Zapomniane Prawdy i Wartości
 
Godność Rodziny Chrześcijańskiej

Stwórca jedną dał tylko żonę pierwszemu człowiekowi. Mężczyzna i kobieta są w małżeństwie raczej jedno niż dwoje, a ta jedność ciała jest wiernym wyobrażeniem jedności woli i miłości, jaka między nimi panować powinna. Co tylko narusza jedność małżeńską, jest przeciwnym Boskiemu założeniu rodziny, i dlatego od początku wielożeństwo, to straszne źródło rozdwojeń, było surowo zabronionym.

 

Sam też Stwórca postanowił, że węzeł łączący małżonków powinien być nierozerwalnym. Ta nierozerwalność to konieczne następstwo jedności pierwotnej, będącej podstawą rodziny. Czyliż nie czytaliście – mówił do Żydów Pan Jezus – iż, który stworzył człowieka od początku, mężczyzną i niewiastą stworzył je i rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a złączy się z żoną swoją i będą dwoje w jednym ciele. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, niechaj człowiek nie rozłącza (Mt 19, 4–6).

 

Słowa te wyraźnie nie dopuszczają rozwodu, który jest najstraszniejszą plagą zabijającą rodzinę.

Świętości również nie brakło pierwszej rodzinie: świętą była rodzina przez założyciela swego, którym był sam Bóg, świętą przez strony je zawierające, świętą w swoim założeniu, jakim miało być uświęcanie wzajemne rodziców i dzieci, a tym samym uświęcenie całej ludzkości.

Taką chciał Bóg mieć pierwszą rodzinę! Jakże święte miały być pokolenia, pochodzące z tego źródła, uświęconego ręką samego Boga!

Grzech zniszczył pierwotny porządek Boży, a rodzina pierwsza doznała zgubnych skutków poniżenia rodu ludzkiego. Pogaństwo, czasy przedchrystusowe smutny przedstawiają nam obraz poniżenia rodziny, zostającej pod wpływem głęboko niemoralnych zasad. Despotyzm, wielożeństwo, nierząd, rozwody, sprzedawanie kobiet, zabijanie dzieci, były zamienione w stałą zasadę. Na próżno szukać w rodzinie pogańskiej jedności, nierozerwalności, świętości, które w zamiarach Stwórcy miały uczynić rodzinę schronieniem szczęścia, ożywczym źródłem cnoty (…).

 

Jednak wróg, który popchnął rodzinę, a z nią ludzkość całą w bezdenną przepaść zepsucia i moralnej zgnilizny, miał być z kolei zwyciężonym, a pierwotny porządek, powszechnie przez niego zamieszany, musiał być znów przywrócony w człowieku, rodzinie i w całym świecie. W zupełności czasów – mówi Apostoł narodów – podobało się Bogu zesłać Syna Swego, aby naprawił w Nim wszystko, co jest na niebie i na ziemi (…). I ten Odkupiciel rodzaju ludzkiego naprawia zepsuty porządek, żyjąc w rodzinie, którą przez wszystkie wieki, wszystkie języki zwać będą Świętą Rodziną. W niej to odbijają się wszystkie pierwotne cechy, w niej napotykamy najwspanialszy wzór, jak wypełniać wszystkie obowiązki życia rodzinnego. Skromny dom Nazaretu to szkoła chrześcijańskich rodzin po wszystkie czasy! Józef, Maryja, Jezus, oto najdoskonalsze wzory dla członków rodziny, dla małżonków, dla ojca i matki, dla dzieci. Jaka tam doskonała miłość, jaka tam jedność! Józef św. otacza Najświętszą Maryję Pannę najczulszą opieką i troskliwością: czy to w wędrówce do Betlejem, czy w ucieczce do Egiptu, czy w powrocie do Nazaretu, czy w Świątyni Jerozolimskiej, wszędzie ofiaruje swą siłę i doświadczenie na usługi Maryi. Przez długie lata pracuje w pocie czoła, by Jej zapewnić codzienne potrzeby. Nieustannie trzyma wzrok swój zwrócony do Boga i wszystko wypełnia z religijną ścisłością, bez zwłoki, bez szemrania, bez rozumowania; Bóg tak chce i to dość dla niego. W Nazarecie wypełnia obowiązki najczulszego opiekuna względem Bożego Dziecięcia: ucząc wypełniania prawa, sam wiedzie Jezusa do Świątyni Jerozolimskiej i własnym przykładem uczy Jezusa pracy. (…) Maryja to najwierniejsza towarzyszka Józefa św., to najczulsza dla Jezusa Matka! Maryja i Jezus są zawsze razem; od żłóbka do Kalwarii ta Matka Boża jest nierozłączną towarzyszką Syna; Jezus to święty zakład powierzony Jej troskliwości. Maryja wie dobrze, że urodził się dlatego, by cierpieć i umrzeć; lecz miłość Jej macierzyńska, jakkolwiek wielka, nie opiera się najwyższej woli. Kiedy nadejdzie godzina krwawej ofiary, Ona stanie nawet pod Krzyżem pełna bohaterskiej odwagi i męstwa.

