Lektura duchowa
 
Ostatnia chwila księcia Némours

Kiedy nadchodzi kres człowieka, wierzący i prawdziwie miłujący Boga i bliźniego pragną tylko jednego: skoro nie mogą dalej żyć tu na ziemi, chcą zasłużyć sobie na życie wieczne. I tak czynią zabiegi, aby bliski, który stoi w obliczu śmierci, odbył spowiedź generalną, przyjął Pana Jezusa do serca swego i sakrament namaszczenia. Kiedy uda się to uczynić, jesteśmy spokojni, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby dopomóc odchodzącemu.

Jednak nie zawsze to się udaje. Wiemy, że ktoś umarł, będąc w stanie grzechu ciężkiego. Co prawda nie mamy pewności, ale wszystko na to wskazuje, że dusza tego biedaka zostanie potępiona. Jednak czy i my mamy prawo tego kogoś potępiać?

Posłuchajmy, co niegdyś powiedział ksiądz biskup Bougaud:
„Człowiek odbiera sobie życie; straszna to zbrodnia. Kościół odwraca się ze zgrozą od krwawych zwłok i ma słuszność. Ale czy naucza, że ta dusza jest bez ratunku zgubioną? Bynajmniej; któż bowiem może wiedzieć, co się działo w tej zbolałej duszy w ostatniej chwili? Kto wie, co ujrzała ona przy błysku wystrzału i jakie on jej przyniósł objawienie? Powiecie, że mało miała czasu. Cóż to czas znaczy? Jednego wejrzenia, jednego słowa, jednego porywu uczuć dosyć, ażeby opuściła ten świat oczyszczona”.

Przytoczył on także na prawdziwość swojego sądu pewną historię.

W jednym z klasztorów we Francji żyła pokorna i świątobliwa zakonnica. Zanim tam jednak trafiła, była damą dworu odznaczającą się niezwykłą urodą. Owa zakonnica to Maria Dioniza de Martignat.

Pewnego razu miała widzenie. Otóż książę Karol Amadeusz Némours, którego niegdyś dobrze znała na dworze sabaudzkim, zginął w pojedynku z księciem de Baufort, śmiertelnie ugodzony szpadą. Cały dwór okrył się żałobą.

Tymczasem, zanim wieść o tym dotarła do klasztoru, a miało to miejsce tydzień później, siostra Maria Dioniza jeszcze tego samego dnia zalana łzami padła do kolan matki przełożonej, mówiąc:
- Wielebna Matko, przychodzę ci oznajmić, że książę Némours pojedynkował się i został zabity na miejscu, ale nie lękaj się, w tej błyskawicznej chwili, kiedy przeszywała go szpada, zdążył wznieść duszę ku Bogu i przebłagać Jego sprawiedliwość. Jest teraz w czyśćcu, ale niestety jakże głęboko, jak głęboko! Któż go wyratuje?

Kiedy matka przełożona wątpiła w zbawienie tej duszy, siostra Martignat odrzekła:
- Miał on wprawdzie tylko jedno mgnienie oka, ażeby współdziałać z łaską Boską, ale skorzystał z niego. Nie tyle też mnie wzrusza stan niewymownych cierpień, w jakich ujrzałam tę duszę, ile mnie przejmuje podziwem błogosławiona chwila łaski, która go zbawiła. Przedstawia się ona moim oczom jako upust nieskończonej Bożej dobroci, miłosierdzia i miłości. Schodził on ze świata w grzechu śmiertelnym, zasługującym na piekło.

Drogocenna chwila łaski została mu udzieloną nie z powodu jego własnego odwołania się do Boga, ale jako wynik świętych obcowania, na skutek modłów za niego zanoszonych. Bóg wszechmocny dał się łaskawie przebłagać jakiejś pobożnej duszy, wysłuchał jej modlitwy i zawiesił zwykłe prawo swej świętej sprawiedliwości.

Siostra Maria Dioniza mówiła dalej:
- Bóg użył wrodzonego każdemu instynktu wzywania Go w niebezpieczeństwie życia, jak swego Najwyższego Dawcy, ażeby zlać na duszę księcia działanie rozgrzeszającej łaski. Łaska Boska działa prędzej, niż możemy sobie wyobrazić - jedno mgnienie oka. A chwila, jakiej dusza potrzebuje na akt współdziałania z łaską Bożą, nie dłuższą jest od tej, w której tę łaskę otrzymuje, co jej daje poznać z własnego doświadczenia, że jest stworzona na obraz i podobieństwo Boże.

Od tego dnia święta zakonnica robiła wszystko, aby zmniejszyć cierpienia „swego biednego księcia” jak go nazywała, ofiarując za niego modlitwy i umartwienia, prosząc jednocześnie innych, aby to samo czynili.

Jeszcze przed śmiercią, ku pocieszeniu swojemu, świątobliwa siostra została zapewniona, że dzięki jej zadośćuczynieniu dusza ta „przybliżyła się nieco do przybytków wiekuistej światłości”.

Agnieszka Stelmach

Na podstawie: ks. biskup Bougaud, Chrystianizm i czasy obecne, Warszawa 1906 r.

Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina