Temat numeru
 
Blask prawdy, dobra i piękna
 
Czy zastanawialiśmy się kiedyś nad tym, dlaczego Święta Bożego Narodzenia są takie piękne? Dlaczego budzą w nas tęskne wspomnienia za niewinnym czasem dzieciństwa, ciepła rodzinnego domu specjalnie ubranego na tę okazję, naszymi kochanymi rodzicami i tą niepowtarzalną i uroczystą atmosferą Wigilii, Pasterki i całej zimowej atmosfery, tak wspaniale komponującej się z tajemnicą przyjścia na ten świat tego maleńkiego Dzieciątka, które jest naszym Królem i Zbawicielem? Zastanówmy się przez chwilę nad zbliżającym się radosnym czasem, jego symboliką i znaczeniem dla naszej katolickiej wiary. Czyż z roku na rok współczesny coraz bardziej zlaicyzowany świat nie traci czegoś z tej atmosfery?

Wspomnienia Świąt Bożego Narodzenia

Każdy z nas zapewne pamięta niepowtarzalne chwile Świąt Bożego Narodzenia z dzieciństwa. Nieważne, czy pochodzimy z bogatych czy biednych rodzin, zawsze tym świętom towarzyszyła cudowna atmosfera, która nie zależała od wystawności potraw i bogactwa prezentów pod choinką. Chyba każdy pamięta Święta Bożego Narodzenia jako najpiękniejsze chwile w życiu. Dlaczego? Pamiętamy jacy byliśmy wówczas szczęśliwi, jak dobrzy byli ludzie i jak wszystko było piękne i odświętne. Święta Bożego Narodzenia mają właśnie taki charakter, ponieważ dla chrześcijan są bardzo ważnym wydarzeniem, mającym skutki nie tylko historyczne, ale przede wszystkim wiążące się ze zbawieniem naszych dusz. Przeciwnie, w krajach niechrześcijańskich ta data nic nie oznacza i niczego nie zmienia w ich codziennym życiu. Niestety, dzisiaj nawet w krajach, które niegdyś były niemal w całości chrześcijańskie, czas Bożego Narodzenia i poprzedzające go dni są co najwyżej dobrą okazją do wielkich zakupów, robienia prezentów, obżarstwa i wylegiwania się godzinami przed telewizorem. Inni, których sumienie bardziej dręczy uciekają wówczas ze swoich domów aby być jak najdalej od zwyczajów i obrzędów, które nękają ich nieczyste sumienia oderwane od życia sakramentalnego i Kościoła. Wolą więc wyjechać do krajów i miejsc, które nie mają nic wspólnego z tą szczególną atmosferą Świąt Bożego Narodzenia. Czyż tym nie należy tłumaczyć tłumów Europejczyków podróżujących w tym czasie na Daleki Wschód, gdzie trudno znaleźć katolickie kościoły i choćby ślad chrześcijańskich tradycji? Czy udając się tam nie chcą zagłuszyć własnych sumień?
 
A przecież dla nas chrześcijan jest to data jedna z najważniejszych. To czas przyjścia naszego Pana i Zbawiciela. To moment przypomnienia i unaocznienia jednej z najważniejszych prawd naszej świętej wiary. Ten blask i rodzaj atmosfery Świąt Bożego Narodzenia jest wspaniałym odbiciem zasad, których od wieków naucza Święty Kościół Katolicki. Jakie to szczęście, że mieszkamy właśnie w Polsce, która posiada tak wspaniałą tradycję świętowania czasu przyjścia Zbawiciela.

Szczególny czas

Święty Tomasz z Akwinu uczy nas, że verum, bonum, pulchrum, czyli prawda, dobro i piękno są wzajemnie powiązane. Ta triada jest ze sobą ściśle związana, a jej źródłem jest sam Bóg, który jest Absolutną Prawdą, Absolutnym Dobrem i Absolutnym Pięknem. Gdy głoszona jest wielka prawda, w sposób logiczny związane z tym jest czynienie dobra oraz piękno jego celebrowania. Jako że Boże Narodzenie jest tak wzniosłą prawdą, jego świętowanie powinno być również bardzo piękne i wzniosłe.
 