 

Te wzniosłe i wielkie przykłady Maryi mają przemawiać do wszystkich matek chrześcijańskich: Powierzone wam dziecię nie należy wyłącznie do was, do waszej rodziny lub siebie samego; macie je chować na dobrego syna Kościoła – na dzielnego obywatela kraju – na cnotliwego członka społeczeństwa – a gdy Bóg je do służby swojej powoła, macie, uważając to za łaskę wielką, złożyć z weselem chociażby jedyne dziecię na tym ołtarzu.

A Jezus? Odwieczny wzór dziecięcia w odrodzonej rodzinie chciał, aby cała historia młodego wieku mieściła się w tych czterech słowach: i był im poddany.

Ks. kard. Jan Puzyna, List pasterski o godności i powołaniu rodziny chrześcijańskiej (fragment), w: Notificationes e Curia Principis Episcopi Cracoviensis ad universum Venerabilem Clerum tam Saecularem quam Regularem. (Pismo wydawane przez Kurię Krakowską) Nr. 878. I. 1900. Tytuł od redakcji.

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Kościół wobec zarazy
Panika związana z tzw. pandemią koronawirusa ogarnęła cały świat. Groza miesza się z ironią. Grozę wywoływały i chyba jeszcze ciągle wywołują informacje o śmierci zakażonych, zdjęcia trumien masowo wywożonych z prosektoriów przez ciężarówki… Ironię zaś wzbudzają: brak konsekwencji rządzących w podejmowanych działaniach prewencyjnych, zalew sprzecznych informacji i spiskowych teorii. Łatwo się w tym wszystkim zagubić. Zresztą ojcu kłamstwa zależy na tym, byśmy czuli się pogubieni, opuszczeni i osamotnieni – bez żadnej nadziei…

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Chciałbym przekazać Państwu krótkie świadectwo. Jesteśmy z żoną w sakramentalnym związku małżeńskim już od 37 lat. Mamy dwie córki i 3-letniego wnuczka. Starsza córka mieszka za granicą, młodsza – tutaj z mężem i dzieckiem. Moja żona jest niepełnosprawna i niewidoma. Porusza się na wózku inwalidzkim. Ja jestem po trzech poważnych wypadkach. W roku 2006 spadły na mnie 24 palety. Miałem złamaną miednicę w pięciu miejscach i uszkodzone biodro. Leżałem w szpitalu dwa tygodnie. Później przywieźli mnie do domu, gdzie miałem spędzić w łóżku kolejne tygodnie. Po siedmiu dniach uratował mnie jednak bł. ks. Wincenty Frelichowski. Jego relikwie mamy w domu. Po wytrwałej modlitwie za wstawiennictwem błogosławionego Wincentego nagle udało mi się po kilku dniach wstać z łóżka. Lekarze nie dawali mi wcześniej szansy na pełne wyzdrowienie, ale jednak stało się inaczej. Po prostu pewnego dnia ks. Wincenty powiedział do mnie: „Wstań i chodź”. I chodzę do dziś i opiekuję się żoną, choć nieraz jest bardzo ciężko. Cieszę się jednak, że wraz z żoną możemy wspierać Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Prosimy o modlitwę za całą naszą rodzinę. Szczególnie za nasze zdrowie. Zostańcie z Bogiem.

Wacław z żoną Marią

 

 

Szanowna Redakcjo!

Jestem niesamowicie zbudowana Waszą działalnością. Przesyłane materiały bardzo sobie cenię. Czytam „Przymierze z Maryją”. Treściami dzielę się z najbliższymi. Moja rodzina jest wierna przykazaniom Bożym i kościelnym. Taka postawa jest budująca – dodaje siły i wiary do niesienia krzyża dnia codziennego.

W ostatnim czasie, pod koniec roku 2019, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża Jana wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu…

Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy naszych znajomych i bliskich. Uczestnictwo we Mszy Świętej, odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia w kaplicy szpitala zakonu bonifratrów przed cudownym obrazem Matki Bożej Uzdrowienia Chorych pomagały w tych trudnych chwilach. Pisząc o tym, pragnę podkreślić, że dzięki modlitwie, zaufaniu Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, mogliśmy przyjmować te wszystkie bolesne wydarzenia ze spokojem, powierzając również lekarzy opiece Ducha Świętego.

Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy Bogu, że udźwigniemy ten krzyż. Prosimy o modlitwę.

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Państwo

Pragnę podziękować za wszystkie pamiątki i upominki, które od Was otrzymuję. Chciałabym też podzielić się z Państwem świadectwem wyjścia z nałogu alkoholowego mojego syna Mariusza, który zmagał się z tym problemem przez trzy lata. Żona odeszła od niego, wyprowadzając się z dwojgiem dzieci do swojej matki. A ja codziennie modliłam się na różańcu o jego nawrócenie. Prosiłam Matkę Bożą i św. Ojca Pio o wstawiennictwo. Prosiłam Pana Jezusa o dar nawrócenia mojego syna. I stał się cud. Syn zachorował. Miał poważną operację głowy – usunięcia guza i krwiaka pod czaszką. Operacja się udała. A syn, gdy wychodził ze szpitala, powiedział: „Mamo, już nigdy nie zobaczysz mnie pijanego”. I dotrzymuje obietnicy. Od tego czasu minęło sześć lat i przez ten okres nie pił żadnego alkoholu. Założył firmę transportową, żona z dziećmi wróciła do domu. Obecnie mieszkają razem.

Dziękowałam i nadal dziękuję Panu Jezusowi, jak również Matce Najświętszej i św. Ojcu Pio, że mnie wysłuchali i uzdrowili mojego syna z tej choroby.

Napisałam te słowa, bo chcę podzielić się świadectwem, że dzięki mocnej wierze i modlitwie możemy otrzymać łaskę o którą prosimy. Szczęść Wam Boże. Życzę zdrowia i wszelkich łask.

Krystyna z Łódzkiego

 

 

Szczęść Boże!

Szanowna Redakcjo

Pragnę podzielić się z Państwem świadectwem. Urodziłam się w wielodzietnej, katolickiej, robotniczej rodzinie na wsi. Gdy miałam 6 lat, zostałam osierocona wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, ponieważ zmarła nam mama. Tatuś dawał nam bardzo dobry przykład, wychowywał nas bardzo religijnie: prowadził do kościoła i uczył codziennej modlitwy.

Młodo wyszłam za mąż i urodziłam troje dzieci. Moje małżeństwo nie było jednak szczęśliwe, ponieważ mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nade mną i nad dziećmi. Pomimo tego nigdy nie straciłam wiary w Boga. Wierzyłam, że zawsze jest ze mną i pozwala mi wytrwać. Każdego wieczoru klękaliśmy razem z dziećmi i modliliśmy się gorąco. Gdy dzieci usamodzielniły się i założyły własne rodziny, postanowiłam wyjechać do Grecji. W tym czasie mieszkał tam i pracował mój syn. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ale syn zachorował i zmarł.

Od znajomych dowiedziałam się, że w naszej parafii organizowane są spotkania ewangelizacyjne. Zdecydowałam, że i ja będę na nie uczęszczać. Tutaj bardzo uspokoiłam się wewnętrznie i doświadczyłam ogromnej duchowej radości. Brałam udział w rekolekcjach. Przez dwa lata, przed tym wspaniałym duchowym doświadczeniem, cierpiałam bardzo na ból prawej ręki, która mi drętwiała i traciłam w niej czucie. Wiele razy jeździłam do lekarzy, ale pomimo iż brałam leki, ból nie ustępował. Tego dnia modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem i w pewnym momencie odczułam drganie tej chorej ręki. Uświadomiłam sobie, że ból ustąpił. Od tego czasu upłynęło już 6 lat, a moja ręka jest zdrowa.

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to uzdrowienie. Dziękuję Ci też za to, że dałeś mi łaskę wytrwania i cierpliwości w czasie, gdy zmarł mój syn. Za wiarę i siłę w ciężkich chwilach mojego życia, dziękuję Panie Jezu. Wierzę w Ciebie, Boże żywy!

Anna z Żywca

 

 

Szanowny Panie Prezesie

Z całego serca dziękuję za modlitwę oraz wszystkie życzenia i upominki, Niech Pan Bóg i Matka Najświętsza mają w Swojej opiece Pana i wszystkich pracowników Stowarzyszenia. Niech obdarzą Was zdrowiem i wszelkimi łaskami. Bóg zapłać za wszystko i Szczęść Boże!

Janina