Fatimy. Jedyna taka wspólnota katolików w Polsce, gdzie za drobny, comiesięczny datek i codzienną modlitwę Apostołowie dostają moc duchowych korzyści, z których najważniejsza jest świadomość, że przyczyniają się do wielkiego dzieła – budzenia sumień Polaków!
Zadzwoń pod numer 12 423 44 23 i zostań Apostołem Fatimy!


Listy od Przyjaciół
 

Szczęść Boże!
Szanowni Państwo, należę do osób, które nie chcą „rozdrabniać” i „rozpraszać” swoich nabożeństw. Dla mnie fundamentem jest Jezus Chrystus. A poza tym całe moje jestestwo zwrócone jest ku Maryi Niepokalanej, otaczającej mnie Swoją Opieką i Nieustającą Pomocą.
Przez codzienną modlitwę różańcową otrzymałem zdumiewająco dużo łask: zostały rozwiązane, i to z nawiązką, moje nieprawdopodobne wręcz problemy życiowe. Toteż Wasza propozycja, by poświęcić swój dom Maryi trafiła w pełni do mojego serca. Natychmiast po otrzymaniu przesyłki odmówiłem „Akt poświęcenia domu Niepokalanemu Sercu Maryi”, a tabliczkę z Aktem umieściłem na ścianie mojego pokoju.
Jestem dogłębnie poruszony faktem, że w ciągu kilku dni jeszcze jeden wielki problem, z którym miałem borykać się przez kolejne miesiące, znalazł się na właściwej ścieżce ku pomyślnemu rozwiązaniu. Z całego serca dziękuję za to Maryi, a Wam jestem niezmiernie wdzięczny za stworzenie możliwości, by poświęcić dom Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Pozdrawiam!
Władysław z Gliwic


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę złożyć moje świadectwo o otrzymaniu łaski uzdrowienia i rozwiązania poważnych problemów poprzez Nowennę Pompejańską. Problem był ogromny i pogłębiający się – dotyczył mojego syna. Był w wieku gimnazjalnym. Zaczęły się problemy z wychodzeniem z domu, z wychodzeniem do szkoły, ze wstawaniem z łóżka. Był to bardzo trudny i długotrwały czas. Ze szkoły otrzymywałam zapowiedź kary finansowej za niedoprowadzanie syna do szkoły. Robiłam co mogłam, bardzo chciałam pomóc synowi – nic nie skutkowało. Sytuacja stawała się coraz gorsza.
Pewnego dnia znajoma powiedziała mi, że opowiedziała o mojej sytuacji swojej cioci – siostrze zakonnej. Dostałam od niej bardzo cenną wskazówkę, jak z tego możemy wyjść – poprzez Nowennę Pompejańską.
Od razu tego samego dnia podjęłam tę modlitwę. Już na drugi dzień problemy zaczęły się rozwiązywać. Najpierw zdecydowaliśmy się na wizytę u lekarza, który poprowadził sprawę dalej, potem kolejne osoby, następnie nauczanie indywidualne i w końcu syn ukończył szkołę.
Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej rozwiązała się sprawa, która po ludzku dla mnie była porównywalna z biciem głową w mur.
Dziękuję Ci Maryjo za wszelkie łaski, które otrzymaliśmy i które otrzymujemy. Dziś syn jest już ojcem i ma swoją rodzinę.
A Wam, Szanowni Państwo, gratuluję decyzji o propagowaniu Nowenny Pompejańskiej. Polecam wszystkim tę modlitwę, dzięki której możemy rozwiązywać problemy, które po ludzku wydają się nie do rozwiązania. Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewa z Jarosławia


Szczęść Boże!
Z całego serca dziękuję za modlitwę, życzenia i wszelkie upominki. Niech Dobry Bóg ma wszystkich pracowników Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi w Swojej opiece, a Matka Najświętsza niech Was otacza opieką. Niech Pan Bóg obdarzy Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Modlę się za Stowarzyszenie i proszę o modlitwę. Bóg zapłać za wszystko!
Józefa z Mazowsza


Szczęść Boże!
Pragnę podziękować za kalendarz „365 dni z Maryją” na 2021 rok. Dzięki niemu tak bardzo czuję codzienną obecność, opiekę i wsparcie Matki Bożej. Byłoby świetnie, gdyby ten kalendarz mógł trafić do wszystkich naszych Rodaków. Chętnie w tym pomogę. Zapewniam o modlitwie za Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy!
Agnieszka – Apostoł Fatimy


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję za Wasze przesyłki. Dziękuję za kalendarz „365 dni z Maryją”. Jestem bardzo wzruszona, kiedy czytam „Przymierze z Maryją”. Nie zawsze ma kto czytać mi to pismo. Jestem osobą słabo widzącą od czasu tragicznego wypadku. Miałam wtedy 24 lata i plany na przyszłość. Po wypadku przez dwa miesiące byłam nieprzytomna. Lekarze dawali mi jeden procent szans na przeżycie. Moja mama modliła się gorąco za wstawiennictwem Matki Bożej i św. Judy Tadeusza. Miłosierny Jezus wysłuchał modlitw. Przeżyłam, a później – w roku 1992 – urodziłam zdrowego, pięknego synka. Chłopiec pięknie grał na pianinie, lubił matematykę, poza tym uczył się języków obcych. Obecnie mieszka w Anglii – pomaga mnie i mojej mamie, która ma 82 lata.
Byłam na pielgrzymce w Fatimie, aby podziękować Panu Bogu i Matce Bożej za życie, zdrowie i za syna. Odwiedziłam też inne święte miejsca.
Mąż, który spowodował ten wypadek, po pewnym czasie mnie opuścił… Ale i tak za wszystko dziękuję Bogu.
Pomagam chorym i ułomnym dzieciom. Najlepszą dla mnie nagrodą jest ich uśmiech i wdzięczność.
Nie tracę nadziei. Modlę się o zdrowie i pomoc w moim inwalidztwie, abym mogła przetrwać i jak najdłużej cieszyć się rodziną.
Serdecznie dziękuję Wam za miłe i pełne pocieszenia słowa. Za serdeczne pozdrowienia. Bóg zapłać za wsparcie duchowe w życiu codziennym, często tak trudnym. Dziękuję za to, że przypominacie to piękne hasło: O Maryi nigdy dość!
Grażyna z Lublina


Szczęść Boże!
Pragnę podzielić się dobrą wiadomością – w końcu odnalazłam Matkę Bożą i Pana Boga. A zaczęło się od bardzo ciężkiego wypadku samochodowego. Cudem uniknęłam śmierci. Wydarzył się on 27 listopada. Przez przypadek dowiedziałam się później, że w ten dzień jest wspomnienie Maryi od Cudownego Medalika. Poczytałam trochę informacji o tym medaliku i doszłam do wniosku, że to ma sens! Musiałam więc trochę oberwać, aby jaśniej myśleć. Najpierw zapoznałam się z całą historią Cudownego Medalika, a później zamówiłam go wraz z książkami. Co ciekawe, tydzień przed wypadkiem modliłam się o światło wiary…
Wypadek był ciężki, a jego skutki odczuwalne do dziś, ale dzięki niemu odnalazłam wreszcie Boga! I za to dziękuję!
Z Panem Bogiem
Dorota