Co świętujemy w Boże Narodzenie? Po grzechu pierworodnym dobre dusze pozostawały jednak w otchłani. Nie mogły jeszcze wejść do nieba i w ten sposób nie mogły oglądać Boga, ponieważ musiały oczekiwać na ofiarę krzyża naszego Zbawiciela, która dopiero otworzyła im bramy nieba. Mogły być jedynie szczęśliwe w sposób niepełny, w granicach swojej natury, natomiast nie dane im było szczęście obcowania z Bogiem, które ma charakter nadprzyrodzony i jest pełnią szczęścia dla każdej duszy.
 
To najwyższe szczęście można uzyskać tylko przez Odkupienie, wyzwolenie z tego, co stało się za sprawą grzechu pierworodnego. Odkupienia mógł dokonać tylko Odkupiciel - nasz Pan Jezus Chrystus. Jeśli więc za prawdę przyjmujemy to, że Odkupienie dokonało się na krzyżu, to czas przyjścia Zbawiciela przybliża nas znacznie do momentu Odkupienia. Sam Bóg w ludzkiej naturze przyszedł do ludzi, aby ich zbawić. Bóg wywyższył w ten sposób ludzką naturę i przyszedł do swego stworzenia. Po kilku tysiącach lat oczekiwania miały się wreszcie spełnić słowa proroków. Moment narodzin Pana Jezusa przybliżył czas Odkupienia grzesznego człowieka i wyrwania go z więzów grzechu pierworodnego i śmierci. Przyszedł Pan życia i śmierci, Król królów i Pan panujących, od proroków ogłoszony, od narodów upragniony, On nareszcie otworzy bramy nieba i pozwoli duszom przebywać ze swym Bogiem. To wspaniały powód do szczęścia i świętowania! A szczęście to udziela się całemu stworzeniu.

Zima i Święta
 
W tym szczególnym czasie wszystko, włącznie z symboliką, winno więc być jak najbardziej niewinne i piękne. Jakimże szczęściem jest dla nas na przykład obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia podczas śnieżnej zimy. Wszyscy czujemy to w sposób niemal instynktowny. Biel śniegu w jakiś szczególny sposób pomaga nam zrozumieć tajemnicę Bożego Narodzenia. Śnieg i sposób w jaki jego płatki opadają, kojarzą się nam i wręcz skłaniają do czystości i niewinności. Jest coś nieskazitelnego i cichego w opadających na ziemię płatkach śniegu. Jak pięknie ta biel, czystość i cisza koresponduje z białym opłatkiem na wigilijnym stole i bielą obrusa. Nie przeszkadza nam wówczas nawet mróz, który utrzymuje cały ten przykryty bielą zimowy krajobraz. Chyba nie ma osoby, która nie życzyłaby sobie bieli śniegu i lekkiego przynajmniej mrozu na Boże Narodzenie.

Nie każdy naród ma jednak takie szczęście. Wyobraźmy sobie Święta Bożego Narodzenia przy upalnej czterdziestostopniowej spiekocie. Dla nas Polaków byłoby to nawet szokujące – wszyscy spoceni, rozleniwieni i roznegliżowani z powodu upału, opędzający się nieustannie od masy komarów. Ktoś może powiedzieć: nam się podobają nasze zimowe święta, ale ludziom żyjącym w klimacie gorącym wcale nie muszą. Jednak kiedy rozmawia się z chrześcijańskimi mieszkańcami ciepłych krajów, wszyscy oni marzą o Świętach Bożego Narodzenia ze śniegiem. Co ciekawe, oferta spędzenia Świąt Bożego Narodzenia w zimowym klimacie jest obecna w wielu agencjach turystycznych w tych krajach. Ich właściciele wiedzą, że ludzie to lubią i takie oferty cieszą się dużą popularnością. Zazwyczaj na Święta Bożego Narodzenia każdy chciałby być w domu, ale zimowe warunki są wówczas tak naturalne, że nikt w ciepłych krajach, jeśli ma taką możliwość wyjazdu, nie narzeka na podróż do Kanady, północnych części USA czy zaśnieżonej części Europy. Śnieg symbolizuje czystość. Dlaczego? Ponieważ jest tak nieskazitelny, że aż chciałoby się w nim zanurzyć. Jest w tym jakaś tęsknota za niewinnością i czystym sercem.

Oddalona ludzkość
 
Ale to nie jedyne symbole naszych świąt. Dlaczego np. nasz Pan Jezus Chrystus urodził się 25 grudnia, a nie 5 lutego, 8 marca czy 30 kwietnia? Ta data kryje w sobie coś bardzo symbolicznego. Ziemia okrąża słońce nie po okręgu, lecz po elipsie. I właśnie około 25 grudnia ziemia znajduje się w punkcie najbardziej oddalonym od słońca. Mniej więcej od tego czasu Ziemia zaczyna przybliżać się ku Słońcu: dni stają się coraz dłuższe i zbliżamy się do wiosny. Ludzkość po grzechu pierworodnym nigdy nie była tak oddalona od Boga - Słońca Sprawiedliwości, jak przed narodzinami naszego Pana. Jego narodziny stały się więc momentem przełomowym dla wszystkich ludzi – Bóg wszedł w ludzką historię, w ludzkiej naturze. Po tej dacie dni stają się coraz pełniejsze światła. A nasz Pan przychodzi niosąc nam światło prawdy.

Ale dlaczego Pan Jezus narodził się w nocy? By być symbolem przeciwieństwa, ponieważ On jest światłem prawdy, która rozświetla mroki nocy. Bóg rozprasza ciemności i wybrał na czas narodzin noc, aby tym pełniejszy był ów kontrast między światłem i ciemnością. Podczas dnia nie widać światła tak dobrze jak w nocy. Święty Jan przypomina nam wiele razy, że Chrystus Pan jest światłością: „W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła." (J 1,4-5) oraz „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za mną nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia" (J 8,12).

Boże Dziecię
 
Dlaczego Święta Bożego Narodzenia są tak niewinne? Dlaczego wszystko jest tak delikatne? Czy nie jest to związane z narodzeniem naszego Pana jako ubogiego i delikatnego dzieciątka? Dzieci nie są niebezpieczne, nie budzą przerażenia, są bezbronne, potrzebują naszej miłości, troski i pomocy. Przecież Pan Jezus jako Bóg, który wszystko może, mógł również przyjść na ten świat jako silny mężczyzna, pełen mocy i wręcz budzący respekt. Jednak nie chciał nas podporządkować, zdominować i pokonać. Chciał, byśmy go przyjęli, kochali i dlatego narodził się jako dziecię. Ze wszystkich dzieci potrzebujących naszej pomocy najbardziej potrzebują jej dzieci ubogie. I On narodził się tak ubogi, w stajence, wśród zwierząt. I to jakich zwierząt! Nie żadnych wspaniałych koni czy potężnych psów, ale wśród zwierząt symbolizujących cierpliwość i ciężką pracę: wołu i osła. A kto obchodził Święta Bożego Narodzenia jako pierwszy? Aniołowie idący ze śpiewem obudzić ludzi. Jako pierwsi na wezwanie aniołów przybyli adorować Dzieciątko biedni pasterze śpiący na polu ze swymi zwierzętami.

Ale nasz Pan nie jest marksistą, który kocha tylko ubogich i gardzi bogatymi. Przyjął Trzech Króli, którzy złożyli mu dary: złota, kadzidła i mirry. Wcześniej dał im nawet znak w postaci gwiazdy na niebie, aby wskazywała im drogę. Dlaczego chciał, by o Jego narodzeniu zwiastowała gwiazda? Ponieważ gwiazda jest najjaśniejszym ze wszystkich ciał niebieskich. Potrzebna była ta obecność ówczesnych przedstawicieli świata pogańskiego, których w tradycji nazywamy Trzema Królami, ponieważ On sam jest nie tylko Królem królów, ale był z królewskiej krwi, był z domu i rodu króla Dawida. Tak święty Józef, przybrany ojciec Pana Jezusa, następca tronu Dawida, jak i Najświętsza Maryja Panna byli z domu i rodu Dawida. To właśnie dlatego, gdy Pan Jezus wjechał do Jerozolimy w Niedzielę Palmową ludzie wznosili okrzyki: Hosanna Synowi Dawida!

Chrześcijańskie świętowanie
 
Boże Narodzenie jest więc tak ważne, że dla unaocznienia jego wzniosłości, wszystkie kraje chrześcijańskie obchodziły te święta bardzo uroczyście i w jak najpiękniejszy sposób. Dekorowano ulice, wnętrza domów, a przede wszystkim kościoły. Dzieciom i przyjaciołom wręcza się prezenty, święty Mikołaj ze Smyrny przekształcił się w Świętego Mikołaja, który w tym czasie je rozdaje. Dawniej też częściej śpiewało się przy stole kolędy, przyjaciołom wysyłało specjalne świąteczne kartki. Warto też nadal o tym pamiętać. Domy były przystrajane w szczególny sposób. Nie mogło przy tym zabraknąć rozświetlonej choinki czy szopki.

Wszyscy w tym czasie, i daje się to czasami jeszcze dzisiaj odczuć, traktują się wyjątkowo dobrze i uprzejmie, bo czujemy, że Ktoś się pojawił i odmienił oblicze świata. W ten szczególny czas każdy kto chce przeżyć święta godnie idzie do spowiedzi świętej. Bo jakże możemy obrażać Boga, który stał się dla nas człowiekiem i pochylił się nad naszą nędzą?
Nie zapominajmy więc o tej wspaniałej atmosferze i tradycjach Świąt Bożego Narodzenia, które są dla nas klejnotem. Powinniśmy ten klejnot chronić i rozwijać w sobie jak wielki skarb. To jedna z najpiękniejszych kart naszej wspaniałej chrześcijańskiej cywilizacji, bez której nie byłoby Polski, nie byłoby Europy. Chrześcijanin nie może też zapominać, co jest w tym czasie dla niego najważniejsze – rodzi się nasz Pan i Zbawiciel – Bóg się rodzi, moc truchleje!


Sławomir Skiba i Valdis Grinsteins

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
20 lat Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi
Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień można by sparafrazować słowa piosenki z popularnego niegdyś serialu… Dwie dekady działalności Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi miały niebagatelny wpływ na funkcjonowanie naszej Ojczyzny. Temu wydarzeniu poświęcamy znaczną część „Przymierza z Maryją”.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Medal dla niestrudzonego obrońcy wiary

Z radością informujemy, że długoletni Apostoł Fatimy, Pan Stanisław Drzewiecki z Tuliszkowa został uhonorowany przez ks. biskupa Wiesława Meringa medalem „Zasłużony dla Diecezji Włocławskiej”. O Panu Stanisławie pisaliśmy już w 96. numerze „Przymierza z Maryją”. Dziś postanowiliśmy jeszcze wrócić do Tuliszkowa, by wraz z naszym bohaterem cieszyć się z tego wyróżnienia.

 

Gdyby historią życia naszego Apostoła obdarzyć kilka osób, każda z nich miałaby pełne ręce roboty, a do tego swoją pracą budziłaby podziw i uznanie. Aż trudno uwierzyć, jak wiele pasji, talentów, zainteresowań, zacięcia społecznikowskiego może kryć się w jednym człowieku.

I choć Pan Stanisław w swoim 81-letnim życiu sprawdził się w wielu dziedzinach, jego największą pasją jest nauczanie. Jak już pisaliśmy poprzednio, jest powszechnie znanym i cenionym matematykiem, ale uczył także fizyki i chemii. W zawodzie spędził ponad pół wieku, kształcąc młodzież w 28 szkołach. Mimo przejścia na emeryturę, wciąż pomaga młodym ludziom. Od ponad dekady udziela bezpłatnych korepetycji każdemu, kto się do niego zgłosi. – Uczyć zawsze lubiłem. Satysfakcję czerpałem z tego, że potrafiłem nauczyć matematyki każdego, nawet tego, kto nie miał w tym kierunku najmniejszych zdolności – mówi z przekonaniem. – Dziś cieszy mnie każdy sukces mojego podopiecznego, któremu udaje się wyciągnąć ocenę na lepszą, czy uniknąć powtarzania roku. Myślę, że uczniowie też mnie lubili i lubią. Do dziecka trzeba umieć znaleźć drogę, czymś zainteresować i zachwycić, zachęcić do aktywności. Nauczyciel musi mieć osobowość, musi być ciekawy świata, by dla innych być wzorem, ikoną, która swoim postępowaniem pokazuje, jak dobrze można żyć. Ponadto potrafi wydobyć z dziecka jego zalety i je rozwinąć, rozbudzić ciekawość i chęć do poznawania świata, do pomagania, do ciągłego rozwijania się. Ja zawsze mówię do swoich podopiecznych, że nie chodzi o to, byście pokochali matematykę, ale żeby z was wyrośli porządni ludzie z charakterem. Sam trafiłem jako dzieciak na kilku nauczycieli tak interesujących i wartościowych, a przy tym pełnych zapału, że do szkoły chodziłem nie tylko po naukę, ale właśnie dla moich pedagogów, którzy mnie niesamowicie inspirowali – zapewnia.

 

Pan Stanisław ubolewa nad tym, że obecnie wielu nauczycieli skupia się tylko na przekazywaniu wiedzy, zaniedbując przy tym wychowanie. – Często się mówi: „a niech rodzice wychowują, nauczyciel ma uczyć”. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że szkoła, tak jak dom, jak Kościół ma także młodzież kształtować. Niestety, obecnie nauczyciel boi się wychodzić poza swoją rolę, by nie zostać posądzonym przez rodziców o wtykanie nosa w nie swoje sprawy. I to jest przykre. Uważam, że w wielu przypadkach wychowanie dzieci powinno zacząć się od wychowania rodziców. To mocne słowa, ale Pan Stanisław nie boi się mówić tego, co myśli. Tak było w czasach komunizmu, gdy bronił krzyża w szkole i odważnie przyznawał się do swojej wiary. Nigdy nie krył, że jest człowiekiem głęboko religijnym. Za swoje przywiązanie do Kościoła i zaangażowanie w przygotowanie ołtarzy na Boże Ciało w 1968 roku stracił posadę dyrektora szkoły. – Było mi oczywiście przykro, ale w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze. Ołtarze na Boże Ciało ubierali moi dziadkowie (od 1912 roku), rodzice i ja przez 65 lat. Bóg dla mnie i mojej rodziny był zawsze na pierwszym miejscu – podkreśla. I za to piękne świadectwo chrześcijańskiego życia składane zwłaszcza w trudnych czasach i ogromne zaangażowanie w życie swojej parafii w Tuliszkowie, Pan Stanisław został odznaczony medalem „Zasłużony dla Diecezji Włocławskiej”, przyznawanym przez ks. biskupa Wiesława Meringa. Odznaczenie zostało przekazane podczas uroczystości poświęcenia kopii figury św. Michała Archanioła z cudownej Groty Objawień w Gargano.

 

W imieniu Redakcji „Przymierza z Maryją” gratulujemy Panu Stanisławowi tak zaszczytnego wyróżnienia i jesteśmy dumni z faktu, że tak zacna osoba należy do duchowej rodziny Apostołów Fatimy i grona oddanych Przyjaciół Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi.

Panie Stanisławie, życzymy Bożego błogosławieństwa i dużo zdrowia!

 

DMB

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję Panu Prezesowi za troskę o mnie. Dziękuję Redakcji za „Przymierze z Maryją”. Pragnę zapewnić, że nadal chcę otrzymywać Wasze pismo. Ono pomaga mi w wielu sprawach – tak wiary, jak i moralności. Bardzo jest mi potrzebne, bo mam niestety problemy, zwłaszcza z zachowaniem szóstego przykazania. Często zastanawiam się, czy uda mi się z tego wyjść, czy się poprawię? Wierzę, że tak. Ufam Bożej Opatrzności. Prosząc o modlitwę za mnie, pozdrawiam całe Stowarzyszenie im. Ks. Piotra Skargi.

Dawid

 

 

Szczęść Boże!

Z całego serca dziękuję za przesłanie mi obrazu Niepokalanego Serca Maryi. Teraz modlę się codziennie przed Mateńką. I widzę, że Ona się do mnie uśmiecha. Czuję Jej błogosławieństwo. Jakaż to łaska! Pozdrawiam Was serdecznie.

Jadwiga

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pragnę za pośrednictwem Redakcji serdecznie podziękować Stowarzyszeniu im. Ks. Piotra Skargi za słowa otuchy i przesłanie Jubileuszowego Różańca, upamiętniającego 100. rocznicę Objawień Matki Bożej w Fatimie. Chciałbym także – ku przestrodze – podzielić się swoją udręką. Chciałbym przestrzec przed tym, od czego jestem uzależniony, czyli przed alkoholem. Również pragnę złożyć pewne świadectwo. Piszę o tym, bo wiem, że wiara czyni cuda. Po wykonaniu ogromnej pracy nad sobą, udaje mi się te sprawy zmieniać na lepsze. Tak więc od dłuższego czasu walczę ze swym alkoholizmem. Alkohol sprawił, że zamknąłem się w sobie. Jednak dzięki modlitwie i wsparciu rodziny jestem spokojny o kolejny dzień. Pomogły mi w tym też przesłane przez Was materiały – obrazek Matki Bożej Uzdrowienia Chorych oraz Akt Ofiarowania się Jezusowi przez ręce Maryi. Wiem, że Opatrzność Boża czuwa nade mną. Gdyby nie Ona, mało brakowało, abym w ubiegłe wakacje zapił się na śmierć. Teraz dziękuję Panu Bogu za dar życia.

Choć obecnie pokutuję w więzieniu, to głęboko wierzę w to, że Bóg opiekuje się mną. Za każdy dany mi czas dziękuję. Dziś wiem, że trzeba być dobrym przez całe życie i służyć Bogu. Dziś mam głęboką świadomość ile czasu straciłem przez alkohol i negatywne nastawienie do życia oraz przyjaciół. Alkohol zastępował mi towarzystwo. Gdy piłem, miałem wrażenie, że się wyciszam, uspokajam. Kiedy alkoholu zaczęło brakować, zaczynały się u mnie lęki i panika.

Obecnie znalazłem ludzi, którzy uczęszczają na mityngi AA na terenie więzienia. Też chodzę na te spotkania, podczas których dzielę się swymi opiniami, łzami i przeżyciami. Z pokorą i wdzięcznością przyjmuję wszystko, czym mnie Pan Bóg doświadcza.

Pozdrawiam całą Redakcję, pozdrawiam wszystkich, którzy się za mnie modlą i czekam na kolejne wydanie Waszego pisma. Bóg zapłać!

Z poważaniem

Marek

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowni Redaktorzy! Bóg Wam zapłać za przysyłanie mi wspaniałego pisma, jakim jest „Przymierze z Maryją”. Pragnę podzielić się świadectwem, jak dobry jest Pan Bóg. Otóż, jestem inwalidą, na którym to Pan Bóg uczynił cud. Kilkadziesiąt lat temu miałem bardzo ciężki wypadek samochodowy, po którym przez 5 tygodni byłem nieprzytomny. Lekarz, który mnie prowadził, dawał tylko kilka procent szans na to, że przeżyję. Twierdził, że nawet jeśli przeżyję, to i tak do końca życia będę jeździł na wózku inwalidzkim. Tymczasem – jak się okazało – na wózku jeździłem bardzo krótko. Po latach w ogóle go nie potrzebuję i daję sobie ze wszystkim radę samodzielnie. Jestem za to bardzo wdzięczny Panu Bogu i Matce Najświętszej. To Ona wstawiła się za mną u Swego Syna. Syn Ją wysłuchał i uczynił cud. Zresztą Jego opiekę czuję na każdym kroku w tych jakże ciężkich dla wiary czasach. Wiem jedno – trzeba całkowicie i bez żadnych wątpliwości zawierzyć Bożej Opatrzności, a resztą już będzie kierował Pan Bóg.

Jako podziękowanie za moje uzdrowienie wystawiłem koło mojego domu kapliczkę poświęconą Matce Bożej. Modlę się tam bardzo często. Jeszcze się nie zdarzyło, bym nie znalazł rozwiązania w trudnych sytuacjach. Dziękuję Wam za wszystko, co robicie dla naszego Narodu. Szczęść Wam Boże w tych trudnych czasach. Z Panem Bogiem i Maryją, Matką Jego!

Jan z Podkarpackiego

 

 

Szczęść Boże!

Droga Redakcjo! Chciałabym podzielić się z Czytelnikami świadectwem. Jestem wdową i matką dwóch synów. Jeden od 27 lat jest kapłanem i posługuje we Włoszech. Drugi ma żonę i troje dzieci. Jest policjantem.

W roku 2012 dowiedziałam się, że mój mąż ma nowotwór złośliwy i pozostało mu tylko 6 tygodni życia. Zaczęłam się gorliwie modlić i prosić Pana Boga oraz Matkę Bożą o zatrzymanie tej choroby, choćby tylko na trzy lata. Naszym pragnieniem było doczekać jubileuszu 50-lecia małżeństwa. I prośba została wysłuchana! W czerwcu 2014 roku w obecności syna-kapłana odnowiliśmy przysięgę małżeńską. Szczęście nie trwało jednak długo. W listopadzie 2015 roku mąż odszedł do Pana. Było mi bardzo ciężko, ale modlitwa, wsparcie duchowe ze strony rodziny i przyjaciół, Wasze materiały oraz programy w Telewizji Trwam i Radiu Maryja bardzo mi pomogły i pozwoliły dalej – w miarę normalnie – żyć.

W Środę Popielcową 2018 roku dowiedziałam się z kolei, że to ja mam raka złośliwego. I zaczęłam leczenie. W czasie wszystkich badań i zabiegów miałam w ręku różaniec, a na ustach słowa: „Jezu ufam Tobie!” oraz „Kochana Mateczko, osłaniaj mnie płaszczem Swej opieki”.

W szpitalu przebywałam 8 tygodni. Ostatnie naświetlanie miałam 15 sierpnia ubiegłego roku. W listopadzie przeszłam kontrolne badanie, które wykazało, że jest dobrze. Teraz czekają mnie kolejne badania.

Proszę Pana Jezusa, Matkę Najświętszą i Świętych, by było dobrze. Wszystko w rękach Pana Boga. Proszę Was o modlitwę, za którą z góry dziękuję – Bóg zapłać!

Zostańcie z Bogiem

Elżbieta z Torunia